Drogi Dorzecza

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 3:24 pm

Mniejsze i większe trakty prowadzące przez zalesione tereny Dorzecza.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 3:37 pm

3 stycznia 336AC - wieczór

Wąsaty najemnik uspokoił Rosha i jego poranne zapędy, wieś położona była dalej niż dwie godziny jazdy od karczmy i wstanie wcześnie nic im nie da. Najpewniej i tak dotrą tam następnego dnia, więc najlepiej będzie zatrzymać się niedaleko osady w lesie i poczekać do wieczora, a wtedy wjechać tam na pełnej kurwie z ogniem i mieczem. Oczywiście jeżeli kompania upierała się żeby wcześnie wstać, to ich wąsaty pracodawca pokurwił trochę pod nosem i przystał na to, bo mu się szukać następnych ludzi już nie chciało.
Po podróży i znalezieniu się w pobliżu wioski panowie przyczaili się w gęstym lasku i czekali zmroku. Cykada - jako jedyny obeznany z geografią - mógł zauważyć, że chyba opuścili oni tereny Brackenów i wjechali na ziemie Blackwoodów. Noc powoli się pogłębiała i zbliżał się czas działania. Wąsacz wstał jeszcze żeby się odlać, a gdy podchodził do drzewa z zamiarem oznaczenia terenu do uszu mężczyzn dobiegł cichy szelest z krzaków po drugiej stronie obozowiska...
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Pią Gru 08, 2017 3:52 pm

Jak się okazało wioska leżała cholernie daleko i równie dobrze mogli wstać później. Cała droga minęła mu na rozmowach z Travoltom i Cykadą, od czasu do czasu zamieniając słowo z tym wąsatym skurwielem. Mieli przecież wiele sobie do opowiedzenia. Dalej podziwiał "piękno" Westeros, bo przez ostatnie dziesięć lat, krainy za wąskim morzem okropne mu zbrzydły. Czasami myślał cóż takiego usłyszałby w rodzinnych stronach gdyby nagle wparował do zamku. Jeszcze przed spotkaniem dawnego przyjaciela, Rosh zasięgnął języka u znajomego wędrownego rycerza pochodzącego z doliny Arrynów. Wszystko wskazywało na to, iż ojciec byłego Graftona nadal żyje i włada swoimi włościami. Tak czy siak, najbardziej chciałby zobaczyć swoją młodszą siostrę. Zawsze ciekawiło go czy wyrosła na piękność i czy już znaleziono jej męża. Gdy zatrzymali się kawałek od wioski w lesie, Rosh postanowił odpocząć i odprężyć się przed walką, zaciągając się z swojej fajki do której nabijał dziwne specyfiki przywiezione za wąskiego morza. Kiedy przyszedł czas, aby spalić kilka chat, wstał przeciągając kości, aż nagle usłyszał szelest z pobliskich krzaków. Ruchem ręki pokazał, aby wszyscy się zamknęli wskazując krzaki z których ów szelest prawdopodobnie dochodził. W tej sytuacji nie mogli być pewni, czy obok przechodzi zając, sarna czy może jeden z tych rozbójników o których wspominano wcześniej. Prawą dłoń położył na rękojeści miecza.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Pią Gru 08, 2017 4:26 pm

Podróż minęła leniwie i dość szybko stało się jasne, że nie była to sąsiednia wioska, ani sąsiednia sąsiedniej, tylko jakieś wypizdowo względem karczmy na rozdrożu. Atlovart umilał sobie czas starając się wyrzeźbić z drewna rybę - taką, która zmieściłaby się w dłoni. Właściwie to pstrąga na wzór herbu Tullych. Ostatecznie skończyło się na tym, że o dość późnej porze dotarli w okolice miejsca potencjalnej rzeźni. Po rozmowie z Cykadą, wręczył mu swą lekką kuszę, której najbliżej było do wymarzonego przez szalikowca łuku z tego, co najemnik przy sobie posiadał. Gdy w prowizorycznym obozowisku zaszeleściły krzaki, Atlovart znieruchomiał, przygotowując się jednocześnie do szybkiego wyciągnięcia i miotnięcia nożem w stronę krzaków, choć póki co ani drgnął, świadom możliwości zdradzieckich chrzęstów ocierających się o siebie płyt pancerza, które skutecznie uniemożliwiały większość skrytych akcji, choć oferowana ochrona była niezastąpiona.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Pią Gru 08, 2017 4:43 pm

Zawsze lubił podróże, więc świadomość, że wioska nie była wcale tak blisko nie przeszkadzała mu wcale. Po drodze zamienili kilka słów z Roshem i Vartem. Tego pierwszego wypytał trochę o wojnę z Freyami, w której brał on udział.
Po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że przekraczają granicę. Wędrował po dorzeczu i okolicach na tyle długo, żeby wiedzieć, gdzie kończą się ziemie Brackenów a zaczyna domena Blackwoodów. Ta konkretna granica była jedną z najniebezpieczniejszych, bowiem rody ją dzielące zdecydowanie nie dążyły do pokoju. Kiedyś mijał tutaj małe pobojowisko z dziesiątkami trupów, nad którym unosiło się stado wron. Ta ziemia była przesiąknięta krwią.
Gdy zapadł zmrok i zatrzymali się na postój Cykada wyciągnął kuszę jaką dostał od Varta i obejrzał ją dokładnie. Widział kilka razy jak ludzie z takich strzelają, ale nigdy z nich nie korzystał. Pomyślał sobie, że to nie może być nic trudnego... w końcu z kusz celuje się zawsze nieco łatwiej.
Gdy siedząc pod drzewem naciągał cięciwę usłyszał szmer w krzakach.
- Zaraza... - Wyszeptał odruchowo.
Rosh i Vart zareagowali natychmiast i zamilkli szykując się na wszystko. On załadował bełt i wycelował w źródło dźwięku wstając i opierając się na kolanie. Jak wyleci coś co chce ich zabić, będzie strzelał w serce... a przynajmniej miał nadzieję, że trafi.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 6:38 pm

Wąsacz również położył dłoń na rękojeści miecza, nieruchomiejąc na chwilę. Nic się nie wydarzyło. Po dłuższej chwili mężczyzna nachylił się i uniósł z ziemi kamień, który cisnął z mocą w krzaki, w miejsce, z którego dochodził wcześniejszy szelest. Wciąż nic.
- Pieprzone zwierzaki - mruknął wąsacz i odwrócił się plecami do pozostałych, aby obfitym strumieniem oznaczyć jedno z miejscowych drzew. Gdy skończył zawiązał sznurówki spodni i podszedł do swoich juków. - Dla każdego dwie pochodnie - powiedział. - Godzina już słuszna, więc można ruszać. Po jednej podpalamy teraz, coby szybko rzucić na dachy. Zanim rzucicie podpalcie od niej drugą.
Pochodnie zostały rozdane, ciemność zapanowała nad światem
- Gotowiście panowie coby puścić z dymem wiochę?
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Pią Gru 08, 2017 7:01 pm

Całe szczęście tym czymś był tylko jakiś zwierzak, toteż Rosh odetchnął z ulgą. Nie dlatego, że bał się potyczki, lecz nadal mieli element zaskoczenia i w spokoju mogli wybijać wieśniaków, przy tym robiąc piękne ognisko.
- Jebana zwierzyna. Zawsze jestem gotowy, by wybić kilku brudasów, hehe. - Uśmiechnął się pod nosem, odbierając swoje pochodnie. Nim jeszcze odpalił pierwszą, drugą położył przy siodle tak, aby mógł ją swobodnie wyjąć w każdej chwili i podpalić. Wtedy przypomniał sobie o jednej rzeczy. Nadal nie znał imienia tego wąsacza, a wolał je poznać gdyby poszło coś nie tak, lub gdyby ten skurczysyn chciał ich "wydymać".
- Powiedz mi jeszcze, jak się w ogóle zwiesz? Razem jedziemy palić wioskę, a nadal tego nie wiemy. - Zauważył uśmiechnięty, a po otrzymaniu odpowiedzi dosiadł swoją klacz, uprzednio zapalając pochodnię o małe ognisko, które wcześniej sobie rozpalili.
- Dobra, chodźmy rozgrzać towarzystwo. - Jeśli wszyscy byli gotowi, czym prędzej popędził rumaka, ruszając ku wiosce.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Pią Gru 08, 2017 9:11 pm

Uroki lasów Dorzecza. Zawsze w krzakach znajdzie się coś, by cię nastraszyć albo powkórwiać. Atlovart zmartwił się jednak, że prawdopodobna zwierzyna nie uciekła w popłochu po pchnięciu kamieniem. Może to już paranoja. Niezbyt przejął się instrukcjami kierowanymi chyba do Cykady, jednak z chęcią pobrał obie pochodnie - tych nigdy za wiele. Najemnik zwrócił uwagę, że gdyby ktoś jednak zauważył jeźdźców rzucających pochodnie na chałupy, pewnie uciekłby w przeciwnym kierunku, toteż Atlovart postanowił okrążyć wioskę za linią drzew, by pozostać niewidocznym i dopiero stamtąd ruszyć ku tworzeniu płonących mogił. W te kilka chwil zwłoki wioska nie ucieknie, za to potencjalne nocne wędrowniczki zostaną wyeliminowane. Właściwie to samą pochodnie równie dobrze mógł rozpalić po drugiej stronie obozu - w końcu miał pod ręką hubkę i krzesiwo.
- Sprawdzę jeszcze teren wokół. Z pochodnią sobie poradzę. Poczekajcie jakieś sto uderzeń serca i ruszymy z dwóch stron - rzekł, wchodząc na konia, po czym podjechał do Cykady i położył mu dłoń na ramieniu - Nie szczędź kobiet, ni dzieci. Tu będzie piekło i uwierz mi, lepiej w nim zginąć, niż mieć je w pamięci.
Tarczę miał zamocowaną na plecach na regulowanym sznurku pozwalającym na szybkie jej dobycie. Za pasem siekierka, miecz na podorędziu, w dłoni pochodnia, druga pod ręką. Jeśli to nie wystarczy, to i karny korpus by nie wystarczył - pomyślał, po czym ruszył w obranym przez siebie kierunku.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Pią Gru 08, 2017 11:11 pm

Złowrogi szelest okazał się tylko jakimś zwierzem. Cykada uspokoił się i odetchnął. Nie wiedział czemu tak poważnie potraktował zwykły szmer. To pewnie przez to całe zlecenie. Był przez to trochę nerwowy.
Gdy zleceniodawca dał pochodnie Cykada chwycił swoje i poszedł podpalić jedną do ogniska. Gdy Vart podszedł i powiedział do niego słowa o piekle, Cykada kiwnął podniósł głowę nieco wyżej i odparł:
- Do grobu mi nie śpieszno... - Pamiętał jak na jego wioskę napadło kilku grasantów podczas wojny z Freyami. Dziwnie będzie znaleźć się w ich roli...
Wsiadł na konia z płonącą pochodnią i kiwnął głową do Rosha, dając znak, że jest gotowy. Niech się dzieje...
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Gru 09, 2017 12:22 am

- Ben - przedstawił się wąsaty najemnik wsiadając na konia i poprawiając pas z mieczem. Atlovart najwyraźniej chciał być nader ostrożny, zbędne zdaniem "szefa", ale skoro chciał tułać się po krzakach to jego wola. - Jedź więc, poczekamy - przytaknął.
Minęła minuta i pochodnie zostały odpalone, jednak należało dać mężczyźnie z Zachodu jeszcze chwilę. Sam Atlovart nie napotkał podczas objazdu żadnych włóczących się po nocy wieśniaków, ani też wspomnianych banitów, cisza i spokój. Do czasu...
- Dobra panowie, ruszamy - nakazał w końcu Ben. - Jazda!
Atak na wioskę został rozpoczęty.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Sob Gru 09, 2017 10:27 pm

3 stycznia 336AC - noc, po ataku na wioskę

Sytuacja była patowa, a ten kto by powiedział, że z gorszych wychodził - skłamałby... choć najemnicy nie mieli zamiaru się poddać.
- Ben! Zawracaj! Patrz! - wrzasnął z zapałem Atlovart, choć w głębi duszy nie wierzył, by mogło to poskutkować. Nie chciał krzyczeć, że mają plan, bo jeszcze jeźdźców z tyłu by ostrzegł. Ciesząc się z tak małych rzeczy, jak długa współpraca z Roshem w przeszłości, Atlovart wyciągnął linę i pomachał mu nią, co powinno wywołać wspomnienia.
- Łap! - krzyknął, podjeżdżając do najemnika. Plan był prosty i obu najemnikom dobrze znany. Lina miała osiem metrów, a od drzewa do drzewa było na jakichś sześciu jeźdźców, więc spokojnie powinno wystarczyć. Rozjechali się więc na boki i zatrzymali, mając linę w ręku wysoko nad głową. Zasada była taka, że od razu gdy Cykada przejedzie, mieli prowizoryczną pułapkę opuścić na wysokość pomiędzy torsem, a szyją i zawinąć prowizorycznie wokół drzewa, by nadać dodatkowego tarcia. Jeśli udałoby się tym sposobem strącić chociaż jedną osobę, to i tak będzie sukces. Był środek nocy, więc była szansa, że nikt jej nie zauważy, lub zauważy, gdy ta wiedza już i tak nie pomoże.

W przypadku Atlovarta, najemnik miał zamiar siać pogrom mieczem i wspierać się tarczą, zaś w razie problemów za pasem miał toporek i długi nóż.

Kiedy Cykada przejeżdżał przy nich, najemnik krzyknął tylko za nim - Spierdalaj - na pożegnanie. W walce raczej się nie przydał, więc szkoda, gdyby jeszcze ktoś go dopadł mimo starań dwójki wojaków.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Sob Gru 09, 2017 11:18 pm

Pędzili czym prędzej przed siebie, mając nadzieję, że zgubią jeźdźców i będą mogli w spokoju odebrać swoją nagrodę. Ben o dziwo uciekał najszybciej. Rosh jechał praktycznie na równie z Travoltą, aż spostrzegł, że nigdzie nie widzi swojego nowego towarzysza Cykady. Obejrzał się za siebie i zobaczył to czego się obawiał. Westchnął głośno z zażenowania. Syn Edwarda nie umiał walczyć i jeździć konno. Mógł go teraz zostawić, tym samym udowadniając, iż jest prawdziwym najemnikiem, lecz mimo wszystko postanowił pomóc. Usłyszał krzyk Varta, próbującego zawrócić Bena. Zatrzymał klacz, łapiąc linę od przyjaciela. Przez chwilę przypomniał sobie stare dobre czasy, ale szybko wrócił do rzeczywistości i sytuacji w jakiej się znaleźli, czyli chujowej. Plan z liną faktycznie mógł zadziałać, biorąc pod uwagę mrok panujący dookoła. Teraz zamiast poganiać klacz, tkwił w miejscu oczekując przeciwników. Zbliżali się coraz szybciej, słyszał tupot kopyt. Gdy Cykada właśnie ich omijał krzyknął jedynie:
- Wypierdalaj! - Byłoby głupio gdyby zginął mimo ratunku. Ogólnie rzecz biorąc, przeszkadzałby im tylko w walce, więc zdecydowanie wolał, aby pędził on dalej pozostawiając spuszczanie wpierdolu profesjonalistą.
- Travolta, jeśli przeżyjemy, musimy koniecznie odwiedzić jakiś burdel, hehe. - Zażartował patrząc jeszcze czy aby na pewno ma miecz i swoją tarczę.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 10, 2017 12:12 am

Krzyki nie działały na Bena, wąsacz nie miał zamiaru ginąć za jakiegoś chłystka, który nie chciał nauczyć się porządnie jeździć konno. Zwłaszcza, że życie oznaczało odebranie nagrody za spalenie tej pieprzonej wsi i wydanie jej na tyle przyjemniejszych niż zimna ziemia rzeczy. Na przykład ale i dziwki, tak na dobry początek.
Cykada przejechał i pognał dalej, jednak rycerze Blackwooda dostrzegli co Rosh i Atlovart planują. Wszyscy zaalarmowani tym przez krzyki współtowarzyszy ściągnęli wodze, hamując wierzchowce. Kopyta wbiły się w ziemię, uniósł się kusz, kilka mieczy lekko szczęknęło o zbroje sąsiadów, kilka koni obiło się o siebie, ale zbrojni uniknęli pułapki. Młody medyk popędził w lewo na rozwidleniu, za Benem. I juz wydawało się, że zaraz najemnicy i rycerze ruszą na siebie, gdy z prawej odnogi wyjechała druga grupa zbrojnych. W czasie ucieczki panowie nie zorientowali się, że przekroczyli jakże płynną granicę królestw południowego i północnego Tridentu.
- Bić kurwy Blackwoodów! - ryknął jeden z nowo przybyłych i spiął konia do szarży na oddział pościgowy.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Nie Gru 10, 2017 12:40 am

Cykadzie udało się umknąć, pozostało udać się na spotkanie ze stalą. Napięli linę i... jebańcy mieli wzrok, jakby matki im się z kotami puściły. Jeszcze wyhamować zdążyli. No ja pierdolę, ktoś wypuścił gwardię na ćwiczenia? - pomyślał Atlovart i wzniósł miecz. Gdyby był dzień, ostrze odbiłoby blask słońca, lecz gwiazdy musiały dobrze się ułożyć, gdyż po sygnale do ataku... atak nastąpił i na Blackwoodów runęła lawina. Najemnik zamrugał oniemiały i od razu okręcił konia, gotów pociągnąć za lejce Rosha, gdyby ten miał inny pomysł niż ucieczka w te pędy. To już nie była ich sprawa. Atlovart śpiewał, odjeżdżając w objęcia mroku, tropem Bena:
Blackwood to stara kurwa,
Blackwood jebany jest,
Blackwoodów trzeba pierdolić,
Bracken od tego jest!

Później Atlovary śmiał się już tylko pod nosem, a przez głowę przeszło mu, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Może już czas wrócić na Zachód?
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Nie Gru 10, 2017 1:01 pm

Jego klacz galopowała z wioski za Benem, Roshem i Vartem. Dobre kilka minut później sytuacja stała się ciężka. Towarzysze zaczęli się oddalać a pościg zbliżał się do Cykady niebezpiecznie szybko. Cały czas pod nosem szeptał różne ciężkie klątwy pod adresem całego świata. Serce waliło mu potwornie szybko. Myślał co robić... dalsza ucieczka chyba nie ma sensu. Dogonią go i zabiją. Może skręcić w las? Może tam ich zgubi? Nie, nie, nie. Jego klacz zapewne połamie nogi na jakimś korzeniu. Cholera... co robić???
Odwracając głowę mógł już zobaczyć symbole Blackwoodów. Miał wrażenie, że widzi też twarze jeźdźców.
- Cholera... - powiedział do siebie. - To koniec. - Na co mu było to wszystko? Palenia wiosek się zachciało...
Kiedy już prawie pogodził się ze swoją śmiercią, zobaczył jak dwóch jeźdźców nadjeżdża z naprzeciwka. To Rosh i Vart! Wracali mu pomóc? Musiał przyznać, że aż takiego gestu się po nich nie spodziewał. Lubił ich, ale jak dotąd nie miał ich za przyjaciół. Chyba czas to zmienić.
Nie wiedział co kombinowali. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na szaleństwo. Szarża dwójki jeźdźców na ósemkę? Pewna śmierć... nawet jeśli zabraliby ze sobą kilku wrogów do Nieznajomego.
Przejeżdżając obok usłyszał tylko, że ma spieprzać. Postanowił wykonać ten rozkaz z pełnym poświęceniem i oddaniem.
Po chwili jazdy obejrzał się za siebie. Pościg się zatrzymał! Cholera... nie wiedział jak to zrobili ale czuł, że długo im się nie odwdzięczy. Teraz jednak oni znaleźli się niebezpiecznie blisko wrogów. Cykada już chciał zeskakiwać z konia i z kuszą pomóc towarzyszom walczyć, jednak usłyszał coś dziwnego.
Kolejna grupa konnych pędziła w ich stronę! Z drogi, którą minął chwilę temu wyłoniła się kawaleria. Ich okrzyk nie pozostawał wątpliwości... to byli ludzie Brackena. Cykada dziękował wszystkim bogom wyznawanym na świecie, że trwa tutaj ta cholerna wojna.
Przystanął na chwilę, żeby zobaczyć czy jego towarzysze ujdą ze wszystkiego z życiem. Gdy zobaczył Varta jadącego w jego stronę ze śpiewem na ustach, nawrócił konia i ruszył za Benem. Wszystko wskazywało na to, że to był już koniec. Blackwoodowie i Brackenowie mordowali się w akompaniamencie śpiewającej stali i ryczących koni. Pozostało tylko czmychnąć zanim walka się skończy i dotrzeć do młyna.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Gru 11, 2017 11:48 pm

7 stycznia 336AC

Rozbójnicy w postaci Bena, Atlovarta, Cykady i Rosha przemieszczali się południowym brzegiem Czerwonych Wideł, mając zamiar uniknąć w ten sposób spotkania jednego z patroli Blackwoodów, które mogły liczniej obstawiać teraz tereny graniczne po ich ostatniej akcji. Po drodze minęli się z grupką pięciu zbrojnych króla Brackena, jednak ci nie zatrzymali ich i nie wypowiedzieli nawet słowa.
W końcu kompania była jednak zmuszona do przekroczenia rzeki, ponieważ w dalszej jej części brody występowały rzadziej i najbliższy zmuszałby ich do zatoczenia częściowego koła, aby dotrzeć do młyna. Tutaj dał o sobie znać pech, kilka minut po przekroczeniu Czerwonych Wideł najemnicy zbliżali się do rozwidlenia dróg. Droga w lewo prowadziła w kierunku, z którego przyjechali, jedynie drugim brzegiem rzeki. Droga w prawo prowadziła do młyna. W tym też momencie z lewej gałęzi wyjechał patrol ośmiu ludzi Blackwoodów i skierował się w ich stronę.
- Kurwa jego jebana mać... - zaklął Ben pod nosem. - Panowie szybka, kurwa, decyzja. Co robimy?



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Wto Gru 12, 2017 12:05 am

Robota wydawała się dość prosta, na pewno prostsza niż spalenie całej wioski. Mimo, że płacono im dwa złote smoki mniej niż poprzednio nadal opłacało się im podjąć tego zadania. Podróż przebiegała spokojnie. Minęli nawet patrol Brackena, ale ci najwyraźniej mieli ich głęboko w dupie, toteż postanowili nadal jechać w swoim kierunku. Rosh nucił czasem coś pod nosem, głównie żonę dornijczyka, swoją ulubioną piosenkę z czasów pobytu w Essos. Cóż, poznał słowa wielu innych, bo co innego pozostawało najemnikom w czasie podróży niż śpiewanie i wspominanie starych "dobrych" czasów? Zaraz po przekroczeniu brodu, pech dał o sobie znać. Grupka ośmiu ludzi Blackwooda zmierzała w ich stronę. Miał tylko nadzieję, iż nie ma tam ani jednego z tych, którzy ścigali ich trzy dni wcześniej i nie mógłby ich rozpoznać.
- Po prostu jedźmy dalej w swoją stronę. Nie ma sensu byśmy zaczęli spieprzać, tak samo nie ma sensu by nagle się na nich rzucić. Może spytają o coś i puszczą nas wolno. - Nadal jechał w wyznaczonym tempie, udając, że nie ma nic do ukrycia.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 12, 2017 12:35 am

Wszyscy panowie skinęli jedynie głową na słowa Rosha. W końcu coby tu, kurwa, nie gadać, to dobrze prawił. Jak zaczną spierdalać, to patrol od razu za nimi pogna, a już po ostatnim razie wiedzieli, że Cykada nie jest zbyt dobry w uciekaniu. Z drugiej strony atak na nich dopóki nie byli agresywni był również chujowym pomysłem.
Zbrojni najwyraźniej najemników nie rozpoznali, acz zajęli całą szerokość drogi i zatrzymali podróżnych w celu wypytania ich oraz kontroli.
- Stać! - polecił dowódca oddziału, którym był rycerz w ciężkim pancerzu. Uniesiona zasłona hełmu odsłaniała ogoloną, acz średnio urodziwą twarz mężczyzny. Można było rzec, że ma około trzydziestu dni imienia. - Nadjeżdżacie z południa, z ziem Brackena. Coście za jedni i co sprowadza was do Królestwa Tridentu Północnego? - zapytał, po czym spojrzał na nich podejrzliwie. - Jesteście uzbrojeni i nie wyglądacie, za przeproszeniem, na zacną kompanię, nie chcemy na tych ziemiach kłopotów i rozbójników.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Wto Gru 12, 2017 12:31 pm

Większość drogi do celu przebiegła spokojnie, ale oczywiście musieli trafić na kłopoty. Jak tylko wjechali na ziemie Blackwooda złapał ich patrol żołnierzy. Znów ośmiu zbrojnych, w tym jeden rycerz w zbroi. Cykada od razu zauważył, że walka nie miałaby sensu. Nie mają efektu zaskoczenia, nie mają przewagi... nie mają nic.
Pomysł Rosha z przejechaniem obok był dobry, choć nikt chyba nie liczył na to, że patrol puści ich bez nawet jednego słowa. Tak też się stało. Dowódca krzyknął, zatrzymał się i odsłonił twarz. Cykada postanowił natychmiast przejąć inicjatywę, żeby czasem jakiś z jego towarzyszy nie powiedział nic głupiego.
- Mości rycerzu! - Zdjął z głowy swój prowizoryczny kaptur i skinął z szacunkiem na dowódcę. - Jam jest medykiem, który podróżuje na Północ, a tych troje to panowie, którym płacę za ochronę. Dorzecze to dziś niebezpieczna kraina i bez obstawy strach w drogę ruszać. Szczególnie takiemu jak ja. - Podjechał bliżej rycerza. Oczywiście powoli, żeby nie prowokować nikogo do ataku. Zdjął swoją torbę z ramienia i wystawił ją do dowódcy. - Zobaczcie dobry człowieku, że prawdę mówię. W środku same medykamenty: bandaże, zioła, leki i nożyki do zabiegów. Mój zawód to ratowanie życia, nie jego odbieranie.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 12, 2017 8:47 pm

Rycerz dowodzący oddziałem wysłuchał co Cykada miał do powiedzenia, jednak jego mina nie sprawiała wrażenia, jakby specjalnie poruszony został słowami medyka. Do torby zajrzał, a jakże. Rzeczywiście były tam medykamenty. Jednak czemu sądzić, że wśród bandy rabusiów nie znajdzie się wygnaniec z Cytadeli czy inne wędrowny uzdrowiciel chcący zarobić na cudzym nieszczęściu?
- Ładnie musi wędrowny uzdrowiciel zarabiać skoro stać go na wynajem trzech zakapiorów, żeby jeździli za nim i tłukli bąki - stwierdził dowódca, kładąc dłoń na rękojeści miecza. - W tej okolicy grasują banici, a wy równie dobrze możecie być właśnie nimi. Jedna ze wsi niedawno spłonęła, ponoć tylko trzech tam było, ale kto by brał medyka do takiej roboty? Pojedziecie z nami do Raventree Hall, tam ocaleli się wam przyjrzą i zobaczymy czyście rzeczywiście niewinni.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Wto Gru 12, 2017 10:10 pm

Już myślał, że obejdzie się bez problemów. Już myślał, że patrol puści ich i odjedzie w swoją stronę. Musiało być jednak inaczej... musiało.
Cykada postanowił dalej próbować. Jeszcze nie wszystko było stracone. Alternatywą była tylko walka, bo przecież do Reventree nie chcieli jechać. Ktoś by ich na pewno rozpoznał i skończyliby na szubienicy.
- Stać mnie mości rycerzu bo jestem dobry w swoim fachu. Najlepszy! Dobrym medykom płacą dobry grosz. - Powiedział z pewnością siebie. - Dobry człowieku! Ja chcę ludziom pomagać, mory wszelakie leczyć, rany czyścić i zszywać. Kto wie! Może tam gdzie jadę zginie jakiś noworodek, bo jakiś patałach będzie poród odbierał! Albo jego matka zemrze bo się nią nikt właściwie nie zajmie... Te bandyty przebrzydłe na pewno gdzieś by się chowały, a nie jeździły w blasku dnia po traktach. Nie marnujcie na mnie czasu mości rycerzu. Pozwólcie jechać i wykonywać zawód. - Ostatnie zdania mówił z pokorą i szacunkiem w głosie. W duchu modlił się, żeby dowódca dał się przekonać.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 12, 2017 10:37 pm

Rycerz nie dał się przekonać, a dodatkowo nie spodobał mu się ton tego prostaka. Zwracał się do przedstawiciela stanu rycerskiego zdecydowanie nie okazując należytego szacunku.
- Stul pysk, wieśniaku, zanim każę powiesić cię tu i teraz - warknął. - Ty i twoi towarzysze jedziecie z nami do Raventree Hall. Tam was los i wina zostaną rozstrzygnięte.
Najwyraźniej rozmowa nie była tutaj opcją i trzeba będzie uciec się do przemocy lub ucieczki. W końcu kapitulacja raczej nie wchodziła w grę. Dowódca mówił, że w Raventree byli jacyś ocalali, więc możliwe, że rozpoznają najemników dość szybko i szybka śmierć będzie najlepszym co może ich wówczas spotkać.
- Zabrać im broń - polecił swoim zbrojnym. - Nie będzie im na razie potrzebna.
Ben zacisnął mocniej palce na rękojeści miecza i spojrzał pytająco na Rosha oraz Atlovarta.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 12, 2017 10:47 pm

No proszę, proszę. Stali sobie na rozdrożu i rozmawiali z patrolem Blackwoodów. Lord widocznie miał jakieś pojęcie o tym jak tępymi chujami są jego żołdacy, skoro do każdego oddziału pakował rycerza. Jeśli zaczną ich od dziś regularnie zabijać, to może któregoś dnia ci pancerni skurwiele mu się skończą.
Zabranie broni... tak, tego szpeju mieli dość na trzy razy większą bandę. Kiedy jakiś miły człowiek miał zamiar podjechać, by odebrać im należyte środki ochrony osobistej, Atlovart miał zamiar dopuścić go blisko, a potem dziab go w oko i z okrzykiem na ustach ruszyć do walki. Tak, plan nie był zbyt górnolotny, ale i okoliczności nie sprzyjały. Może uda się wyeliminować od razu choć jednego, a potem to już klasyka - miecz, tarcza i siać pogrom wśród tych obezjajców.



Cykada po zakupie łuku oddał Atlovartowi kusze i bełty, ma się rozumieć.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Rosh z Gulltown on Wto Gru 12, 2017 10:54 pm

Miał nadzieję, że słowa Cykady, przekonają rycerską pizdę o ich dobrych zamiarach, ale ten drań chciał zabrać ich do siedziby lorda. Jeszcze jakby tego było mało, ktoś przeżył z ich małego ataku. Rosh pod hełmem na moment zamknął oczy, mając już w głowie dwa słowa, brzmiące następująco: "ja pierdole". Edward nadal próbował, dodatkowo pozwalając sobie na dość dużą śmiałość. Najemnik od razu wiedział, iż to tylko zdenerwuje ich rozmówcę. Co jak co, ale będąc jeszcze Graftonem poznał wielu zadufanych w sobie rycerzyków. Słysząc rozkaz ich dowódcy, by zarekwirowano im broń, podniósł lekko ręce, dając tym samym znak, że swobodnie mogą mu ją odebrać. Czekał tylko, aż któryś się za to weźmie i będzie mógł wbić mu sztylet w czaszkę. Popatrzył na Travolte, najwyraźniej mającego identyczny pomysł. Jeśli, któryś się zbliżył, kiwnął wpierw Benowi głową mówiąc i jednocześnie szybkim ruchem dobywając sztylet, by przebić jednemu z przeciwników mordę.
- Pierdol się rycerzyku, heh. - Atak nastąpił w mgnieniu oka, tak samo wyciągniecie miecza i dobycie tarczy przez Rosha. Marzył jedynie o tym, aby wpierdolić temu blaszakowi przed sobą.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Cykada on Wto Gru 12, 2017 11:14 pm

No szlag by to! Rycerzyk był uparty, ale w sumie Cykada się tego po nim spodziewał. Tacy jak on uwielbiają poczuć trochę władzy w rękach.
Trzeba było teraz myśleć bardzo szybko. Pozostała im tylko walka, która na dodatek miała zacząć się lada chwila. Nie mogli im przecież oddać broni... wtedy już szans by nie było.
- Dobra panowie. Zróbcie co mości rycerz karze. - Powiedział do towarzyszy odwracając się do nich na koniu. Chwilę później zeskoczył  z wierzchowca i zaczął odpinać swój łuk od juków, udając zamiar jego oddania. Po spojrzeniu na Rosha i Varta widział, że swoich mieczy oddać nie zamierzają.
Cykada czuł jak mu serce przyspiesza. Po ostatniej akcji z wioską i pościgiem był trochę bardziej pewny siebie, jednak nadal mógł odczuć trochę czegoś w rodzaju stresu. Zaraz rozegra się tu walka na śmierć i życie... padną trupy... on może być jednym z nich.
NIE KURWA! Krzyknął w duchu i gdy zbrojni podjechali do Rosha i Varta (dostając w twarz sztyletami lub nie) on szybkim ruchem wyciągnął strzałę i posłał ją w głowę konia, na którym siedział ten rycerz. Na wierzchowcu stanowił zdecydowanie większe zagrożenie.
Nawet jeśli się nie udało, Cykada wskoczył z powrotem na swoją klacz i przebijając się przez rodzący się powoli bitewny chaos odjechał na prawo między drzewa. Po kilku chwilach zeskoczył na ziemię i zaczął posyłać strzały we wrogów (najpierw w ich konie, żeby łatwiej trafić). Oczywiście priorytetem byli ci, którzy zmierzali w jego stronę.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Drogi Dorzecza

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach