Drogi Dorzecza

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down

Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 3:24 pm

First topic message reminder :

Mniejsze i większe trakty prowadzące przez zalesione tereny Dorzecza.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down


Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Mar 25, 2018 5:38 pm

Rzucona przez Harry'ego włócznia otarła się o kółka kolczugi walczącego z łowczym mężczyzny nie czyniąc mu żadnej krzywdy. Towarzysz Arryna, który właśnie porzucił całą swoją broń unikał ciosów zajmując bandytów najdłużej jak mógł, aby Harry zdążył uciec, podobnie zachowywał się ser Magnus, którego ciało przyozdobiła właśnie kolejna piekąca rana. Arryn w tym czasie podbiegł do koni i zauważył, że jeden z nich jest gotów do jazdy. Zgodnie ze swoim zamiarem odwiązał go i zaatakował, próbując trafić jednego z dezerterów. Wyjeżdżając na drogę mógł nabrać trochę rozpędu, jednak na nic się to zdało. Znajdujący się najbardziej na uboczu cel - zbrojny walczący z Magnusem - zauważył co się święci i uskoczył w ostatnich chwili, dla pewności zasłaniając się zdobioną ogierem Brackenów tarczą. Jedynie czubek miecza uderzył w dębowe drewno. Arryn tymczasem wjechał pomiędzy drzewa i krzewy, mając niewielkie szanse na złapanie dobrego rozpędu szarżując z tej strony obozu. Odwracając się wraz z wierzchowcem mógł zobaczyć jak Magnus zostaje uderzony trzonkiem topora w głowę. Rycerz utrzymał się jednak na nogach, ten to dopiero miał mocny czerep...

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Nie Mar 25, 2018 8:11 pm

Czemu Hugo nie podniósł włóczni, którą Harry spróbował jednocześnie pomóc i przekazać broń tuż obok niego? Jednak się okazało, że jeden z koni był gotów do jazdy. Dziękuję Siedmiu! Odwiązał on jak najszybciej pozostałe konie od drzewa, by to zaraz je rozgonić na cztery kierunku świata. Może uda im się ich zabić, ale nie dostaną po łatwości koni. Lećcie! Zaraz to nasz Arryn wskoczył na konia, wsadził buciory w strzemiona, chwycił lewicą lejce i dokonał manewru do przygotowania szarży. Gdy już do niej doszło, miecz jedynie zderzył się z tarczą banity. Psiakrew. Rzucił w myślach, samemu czując mnóstwo krwi na własnym języku. Nawet się nie ważył dotknąć tych strzał językiem. Wleciał w krzaki i drzewa, ale co się dziwić, w końcu próbował szarżować. Spróbował on wyrajtarować tak, by nie uderzyć w jakieś drzewo, a potem obrócił konia. Jego przyjaciele walczyli do ostatku...by on mógł uciec. Musiał docenić ich poświęcenie. Mimo własnej woli, obrócił konia i spróbował wyjechać na drogę, mijając przy tym całkowicie walkę. Nie chciał nawet patrzeć za siebie. Nie mógł spojrzeć za siebie, bo inaczej zawróci. Czuł dziwny uścisk w gardle i głośne łopotanie serca jak diabli. Nie mógł się pogodzić się z tym faktem, jego przyjaciele oddają życie za jego własne. Koszmar! Nie tak kończą rycerze! Próbował on przyśpieszyć konia i jechać do najbliższego zamku jaki tylko był w okolicy bądź nawet wieży rycerskiej, nawet wsi. Potrzebował Maestera albo innego rodzaju medyka. Na pewno pierwszą opcją było Riverrun, w końcu to był ich cel podróży. Chłopak znał się na geografii, a i znaki będzie umiał czytać! Jak nie znajdzie....ma w plecaku narzędzia do prowizorycznego leczenia.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Mar 25, 2018 9:07 pm

Harry przejechał obok walczących, gdy ser Magnus otrzymywał kolejną ranę, niewielką wprawdzie, acz w połączeniu z innymi gromadzącymi się obrażeniami mogła być zgubna. Łowczy bawił się ze swoimi rabusiami trochę w kotka i myszkę, uskakując i unikając ciosów w poszukiwaniu okazji by poderwać z ziemi włócznię rzuconą przez Arryna. Niestety jak na razie wróg był zbyt nieustępliwy. Harry wypadł na drogę i pognał nią w przypadkowo wybranym kierunku, byle jak najdalej. Magnus przyjmował ciosy na zbroję, opędzając się mieczem od wrogów, jednak z każdym zamachem opuszczały go siły. Wkrótce krótkie ostrze jednego z rozbójników przebiło jego twarz, a rycerz osunął się na okrwawioną już trawę. Hugo został sam...
Młody Arryn pędził drogą, cienie drzew przemykały szybko po bokach, kręciło mu się trochę już w głowie ze zmęczenia, stresu oraz utraty krwi. Przy jednym z podskoków konia dotknął językiem drzewca strzały i żołądek podskoczył mu wręcz do gardła. Wtedy noc niczym ostrze noża przeciął wrzask bólu. Bandyci najwyraźniej postanowili zabawić się trochę z łowczym z doliny zanim go zabiją. Harry obejrzał się za siebie, skąd dochodził krzyk, ostatnią rzeczą jaką zobaczył wracając oczyma na drogę była gruba gałąź pochylonego drzewa...


16/04/336AC - jakiś czas po poranku


Kiedy Harry odzyskał przytomność, słońce świeciło już na niebie. Pierwszą rzecz jaką poczuł był potworny ból głowy, patrzenie na świat też było jakieś dziwne... Niby wszystko widział, ale coś mu nie pasowało, tak jakby czegoś było mu po prostu brak. Wtedy dotarł do niego dźwięk lutni, który rozbrzmiewał już na polanie - bowiem na polanie się znajdował - od jakiegoś już czasu, acz przez dezorientację z początku mu umknął. Arryn spróbował podnieść głowę, acz ból zmusił go by opuścić ją prosto na... jakiś tobołek. Ktoś musiał mu go wsunąć pod łepetynę. Uniósł rękę do twarzy, jednocześnie próbując sobie przypomnieć co się stało. Opuszkami natrafił na materiał, który pokrywał prawie połowę jego twarzy po lewej stronie. Zaczynał sobie przypominać... Noc, bandyci, krzyk... Dotknął miejsca, w którym powinno znajdować się lewe oko i syknął z bólu. Przypomniał sobie widok umierającego ser Hawka, Hugo z krwią lejącą się po twarzy i poszarpanego od ran ser Magnusa. Muzyka się urwała...
- Obudził się - usłyszał kobiecy głos, który do niedawna towarzyszył śpiewem dźwiękom lutni.
Harry usłyszał, że ktoś zbliża się do niego, a po chwili niebo przesłoniła mu owalna, przyozdobiona siwą, krótko przeciętą brodą twarz mężczyzny. Jegomość był łysy, a zmarszczki i bruzdy znaczące jego lico wyraźnie wskazywały na to, że już dawno minął dla niego kwiat wieku.
- Jak się czujesz, młody człowieku?

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Nie Mar 25, 2018 9:30 pm

Harry sam z siebie spróbował się zasłonić ręką na widok słońca. Zmarszczył on na to swe jedyne oko, próbując się przyzwyczaić do światła. Całkowicie nie wiedział, co się z nim teraz dzieje i gdzie w ogóle jest. Nagle zaczęła rozbrzmiewać gra na lutni. To była jego lutnia? Może i była jego. Punkt widzenia też miał jakiś taki nieswój, nos wydawał się w innym miejscu. Z ciekawości dotknął on lewej strony twarzy, co się skończyło nieprzyjemnym bólem, dziwną pustką i syknięciem. Próbował sobie przypomnieć, skąd się wzięła u niego taka spora ilość bandaży oraz skąd miał taką ranę. W tym momencie wszystko zaczęło mu się układać w głowie. Leżał jak wryty, mając przed twarzą postacie swoich przyjaciół. Przełknął głośno ślinę, głęboko wciągnął powietrze, po czym nerwowo je wypuścił. Przeze mnie zginęli. Jestem tchórzem, słabeuszem i głupcem. Ponownie z drżącymi ustami odetchnął. Czuł się jak zbita szmata. Słuchał tak pieśni kobiety, myśląc, co się w ogóle tutaj dzieje. Elizabeth. Pomyślał o niej, co dodało mu trochę odwagi do powstrzymania łez. Nagle usłyszał głosy innych ludzi. Gdy mężczyzna do niego podszedł, książę spróbował oprzeć się o swoje łokcie. Patrzył się na niego smętnym spojrzeniem. Czuł się jak pokonany wrak. Dotknął policzków, by sprawdzić, czy na tym miejscu są szwy. Nie dość, że nie miał chęci do rozmów, to jeszcze nie miał zbytnio jak odpowiedzieć. Spróbował dla testu bezgłośno ruszyć ustami w słowie "źle". Westchnął, wzruszając ramionami. Może i chciał podziękować, ale na tę chwilę zamknął się w sobie. Rozejrzał się przy tym, gdzie on w ogóle był. Zaraz! Plecak! Rysunek Elizabeth! Chłopak nerwowo zaczął go szukać wzrokiem. To była jego najcenniejsza rzecz od wyjazdu z Casterly Rock!
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Mar 25, 2018 10:24 pm

Harry mógł szybko się uspokoić, koń na którym przyjechał stał kilkanaście metrów dalej uwiązany do drzewa wraz z pięcioma innymi. Na polanie poza stojącym nad nim starcem dostrzegł jeszcze cztery osoby. Na pniu powalonego drzewa siedziała młoda dziewczyna trzymająca w dłoniach lutnię i brzdąkająca na niej cicho, wpatrując się w Arryna, zaś przy trzaskającym cicho ognisku młodzik dostrzegł dwóch mężczyzn oraz kobietę, cała trójka była uzbrojona.
- Trzymaj, napij się - powiedział stojący nad Arrynem mężczyzna, podając mu bukłak napełniony winem. - Nie jest to może najlepszy trunek, ale dobrze będzie przepłukać czymś gardło.
Staruszek uklęknął przy Arrynie, badawczo spoglądając na jego bandaże i szwy. Uśmiechnął się pocieszająco i odwrócił do towarzyszy.
- Jak tam śniadanie Benny?
- Coś tu powoli się rodzi - odpowiedział pilnujący zawieszonego nad ogniem garnuszka mężczyzna, wyglądający na niecałe trzydzieści dni imienia. W przeciwieństwie do dwójki towarzyszących mu wojowników na jego twarzy nie było znać śladów wojny, a z gęby był całkiem przystojny. Krótko przystrzyżona broda w kolorze słomy była widoczne zadbana, a włosy w tym samym kolorze opadały mu na ramiona. - Za chwilę powinno być zjadliwe.
- Tak oto Piękny Benny został mistrzem kuchni - zaśmiała się dziewczyna z lutnią. - Może powinnam ułożyć o tym balladę?
- Chodź - powiedział starzec, wyciągając dłoń do Arryna by pomóc mu wstać. - Usiądź z nami przy ogniu. Benny może nie gotuje najlepiej, ale lepsze to niż żreć korzonki całą drogę.
Młody Arryn z pomocą tajemniczego dobroczyńcy zbliżył się do ogniska i zajął miejsce. Mógł się teraz lepiej przyjrzeć pozostałej dwójce, która towarzyszyła tu Pięknemu Benny'emu. Drugi mężczyzna miał ogoloną na łyso głowę i gęstą, czarną brodę, twarz zaś znaczyły mu trzy przechodzące w poprzek blizny. Gębę miał ponurą i niezwykle surową. Z postury był masywny i potężnie zbudowany, nie jak Benny, który wyglądał na atletycznego, acz raczej szczupłego jegomościa. Trzecią osobą przy ognisku była wysoka - jak na płeć piękną - kobieta o raczej przeciętnej urodzie i mocnej budowie. Jakby tego było mało, jej twarz szpeciła długa, pionowa blizna, przechodząca przez ziejącą czernią dziurę w miejscu, gdzie kiedyś znajdowało się jej prawe oko.
- Jak masz na imię chłopcze?

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Nie Mar 25, 2018 11:38 pm

Chłopak odetchnął z ulgą, ten rysunek był dla niego strasznie ważny, w końcu dzięki niemu mógł co dzień obdarować spojrzeniem swoją Panią serca, która przepięknie uśmiechała się podczas tego. Miał chęć pogadać z kimś bliskim, się wyżalić, a wokół niego byli sami nieznajomi. Zawiesił na dłuższy moment spojrzenie na grupę przy ogniu, a potem na młodą dziewczynę z lutnią. Mieli uzbrojenie, ale nie mieli oznakowań żadnego rodu, więc są niezależni, czyli najemnicy bądź awanturnicy. Może gdyby znalazł jeszcze jakiś wóz, to pewnie należeliby do jakieś obstawy, a tak to na razie wyglądali na zwykłych "poszukiwaczy przygód", możliwe, że zaraz zmieni zdanie. Gdy otrzymał Bukłak od nieznajomego, podziękował skinieniem głowy, po czym wypił na siedząco parę łyków ów wina. Nigdy dużo nie pijał, ale opcja przepłukania sobie gardła od krwi była zbyt cenna, by odmówić porządnych łyków. Zaraz to został poruszony temat o śniadaniu. Jakoś księciu zbytnio nie chciało się jeść, zwłaszcza po ostatniej nocy i zdarzeń podczas niej, ale nie mógł odmówić. Oddał bukłak w ręce starszego mężczyzny i przyjął pomocną rękę w akcji wstawania.
Przysiadł się do nich mniemrawym ruchem, kiwając przy tym głową na nieśmiałe powitanie. Tak samo jak na początku miał nadal smętną minę. Splutł dłonie na kolanach i najzwyczajniej czekał. Do tego czasu bardziej przyjrzał się towarzystwu, zwłaszcza kobiecie, która nie miała oka, a konkretnie jej dziurze. Księciu zrobiło się słabo na ten widok, myśląc, że on ten może mieć taką Blizne. Na pytanie wyrwał się z nagłego zamyślenia. Nie wiedział, na ile mógł mówić z zszytymi ustami, więc bardzo ostrożnie rzekł cicho.
- Ha...rry. - Przedstawił się z trudnością grupie, a konkretniej starszemu panu. Czuł się strasznie przygnębiony i bez sił na cokolwiek, lecz mimo to siedział z nimi i wymieniał spojrzenia.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Mar 27, 2018 6:12 pm

- Harry, dobrze... - siwowłosy mężczyzna skinął głową. - Ja jestem Oswell, ten gotujący w garze to jak już zapewne wiesz Benny, drugi z naszych towarzyszy zwie się Roger, wojownicza pani to Taena, pochodzi z Myr, a nasza urocza trubadurka zowie się Lili... - przedstawiał wszystkich mężczyzna, gdy krzaki na skraju polany zatrzęsły się nagle.
Wszyscy z obecnych - poza Bennym - spojrzeli w tamtą stronę, a Roger i Taena delikatnie przesunęli dłonie w stronę broni, jednak szybko je opuścili. Z chaszczy wynurzyła się sylwetka niskiego jegomościa z kuszą na plecach, który pogwizdując wesoło wiązał sznurówki spodni.
- Ach... Od razu lepiej jak się odcedziło kartofelki - rzucił do zgromadzonych karzeł, siadając przy ogniu z uśmiechem. - Widzę, że nasza nocna niespodzianka się obudziła! - wykrzyknął na widok Harry'ego.
- A to jest Arnolf - dokończył siwowłosy. - Co ci się stało, chłopcze? Gdy cię znaleźliśmy wyglądałeś dość marnie...
- Marnie? Mało powiedziane! - wybuchnął konus z kuszą. - Wyglądał jak jeż!
- Dorzeczański Jeż! - zainteresowała się Lili. - Może to jednak o tym powinnam ułożyć balladę?
- Może i powinnaś, ale będzie to musiało poczekać, jedzenie gotowe - oznajmił Benny, przerywając tę karuzelę śmiechu.
Wkrótce drewniane miski napełniono czymś co wyglądało jak zwyczajna zupa? Były tam kawałki mięsa, marchewki, ziemniaka i jakieś ziółka. Smakowało całkiem nieźle. Poza wypełnioną gorącą strawą miską, Harry otrzymał również drewnianą łyżkę oraz pozwolono mu oderwać sobie kawałek chleba z grupowego bochenka, który kompania szczęśliwie zakupiła dzień wcześniej w pobliskiej wiosce.
- Nosisz dobrej jakości kolczugę i broń - odezwała się Taena, zakończywszy posiłek. Mierzyła teraz Arryna surowym spojrzeniem, siedząc po drugiej stronie ognia. - Kim jesteś?
Roger, zachowując ponury wyraz twarzy wykonał kilka gestów rękoma, skierowanych w stronę kobiety. Od samego początku wojownik nie odezwał się choćby słowem, teraz stało się jasne dlaczego - był po prostu niemy.
- Też uważam, że ma zbyt wiele jeszcze mleka pod nosem by być jednym z waszych westeroskich zakutych łbów - powiedziała do kompana, mając zapewne na myśli rycerzy. - Ale uzbrojenie ma lepsze niż ci dezerterzy ze zbrojnych oddziałów grasujący po traktach.
Chociaż Myryjka mówiła we wspólnym, jej akcent bardzo rzucał się w uszy i kaleczył niektóre słowa.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Wto Mar 27, 2018 8:28 pm

Harry skinął głową ku każdemu, kogo przedstawiał mu pan Oswell, który jak do tej pory najbardziej zaskrobał sobie zaufanie u młodego. Zaraz to rozległ się dźwięk w krzakach, na co Harrold strasznie się zestresował i chciał położyć rękę na głowicy miecza, którego przy sobie nie miał, wywołując przez to jeszcze większy strach, że gdy wybiegną stamtąd Banici, to będzie po nim. Po chwili wyszedł stamtąd karzeł...z kuszą, na którego widok wszyscy odkładali broń, czyli ich przyjaciel, który to nazwał Arryna niespodzianką. Nie dbał o jego dalsze uwagi, czy jest jeżem, czy może nie jest. Natomiast na pytanie starszego mężczyzny zawiesił wzrok nad ogniem i kurczowo zacisnął dłonie na kolanach. Zabiłem swoich własnych przyjaciół, a potem uciekłem od nich. Od obowiązku walczenia u ich boku. Jestem tchórzem. Chciał wręcz powiedzieć na głos, lecz jedynie bardziej zasmucił się nad swoją własną osobą. Złożył dłonie wręcz jak do modlitwy, po czym oparł na nich swoją brodę. Pokiwał starszemu, że nie chce odpowiadać na to pytanie. Ciężko wciągnął powietrze, po czym je wypuścił. Nawet nie mam sił o tym mówić. Przymknął na chwilę swoje jedyne oko i się zamyślił na moment. Nie było mu ani trochę do śmiechu po ostatniej nocy. Jednak potem Benny zaczął nakładać posiłek, więc...wypadałoby przyjąć. Odebrał on łyżkę, dziękując za nią dworskim skinieniem, by to zaraz zataczać kręgi w zupie swoją łychą. Nie wiedział, czy był w ogóle głodny i czy w ogóle będzie cokolwiek jadł. Nie miał apetytu, ale jak nie zje, to będzie słabo się czuł. Ach, prawie zapomniał. Odłożył on na chwilę zupę i się najzwyczajniej pomodlił przed posiłkiem. Nie zwracał w ogóle uwagi, czy ktoś będzie to wytykał to palcami, czy nie, on wierzył i tego zamierzał bronić, choćby nie wiadomo co miałoby mu się stać. Po chwili zakończył to świętym znakiem i bezgłośnym ruszeniem ust. Urwał także ten kawałek chleba, którym to tak chętnie dzielili się podróżnicy. Kiedy książę miał już jeść, Taena go zagadała.
- Giermkiem. - Wyrzekł, patrząc się melancholijnie w miskę zupy. W tym momencie nie kłamał, w końcu giermek to była osoba, która zachowuje się jak rycerz, oddycha jak rycerz, walczy jak rycerz, lecz tylko nie ma pasa. Nie zamierzał im jeszcze mówić, że jest księciem Doliny, może będą chcieli to wykorzystać. Resztę uwag całkowicie zignorował. Miał nadzieję, że nie znaleźli pod jego ubraniem sygnetu bądź naszyjniku w kształcie sokoła.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Mar 30, 2018 9:09 pm

- Daj chłopakowi zjeść, Taena - zganił towarzyszkę osiwiały mężczyzna. - Na pewno dużo przeszedł ostatniej nocy, nie naciskaj...
Kobieta jedynie mruknęła coś i zamilkła, skupiając się na swojej zupie. Pozostali członkowie kompanii postanowili pójść za jej przykładem i zajęli się swoimi miskami, powściągając ciekawość. Harry dzięki temu mógł spożyć posiłek już bez kogokolwiek kto odrywałby go od jedzenia. Karzeł i niemowa wzięli sobie jeszcze po dolewce, Banny zaczął zaś wesoło gawędzić z Lili, Taena wyciągnęła z pochwy sztylet i skupiła się na jego ostrzeniu.
- Więc, Harry - zagadnął Oswell. - Musieli napaść na was bandyci, prawda? Ostatnio pełno ich w Dorzeczu, wszystko przez wojnę... Masz gdzieś dom, do którego możesz wrócić? Własny rodzinny lub może do pana, którego rycerzowi służysz? My zmierzamy do Lannisportu, po drodze pewnie zahaczymy o okolice Riverrun, więc nie wiem czy droga wiedzie nas w tę samą stronę.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Sob Mar 31, 2018 7:15 pm

Na zdanie starszego mężczyzny o tym, że mogli napaść ich bandyci, młodzik zareagował dość nerwowym spojrzeniem i ściśnięciu warg. Oderwał po chwili wzrok od niego na ognisko z kociołkiem. Odłożył miskę na bok i zaraz swoim melancholijnym spojrzeniem wrócił do Oswell'a. Jak wrócę teraz do domu, to przyniosę jedynie porażkę. Muszę pomścić swych przyjaciół, upamiętnić ich imię...jestem im to winie. Jestem winien to ich duszom. Westchnął ciężko, będąc w takim duchowym załamaniu, że sprowadził na swoich drogich ludzi śmierć. Mimo to musiał odpowiedzieć temu człowiekowi na pytanie. Zastanowił się przez moment, ściskając przy tym nerwowe dwie dłonie w uścisku. Riverrun. Ród Tullych. Może tam. Przemyślał jeszcze raz taką opcję i w końcu zwrócił się do siwego mężczyzny.
- Możliwe, że w Riverrun. - Rzekł spokojnym tonem, po czym poczekał na odpowiedź starszego. Jeśli nie mieli więcej pytań, to młodzik posiedział jeszcze z nimi kawałek czasu, po czym ruszył do swego konia, by tam sprawdzić swój plecak, w którym powinien być rysunek Elizabeth na tle zachodzącego słońca. Gdy go wykopał, serce zabiło mu szybciej, a sam pergamin odwinął w moment. Patrzył na jej uśmiechnięte lico, kruczoczarne włosy i piękne oczy. Przeciągnął tak palcem po papierze, może mógłby zmienić zdanie i ruszyć z nimi do Lannisportu? Mógłby znowu zobaczyć Elizabeth.
Walczył z sobą przez moment, gdzie to zaraz pokiwał głową przecząco. Nie, muszę to zrobić. Oddali za mnie życie. Tym razem nie ucieknę. Odłożył przez swoją determinację rysunek na bok i zaraz ruszył sprawdzić swój ekwipunek. Z tego, że zapewne ta ekipa niedługo ruszy dalej, to Książę zapewne z nimi, więc ubrał on na siebie całą kolczugę również z czepcem, miecz do lewego boku, tarczę za lewe ramię, a paliczki kolcze zaciągnął. Nie chciał ryzykować. Czas ruszać do Riverrun. Zapewne będą na nich czekać bandyci bądź miejsce, gdzie zostali zabici jego przyjaciele. Niech Siedmiu ich prowadzi przez święty znak, którego dokonał Arryn.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Kwi 02, 2018 4:24 pm

- Do Riverrun, dobrze - uśmiechnął się starzec. - W takim razie chętnie przyjmiemy twoje towarzystwo, przynajmniej do czasu rozdroży, które rozdzielą nasze drogi.
Harry nie był zbyt gadatliwy, więc nikt z kompanii nie kłopotał się już próbami wyciśnięcia z niego choćby słowa. Zupa została dokończona i wszyscy zabrali się za przygotowania do wyjazdu. Taena, Benny, Oswell i Roger dosiadali dorodnych i zadbanych koni, Lili - będąc dziewczęciem bardzo drobnym - jechała na postawnym kucu, zaś karzeł siedział na dość nietypowym, dopasowanym do niego siedzisku na grzbiecie objuczonego wołu. Miejsce jakie zajmował niski człowiek było nawet tak pomyślane, by w razie czego mógł całkiem swobodnie użyć swojej kuszy. Zaprawdę nietypowa kompania.
Wkrótce drużyna wyruszyła, a kierowała się w tym kierunku, z którego nadjechał Harry. O czym chłopak po nocnej ucieczce i utracie przytomności z początku nie wiedział. Wszyscy zachowywali czujność, ponieważ obecność licznych banitów w Dorzeczu nie była dla nikogo tajemnicą. Zwłaszcza po znalezieniu przeszytego strzałami giermka. W pewnym momencie młody Arryn zaczął jednak rozpoznawać teren, a widok na drodze konia, który przegryzał trawę uderzył w niego niczym młot. To był koń ser Magnusa! Teraz młodzik rozpoznał otoczenie, to było miejsce, gdzie rozbili obóz!


Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Wto Kwi 03, 2018 10:13 pm

Chłopak jedynie skinął głową starszemu, po czym zwinął pergamin w rulon i ułożył go delikatnie po boku plecaka, była dla niego jak relikwia, więc było trzeba postępować ostrożnie. Zaraz to plecak zarzucił na tył swego konia, po czym pewnym ruchem wsadził nogę w strzemię konia i na niego wsiadł. Chwycił lewicą lejce, obrócił wierzchowca i ruszył nieśpiesznie za całą tą ciekawą kompanią w dal.
Trasa trwała dość spokojnie, przez co ponownie się zamyślał co do wczorajszego zdarzenia. Ot momentami zerkał na okolicę, czy nie ma tutaj banitów w krzakach. Zaraz, banici w lesie. Nagle znikąd cało jego skupienie powędrowało na czujne rozglądanie się dookoła. Nie chciał, by dali się zaskoczyć tym zwyrodnialcom. Po momencie dopiero skojarzył co to za okolica. W tym momencie ujrzał jeszcze konia na drodze, konia Sir Magnusa. Zatrzymał jak wryty swego konika na moment, po czym uderzył go w boki swymi butami i ruszył prosto do zwierza swego towarzysza. To tutaj. Rzucił smętnie w duchu, po czym się rozejrzał. To było ich miejsce spoczynku. Zaklną pod nosem, po czym ruszył na lewo, ku obozowi. Czuł, że to może być pułapka i jednocześnie się bał tego, co może zobaczyć. Na wszelki zatrzymał się przed miejscem wyciętych drzew, by się rozejrzeć dookoła. Wyglądał tak, jakby nagle coś go strzeliło. Samo spojrzenie oka miał strasznie przerażone, jakby zmagał się z jakimś widmem przeszłości. Zszedł z konia, by zaraz do nich podejść i spojrzeć ze łzami w oku na to wszystko. Wciągnął silnie powietrze przez nos i ponownie się rozejrzał po ścianie lasu. Chciało mu się płakać i wymiotować jednocześnie. Muszę ich pochować. Muszę. Upadł on na obydwa kolana i zaczął desperacko rękawicami kopać w ziemi. Kopał tak ze łzami w oczach przez dobre paręnaście sekund, po czym zaszlochał na moment, przerywając w ten sposób desperacki ruch zakopania ich zwłok. Zaczął ciężko oddychać, nabierając przy tym sił, by wstać do nowych kompanów...zdrowy rozsądek wręcz mu mówił, że coś tutaj jest nie tak, sięgnął po miecz i założył tarczę. Może to omamy? Rozejrzał się jeszcze raz po krzakach i potem odłożył miecz do pochwy, wiedząc, że wszystko jest w porządku.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Kwi 04, 2018 8:40 pm

- Ładny konik - mruknął Benny, widząc wierzchowca Magnusa, tuż przed tym jak Harry pogonił swego rumaka.
Cała kompania spojrzała na dzieciaka zaskoczona. Karzeł uniósł kuszę do ramienia by zestrzelić młodzika, który - jakżeby inaczej - zwędził coś i chciał spierdolić, ale Oswell powstrzymał go unosząc dłoń. Harry oczywiście lecąc naprzód nie zauważył ani spojrzeń, ani bliskiej śmierci z rąk małego człowieka.
Gdy giermek-bez-rycerza dotarł na miejsce nie uderzyła weń żadna strzała, ani żaden banita nie wyskoczył z szyderczym śmiechem z krzaków. Znalazł natomiast ciała swych druhów. Ser Hawk oraz Ser Magnus leżeli rozebrani ze swoich pancerzy i rzuceni między trawę niczym szmaciane lalki. Głowa pierwszego z nich była krwawą miazgą - jakiś banita pewnie poprawił po zakończonej walce śmiertelny cios - zaś drugi cały pokryty był mniejszymi i większymi obrażeniami, z którym najgorszym był ślad po ostrzu, które zagłębiło się w twarz mężczyzny. Ostatnim z kompanów był łowczy, którego po ucieczce księcia i śmierci rycerzy rozbójnicy pochwycili. Jego ciało, nagie i okaleczone, przywiązane było do pnia pobliskiego drzewa. Nie miał oczu i języka, a jego kończyny znaczyły ślady licznych cięć i przypaleń, męskość zaś odrąbali mu i wetknęli w usta. Martwy kompan banitów również leżał na ziemi, obrabowany z ekwipunku i porzucony jak ciała rycerzy. Pies Harry'ego musiał spoczywać gdzieś dalej w krzakach, gdzie zaatakował łuczników.
- Spokojnie chłopcze, spokojnie - powiedział Oswell, kładąc Harry'emu zadziwiająco silną jak na starca dłoń na ramieniu. - Tak im nie pomożesz... Roger, daj szpadle!
Najemnik bez języka mruknął coś i podszedł do objuczonego wołu, z którego karzeł czujnie obserwował las. Kuszę miał gotową do strzału.
- Na Siedmiu - jęknęła Lili, dostrzegając okaleczone zwłoki łowczego, i pobladła jak bielona wapnem ściana.
- Co za skurwysyny zrobiły coś takiego - rzucił oburzony Piękny Benny, przyjmując od Rogera szpadel i szukając dobrego miejsca by zacząć kopać mogiły.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Sob Kwi 14, 2018 10:23 pm

- Siedmiu, miejcie litości.- Wyszeptał do siebie chłopak, klęcząc na ziemi przed zwłokami swych przyjaciół. Był wpatrzony z litością w oczach na łowczego. Jaki człowiek mógłby być zdolny do takich czynów!? Nie mieściło mu się to w ogóle w głowie. Miał on chęć zwymiotować na widok okaleczeń Hugo, lecz ostatkiem woli się powstrzymał. Co innego podczas walki patrzeć na coś takiego, a co innego, jak jest spokój i można o tym pomyśleć. Nie myśl o tym! Walczył ze sobą, ale jak nie będzie o nich myślał, to oznacza, że w ogóle wypiera się ich śmierci, którą na nich sprowadził. Zaraz na jego ramieniu wylądowała dłoń Caswella, mówiąca mu, że kopanie własnymi rękoma nic tutaj nie da. Młody spojrzał ze łzami w oczach na starszego i przytaknął. Spróbował on jakoś wytrzeć łzy, lecz było to ciężko zrobić stalą. Wstał on z klęczek i spojrzał, jak Benny wykopuje grób dla jego przyjaciół. Harry ciężko westchnął i spojrzał w kierunku lasu. Tam leżał jego czwarty jedyny przyjaciel. Ruszył w odmęt lasu z mieczem, gdzie po dłuższej chwili znalazł truchło jego psiego przyjaciela. W tym momencie książę oparł się o jedno z drzew i zaszlochał, powoli opadając tak na ziemię. Ułożył on tak miecz na nogach i najzwyczajniej zaczął płakać. Został w tym momencie całkowicie sam. Sam w tej okiełznanej wojnie królestwem. Czuł się jak słabeusz. Zaczął lamentować tak nad sobą przez dobre parę chwil, po czym poczuł, że musi się zebrać w garść. Spróbował on jakoś psu też wykopać grób, przykładowo pożyczoną łopatą od Benna.
Z trudem patrzył ,jak zostali oni złożeni do grobów. To, co jedynie mógł teraz zrobić, to wykonać modlitwę do intencji Siedmiu, jaką dokonują Septonowie na pogrzebach. Wcześniej dokonując szacownego przemówienia:
-Byli znani ze swojej życzliwości i dobrych serc. Gdy ktoś potrzebował pomocy lub dobrej rady, nigdy nie odmawiali. Byli niezwykle odważni, czego dawali przykład w czasach wojny, jak i niedawnych wydarzeń, gdy jako rycerze walczyli o królestwo, które kochali nad życie. Dla wielu osób był przykładem dobrego człowieka, dla mnie był przede wszystkim wspaniałymi przyjaciółmi, od których wiele się nauczyłem. Tyle jeszcze rzeczy mogli nam opowiadać, tyle pięknych historii ze swoich długich żyć, ukazać w nowym świetle. W tak trudnych chwilach ukojenie daje nam jedynie świadomość, że być może kiedyś spotkamy się ponownie. - By potem przerwać to modlitwą z należycie szacownym tonem. (W książce opisane było to tak, że prawie tylko Septonowie bądź szlachta znała modlitwy) Pobożność wręcz od niego kipiła w tym momencie, a na modlitwie był tak skupiony jak nigdy wcześniej. Tutaj chodziło o dusze jego przyjaciół
-Siedmiu, miłosierni, dajcie duszom sług i służebnic Twoich miejsce w niebie, błogosławiony pokój i jasność Twojego światła. Ojcze, wysłuchaj łaskawie naszych modlitw za dusze sług i służebnic Twoich, za które się modlimy, prosząc, abyś je przyjął do społeczności swoich Świętych. Spraw, prosimy Cię, Panie, aby dusze sług i służebnic Twoich, oczyszczone ze swoich win, otrzymały przebaczenie i wieczny odpoczynek. Przez Siedmiu, chwała na wieki. - Tutaj przerwał. Na koniec słów chwycił za szpadel i z trudem zaczął zasypywać ciała swych przyjaciół, a na koniec psa. Jeśli było po wszystkim, to Arryn spróbował na ich grobach zrobić małe kopczyki z kamieni.
Potem...chyba ruszyli dalej.
* Rzut na perswazje u Siedmiu
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Kwi 19, 2018 12:43 pm

Mogiły zostały wykopane, a wkrótce złożono w nich ciała przyjaciół Harry'ego i przysypano ziemią. Członkowie kompanii postali z poważnymi minami przy grobach, pozwalając Arrynowi powiedzieć kilka ostatnich słów - co było największym słowotokiem jaki od niego usłyszeli od momentu spotkania chłopaka - i nie zakłócając w żaden sposób tego smutnego momentu. Później Roger oraz Benny pomogli chłopakowi poszukać kamieni, kiedy wojownicza kobieta wraz z karłem stali na straży.
Kiedy wszystko było zakończone, grupa wędrowców ruszyła dalej. Po dniu drogi mieli pożegnać się z Arrynem w pobliżu Riverrun i ruszać dalej na zachód, pozwalając młodzieńcowi podążyć dalej do zamku Tullych. Jego podróż przebiegała już niezakłócana, a poza swoim koniem miał również znalezionego wierzchowca ser Magnusa. Los wesołej kompanii pozostać miał zagadką, przynajmniej na razie. Harry tymczasem został przyjęty w Riverrun jako gość Pstrągów.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Wto Maj 01, 2018 12:19 am

Cała uroczystość minęła spokojnie. Młody miał czas na masę przemyśleń, z których potem nic nie mogło przyjść mu do głowy. Czuł pustkę w sobie, wraz ze śmiercią jego przyjaciół, czuł ogromny brak czegoś w sobie, ciężko to było w jakikolwiek sposób wyjaśnić. Klęczał tak na jednym kolanie przed ich mogiłami, przyrzekając sobie coś. Pomszczę was. Obiecuję. Tym nie stchórzę i będę za was walczył. Ten ostatni raz odprawił za ich duszę modlitwę i powstał, otrzepując przy tym swe kolana z tutejszej ziemi. Ruszył powolnym krokiem do wierzchowca, po czym wyuczonym ruchem na niego wsiadł. Posłał tak ostatnie spojrzenie grobom. Cholera, jak dziwne wrażenie dawało patrzenie przez jedno oko. Człowiek musi wtedy non stop nim patrzeć na boki, wręcz skupiony rejestrowaniu otoczenia. Po czym uderzył w boki swego konia, by ruszyć naprzód. Wrócę tutaj. Tak oto Arryn ruszył wraz z wesołą kompanią do Riverrun. Oby go tam przyjęli. Będzie musiał też napisać kruka...
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Cze 01, 2018 10:06 pm

23 kwietnia 336 AC

Rycerze siłą wyciągnęli ledwo żywego Theodana z jego lochu i zaciągnęli na dziedziniec Riverrum. Tam nie czekał na niego król - przecież nie traciłby na niego czasu - a jedynie kapitan straży Riverrum. Obok zaś czekał już odpowiednio ubrany kat. Strażnicy rzucili bezładnie ciało Theodana przed ich obu stopy. Kapitan zaśmiał się, ciesząc się z nadchodzącej zabawy, i rozkazał:
- 10 batów. Nie powstrzymuj się.
Strażnicy więzienni znowu chwycili maestera i odwrócili go plecami do kąta, który szykował już bat. Trzymali na tyle mocno, by Theodan nie mógł się wyrwać. Zaraz też królewski kat przystąpił do pracy. Każde smagnięcie biczem odrywało kawałek mięsa więźnia. Przy siódmym jego wymęczony organizm nie wytrzymał i maester stracił przytomność. Po wykonaniu kary osunął się bezwładnie na ziemię. Kapitan tylko podszedł, kopnął go nogą i rozkazał:
- Wyrzucić mi to truchło.




Obudził się... w jakimś łóżku. Było mu wygodnie. Rozpoznał, że leży na pierzu. Ale to co najbardziej rzucało się w oczy, było twarzą jakiegoś mężczyzny. Z jednym okiem kaprawym, trochę podstarzały - na co wskazywały liczne zmarszczki i się już włosy. Nie schodził mu jednak z twarzy uśmiech.
- Wielmożny pan wstał? Hargh hargh! - jego śmiech był dziwny, gardłowy. Trochę przypominał kaszlnięcia. - Już Ci podaję hargh hargh! Potrawkę!
Musisz jeść i leżeć! Hargh! Już Ci hargh hargh! Plecy nasmarowałem. Niedługo powinny hargh! Wyzdrowieć! -
odszedł na chwilę. Ciszę przetrwały jedynie kolejne śmiechy-kaszlnięcia. Z oddali zaraz krzyknął. - Przepraszam, na pewność ciekawą hargh hargh! Kim jestem? Zwą mnie hargh hargh Harry z Błękitnej Polany! W której hargh hargh! Właśnie jesteśmy! 3 mile na południe od Riverharghrum! Jeszcze parę dni i postawię Cię na hargh hargh! Nogi! Uczył mnie sam hargh Qyburn!




Theodan obudził się na trakcie. Ktoś był na tyle uprzejmy, że ułożył to pod drzewem, na uboczu. Gorzej, że zabrał cały dobytek. Mgliście pamiętał, co się wcześniej stało. Ciemnotę, baty, sny... Cały był obolały, ale najgorzej trapiły go plecy. Potrzebował pilnej pomocy medycznej. Ale! Wiedział gdzie musi się udać, żeby ktoś mu w tym stanie pomógł! Do... dokąd? Gdzie to było? Co było? O co chodzi? Tak szybko jak się obudził, tak zapomniał o całym śnie.

Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Theodan on Sob Cze 02, 2018 6:17 pm

Czemu czuł się wtedy tak swojsko. To wszystko wydawało się Theodanowi takie rzeczywiste, chociaż nie wyglądało to na takie. Dlatego też przy kolejnej pobudce starał się coś wymyślić, jakieś skuteczne rozwiązanie. Mimo to nie dane mu to było, bo oto został obudzony przez strażników, którzy gdzieś go prowadzili.
Biczowanie pamięta jak przez mgłę, pierwsze baty były najcięższe, ale kolejne przestawały się już tak naprawdę liczyć. Adrenalina w końcu robiła swoje. Dopiero po dłuższym odczekaniu zapewne poczuje co to znaczy prawdziwy ból. Jednak przy siódmym bacie odpłynął.
Następne co pamięta to pobudkę pod drzewem. Ogołocony ze złota, ale nie z tego co najważniejsze - ubrania i łańcucha. Szczególnie ogniw było mu szkoda. Z piekącym bólem w plecach wstał z ziemi, czując tak, jakby o czymś zapomniał. Trzeba było teraz znaleźć jakieś schronienie, pomoc. Postanowił iść za intuicją i wybrać kierunek z traktu w kierunku o którym Starzy Bogowie zadecydują.
avatar
Theodan

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 08/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Cze 04, 2018 12:40 am

Theodan wybrał losowy kierunek podróży, który okazał się wieść na wschód, i powoli rozpoczął kierować się w tamtą stronę. Próbował iść, co chwila jednak upadał na ziemię. Czuł jeszcze w nogach siniaki, ale przede wszystkim rany pleców pozbawiały go sił witalnych. Kolejny krok - kolejny upadek. W przeciągu godziny nie pokonał nawet mili. Jego nogi już jednak odmówiły posłuszeństwa. Był na skraju wyczerpania. Po raz kolejny tego dnia padł bez przytomności na ziemię.




Tym razem w swoim śnie nie oddalił się tak bardzo. Poznawał drzewa, przy których przechodził. Zwrócił tylko uwagę, że był niżej. I chodził z rękami na ziemi, na czworaka. Próbował się podnieść, ale jakoś mu to nie wychodziło. Ale paradoksalnie, choć czuł się trochę niepewnie, czuł się silniejszy i zwinniejszy niż zazwyczaj. Doskoczył do jednej z pobliskich kałuży z wodą. Obejrzał się w niej. Zamiast twarzy miał pysk. Znajomy pysk. Wszystko się zgadzało. Wyglądał jak pies. Jak swój pies - Cień. Mógł się po tym zorientować się w końcu, że jest to sen. Zazwyczaj w takich momentach odpływał i się budził, tym razem jednak pozostał w śnie. Widział słabiej niż zwykle. Czuł jednak zapachy - o wiele więcej niż zwykle. Jakby zamiast wzroku miał właśnie węch. Wszystko czuł zupełnie inaczej niż zwykle. Szybko też trafił na trop krwi. Pobiegł za nim i dobiegł do leżącego na ziemi mężczyzny z ranami na plecach.

Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Theodan on Pon Cze 04, 2018 1:05 am

Theodan szedł. Jedynie co chciał zrobić to móc pójść przed siebie, sprawić, że być może Bogowie postawią przed nim trafny strzał, który poprowadzi go ku cywilizacji. Jednak im dalej szedł, tym coraz bardziej tracił siły. Jego siły powoli odchodziły. Powieki, ciężkie jak kamienie powoli coraz bardziej zamykały się. Zsiniaczone nogi nie pomagały mu. Jednak najbardziej bolały go oczywiście plecy. Adrenalina jak widać przestawała działać w takim momencie. W końcu po kilku upadkach padł na ziemię. W głowie miał tylko jedną myśl. Chciał w końcu znaleźć się na dworze lorda Blackwooda. A potem stracił przytomność.
Wszystko dla niego było znajome. Te same drzewa, które widział jeszcze kilka razy, albo nawet przed chwilą rozpoznawał je. Mimo to poziom jego widoczności był znacznie zniżony i faktem było to, że nie chodził on na dwóch nogach. W końcu doszedł do kałuży, a widok mógłby go przerazić, gdyby tylko nie fakt, że nie wiedział, że mógłby być przerażony. Widział pysk swojego psa. Cień patrzył się przez chwilę w kałużę. Czuł się tak, jakby był na jawie. W księgach Cytadeli zaczytywał się o świadomym śnieniu, jakoby to ludzie oddzielali się swoim materialnym bytem i odchodzili do krainy snu. Ale to nie wyglądało jak sen. To wyglądało jak żywe wydarzenia. W końcu poczuł zapach krwi. Pobiegł instynktownie, aż w końcu po dłuższej chwili w końcu dobiegł do mężczyzny. Jedynie co miał w tej głowie teraz to co każdy maester czy nawet człowiek o dobrej duszy. Szukać pomocy. Dlatego też nic dziwnego, że pomyślał "Cień, nie patrz tak na niego, szukaj pomocy, szukaj".
avatar
Theodan

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 08/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Cze 06, 2018 8:09 pm

Duch Theodana, czy też Cień, ruszył przed siebie. Traktem -gdzież indziej mógłby znaleźć pomoc? Z początku nie znalazł nikogo. Po prawdzie jednak poruszał się wpierw powoli. Nie opanował do końca poruszania się na czterech łapach. Z czasem jednak szło mu coraz lepiej. Czuł też w nozdrzu wiele zapachów, których jednak nie był w stanie do końca rozróżnić. Były dla niego zbyt intensywne, zbyt się że sobą zlewały...
W końcu odnalazł coś na trakcie. Niestety nie był to nikt, kto mógłby udzielić mu pomocy. Stał tam jeden sporej wielkości niedźwiedź. Przynajmniej nie zdawał się mieć agresywnych zamiarów. Czekał tylko na to, co zrobi pies.

Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Theodan on Sro Cze 06, 2018 8:16 pm

Cóż. W tym śnie Theodan musiał dokładnie zorientować się. Bądź co bądź to sen, ale nadal były one niebezpieczne. Oniryczne księgi pisały wiele o tym, że człowiek w pewnym momencie mógł się zatracić i przestać odróżniać świat rzeczywisty od wymyślonego. Dlatego też wszystko co tworzył pies, starał się robić ostrożnie. Powoli nauczył się chodzić, ale w pewnym momencie po prostu czuł się w swoim żywiole. Cień szedł przed siebie, ale nikogo nie widział. Nie był to człowiek, ale bardziej zwierz. Jednak nie był on złych zamiarów. Theodan... spróbował czegoś, czego jeszcze nigdy nie próbował. Zachęcać zwierzę do współpracy. Starał się dyktować przyjacielskie sygnały, które ostrożne miały tylko sprawić, że niedźwiedź spojrzy na niego łagodnym wzrokiem. A potem... Być może nawet pomoże. Cień miał pomóc swemu panu. I starał się to robić jak najlepiej.
avatar
Theodan

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 08/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Cze 07, 2018 8:55 pm

Cień próbował przekazać coś misiowi. Wyszło mu to jednak dość niezdarnie. Theodan nie miał jeszcze obycia w tym, jak zachowują się zwierzęta i nie potrafił przekazać swojej myśli. Na szczęście, chociaż mógł być obrażany albo prowokowany, niedźwiedź tylko spojrzał sennie na psa. Przeciągnął się i powoli odszedł w głąb lasu. Pies ruszył naprzód. Szukał dalej jakiejś pomocy. Kolejny kwadrans biegu doprowadził go do trzech mężczyzn. Jeden miał na sobie zbroję, dwaj pozostali zwykłe łachmany. Wszyscy mieli w rękach jakąś broń - odpowiednio dwa miecze i łuk. Wydawali się zmęczeni biegiem. Cień nie widział szczegółów. Za to bardzo dobrze rozpoznał ich głosy. Jeden z nich, ten z mieczem w łachmanach, przeklnął: - Kurwa, gdzie ten niedźwiedź? Przysięgam, że go widzia... - urwał, gdy spostrzegł psa. Zaśmiał się i podszedł powoli do niego. Z jego ruchów nie biła wrogość, tylko spokój i serdeczność. - Co tam piesku? Skąd się tu wziąłeś? Może Ty widziałeś misia?

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Theodan on Czw Cze 07, 2018 10:17 pm

Pies zaczął szczekać. To było tak, jakby Theodan chciał do niego przemawiać. Ale tak naprawdę nie zrobić nic innego jak po prostu zaszczekać. Nie tyle co chciał powiedzieć im, że potrzebuje pomocy, ale.. cóż. Miał nadzieję, że da radę.
- Szczekaj dalej, Cień, spróbuj ich zachęcić.
Pies dał się nawet pogłaskać, byleby tylko zachęcić mężczyzn do pomocy. Zaraz potem zaczął skakać na tylnych łapach i szczekać na nich. Wiercił się w miejscu, to z jednej strony na drugą. Potem odszedł na kilka metrów od nich, czekając aż Ci pójdą za nim. Będzie wydawał dźwięki tak długo, dopóki faktycznie za nim nie pójdą. A jeśli to zrobią, zacznie ich kierować do ciała mężczyzny, który leżał na ziemi. Szkoda, że sam nie mógł im nic powiedzieć. Ale z pewnością będzie musiał dać Cieniowi nagrodę.
avatar
Theodan

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 08/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Cze 10, 2018 10:51 pm

Troje mężczyzn podążyło za psem, pomimo początkowych obiekcji.
- I co kurwa pies nas zaprowadzi? Pojebało Cię?
- Wygląda na inteligentnego. Poza tym - to ja tu dowodzę. Masz się mnie słuchać, jasne? - krzyknął gość w łachmanach z mieczem do tego z łukiem. Dla efektu dotknął pochwy przy pasie, a następnie spojrzał kątem oka na zbrojnego. Tamten trochę naburmuszony tylko kiwnął głową i potulnie udał się za nim. Poszli za Cieniem, z czasem coraz bardziej się denerwując. Nie widzieli w końcu caly czas tego niedźwiedzia. W końcu doszli jednak do bezwładnego ciała Theodana. Gość z łukiem wyglądał znowu na zdenerwowanego, ale przewodząc grupie był bardziej zmartwiony.
- A więc to chciałeś nam pokazać. Ser Gotriku, zabrać go. - wielkolud w zbroi schylił się i podniósł ciało maestera. - Koniec polowania. Wracamy do Stumilowego Lasu. Tam odetchnie i mu pomożemy. - Theodan mógł oczami Cienia patrzeć jak powoli ruszają z nim w drogę. Oglądając siebie poczuł się dziwnie. Jakby mdlał i wirowało mu między oczami. Tracił nad sobą kontrolę. Cień znowu stawał się Cieniem.






Czuł ból na policzku. Nad sobą miał brzydką twarz jakiegoś potężnego, wysokiego rycerza. Uśmiechnął się i rzucił:
- Panienka się obudziła? Hehe... - Theodan mógł dostrzec wyraźne przebarwienia i braki w uzębieniu mężczyzny. I poczuć śmierdzący oddech, cuchnący rybą. Zaraz jednak z tyłu dobiegł inny, znajomy głos: - Zostaw naszego gościa. Musi wypocząć, a oglądanie Twojej mordy to ostatnie co by pewnie chciał, ser Gotriku. - rycerz się odsunął, a maester usłyszał odgłosy skrzypiącej podłogi. Zaraz zobaczył znajomą twarz człowieka z mieczem w łachmanach. Teraz był jednak lepiej ubrany, w czystą tunikę. - Ser Jakob ze Stumilowego Lasu, herbu Puchacz. Masz wiernego psa, uratował Cię. Już się nim zaopiekowaliśmy. To może zaszczycisz nas opowieścią, co się stało? - spytał, uśmiechając się szeroko.



Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach