Dziedziniec I

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Dziedziniec I

Pisanie  Lancel Lannister on Wto Gru 05, 2017 6:44 pm

***
avatar
Lancel Lannister

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Dunstan Banefort on Nie Gru 10, 2017 11:30 pm

28 stycznia 336
Poranek

Zbliżały się już ponad trzy tygodnie od czasu gdy Dunstan zaczął gościć w Casterly Rock i gwoli szczerości, zaczynało mu się już tutaj nieco nudzić. Sprowadził tutaj połowę swojego rodu, więc w zamku przebywało teraz prawie tyle samo Banefortów i ich potomków, co samych Lannisterów. Nie mógł też powiedzieć, że źle mu się spędzało czas ze szwagrem, przynajmniej wtedy gdy miał on chwilę czasu, ale jednak wszędzie dobrze, ale we własnym obejściu najlepiej. Zaczął nawet tęsknić za swoimi obowiązkami, na które tak często i demonstracyjnie narzekał, ale wszak przecież podobały mu się one. Wróciwszy więc z porannej przejażdżki z najstarszym synem Waymarem, z poważnym przeświadczeniem że należy kulturalnie się wyłgać z dalszego pobytu i chyba już wracać do domu.

Gdy wprowadzali konie na dziedziniec i przekazywali uzdy chłopcom stajennym, w oczy lorda Baneforta rzucił się młodzieniec, akuratnie przechodzący nieopodal nich. Nawet gdyby nie znał jego prawdziwej tożsamości, od razu poznałby że ma do czynienia z krwią Valyrii. Z księciem Aemonem nie miał okazji mówić zbyt dużo, choć będąc także gościem króla Lancela i stołując się na tej samej uczcie, miał okazję wymienić z nim parę kurtuazyjnych stwierdzeń i banalnych uwag. Nic szczególnego, ale zdawał się być dobrze ułożonym człowiekiem. Dunstan zdecydował, że warto było spróbować z nim porozmawiać, choćby dla zabicia nudy. A być może też uda mu się dowiedzieć nieco o powodach jego wizyty? Większość rozmów odbyła się za zamkniętymi drzwiami królewskiej samotni, nawet Tytos o wielu sprawach dowiadywał się z relacji swojego ojca. Rozumiał powody dla których tak było, choć bynajmniej go nie satysfakcjonowała rażąca niewiedza na te tematy i zamierzał sukcesywnie, nienachanie i metodycznie ją powiększać. Jeśli metoda na marchewkę nie zadziała, być może trzeba będzie się zastanowić nad jakimś kijkiem? Byleby go nie wepchnąć w mrowisko.
- Widzę, że nie tylko ja nie lubię przegapiać porannych promyków słońca - odrzekł pogodnie i bardzo zwyczajnie, zbliżając się do księcia i witając go życzliwym skinieniem głowy - Lord Dunstan Banefort, a to mój najstarszy syn Waymar - przedstawił się, podbródkiem wskazując na swojego dziedzica - Pewnie pamiętasz mnie mniej, niż ja pamiętam ciebie książę, ale gościliśmy razem na niedawnej uczcie. Moja siostra nie może wciąż nachwalić się twoim podarkiem, jeszcze chwilą i Tytos będzie mógł być zazdrosny - uśmiechnął się, dopiero po chwili reflektując i zadając najważniejsze pytanie - Swoją drogą mam nadzieję, że nie przeszkadzam w czymś niezmiernie ważnym?
avatar
Dunstan Banefort

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Aemon Blackfyre on Pon Gru 11, 2017 12:15 am

Dzień po negocjacjach mając już za sobą śniadanie, poranną lekturę i sparing z ser Duncanem, książę postanowił wybrać się na spacer po zamku. Pamiętał mgliście co nieco z ostatniej wizyty i przez ostatnie dni zobaczył to i owo, więc udało mu się tym razem nie zgubić. Przynajmniej dopóki używał głównych korytarzy. Jego zaprzysiężona tarcza tymczasem zawsze była kilka kroków za nim, uważnie pilnując swojego przyszłego króla. Aemon nie wątpił, że jego dziad maczał w tym palce. Trafił właśnie na jeden z zamkowych dziedzińców, rozmyślając czy nie powinien złożyć wizyty swojej przyjaciółce, kiedy zaczepił go wyglądający dość znajomo mężczyzna. Lord Banefort, chorąży króla Lancela i współbiesiadnik na uczcie sprzed dwóch dni. Przy okazji też związany z Lannisterami poprzez małżeństwo.
- Oczywiście, że pamiętam - odpowiedział Banefortowi. - Miło mi ujrzeć jeszcze raz waszą lordowską mość. Ciebie również, ser Wymarze - powitał dwóch mężczyzn i uśmiechnął się lekko słysząc o siostrze Dunstana. - Miło mi słyszeć, że prezent przypadł lady do gustu. Czy wie lord może czy książę Tytos cieszy się równie mocno z nowego rumaka? - zapytał. - Dornijskie konie to szybkie i wytrzymałe sztuki, z pewnością okażą się idealne na polowania.
Banefort ostatecznie postanowił jeszcze zapytać czy w niczym nie przeszkadza księciu, na co ten machnął tylko dłonią.
- Nie mam obecnie ważnych zajęć, czekam jedynie na list ze Smoczej Skały, acz do czasu jego nadejścia minie kilka dni - odparł. - Spaceruję więc po zamku, ponieważ zapowiada się, że zostanę tu jeszcze przez jakiś czas. Zaoferowałem swoje usługi królowi Lancelowi, jednak nie znalazł dla mnie jeszcze najwyraźniej żadnego stosownego zadania.
avatar
Aemon Blackfyre

Liczba postów : 347
Data dołączenia : 27/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Dunstan Banefort on Pon Gru 11, 2017 6:29 pm

Dunstan poczuł się trochę zmieszany swoją nonszalancją, gdy książę Aemon zwrócił się do niego dość tytularnie, per "lordowska mość', sam bowiem poczuł się teraz jak cham podchodząc do niego w tak bezpośredni sposób. Nigdy nie był wielkim zwolennikiem sztywnych ceremoniałów, choć starał się też nie dać odczuć o sobie, że wypadł sroce spod ogona. Postanowił więc zwracać się bardziej uprzejmie, a mniej jowialnie. Był człowiekiem przyjemnym w obyciu raczej, tak przynajmniej mu się zdawało, ale nie zawsze taktownym.
- Sądzę, że tak, ale pewny tego być nie mogę. Mój drogi szwagier nad wyraz poważnie traktuje swoje obowiązki i nie widzimy się tak często na ile stać moją wątrobę - uśmiechnął się znacząco. Nie był alkoholikiem bynajmniej, ale zdarzyło mu się zdrowo popić, zwłaszcza w gronie które mógł już uznać za rodzinne - Właśnie na polowanie próbowałem go namówić, więc być może oboje zdążymy się na własne oczy przekonać? Jeśli uda mi się go przekonać, żeby wygrzebał się choć na jedną dobę ze sterty dokumentów, to już będę mógł otrąbić spory sukces, ale jest jakaś szansa - może nie miał na myśli naprawdę namawiania Tytosa wbrew ciążącym na nim obowiązkom, ale z pewnością miał jeszcze w planach go o to zapytał - Szkoda tylko, że skończą się sprawiedliwe wyścigi i gonitwy. Moja poczciwa chabeta raczej nie dogoni Dornijczyka. A szkoda, miałem nadzieję trochę ogołocić sakwę Tytosa w zakładach.

- Szczerze mówiąc też trochę błądzę, raz tu, a raz tam - pokiwał głową ze zrozumieniem na uwagę księcia Aemona o niemożności znalezienia sobie poważnego zajęcia - Jako gość nie mam zbyt wiele zajęć poza uczęszczaniem na bale i rauty oraz zbijaniem bąków. Choć na to nie będę narzekał tak demonstracyjnie, bo jak na powrót zrzucą się na mnie obowiązki, zwłaszcza te zaległe, to nagle zatęsknię za bumelanctwem - westchnął z ubolewaniem - Tak to już jest w życiu. Gdzie nas nie ma, tam trawa bardziej zielona, kobiety piękniejsze, a wino słodsze.


Waymar przez czas monologu swojego ojca nic nie powiedział ani nie zrobił, poza miłym ukłonem w stronę księcia Aemona. Nie był nigdy chłopakiem zbyt śmiałym i bardzo rozmownym na banalne tematy. Dunstan zresztą też, ale cóż innego oboje mieli tu do roboty jak nie tylko chwytać się jakiejkolwiek rozrywki lub odmiany od włóczenia się po zamku lub okolicach?
- Przynajmniej ja mam takie wrażenie - nawiązał do wcześniejszej wypowiedzi i spojrzał na syna - Mój syn za to krzywi się na każdą wzmiankę o ożenku. Chyba woli lokalne kobiety z dostatecznie zielonych łąk wokół Banefort. I dużo dostatecznie słodkiego wina - dodał z przekąsem, choć nie było w tym gniewu, raczej mający trochę dopiec chłopakowi dowcip i ojcowska troska o jego przyszłość.
avatar
Dunstan Banefort

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Aemon Blackfyre on Pon Gru 11, 2017 9:38 pm

- Tak, słyszałem, że książę Tytos jest niezwykle oddanym pracy człowiekiem. Nie spodziewałem się jednak, że oderwanie go od dokumentów jest rzeczą tak trudną - odpowiedział Banefortowi, zastanawiając się nad upodobaniami mężczyzny, który wkrótce miał zostać jego dobrym ojcem. - Jestem jednak pewien, że uda ci się lordzie znaleźć inną konkurencję, w której będziesz miał szansę oskubać swego dobrego brata z części jego słynnego złota.

Najwyraźniej lord Dunstan był bratnią duszą, dzielącą cierpienia Aemona dotyczące nudy jaka dotykała gości na cudzych dworach. Z tego co było księciu wiadomo, jego rozmówca przebywał tu o wiele dłużej od niego, więc Blackfyre nie chciał nawet myśleć jak bardzo Banefort musi odczuwać dokuczliwą bezczynność. Właściwie może mogli sobie nawzajem chociaż trochę pomóc...
- Może zechciałby lord dołączyć do mnie i ser Duncana - tutaj Smok skinął na stojącego z tyłu rycerza, który służył za jego zaprzysiężoną tarczę - w czasie jutrzejszego treningu o poranku? Nie jestem wprawdzie zdolnym szermierzem i nadrabiam dopiero braki, a mój towarzysz jest zdolnym wojownikiem, od którego wiele jeszcze muszę się nauczyć, ale sparing ze świeżym przeciwnikiem zawsze jest miłą odmianą.
Jeżeli lord nie miał nic przeciwko, książę ustalił z nim jeszcze dokładny czas oraz miejsce.

W końcu Dunstan postanowił wspomnieć o swoim synu, który do tej pory stał cicho obok i nie wtrącał się do rozmowy. Książę w sumie zastanawiał się dlaczego. Zwykła nieśmiałość? Zmieszanie obecnością ojca? Czy może młody Banefort po prostu nie lubił pogaduszek nie prowadzących do niczego konkretnego?
- Trudno o małżeństwo z miłości w naszej sytuacji, więc trudno mu się dziwić - powiedział, uśmiechając się smutno. Syn Dunstana wyglądał na mężczyznę w wieku Aemona, może nawet starszego. - Może się jednak udać znaleźć kogoś, kogo uda się pokochać już w trakcie trwania małżeństwa i jest to wielkie szczęście. Warto więc próbować i szukać, w końcu obowiązek prędzej czy później dogoni każdego, a gdy to zrobi może nie być już luksusu nawet ograniczonego wyboru.
Myśląc o małżeństwie trudno było mu nie skupić się na własnym, które wkrótce miało nadejść. Obowiązek każdego prędzej czy później dopadnie... Chyba powinien złożyć wizytę swojej narzeczonej i wyjaśnić z nią kilka spraw, nie chciał przecież by myślała, że jej unika. Wiedział za to, że może mieć pewne pretensje, które wymagają sprostowania.
avatar
Aemon Blackfyre

Liczba postów : 347
Data dołączenia : 27/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Dunstan Banefort on Pon Gru 11, 2017 11:34 pm

- Oj jest - zaśmiał się gładko - Trudno mu się zresztą dziwić. Spoczywa na nim dużo obowiązków. I wielka odpowiedzialność. Ale ogołocić go jeszcze ogołocę, tylko muszę rozsądnie dobrać konkurencję - już na uczcie z tych paru banalnie zamienionych słów, odniósł raczej pozytywne wrażenia na temat osoby księcia Aemona. Teraz mógł się w nich dalej utwierdzić, bo mimo iż było to dopiero parę słów ich dialogu, to młodzieniec był sympatyczny i czuć było po nim pewną głębię charakteru. Nie wydawał się być też stereotypowym potomkiem Valyrian, raczej nie było w nim bowiem wręcz mitycznej ich arogancji. Rozmowa szła całkiem gładko. Dunstan jeszcze nie wiedział, że właśnie rozmawia z przyszłym małżonkiem jego siostrzenicy, ale pewnie właśnie takiego męża tak czy inaczej by jej życzył.

Druga propozycja była dla niego lekkim zaskoczeniem, ale raczej pozytywnym. Choć nie był zbyt dobrym wojownikiem, zawsze pracując raczej głową, to odrobina ruchu i męskiej rozrywki były mu teraz podwójnie potrzebne.
- Czemu nie! - powiedział więc ochoczo - Sam jestem raczej niedzielnym pojedynkowiczem, ale trochę ruchu i ćwiczeń nikomu nie zaszkodzi - po wyrażeniu przez niego chęci na owy sparing, udało im się szybko ustalić dokładny termin. Potem ich rozmowa powróciła na poważne tory.

- Zaiste trudno - odrzekł zaskakująco poważnym tonem. komentując uwagę księcia o bolączkach jakie często wiązały się z małżeństwami. Sam przecież nie miał tego luksusu by ożenić się z miłości. Jakoś tak po prostu... Wyszło. Tak wyszło, że był z kobietą z którą był. Miał z nią jednak dzieci i chyba dostatecznie ją pokochał. W pewien sposób mu się poszczęściło - Dlatego daję Waymarowi jeszcze trochę czasu. Niedużo, ale jednak - dodał znacząco, z półuśmiechem spoglądając na syna - Ostatecznie.. Trzeba zawsze robić to co do nas należy, czyż nie? Wielka odpowiedzialność, czy też mała, wypada musimy ją unieść - też uśmiechnął się dość sentymentalnie -
avatar
Dunstan Banefort

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Aemon Blackfyre on Wto Gru 12, 2017 7:04 pm

Aemon miał tę przewagę, że wiedział już z kim przyszło mu rozmawiać. Poza faktem, iż był to lord Banefort, był to również wuj jego przyszłej małżonki. Dlatego tym bardziej cieszyło go, że Dunstan okazał się - jak na tak krótką rozmowę - całkiem miłym i poczciwym człowiekiem, a przy okazji chyba go polubił. Dobrze było się również dowiedzieć czegoś więcej o swoim dobrym ojcu.
- Słyszałem, że król Lancel zamierza niedługo wyprawić wspaniałą ucztę dla wszystkich lordów Zachodu - powiedział Banefortowi, acz nie zdradzał więcej szczegółów. - Z pewnością będzie to świetna okazja dla twego syna, lordzie, aby rozejrzeć się wśród panien jakie są jeszcze wolne na dworach Zachodu.
Blackfyre uśmiechnął się lekko. Może te zaślubiny przysłużą się jeszcze komuś, dobrze by było gdyby wyszło z nich jak najwięcej korzyści dla obu krain.
- W rzeczy samej, wszyscy musimy czynić swoją powinność - przytaknął Dunstanowi. - Wybacz mi teraz, lordzie, ale muszę się oddalić. Obowiązki wzywają, możliwe, że mam jednak jedną ważną rzecz do zrobienia - skinął Banefortowi głową. - Do zobaczenia jutro.

z/t
avatar
Aemon Blackfyre

Liczba postów : 347
Data dołączenia : 27/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Arjan Estermont on Wto Gru 26, 2017 4:09 pm

30 Stycznia 336 AC

Podróż zajęła mi całe osiem dni...jazdy, bo zatrzymywali się oni często i gęsto, żeby to pomagać prostaczkom bądź odwiedzać wcześniejsze zamki po drodze. Bo zbytnio się nie śpieszyli, bo i po co? O całej sytuacji z wściekłymi chłopami Arjan zaczął już żartować, zamiast się zamartwiać, że mogli go nabić na widły. Natomiast wieczorami przy ognisku obiecał druhowi, że się jakoś odwdzięczy za przegadanie ich, bo Róża pewnie źle by zniosła śmierć ojca wraz z tamtą czwórką ludków. Estermont miał nawet plan jak się odwdzięczyć, tylko będą musieli dojechać do ów Casterly Rock i zostać tam na dość dłuższy okres. Jeżdżąc tak, rycerz opowiadał, jak to by chętnie na tych ziemiach Zachodu zapolowałby z grupką na jakiegoś lwa! Takiego co dumą byłoby powiesić nad kominkiem albo futro zwierza swojej damie serce podarować. Dodatkowo momentami Żółwia brało na przemyślenia o swoim domu, lecz szybko rozwiewał te myśli słowami "Zejdź mi z oczu i nie wracaj! Zgiń na tym swoim cholernym trakcie!". Mimo słów, jakimi potraktował go ojciec, dziedzic nadal go kochał, ale nigdy nie dochodziło do momentów, gdy mogli się tym uczuciem obdarzyć, jak przystało na syna oraz ojca. Przejeżdżali oni tak przez Lannisport, gdzie Żółw zakupił po pięć soczystych jabłek, które podrzucił do podgryzienia swoim towarzyszom. W końcu dojechali do swojego celu, czyli Casterly Rock! Rycerz spojrzał tak z podziwem na ogromnych rozmiarów twierdzę, której się jednym spojrzeniem nie dało objąć.
- Istna jaskinia lwa. Cholera, za dzieciaka wydawała się większa.- Rzekł z żartobliwą nutą nawiązania w głosie co do swego wzrostu kiedyś.- Był w sumie historii jakiś większy szturm na Casterly Rock? Bo mi nic nie świta w głowie na ten temat.
Tutaj zatrzymał się na bramie wjazdowej, gdzie pewnie strażnicy zatrzymali ich, by się spytać, kim są, na co Arjan prychnął pod hełmem rozbawiony.
- Chyba po herbie i włosach widać któż to, sam Gedeon Lannister!- Powiedział donośnym tonem.- Oraz Ser Arjan Estermont, przyjaciel Uśmiechniętego Lwa, nieprawdaż? Lwie? A to Loren! Syn sam nie wiem kogo w sumie.
Mówił to wszystko z chojrackim uśmiechem na twarzy, a gdy mogli już wjechać, to Żółw skorzystał i podjeżdżając, zeskoczył ze swego konika, tuż obok stajni.
- Zajmij się naszymi trzema rumakami, Rickard.- Rzucił do chłopca spod hełmu, po czym zaczął ów żelastwo ściągać z głowy. Były na niej dwie niewidoczne rysy po mieczu Geda, więc duży się nie pruł, a jedynie śmiał się, żeby Lannister popracował nad siłą ramion, bo krucho będzie z nim.
- Co teraz? Jakiś bankiecik z okazji przyjazdu? Bo w sumie zjadłbym coś porządnego i się wyspał na takim porządnym łożu, hehe- Tutaj poprawił swój pas rycerski z dwoma sztukami broni obuchowej. - W sumie...wpadłem na pomysł. Mówiłeś, chyba że łatwiej mnie trafić podczas szranek? Bo ja Ci obiecuję przyjacielu...że kowadła nie zrzucisz, a młot Cię grzmotnie, haha! Bo i Loren musi mieć wenę do dokończenia ballady, no nie? Loren?!
Zaśmiał się przy tym basowo i poklepał mocno kolegę po ramieniu. Mieli oni plac Casterly Rock, więc zrobienie walki konnej tutaj będzie łatwizną. Potem może jakieś wyjście z Lorenem na miasto?
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 163
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Gedeon Lannister on Wto Gru 26, 2017 5:06 pm

Jakże miło było znów wrócić na rodzinne ziemie. Nie, żeby sir Gedeonowi Lannisterowi nie podobały się nowo zwiedzone ziemie Dorzecza, ale wiadomo – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nawet dla takiego „powsinogi” jak Uśmiechnięty Rycerz.
Gdy zatrzymano ich przy bramie zamku jego ojca, Ged wybuchnął wręcz serdecznym śmiechem, widząc jak Arjan przyjął rolę herolda. Przez chwilę poczuł się jakby sam był lordem. Dobrze, że jednak nim nie jestem. Trza by siedzieć w jednym miejscu i swych włości doglądać. Nie ma to jak rycerska swoboda - pomyślał sobie, gdy przejeżdżali przez bramę. Strażnicy z łatwością rozpoznali młodszego syna króla Lancela.
–  Mogę coś tam zorganizować przyjacielu. Jak to ująłeś, mały „bankiecik” da się zrobić. Zagadam zaraz z starym sługą Hectorem, to coś nam przygotuje, acz na prawdziwą ucztę nie masz co liczyć z dnia na dzień. Może kiedyś to by i tak się dało w Casterly Rock, ale mój ojciec jest bardzo pobożnym człowiekiem, więc sam rozumiesz jak to jest - uśmiechnął się trochę krzywo. Gedeon kochał swojego ojca, acz nie była to ślepa miłość. Rycerz widział też pewne błędy, które popełniał król Skały.
– W zasadzie, to może najpierw pójdę zobaczyć się z ojcem. Na pewno się ucieszy na mój widok. A potem się zajmę bankietem. I pewno na jutro nam zorganizuje „trening” turniejowy – uśmiechnął się szeroko i już zaczął przekręcać się na pięcie od przyjaciół, ale zatrzymał się jeszcze na chwilę.
– Czujcie się jak u siebie w domu. Zapomniałem od razu o tym powiedzieć - to mówiąc skinął na służących, którzy pewno byli w pobliżu. – Jeśli czegoś wam potrzeba, pytajcie tych o tu. Oni przydzielą wam zaraz pokoje, gdzie będziecie mogli się odświeżyć po podróży i trochę odpocząć. A ja znikam - posłał towarzyszom jeszcze jeden uśmiech i zaraz ruszył w stronę komnat swego pana ojca, po drodze jeszcze mówiąc jednemu słudze, by go zapowiedział. Dobrze, że jechali spokojnie i przez czas podróży sińce na nodze zdążyły zniknąć wraz z towarzyszącym im bólem.
avatar
Gedeon Lannister

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Loren Hill on Wto Gru 26, 2017 6:18 pm

Casterly Rock.
Najpotężniejsza twierdza w Westeros, siedziba bajecznie bogatych Lannisterów,.
Zamek, który powinien należeć do jego ojca, gdyby nie machinacje jego krewniaków.
Jedno z niewielu miejsc, których artysta szczerze nie lubił.
Ale cóż - życie znane jest z niesprawiedliwości, których prosty śpiewak nie da rady naprawić. Zatem nie ma się co smucić, złościć czy zasępiać. Żywot jest krótki, a oni zbliżali się do serca Królestwa Zachodu, miejsca gdzie można się nieźle zabawić. I zarobić, nie zapominajmy o zarabianiu.
- Cooo?! - teatralnie oburzony wrzasnął i spiorunował Arjana wzrokiem - Jak możesz nie wiedzieć kto jest moim ojcem! Przecież musiałeś słyszeć o Pierwszym Jebace Westeros, właścicielu najlepszych burdeli na tym kontynencie, Niemoralnym Krasnalu, Tyrionie Lannisterze. Twoja ignorancja przekracza wszelkie granice, przyjacielu - dodał z uśmiechem.
- Zapamiętaj sobie także, że gdzie jak gdzie, ale w Casterly Rock i Lannisporcie porządne łoża nie służą do odpoczynku, a wręcz przeciwnie. Proponuję nowy zakład i podnoszę stawkę do 50 srebrnych jeleni! Tym razem zobaczymy kto lepszy jest w zawracaniu głowach szlachetnie urodzonym pannom. Albo nawet żonom i wdowom! - powiedział już znacznie ciszej rzucając Arjanowi wyzywające spojrzenie.
"Kurwa, przesadziłem. Albo on mi zaraz przyłoży za wrzeszczenie na niego w miejscu publicznym albo też roześmieje się, przyjmie zakład i albo przegram i stracę kupę kasy albo wygram i będzie ścigał mnie wkurzony tatuś. Albo mąż. Wtedy to nawet protekcja Gedeona mi nie pomoże." otrzeźwiał po chwili. Ale cóż - słowo się rzekło, strzały poleciały.
- Powodzenia w rozmowach z ojcem. Powinien ucieszyć się na Twój widok - odwrócił się do Gedeona - Gdybyś wspomniał mu, że światowej klasy artysta liczy na możliwość występu na jego dworze, byłbym bardzo wdzięczny. Ta podróż nadszarpnęła moje fundusze.
Taaaaa, "nadszarpnęła" dobrze brzmi. Lepiej niż "zaraz będę do cholery głodować".
- Najpierw odpoczynek, a potem możemy wybrać się do Lannisportu, mój ojciec ma tam kilka burdeli, jeżeli rozumiesz o co mi chodzi. Wenę równie dobrze mogę znaleźć tam, a możliwość skorzystania z najdroższych dziwek w tej części Westeros za darmo zdarza się tylko raz w życiu - mrugnął do Arjana i podał swoje sakwy najbliższemu słudze, każąc zanieść je do przydzielonej mu komnaty.
avatar
Loren Hill

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 09/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Arjan Estermont on Wto Gru 26, 2017 9:20 pm

- Co, co? - Prychnął śmiechem w odpowiedzi Arjan, a gdy usłyszał, kto jest naprawdę jego ojcem, to uśmiech na jego twarzy zagościł jeszcze bardziej.- A to przepraszam! Kłaniam się przed potomkiem Króla Domów Lekkich obyczajów, przyjacielu.
Tutaj wykonał bardzo niezgrabny ukłon w zbroi dla żartu, po czym skinął głową twierdząco do Geda. Oj, upadek boli najbardziej, przyjacielu. Powtórzył w głowie słowa swojego fechmistrza z Zielonego Kamienia. Nagle wpadł na kolejny pomysł, jak banda Arjana mogła spędzić razem czas, więc wyglądał na moment, jakby przypomniał sobie o płonącej pochodni w składzie dzikiego ognia.
- Ged! - Rzucił do niego donośnym głosem, gdy ten już był trochę dalej.- Zaproponuj może swojemu ojcu wspólne polowanie? Na pewno się ucieszy na taki pomysł, bo jak inaczej na zamkach spędzać czas?! Ja chętnie się dołączę jakby co!
Tutaj obrócił się w końcu do konia, gdzie siedziała Róża. Nie był jakimś chamem, więc wyciągnął ku niej ręce, by pomóc jej zejść jak damie przystało...nisko urodzonej, lecz nadal damie. Po czym sięgnął po jej manatki, żeby pomóc jej z zanieść to wszystko do jej pokoju.
- Pomogę Ci, Róziu. - Rzekł do niej spokojnym tonem, w którym było słychać nutę troski nad dziewczyną.- I obietnicy też dochowałem...tylko, że zamiast Zielonego Kamienia jest Casterly Rock, mała różnica, heh.
Nagle zagadał go bard o temacie zakładu, rycerz spojrzał tak na niego, to na Różę, którą obiecał się zaopiekować. Przegryzł on lekko wargę, bo poruszył on temat wdów...to już była przesada. Przy okazji dłonie bardziej zacisnęły się na bagażach dziewoi.
- Ciesz się, że mam zajęte dłonie, Loren, ale spokojnie, zaraz wrócę, hehe.- Powiedział do niego z lekkim uśmiechem godnego zabójcy.- Zobaczymy, co da się zrobić, ale to potem, mam damę do obsłużenia jak widzisz.
Mimo to trochę się teraz zmieszał ze względu na tematy panien. Nosz kurwa, nie przy niej blondasie. Zaraz potem odszedł on ze służbą załatwić sobie pokój oraz golić się po podróży, bo brzytwa nie widziała jego lica od ponad miesiąca. Jeszcze jakieś ciuszki załatwić do chodzenia pod dworze...porozmawiać z Różyczką...sporo tego było.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 163
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Loren Hill on Wto Gru 26, 2017 10:29 pm

Loren zaklął w myślach. Kontynuował wiązankę długo, koncentrując się na słowach osioł, idiota i kretyn. Nie ma to jak wyjść na głupca, dziwkarza i kompletnie niemoralnego debila na dobry początek dnia.
Dobra, trzeba ratować twarz. Albo przynajmniej ograniczyć szkody:
- Mam nadzieję, że - zawahał się: w końcu ani panienka, ani pani - będziesz, Różo -wybrnął - łaskawa wybaczyć moje durne dowcipy. Przyznaję się w pełnej krasie mojego kretyństwa, że całkowicie zapomniałem o Twojej obecności i pozwoliłem sobie zdecydowanie przekroczyć granice dobrego smaku.
Uśmiechnął się do Arjana i dziewczyny mając nadzieję, że chociaż trochę zamaskował swoja wtopę.
- Jak rozumiem, każde z nas ma mnóstwo do zrobienia. Pozwolę sobie oddalić się do przydzielonej mi komnaty celem odświeżenia. Nawiasem mówiąc polowanie to świetny pomysł, bardzo chętnie wezmę w nim udział. Jeżeli ktoś będzie mnie szukał - będę w przydzielonej mi komnacie.
Pożegnał się i szybkim krokiem oddalił za sługą, prowadzącym go do komnaty. Gdy tylko do niej wszedł, zaryglował drzwi i kilkakrotnie kopnął łóżko, dalej pomstując na swoja głupotę.
avatar
Loren Hill

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 09/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Gru 28, 2017 1:04 am

Późnym popołudniem, 1 Lutego 336AC

Nadobni szlachcice zaplanowawszy stoczenie kopijniczego pojedynku pewnikiem wiedzieli, że nieodzownym działaniem w tym kierunku będzie spotkanie się razem. A gdzie, jeśli nie w miejscu, w którym się uprzednio rozdzielili? Dlatego też jeszcze przed południem Gedeon nie spiesząc się wielce dotarł na dziedziniec i postanowił rozgrzać się już nieco, czekając na towarzyszy. Może i nauczy giermka czegoś nowego? Arjan i Loren nie zjawiali się jednak już od dłuższego czasu, co można było na szczęście łatwo wytłumaczyć - Estermont obiecał wykonać Lannisterowi hełm, więc pewnie włóczy się gdzieś próbując dorwać się do materiałów i stanowiska. Zmęczywszy się nieco po rozgrzewce, która przeistoczyła się w regularny trening, Gedeon na pewno miałby ochotę nieco odsapnąć, a i jakaś strawa pewnie by nie zawadziła, gdyż giermek mógł go wspomagać co najwyżej bukłakiem w obecnej sytuacji. Gdy w sumieniu Jastrzębia, obiad walczył z kolegami, na dziedziniec wpadł zziajany Rickard, gotów wypluć chyba własne płuca. Dzieciak zatrzymał się widząc rycerza i aż sapnął, kładąc ręce na kolanach i pochylając się przy tym. Dysząc ciężko zaczął formułować pierwsze, nieporadne słowa:
- Oni.. ser Ar... złodziej... huh... widziałem! W zaułku! I... hah.. sakiewki.. ale n.. n.. nie zdążyli...
Może z emocji, a może z niedotlenienia; tak jak stał, klapnął na ziemię i dłuższą chwilę nic nie mówił. Gdy osunął się na plecy i rozłożył na ziemi, jasnym było, że zemdlał. Na szczęście wiele nie trzeba było, żeby go zbudzić. Wtedy zaś chłopaczek skulił się, rozejrzał niepewnie na boki, po czym wbił wzrok w Gedeona, położył wskazujący palec na ustach i szepnął - Ciiii...
Rickard ewidentnie potrzebował nieco uspokojenia, może rozmowy i kilku odpowiednich słów, żeby dojść do siebie i zrelacjonować, co właściwie się stało.

Atlovart
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Gedeon Lannister on Czw Gru 28, 2017 10:30 am

Po obiedzie, którzy zjadł z mniej lub bardziej rodzinnym gronie, Gedeon udał się na plac ćwiczebny, by się przygotować do zaplanowanego „rewanżu na kopie”. Co jak co, ale zamierzał wysadzić Arjana z siodła i pokazać, że może i w pieszych walkach Estermont jest lepszy, ale na Zachodzie wiedzą, że z Jastrzębiem czy Uśmiechniętym Rycerzem, bo różnie się na turniejach przedstawiał, nie ma żartów, gdy chodzi o walki konne.
Tym razem, mimo, że miał walczyć z siodła i zwykle wystarczały osłony górnych części ciała, założyć pełną zbroję, nauczony wcześniejszą walką.  Tylko, że rywala do kolejnej walki jak nie było, tak nie ma pomyślał sobie Ged, gdy zeskoczył z końskiego grzbietu, by się napić. Rozgrzewając się tak w zbroi można się w końcu nieźle napocić. Derek jak zwykle wykombinował skądś ciasteczka cytrynowe, więc było co przegryźć. Giermek Uśmiechniętego Rycerza czuł się w Casterly Rock czy Złotym Zębie, który też często odwiedzali, znacznie lepiej niż na szlaku.
Niestety nie mógł spokojnie zjeść, bo wtedy na dziedziniec wpadł Rickard, który tylko złapał oddech i zaczął składać w całość jakieś proste zdania, z których Ged zrozumiał, że zostali albo okradzeni albo napadnięci. Niby mówił złodziej, a z drugiej strony po co mieliby oni w jakieś zaułki wchodzić? A o nich też coś się dało od Rickarda usłyszeć.
A potem dosłownie odpłynął my w rękach.
– Ricky, już spokojnie. Dzielnie się sprawiłeś przybiegając tu tak szybko – zapewnił rycerz, gdy udało się ocucić giermka. – Zaraz znajdę twego pana i pewno odzyskamy, co mu ukradziono. W tym momencie obok rycerza i dopiero co nieprzytomnego giermka zapewne stała już grupka gapiów, złożona głównie z trenujących na dziedzińcu zbrojnych Lannisterów.
– Karl – Ged zwrócił się akurat to tego, którego znał z imienia. – Zbierz paru, najwyżej parunastu ludzi. Nasi goście zgubili się gdzieś w Lannisporcie i trzeba ich znaleźć i sprowadzić bezpiecznie. Nikt przecież nie będzie mówił, że komuś goszczącego pod dachem waszego króla spadł choć włos z głowy.
Ged już był w zbroi więc nie potrzebował dużo przygotowań. Kazał tylko jeszcze jednemu słudze przynieść mu z komnaty paręnaście srebrnych jeleni. Lepiej mieć jakiś grosz, co by choćby za informacje jakiemuś dzieciakowi zapłacić. A Arjana z jego gabarytami na pewno ktoś zauważył.
Gdy więc zbrojni szykowali się by ruszyć, Ged jeszcze zagadał, do giermka Estermonta, dając mu trochę wody i oferując cytrynowe ciasteczka, których jeszcze kilka zostało.
– Pamiętasz, gdzie to było? Lannisport to duże miasto. Pewnie Arjan szukał materiałów, bo wspominał coś o tym na trakcie. Więc pewno byliście przy którymś skwerze miejskim? Pamiętasz nazwę, ulicę, sept czy inne miejsce charakterystyczne?
avatar
Gedeon Lannister

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Gru 28, 2017 11:44 pm

- To.. d-dobrze? - wyjąkał pobladły chłopak.
Karl wystąpił przed szereg gawiedzi, która do tej pory znajdowała się na tyle daleko iż nie byli świadkami deklaracji chłopca.
- Ser, mam zebrać służbę? Zwołać straż? - przez głowę Gedeona przewinęła się myśl iż po nagłośnieniu sprawy na całą stolicę może opaść całun niesławy i braku zaufania, gdy do opinii publicznej dotrze wiadomość o zniknięciu - możliwym bądź co bądź, lecz jednak - rycerza i dziedzica w jednym. O bękarcie nie wspominając.
Ktoś też szybko popędził do komnat Gedeona, odbierając od niego uprzednio klucz.
Chłopak wychylił nieco wody, jednak na jedzenie nie mógł nawet patrzeć, choć kolory powoli wracały na jego twarz.
- Tak, taak. Taki warsztat z krzywym malunkiem. Chyba pamiętam drogę...
Jeśli zaś Gedeon nie miał tłumkowi do zakomunikowania nic co wywołałoby dysputę, mogli wraz z Rickardem ruszyć powoli w stronę Lannisportu, zaś ludzie jakich sobie Jastrząb wybrał, mieli szybko do nich dołączyć wraz ze srebrem.

zt ->
Travolta
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Gedeon Lannister on Pią Gru 29, 2017 9:06 am

Jeśli już wiadomo było, gdzie ich szukać, to faktycznie zbieranie ze sobą większej liczby osób może nie być najlepszym pomysłem. Ale zabranie ze sobą, powiedzmy dwójkę, zbrojnych już nic takim być nie powinno. W końcu był królewskiej krwi, a tacy zwykli przecież chodzić z ochroną, nawet jeśli Gedeon z tego przywileju praktycznie nigdy nie korzystał. Ale gdy szukasz kogoś w tak dużym mieście jak Lanniport lepiej mieć te kilka dodatkowych par oczu, szczególnie, że sam Uśmiechnięty Rycerz przywykł bardziej do poruszania się po szlaku, aniżeli brukowanymi ulicami miast.
– Nie będzie to konieczne przyjacielu, weź jeszcze jednego zbrojnego z sobą i pójdziemy do Lanniportu. Znając Hilla pewno są zapili w jakiejś karczmie i sam ich tu nie zaciągnę. Wiecie, jak to z bękartami jest - tu zaśmiał się wesoło. Pewno wśród zgromadzonych przynajmniej część wiedziała, czyim bękartem jest Loren, więc także zapewne podchwycili oni żart o zamiłowaniu do picia. W końcu jak to się mówi – jaki ojciec, taki syn. A lepiej z tego było zrobić niewinny żart, niż poważne kłopoty, choć w tej chwili nie wiadomo jeszcze było, czy w ogóle są to poważne kłopoty, czy zwykłe codzienne problemiki.

[/zt]
avatar
Gedeon Lannister

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Kevan Lannister on Sob Sty 06, 2018 3:21 pm

5 lutego 336 AC


Kevan wjechał powoli na dziedziniec Casterly Rock w towarzystwie czterech rycerzy. Dwóch z nich było jego zaprzysiężonymi tarczami, poznanymi jeszcze w Starym Mieście. Pochodzili, tak jak on, z Zachodu. Poznali się w czasie wspólnego świadczenia usług dla Wielkiego Septona. W końcu, gdy zechcieli odejść ze Starego Miasta, zaprzysięgli chronić swojego przyjaciela i wyjechali wraz z nim. Drudzy dwaj byli to wędrowni rycerze, którzy podróżowali z nimi z Duskendale. Dodatkowi towarzysze w podróży zawsze byli przydatni - w końcu ostatnimi czasy trakty są niespokojne, a szczególnie w Dorzeczu, przez które przejeżdżali. Każda dodatkowa para rąk była przydatna. Z drugiej strony oni stwierdzili, że zechcieliby zobaczyć wspaniałe Lannisport i Skałę. Bo, jak Kevan stwierdził, był to zdecydowanie widok warty tej podróży. Lannisport tętnił życiem jak żadne inne miasto. Był nieporównywalnie większy od Duskendale i żywszy od Starego Miasta. A nad wszystkim górowała wielka skała. Człowiek czuł się bezpieczniejszy, gdy wiedział, że zawsze może się schronić w wspaniałej twierdzy wydrążonej w górze. Serce świata. W czasie swoich podróży Kevan nie raz wracał myślami do tych okolic. Przyzwyczaił się oczywiście do życia w trudnych warunkach, spędził wiele nocy na zamkach obcych lordów, ale jego serce zawsze było tutaj. W Skale. W domu.
Zsiadł z konia. Poprosił któregoś ze służących, by zabrali jego i jego towarzyszy konie do stajni oraz żeby przygotowali im komnaty. Kazał też przekazać jego stryjowi-królowi, że chciałby się z nim zobaczyć.
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Sty 25, 2018 1:12 am

Po południu, 5 Lutego 336 AC

Gdzieś musiało mieć to miejsce, toteż właśnie tutaj zgromadziło się trzydziestu konnych Czerwonych Płaszczów oraz powiadomiony został Gedeon Lannister. Wraz z nimi było też dwóch mężczyzn o pospolitym ubiorze oraz prowadzono dwa luzaki. Gdy kolumna była już gotowa, całość wyruszyła z zamku, by bezzwłocznie ruszyć na trakt. Szykowała się średniej długości podróż, choć postronnym obserwatorom trudno byłoby stwierdzić jakikolwiek pewny fakt o grupie jeźdźców. Nie zatrzymywali się też - w każdym razie, nim nie dotarli na szlak. Nie było nawet mowy o zwłoce poprzez gadaninę ze strażnikami w bramie.



Travolta
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Gedeon Lannister on Czw Sty 25, 2018 1:49 pm

Gdy w końcu po trzech dniach poszukiwań udało się ustalić, gdzie Arjan i Loren mogą się znajdować i informacje te dotarły do uszu Gedeona, ten wyraźnie się ucieszył i cały ożył. Nie lubił czekać. Od razu więc zebrał, przywołał giermka i zebrali co potrzebne, by ruszyć po przyjaciół. Z tego, co mu powiedziano, wyprawa miała zająć parę dni, tak więc Uśmiechnięty Rycerz, poza standardowych ekwipunkiem, to jest mieczem, tarczą, sztyletem, kolczugą, przeszywanicą i zbroją (bo wyprawa mogła być niebezpieczna, więc lepiej pancerz mieć przy sobie), wziął również ubrania na zmianę, giermkowi polecił wziąć również prowiant, acz tym pewnie zajęli się również żołnierze, którzy mieli towarzyszyć Gedeonowi. Oczywiście wśród nich musieli się znaleźć Karl i Cyryl, w końcu już się raz zaangażowali w szukanie Estermonta i Hilla.
Na sobie Gedeon miał tylko średni pancerz, w którym dało się cały dzień ujechać konno, to jest tylko kolczugę i naramienniki, a na tym czerwoną tunikę ze złotym lwem. Nie często nosił rodowy znak Lannisterów, nie podczas swych podróży, acz teraz i tak jechał w towarzystwie Czerwonych Płaszczów, więc każdy by go rozpoznał. Na dziedzińcu złapał jeszcze lancę, a nóż się przyda i może poćwiczy w walce przed turniejem.
Oprócz tego miał przy sobie mieszek, w końcu jakieś pieniądze zawsze mogą się przydać oraz wszystko to, co potrzebne, by zadbać o ekwipunek w trakcie podróży. W końcu mogło padać i wypadałoby wtedy jakoś zakonserwować miecz po użyciu go, ewentualnie naostrzyć czy tym podobne. Ponieważ przewodnicy wspomnieli, że dalej trzeba będzie pewnie iść pieszo, Gedeon zadbał, by mieli przy sobie choć prosty sprzęt do wspinaczki. Byli w końcu na Zachodzie, a tu góry zdarzały się niemałe.
Tak przygotowani ruszyli z dziedzińca, nie zatrzymując się bez potrzeby. Wszystkim zapewne zależało na czasie.

[/zt]
avatar
Gedeon Lannister

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Tyrek Lannister on Czw Lut 08, 2018 12:49 am

2 marzec 336AC.

Dzień mijał Tyrekowi na ćwiczeniu się w szermierce mieczem. Młody jeszcze nie miał 9 lat i już dało się zauważyć, że wojownik pobłogosławił jego ramiona siłą, a ruchy kocią zwinnością. Choć może bardziej lwią zwinnością biorąc pod uwagę jakie zwierzę znajduje się w herbie rodu chłopaka. Mimo to miecz w jego dłoni był drewniany. Ze względu na wciąż młody wiek nie trzeba było przyzwyczajać najmłodszego z Lannisterów do ciężaru oręża w dłoni i konsekwencji z tym związanych. Zamiast tego skupiono się usprawnieni precyzji jego ruchów. Nieistotne byłoby trafienie kukły mieczem, jeśli macha nim jak cepem. Nauczyciel pokazywał ruchy, które Tyrek miał powtarzać, pilnował go czy wykonuje je prawidłowo i zostawiał go na jakiś czas zajmując się kimś innym. Czasem chłopiec pojedynkował się z innymi dziećmi w jego wieku. W takich przypadkach walka była bardzo chaotyczna, a wygrywał ten któremu dłużej udało się zachować równowagę w grubych warstwach odzieży ochronnej. Dzisiejszego dnia po kilku godzinach ćwiczeń ujrzał na dziedzińcu osobę, którą nieczęsto spotyka w rozległych korytarzach twierdzy Lannisterów. Była to osoba zajęta sprawami królestwa, stąd widok był taki niecodzienny. Chłopiec położył miecz i tarczę na ziemi. Może i z drewna, ale ewentualna naprawa lub wymiana kosztowałaby kilka miedziaków. Gdy ekwipunek bezpiecznie spoczywał na ziemi, Tyrek pobiegł w stronę tajemniczej osoby.
- Dziadek!
Podbiegł doń cały ucieszony szczerząc białe ząbki, w których aktualnie brakowało górnej prawej trójki.
- Dziadku, widziałeś jak macham mieczem? Kiedyś z pewnością zostanę wielkim rycerzem! Ty i tata będziecie ze mnie dumni. Będę największym rycerzem jakiego widziało Westeros! A czy ty dziadku byłeś wielkim rycerzem zanim zostałeś królem?
Tyrek zakończył wylewający się potok słów niewinną miną. Czymże były całe bogactwa Lannisterów w obliczu ambicji i ciekawości tegoż rozkosznego berbecia?
avatar
Tyrek Lannister

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 22/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Lancel Lannister on Sob Lut 10, 2018 10:27 pm

Tytos skończył posiedzenie w Złotej Galerii i postanowił sobie zrobić chwilę przerwy. Zapragnął przespacerować się po rodowej siedzibie, co rzadko robił. Po drodze odstawił koronę do swojej komnaty i przemył twarz. Następnie w towarzystwie dwóch Czerwonych Płaszczy ruszył wąskimi, krętymi i ciasnymi korytarzami Skały. Dawno nie robił aż tak długich spacerów. Mijał służbę, która mu się kłaniała, straże, dworzan. Po jakimś czasie znudziły mu się zamknięte przestrzenie, więc skierował swe kroki na dziedziniec. Traf chciał, że spotkał na nim swojego wnuka, Tyreka. Niezwykle pogodny i energiczny dzieciak. Malec zawołał do niego, co byłoby odebrane jako nietakt, gdyby był nieco starszy. Od wszystkich słyszał jedynie "mój królu" i inne tego typu. A tutaj taka niecodzienna odskocznia od tego całego formalizmu.
-Witaj Tyreku. - powiedział spokojnie z uśmiechem na ustach.
Chłopiec podbiegł do niego, co również było zachowaniem niezwykłym w stosunku do króla, ale Lancel nie myślał tak o tym. Niewinny, szczery uśmiech na twarzy Tyreka bardzo go ucieszył i nawet lekko wzruszył.
-Tak, widziałem. Bardzo dzielnie walczyłeś. Nie wątpię w to, że wkrótce rybałci będą śpiewać o wielkich czynach dzielnego księcia Tyreka Lannistera.
Ostatnie pytanie nieco zakłopotało króla. Nie chciał okłamywać dzieciaka, ale też nie chciał sprawić mu zawodu. Chwilkę myślał, ale wkrótce odpowiedział ze słabo ukrywanym zakłopotaniem.
-Cóż...Byłem rycerzem, ale nie wyróżniałem się na tle innych. Jedyna bitwa, w której brałem udział to ta, po której umarł nasz nieodżałowanej pamięci król Tywin. Mówię tu oczywiście o Bitwie Zachodzącego Słońca. Za to wielkim rycerzem był mój kuzyn Jaimie Lannister, Królewski Gwardzista. Największy szermierz swego czasu, odważny niczym prawdziwy lew.
avatar
Lancel Lannister

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Tyrek Lannister on Sro Lut 14, 2018 9:56 pm

Pochwała Lancela bardzo zadowoliła Tyreka. Oczywiście nigdy by mu do głowy nie przyszło zwracać się do dziadka, który również był królem choć nieco bardziej formalnie. Nie dało się tego osiągnąć w obecnym stanie podekscytowania. To było niesamowite porozmawiać z nim gdy tak rzadko była ku temu okazja. Prawdę mówiąc najmłodszy z Lannisterów więcej dowiedział się o swoim dziadku od maestera niż z osobistych rozmów. Tyrek został już nauczony najświeższej historii swego rodu i wiedział, że dziadek Lancel jest synem zmarłego króla Kevana Lannistera. Kevan z kolei był młodszym bratem Tywina po którym odziedziczył królestwo gdy jego potomstwo zginęło w tragicznych wydarzeniach z przełomu wieków. Chłopiec uśmiechał się wciąż tak pięknie jak tylko on potrafił.
- Maester opowiedział mi już o ser Jaimie, dziadku. Był najlepszy w walce na miecze i niemalże równie dobry w kopiach. Wygrywał turnieje i w ogóle. Septon mówi, że śmierć mu zadana nie była godna rycerza będącego ideałem Wojownika. Chciałbym być tak wspaniałym rycerzem jak ser Jaime, dziadku. Żeby być tak wspaniałym rycerzem jak on muszę być giermkiem równie dobrego rycerza żyjącego w dzisiejszych czasach. Septon opowiedział mi o wszystkim, bo śluby rycerskie są mocno powiązane z wiarą w Siedmiu. Muszę ćwiczyć się w mieczu i kopii, a także służyć rycerzowi jako giermek. Wtedy rycerz da mi pas i ostrogi a ja odbędę całonocne czuwanie w sepcie i zostanę rycerzem.
Chłopak mówił wyraźnie ucieszony stanem swojej wiedzy. W Casterly Rock zadbano o jego wykształcenie. Wiedział, że na Północy rycerze są bardzo nieliczni bo wyznawcy pogańskich starych bogów nie mogą zostać rycerzami. Znał też wszystkie zwyczaje traktujące o pasowaniu na rycerza. Dlatego przybrał najsłodszą minę jaką potrafił przybrać (jak wtedy gdy wyłudził od matki kota) i powiedział:
- Dziadku, znajdziesz rycerza dla którego mógłbym być giermkiem? Bardzo proszę.
avatar
Tyrek Lannister

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 22/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Lancel Lannister on Nie Mar 18, 2018 9:41 pm

Maester okazał się niezwykle pomocny w edukacji Tyreka. Bardzo dobrze wywiązywał się z tego obowiązku, czego teraz Lancel widział owoce. Tyrek wydawał się dobrym, odważnym i ideowym chłopcem. Jego brat będzie miał w nim oparcie, gdy już zostanie królem. Malec zdawał się zafascynowany Siedmioma, etosem rycerskim, walką. Lancel zaśmiał się dobrodusznie z takiego łatwowiernego postrzegania świata.
-Oczywiście Tyreku, nie wątpię, że będziesz najlepszym, najodważniejszym i najpobożniejszym rycerzem Westeros.
Chłopak miał bardzo ciekawą prośbę. Już teraz chciał zostać giermkiem. Ciekawe co by powiedział na to Tytos...
-Pomyślę nad tym Tyreku, Zobaczymy po turnieju. Może jakiś rycerz się wykaże i zgodzi się wziąć ciebie na giermka. Musisz też poprosić o zgodę ojca.
avatar
Lancel Lannister

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Tyrek Lannister on Nie Mar 18, 2018 10:07 pm

Młody Lannister usłyszał od dziadka dokładnie to, co każdy wnuk chciałby usłyszeć. Były to słowa niezwykle motywacyjne, jakby sam Wojownik napełnił jego serce siłą i ambicją, by stawać się lepszy. I kto wie? Może kiedyś naprawdę zostanie najlepszym, najodważniejszym i najpobożniejszym rycerzem w Westeros? Podobnie było z zapewnieniem, że pomyśli nad rycerzem, któremu Tyrek mógłby być giermkiem. To prawie tak, jakby powiedział mu, że na dzień imienia dostanie trebusz w prezencie.
- Dziękuję dziadku, dziękuję za wszystko. Nie zapomnę porozmawiać z Panem Ojcem, a teraz muszę wracać do treningu, gdyż nigdy nie zostanę najlepszym, najodważniejszym i najpobożniejszym rycerzem w Wsteros, jeżeli nie będę cały czas ćwiczył. Do zobaczenia, dziadku!
I najmłodszy z Lannisterów pobiegł z powrotem, by ćwiczyć. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Tylko w ten sposób marzenia się spełnią. Siła i umiejętności nie przyjdą same.
avatar
Tyrek Lannister

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 22/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Kevan Lannister on Pią Maj 18, 2018 8:02 pm

5 kwietnia 336 AC

Kevan uśmiechnął się na tłumaczenie Gedeona odnośnie słabych wyników. No cóż... każda wymówka była dobra, prawda? - Oczywiście, jaki byłby sens wygrywać własny turniej? To jakby organizować ucztę, tylko po to, by się samemu najeść. - zaśmiał się. Weszli na dziedziniec. Kevana z początku poraziło słońce, toteż zakrył oczy dłonią. Wziął głęboki oddech i poczuł woń świeżego powietrza, miłej odmiany od zatęchłego powietrza w środku jaskiń Skały.
- Ach. Zachód! Tu się oddycha! - rzucił w przestrzeń. Doszedł go, tak jak brata stryjecznego, dźwięk stali walczących na dziedzińcu. Geda tak zainspirowały te dźwięki, że i on postanowił chwilę poćwiczyć. Kevan wzruszył ramionami. - Czemu nie? Przyda mi się trochę ruchu. - Od poprzedniego dnia nie miał okazji dzierżyć miecza w dłoni, więc w sumie przyjemnie będzie stoczyć jakiś pojedynek. - Ale potem masz mi wszystko opowiedzieć! - "rozkazał", delikatnie wystawiając język z warg. Zaraz zaś dodał: - I ja mogę coś opowiedzieć, choć Twoje historię na pewno będą ciekawsze. - uśmiechnął się jeszcze i przywołał do siebie jednego z stojących niedaleko Czerwonych Płaszczy. - Przynieś mi dwie pary przeszywanic, kolczug i łebków. - spojrzał jeszcze na Gedeona, oczekując aprobaty lub odmowy, jeżeli preferował inne uzbrojenie. - I dwa miecze. Stępione. - dodał na koniec.
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec I

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach