Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Gospoda "Nadąsany Jesiotr"

Go down

Gospoda "Nadąsany Jesiotr" Empty Gospoda "Nadąsany Jesiotr"

Pisanie  Gerold on Wto Kwi 28, 2020 12:36 am

Piętrowa, podrzędna gospoda znajdująca się przy trakcie przebiegającym przez ziemie podległe Miasteczku Lorda Harrowaya. Od samego miasteczka oddalona o cztery godziny spokojnej jazdy na południowy-zachód.
Parter budynku jest kamienny, zaś piętro powstało z lokalnego drewna. Dach pokrywa gliniana dachówka. Obok gospody znajduje się niewielka drewniana stajnia, szopa oraz studnia z kołowrotkiem do opuszczania i wciągania wiadra.
Wystrój gospody nie powala, jest raczej przeciętna, tak samo można nazwać najlepsze dostępne w niej pokoje. Za to piwo mają dobre i go nie rozwadniają, zaś żona gospodarza Wilfreda robi pyszny gulasz z zajęcy i pieczarek.
Gerold
Gerold

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 19/11/2019

Powrót do góry Go down

Gospoda "Nadąsany Jesiotr" Empty Re: Gospoda "Nadąsany Jesiotr"

Pisanie  Czeladnik Gry on Czw Sie 13, 2020 1:27 pm

od 02/03/10 PZ do 21/03/10 PZ - retrospekcja


Zbójecki rajd powrotny rozpoczął się dnia drugiego w trzecim księżycu. Banda z Bykiem na czele wyruszyła tedy szparko z Duskendale i przez pierwsze dni grzecznie się zachowywali, jak na zwykłych podróżnych przystało. Wiadoma sprawa, że pozory to tylko były, albowiem wszyscy oni byli łajzy i niecnoty. Pozory jednak to konieczne były, których się trzymali, póki terenów bardziej ludnych nie opuścili. Kiedy zaś już opuścili, to wtedy....

Pierwszym celem bandziorów stała się przydrożna, prawie pusta, karczma "Pęknięty Dzban". Zgraja weszła tam z impetem a radosna twarz gospodarza, który to błędnie wziął ich za klientów - płacących klientów - szybko zważyła się niby mleko. Oj miał on srogą lekcję życia, oj miał... Bandyty wzięli go na bok, kiedy resztę gości w karczmie Bess przytrzymała pod obuszkiem. Tam zaś, na boczku znaczy, beczkę wodą ze studni wypełnili i wykąpali szynkarza, czemu córek jego i żony lament towarzyszył. Wyśpiewał jegomość, gdzie pieniążki pochował, wyśpiewał wszystko! Taką to metodą i datkami od gości zachęconych kuksańcami banda uzbierała ogółemcztery złote monety. Wpadło do kieszeni też kilka drobniaków, ale to trza było się podzielić na okrasę dnia. Ach, oczywiście też pojedli, popili i na drogę wzięli.

Za drugi cel przypadło im wziąć dwóch kupców, co ich bez obstawy zdybali, gdy sobie wieczorkiem obóz wspomnieni rozkładali. Zbiry podlazły pewnie, stalą zaświecili i uśmiechem uraczyli podłym. Kupcy mieli monety dawać, żeby przeżyć. Niem jednak doszło do rabunku, pojawili się zbrojni z ochrony, co poszli poszukać chrustu w lasku. Obie strony dobyły żelaza i poszli w tan. Bandyci lepiej jednak stawali, liczniejsi byli i lepiej uposażeni. Byk jednemu z wojaków twarz rozrąbał mieczem. Bess drugiemu łeb obuchem zmiażdżyła. Wkrótce przytłoczone masą najemne ostrza ugięły się pod siłą bandyckich razów.
Tym sposobem banda przygarnęła kwotę mniej-więcej pięćdziesięciu sześciu złotych monet w walucie i świecidełkach. Wzięli też kapalinów sześć, cztery miecze krótkie i dwa długie, dwie całe tarcze i dwie kolcze koszulki. Jednakowoż Baldrick raniony został dość znacznie, zaś Bess lekko w nogę. Ten pierwszy stracił także kuszę, bo w ferworze walki, choć nie użyta, została trafiona.

Ostatnim celem na ziemiach Burzy stała się wiocha drwali. Od dawna już oni rąbać i ciąć nie mogli, bo zakaz był srogi, ażeby natura odżyć mogła. Trafiła się w takim wypadku mała i wyludniona wioska, gdzie lud był zabiedzony. Bandyci przetrząsnęli sadyby, mieszkańców nastraszyli, dzieci do płaczu doprowadzili i wycisnęli ozdoby oraz drobniaki, co z tego się około cztery złote monety uzbierały. Przy okazji, jako i w karczmie, pojedli co nieco, pochędożyli też i wypoczęli troszkę wygodniej.

Wkroczywszy na ziemie Reach, za cel obrali Tumbleton. Pochlali tam trochę, zapasy uzupełnili, znowu pochlali i jak dzieci posnęli w ramionach kurew. Naturalnie jak już je po razy kilka przerżnęli. Ogółem wydali pięć monet na te wszystkie przyjemności.

Pierwszy napad na granicy Reach i ziem Dorzecza to był septon. Tak jest, septon... I był to wielki speton. Nie ten Wielki Septon, ale po prostu niemiłosiernie spasiony jegomość! Jechał sobie na wozie w muła zaprzężonym i rozwoził on wino do pobliskich karczm. Straszliwie się bandytów przestraszył, że aż mu podbródki falowały, kiedy do Siedmiu się o pomoc modlił. Łkał i bogów błagał, by pomoc zesłali. Szybko jednak począł bandytów prosić, chyba nie licząc już, że jego Siedmiu pomoc mu ześle.
Miał on przy sobie utarg w wysokości sześciu monet około. I wina na wozie jeszcze dość, by bandyci do końca dnia w krzakach leżeli urżnięci jak te świnie. Zaś jeśli o pobożnego męża się rozchodzi, to przegonili go po okolicy, żelazem w dupsko nakłuwając. Godzina takich igraszek i kupa słoniny padła na ziemię, trzymając się za pierś. Chwilę później dech mu odebrało i wziął zszedł. I zesrał się obficie... Znaczy tfu... Zanieczyścił się okropecznie.

Dzień po świniobiciu i srogo od wina cierpiąc natknęli się na sam sept. Wokoło rosły winne grona i pracowali ludziska w pocie czoła, by pić co było. Nigdzie jednak nie było żadnych zbrojnych i czy kogokolwiek, kto braci by raczył przed bandytami ratować. A zatem...
Wpadli tam z kopyta. Byk prawie na pół łeb jednemu z braciszków przeciął. Reszta tedy w pisk i krzyk, do wrót się rzucili, by za kamień i boską ochronę uciec. Ale nie to im było dane, oj nie... Bess pierwsza wpadła przez wrota i przytrzymała je, nim zdołali zatrzasnąć. Mord i ogień poszły w tany. Po całym sepcie się krzyki rozchodziły! Dziewoja z młotem nawet ponoć kilku zgwałciła, przed tym zanim łby postradali.
Wieczorem ogień grzał przyjemne. Świnka się nad nim piekła. Brzuchy pełne były wina, zaś sakwy złota. Dorobili bowiem na sepcie aż czterdzieści pięć złotych monet, nim puścili go z dymem.

Ostatni napad to komiczna sprawa, bo wędrowną trupę teatralną orżnęli. Kiepską raczej, ale dzięki lekcji od bandy Byka wszyscy przynajmniej się nauczyli, jak panikę prawidłowo i wiarygodnie odgrywać. Ćwiczenia te, razem z próbami stosunków cielesnych trwały bite kilka godzin. Aktorzyny zapłaciły za cenne lekcje siedem złotych w walucie oraz ozdobach noszonych przez kobiety. Dostał pyskujący karzeł kopów parę, ale finalnie zbiry dały żyć napadniętym, uznając, że całkiem pocieszne z nich barany. No i poza karłem to nikt się nie kłócił, czy też tam lżyć nie próbował.



21/03/10 PZ - popołudnie

W przybytku wielu gości nie było, kiedy Byk ze swymi ludźmi przybył. Ot, kilku bywalców z okolicy, sączących spokojnie swoje ale. Wilfred właśnie przecierał kufel szmatą, gdy złowił gości spojrzeniem. Uśmiechnął się i prychnął cicho. Gestem dłoni zaprosił, by zasiedli przy ławach. Akurat, co czuć było wyraźnie w powietrzu, gotował się słynny gulasz gospodarza z chyżych zajęców i rosnących na gównie pieczarek. Mmm... Pychotka... Do tego pajda dzisiejszego chlebka i kufel zimnego a życie zrazu wydaje się piękniejsze, prawda? Pewnie, że tak, psia jego mać i jucha!

Dzielni kompanioni przy kufelku już zasiadali. Zamówienia złożyli. Śmiali się i świeżym urobkiem płacili... Karczmarz zaś zapewnił, że jak przycichnie trochę i karczma opustoszeje, to spokojnie o pracy pomówią. Bo teraz to on robotę miał a i lepiej, żeby żadnego ucha tutaj więcej nie było.

Wujas
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1205
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach