Drogi Dorzecza

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 3:24 pm

First topic message reminder :

Mniejsze i większe trakty prowadzące przez zalesione tereny Dorzecza.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down


Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 13, 2017 12:38 am

Sztuczka jaką postanowili zastosować Rosh i Atlovart zadziałała wyśmienicie. Sztylety obu najemników odnalazły cel i dwóch zbrojnych z hukiem spadło na ziemię. Cykada niestety nie popisał się jak jego towarzysze. Koń rycerza lekko wierzgnął w momencie zgonu członków patrolu i strzała minęła jego łeb o kilka centymetrów.
- Bić kurwy Blackwooda! - ryknął Ben ruszając do ataku na królewskich ludzi.
Dwóch zbrojnych aż zareagowało na okrzyk wąsacza, ruszając mu naprzeciw i wciągając w walkę. Na Rosha i Atlovarta ruszyło kolejnych dwóch. Rycerz natomiast postanowił ukrócić bezczelnego medyka, który targnął się na życie jego ogiera, dowódcę wspierał jeden z jego ludzi by szybko wyeliminować jednego z rozbójników.
Atlovart zaatakował swojego przeciwnika i ciął w udo, niestety pancerz zbrojnego stanowił skuteczną zaporę dla miecza najemnika z Zachodu i obyło się bez krwi. Zbrojny od razu kontratakował, jednak Atl bez większego trudu sparował cięcie. Rosh w tym czasie trafił oponenta w rękę, jednak i tutaj pancerz odegrał swoją rolę perfekcyjnie i ochronił właściciela. Wąsacz trafił jednego ze swoich przeciwników z podobnym efektem co jego towarzysze, ale sam również nie dał się trafić.
Cykada miał najmniej szczęścia. Biedak nawet nie zdążył wskoczyć na konia po oddaniu strzału, natychmiast zaatakowany. Zbrojny Blackwoodów nie zdążył nic mu nawet zrobić, ponieważ rycerz rodu ciął medyka w głowę bez chwili zawahania. Krew trysnęła obficie...



Rosh i Atlovart zabili po jednym ze zbrojnych, pozostało pięciu i rycerz.
Cykada otrzymał ciężką ranę w głowę.




Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Sro Gru 13, 2017 12:55 am

Walka zaczęła się natychmiast. Rosh, Vart i Ben wyciągnęli miecze i z okrzykiem na mordach rzucili się w bój.
Jego strzał z łuku oczywiście nie trafił celu. Tego się kurwa spodziewał. Nigdy nie brał udziału w prawdziwej walce i ręka mu zadrżała. To nie to samo co strzelanie do jeleni w Przesmyku.
Już chciał wskakiwać na konia i jechać w las... już wcisnął stopę w strzemię... i padł. Rycerz był szybszy i podjeżdżając ciął go po głowie. Cykada wylądował na ziemi zamroczony. Przez chwilę kompletnie nie wiedział co się dzieje a czas jakby zwolnił. Słyszał tylko stłumione krzyki towarzyszy i zbrojnych Blackwooda. Ocknął się dopiero, gdy struga krwi zalała jego lewe oko. Dotknął głowy i zobaczył na palcach czerwoną juchę. Bogowie... Nie wzywał ich często. Praktycznie nigdy. Ale też nigdy nie był tak bliski śmierci.
Podniósł się i na czworaka czym prędzej zaczął się czołgać do najbliższych krzaków. Widział jak krew kapie mu z głowy na żwirową drogę. Klął w duchu na wszystko co święte. Klął na Rosha, Bena i Varta. Przeklinał to cholerne złoto, które skusiło go wziąć kolejne zlecenie i trzymać się z tymi chujami.
Jeśli uda mu się oddalić od walki to jak najszybciej wyciągnie bandaże z torby i zacznie tamować krwawienie. Postara się też schować za jakimś drzewem, co by zbytniej uwagi nie przyciągać.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 13, 2017 1:27 pm

Szczęknęła stal, miecze odbijały się od mieczy oraz pancerzy, konie rżały nerwowo i okolica rozbrzmiała odgłosami bitwy. Na samym początku już Ben otrzymał lekką ranę w głowę i krew pociekła mu z rozbitego łuku brwiowego, jednak wąsacz trzymał się twardo. Atlovart i Rosh również oberwali, jednak oręż nieprzyjaciół jedynie zarysował ich zbroje. Wymiana ciosów trwała tak dłuższą chwilę bezskutecznie, aż w końcu Atlovart zdzielił rycerza z Raventree w łeb. Konny wydał się przez chwilę zamroczony, jednak obecność drugiego zbrojnego uniemożliwiała wykorzystanie sytuacji i po chwili wrócił do walki. Nie trzeba było jednak wiele czekać do momentu, gdy Atl po raz kolejny uderzył zakutą w stal łepetynę i tym razem rycerz z hukiem zwalił się z konia.
Bitwa trwała dalej z korzystnym dla najemników skutkiem. Rosh ranił raz za razem swoich przeciwników, podobnie Atlovart maltretował jednego zbrojnego jaki mu pozostał. Ben również zaciął swoich, jednak sam został jeszcze dwukrotnie raniony lekko w tors. W końcu Rosh mocnym uderzeniem w głowę posłał kolejnego ze zbrojnych na ziemię. Pozostała czwórka widząc, iż ich dowódca padł, a oni powoli zaczynali tracić przewagę, rzuciła się do ucieczki.
Cykada w tym czasie leżąc w krzakach wyjął z torby bandaże i tamował krwawienie z głowy, które jednak uparcie nie chciało ustać. Rana z pewnością nie należała do takich, które można lekceważyć i zdecydowanie przydałaby mu się pomoc.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Sro Gru 13, 2017 5:16 pm

Przynajmniej udało się od razu strącić z koni dwóch idiotów na początku. Później zaś... Wyszło, jak wyszło, po chuj drążyć temat. Atlovart nie miał sobie nic do zarzucenia. Zabił jednego, rycerza powalił i jakoś tak pchało się ten wózek z nędzą do przodu, a że Cykada oberwał? No cóż. Chyba będzie trzeba się powoli wycofywać z interesu, ale o tym później. Przynajmniej najemnik we własnej osobie nie został zbytnio ranny. Blackwoodzkie kundle rzuciły się do ucieczki, choć wciąż miały przewagę... to dopiero pizdy, no ale co zrobić? Atlovart czym prędzej zeskoczył z konia, by dobyć łuku pozostawionego przez Cykadę i przynajmniej spróbować trafić w wierzchowce. A nuż uda się strącić którąś pizdę z konia?
Nie wiedział, czy Rosh i Ben mają zamiar ruszyć za nimi w pościg, ale byłoby to wskazane. Może uda im się ich dopaść i wykończyć. Atlovart zaś porządnie związał rycerza z pomocą liny i rozbroił go, dobił ogłuszonego żołdaka i pobiegł do Cykady, by pomóc mu się ogarnąć. Gdyby Rosh i Ben nie dali rady dopaść uciekinierów, to w zasadzie nie wszystko było jeszcze stracone. W końcu ile mogło potrwać zniszczenie młyna?
- Jak chcecie, to jedźcie sami, ja się muszę nim zająć. A jak nie, to wracamy. Łupy z tych tutaj nawet nie najgorsze, walka nie pójdzie w las, a na zadanie znajdą kogoś innego.
Pozostawił wybór w rękach Rosha i Bena, bo właściwie to oni mieli zrobić co trzeba. Jeśli zdecydują się odpuścić, to postarali się szybko zorganizować i odjechali tam skąd przybyli.




Gdyby Atlovart miał pozostać na miejscu z Cykadą lub wszyscy postanowili zawrócić, to zabrał się do następującej pracy:

Sprawdził i ewentualnie poprawił więzy rycerza i zakneblował go
Spętał luzaki do jakiegoś drzewa
Zniósł zwłoki w jedno miejsce i ułożył jedne obok drugich, wszystkie na plecach z rękami skrzyżowanymi na piersiach i zamkniętymi oczami
Przeszukał zwłoki i sakwy przy siodłach
Zdobyczne miecze (w pochwach, o ile je posiadali) przewiązał derką, obwiązał sznurkami, a rzemykami przytroczył do konia
Zdjął ze zwłok zbroje i z pomocą ich własnych mocowań oraz swoich sznurków i wszelkich dostępnych materiałów postarał się zapakować je do końskich sakw lub przytroczyć je do siodeł (luzaków ma się rozumieć)
Zdjął zbroję z rycerza i przeszukał go
Samego związanego rycerza posadził przy najbliższym drzewie, po czym postarał się go ocucić o ile jeszcze to nie nastąpiło i krótko się z nim rozmówił z nożem w ręku, okazjonalnie blisko jego twarzy
- A teraz posłuchaj mnie bardzo, ale to bardzo uważnie. Mógłbym cię teraz powiesić tak, jak sam tym groziłeś przed chwilą. Mógłbym wyłupić ci oczy, bo widziałeś jednego z nas. Mógłbym uciąć ci język i palce w komplecie, żebyś nikomu nie powiedział co tu się stało. Mógłbym ci poderżnąć gardło i byłoby po kłopocie. Ale tego nie zrobię i powiem ci nawet dlaczego. Nie lubię marnotrawstwa, a z ciebie nawet nie najgorszy rycerz. Powiedziałbym nawet, że dobrze się sprawiłeś, gdyby nie fakt, że przez ciebie wiele osób musiało zginąć tego dnia. Zrobimy tak - ja zrobię co mogę, aby moi towarzysze nie udusili cię twoimi jajami. Ty za to będziesz tu sobie grzecznie siedział i nie dasz nam pretekstu do kastracji, a jak już ktoś cię tu znajdzie, to zrobisz co tylko możesz, żeby dostać się do lorda. Te pozorowane podpalenia nastąpiły, by odwrócić uwagę Blackwooda od Freyów szykujących armię. Układ jest prosty. Jeśli Trident jakoś to przetrwa, a tobie się coś z tego faktu dostanie, to kiedyś zgłoszę się po swój procent. A właśnie. Jak cię zwą? - poklepał rycerza po policzku - Tylko tego nie spierdol, >wstaw imię rycerza<

Luzaki mieli zamiar zabrać przytroczone do ich własnych wierzchowców.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Sro Gru 13, 2017 11:55 pm

Zaciskając mocno zęby zdołał przeczołgać się z drogi na trawiaste pobocze, a potem do najbliższego drzewa. Oparł się o nie i szybko wyciągnął bandaże z torby. Odciął kawałek nożem i złożył go pięć razy, po czym przycisnął mocno do rany.
Syknął z bólu. Głowa napieprzała mu jak bęben. Czuł w skroniach bicie swojego serca, które waliło szybko i nerwowo. Przyciskając opatrunek grzebał jeszcze w torbie w poszukiwaniu butelki bimbru, którą zawsze nosił. Wyciągnął ją, ale wypadła mu z ręki i wylądowała poza jego zasięgiem.
- Kurwa... - zaklął pod nosem.
Nie chciało mu się ruszać żeby ją dosięgnąć. Zamiast tego skupił się na tamowaniu krwawienia, które nie chciało ustać. Cały czas rzucał pod nosem klątwy na wszystko wokół. Oddychał ciężko i ledwo utrzymywał zmysły.
Obserwował walkę, która o dziwo powoli zaczęła się układać na korzyść jego towarzyszy. Walczyli jak lwy i po krótkim czasie zbrojni zaczęli uciekać. Cykada pomyślał, że to chyba nawet gorzej, bo wszyscy widzieli jego twarz i teraz będzie musiał spieprzać z Dorzecza jak najszybciej. Jeśli oczywiście przeżyje...
Gdy walka się skończyła i Vart zaczął "sprzątać" pole bitwy Cykada powiedział do niego na wpół martwym głosem:
- Podaj butelkę. - Wskazał na obitą w skórę butelkę, która leżała niedaleko. Gdy najemnik spełnił prośbę, Cykada wyciągnął korek zębami, wypluł go i napił się mocnego bimbru, który był w środku. Przesmykówka wypaliła mu gardło i przyjemnie ociepliła trzewia. Po drugim łyku wziął bandaż z głowy, obrócił go na czystą stronę i polał po nim obficie alkoholem. Przykładając na nowo opatrunek do rany ryknął z bólu zaciskając zęby. Spirytus palił jak szlag, ale za to infekcji dzięki temu być nie powinno.
Palcami wyczuł, że krew pokrywa mu prawie połowę twarzy. Wytarł ją szmatką z torby i powiedział do najemnika:
- Gdzie Rosh i Ben? Zginęli? - Mówił cicho. Jego głos przebijał się przez ciężkie oddechy. - Rozpal ogień Vart. Proszę. Ja nie dam rady a muszę rozgrzać nóż. - Oparł głowę o pień drzewa i z ledwo otwartymi oczyma wciąż przyciskał nasączony alkoholem bandaż do rany. - Może być pochodnia.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Czw Gru 14, 2017 12:11 am

Walka trwała w najlepsze. Rosh będąc w swoim żywiole, siekał na lewo i prawo starając się przy tym nie oberwać. Zauważył Cykadę, dostającego porządnie w łepetynę, ale wtedy mało go to obchodziło. Oberwał raz, ale całe szczęście skurwiel zarysował mu tylko zbroję. Mimo wszystko, niemiłosiernie wkurwiło to najemnika. Tego dnia, nie chciał zyskać rysy. Lada moment zabił człowieka odpowiedzialnego za ten czyn. Powoli zaczął nawet wierzyć w wygraną widząc Travoltę i Bena radzących sobie wręcz wyśmienicie. Czwórka pozostałych najwyraźniej z brązowiła gacie o czym mógł świadczyć ich odwrót. Kiwnął głową Travolcie, patrząc w tym samym momencie na Bena. Mógł on domyślić się, iż należy ścigać tych uciekinierów, co by za szybko nie dowiedziano się o ataku. Jeśli ten wyraził zgodę, popędził swoją klacz ruszając w pościg. Jeżeli dogoniłby żołnierzy, a pomiędzy nimi byłaby luka, miał zamiar wjechać tam w odpowiednim momencie, dzierżąc dwa miecze, aby mieć szanse na powalenie dwóch jednym zamachem. A gdyby Ben o dziwo zaniechał ataku, pozostał na miejscu przy Edwardzi i nieprzytomnym rycerzyku, które rzecz jasna miał zamiar zabić.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Gru 14, 2017 9:07 pm

- Pierdolone skurwysyny - mruknął jedynie Ben, zeskakując z konia, najwyraźniej nie miał ochoty na pościg. - Jebane w dupę psubraty...
Wąsaty najemnik kontynuował rzucanie wulgaryzmami, wycierając miecz o truchło strażnika, którego dobił - przed Atlovartem, który zajęty był strzelaniem - po czym schował oręż i sięgnął do swoich toreb po jakąś szmatę ba opatrzeć swoje rany. Atl posłał za konnymi dwie strzały, acz obie chybiły. Jeźdźcy oddalali się coraz bardziej, więc nie było sensu raczej strzelać dalej. Były inne zajęcia. W sakwach wszystkich pokonanych znaleziono 174 srebrne jelenie i 16 miedziaków, większość przy panu rycerzu.
- Jedziem spalić ten pokurwiony młyn na szybkości? - wąsacz rzucił w stronę Rosha, gdy Atlovart biegał wkoło.
Jeżeli zapytany pan z Gulltown się zgodził, to ruszyli natychmiast w odpowiednim kierunku. W przeciwnym razie mogli zostać i podziwiać rozmowę Atlovarta z panem rycerzem. Niestety ten drugi nie był zbyt rozmowny, wlepiając jedynie wytrzeszczone oczy w najemnika.
- Stevron - wyrzucił z siebie, gdy zapytano go o imię.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Pon Gru 18, 2017 9:32 pm

Pokiwał tylko głową widząc, że Ben nie ma najmniejszej ochoty gonić tych skurwysynów. Ponownie ten pierdolony wąsacz postanowił zawieść Rosha. Zapamiętał sobie to i był pewien, iż któregoś dnia spuści mu za to solidny wpierdol, ale tylko wtedy gdy już w żadnym stopniu nie będzie musiał utrzymywać z nim kontaktu. Złość ogarnęła najemnika, lecz nadal próbował wszystko w sobie tłumić. Zeskoczył z konia, również wycierając miecz z krwi. Słysząc zapytanie Bena, kiwnął głową mówiąc:
- To chyba oczywiste, nie na darmo wdepnąłem w takie gówno. Travolta dawaj pierdoloną pochodnie, ile mam czekać?! - Podszedł do przyjaciela, biorąc od niego potrzebną mu rzecz i mając wsiadać na klacz usłyszał tego rycerzyka. - Mam w dupie jak się nazywasz, głupia pizdo. Trupom imiona i tak nie są potrzebne. Lepiej, żeby on nie żył gdy wrócę. A właśnie, a gdybym jednak nie wracał to spieprzajcie stąd, jakoś się znajdziemy. Ty zaś medyku, postaraj się nie umrzeć. - Jeszcze nim dosiadł klaczy,  chwycił bimber Cykady, wziął dwa potężne łyki i dopiero wtedy mógł jechać. Lada moment wraz z Benem pędzili dokończyć robotą. Przecież te pieniądze tak bardzo były mu potrzebne, dodatkowo chciał wyładować nieco złość. Sam do końca nie wiedział dlaczego zwykła potyczka tak na niego wpłynęła. Przed oczyma miał wspaniały burdel, który będzie odwiedzał już niebawem. A jakby tego było mało, za wszystko zapłaci Cykada.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Pon Gru 18, 2017 10:00 pm

Ledwo podał ten nieszczęsny bimber Cykadzie, już leciał do konia po pochodnię oraz hubkę i krzesiwo, by wręczyć je Roshowi. Jemu bardziej się przyda. Należało zająć się jeszcze wieloma rzeczami w krótkim odstępie czasu. Atlovart przeładował wszelkie towary i pomógł Cykadzie dojść do siebie, oraz wpakował na konia. Wyglądało na to, że obaj będą brali po dwa luzaki. W takim zestawieniu nie wyglądali raczej na niewinnych, ale co poradzić. Gdy tętent kopyt po odjeżdżających Benie i Roshu przycichł, Atlovart postawił Stevrona na nogi i kazał iść w las. Przynajmniej ze sto kroków tak dla spokojnego serca, po czym posadził pod drzewem.
- No dobra, cwaniaczku. Słyszałeś jak było od początku do końca. Siedź tu do zmroku, a potem do miasteczka, wsi czy skąd was przywiało i ani godziny wcześniej, bo jak cię jeszcze przypadkiem złapiemy, to zaprezentuję sztuczkę z rycerzem wiszącym na żebrze. - dla potwierdzenia swych słów błysnął wydobytym z torby żelaznym hakiem, po czym chwilę się zastanowił i rzucił rycerzowi pojedynczy bandaż z porcją ziółek podobno przeciwbólowych i na papranie się ran. Niby dostał po hełmie, ale nigdy nie wiadomo - Obwiąż sobie makówkę i później mi nie padnij w drodze. Pamiętaj, masz ważne zadanie - rzucił na odchodnym, po czym wrócił do Cykady. Honorowe osoby słowa nie łamią.
- Zbroja to tylko ciężkie, niepotrzebne blachy, co nie, Żelaznogłowy? Pojedziem. - i ruszyli przez rzekę, a nawet kawałeczek dalej, by poczekać na resztę maruderów.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Pon Gru 18, 2017 10:45 pm

Cykada dalej siedział pod drzewem. Powoli jego ciało przyzwyczajało się do świadomości posiadania dziury w głowie. Serce uspokajało się. Stres malał.
Widząc Rosha chwytającego jego butelkę z bimbrem mruknął bez emocji:
- O, Rosh... żyjesz. - spojrzał jak najemnik żłopie jego alkohol. - Ty chuju złamany... kurwiarzu jeden... - Przerzucił potem zmęczone oczy na Varta. - Ale z was dziady jebane... po com ja się na to pisał... namówiliście mnie kurwie syny... najemniki psia wasza mać... hanza pieprzona... obdartusy pierdolone... - Przez jakiś czas mamrotał tak pod nosem najróżniejsze klątwy i obelgi pod adresem wszystkich wokół. Sam się zadziwił jakie kreatywne łańcuszki słowne potrafi układać. Wszystko to mówił pół świadomie, z głową pochyloną i chwiejącą się co chwila. To walnięcie w łeb musiało mu parę rzeczy poprzestawiać...
Zamilkł dopiero jak Rosh i Ben pojechali a Vart poszedł gdzieś z rycerzem. Cholera... jakby był w lepszym stanie, to by z chęcią tego dziada w zbroi zabił. Wyciąłby mu oko, potem wyrwał paznokcie, potem naciął brzuch i wsypał soli to kiszek a na końcu sukinsyna by zabił lejąc mu gorące żelazo do gardła.
Chwilę później zdał sobie strawę o czym tak naprawdę myśli. Zaklął pod nosem. Potem przyszedł Tarvolta i powiedział do niego coś o zbroi.
- Zbroje są dla słabych! Prawdziwi mężczyźni nie chowają się pod blachą! - Odparł cały czas trzymając opatrunek na głowie. Pomyślał, że lepiej będzie obwiązać się bandażem, żeby uwolnić w końcu lewą rękę. Tak też zrobił. Zawiązał na linii włosów pętlę, która przyciskała opatrunek do rany i ruszył chwiejnym krokiem do konia. Nie mógł trafić stopą w strzemię, co Vart szybko zauważył i pomógł mu wspiąć się na wierzchowca.
- Za mną w sukurs! Ku przygodzie! - Krzyknął ponaglając konia do jazdy. Okazało się, że wielka podróż, na którą liczył trwała tylko do drugiego brzegu rzeki. Tam mieli czekać na Rosha i Bena, którzy zajmowali się zleceniem.
Cykada z nudów patrzył na chmury i ptaki. Widząc jednego orła był pewien, że zobaczył coś więcej. Znacznie więcej.
- Smoooooooook - powiedział jak dziecko wskazując na zwierzę kręcące koła nad nimi. - Czemu niebo jest zielone...? - Spytał potem bardziej siebie niż Varta. - Nie powinno być zielone... - Dodał marszcząc brwi ze zdziwienia.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Gru 18, 2017 11:21 pm

U Rosha i Bena

Rosh z Benem popędzili w stronę młyna, na szczęście najemnik z wąsem znał drogę. Zatrzymali się jedynie na chwilę przed zakrętem, za którym miał być ich cel w celu rozpalenia pochodni.
- Dobra - rzucił wąsacz. - Ja rzucam pochodnię na dach i napierdalam każdego kto się nawinie i będzie się stawiał, a ty objedź i podpal co możesz, a później też rzuć swoją... gdzieś. Chuj wie gdzie, byleby coś podpalić. No, chyba że wolisz się zamienić, jesteś taki wkurwiony, że pewnie chętnie byś komuś przypierdolił.
Po podziale ról wystarczyło wyjechać zza zakrętu i podpalić młyn. Młynarz był grubasem, który na biciu się nie znał się w ogóle, jego żona i córka tym bardziej. Dwóch parobków natomiast prawie natychmiast zaczęło spierdalać na widok konnych.



U Cykady i Atlovarta

Cisza, spokój, "smok" lata po niebie, nic się nie dzieje.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Pon Gru 18, 2017 11:47 pm

Chciał tylko jak najszybciej uporać się z tym młynem i spokojnie spierdalać z Dorzecza, gdy już dostanie swoją nagrodę. Oczywiście miał zamiar zabrać ze sobą swoich dwóch kompanów. Całe szczęście wąsacz znał drogę. Sprawnie rozpalili pochodnie gotowi spalić młyn.
- Weź dla siebie ten zaszczyt. - Powiedział bez uśmiechów czy żartów. Popędził klacz, wyjeżdżając prędko za zakrętu. Parobkowie widząc konnych spierdalali ile sił w nogach, a oni mogli spokojnie wykonywać robotę. Widząc Bena rzucającego pochodnię, objeżdżał budynek dookoła dotykając ogniem wszystkiego co mogło zająć się ogniem. Gdy zrobił wszystko co do niego należało, rzucił pochodnię w miejsce gdzie mogła sprawić najwięcej szkód. Zajął miejsce obok Bena, najwyraźniej kończącego robotę. Zauważył jedynie dobicie młodej panienki. Wracając zamienili jedynie kilka słów. Travolta wraz z Cykadą czekali na nich, co bardzo ucieszyło najemnika. Ni cholerę, nie chciałoby mu się teraz szukać tej dwójki.
- Cykada, widzę jeszcze żyjesz, hehe. Co z tym rycerzykiem? Zabiłeś go czy twoje sumienie nakazało Ci go puścić? Tak czy siak, chodźcie po tą nagrodę, bo mam dość przygód na ten dzień. - Przez chwilę chciał jeszcze poprosić o ten bimber, ale postanowił z tym zaczekać do później.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Obóz sił Królestwa Przeprawy

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Sty 06, 2018 11:37 pm

31 stycznia 336 AC

Drugi już dzień piechota Freyów maszerowała na południe. Podczas przemarszu doszło do nieprzyjemnego incydentu. Sołtys jednej z wiosek na północy ziem królestwa doniósł, że próbowano go namówić do przystąpienia do powstaniu chłopskiego przeciw władzy królewskiej. Głównodowodzący oddziałów szybko zaczęli poszukiwania winnych tych zajść. W końcu wykryto cały spisek, w który zaangażowany było sześciu sołtysów z północnej części królestwa. Ich przywódców aresztowano i postanowiono czekać, na ponowne spotkanie z królem, aby wydał na nich wyrok.

Powiązań z Mokrym Lasem nie udało się znaleźć.



Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Ivan z Mokrego Lasu on Sob Sty 06, 2018 11:52 pm

Cały plan miał strzelić trzask, poprzez zdradę jednego sołtysa. Ivan stał zastanawiając się co należy zrobić, nie wiedział dokładnie ilu ma ludzi, więc nie mógł zorganizować natychmiastowego zrywu. Nie chciał pozostawić też swoich ludzi, na pastwę jakiegoś Freya. Dał zamknąć swoich towarzyszy, ale nie na długo. Jego pierwszym rozporządzeniem miało być, dowiedzenie się ilu konkretnie jego ludzi teraz z nim maszeruje. Dostęp do tej informacji był kluczowy. Jeszcze jedną sprawą była zemsta, mściwy sołtys rozkazał swoim ludziom dowiedzieć się, kto taki stał za tą zdradą. A potem mieli powiadomić o tym Ivana, który chciał w imieniu LTD wyegzekwować wyrok.
avatar
Ivan z Mokrego Lasu

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 10/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Sty 07, 2018 8:13 pm

Od czasu wykrycia części spisku, rycerze Freya zaczęli bardziej dbać o porządek w szeregach armii. Byli bardziej wyczuleni na to, co się dzieje pośród ich żołnierzy, a szczególnie bacznie obserwowali chłopów, którzy mieli większy posłuch pośród pozostałych - jak właśnie Ivan.
Niestety także nie udało się wykryć zdrajcy - nikt nie był szczególnie chętny by o tym mówić. A rycerze czuwali - każdego kto próbowałby drążyć temat, byli gotowi dołączyć do grupy pojmanych sołtysów.



Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Ivan z Mokrego Lasu on Nie Sty 07, 2018 8:57 pm

03.02.336 AC


Ivan dostał wszystkie informacje, które były potrzebne do wyegzekwowania jego planu. No może poza ukaraniem zdrajcy, ale tym można by się zająć potem. Kilka dni po dostaniu informacji, mściwy sołtys kazał czuwać w pogotowiu na znak, a do tego czasu miało wszystko zaniknąć. Także też, starzec postanowił poczekać kilka dni, żeby nastroje wśród wysoko urodzonych trochę ostudzić. Drugiego dnia miesiąca, Ivan leżał na ziemi. Oglądał gwieździste niebo i rozmyślał. Wymyślił kilka planów, ale nie wiedział który byłby najlepszy, należało jednakże coś wybrać. Po długiej i niezbyt przespanej nocy, w końcu postanowił. Zwrócił się do najbardziej zaufanych przyjaciół, żeby pokierowali setką żołnierzy, nocy następnego dnia.
avatar
Ivan z Mokrego Lasu

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 10/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Sty 08, 2018 8:16 pm

Plan wydawał się z pozoru dobry... ale armia była już na ziemiach Blackwoodów i ludzie byli bardziej czujni niż zwykle. A szczególnie po ostatnim incydencie z spiskiem sołtysów z terenów z okolic Bliźniaków. Ludzie Ivana podeszli do namiotów paru najwyżej postawionych zbrojnych, w tym dowódców całej wyprawy - Elma oraz lordów Mallistera i Naylanda. Powiedzieli, że przyszli tam zmienić warty. W przypadku trzech namiotów udało się - zbrojni pilnujący namiotów odeszli, a ludzie Ivana po chwili bez problemów zamordowali śpiących w środku rycerzy. W dwóch przypadkach wartownicy nie zgodzili się zmienić warty i - zgodnie ze swoim harmonogramem - pozostali na stanowiskach. Uznali jednak, że była to jedynie pomyłka i odesłali biednych ludzi spać. W pozostałych przypadkach strażnicy byli podejrzliwi i zatrzymali, a w przypadku prób ucieczki aresztowali delikwentów. Natychmiast zawiadomili o tym lordów, a gdy na jaw wyszło, że przypadków prób zmian warty było tak wiele, a także trzy morderstwa, stało się jasne, że doszło do próby zamachu. Lordowie szybko powiązali to z spiskiem sołtysów sprzed kilku dni. Pośród żołnierzy byli zdrajcy - czy wysłani przez Blackwooda czy jacyś wewnętrzni - lordowie postanowili wykryć, kto za tym stoi. Niedługo można było się spodziewać przesłuchań więźniów, a także zdecydowanego zwiększenia dyscypliny i rygoru w armii.
Łącznie w ręce ludzi Freya wpadło 20 ludzi z LTD.

Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Sty 12, 2018 7:06 pm

4 lutego 336 AC,
ranek

Po intensywnej nocy w obozie powracał spokój. Dowódcy oddziału nakazali dokładne przesłuchanie wszystkich złapanych wieśniaków. Wszyscy wyczekiwali z niecierpliwością, jakie konsekwencje pociągnie za sobą nieudana próba zamachu. Ivan, który wydawałoby się powinien uciekać, postanowił wyczekać i zobaczyć, co się wydarzy. Po części przez poczucie obowiązku, może źle ocenił sytuację, albo był po prostu niewyspany...
Rankiem w obozie rozeszła się wieść - któryś z złapanych członków LTD się wygadał. Lord Mallister szybko zlokalizował centrum całego spisku w postaci Ivana oraz kilku jego znajomych sołtysów. Gdy słońce wisiało już pewnie na niebie i zbliżało się południe, w obozie zorganizowano prowizoryczne szubienice (na kilku drzewach). Zebrano wszystkich zaangażowanych w spisek - zarówno pojmanych wcześniej sołtysów z okolic Bliźniaków, przywódców LTD jak i wykonawców decyzji o morderstwie dowództwa. Następnie każdy z nich, po kolei, został powieszony za zdradę. Ostatni został powieszony sam Ivan. Niestety... miał za silną muskulaturę odcinka szyjnego i upadek nie spowodował u niego przerwania rdzenia kręgowego. Umarł, dusząc się.
Cały obrazek potrwał nie więcej niż godzinę, po czym wyruszyli w kierunku pobliskiego już Raventree Hall.

Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lut 08, 2018 12:20 am

05/03/336AC

Część Dorzecza pogrążona była w wojnie, stąd też do innych jego regionów i krain dochodziły często niezwykle nieprzyjemne wieści. Nasiliła się działalność banitów, zbrojni palą wsie, gwałcą kobiety i mordują chłopów. Po drogach włóczą się sieroty, a wisielców zobaczyć można na co drugich rozstajach dróg. Straszne... Straszne, aczkolwiek całkowicie normalne dla mieszkańców Westeros. Słyszeli już wojenne historie setki razy, część widziała je na własne oczy, a wojna przecież nigdy się nie zmienia. Inne wieści z ziem Tridentu były za to bardziej nietypowe. Opowieści o tajemniczym rycerzu, którego miano brzmiało jakoby Szalony Ser Arryk Miecznik. Chociaż osobiście ponoć nie przedstawiał się z użyciem tego pierwszego członu. Mężczyzna ten jakoby postradał zmysły doznał objawienia podczas swojej podróży do odległych krain wschodu, a teraz przemierzał Dorzecze wyzywając na pojedynek na śmierć prawie każdego podróżnika jakiego ścieżka się z nim przecięła. Wszystko zależało od tego czy jego dusza jest "czysta". Rozpoznać go można było podobno przez towarzyszącego mu konia obwieszonego ostrzami pokonanych wrogów.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Lut 25, 2018 10:32 pm

07/03/336AC

Armie przemierzają ostatnimi czasy Dorzecze i wojna jest w pełni... To sprzyja nagromadzeniu się banitów oraz innych rozbójników, jednak każdy bierze się skądś. Zapewne wielu z nich to zdesperowani najemnicy, ocalali chłopi, których chaty spalono lub nawet niezbyt szlachetni rycerze, którzy zwęszyli szansę na zarobek kosztem tych, których przysięgali chronić. Wielu było też dezerterami z lordowskich wojsk... Uzbrojeni i niepilnowani przez niekompetentnych dowódców postanowili ruszyć w kraj paląc, gwałcąc i plądrując. Tych zrobiło się ostatnimi czasy zdecydowanie sporo w wyniku marszu wojsk, które zakosztowały już krwi. Ludzie w barwach Frey'ów, Mallisterów oraz Brackenów przodowali w banitach, acz i ludzi Blackwooda nie zabrakło. Człowiek znający sytuację wiedziałby jednak, że nie wynikało to ze szlachetności poddanych Raventree, a z braku uzbrojenia jaki dotknął maszerujące spod Fairmarket siły młodego Blackwooda. Dezerterzy z jego sił należeli do najgorzej uzbrojonych banitów, a przy okazji nie mieli żadnych znaków.

Podobno Ser Arryk Miecznik dopadł kolejne ofiary. Młody giermek opowiada po karczmach Dorzecza jak zabił jego rycerza oraz towarzyszącego im najemnika walcząc sam przeciwko obydwu i nawet się przy tym nie zmęczył.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Sob Mar 24, 2018 5:59 pm

13 Kwietnia 336 AC <|>


Przed wyjazdem zostawił on wiadomość swoim świeżo poznanym przyjaciołom, że ruszył do Dorzecza, a dokładnie w kierunku Riverrun, by tam jako giermek zdobywać aspiracje do pasa rycerskiego, czyli zamierzał pomagać jak rycerz. Podróżował on z Sir Hawke'm, Sir Magnusem, Nadwornym łowczym Hugo oraz wiernym Psem Hectorem. Czy podróż mijała im spokojnie? Nie wiadomo. Starali oni się na trzymać ubocza podczas wypoczynku i tam dokonywać obozów. Harry miał teraz dwa konie, z czego jeden był do codziennej jazdy i noszenia bagaży, to drugi miał na sobie przednią ladrę kolczą z płytową osłoną na głowę, a resztę uzupełniał tyli kropierz w barwach rodu Sokołów. Wypytywali oni po drodze wieśniaków, czy napadają ich bandyci, bo w takim przypadku niebieskooki zarządzał, że zostaną w tej wsi, by obronić ją przed kolejnymi odwiedzinami nieproszonych gości. Do tego pytali w zajazdach o tego Alryka Miecznika, bo potrzebowali informacji, by mieć pewność, z kim im przyjdzie walczyć. Każdy dzień był uzupełniany modlitwą.
avatar
Harry Arryn

Liczba postów : 156
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Mar 24, 2018 11:24 pm

16 kwietnia 336AC - niewiele po północy

W czasie wędrówki przez Dorzecze Harry dowiedział się od mieszkańców jednej z wsi, iż ziemie lorda Tully dzięki brakowi działań wojennych nie są aż tak narażone na bandytów. Zbrojni Jego Miłości z wielką zawziętością patrolują tereny wokół Riverrun, tępiąc wszystkich niegodziwców jacy spróbują łamać prawo na jego ziemiach. Wszyscy chorąży starego Edmure'a szli w jego ślady w tej sprawie. Pomagało również to, iż wszyscy mężczyźni na ziemiach Tullych sami byli w swych domach, gotowi bronić ich przed rabusiami. Arryn dowiedział się za to, że ziemie innych władców Dorzecza nęka wielka plaga bandytyzmu na skutek wojny. Usłyszał też o słynnym Ser Arryku, który miał kręcić się ostatnio pomiędzy Acorn Hall a Kamiennym Żywopłotem.
Przemierzając tak krainy Tridentu w poszukiwaniu Szalonego Miecznika i ludzi do pomocy, Harry wraz z kompanami rozbił obóz przy jednym z mniejszych traktów. Pierwsza warta przypadła ser Magnusowi, który nie zauważył nic niepokojącego. Nocną ciszę zakłócały jedynie przemykające się od czasu do czasu w niskich zaroślach drobne zwierzęta oraz pohukujące sowy. Kolejna warta należała do Harry'ego... Z początku nic się nie działo. Jedynie senny pies zmuszał Arryna by interweniować co jakiś czas i budzić towarzysza. Wtem jednak, książę usłyszał jak pęka gałąź. Noc była jasna, tak, że nawet mimo gęstwiny dorzeczańskich lasów Harry dostrzegł zarys sylwetki mężczyzny, stojącego około sześćdziesięciu metrów dalej w zaroślach. Zaraz... Dwóch mężczyzn. Obaj dzierżyli łuki, strzały były założone na cięciwy... Zerwał się na nogi i krzyknął, alarmując towarzyszy. Cienie z lasu napięły broń i strzeliły. Jedna strzała przemknęła z lewej obok Arryna na wysokości pasa, oglądając się za nią dostrzegł jak wbija się w pieniek. Momentalnie powrócił wzrokiem do napastników i w tym samym momencie poczuł potężne ukłucie bólu. Gdy obracał głowę drugi pocisk przebił pod kątem oko... Harry czuł jak drzewce lekko otarły mu grzbiet nosa i wyszły z drugiej strony kilka centymetrów od ucha. Z bólu aż rozchylił lekko usta wydając z siebie cierpiętniczy jęk. W tym momencie kolejne ukłucie... Strzelców było więcej. Otoczyli obóz. Kolejna strzała przebiła kolczy czepiec i przeszła na wylot przez oba policzki Arryna. Nie była to wielka szkoda dla jego ciała, a językiem mógł poczuć drzewce. Zamykając usta zęby napotkały opór w postaci znajdującego się w środku drewna. Czwarta strzała nadleciała z jeszcze innej strony, acz wbiła się w drzewo, nie czyniąc nikomu krzywdy.
Pies - dotąd zaspany - zerwał się nagle i jak wystrzelony z procy pognał w stronę dwóch łuczników, by przerwać deszcz jaki słali w stronę jego pana. Towarzysze Arryna zerwali się natychmiast łapiąc za leżące obok siebie tarcza i dobywając mieczy, Szybko zidentyfikowali skąd nadlatują strzały i starali się zasłonić księcia oraz łowczego, który złapał za włócznię. Wtedy też mężczyźni zauważyli kilka innych sylwetek w gąszczu, te dzierżyły już broń do walki w zwarciu...

*Harry odniósł dwie średnie rany w głowę.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Nie Mar 25, 2018 12:01 am

Harry siedział tak oparte o drzewo, co jakiś czas przebudzając psa, by ten z nim czuwał. Tym razem młodzieniec modlitw nie odprawiał, bo musiał być teraz bardzo czujny i skupiony na wszystkim co się dzieje na około. Noc była jasna i przejrzysta, więc było można też zamiast tego obserwować gwiazdy na niebie. Warta mijała tak dość spokojnie, wręcz zbyt spokojnie. Młodzieniec obracał tak w rękawicy ostrze swego dwuręcznego miecza, od czasu do czasu ziewając przy tym. Nagle usłyszał dźwięk przed sobą. Poderwał on się na równe nogi i uniósł miecz na wysokości ramienia. Serce zaczęło mu w tym momencie bić jak dzwon. Zauważył zaraz łuczników naprzeciwko.- Pano....! - Zaczął wołać, co nagle mu przerwała strzała wbiająca się obok jego głowy, a zaraz za nią druga wbiająca się w okolicy oko i jeszcze następna przeszywająca policzki. W tym momencie nie dość, że nastała ciemność w jego(lewym?prawym?) oku, to na tą chwilę został całkowicie wyłączone z możliwości mówienia. Czuł jak jego usta wypełniają się krwią. Było trzeba działać. Podbiegł on do swego konia szybko po białego jak śnieg koloru tarczę, dobył miecza do prawej i teraz normalny człowiek by uciekał, ale on aspirował o pas rycerski...a rycerze nie uciekają. Wykonał on gest mieczem, by ruszyć grupą do ataku na wychodzących z lasu bandytów! Wojowniku poprowadź me ramię! Rzucił pijany od krwi Arryn, po czym ruszył do szarży na bandytę, dokonując sierpowego tarczą z lewej do prawej, po czym wykonał pchnięcie mieczem. Podczas walki z zwarciu, ich łucznicy za dużo nie zrobią, bo trafią swoich. Na konie nie było czasu, bo byłoby trzeba je osiodłać. Czas walczyć o życie, nie dając się przy tym wystrzelać.
avatar
Harry Arryn

Liczba postów : 156
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Mar 25, 2018 12:59 pm

Banici z łukami wystrzelili jeszcze po razie nim doszło do starcia w zwarciu, jednak dwie z ich strzał ponownie chybiły, a dwie kolejne zatrzymały się na tarczy ser Magnusa, który zaśmiał się jedynie i uderzeniem miecza złamał wystające z niej drzewce. Rozbójników łącznie było dziewięciu. Uzbrojeni byli dobrze, chociaż widać po nich było, iż dawno nie zaznali kąpieli czy nie myśleli o goleniu, to o sprzęt wyraźnie dbali jak tylko mogli. Na tarczach dwóch z nich i na podartym lekko tabardzie trzeciego znać było zatarty już lekko symbol bliźniaczych wież Frey'ów oraz ogiera Brackenów. Dezerterzy.
Pies dopadł do strzelców, acz jedyne co udało mu się osiągnąć to oberwać w bok toporkiem, który uderzył między ćwieki i przebił jego kurtę, zostawiając płytką, krwawiącą ranę na ciele zwierzęcia. Ogar odskoczył z warknięciem do tyłu, szykując się do kolejnej próby ataku. Ser Magnusowi przyszło walczyć z dwoma zbrojnymi, których natychmiast trafił swym ostrzem. Pierwszy z nich - człowiek Frey'ów - odziany w kolczugę mógł odczuć jedynie lekkie uderzenie, ponieważ miecz nie przeciął stalowych kółek jego pancerza, jednak drugi odziany jedynie w lżejszy pancerz został zacięty płytko na prawym ramieniu. Ser Hawk, zapewne najlepszy z obecnych tu wojowników, zmagał się z trzema banitami, od razu zacinając lekko dwóch z nich. Łowczy potykał się z jednym ze strzelców, który natarł na uzbrojonego w włócznię mężczyznę z toporkiem, jednak żaden z nich nie był w stanie zagrozić jak na razie drugiemu. Przebity strzałami niczym jeż Harry zwarł się jednym ze zbrojnych, parując nadchodzący od niego cios i kontrą tnąc przeciwnika w nogę. Niestety zadana oponentowi rana nie była głęboka.
Walka trwa w najlepsze, Ser Magnus raz jeszcze rani jednego z oponentów, acz sam ma wkrótce problem gdy cios krótkiego miecza uderza go w głowę. Szczęśliwie zrywając się na równe nogi zdążył naciągnąć na łepetynę czepiec swojej kolczugi i przeciwnik próbując coś jeszcze ugrać zaciął go jedynie w policzek, podczas gdy większa część ostrza ześlizgnęła się jedynie po stalowych kółkach. Ser Hawk wymienia ze swoimi przeciwnikami ciosy i chociaż walczy sam z trzema, zbierając rany na ciele, to śmiało można powiedzieć, iż zadaje ich więcej niż sam zbiera. Udało mu się nawet potężnym ciosem w głowę powalić jednego z banitów na ziemię, trudno było powiedzieć czy nadal żyje. Towarzyszący rycerzom łowczy w końcu dopiął swego i dźgnął przeciwnika w bok, acz grot włóczni nie wbił się zbyt głęboko. Harry kilka ciosów przyjął już na zbroję lub tarczę, jednak kolejnej krzywdy na razie nie doznał, a sam po raz kolejny zranił przeciwnika. Gorzej było z psem... Zwierz walcząc z dwoma uzbrojonymi i rosłymi mężczyznami nie radził sobie najlepiej, i mimo zostawienia śladów zębów na przedramieniu jednego z nich - płytkich za sprawą przeszywanicy - został wkrótce zarąbany przez dwa topory.
Dwóch przeciwników zabitego zwierzęcia ruszyło pomóc towarzyszom i dołączając do walk z rycerzami Doliny. Łowczy i Harry najwyraźniej nie stanowili w ich mniemaniu tak wielkiego zagrożenia jak ich towarzysze. Walcząc teraz z trzema oponentami ser Magnus radzi sobie zdecydowanie gorzej, większej ilości ciosów pozwalając po prostu uderzyć w okryte kolczugą ciało i nie zadając rabusiom wielkich szkód. Ser Hawk jednego ze swoich przeciwników pobił, więc dla niego walka nie zmieniła się wiele i wciąż gromi wrogów tnąc, dźgając i uderzając tarczą jak szalony. Wkrótce ogłuszony pana na ziemię kolejny z jego przeciwników, a jeden z pozostałych wyraźnie chwieje się już na nogach krwawiąc z wielu ran. Niestety... W przeciwieństwie do ser Magnusa, Hawk nie zdążył naciągnąć swego kolczego czepca. Zajęty próbą dobicia chwiejącego się przeciwnika rycerz pozwolił drugiemu z bandytów, mężczyźnie z tarczą Brackenów, podejść zbyt blisko... Topór wbił się w głowę Hawka z lewej strony na wysokości oka. Ze zmasakrowanej gałki trysnęła ciecz wymieszana z krwią brudząc zarośniętą twarz jego przeciwnika. Bandyta wyrwał oręż z głowy rycerza, którego ciało padło na kolana, po czym zwaliło się na prawy bok, odsłaniając wszystkim krwawiące i strzaskane wnętrze jego czaszki. Walczący w tym samym czasie łowczy nie osiągnął nic, podobnie jak jego przeciwnik, Harry zaś wymienił jedynie kilka nieskutecznych ciosów ze swoim zajadłym rywalem.
Dwóch przeciwników zabitego ser Hawka pognało pomóc w walce z Magnusem oraz łowczym, wciąż pozostawiając Arrynowi jedyne jednego oponenta. Pozostały przy życiu rycerz starał się jak tylko mógł, acz czterech bandytów atakujących go jednocześnie było trochę ponad jego siły. Ciosy odbijały się od tarcz i ześlizgiwały po zbrojach, a głównie po pancerzu Magnusa, obrywającego ze wszystkich stron. Rycerz wprawdzie zranił jednego z dezerterów poważnie swym ostrzem, acz w podzięce otrzymał równie krwawiąca ranę. Harry mający problemy z widzeniem zbierał od swojego oponenta ciosów więcej niż sam zadawał, jednak banita nie mógł przebić się przez kolczugę księcia, samemu zaś zostając po raz kolejny ranionym. Walczący teraz z dwoma rabusiami łowczy zniknął księciu z oka, a gdy młodzian ujrzał go drugi raz dostrzec mógł, iż na głowie jego druha - ze strony prawej - znajduje się paskudna rana, zalewająca mu krwią oko i utrudniająca postrzeganie.
- Harry! - ryknął Magnus, przekrzykując szczęk stali. - Uciekaj! Łap konia i uciekaj! - wrzasnął, rzucając się na wrogów ze zdwojonym zapałem.
W tym momencie rycerz szczał na rycerskie aspiracje młodego Arryna i jakieś pieprzone pasy, młodzik był ich księciem i nie mógł pozwolić by zdechł w jakimś zatęchłym, mokrym, dorzeczańskim lesie. Słysząc interwencję rycerza, łowczy odgonił zamachem swoich przeciwników i próbował uwolnić Harry'ego od jego oponenta rzucając swym nożem, niestety tamten unikając ciosu księcia odsunął się w porę. Łowczy westchnął ciężko i posłał swoją włócznię w stronę mężczyzny, trafiając prosto w głowę... Zbrojny ochlapał księcia krwią i zwalił się na ziemię.
- Słyszałeś!? Uciekaj! - krzyknął odwracając się już bez broni w stronę swoich przeciwników, w czas by uniknąć pierwszego z nadchodzących cięć.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Harry Arryn on Nie Mar 25, 2018 3:14 pm

Taki miał być koniec? Umrą od śmierdzących bandytów w lesie, nie pomagając nawet nikomu? Tak kończyli rycerze? Nie, Harry łatwo się tak nie podda. Zbijał lewymi prostymi ciosy przeciwnika, próbując wtedy robić krok lewą w przód, a potem pchać od wysokości swojej pachy na nogę przeciwnika. To zaraz przeciwnik zbijał cios i serwował odpowiedź księciu. Miał cholerne problemy chronieniu swojej strony, która była pozbawiona oka, ale starał się najzwyczajniej stawać bardziej drugim bokiem. Czuł ciężar strzał w głowie, jak i ból, który w tej sytuacji nie dawał w sobie zbytnich znaków przez adrenalinę. Ciął, rąbał, pchał i uderzał tarczą, ale przez rany głowy ledwo dawał radę przebijać się przez gardę przeciwnika, a momentami nawet olewał akcję obronną, przekładając ją na przyjęcia ciosu na zbroję, chociaż także takowe ciosy otrzymywał od opuszczenia swojej obrony. Ledwo mógł oddychać, jedynym jego źródłem powietrza był nos nad kolczymi paliczkami. Nie myślał teraz o niczym innym, jak tylko nad tym, jak wygrać nad swoim przeciwnikiem. Kątem oka dostrzegł, że jego przyjaciel, Sir Hawk padł. Nie! Nie! Nie! Arryn szybko wrócił wzrokiem do rywala i zaczął atakować go z dwojoną siłą, lecz i te starania uchodziły na próżno. Zabije was! Ryczał w duchu jak opętany podczas ataków. Zabili jego przyjaciela, jak mógł pozostać bezczynny!? Nagle podczas zwarcia przemknął przed nim sztylet, a zaraz po nim włócznia, która zabiła zbrojnego. Nawet jeśli książę miałby coś odkrzyknąć na to, to nie miał jak z takimi ranami. Obydwaj wołali do ucieczki, ale jak on może zostawić swoich przyjaciół, którzy lada moment mogli zginąć? Z drugiej strony oni obydwaj nawoływali do tego, by uciekał. Decyzja była zbyt ciężka dla młodzieńczego serca. Chwycił miecz za ostrze, wyszarpną włócznię z trupa i rzucił ją w przeciwnika, który lada moment miał dopaść łowczego. Matko miej litość! Rzucił się biegiem do koni swych towarzyszy, pochwycił oręż ponownie za rękojeść i....
(1)...jeśli którykolwiek był przygotowany do jazdy, odwiązał go, wskoczył na niego w trymiga, chwycił lewą ręką za lejce i obrócił go w kierunku walki. Zrobił mały nawrót, nabrać prędkości do szarży, by machnąć mieczem tak na tył walczących, by zrobić, chociaż jednego trupa u bandytów. To nie miało być wbicie się, tylko akcja zaczepna do pozbycia się chociaż jednego z nich. Zapewne nie zdążą go podczas tego nawet zaatakować. Czy będzie drugi nawrót? Dowiemy się za chwilę.
(2)...nie były przygotowane do jazdy, to uwolnił wszystkie od drzewa, po czym wskoczył na jednego z nich, chwytając się lejc i na gołym tyłku zaczął ucieczkę....czy mu to się udało?
Zabrał przy tym plecak z zapasami...
avatar
Harry Arryn

Liczba postów : 156
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach