Las II

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Las II

Pisanie  Deonte Waters on Nie Sty 14, 2018 7:56 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down


Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Sob Mar 31, 2018 11:47 pm

Grenn w końcu wydał jakiś zdecydowany rozkaz, nie poprawił tym opinii Watersa o nim, ale na pewno pomógł mu ocalić życie swoje, innych i może zachować misję do końca. Deonte podjechał do jednego z dzikich, od razu starając się go powalić. Jednak walka trwała dłużej niż przewidywał. Gdy tylko usłyszał znajomy mu dźwięk, obejrzał się mimowolnie w jego kierunku. Zobaczył swojego psiaka ze strzałą wystajacą z nogi. Deonte wkurwił się niemiłosiernie.
- Matke wybaczę. Ojca wybaczę. Ale kurwa Renifera? Nigdy nie wybaczę, na pohybel skurwysynom zabijającym psy! - zacisnął zęby i pięści mocniej na trzonie topora i jak zapachnął się na swojego oponenta to po chwili musiał strząchać ze swej twarzy kawałki mózgu. Rozejrzał się dalej za miejscem niewielkiej potyczki, wtem zauważył jak Grenn umiera. Mimowolnie podniósł mu się kącik ust, nie było to jednak dla nikogo widoczne.
- Przejmuję dowodzenie misją! - krzyknął i od razu podbiegł do pierwszego lepszego brata który potrzebował pomocy w walce, no chyba że został zatrzymany przez kolejnego przeciwnika, wtedy spróbował mu wykurwić i dopiero potem pomagać reszcie.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Kwi 01, 2018 12:41 am

-Nareszcie! Bij, zabij! - wrzasnął Arthur.
Wydobył drugi miecz i rzucił się do walki. Trafił mu się osiłek wyższy nieco od niego. Zadał kilka ciosów, które o dziwo nie dosięgnęły celu. Wreszcie stracił cierpliwość i postanowił wypróbować starej dobrej metody. Najpierw wal, później myśl, albo nie myśl wcale. Po czym bez namysłu przywalił przeciwnikowi w łeb przecinając nie tylko głowę, ale i szyję.
Miał chwilę, żeby rozejrzeć się po okolicy. Zacisnął zęby widząc co się dzieje z Grennem, byli bez dowódcy. Sekundę później zobaczył co się dzieje z Patrekiem.
-Nie, to nie możliwe - pomyślał - tyle bitew... Nie powinienem na to pozwolić, Gorold powinien tu być, gdyby byli razem to by do tego nie doszło...
-Teraz was zapierdole! Wszystkich! - wrzasnął ochrypłym głosem po czym rzucił się na kundla i dzikiego. Była to jednak bezmyślna szarża tylko z pozoru, tak naprawdę starał się być tak skupiony jak jeszcze nigdy. Furia dodaje sił, ale tylko jeśli jest kontrolowana i Arthur dobrze to wiedział.
Krzyki Watersa zignorował, krzyczenie coś o psie? Westford właśnie najprawdopodobniej stracił brata. Może i nie mieli tej samej matki ani ojca, ale byli braćmi, wychowywali się razem odkąd był wstanie sięgnąć pamięcią...
Przejmowanie dowództwa? Tutaj za chwilę mogło nie być kim dowodzić...
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Kwi 02, 2018 4:38 pm

Po stracie dowódcy i jednego z braci, w braci Nocnej Straży wstąpiła nowa siła. Być może to śmiałe poczynania Arthura i Deonte ich do tego zainspirowały...
Arthur doskoczył do swojego nieprzytomnego brata i znalazł się pomiędzy Dzikim a wilkiem. Prawą ręką wyprowadził cios w Dzikiego, a lewy w wilka. Ten drugi z niebywałą precyzją trafił psa tuż pod głowę, w konsekwencji odcinając mu głowę. Drugi okazał się dość niefortunny. Dziki sparował go swoją tarczą i uderzył toporem w prawą dłoń, przez co Arthur był zmuszony wypuścić z ręki miecz. Pozostała mu walka drugim. Stawiał nim opór przez pół minuty i prowadził wyrównaną walkę, nim wreszcie odepchnął Dzikiego, by podnieść swoje drugie ostrze. Od tego momentu walka była już jednostronna. Kilka razy pchnął go w tors, potem przeciął mu pół twarzy, a na koniec minął gardę, wytrącił z rąk broń i potężnymi cięciami skończył z nim - pierwszy po brzuchu uszkodził większość kluczowych organów, zaś drugie odcięło mu głowę.
Deonte z kolei szybko osłonił swojego psa i potężnym ciosem wbił swój topór w głowę wilka. Przed Watersem został jeszcze łucznik, który wcześniej trafił w Renifera, a teraz próbował przeprowadzić (nieskutecznie) ostrzał w Watersa.
Padł jeszcze jeden Dziki spod topora jednego z braci. Drugi z nich doskoczył do drugiego łucznika Dzikich i próbował go pokonać, co jeszcze mu się jednak nie udało. Alester zaś próbował przedrzeć się do Patreka, ale skutecznie uniemożliwiało mu to dwóch Dzikich.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Wto Kwi 03, 2018 12:51 pm

Parę susów i Westford już był przy tych którym udało się pokonać jego brata.
-To za Patreka zapchlony kundlu! - krzyknął i lewym mieczem odrąbał bestii łeb. Niestety chęć załatwienia dwóch celów za jednym zamachem było oznaką buty i braku rozsądku. Dziki nie tylko sparował uderzenie, ale też pozbawił go miecza. Arthur wziął głęboki oddech i natychmiast się uspokoił. Wymieniał przez chwilę niegroźne ciosy z oponentem, po czym uderzył go barkiem i rzucił się po upuszczony miecz.
Kiedy zdobył drugi miecz był już pewny wyniku, nie szarżował jednak od razu. Postanowił zacząć spokojnie i zadać kilka ciosów w tors. Przeciwnik mimo iż były celnie nie poddawał się więc przywalił mu w twarz. Cięcie jednak było zbyt płytkie i dziki wciąż trzymał się na nogach. W tym monecie Westford stracił cierpliwość i zaatakował z całą swoją nadludzką siłą.
-Podnieś! - krzyknął po czym wytrącił dzikiemu broń z ręki.
Nie miał jednak zamiaru czekać aż dziki faktycznie ją podniesie. Wykonał nożyce i skończył z nim. Lewą rozpłatał mu brzuch, jednocześnie prawą odciął głowę.
Z szyi zabitego trysnęła krew niczym z fontanny. Bezgłowe truchło upadło na kolana i przewróciłoby się na Arthura gdyby nie przytrzymał go nogą. To spowodowało jednak, że flaki zaczęły wypadać z rozciętego brzucha. Westford wciąż wciekły na dzikiego przydepnął jelito dzikiego po czym kopnął jego zwłoki z całej siły, a że siły był niedźwiedziej trup poturlał się parę metrów rozwłócząc po drodze własne flaki.
-Oby cię kruki rozdziobały skurwysynu! - zakończył siłacz, po czym rozejrzał się po okolicy.
Waters załatwił drugiego wilka i to o dziwo jednym ciosem.
-Może jednak umie jako tako machać tym swoim toporkiem, albo miał po prostu farta - pomyślał Arthur.
Teraz jego wzrok padł na Alestera. W innych okolicznościach nie ruszyłby w jego stronę, dwóch przeciwników to było coś z czym jego brat powinien sobie poradzić. Tyle, że chwilę wcześniej padł Patrek który też nie raz radził sobie z dwoma, a nawet trzema przeciwnikami.
Postanowił nie ryzykować i wyrównać szansę. Ruszył najszybciej jak mógł w kierunku Alestera.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Wto Kwi 03, 2018 2:27 pm

Tym razem przeciwnikiem Watersa był jakiś bydlęcy wilk Dzikich, jednak nie sprawił on mu żadnych problemów. Sprawnie wyminął jego wilczą szarżę i zamachnął się na niego z góry, rozłupując mu czaszkę jak niegdyś rozłupywał orzechy. Na pół.
- Ren schowaj się gdzieś. - polecił psiakowi i poszukał kolejnego przeciwnika którego należałoby zabić. Wtem przy nim przeleciała jedna ze strzał, potem kolejna. Strzelec który w niego celował, albo nie chciał mu zrobić żadnej krzywdy, albo po prostu był okropnym łucznikiem. Deonte roześmiał się w duchu, wiedząc że nawet jeśli któryś z tych wystrzelonych patyków go dosięgnie to niewiele mu zrobi z racji kamiennych grotów. Waters chwycił za sztylety które chował za pasem i rzucił najpierw jednym, a potem drugim w stronę łucznika. Od razu po wykonaniu zamachów ruszył do ataku swoim toporem, w końcu rzucone ostrza miały mu tylko pomóc bezpieczniej dotrzeć do celu, tak żeby tamten był zajęty unikaniem.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Kwi 04, 2018 9:44 pm

Deonte rzucił dwoma nożami, niestety nieskutecznie. Jeden z noży nie trafił w ogóle, drugi tylko odbił się od barku. Szczęśliwie jednak zmylił łucznika i trochę wytrącił go z równowagi. Waters bez problemu to wykorzystał i z rozpędu dobiegł do niego i wbił mu topór w łeb.
Arthur zaś miał większe problemy. Doskoczył do Alestera, by go odciążyć. Wzięli po jednym z Dzikich i zaczęli z nimi indywidualne walki. Przeciwnik Westforda sprawił mu większe wyzwanie niż którykolwiek Dziki dotąd. Początkowo bronił się dzielnie. Sprytny i skuteczny Arhur jednak potrafił przejść jego gardę i parę razy obił go po piersi. Niby niegroźne, drobne rany, ale z czasem trochę się ich nazbierało i jakieś zagrożenie stanowiły. Ale to Dziki jako pierwszy dzisiaj trafił Arthura. Zignorowł jedno z cięć, wykorzystując, że Arthur właśnie je wykonał i walnął go swoim toporem mocno po głowie. Rekrutowi Nocnej Straży zamroczyło między oczami, po chwili jednak odzyskał siły. Wezbrały w niego nowe siły i ruszył do ataku. Najpierw dwa cięcia w brzuch. Po chwili uderzył z ogromną siłą w głowę, prawie zwalając go z nóg. Dziki nie zebrał już po tym więcej sił na walkę i kolejny cios Arthura go powalił.
Walka zdawała się dobiegać końca. Wszyscy Dzicy leżeli już martwi na ziemi. Nocna Straż wygrała.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Czw Kwi 05, 2018 9:27 am

Arthur dobiegł do jednego z przeciwników Alestera i już po chwili wiedział, że był to dobra decyzja. Uderzył przeciwnika kilkukrotnie w tors i spodziewał się obejrzeć płuca przeciwnika od środka. Tymczasem dziki walczył dalej i nie dawał za wygraną.
-Co to ma być? - pomyślał - dzicy nauczyli się wytapiać stal i teraz chodzą w ciężkich napierśnikach? Czy też u ich wybrzeży rozbił się statek pełen ciężkich zbroi? Oby nie to pierwsze, bo będziemy wszyscy w dupie...
Tym czasem to sam Arthur znalazł się w dupie. Dostał cios w głowę co przerwało jego rozmyślania o wyposażeniu przeciwnika.
-Ożeż ty chuju! - powiedział do dzikiego robiąc dwa kroki w tył. Przez chwilę zamiast swojego przeciwnika widział czarną plamę. Wiedział jednak, że nie może dać się zepchnąć do defensywy i ponownie zaatakował.
Dwa cięcia w brzuch nie przyniosły spodziewanego efektu, postanowił więc odpłacić bliźniemu pięknym za nadobne i przygrzmocić mu w łeb. Liczył, że będzie jak zawsze, łeb na pół, a może i kawałek torsu na dodatek. Tymczasem przeciwnik jedynie się zatoczył.
-Co jest kurwa? To hełmy też macie z najlepszej stali?! - zawołał do dzikiego. Ten nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo Westford go dobił.

Szybko ogarnął wzrokiem pobojowisko i dał znak ręką Alesterowi, by zobaczył czy Patrek jeszcze żyje. Sam tymczasem ruszył w kierunku Grenna. Tak o nim myślał, Grenn nie dowódca. Nie dlatego, że Waters sobie krzyknął "przejmuje dowodzenie", ale dlatego że w jego oczach Grenn zawiódł. Nie tylko podjął złą decyzję nie słuchając go, ale jeszcze nie potrafił obronić swoich podwładnych, nie potrafił obronić nawet siebie.
-Te skurwiele były dużo lepsze niż ci na Pięści, przynajmniej ta część z którą ja walczyłem - oznajmił - tamci padali po jednym, dwóch ciosach, ci toczyli momentami wyrównaną walkę. Tak jak podejrzewałem wysłali małe grupki, zapewne najlepszych wojowników, żeby na nas polować. A my zdecydowaliśmy się robić za ich zwierzynę, zamiast sami zapolować tak jak chciałem. Gdybyśmy to my mieli inicjatywę, wybrali miejsce, czas i sposób ataku wynik byłby dużo lepszy. - mówił na tyle głośno, że każdy mógł go słyszeć, trudno jednak było orzec czy mówi do kogoś konkretnego czy też głośno myśli.
-Jak ktoś zna się na dzikich niech obejrzy ich broń i zbroje, może coś z tego wywnioskuje, ten ostatni z którym walczyłem był szczególnie twardy, może ma na ciele albo broni znaki klanowe. - to też nie było skierowane do nikogo konkretnego, zwłaszcza że Arthur nie wiedział kto mógłby się czegoś dowiedzieć na podstawie broni i ciał. Ba nie wiedział nawet czy ktokolwiek z obecnych to potrafi, choć według opowieści dziadka 40 lat temu niektórzy zwiadowcy potrafili określić przynależność klanową i pozycje społeczną pokonanego na podstawie jego kościanego toporka. Tyle, że kiedyś wszystko było lepsze, zwiadowcy też...
Tymczasem doszedł do Grenna i o ile otrzymanę przez byłego dowódcę rany nie były jednoznacznie śmiertelne zaczął sprawdzać czy żyje.
W jedyny sposób jaki potrafił, potrząsając nim i bijąc po twarzy (gołą ręką nie rękawicą).
Jeśli pojawiła się jakaś oznaka tlącego się życia to zaczął wołać kogoś kto umie opatrywać rannych.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Pią Kwi 06, 2018 9:27 pm

Prosta taktyka, lecz jakże skuteczna. Mimo że sztylety wyrzucone z ręki Watersa nie były w ogóle szkodliwe, to wyprowadziły łucznika z uwagi dzięki czemu Deonte miał czystą drogę do zbliżenia się. Gdy tylko ostatni nóż opuścił jego dłoń, wyskoczył do biegu unosząc topór od prawej, będąc metr od swojego przeciwnika skoczył na niego i obalił go mając w oczach dziką furię. W końcu to ten zjeb ranił jego psa. Płynnym ciosem wbił topór w głowę strzelca, tak że została przecięta w pół na wysokości nosa. Po wszystkim splunął na jego ścierwo.
- Każdy kto krzywdzi psy jest jebaną kurwą. - rzucił w jego stronę i się obejrzał szukając kolejnego przeciwnika do walki, jednakże było po wszystkim. Dzicy przegrali. Wtem zobaczył Arthura który podbiega do martwego Grenna, miał już mu zwrócić uwagę, gdy spostrzegł że przecież i Deonte miewał śmiertelne rany, które okazywały się jedynie powierzchownymi. Schował topór za plecy i podbiegł do dowódcy, chciał sprawdzić czy żyje.
Mimo wszystko, postanowił wydać rozkazy przyjmując rolę zastępcy.
- Opatrzyć rannych. Potem związać rannych dzikich. Zdejmijcie z nich ciuchy, zwłoki obciążcie kamieniami, wrzucimy ich do rzeki. Potem porozkopujcie śnieg i ukryjcie krew. Inni nie mogą poznać naszej pozycji.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Kwi 08, 2018 10:30 am

Alester podszedł do Patreka i zaraz zaczął próbować go obudzić. Nie był może zbyt wyrafinowany; zastosowane metody, takie same jak Arthura, nie przyniosły oczekiwanych efektów. Widząc jego bezradność zaraz przyszedł tam inny z braci, lepiej się na tym znający. Sprawdził tętno i oznajmił z ulgą:
- Żyje. - potem zaś sprawdził wszystkie jego rany, posmutniał trochę i wyjaśnił wszystko Alesterowi, który miał teraz się nim opiekować. - Rany raczej nie zagrażają jego życiu. Został tylko ogłuszony. Ale... ma w strasznym stanie lewą stopę, widocznie mocno nadgryzioną przez jednego z tych wilków. Nie wiem jak źle jest, ale na pewno nie będzie mógł sam chodzić dopóki nie wrócimy do Czarnego Zamku i ktoś go lepiej nie opatrzy. - założył mu tylko lekki okład i udał się w stronę Grenna, który także był bezskuteczni budzony. Sprawdził tętno, oddech i zimnym głosem powiedział: - Nie żyje. - pokonał go podstępny cios w tył głowy. Nie przegrał bo słabo walczył, tylko dlatego, że ktoś go podszedł od tyłu...
Zaraz też ktoś inny stwierdził, że Dzicy nie mieli w sobie nic szczególnego. Widocznie trafili się tacy, którzy posiadali po prostu lepsze umiejętności. Pięciu Dzikich pozostało żywych, zostali zgodnie z rozkazem Deonte związani.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Kwi 08, 2018 12:26 pm

Rozkazy Deontego spodobały się Westfordowi. W końcu ktoś kto wie czego chce, a nie miota się jak kukiełka w kiepskim ulicznym przedstawieniu.
Sam widział dwie opcje. Albo spróbować ukryć swoją obecność, albo wręcz przeciwnie zasygnalizować ją jak najbardziej oszpecając zwłoki dzikich, układając je w jakiś napis itd. To wprowadziłoby przeciwnika w błąd, pokazało że są silni, nie boją się dzikich i się przed nimi nie ukrywają. Wręcz przeciwnie chcą walczyć i polują na nich.
Ale ukrywanie uważał, za równie dobrą opcje, pod warunkiem że to ukrywanie będzie skuteczne...
-Gdyby dowodził Grenn pewnie pytałby się co mamy zrobić, a jak dałbym mu te dwie opcje do wyboru, z czego Waters poparłby ukrycie śladów walki, to dowódca wybrałby jakąś trzecią głupią opcje... - pomyślał z goryczą.
Po chwili usłyszał, że Patrek żyje. Dawno nie był tak szczęśliwy.
-Wiedziałem, że to stare bydle nie umrze tak łatwo! - powiedział uradowany z zauważalną nutą wzruszenia, która ani trochę nie współgrała z treścią wypowiedzianego zdania.
Grenn za to nie dawał znaków życia, chwilę później potwierdził to zwiadowca nieco bardziej znający się na leczeniu ran. Arthur nie raz widział jak w podobny sposób inni sprawdzają, czy człowiek żyje ale sam nie umiał tego robić. Rana jaką miał Grenn była raczej jednoznaczna, z takich ran się nie wychodzi. Zawsze jednak trzeba się upewnić.
-Tyle lat służył na Murze, był dowódcą, a dał się zajść od tyłu i tak łatwo pokonać. Rozumiem, że Patrek się dał, nie umiemy jeszcze walczyć z dzikimi, z wilkami nie walczyliśmy nigdy... Ale tak doświadczony zwiadowca? Może to Siedmiu chciało by Grenn umarł?

Zdziwiło go, że dzicy nie mieli na sobie żadnego wyjątkowego ekwipunku.
-Jak ja mam dorównać dziadkowi, skoro nie potrafię zabić ciosem w głowę zwykłego dzikiego? - pomyślał rozgoryczony - jak dziadek w łeb przywalił to KAŻDY padał, nie ważne jak mocny hełm założył, jak przeciwnik dostał w łeb to był koniec walki. Jeszcze długa droga przede mną by być takim wojownikiem jak Mors Westford...
-Trzeba odesłać Patreka na Mur, pojmanych dzikich zresztą też, a że dzikich pięciu to lepiej żeby to była jakaś konkretna obstawa, głupio by było gdyby uciekli podczas transportu. Pytanie czy idziemy dalej? A jak tak to w ilu? - to już było skierowane bezpośrednio do Deontego. Skoro chciał dowodzić, to niech teraz decyduje, zwłaszcza, że Arthur nie był pewny co robić. Jeśli za mało osób będzie eskortować dzikich na Mur mogą uciec. Jeśli zostanie zbyt mało do dalszego zwiadu to następnej walki mogą nie wygrać.
-Najchętniej ruszyłbym dalej z Alesterem i Watersem, może na placu sobie słabo radzi, ale za Murem całkiem całkiem - pomyślał wciąż się dziwiąc jak Deonte mógł przegrać walkę z Gilem, którego on powalił jednym ciosem - Trzech łatwiej się przekradnie, a lepiej 3 dobrych niż 10 przeciętnych...
Był też ciekaw czy dowódca zechce wstępnie przesłuchać dzikich. Jeszcze kilka minut temu z chęcią wyrwałby im wszystkim jaja z korzeniami, ale skoro Patrek żył to można być nieco łagodniejszym...
-Jak trzeba ich wstępnie przesłuchać to chętnie pomogę - oświadczył uśmiechając się szeroko - jak za rączkę złapię i ścisnę to zaraz wszystko wyśpiewają, albo tą ręką broni więcej nic chwycą...
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Nie Kwi 08, 2018 7:07 pm

Gdy wszystkie rozkazy zostały wypełnione, Deonte rozkazał posadzić każdego dzikiego w pewnej odległości od siebie, tak żeby ich porozumiewanie się było utrudnione. Poza tym każdy z nich miał mieć knebel w swojej mordzie.
- Jak zajmiesz się rannymi braćmi, to najpierw opatrz mojego psiaka, dopiero potem tamte kundle. - wskazał toporem na dzikich poprzywiązywanych do drzew.
- A teraz odlicz kolejno, każdy ranny na końcu! - wydał rozkaz, był trochę za bardzo zasapany i lekko zdezorientowany po walce żeby móc samemu ocenić każdego, a tak mógł się szybko dowiedzieć najważniejszych informacji. Gdy tylko dowiedział się ilu ludzi mu zostało, zaczął się zastanawiać co dalej robić, w końcu jednak westchnął głęboko.
- Odprowadzimy rannych w miejsce gdzie częstotliwość dzikich będzie mniejsza, potem czterech z nas przebierze się w ich futra i będziemy prowadzić wywiad w ich obozie. - oznajmił, po czym dodał. - Tak brzmią moje rozkazy, a teraz przygotować się do wymarszu. Arhur, Alester weźcie po jednym dzikim i przesłuchajcie ich na swój sposób. Możecie ich zabić jeśli nie będą współpracować. - rzekł twardo i obrał se na cel jednego z dzikich do którego wkrótce podszedł i kopnął w żebra.
- Cześć gnojku. - jeszcze raz kopnął. - Mam kilka pytań. Po pierwsze: Co tu robicie, po drugie ilu was jest, po trzecie gdzie jest złoto, po czwarte kto jest waszym przywódcą, po czwarte gdzie jest złoto? - zadawał pytania, a każde kolejne było poprzedzone wsadzaniem jego głowy w zimny śnieg.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Kwi 08, 2018 8:29 pm

Arthur wysłuchał cierpliwie co nowy dowódca miał do powiedzenia, po czym odpowiedział.
-Plan z przebraniem bardzo dobry - zaczął powoli - niestety ja nie mogę wziąć w tym udziału - powiedział zdejmując hełm i ukazując swoje srebrno-blond włosy - dzicy raczej takich kolorów nie miewają, może to durnie, ale nie aż tacy. Od razu się połapią, że żaden ze mnie dziki, nie mogę brać w tym udziału.
Nie wiedział, czy miał być we wspomnianej czwórce, ale wolał zawczasu poinformować, że się do czegoś nie nadaje.
-Przeklęty niech będzie na wieki Aerys "gwałciciel" Targaryen i całe jego "kórewski" ród - pomyślał.
-Dzikiego natomiast chętnie przesłucham - oznajmił uśmiechając się.
Chwycił jakiegoś dzikiego wyglądającego na w miarę sprawnego i odciągnął kawałek od reszty. Oczywiście zrobił to jak już dzicy zostali opatrzeni.
-Mam dobry humor, więc go nie zepsuj. - poinformował dzikiego - tak czy siak będziesz gadał im szybciej i dłużej tym lepiej dla ciebie. Tylko żebyś mnie nie zanudził, bo się zdenerwuje, a mnie lepiej nie denerwować - to powiedziawszy chwycił lewą rękę dzikiego, zwinął ją w pięść po czym objął ją swoją prawą dłonią i począł delikatnie ściskać. Z racji ogromnej siły uchwyt był niczym imadło. Dopiero gdy na twarzy dzikiego pojawił się grymas bólu znów zaczął do niego mówić.
-Twoje imię mnie nie interesuje, będziesz numerem 1. Zdejmę ci teraz ten knebel jedynko. Możesz krzyczeć jak boli, byleby nie głośno, nie bądź babą. Za to odpowiedzi masz udzielać cicho i spokojnie. Co tu robiliście i skąd przyszliście? Kto was wysłał? Ile podobnych do was grup zostało wysłanych? W jakiej liczności i gdzie? Wymień wszystkich znanych dowódców i ich plany. To tak na początek. Aha, jeszcze pytanie prywatne. Słyszałeś opowieści o Rzeźniku? Stare, bo Rzeźnika nie ma na Murze prawie od 40 lat.
Dopiero teraz zdjął knebel dzikiemu i oczekiwał odpowiedzi. Uścisku nie zwalniał, ale też nie ściskał mocniej. Przynajmniej jeśli dziki chciał współpracować...
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Kwi 10, 2018 9:45 pm

Deonte nie wyglądał specjalnie groźnie. Ileż to razy jego jeniec dostał pod żebra czy miał do czynienia ze śniegiem, tu za Murem? Poza tym sam Brat nie był szczególnie utalentowany w zastraszaniu. Dziki wyglądał jednak na roztrzęsionego; zaraz więc poprosił, by Waters nachylił się do jego ucha. Ten tylko walnął go z plaskacza. Dziki tylko splunął krwią i dalej nic nie mówił. Deonte nie był w stanie wywrzeć odpowiedniego efektu.
Westfordowi poszło zdecydowanie lepiej. Poczynił swoje starania trochę lepiej, ale i trafił na bardziej podatny grunt. Dziki chwilę się opierał, nim w końcu zaczął krzyczeć. Nie mogąc znieść bólu dalej, postanowił mówić:
- Z Pięści. Ktoś nas zaatakował i uciekł, to kurwa wysłaliśmy pościg. Z kilkanaście takich grup jak my pewnie jest. Jeżeli powiem jakieś imię, to skąd Wy wrony moglibyście je znać? Rządzi tu nami Brogg "Wilczy Kieł". A planach... Nie wiem, o jakie pieprzone plany chodzi? Ja na pewno na razie nie mam żadnych planów, hehe. A o żadnym Rzeźniku nie słyszałem, to jakaś stara wrona?

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Wto Kwi 10, 2018 10:22 pm

Deonte nie dowiedział się wiele od tego człowieka, choć traktował go jak ścierwo, nie nienawidził go. Po prostu miał taką pracę i musiał ją wykonać, w końcu chodziło o bezpieczeństwo i życie wielu ludzi. Po ostatnim policzku, Waters westchnął i pokręcił zrezygnowany głową. Po czym spojrzał na niego i się spytał.
- Jak masz na imię? - jeśli tylko uzyskał odpowiedź - lub też nie - dodał. - To jest akt miłosierdzia. - powiedział po czym wbił mu miecz w serce. Odszedł od niego i kazał posprzątać jego zwłoki i krew, jeśli ta gdzieś spłynęła. Podszedł do kolejnego drzewa, do kolejnego dzikiego którego miał przesłuchać.
- Dobra, z tobą już się nie będę bawił tak jak z poprzednim. Mam prawdziwe informacje, a jego bajeczka nie zgadzała się z tym co mi powiedział, lecz ty masz szansę. Szansę na co, może uda Ci się po drodze na Mur uciec bo ktoś rozluźni tobie więzy. Tak na prawdę to jakoś nie zależy mi na waszej śmierci, nie żywię do was urazy, ale nie chcę też żeby biedni ludzie z południa musieli umierać. Gdybym to ja decydował, wpuściłbym was tam wieki temu. - wyszeptał do niego. - To jak będziesz współpracować, czy nie? - zapytał i poklepał go po ramieniu, tym razem postanowił obrać trochę inną taktykę niż poprzednio.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Sro Kwi 11, 2018 12:02 am

Arthur był zadowolony z tego, że dziki mówił. Nie był co prawda specjalistą w przesłuchiwaniu jeńców, ale jako najemnik nie raz widział jak robią to inni, a i sam parę razy kiedy brakowało wykwalifikowanych ludzi przesłuchiwał wstępnie jeńca.
Ktoś mu kiedyś powiedział, że przy przesłuchaniu ważne są dwie rzeczy. Umiejętne zadawanie pytań i umiejętne zadawanie bólu.
-No i widzisz, bardzo ładnie. Oszczędziłeś sobie wiele bólu, przynajmniej na razie. Ktoś was zaatakował na Pięści? Gdzie ta Pięść jest? Kto was zaatakował? Jak liczny był to oddział? Dobry był ten oddział? Jaki był wynik walki? Wysłaliście kilkanaście grup podobnych do tej, dobrze. W jakich kierunkach? Jak daleko od nas są najbliższe grupy? Wymień wszystkich dowódców tych grup! Kto jest największym wodzem dzikich? A może macie jakiegoś króla za Murem? Niech cię nie interesuje po co chce znać imiona! To moja sprawa! Ty masz odpowiadać! Chyba nie chcesz mnie zdenerwować?! - wyprostował się i tym momencie zobaczył, że Deonte morduje dzikiego którego przesłuchiwał.
-Co za marnotrawstwo zasobów - pomyślał - teraz zostało tylko 4 jeńców by porównać zeznania. Mam nadzieję, że nie zabije kolejnego...
Postanowił to jednak wykorzystać na swoją korzyść.
-No i widzisz? Jeden z was zdenerwował mojego kompana i teraz nie żyje. Ja nie jestem taki wybuchowy. Nie zabije, ale za to będę zadawał ból, sam zdecyduj czy jesteś w lepszej sytuacji czy też nie. Ja bym tam się cieszył, że żyje.
Uśmiechnął się do dzikiego nawet przyjaźnie.
-Borgg "wilczy kieł", a tęgi w mieczu ten Borgg? Widziałeś jak walczę? Jak myślisz dałbym mu radę? - był całkiem przyjazny, ale teraz zmienił ton - wszystkie plany! Chce znać WSZYSTKIE plany! Co na tej Pięści robiliście? Ilu was tam było? Po co się tam zebraliście? Kto gdzie i kiedy chce przeleźć przez Mur? Gdzie i w jakiej liczbie chodzicie na polowania? Jak idą łowy? Ile macie zgromadzonego jedzenia? Gdzie chodzicie na ryby i czy dobrze biorą? Masz gadać wszystko!
Po chwili znów był spokojny i przyjacielski.
-Czyżby już babki i matki nie straszyły dzieci Rzeźnikiem? Tak to taka stara wrona, taka co by w pojedynkę załatwiła taką bandę jaką żeście nas zaatakowali. A o Qhorinie Półrękim słyszałeś? Służyli na Murze w tym samym czasie.
Westford próbował zastosować technikę zdezorientowania przesłuchiwanego. Mieszał pytania istotne z całkowicie pozbawionymi znaczenia. Tyle że przesłuchiwany nie mógł wiedzieć, które są dla niego istotne, a które nie. Mógł się domyślać, ale domyślanie się i kłamanie w odpowiednich momentach powinno być dużo trudniejsze niż kłamanie cały czas. Wymyślenie na poczekaniu i pod presją takiej liczby informacji było z kolei zdaniem Arthura praktycznie nie możliwe.
Gdyby jednak dziki nie chciał współpracować to miał zamiar ponownie go zakneblować, unieruchomić, zdjąć buta i zacząć ostrzem miecza podważać paznokcie u stóp przesłuchiwanego. Mógłby użyć noża, ale nie chciało mu się go szukać, zresztą miecz jako większy wydawał się straszniejszy.
Gdyby to nie pomogło zaczął wyrywać dzikiemu podważone już paznokcie. Nie miał co prawda odpowiednich szczypiec, ale z jego siłą palce powinny je z powodzeniem zastąpić.
I tak oczywiście do skutku lub wyczerpania się paznokci.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Kwi 13, 2018 6:18 pm

Kolejny jeniec Deonte okazał się być mądry i ani nie dał się zastraszyć, ani nie uwierzył w jego bajeczki. Waters powinien na przyszłość poćwiczyć mówienie kłamstw. Dziki spojrzał na zwiadowcę i ryknął:
- Ha, współpracować z Wroną? Mogę Ci co najwyżej wyruchać matkę! - i splunął w kierunku jego twarzy, minimalnie chybiając.

Arthur też nie miał łatwej przeprawy. Dziki odpowiadał wymijająco i nie chciał zbyt wiele zdradzić. Zaczął jednak mówić od prawdy, którą i Arthur powinien znać... :
- No tak, ktoś nas zaatakował, nie słyszałeś? - spytał zdziwiony pierwszym pytaniem. - Chyba dobry, wybili z dziesięciu naszych i zwiali. Grupy? We wszystkich, przecież szukanie uciekinierów w jednym tylko kierunku mija się z celem. No każdą dowodzi jakiś Dziki, co Ty kurwa myślisz, że ja wszystkich znam? Na pewno Thorolf Okrutnik i Grogvar "Ruda Pała". A, i jeszcze Varald Wronojad. - na pytanie o największego wodza wyraźnie przełknął ślinę i powiedział: - Tormar Wronobójca. Obóz ma nad Antlers. Nic więcej nie wiem. Nie zdradzał nikomu swoich planów. Chce iść na Mur, jak zjednoczy klany. - pytania o błahe rzeczy zdezorientowały go, więc i trudniej było mu kłamać: - Połowy? Gdzie? W skutej lodem Mlecznej Wodzie? Łowy dobrze, każdy samemu sobie musi jednak polować. A trochę jedzenia mamy. A o Rzeźniku żadnym nie słyszałem, Qhorinie też nie.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Sob Kwi 14, 2018 5:09 pm

-Ja tu zadaje pytania! - warknął na dzikiego, gdy ten spytał czy nie słyszał o ataku na Pięści. Liczba zabitych mu się jednak nie podobała, wydawało mu się, że padło ich więcej. No, ale może część była tylko ranna?
Reszta informacji nawet mu się podbała. Kolejny dziki potwierdzał, że jakiś śmieszny człowieczek o przydomku "wronobójca" jednoczy dzikich i chce uderzyć na Mur.
-Zabijać to ta pierdoła sobie może takie wrony co to za kradzież, albo gwałt trafiły na Mur. Chciałbym zobaczyć jak mnie próbuje cwaniak ubić, na pewno bym go zatłukł. Ehh gdyby tak był zemną mój ojciec i dziadek, we trzech byśmy rozpędzili tych wszystkich dzikich. - Zaczął sobie przypominać ojca z którym wygrał ledwie kilka razy w życiu dzięki szczęściu i dziadka, którego ledwo pamiętał. Jak dobry musiał być skoro mimo tak podeszłego wieku ojcu nie udało się go pokonać ani razu?
Wysłuchał dzikiego, po czym go zakneblował ponownie.
-Nie odpowiedziałeś na moje wszystkie pytania - mówił spokojnie - rozumiem, było ich dużo, ale na drugi raz musisz słuchać uważniej. Pytałem czy ten Brogg jest dobry w mieczu, a ty mi nie odpowiedziałeś. Muszę cię więc za to ukarać.
To powiedziawszy poszedł do dzikiego, złapał go za mały palec lewej ręki i szybkim ruchem mu go złamał wyginając tak kropnie, że aż sam się wzdrygnął. Nie lubił robić takich rzeczy, ale jak mawiał dziadek "Nie ja wojnę wymyśliłem, ja tylko próbuje ją wygrać". Poczekał aż zakneblowany dziki się wykrzyczy po czym kontynuował przesłuchanie chodząc wkoło niego.
-Po drugie, miałeś mi powiedzieć co robiliście na tej Pięści! Skoro nie znasz wszystkich dzikich jacy tam byli to znaczy, że należycie do różnych klanów. Po co się tam zebraliście w takiej ilości?! - szedł już by złamać dzikiemu drugi palec, gdy zobaczył jak Deonte przesłuchuje swojego dzikiego. Z racji odległości nie widział czy splunięcie dzikiego dotarło do celu, nie słyszał też co mówili, zwłaszcza że sam w tym czasie mówił do dzikiego, ale sama sytuacja tak go rozbawiła, że prychnął krótkim, ale intensywnym śmiechem.
-Alester miał racje dziwiąc się, że tym amatorom Mur jeszcze na łeb się nie spadł. Gdyby mnie tu nie było to dzicy by ich powybijali, a jakby się nawet jakimś cudem uratowali to by i tak nikogo nie potrafili przesłuchać - Myślał o tym wszystkim z żalem. W opowieściach Nocna Straż była czymś wspaniałym, tutaj widział zwykłych przeciętniaków.
-Jak będziesz miał okazje, podziękuj temu którego przesłuchuje mój towarzysz - wskazał na Deontego - rozbawił mnie i uratował ci resztę paluchów. A teraz się skup i odpowiadaj na WSZYSTKIE pytania. Tylko nie kłam, bo się zdenerwuje! - to powiedziawszy zdjął knebel dzikiemu. - Ja szybko pytam ty szybko odpowiadasz, jak będzie za wolno, albo zobaczę, że się wahasz z odpowiedzią to pozrywam ci paznokcie. Zaczynamy. Czy ten Brogg jest dobrym wojownikiem? Po co zebraliście się na Pięści? W jakiej odległości od was były inne najbliższe grupy? Kiedy najszybciej mogliby tu dotrzeć? Wszystkie grupy mają wilki? Są w tych grupach kobiety? Ładne? Gdzie są inne kobiety i czy są ładne? Możesz się ograniczyć do okolic Pięści i ziemi między Pięścią a Murem. Gromadzicie oprócz żywności jeszcze coś innego? Skóry? Futra? Kły? Kosztowności? Macie w Hardhome jakieś statki? Ile i jakie? Ilu ten Tormar już zgromadził? Na pewno jest nad Antlers? Mów prawdę jeśli nie chcesz cierpieć! Z kim handlujecie? Ktoś wam coś przemyca przez Mur? A może macie jakieś dostawy statkami? Ilu dzikich przebywa nad Mleczną Wodą i co tam robią? Ilu jest w Wąwozie Pisków i co tam robią? Ilu jest na Mroźnych Kłach i co tam robią? Ilu jest w Hardhome i co tam robią?
Szybkie pytanie i szybką odpowiedź też uważał za dobrą metodę. Kłamca musi mieć czas, żeby wymyślić kłamstwo zwłaszcza dobre, a pod presją bólu mogą to robić tylko najlepsi. Tak przynajmniej twierdzili ludzie zajmujący się przesłuchaniem zawodowo i Arthur choć niechętnie miał zamiar to sprawdzić.
Uważnie przyglądał się dzikiemu próbując dostrzec na jego twarzy i w tonie głosu kiedy się zawahał lub skłamał.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Kwi 16, 2018 7:36 pm

Dziki jęknął z bólu, gdy Arthur wyłamał mu palca. Nie było to łatwe zadanie, Dziki miał mocne kości. W końcu jednak się udało, także pomimo intensywnych prób wyrwania się z tego Dzikiego. Gdy jednak przyszło co do czego, zacisnął zęby i nie krzyknął ani słowem. Słowa o jego koledze przemilczał. Spojrzał tylko na swoje palce, potem na Westforda i nie powiedział nic więcej. Zaraz też, starając się zdawać wrażenie opanowanego (co jednak nie do końca się udawało ze względu na wciąż obecny mocny ból w palcu), zaczął odpowiadać:
- Jest dobrym, za słabym nikt by nie poszedł. Bo przysłał nas Tormar. Wszystkie nasze "patrole" są pewnie w odległości do parunastu mil od Pięści. Pewnie w ciągu jednego-dwóch dni, jeżeli mieliby powód. Nie wszystkie grupy mają wilki. Są. Niektóre. Pewnie i są gdzie indziej ładne, w innych grupach i na pewno w Chacie Crastera. Wszystko to gromadzimy. Nie, nie mamy tam żadnych statków, poza paroma statkami rybackimi. Jak ostatnio tam byłem, miał może z cztery - pięć tysięcy Wolnych Ludzi, nie licząc tych na Pięści. Tak, na pewno. Z nikim nie handlujecie. Z wymienionych miejsc jest tylko z tysiąc Dzikich w Hardhome, w pozostałych miejscach nie mamy żadnych większych grup. - odetchnął, kończąc odpowiadania. Arthur mógł w czasie całej wypowiedzi nie zauważyć niczego podejrzanego, zdawał się mówić prawdę.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Wto Kwi 17, 2018 10:59 am

Wyłamanie palca mimo nadludzkiej siły Arthura nie poszło łatwo. Widać dzicy są twardsi niż panienki w Essos. Nic w tym w sumie dziwnego, dziadek zawsze powtarzał, że mróz utwardza wszystkich.
Zaniepokoiło go nieco, że dziki nie jęczał. Było to bardzo podejrzane, zwłaszcza że później bardzo ładnie odpowiedział na pytania.
Po przesłuchaniu dzikiego ponownie go zakneblował i zaczął chodzić tak, żeby przesłuchiwany nie widział jego twarzy. Cały czas miał wątpliwości.
-Robiłem wszystko tak jak trzeba, chyba - pomyślał - naśladowałem tych którzy przesłuchiwać umieją i dziki gadał. To chyba dobrze. Tylko skąd tamci wiedzieli, że przesłuchiwany nie kłamie? Nie mogę przecież go męczyć dalej, bo zacznie gadać cokolwiek bylebym przestał. Ehh chyba przesłuchiwać może każdy, ale odczytywanie czy ktoś kłamie to taka sama umiejętność jak przemawianie do tłumu. Wydaje mi się, że dziki mówił prawdę... Tylko jak mogę mieć pewność? Niby to logiczne, że ten cały Tormar jest nad Antlers. Co miałby robić w Wąwozie Pisków? Tam nie wyżywi armii. Antlers pasuje. Do tego jeśli gromadzą futra, kły i kosztowności to mogą chcieć z kimś handlować, a handlować mogą tylko morzem. Tak! dziki musi mówić prawdę. Jeśli dogadali się z jakimiś przemytnikami i dostaną dobrą stal za swoje futra, kły i kosztowności to będziemy mieli problem. Trzeba poinformować Lorda Dowódcę, żeby pilnował morza. Przemytnicy to cwane kurwy, zawsze znajdą sposób na zarobek i handlować będą z każdym. Nie mam pojęcia jak ich powstrzyma, ale to już nie mój problem. Teraz trzeba tylko zweryfikować te zeznania. Trzeba przesłuchać w taki sam sposób resztę. Jeśli będą jakieś rozbieżności, to przynajmniej będę wiedział, że KTOŚ kłamie, nawet jeśli nie będę wiedział kto. Jedno już za to wiem na pewno, nie wlezę do tego wąwozu za żadne skarby, nie z dzikimi za plecami i bez pewności co przede mną. Taki wąwóz to dobry, żeby 300 świetnych wojowników go blokowało. Tak by można całą armię trzymać na sobie. Ale pchać się tam garstką? Co to to nie.
Skończywszy rozmyślania wziął dzikiego i zaprowadził w takie miejsce, żeby nie mógł się komunikować z pozostałymi dzikimi.
-Pilnujcie go i niech ktoś mu naprawi palec - zwrócił się do Braci z Nocnej Straży.
Następnie wziął kolejnego dzikiego i odprowadził tak, żeby nie słyszeli ich inni dzicy.
-Będziesz odpowiadał od razu czy mam Ci coś złamać?
Jeśli dziki wyraził chęć współpracy to zaczął zadawać pytania, jeśli nie to zakneblował i łamał palce aż dziki chciał współpracować.
-Ja szybko pytam ty szybko odpowiadasz, jak będzie za wolno, albo zobaczę, że się wahasz z odpowiedzią to pozrywam ci paznokcie. Zaczynamy. Czy Brogg "Wilczy Kieł" jest dobrym wojownikiem? Po co Tormar wysłał Was na Pięść? Ile podobnych do waszej grup nas szuka? W jakiej odległości od was były inne najbliższe grupy? Kiedy najszybciej mogliby tu dotrzeć? Wszystkie grupy mają wilki? Są w tych grupach kobiety? Ładne? Gdzie są inne kobiety i czy są ładne? Możesz się ograniczyć do okolic Pięści i ziemi między Pięścią a Murem. Gromadzicie oprócz żywności jeszcze coś innego? Skóry? Futra? Kły? Kosztowności? Macie w Hardhome jakieś statki? Ile i jakie? Ilu Tormar dzikich już zgromadził? Gdzie jest ten Tormar? Mów prawdę jeśli nie chcesz cierpieć! Z kim handlujecie? Ktoś wam coś przemyca przez Mur? A może macie jakieś dostawy statkami? Ilu dzikich przebywa nad Mleczną Wodą i co tam robią? Ilu jest w Wąwozie Pisków i co tam robią? Ilu jest na Mroźnych Kłach i co tam robią? Ilu jest w Hardhome i co tam robią?
Pytania te same co z poprzednim dziki, tylko z niewielką modyfikacją. Znów starał się wypatrzeć czy dziki kłamie czy nie. Przede wszystkim szukał rozbieżności między tymi odpowiedziami, a poprzednimi.
Jeśli przesłuchanie się powiodło to w ten sam sposób spróbował przesłuchać resztę dzikich.
O ile Deaonte skończył ze swoim i nie zabił go.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Kwi 18, 2018 9:58 am

Kolejny Dziki, niestety, nie był tak chętny do mówienia. Co prawda łamane palce zmiękczyły by wielu ludzi ale za Murem nie było słabych ludzi. A nawet jeżeli byli, to martwi. Dziki na pierwsze pytanie odpowiedział lakonicznie:
- Spieprzaj.
Potem wrażenia na nim łamanie palców nie zrobiło. Nie miał zamiaru niczego, ale to naprawdę niczego, powiedzieć. Trochę jęczał i próbował się wyrywać, gdy jego kolejne palce przestawały być zdane do użytku. Gdy jednak Westford zadawał pytania, naciskał zęby i nie odzywał się ni słowem. Może jedynie czasem mruknął coś pod nosem, chociaż raczej to były przekleństwa skierowane pod adresem Wron. Nie miał najmniejszego zamiaru zdradzać towarzyszy.
Kolejny, i ostatni zarazem, Dziki był bardziej chętny do rozmowy. Początkowo także nie chciał nic mówić, szybko jednak zmiękł:
- No pewnie, jak wszyscy Dzicy. Nie wiem, chyba jak jest dużo osób w jednym miejscu to nie starcza zwierzyny. Z tuzin. Krążą wokół Pięści, nie wiem gdzie dokładnie. Do dwóch dni maksymalnie. Nie. Są Dzikie, oczywiście. Niektóre faktycznie ładne, ale to rzadkość. Raczej są gdzie indziej ładne, w innych grupach i na pewno w Chacie Crastera. Wszystko to gromadzimy. Nie mamy żadnych statków w Hardhome. Jest nas już z dziesięć tysięcy zjednoczonych. Wronobójca jest nad Antlers. Handlujemy z piratami, przywożą nam broń za futra i kły zwierząt. Z wymienionych miejsc jest tylko z grupka Dzikich w Hardhome, ale nie wiem ile. W pozostałych miejscach nie mamy żadnych większych grup, a przynajmniej ja o tym nie wiem. - jęknął, licząc po cichu, że to koniec jego męczarni i Wrona da mu spokój.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Sro Kwi 18, 2018 4:15 pm

Drugi dziki zyskał szacunek Westforda. Mimo połamania wszystkich paluchów nie pisnął ani słowa. Trzeba mieć ogromy hart ducha, żeby nie pisnąć nic, ci którzy nie chcą wydawać swoich próbują kłamać, albo gadać cokolwiek, choćby nie na temat, mając nadzieję że kat przestanie zadawać ból. Ten skubaniec znosił spokojnie swój ból.
Nie pozostało nic innego jak odstawić dzikiego tak żeby nie mógł komunikować się z pierwszym i wziąć trzeciego.
Ten na szczęście był rozmowny, niestety niektóre szczegóły nie pasowały do zeznań poprzednika...
Arthur odstawił dzikiego tak, żeby nie mógł komunikować się z innymi i zaczął wędrować rozmyślając. Oczywiście polecił innym Zwiadowcom, by mieli oko na przesłuchiwanych.
-Pomyślmy... co do części są zgodni. Nie zgadza się tylko to, ile jest już zjednoczonych dzikich i czy handlują z piratami. A, no i ten ostatni twierdził, że statków w Hardhome nie ma... hmmm Do tego to wysłanie kilkuset ludzi na Pięść bo brakuje żywności jakieś dziwne. Czemu akurat tutaj? Nie lepiej gdzieś dalej od Muru? Z drugiej strony Pięść nie jest tak zaraz przy Murze, a kilka setek dzikich to nie byle co, zwykły zwiad ich nie zabije... Tylko to wszystko brzmi jakoś za bardzo tak jak to co chciałem usłyszeć. Myślałem o tym jak ten Tromar żywi armię, a ten mi mówi że jest z tym problem. Myślałem o przemytnikach i ten mi mówi o piratach... Z drugiej strony myślałem o tym, bo to logiczne, czy jest więc powód żeby się dziwić? Dziwniejsze by było gdyby ten ich wódz postępował nielogicznie... Hmmm a może było tak, dzicy byli w Hardhome i nad Antlers o różnych porach. Ten co był wcześniej wie o statkach rybackich nie wie o piratach. Jego informacje o liczebności dzikich też są starsze. Ten drugi ma świeższe informacje, dzikich jest więcej, handlują już z piratami, a statków pewnie nie ma, bo ten Tormar oddał je piratom jako zapłatę, albo żeby szybciej zwozili uzbrojenie... Ma to sens, ale muszę się upewnić, a do tego muszę zrobić coś okropnego. Coś co sprawi, że będą woleli wydać choćby własne matki pod mój miecz...
Chodził jeszcze chwile rozmyślając i próbując zebrać w sobie nienawiść do dzikich. Nie było to łatwe, wszak żaden nic mu złego nie zrobił. Pokiereszowali Patreka, ale żył a nie pierwszy raz oberwał. Zaczął więc sobie przypominać opowieści dziadka. Wszystko było jednak nie dość okropne.
W końcu jednak znalazł, odpowiedź była jak zwykle najbliżej, wtedy kiedy dziadek zdobył przydomek Rzeźnik. Przez zdradę jednego ze swoich trafił do niewoli dzikich, a ci dali mu do jedzenia mięso z jednego z jego towarzyszy... Nigdy tej opowieści nie słyszał bezpośrednio od dziadka, przekazał ją ojciec, więc nie wiedział czy czy dziadek jadł to mięso czy też nie. Podejrzewał jednak że jadł, dlatego tak się wkurwił, że po uciecze z niewoli i odkryciu co mu serwowano wyrżnął w pojedynkę całą wioskę, zyskując swój przydomek.
-Jakim trzeba być zwyrodnialcem, żeby jeńcowi dać do jedzenia jego towarzysza? Dzicy to robactwo, robactwo które trzeba wyplenić! - pomyślał wreszcie zyskał motywacje, by zrobić to co konieczne. Zaraz pojawiła się myśl, że przecież nie wszyscy dzicy to tacy zwyrodnialcy, ale szybko ją odrzucił.
Kazał przyprowadzić wszystkich 3 dzikich, oczywiście zakneblowanych, w międzyczasie samemu przynosząc nóż, którego będzie być może potrzebował.
-Mam wątpliwości co do zeznań jednego z was. Którego nie powiem, bo to nieistotne. Istotne jest to, że prędzej czy później dowiem się prawdy, a wtedy surowo ukarze kłamcę. Jak? Sam jestem mężczyzną i wiem co dla każdego jest najcenniejsze. Jego jaja. Wezmę więc i je wyrwę, z korzeniami. Wiedzieliście, że jaja mają korzenie? Nie? No to będzie okazja zobaczyć. Nie macie co liczyć, że nim się dowiem prawdy to zginę, bo po pierwsze żaden z was dzikusów nie jest dość dobry by mnie zabić, chyba fartem albo całą zgrają, a po drugie nawet jak zginę to jaja wam wyrwie jeden z moich braci, albo ktoś inny z Nocnej Straży. Ktoś chciałby wprowadzić korektę do swoich zeznań? W tej chwili nie otrzyma żadnej kary.
Jeśli któryś chciał coś dodać, znów rozdzielił dzikich i zabrał chętnego do rozmowy kawałek dalej tak żeby nikt ich nie słyszał i przesłuchał, a potem wrócił.
Jeśli żaden nie chciał nic dodać to od razu przeszedł do drugiej sprawy.
-Sprawa druga - zwrócił się do "swoich dzikich" wskazując na togo który nie chciał nic mówić - ten tutaj nie chce gadać. Jak możecie się domyślać nie jestem z tego powodu zadowolony. Spotka go więc surowa kara, poza tą którą już otrzymał - wskazał na połamane palce dzikusa. - Wyrwę mu jaja, więc będziecie mieli okazję zobaczyć korzenie o których wspominałem. Chyba, że Pan nieposłuszny zechce mi jednak wszystko wyjawić? Możesz kiwnąć głową, jeśli chcesz zeznawać.
Jeśli chciał zeznawać to Arthur znów rozdzielił dzikich i zadał mu takie pytania jak poprzednikowi.
Jeśli nie chciał gadać, to zawołał Alestera by przytrzymał dzikusa, zdjął mu spodnie, chwycił za jądra i powoli zaczął je wyrywać.
Jeśli jakimś cudem mimo ogromnej siły Westforda nie chciałyby się urwać, to podciął woreczek nożem żeby łatwiej poszło.
O ile trzeba było dzikiemu wyrwać jądra to po skończonym zabiegu znów zwrócił się do pozostałej dwójki.
-Widzieliście co was czeka. Czy ktoś chce sprostować zeznania? Podpowiem, że sprostowanie na błędne bardzo wam zaszkodzi.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Czw Kwi 19, 2018 5:53 pm

Deonte westchnął gdy okazało się że i ten dziki nie zamierza pisnąć ani słowa, nie chcąc odchodzić bez żadnych owoców przesłuchania, Waters wyciągnął z pochwy sztylet. Pokręcił niw w powietrzu, opierając ostrze na palcu i obejrzał sobie klingę.
- W takim razie inaczej się do tego zabierzemy chłopcze. - powiedział. - Ten sztylet w Czarnym Zamku nazywa się Uśmiechniętym Jackiem. Wiesz czemu? - zapytał, lecz nie czekał na odpowiedź i rozciął mu policzki w uśmiech, uważają jednak na to żeby więzień nie zakrztusił się krwią. - Ale moi bracia znają tylko jedno imię, a powiem Ci że jest ich o wiele więcej. Na przykład Golibroda. - I tym razem od razu przeszedł do działania, próbując zdjąć mu skalp z głowy, jednak przestał w momencie dojścia do czubka głowy. - Ale najdumniejszym imieniem jest Lisek. - powiedział i odciął mu paski które trzymały jego spodnie. - Bo dobiera się do kurnika. - powiedział poważnym tonem i przystawił mu ostrze do jąder. Ciągle czekał aż zacznie gadać.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Kwi 21, 2018 7:11 pm

Kiedy Westford wyjawił Dzikim, że jeden z nich kłamał, jeden wydawał się szczególnie zdenerwowany. Ten, którego przesłuchiwał jako pierwszego. Zdawać by się mogło nawet, że westchnął. Na pewno jednak pocił się bardzie obwicie niż inni, no i się trząsł. Gdy Arthur skończył im wizualizować co się stanie, jeżeli nie zacznie mówić, ten zgłosił się, chcąc widocznie sprostować kilka spraw. Brat Nocnej Straży odciągnął go na bok i, gdy Dziki mógł mówić, zaczął tłumaczyć:
- Przyznaję się, nie powiedziałem wszystkiego! - na pół powiedział, na pół pisnął. - Dostajemy broń od piratów i przemytników, z którymi handlujemy. A ludzi jest więcej, niż parę tysięcy. Z dziesięć, może trochę więcej!

Tymczasem Deonte wciąż próbował przełamać ducha Dzikiego. Ten bardzo dobrze zrozumiał przesłanie, które Waters chciał mu przesłać. Przełknął ślinę i przez chwilę zaczął się wahać. W końcu jednak podjął decyzję i przekazał wymowne:
- Spieprzaj.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1555
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Kwi 22, 2018 12:36 pm

Niestety dziki, który nie chciał gadać postanowił nie gadać do końca. Arthur nie miał więc wyboru i wyrwał mu jądra. Najwyraźniej widok okrwawionych nasieniowodów (nazywanych przez Westforda "korzeniami" z racji braku wiedzy medycznej) był motywujący dla jedynki. Dziki postanowił wyznać prawdę. Teraz zeznania się zgadzały i Arthur był ich pewien.
-Nie bój się, powiedziałem że jak teraz powiesz prawdę to nie będzie żadnej kary, a ja jestem człowiekiem honoru. - powiedział i zdał sobie sprawę, że to jakoś cholernie nie współgra z wyrwanymi jądrami leżącymi obecnie w śniegu. Zrobiło mu się niedobrze.
-Weźcie dzikich, opatrzcie i najważniejsze pilnujcie żeby się ze sobą w żaden sposób NIE KOMUNIKOWALI, aha i uprzątnijcie tą krew - zwrócił się do Zwiadowców i wskazał na wykastrowanego dzikiego - ja potrzebuje chwili przerwy - dodał dając znak Alesterowi by przypilnował wszystkiego.
Sam usiadł i zaczął ciężko oddychać. Teraz gdy adrenalina opadła było mu niedobrze. Pozbawił jąder dzielnego człowieka, który nie chciał wydać swoich... Czuł się brudny, obrzydliwie brudny, tak bardzo że miał ochotę wskoczyć do rzeki by spróbować się obmyć. Ale rzeka była zamarznięta, a do tego wiedział, że woda na ten brud nie pomoże.
Po chwili jednak przekonał sam siebie, że zrobił to co było konieczne. Teraz miał pewność, że dzicy handlują z jakimiś piratami, do tego było ich ponad 10 tysięcy, cała armia i ciągle się zbierali. Zatrzymanie dostaw stali mogło być tym co zdecyduje o losach Muru, ba całej Północy, a więc i Westeros.
Wstał powoli, westchnął i ruszył w kierunku Deontego.
Jeśli do tego czasu Waters skończył ze swoim dzikim to dobrze, jeśli nie to i tak odciągnął go na bok, żeby nikt ich nie słyszał, siłą jeśli trzeba, to po prostu nie mogło czekać.
-Mam informacje najwyższej wagi. Dzikich jest już ponad 10 tysięcy i z pewnością dalej się zbierają. Do tego handlują z piratami, którzy za futra, skóry, kły i kosztowności dają im broń. Dzicy potrafią zabijać Nocną Straż kościanymi toporkami ubrani w skóry. Pomyśl co się stanie jeśli będą mieli prawdziwe topory i miecze, a do tego ciężkie zbroje. Kto im da radę? Ilu na Murze jest prawdziwych wojowników? Za mało! - odpowiedział sam, bo było to pytanie retoryczne - Lord Dowódca musi o tym natychmiast się dowiedzieć. Musimy ZA WSZELKĄ CENĘ zatrzymać dostawy dla dzikich! Jestem pewien tej informacji, dwóch niezależnie od siebie to zeznało - uprzedził ewentualne pytanie. - Kiedy i gdzie będzie kolejna dostawa nie pytałem, bo to może nas tylko wprowadzić w błąd. Brak informacji jest lepszy niż zła informacja. Logiczne jest, że dostawy są albo do Hardhome, albo do ujścia Antlers gdzie Tormar ma obóz. A czas dostawy ustalić trudno, wiatr, nieprzewidziane trudności itd. Zresztą ten Tormar idiotą być nie może i nie rozgadał wszystkim dzikim kiedy przypłyną piraci. Nie mówiąc już o samych przemytnikach, którzy są z pewnością kuci na cztery nogi i pilnują takich informacji. Samego przybycia się ukryć nie da, ale czas kolejnego już tak. Trzeba ich wytropić i zabić, wykorzystać statki z Północy jeśli Starkowie jakieś mają.
Dał Watersowi chwilę by ten przetrawił wszystkie informacje po czym dodał.
-Przebierać się i leźć do obozu dzikich nie ma sensu. Zwłaszcza teraz kiedy mamy takie informacje. W ten Wąwóz nie ma co się pchać bo Tormar jest nad Antlers, a u wejścia do Wąwozu Pisków z pewnością grasują patrole dzikich, które nas szukają. Nawet jak tam wleziemy to już nie wyleziemy, a ja wolę żyć i bronic Muru przed tą hordą. Widzę 2 wyjścia, albo wszyscy wracamy na Mur, żeby poinformować o tym wszystkim Lorda Dowódcę, albo wraca część i dodatkowo prosi o takie posiłki, żeby wybić dzikich na pięści. My zostajemy w 6 i polujemy na patrole dzikich. W dzień śpimy, wieczorem szukamy śladów, w nocy spadamy na dzikusów jak sokół na kuropatwy i wyrzynamy śpiących. Znajdziemy ich bo mamy najlepszego tropiciela. JEGO - tu wskazał na wilczka Watersa o ile był w pobliżu - ten twój zwierzak powinien wyczuć dzikich z kilku mil o ile zrozumie, że ma to zrobić. Nas wilki dzikich nie powinny wyczuć, jeśli założymy ciuchy dzikich. Znaczy powinny czuć dzikich. 3 zmiany wart, warty podwójne, muszą być podwójne bo jeden może zasnąć, a 2 na raz to prawie niemożliwe. Takie widzę możliwości, decyduj co robimy - zakończył.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Arthur przejął dowodzenie, ale to nie było jego zamiarem. Miał informacje, to je przekazał dorzucając swoje wnioski. Dorzucił też opcje jakie widział, skoro ta wyprawa miała też na celu ocenę jego przydatności jako zwiadowcy. Decyzja jednak należała do Watersa.
Niemniej Westford postanowił już w duchu, że jeśli rozkaz będzie jakiś głupi to po prostu wróci z rannymi na Mur. Jeśli zostanie oskarżony o niewypełnienie rozkazu to zawsze może się prosto wytłumaczyć. Prawowity dowódca nie żyje, więc Waters oficjalnie nim nie jest. Do tego informacja jaką ma jest niezwykle istotna, a Lord Dowódca może mieć do niego pytania skoro to on uzyskał tą informacje.
W ostateczności w jaki sposób ktokolwiek mógłby go powstrzymać przed zrobieniem tego co chciał? Siłą? Silniejszych tu nie widział...
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Wto Kwi 24, 2018 6:13 pm

Wyglądało na to że trafił kolejny raz na twardego człowieka, zrobił mu to co obiecał, a gdy stękał z bólu postanowił okazać mu łaskę i zakończył jego cierpienie ciosem sztyletu w oko. Schował ostrze do pochwy i oczyścił dłonie z krwi. Z braku sukcesów, postanowił odejść odpocząć na jakiś czas, usiadł na kamieniu i zaczął spożywać część prowiantu przygotowanego wcześniej do drogi. W miedzy czasie oglądał jak szło Arthurowi, chyba lepiej, bo jego dziki więcej kłapał ozorem. Już po kilkunastu minutach, miało się też okazać że Westford wydobył z obydwu dzikich bardzo podobne informacje, a to oznaczało że zostały potwierdzone.
- No no piraci. - powtórzył i pokręcił głową. - Ten Tormar to musi mieć łeb jak kram. - oznajmił i spojrzał na dzikich którzy byli opatrywani z "rozkazu" Arthura. - Marnotrawstwo zapasów. - powiedział do siebie. - Zabijcie ich jak najmniej bolesną śmiercią! - krzyknął do tych paru braci którzy zajmowali się dzikimi. - Nie będą nam przydatni. - dodał i wgryzł się w jabłko, po czym zaczął powoli przeżuwać i dalej wsłuchiwał się w Wielki Monolog Arthura. Tak się złożyło że gdy tylko Westford skończył mówić, Deonte skończył jeść jabłko. Schował ogryzek do torby, nie chcąc dawać znaków swej obecności w okolicy i powiedział, próbując uprzednio wydłubać kawałek jabłka z dziury w zębie. - Ten mój pies ma imię jak Ja czy Ty. Renifer. I w sumie wracamy do domu, mamy informacje, rannych i brak możliwości zdziałania więcej. Najbardziej rozsądnie będzie teraz zawrócić! - krzyknął do reszty swoich braci Waters, chcąc dać im znać o tym co zarządził.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach