Las II

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down

Las II

Pisanie  Deonte Waters on Nie Sty 14, 2018 7:56 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down


Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Kwi 24, 2018 8:09 pm

Wydawało się, że wszyscy zgodnie wrócą sobie z informacjami do Czarnego Zamku, przekażą to Stannisowi i zostaną bohaterami... Nic bardziej mylnego! Gdzieś znad rzeki rozległ się czyjś dźwięczny głos:
- A dlaczego to Ty masz niby dowodzić? -
Zaraz też zbliżyli się do nich dwaj zwiadowcy, wszyscy raczej ci z doświadczonych weteranów. Pierwszym był Blane z Wieży Cieni, który już trzydzieści lat temu doradzał Lordowi Dowódcy Mormontowi. Drugim był Todder, zwany potocznie Toadem.
- To nie działa na zasadzie zaklepywania. Nic dotąd nie powiedzieliśmy, bo w czasie walki nie było czasu na spory.
- Ale teraz jest, dopóki nic nam nie zagraża, a musimy obrać dalszy kierunek misji. Nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, wbrew temu co twierdzicie. Dwóch Dzikich wyznało Wam o dziesiątce tysięcy Dzikich handlujących z piratami. Ale jak bardzo są przygotowani? Czy są jeszcze inne obozy? Kiedy i dokąd ruszą? To nie jest takie proste... - wyjaśnił.
- Wypadałoby też jakoś uhonorować zmarłego dowódcę... - Toad wskazał palcem na truchło.
- Ktoś musi zawiadomić Mur, faktycznie. Ale pozostali ruszamy dalej.
Pozostali dwaj zwiadowcy patrzyli na reakcję Watersa, nie będąc pewnym kogo słuchać.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Wto Kwi 24, 2018 9:08 pm

Waters przez całą rozmowę jadł jabłko co bardzo irytowało Westforda, chwilę temu było mu bardzo nie dobrze, a tu ktoś sobie gryzł i przeżuwał... Przez chwilę wyobraził sobie jak Deonte przeżuwa wyrwane jądra dzikiego i mało nie zwymiotował.
-Może dowódca chciałby ich sam przesłuchać na zamku czy coś? Warto ich zabijać? - zwrócił się do Watera, nie lubił postępować niehonorowo i choć na wojnie było to nieuniknione, to wolał nie mordować bezbronnych jeńców, jeśli nie było to absolutnie konieczne.
-Niech będzie i renifer, może być nawet Balerion o ile się nam przyda. - skwitował stwierdzenie o wilku - nie jest może duży, ale jak mawiał mój dziadek "nie ważne jak duży jest pies bojowy, ważne jest ile jest bojowości w psie!"
Decyzja o powrocie mu się spodobała i był już gotów się zbierać. Tymczasem jacyś goście postanowili się wtrącić. Z jednej strony mieli racje, czemu to akurat Waters miał dowodzić? Z drugiej po pierwsze walczył lepiej niż inni "niby zwiadowcy", po drugie podjął rozsądną decyzję. Wiadomo co odwali ktoś inny? Wkurzało go, że Straż nie ma jasnego łańcucha dowodzenia, powinny być normalne rangi, a tutaj niby każdy zwiadowca sobie równy i potem kłótnie kto ma dowodzić.
Nie miał jednak zamiaru stać z boku i się przyglądać jak oni sobie debatują.
-Dowódcę musimy uhonorować, to się zgadam - powiedział spokojnie - co do reszty NIE. Kiedy ruszą i jak są przygotowani to nie są informacje które można zdobyć. Są tak przygotowani, że mają już 10 000 ludzi. Zresztą taka informacja nigdy nie będzie aktualna. Jak ją się nawet zdobędzie z samego obozu wroga to zanim ją dostarczysz na Mur minie miesiąc i dzicy przez ten miesiąc mogą być zupełnie inaczej przygotowani. Nie mówiąc już o czasie i miejscu ataku o którym pewnie nie wie nawet sam Tormar, bo przecież nie wie ile czasu zajmie mu gromadzenie dzikich - byli niby doświadczonymi zwiadowcami, przynajmniej tak wnioskował z ich wieku, a tymczasem jego zdaniem pletli trzy po trzy - Chcecie zdobyć informacje o innych obozach? Doskonale! Zdajecie sobie jednak sprawę, że takich grup jak ta jest więcej i nas szukają? Wygracie następną taką walkę? Nie wydaje mi się, zwłaszcza jak ja razem z Watersem postanowimy wrócić na Mur. To my zabiliśmy najwięcej dzikich ratując Wasze żałosne dupska! Więc niech się każdy z was dobrze zastanowi zanim zacznie coś gadać o tym, że brak mi odwagi do dalszego zwiadu, albo że jestem tylko rekrutem więc mam siedzieć cicho. Jestem tylko rekrutem, ale też najwartościowszym wojownikiem tutaj, o czym świadczy ilość zabijanych przeze mnie dzikich. - Nie krzyczał, ale podniósł nieco głos. Przypominało mu to przywoływanie do porządku swoich braci.
-Sam bym z chęcią kontynuował zwiad, ale teraz nie widzę takiej możliwości. Zasobów na to mieliśmy za mało już 10 minut temu, teraz jak jeszcze będą kłótnie kto ma dowodzić nie mamy na to najmniejszych szans. Pod Pięścią dowódca mnie posłuchał i odnieśliśmy wspaniałe zwycięstwo bez strat. Potem mnie nie posłuchał i zginął, teraz wy decydujcie czy mnie posłuchanie czy nie.
Mówił już spokojnie, był w pełni opanowany, podjął już decyzję.
-Możecie się kłócić do woli, możecie robić co chcecie. JA I ALESTER wracamy na Mur z rannymi. Przekaże Lordowi Dowódcy informacje jakie zdobyłem, dodając że wróciłem na Mur, bo dalszy zwiad był nie możliwy, zwłaszcza że zwiadowcy kłócili się między sobą kto ma dowodzić, a ja nie miałem pewności kogo mam tak naprawdę słuchać. Myślę, że jeśli dowódca jest rozsądny to mnie zrozumie. A jak nie to trudno.
Poczekał jeszcze chwilę co ta "banda amatorów" ustali między sobą. No może poza Watersem. Deonte nawet jeśli był "amatorem" to i tak dużo lepszym niż pozostali no i miał potencjalnie bardzo przydatnego wilka, znaczy "renifera".
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Czw Maj 03, 2018 10:56 am

- Powiem Ci tak, dobrze byłoby ich zabrać ale nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia, poza tym mamy już potwierdzone informacje. Pozostałe grupy najwyżej donio... - i nie skończył mówić bo znad rzeki rozległ się krzyk jakiegoś zwiadowcy. Deonte spojrzał znad Arthura na nich i westchnął na tyle głośno że Westford mógł usłyszeć. Już miał zacząć mówić, ale Arthur zaczął przeprowadzać jeden z tych swoich monologów. Grzecznie poczekał aż skończy i wtedy sam się odezwał.
- Obrałem dowodzenie, bo mam już w tym doświadczenie. Nie raz wyjeżdżałem jako dowódca za Mur i wracaliśmy - zazwyczaj - w całości. - oznajmił, patrząc zmeczonym wzrokiem na tę głupią sytuację. - Mamy już dość informacji, do tego znajdujemy się na zbyt niebezpiecznym terenie, żeby iść dalej w małą grupę. Jeśli nie odpowiada wam moje dowodzenie, możemy zagłosować. Jeśli przegram zrobię to co każe mi nowy dowódca. - przyznał, jeśli nie odpowiadały im rozkazy Watersa, mogli przecież je zmienić w pokojowy sposób. Jeśli wszyscy się zgodzili na głosowanie, Deonte zaczął. - Tak więc, kto jest za mną i powrotem do domu z informacjami które już mamy? - spytał się i obejrzał po najbliższej okolicy.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Maj 04, 2018 7:45 pm

Blane wydawał nawet na rozbawionego słowami Deonte.
- Ha, chłopaczku. Ja już trzydzieści lat temu jeździłem z Lordem Mormontem. I Ty mówisz, że masz doświadczenie? - stary zwiadowca prychnął. Ton Westforda mu się nie podobał, więc odpowiedział jedynie, trochę podnosząc głos: - A więc dezercja? Nie pozwolę Ci rekrucie! - Na pewno były szanse uratować tą wyprawę i przekonać doświadczonych zwiadowców, żeby poszli za nimi. Ale nie odzywając się w taki sposób, w jaki zrobił to Westford. Toad jednak wydawał się bardziej przekonany do propozycji spokojnie jednak odzywającego się Deonte. Westchnął jedynie i stwierdził: - Może faktycznie czas wracać... - zamyślił się. Nie był pewien. Mimo wszystko uważał, że stary Blane ma rację. Kiedy zaś padła propozycja głosowania, wydała mu się sensowna. - Sprawiedliwie. W takim razie ja mimo wszystkopopieram Blane'a. - następnie spojrzał na stojących obok i nie odzywających się zwiadowców. Od nich miało wszystko zależeć. - Ja... ja chyba też. Ma większe doświadczenie i na pewno wie co robi. - drugi wahał się chwilę dłużej, nim w końcu podjął decyzję. - Ja też. Możemy wpierdolić jeszcze kilku Dzikim. - wyglądało więc na to, że Blane wygrał. Od razu spojrzał na nich i zarządził: - Pochować zmarłych. Ruszamy na Wąwóz Pisków. Wszyscy! - spojrzał piorunująco na Arthura.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Pią Maj 04, 2018 10:44 pm

Może można było to wszystko załatwić inaczej, ale Arthur był Arthurem. Szanował ludzi, którzy na to zasłużyli i nie szanował tych którzy jego zdaniem na to nie zasłużyli. Dawał oczywiście wstępnie kredyt szacunku każdemu, zwłaszcza ludziom na wysokich stanowiskach, ale "doświadczony" zwiadowca wyczerpał go proponując ten głupi plan.
Waters zyskał już szacunek, bo podejmował w miarę logiczne decyzję, a do tego umiał zabijać dzikich.
Sytuacja z Blanem była natomiast zupełnie odwrotna. W walce nie brylował, a podjęta przez niego decyzja była zdaniem Westforda kompletną głupotą. Nie miał więc do niego za miedziaka szacunku.
-Nie pozwolisz mi? - spytał zdziwiony do granic możliwości - to zabrzmiało jakbyś chciał mnie do czegoś zmieścić siłą. Serio? Ty mówisz poważnie?! Na placu załatwiłem jednego z waszych najlepszych JEDNYM CIOSEM! Tutaj wycinałem dzikich jak stary kosiarz zboże. A TY MI GROZISZ?! Proszę, powiedz że żartowałeś...
Mówiąc to złapał się za głowę i odszedł parę kroków.
-Taki z ciebie doświadczony zwiadowca? Jakoś w walce nie było tego widać! Ilu ludzi zabiłeś w życiu? Bo ja SETKI, tak jest SETKI, walczyłem w kilku bitwach, dziesiątkach potyczek. Zawsze kładąc kilku, albo nawet kilkunastu. Od 13 roku życia walczyłem jako najemnik i już jako dzieciak zabijałem takich starców ja ty!
Pewnie jeszcze by coś wygarnął "doświadczonemu zwiadowcy", ale Alester wziął go delikatnie na za ramię i odprowadził jeszcze kilka kroków. Chodził jeszcze trochę od czasu do czasu kopiąc jakąś grudkę śniegu. Aż wreszcie nastąpiło głosowanie. Głosowanie, które przegrali. Nawet gdyby się wykłócił, że ma prawo głosu to i tak by nie wygrali.
-Brawo Panowie - zwrócił się do zwiadowców - właśnie dokonaliście najbardziej chujowego wyboru w waszym życiu! Na Pięści to mojego planu posłuchał dowódca, nie "doświadczonego" Blana. To ja zatłukłem najwięcej dzikich i JA RAZEM Z ALESTEREM wyniosłem dwóch rannych. Nie Pan "doświadczony" Blane, który umykał mając w dupie rannych towarzyszy, więc jak ktoś z was zostanie ranny, to nie liczcie, że was też będę ratował. Niech zrobi to Pan "doświadczony" Blane, skoro go tak bardzo lubicie! Podobnie jak przyjdzie wam walczyć z dzikimi, niech wam wasz nowy dowódca pomaga. Ja nie mam zamiaru, poczekam aż poumieracie, zrobimy nowe głosowanie i tym razem postąpimy mądrze.
Wziął głęboki oddech i zrobił długi wydech. W tej chwili naprawdę miał zamiar nikomu nie pomagać, był zły, bardzo zły. Jednak dobrze wiedział, że jak przyjdzie co doczego to postąpi właściwie, no chyba że ciągle będzie zły.
-Masz szczęście, że Kompania E ma zasady. Gdybyś trafił na innych najemników, zamiast na mnie i moich braci, to by cię zabili, wrócili na Mur i wmówili dowódcy, że zatłukli cię dzicy. Ale my nie zabijamy swoich i kapitulujemy tylko na rozkaz.
Już był spokojny, gdy "dowódca" wypalił z tym swoim "wszyscy".
-Jak to wszyscy?! A kto odprowadzi rannych?! Jeśli mój ranny brat nie wróci bezpiecznie na Mur, to wyrwę ci jaja tak jak tamtemu dzikiemu! - wrzasnął, ale po chwili znów się opanował - i tak ich nie potrzebujesz, jesteś stary, a do tego na murze, nie ma kogo chędożyć...
Urwał rozumiejąc, że ta gadka w niczym nie pomoże.
-Mam nadzieję, że chociaż raport wysłany z rannymi będzie uczciwy i Lord dowódca dowie się, że to ja do tej pory odwaliłem większość roboty, zabijając najwięcej dzikich, wydobywając ważne informacje od jeńców i takie tam.
Nowy dowódca wreszcie zyskał jakąś możliwość zdobycia odrobiny szacunku u Arthura. Może na razie się nie wykazał jako wojownik, czy taktyk, ale może chociaż jest uczciwy?
-A teraz chodźmy wreszcie zabić paru dzikusów.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Maj 06, 2018 9:29 am

- Pożałujesz tego, chłopczyku! - ryknął Blane. Był cały czerwony na twarzy i zdecydowanie wściekły. Zdarzało się, że ktoś powiedział jedno słowo za dużo... Arthur rzucił ich o wiele za dużo. Stary zwiadowca miał już zdecydowanie dość nowego rekruta. Ściągnął z ręki rękawicę i rzucił ją pod nogi najemnika. - Jeśli jesteś taki mocny w gębie, to może pokaż to z mieczem w ręce? Walczyłeś z Dzikimi i chyba zabrakło Ci prawdziwego wyzwania! - ryknął, wciąż wściekły czekając na odpowiedź Westforda. Odmówienie w tym momencie byłoby aktem tchórzostwa i Arthur straciłby pewnie szacunek pośród zwiadowców. Gdyby zaś miał walczyć... Blane był doświadczonym wojownikiem i zapewne dobrze władał bronią, więc przeprawa byłaby pewnie cięższa niż z Dzikimi. A ewentualne zabicie zwiadowcy mogłoby zostać... źle odebrane.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Maj 06, 2018 9:28 pm

Westford już miał zamiar iść do tego głupiego wąwozu, mimo że uważał ten pomysł za zwyczajnie debilny, ale dziadek postanowił się bić.
-Chłopczyku? - Arthur spojrzał na swoją pierś dwa razy szerszą niż przeciętnego mężczyzny i roześmiał się.
-Z jednej strony masz jaja dziadku, żeby mnie wyzywać na pojedynek. Z drugiej strony strasznie mnie to wkurwia, bo jak przyszło do walki z dzikimi to musieliśmy większość roboty odwalić z Watersem, no i Alesterem - dodał zerkając na przyjaciela - do lania dzikich się nie rwałeś, a teraz ze swoimi chcesz się bić? Dla mnie to nie ma sensu. Tyle, że chcesz nas wpieprzyć w ten wąwóz, a tam wszyscy zginiemy z pewnością. Muszę więc wszystkich uratować i dlatego będę walczył. Postaram się jednak cię nie zabijać. Bądź co bądź swoich się nie zabija. Przyjmuje twoje wyzwanie! Panowie! - zwrócił się do zebranych - wszyscy jesteście świadkami, że to ja zostałem wyzwany. Powiedziałem kilka słów za dużo, przyznaje. Ale nie powiedziałem nic co byłoby kłamstwem. Najpierw odwalam najwięcej roboty, razem z Watersem, a jak już brudna robota odwalona to sobie ktoś przychodzi i się rządzi. Chyba każdy by się wkurzył! W każdym razie sam chciał walki i będzie ją miał.
Obejrzał uważnie teren wkoło wypatrując jakichś wystających kamieni czy gałęzi, na które podczas pojedynku będzie trzeba uważać.
-Alester pilnuj żeby czasem ktoś się nie wtrącał. Sam też tego czasem nie zrób, to honorowy pojedynek!
-Wygraj to nie będę musiał... - odburknął brat Arthura.
-Wiesz, że ja prawie zawsze wygrywam - uśmiechnął się Westford.
-Prawie... Kurwa! - Alesterowi wreszcie też puściły nerwy - że ten idiota - wskazał na Arthura - chce się napierdalać z każdym kto się nawinie to już się przez przeszło 15 lat przyzwyczaiłem, ale że siwa głowa i tak samo durna... - spojrzał na Blena.
-Dziadek chce zatańczyć Brawosiaka, to zatańczymy Brawosiaka. Koniec dyskusji. Wyzwał mnie na pojedynek, ja wyzwanie przyjmuje, mam nadzieje na honorowy i ciekawy pojedynek. Tym razem jednak nie ma zamiaru skończyć jednym ciosem jak z tym gościem od brukselki. Chce się zabawić, chyba że jakoś tak samo wyjdzie... Zaczynajmy! - ryknął Arthur, wyjął swoje dwa miecze i stanął w pozycji.
Dla MG:
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Maj 07, 2018 12:02 pm

Blane splunął i wziął do ręki swój miecz i tarczę. Poczekał jeszcze, nim Westford się przygotuje; gdy zaś stanęli naprzeciw siebie, rzucił:
- Dawaj szczeniaku!
Dwaj wojownicy zaczęli się okrążać. Najpierw wymienili między sobą kilka ciosów. Westford mógł zauważyć, że Blane nie walczył tak tragicznie, jak mógł myśleć. Co prawda był stary i poruszał się powoli... Ale w rękach miał jeszcze sporo krzepy, zaś mieczem władał jak mało kto. I to on pierwszy wyprowadził cios. Tarczą zatrzymał dwa ostrza Westforda, zaś mieczem znalazł niewielką słabość w zbroi Westforda. Arthur poczuł lekki ból, lecz nie było to prawdopodobnie nic poważnego. Kolejne dwa ciosy także sprawniej przeprowadził stary zwiadowca i byłby zrobił jakąś krzywdę najemnikowi, gdyby ne jego ciężka zbroja. I w końcu ta niemoc się na nim zemściła. Wystarczyło, że rekrut raz zatrzymał jego atak, dzięki większej zwrotności ładnie go minął i znalazł drogę do jego łba. Słabo osłoniony został poważnie zraniony cięciem w poprzek, pozbawiającym go połowy nosa i przecinającym policzek. To jednak nie osłabiło Zwiadowcy, a jedynie go rozsierdziło. Zaatakował z większą mocą, znowu jednak nie mogąc nic zrobić z stalową osłoną przeciwnika. Zaraz jednak znalazł znowu słabość w jego zbroi, pod barkiem I tym razem jednak nie była to poważniejsza rana, choć najemnik musiał poczuć ból. Toczyli jeszcze walkę kilka chwil, wymieniając się ciosami. Arthur wyczekał najcięższy moment furii przeciwnika i zaatakował na niego, gdy był bardziej zmęczony. Podciął go w nogę, tak że Blane stracił na moment równowagę i pozwolił się trafić w głowę. Cios wprawdzie uderzył tylko w hełm... Ale uderzenie było na tyle mocne i szczęśliwe, że pod jego wpływem Blane stracił przytomność i padł na ziemię. Po ciężkiej walce i przyjęciu dwóch ran, znowu triumfował Westford.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Pon Maj 07, 2018 12:55 pm

Walka się zaczęła, a dziadek okazał godnym przeciwnikiem. Sprawnie blokował ciosy Arthura jednak brakowało mu siły by zadać Westfordowi poważną ranę. Tymczasem najemnikowi jak zwykle wystarczył celny i porządny cios w łeb, a właściwie dwa. W końcu Blane padł na ziemię ogłuszony.
-No i to był dobry pojedynek! Nie to co z brukselką! - zawołał uradowany - No i wyszło chyba tak jak chciałem, żyje tylko jest ogłuszony. Doprowadźcie go do porządku, a potem opatrzcie mnie.
Usiadł i nieco się skrzywił, rany nie były raczej groźne, ale bolały.
-Wyciągnijcie wnioski z tej walki! Wniosek pierwszy, jestem profesjonalistą, a nie pierdolonym amatorem tak jak WY! Jeśli nie przekonało was zabijanie dzikich i przesłuchiwanie jeńców, to ten pojedynek powinien. Wniosek drugi tarcza jest lepsza niż 2 miecze przy walce z dobrym przeciwnikiem. Widzieliście jak pięknie blokował moje ciosy? Tak właśnie się używa tarczy gamonie! Dwa miecze są za to lepsze do wybijania zwykłych żołdaków, dlatego ja tak walczę. Wniosek trzeci należy nosić najcięższą zbroje w jakiej można się sprawnie poruszać. Widzieliście jak Blane nie mógł przebić mojej zbroi? Ciężka zbroja jest niezbędna jeśli się nie walczy tarczą, bo siłą rzeczy będzie się ciosy przyjmować!
Po tym jak został opatrzony wstał i mieczem na którego końcu była krew z twarzy Blana zatoczył półkole w kierunku zwiadowców.
-Teraz macie wybór. Albo oddać dowództwo profesjonaliście, czyli mnie i razem spóścimy dzikusom takie manto jakiego nie widzieli od 30 lat, albo znów urządzicie jakieś niedorzeczne głosowanie! Co to kurwa za pomysł głosować nad dowódcą?! Może jeszcze urządzicie głosowanie na kowala, które wygra piekarz? No, ale jak już się upieracie głosować to macie wybór. Albo ja albo Waters. Niech mi się żaden pierdolony amator nawet nie próbuje zgłaszać!
Czekał co postanowią zwiadowcy w głowie układając już sobie ewentualne rozkazy dla niech, a jednocześnie przypominając sobie jak zachowywali się wszyscy sierżanci jakich spotkał na swej drodze.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Maj 08, 2018 1:56 am

Jeden z "neutralnych" braci rzucił się na pomoc rannemu przybyszowi z Wschodniej Strażnicy. Rany odniósł okazałe - szczególnie pokiereszowaną miał gębę - i jakieś blizny i ślady po pojedynku (jak brak nosa) zostaną mu pewnie do końca życia. Ale przynajmniej przeżyje...
Pozostali zwiadowcy kiwali głowami. Prawdą było, że Arthur dobrze walczył. Oni to zauważyli (mimo wszystko nie każdy w końcu pokonuje tak doświadczonego zwiadowcę) i słuchali uważnie jego rad. Może kiedyś im się jeszcze przydadzą. Po tym pokazie trochę się go także bali. Nikt nie był na tyle odważny, by się zgłosić na nowego dowódcę. Dlatego z ulgą przyjęli propozycję wybrania na dowódcę Deonte. Westford był tylko rekrutem i, nawet jeżeli dobrze walczył i potrafił podjąć dobrą decyzję, byłby to dla nich dyshonor służyć pod nim. Wszyscy więc zgodnie stwierdzili, że w obecnej sytuacji kandydatura Watersa będzie najlepszą z możliwych, a powrót na Mur, do ciepła i z dala od Dzikich, w sumie nie musi być takim złym pomysłem.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Wto Maj 08, 2018 1:39 pm

-Nie chcecie na dowódcę Arthura Westforda to nie, wasza strata, zysk dla dzikich - zaśmiał się - Wrócimy na mur, przegrupujemy się, wyliżemy rany i może Stannis pozwoli mi znów wyruszyć i pobić dzikich, albo rozwalimy tych piratów co sprzęt dzikim dostarczają...
-Albo Cię powiesi za pobicie zwiadowcy - dodał złośliwie Alester.
-E tam, walczyłeś tyle samo lat co ja i jeszcze się nie nauczyłeś jak rozumuje dobry dowódca? Dla dobrego dowódcy żołnierze to ZASOBY, cenne zasoby. Nie będzie ich głupio marnował, tylko mądrze wykorzysta, a Stannis dobrym wodzem jest bez wątpienia. Pamiętasz co dziadek mówił o Końcu Burzy? "Gdyby Stannis się poddał, to pewnie byśmy przegrali wojnę". Do tego rozgromił Flotę Żelaznych, to bez wątpienia profesjonalista w każdym calu. Poza tym gość mnie wyzwał na pojedynek co miałem zrobić? Honor wymagał bym walczył, więc walczyłem. Wymagał też, żebym nie zabijał swoich więc nie zabiłem. Wszystko jest jak należy.
Wyczyścił broń z krwi zwiadowcy i ją schował.
-No Waters załatwiłem Ci dowodzenie - uśmiechnął się - wypadałoby żebyś się odwdzięczył. Zacznijmy od tego, że ja opowiem dowódcy o wyprawie, w końcu to ja przesłuchiwałem jeńców, a informacje z pierwszej ręki zawsze są lepsze. Możesz oczywiście dorzucić parę miłych słów od siebie - zaczął się cicho śmiać, ale szybko urwał i się skrzywił. Jedna z ran zabolała od śmiania. - ruszmy dupy to może dogonimy rannych z Pięści, zawsze to bezpieczniej dla nich wracać z nami.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Deonte Waters on Czw Maj 10, 2018 10:47 am

- Panie, to że jeździłeś sobie trzydzieści lat temu to świadczy o Tobie jak najlepiej, ale ostatnimi czasy słyszałem jedynie jak wybierałeś się z Pierwszym Ziwadowcą, Pypem czy kimś innym za Mur. Nie chcę umniejszać twoim umiejętnościom, ale myślę że akurat w tym jestem od Ciebie lepszy, ale nie dziś nam to roztrząsać, prawda? - zapytał i zaczekał na dalszy rozwój sytuacji. Gdy już doszło do głosowania, spojrzał się po zwiadowcach i tak jak się spodziewał, wybrali tego który był bardziej siwy i powinien mieć więcej oleju w głowie. Waters westchnął wzruszył ramionami i mlasknął. -No jak wolicie, jestem pod Pańską komendą w takim razie. - oznajmił, po czym spojrzał na Arthura który się rozwrzeszczał. Ten postanowił znowu odwalić jakieś swoje przedstawienie, wymieniając swoje zasługi z zamierzchłych czasów których nikt nie może potwierdzić, co prawda był prawnym wojownikiem ale jakieś kompanie w Essos? Trudno było w to Deontemu uwierzyć, chyba głównie przez to że ciągle się tym przechwalał tak jakby działał według maksymy jakiegoś tam maestera który kiedyś powiedział "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się prawdą".
-Dowódca wysłuchał wtedy Ciebie i co nam to dało? Gdybyśmy według mnie posłali kilku konnych, Ci dostrzegliby obóz dzikich i nie musielibyśmy spieprzać. No ale przeszłości nie zmienimy i kto wie, może zmarło by nas jeszcze więcej. - powiedział. - Ale z drugiej strony Arthurze, miarkuj swój język mówisz do Brata Nocnej Straży, weterana Wojny o Mur, trochę szacunku... - spirunował go wzrokiem, takie zachowanie mu się nie podobało i znowu zaczął w głowie przeklinać decyzję Snowa żeby go zabrać ze sobą. Stało sie jednak to czego bękart się spodziewał, Blane postanowił wyzwać go na pojedynek. -Wiem że powiedział o.. dwadzieścia słów za wiele, ale nie warto, teraz potrzebujemy każdego człowieka, a najwyżej Stannis rozsądzi tę kłótnię. Najwyżej pojedynek będziecie mieli w Czarnym Zamku.. - zaczął mówić, ale na niewiele mu się to zdało, bo wszyscy byli w gorącej wodzie kąpani, jebani bogacze...
Gdy stanęli naprzeciwko siebie, Deonte odsunął się na parę metrów i zaczął ogladać tę maskaradę. I tak jak się spodziewał, Westford miał niemały problem z pokonaniem Blane, ale jednak mu się to udało. Wyprzedzając wszystkie słowa Arthura, Deonte podbiegł do wątłego ciała drugiego już dowódcy tej kompanii i zaczął tamować krwawienie z nosa.
-Przynieście mi bandaże i alkohol, a jeśli ktoś się lepiej zna na tym cholerstwie to pomóżcie mi. - powiedział, bowiem sam podbiegł do niego odruchowo, według swojego instynktu rodzica. -Kurwa mać, zamaist jak stać jak te kołki w dupie, ruszcie się, pottrzebujemy grzanego wina do oczyszczenia rany! - krzyknął do żołnierzy który kiwali główkami, nie teraz był czas na jakieś lekcje, mieli go po tej właściwej stronie muru. A kiedy sytuacja się już ustabilizowała, Arthur dalej prowadził ten swój irytujacy Watersa monolog.
-Na Lorda Dowódcę też głosujemy, wybieramy wtedy najlepszego z nas.. - powiedział przez zęby, już dawno nikt nie widział tak go wkurzonego. To co się odpierdalało na tej wyprawie, było jakąś pierdoloną maskaradą. - Naprawdę nie znasz Stannisa, nie za takie rzeczy potrafił już karać ludzi. Nie dziwię się nawet jak zrobi to w obliczu ataku na Mur. - burknął i pomógł zwiadowcy zapakować Blane'a na konia, wtedy Arthur odezwał się znowu. -Zapomnij o tym, nie jesteś nawet bratem Nocnej Straży, a ja mam zadanie złozyć pełny raport. Wszystkie informacje zdaje mi się przekazałeś, a ja mam świetną pamięć. - powiedział na zakończenie i gdy wszystko było już gotowe zaczął wraz z kompanią wracać na Mur.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Czw Maj 10, 2018 1:12 pm

-Ja obmyśliłem plan na podstawie informacji jakie miałem. 20 dzikich na Pięści. Jakbym miał informacje że jest ich kilkaset to plan byłby inny. To moja wina, że dowódca nie zdobył pełnych informacji? Działałem zgodnie z posiadanymi informacjami i uważam, że zrobiłem to najlepiej jak się dało. Na przyszłość będę sam sprawdzał wszystko, świadomy że dowódca może nie dostrzec kilkuset dzikich... - Arthur poczuł się urażony zarzutem Deontego. W oparciu o posiadane dane obmyślił dobry plan i doskonale go zrealizował, a teraz obarczano go winą, że nie był jasnowidzem i nie wiedział o kilkuset dzikich. Obowiązkiem dowódcy było to wiedzieć, nie jego.
-Stannisa nie znam, ale wszyscy dobrzy wodzowie są tacy sami. Mogliście go wybrać na dowódcę, ale to z niego dowódcy nie uczyniło. Dowódcą był długo przed wstąpieniem do Nocnej Straży. - Nagle sobie coś przypomniał - Dziadek mi opowiadał, że w zamierzchłych czasach wybrano na dowódcę 10latka. Myślałem, że to takie żarty, albo motywacja, żeby już w młodym wieku coś osiągnąć. Teraz zaczynam w to wierzyć... i niezbyt dobrze to świadczy moim zdaniem o tej metodzie...
Arthur nie potrafił pojąć jak można głosować na dowódcę. Takie rzeczy nie miały prawa bytu w Essos. Zresztą cała Nocna Straż bardzo się różniła od wojska jakie znał, tak jak walka z dzikimi była zupełnie inna od wojny jaką znał.
-Właściwie to nie wszystkie informacje, tylko te istotne. Dowódca może jednak chcieć usłyszeć nawet te nieistotne i to z pierwszej ręki, ale rób sobie jak chcesz. Bylebyś prawdę gadał, a ja miał prawo do obrony, więcej mi nie trzeba. - dorzucił burkliwie i wsiadł na konia. Miał już serdecznie dość tej wyprawy.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Sie 09, 2018 8:49 pm

9 maja 336 AC

Arthur po krótkim czasie wybrał się za Mur wraz z kilkoma innymi Budowniczymi. Były to raczej tępe osiłki, niż osoby inteligentne. Ale krzepę w rękach mieli, więc to zadanie nadawało się dla nich idealnie. Oczywiście nie pojechali sami, wybrał się z nimi jakiś Jasper, który miał ich "nadzorować". Dotarli w końcu do pobliskiego lasu, który nie był zbyt daleko, i mogli spokojnie rozpocząć wycinkę. Spokojnie rąbali drzewa przez pół godzinki, radząc sobie całkiem nieźle. Tylko dwóch ludzi pilnowało wokół straże, żeby ostrzec pracujących w razie zagrożenia. Arthur nie miał niestety najlepszej techniki, choć ciął dość mocno. Zaraz podszedł do niego Jasper i poduczył go trochę, jak lepiej ciąć. Potem szło już trochę sprawniej, choć jak się wprawi, to będzie mu szło nawet lepiej. Po pewnym czasie Jasper pozwolił im zrobić sobie przerwę, a to dlatego że ktoś nadciągał z lasu. Zaraz wszyscy się naprężyli, ale szczęśliwie nie był to nikt groźny. To ich bracia szli. Pozdrowili ich z uśmiechem, a dowódca podszedł do Jaspera.
- Spokojnie, jesteśmy nasi, a nie jakieś Dzikusy, heh. Jak tam praca? Widzę odbudowa zamku idzie pełną parą, co? - spytał go, a zaraz odeszli gdzieś na bok. Na pierwszy rzut oka wyglądali na kumpli. A tymczasem w szybko rozstawionym obozie Budowniczych zostało z czterech Zwiadowców, czekających na dowódcę. Gadali o czymś ze sobą, nie mieszając się z przygłupimi budowniczymi, którzy także trzymali się w swoim kręgu.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Czw Sie 09, 2018 11:19 pm

Wycinanie lasu nie było takie złe. Zawsze to człowiek krzepy nie straci, a i może nawet większej siły ciosu nabierze, choć i tak już ma nadzwyczajną.
Mimo wszystko jednak bicie dzikich byłoby ciekawsze. Toteż Arthur począł ich w myślach przywoływać.
-No dzikuski, grzeczne dzikuski, dobre dzikuski, chodźcie do Westforda. Taś, taś, cip cip. Jak się w sumie woła na dzikich? Nastąp się?
Po chwili faktycznie ktoś przyszedł. Niestety nie byli to dzicy.
-Szkoda, że nie dzicy, oj pobiłbym dzikich, pobiłbym. Chociaż w sumie rąbanie drzew podobne. Też nie oddają ciosów - zaśmiał się - no i szukać po krzakach ich nie trzeba.
Po jakimś czasie Westford zmienił strategię. Ściągnął całą zbroję z wyjątkiem tej na torsie, hełm przeczepił sobie do pasa.
Kiedy już naciął sporo drewka, przypasał sobie miecz i udał się do zwiadowców.
-Nie słyszeliście może o jakichś dzikich w okolicy? Zabiłbym sobie jakiegoś dzikusa, ale pewnie wszyscy spieprzyli nad Antlers do tego swojego Króla za Murem co?

MG:
ściąga całą zbroję żeby nie obciążała z wyjątkiem torsu 4 i hełmu 4 +siekiera nawet 2 ręczna 11, więc teraz jest 0 obciążenia, cała siła w wycinkę.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Sie 10, 2018 10:40 pm

Arthur wziął się do roboty, gdy inni odpoczywali. Rozebrał się i zaczął z coraz większą zagorzałością ścinać drzewa. Siły używał porównywalnej co dotąd, skupiając się na technice. Widać było, że dzięki poświęceniu zabójczej siły, mógł uderzać precyzyjnie i mniejszym wysiłkiem sił ścinać drzewa. Wraz z kolejnymi drzewami nabierał wprawy. Coraz lepiej i szybciej mu to szło. Tak się w to zaangażował, że nie zauważył jak Zwiadowcy sobie już odjechali. Niczego innego nie widział. Był tylko on, siekiera i drzewa. Szły pod topór raz za razem.
Jednak nic nie trwa wiecznie. W końcu nawet najlepszy wojownik trafia na równie godnego przeciwnika. Tak i było tym razem. Westford od razu czuł, że z tym drzewem będzie ciężej. Niby niczym się nie wyróżniało, ale jednak miało trochę szerszy pień. Cóż z tego, i tak powinien je zaraz ściąć? Zakasał rękawy, wziął zamach... i siekiera prawie odbiła się od kory. Zostawiła bardzo wąski ślad. W tym tempie pewnie nigdy go nie zetnie. Albo siekiera wcześniej się stępi. W końcu zrozumiał, że trafił na godnego przeciwnika.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Sob Sie 11, 2018 4:53 pm

Drzewa padały jedno za drugim. Jeszcze szybciej niż dzicy.
-Cholera jak tak dalej pójdzie to te jełopy będę się zemnie śmieli, że więcej drzew "ubiłem" niż ludzi - począł szacować ilu ludzi zabił - Pięć lat jako najemnik przynajmniej po kilkudziesięciu rocznie wypada. Ehh to jeszcze jest zapas. No tylko z drogiej strony, drzew systematycznie przybywa, a ludzi ani trochę! A żeby tak ten Pennis hemoroidów dostał. Pewnie już je ma! Temu z taką wiecznie niezadowoloną miną łazi.
Tak se rozmyślał, aż wreszcie trafił na godnego przeciwnika.
-No i to jest drzewo! A nie jakaś popierdółka!
Walnął jeszcze 2-3 raz, a jeśli to nie przyniosło spodziewanego efektu wział się do sprawy inaczej.
-Nie zemną te numery głupi krzaku!
Wrócił do obozowiska wziął jakąś zapasową siekierę, albo po prostu zwinął ją komuś kto nie pracował. Do tego wziął łopatę, jakąś linę i swojego konia, a najlepiej swojego i jeszcze jakiegoś.
Następnie zaczął robić podkop. Tam gdzie ziemia była zmarznięta na kamień rąbał siekierą, tam gdzie miększa kopał.
Plan był prosty, dobierać się go korzeni, które muszą być miększe niż pień i je sytematyczne ucinać.
Od czasu do czasu próbował czy drzewo nie zaczyna się chwiać. Jeśli zaczęło przymocował konia/konie liną do drzewa. Konie ciągnęły tak, żeby drzewo się obaliło, oczywiście Arthur im pomagał.
Mieli chyba jakiś wóz, więc powinny być odpowiednie uprzęże, a jak nie było to trudno improwizował.
Liny i konie ustawił tak, żeby padające drzewo go nie przygniotło. Były też przyczepione do drzewa na odpowiedniej wysokości, by działała zasada dźwigni.

miszcz pajnta:
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Sie 12, 2018 3:39 pm

W obozie nie było żadnej łopaty. Ani Arthur ani nikt inny nie pokwapił się, żeby ją wziąć. Pozostało mu więc robić podkop rękami. Przez to, cała praca trwała trochę dłużej. Praca była niełatwa. Ziemia w wielu miejscach była twarda i wymagała użycia siekiery. Czasem trzeba było ją rozbijać przez kilka minut. Praca jednak powoli posuwała się do przodu. W końcu mógł zrealizować swój plan. Gdy podkop był już wystarczająco głęboki, to koń z łatwością przewalił całe drzewo. Teraz pozostało przetransportować ciężkie drzewo do obozu... co wciąż mogło być trudniejsze niż się wydawało. Z pomocą jednak dwóch koni udało się spokojnie tam przynieść. Akurat gdy cały obóz się zbierał do drogi na Mur. Jasper poklepał go po plecach i powiedział: - Dobra robota. Bob na pewno będzie zadowolony. - z uśmiechem na ustach. Zaraz też załadowali na wóz wszystkie ścięte drzewa (a było ich z dwa tuziny) i ruszyli w spokojną drogę do Długiego Kurhanu.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2351
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Sie 12, 2018 10:03 pm

Nie ma łopaty to nie ma, trudno! Wetfordowi Siedmiu ręce dało i to nie byle jakie, bo duże i krzepkie toteż przy ich pomocy oraz siekiery kopał jak należy. Następnie przymocował konia i pokonał uparte drzewo.
Wreszcie też docenił ktoś jego wysiłki!
-Tak, tak, to drzewo było twarde, ale nie ma takiej przeszkody, której nie pokona się wytrwałością i ciężką pracą. To drzewo jest bardzo mocne, myślę, że warto byłoby zrobić z niego tarcze, albo wrota do bramy, skoro robimy remont - odpowiedział Jasperowi.
Następnie ruszył w drogę wesoło podśpiewując. Był dumny, że dał radę takiemu mocnemu drzewu!

Arthur budowniczy, zawsze da radę.
Arthur budowniczy, nie jest sam.

Piach, śnieg i mróz, nie straszne nam.
Arthura lubimy, nie jest sam.
Przez cały dzień, robota wre.
Arthur z przyjaciółmi, do pracy się rwie.

Arthur budowniczy, wszystkiemu zaradzi.
Arthur budowniczy, nie jest sam.

A po robocie, gdy przerwę masz.
By czas umilić, na plac chodź i walcz.

Arthur budowniczy, zawsze da radę.
Arthur budowniczy, nie jest sam.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Las II

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach