Okolice Królewskiej Przystani

Go down

Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 24, 2017 1:28 am

*
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 24, 2017 1:35 am

01.02.336 AC


Był piękny i rzeźki poranek, zaledwie dwadzieścia minut temu, piały pierwsze koguty. Wiatr był lekki, ale wyrazisty, z gracją podwiewał liście drzew i wywoływał niewielkie pływy na tafli wody, pobliskiego jeziorka. Tak jak było umówione kilka dni wcześniej, Bilbo zawitał przed świtem pod Czarne Słońce i obaj mężczyźni mieli wybrać się na ryby. Bilbo zapukał delikatnie w okiennice lokalu i chwilę później ocieplał się piwem, żeby półgodzinny później wyjść i znaleźć się nad Pstrokatym Jeziorkiem.
Bilbo rozłożył sobie koc na ziemi i zaczął przygotowywać rzeczy do uprawiania tej przyjemności, od razu próbując rozpocząć jakąś rozmowę.
- Pięknie dziś jest, nie sądziłem że będzie aż tak idealna pora na ryby, a jednak.
Mam tylko nadzieję, że tutejsze prawo pozwala na kłusownictwo w rzekach.
- zażartował i się momentalnie roześmiał, próbując założyć sznurek spełniający rolę żyłki na wędkę.


Drowned.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Nie Gru 24, 2017 1:51 am

Zbudzony przed świtem Atlovart stwierdził, że pierdoli to wszystko i idzie dalej spać, bo może. Tak właśnie zrobił, a trzy minuty później zerwał się z łóżka jak poparzony, gdy Tom wylał na niego kubek wody. Starszy jegomość wiedział, jak się z najemnikiem obchodzić. Po zimnym prysznicu ubrał się prędko, zjadł na dole szybkie śniadanie, wychylił z Bilbem kufelek, zabrał potrzebne rzeczy i ruszyli.
Gdy rozłożyli się na brzegu, Atlovart stwierdził iż nie ma pojęcia jakich właściwie ryb może się tu spodziewać, a co za tym idzie - jakiej przynęty należy użyć.
- Cicho, spokojnie i ani kropli deszczu.
Długi kij z zaczepem na końcu, drobna trójsplotowa linka i haczyk na końcu. Najemnik postanowił spróbować od tradycyjnego gruntu - twardej papki złożonej ze starego chleba i gotowanych kartofli uformowanej w małą kulkę nabitą na haczyk. Przydałoby się coś, co sygnalizowałoby, czy ryba bierze, więc Atlovart zerwał jakiś kawałek chwasta lub wziął jakiś patyczek i zamocował go przy lince jakieś trzydzieści - czterdzieści centymetrów powyżej haczyka, by pełnił rolę spławika.
- Wszystko jest w porządku, dopóki nie złowisz Pstrąga w Dorzeczu. Za same złe go potraktowanie możesz wylądować na stryczku. Poza tym, nie ma się czego obawiać... chyba, że Merlingi cię wciągną do wody...
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 24, 2017 2:01 am

Bilbo przyglądał się jak Atlovart, zaskakująco dobrze, przygotowywał się do wędkowania. Nie spodziewał się, że będzie miał do czynienia, z takim starym wyjadaczem wędkowania, tu się zdziwił. Po żartach, jakie powiedział, Bilbo naturalnie się roześmiał, ale nie za bardzo rozumiał o co chodzi z Merlignami, kwestię tę postanowił jednak przemilczeć.
W ciągu następnych dwudziestu minut, nie-rycerzowi udało się wyłowić z jeziora, średniej wielkości rybę. Wyglądała ona naprawdę pięknie, po ujrzeniu jej przez Bilba, zrobił do niej maślane oczy.
- Jaki piękny Sandacz! - krzyknął. - Od lat nie widziałem tej ryby, u mnie na Lys, jadają ją bogacze. - oznajmił i wrócił do zajmowania się swoją wędką, jednak po kilku minutach i na jego wędkę, zaczęły brać ryby, pierwszym przez niego wyłowionym stworzeniem, była mała i urocza Ukleja.
- Psu w dupe z taką rybą. - powiedział i założył rybę na haczyk, chcąc zachęcić większe ryby do brania.


Drowned.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Nie Gru 24, 2017 2:19 am

Patyk trochę w prawo, trochę w lewo, zostawić w miejscu i za kilka minut znowu trochę podciągnąć, bo wiatr zniósł spławik nieco zbyt mocno w prawo. I tak to się powoli wędkuje na tej wsi. W którymś momencie kawałek zielska zakołysał się. Najemnik odczekał, aż czujka zanurzy się pod powierzchnią wody i szarpnął z wyczuciem, by stalowy hak przebił gębę ryby. Jeśli była łakoma, to będzie musiał wyciągać żelastwo z przełyku albo i jeszcze głębszych odmętów rybiego cielska. Szybko okazało się, że kij należy odrzucić i ciągnąć za linkę, toteż Atlovart podciągał nieco, po czym zapierał się, gdy ryba próbowała odbić w jakimś kierunku i tak do skutku, aż wyłowił przeciętnego sandacza.
- Mhm. No jest to ryba, nie da się zaprzeczyć. Będzie akurat na obiad, jeśli masz ochotę. Chyba, że wyłowimy coś ciekawszego...
Widząc jak Bilbo nadyma się nad swym łupem, Atlovart już przymierzał się do nabicia tej jego rybki na swój hak, jednak Lyseńczyk szybciej doszedł do tego wniosku. Najemnik nie chcąc być gorszy, także zmienił zanętę na coś konkretniejszego. Na haczyku wylądował taktyczny robak, zaś ponad nim właściciel karczmy zamocował mały, wypolerowany kawałek metalu. Taktyka prosta, jak kij do lania niegrzecznych dzieci - zarzucić nim dalej i w jednostajnym tempie zwijać ku sobie... i tak do skutku.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 24, 2017 2:02 pm

W ciągu następnych kilkunastu minut, Atlovartowi udało się wydobyć z jeziorka malutką rybkę, która była tak samo słodka, jak ta wyłowiona przed Bilba. Naturalnie, na pewno wsadził ją na swój haczyk i zarzucił, czekając na efekty, z nadzieją że tym razem trafi się coś większego. Inna sprawa była u płatnerza, którego ryba miotała się na haczyku, próbując się z początku uwolnić, a potem po prostu odpłynąć, akceptując fakt piercingu w ustach. Po odpłynięciu dobry kawałek, coś niesamowitego szarpnęło wędką Lyseńczyka. Wędka prawie wyskoczyła, z jego rąk, a sam zawołał o pomoc nie-rycerza, który siedział obok i wszystko obserwował. wspólnymi siłami, walczyli dobre dwadzieścia minut z rybą, kilka razy wyławiając jej głowę nad poziom wody i widząc jakie było to bydle. Bez dwóch zdań, była to największa ryba, jaką mężczyźni kiedykolwiek mogli zobaczyć. Po ujrzeniu majestatu Krakena - jak został ochrzczony przez nich - ryba się zerwała, cudem nie łamiąc wędki.
Pod koniec walki z Krakenem, coś zaczęło brać na wędkę najemnika, ale gdy doskoczył do niej, nie miał większego problemu, z wyłowieniem kolejnego Sandacza. Była to jednak strata pięknego żywca.
Bil idąc za wcześniejszym przykładem przyjaciela, postanowił zrobić własnej roboty błysk, dzięki któremu łatwiej skusi większe ryby, na jego przynętę. Skutecznie, po godzinie oczekiwania, na jego wędkę znowu wziął jakiś potwór. Choć nie był tak wielki jak poprzedni, to tutaj też musiał się natrudzić i w końcu prosić o pomoc Atlovarta. W końcu, po dziesięciu minutach wyciągnęli na brzeg, podobną rybę do Krakena, wyglądało więc na to że był to młody lub samiec, tamtej sztuki. W przeciągu kilku następnych godzin i karczmarzowi, udało się wyłowić dwa potwory głębinowe, zdecydowanie były to jednak mniejsze ryby, od wyłowionej przez Bilba.
Była już późna pora na wędkowanie, zbliżała się godzina czternasta i powoli z brzegów, oraz dalszych odmętów wody znikały ryby, żeby ułożyć się spać. Pora żerów, większych ryb minęła wraz z górowaniem słońca nad taflą wodą, a na małe ryby nie było się sensu zaczajać. Zadowolony z połowu Bilbo, postanowił jednak jeszcze raz, zarzucić wędką, ale nic nie brało.
- Nie no, ogólnie to zajebiście nam wyszło. Takie sztuki, człowieku, oprawić i nad kominek. A ile mięsa z tego będzie! - powiedział i chwycił się za głowę.
- Co ty na to, żeby zrobić w twoim lokalu jakąś imprezę rybną? Sproszę znajomych,
a obiecuję ostatnio mam tylko tych bogatych.
- oznajmił i się roześmiał.



Drowned

avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Nie Gru 24, 2017 2:36 pm

Na rybach i przy partyjce Cyvasse nie ma emocji, mówili. Same nudy, mówili. Siedzisz i gapisz się jak idiota, mówili. No... może w tym ostatnim było trochę prawdy. Niemal nieprzerwane gapienie się na kawałek liścia dryfującego po wodzie mógłby na dłuższą metę doprowadzić do szaleństwa. Panom dane jednak było wybawienie w formie dość obfitego połowu. Co prawda to Bilbo został dzisiejszym królem rybaków, jednak najemnik nie narzekał na wyciągnięte przez siebie sztuki. A ile roboty było z ich wyciąganiem!?
- Jakbyśmy tego Krakena z wody wyjęli to by się do tego wiaderka nie zmieścił. Wozem by trzeba było podjechać.
Impreza rybna... w zasadzie, to dlaczego by nie? Czasem urządzali różne dni tematyczne, więc dlaczego by i nie teraz?
- A można, można. W takim razie zaproś ich na jutro - ryba musi swoje odleżeć w cebuli i marynacie, a i wyślę jeszcze dziś po kilka sztuk na targ, żeby nikomu nie zabrakło, bo byłby wstyd. Można wytoczyć beczułkę czegoś ciekawego z piwnicy...
Atlovart odnotował w pamięci, by urządzić dodatkowe sprzątanie, by jutro wszyscy mogli oddać się obsługiwaniu gości.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Gru 24, 2017 2:45 pm

- Jednym wozem i z czterema końmi w zaprzęgu. - dodał i się rozrechotał, po czym spojrzał na swoją sztukę i pokiwał głową. - No żeby moją zamarynować,
to też trzeba oddzielną beczkę, takie to bydle. Bez Ciebie by mi się w ogóle nie udało.
- powiedział i uderzył pięścią w ramię Atlovarta. - Jasne roześlę wici. A co do mojej rybki, to prosiłbym tylko żebyś zostawił mi głowę. Chcę powiesić w warsztacie. - powiedział, po czym zaczął przypominać sobie kogo mógłby zaprosić na następny dzień. Niestety nie mógł sobie przypomnieć, czy zna kogoś kto zajmuje się wynajmem lokalów, lub ich sprzedażą. Wkrótce obaj rybacy, przeszli przez bramy miasta i powoli udali się do Czarnego Słońca, żeby zostawić swoje zdobycze. Następnym celem w podróży Bilba, było jego wyrko i skończenie wolego dnia, na całkowitym wypoczynku.


Drow.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Gru 26, 2017 5:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 26, 2017 1:38 am

2 Lutego 336 AC

Przygotowania zostały dopięte na ostatni guzik już poprzedniego dnia. Wysłano po dodatkowe rybki, zorganizowano co trzeba i ogłoszono zaistniały fakt, jednak... Atlovart czuł, że to mało. Ludzie jednak czuli szczerość, a on chciał im ją dać. Chciał szczerze powiedzieć, że te tutaj ryby, które jedzą są złowione przez niego i Billa, a nie ściągnięte z targu.. więc rano udał się do warsztatu płatnerza i walił do drzwi, uważając tylko, żeby go patrol nie zgarnął. Jak już się jakoś dostał do Billa, to wyłożył mu w czym rzecz i zaciągnął nad rzekę - nie było czasu do stracenia. Tym razem był z nimi Sven i mały wóz. Przecież nie będą taszczyć Krakena, gdyby go wyłowili! Atlovart zaopatrzył się też w linę... dużo liny... za wczasu przywiązał jedną część do okolicznego drzewa, a na drugiej zrobił pętlę... może się przyda. Oby Atlovart nie został pierwszym człowiekiem, który utopił się przez powieszenie.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 26, 2017 5:08 pm

Bilbo nie był za bardo chętny, żeby kolejny raz wyruszyć na ryby. Raz na jakiś czas, nie miał nic przeciwko, ale częściej? To nie w jego stylu. Kiedy jednak usłyszał o celu Atlovarta, czyli o wyłowieniu Krakena, od razu był gotowy do drogi.
Rybacy dotarli nad rzekę po półgodzinie, od razu zasiedli do łowienia. Z początku nic nie brało, ale po półgodzinie na wędkę Atlovarta, wzięła dość duża ryba, z którą nie było problemu. Ważyła ona osiemdziesiąt kilogramów i była piękna. Za to na wędkę Bilba, przez długi czas nie brało nic porządniejszego, dwa razy wyłowił nawet jakieś śmieci, które były przykryte zaroślami i błotem. Odrzucił je na bok, żeby później się przyjrzeć, mogły mieć w końcu jakąś wartość. Zła passa, jednak wkrótce się skończyła. Do haczyka płatnerza, przypłynęła jego stara znajoma, z którą rozpoczęła się długa batalia, trwająca dwa kwadranse. Ostatecznie, udało się jej uciec..
Od tamtej pory, na wędce Bilba nie pojawiały się żadne ryby, a mając trochę wolnego czasu, zaczął przeglądać wyłowione śmieci. Wyglądało na to, że po ich naprawieniu, będą dość cennymi rzeczami. Schował je do swojej skrzyni z zamiarem zabrania do domu i tam spojrzenia na nich. Po kolejnych kilku godzinach, na wędkę Atlovarta coś wzięło. Nikt nie spodziewał się, że będzie to Kraken, z którym rozpoczęła się niezwykle długa bitwa. Trwała może z dwie godziny. W między czasie, w okół dwóch rybaków, zebrało się kilku chłopów, którzy obserwowali całą sytuację, a nawet robili zakłady, czy uda się im ją wyciągnąć. Lwia cześć, tego wieczora, miała nie wypić piwa, poprzez obstawienie że.. ryba ucieknie! Atlovart z dużą pomocą Bilba, wyciągnął rybę na brzeg i od razu doskoczył do niej, żeby ogłuszyć ją toporkiem. Wszyscy chłopi którzy tam byli, pomogli załadować ją na wóz i z wielkimi oczami pożegnali rybaków. Ryba ważyła 664 Kg i była największą rybą w okolicznych wodach.
Po przejechaniu bram miasta, wszyscy byli zszokowani tym, co się pojawiło na ulicach. Wokół przejeżdżającego wozu, powstały kolumny mieszkańców, którzy obserwowali zdobycz i patrzyli na nią z nienawistną zazdrością, lub też ciekawością oraz z szokiem. Bilbo korzystając z okazji, postanowił się zareklamować.
- Ta piękna ryba została wyłowiona, dzięki wysiłkom Atlovarta z Karczmy Czarne Słońce i Płatnerza Bilba - mnie - ze Sztuk Lyseńskich na ulicy Stalowej! - krzyczał co kilka metrów, jedna rzecz była pewna, potrzebowali ochrony, bo w końcu ktoś mógł ich napaść.

Podsumowanie::

Atl wyłowił:
2 średnie ryby
2 małe krakeniki
1 potężnego KRAKENA co waży 664 kG

Bilbo:
2 śmieci, które po odrestaurowaniu co wiele warte
Pomagał wyławiać krakeny


Drowned
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Sob Sie 11, 2018 1:13 am

5 czerwca
Wieczór

Od powrotu Czerwonego Gryfa w rodzinne strony minął już jakiś czas. Młody rycerz cierpiał na brak powodów do walki, więc gdy wzywano na front, prędko siodłał konie i ruszał w poszukiwaniu przygód. Chwały, której tak pragną. Widoków, które czekały na odkrycie. Wojny, która powoli pożerała te krainę od południa aż po samą północ.
Dzień drogi od stolicy rozbito obóz. Medwyn kończył właśnie rozstawiać namiot przed prowizorycznym paleniskiem nad którym skwierczały kawałki tłustej dziczyzny. Wyłysiały mężczyzna o rudej brodzie zwany Baldwinem, opiekował się końmi które domagały się żarła i czyszczenia, tocząc nieustanna walkę z muchami. Z dala od zwierząt przesiadywał dziwak Galf, co to dopatrywał mięsiwa. Brakowało jeszcze jednego członka drużyny, który najpewniej dokonywał zwiadu po okolicy. Rycerz we wspaniałej zbroi, ser Arlan Connington, siedział na pieńku z rękoma opartymi o kolana. Znajdowali się w pobliżu głównego traktu, przy strumieniu który dostarczał im wodę, a przede wszystkim ochłodę w te ciepłe dni. Nie była to może gospoda, lecz mogli tu wypocząć po dość długiej podróży.
- Jeno ludzie tu ponure. Widać, naoglądali się złego. Ciekaw jestem co nas w mieście czeka. Nigdy żem nie był w takim miejscu.- Mamroczył Galf.
- Tyś łba poza nasze wiochy nie wystawiał. Jam tu kiedyś był z łojcem. Na targ przyjechalim. Ludzie byli gościnni, weseli. Kobity kąpały się w stawach nagie, co by gwałtów się nie bały. Nie to co teraz, ino w domach pochowane jeśli uchowały przed żołnierzami. A miasto? Najwspanialsze to cudo i wielkie takie. I zapachy jak w domu, choć ceny wysokie. Złodzieje na każdym kroku, nie tylko tacy co lepkie ręce mają. Najgorsi to ci handlarze, hieny! Lecz miasto wspaniałe, te budynki. Te kobity!- rozmarzył się rudobrodym.
- Na miłość Matki, skończcie pierdolić!- rzucił, wyłaniający się zza krzaków, Forthwynd z Zatoki Krabów. Jako jedyny był tu obieżyświatem oraz człowiekiem równie wykształconym co Arlan. Zeskoczył z konia, prowadził go za uzdę, a potem spoczął przy Czerwonym Gryfie i oparł się o swój łuk. - Miasto tuż, tuż. Warto jednak wypocząć i wyruszyć z rana. Im bliżej murów, tym coraz tłoczniej.
Arlan, nie odrywając wzorku od ognia, przytkaną głową i pogładził się po wąsach.
- Tak też uczynimy.-
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Sob Sie 11, 2018 1:55 am

Jazda była dość w takim stanie ryzykowna i najczęściej męcząca dla człowieka z takimi ranami, lecz nie dla Arjana. Trzymał go w siodle jego upór wraz z zahartowaniem, wręcz człowiek nie do zdarcia, a przynajmniej dawał takie pozory dla giermka, bo w środku był nieziemsko zmęczony. Przez cały czas jechał otępiony, więc dopiero spostrzegł, że to już wieczór nastał, więc zatrzymał konia. O Staruchu, przegapiliśmy moment na przygotowanie obozu. Zaraza. Przegryzł wargę, po czym spojrzał na giermka, który odwzajemnił spojrzenie. - Wszystko w porządku, Sir? - Spytał na początku. - Bo nie odpowiadaliście na moje...pytania. - W tym momencie Estermont uniósł lewą brew, mając jawnie na twarzy "O czym Ty młody do mnie mówisz?". Dopiero potem zrozumiał, że to przez uraz głowy.
- Zamyśliłem się. - Przyznał mrukliwie, drapiąc się wolną ręką po ostrym zaroście. Wtem usłyszał głosy z naprzeciwka. Rzucił wzrokiem w tamtym kierunku, potem na młodzika i skinął mu. Rycerz pomimo zakazów znachora, ułożył dłoń na toporze, a Rickard Storm dobył miecza. Ruszyli przed siebie, mając nadzieję, że to nie zgraja grasantów. Gdyby wielkolud był pełen sił, to nic by się nie bał, teraz bardziej troszczył się o swojego ucznia. Tak czy siak, wyjechali oni w wycięty teren gaju, wręcz taki idealny na właśnie obóz. Wjechali oni na granicę obozu jednocześnie, niebieskooki miał w prawicy topór gotów do siepania, lecz po chwili rozluźnił chwyt i się uśmiechnął na widok osoby którą zobaczył przy ognisku.
- No kogo to moje oczy widzą! - Rzucił swym donośnym głosem olbrzym na koniu. Na głowie nie miał hełm, lecz bandaże, więc był pomimo tego rozpoznawalny. Popatrzył przez ramię na giermka.
- Schowaj broń, Rickard! - Młody rycerzyna podjechał bliżej i zszedł ze swego zastępczego rumaka, ponieważ Grom był przywiązany do zwierza pana ucznia, najzwyczajniej nie zamierzał go męczyć. Skierował swe długie kroki do Sir Alrana, po czym wyciągnął prawicę na powitanie i ścisnął ją pieruńsko mocno, chociaż nie tak mocno jak kiedyś, bo dokuczało mu osłabienie przez ranę głowy.
- Kopę lat, co, Alran? - Uśmiechnął się szeroko do rycerza i spojrzał na niego pustymi oczyma z góry. Klepnął go w ramię, by to zaraz obrócić się do bękarta Buckler'a. - Poznaj mojego giermka, Rickard, poznaj oto...nie tak silnego rycerza jak ja w łapie, hah, Sir Alrana z rodu Connigtonów, a twoi jak?
Spojrzał po tej całej gromadce ludzi, wsadzając przy tym pancerne paluchy za swój rycerski pas i podając tak każdemu po kolei rękę podczas powitania. Jeśli mieli to za sobą, to wrócił do swego przyjaciela. - Dokąd tak zmierzasz Alran z taką drużyną, huh?   - Samym rozsiodłaniem koni zajął się...znajomy bękart.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Nie Sie 12, 2018 12:58 pm

Dotarł do nich odgłos zbliżających się ludzi. Stukot kopyt i brzęczącej stali. Wojowie sięgnęli po broń, lecz Arlan uspokoił ich zamiary, wyciągnąwszy dłoń do góry. Sądził, że zbóje zaszliby ich od tyłu, zaś owe dźwięki dobiegały wprost od traktu. Drogą taką jak ta, grasanci nie podróżowali. Odkąd minęli granice Włości, większość ludu spoglądała na nich jak na najeźdźców. Mimo to, nikt nie ważył się okazać im niechęci. Jeżeli ktoś maszerował na nich ze złymi zamiarami, na pewno zmiarkuje widząc czworo uzbrojonych mężczyzn. Jeżeli nie, cóż. Będą mieli powód aby rozciągnąć nieco mięśnie przed snem.
Wtedy ukazał im się wielkolud dosiadający równie wielkiego konia, choć zwierz nie równał się jego gabarytom. Wyglądał jak jeździec na kucu. Obok niego młodzik o oczach wielkich jak sam strach, choć hardo spoglądających w ich stronę. Wojowie się zwarli ale Arlan ani drgnął. Wybuchł serdecznym śmiechem, kiedy ujrzał, że to jego stary druh kroczy bojowo na ich obóz.
- Na siedmiu! Arjan! Na mnie z bronią kroczysz?- Rzucił się na znajomka, co by uścisnąć mu dłoń. - Dobrze Cię widzieć. Będzie z parę wiosen. Nic się nie zmieniłeś, nadal krzepki jak tur.- Powitał też owego Ricona. Ricsona? Ricarda!.
- To Arjan z rodu Estermont! Mąż siostry mego wuja, lorda. - Rzucił do swoich, na co oni odpowiedzieli niezgrabnymi pokłonami. - A oto moi żołnierze. Baldwin, Galf i Forthwynd z Zatoki Krabów. Wybacz im brak obycia, zacni to towarzysze broni. Od ich oręża padło wielu dornijskich najeźdźców. Ten młody tam, to mój giermek. Dobry to chłopak, Medwyn się zwie. Proszę, zasiądź. - Wskazał ów giermkowi, coby przyniósł strudzonemu rycerzowi pieniek do siedzenia. Ugościł Estermonta obok siebie, po chwili obaj mieli podane bukłaki z winem.
- Powróciłem do Gniazda Gryfów ale doskwierało mi coś od braku zajęcia. Zbyt długo już zabawiłem na Pograniczu, żeby zadowolić się na dłużej wygodami dworskiego życia. Nie wadzą mi one, lecz nudzą szybko. Kiedy mój ojciec wspomniał o jakiejś misji dyplomatycznej i kobiecie, co zdałaby się na moją żonę, spakowałem się i tego samego dnia wyruszyłem na front. Ci tutaj towarzyszą mi już od lat, służą mi odkąd strzegłem naszych granic. Zwali nas Czarnymi Kapturami. Lord Caron uformował z nas drużynę, niestety wielu poległo. Szczególnie w ostatni rok, bo granice zrobiły się niespokojne. W końcu jednak przestaliśmy się tam liczyć, zastąpili nas nowi. Poczęliśmy więc szukać szczęścia gdzie indziej.- Przerwał aby spożyć arborskiego, który podkradł z rodzinnych piwniczek.- Ty zaś, przyjacielu... Wybacz moją śmiałość ale nie wyglądasz najlepiej. Co Cię tu sprowadziło?
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Nie Sie 12, 2018 4:23 pm

- Nic? - Spytał z uśmiechem rycerz z herbem żółwia. - Wzrosłem w górę jak nijaki Duncan Wysoki! Ha!
Uderzył się tym lekko w pierś. Niegdyś to wzrostem był niższy od większości dam w Westeros, bo nie przekraczał on pięciu stóp, gdzie większość chłopaków już w tym wieku sięgała po sześć stóp.
- I dobrze, dobry dornijczyk to martwy dornijczyk, haha. - Zaśmiał się Arjan podczas przedstawienia mu żołnierzy Gryfa. Pokiwał on głową znacząco, bo tacy ziomkowie zawsze byli w cenie podczas podróży. Zaraz to ruszył za Alranem, by przysiąść z nim koło ogniska na pieńku drzewa. Arjan odetchnął z ulgą i przyjął bukłak z winem z nie lada radością na twarzy. - Zdrowie i za takie spotkanie, hah. - Rzekł Żółw, po czym wziął trzy spore łyki wina. I to jest to! Odciągnął bukłak od swych i wytarł je wierzchem rękawicy. - Dawno nie piłem, normalnie niebo, haha. - Zaśmiał się krótko i pociągnął kolejnego łyka, słuchając przy tym dialogu Alrana z lekkim uśmiechem. Kiwnął przy tym giermkowi, by zaczął zdejmować z niego płyty. Do końca ów "wyjaśnienia" gryfa, młodzik zdążył zdjąć jeden naramiennik. Gdy spytał się jego, co on tutaj porabia, uśmiech z twarzy mu zniknął i pociągnął jeszcze jeden łyk wina, wpatrując się przy tym w ogień ogniska. Spoważniał.
- Pewnie słyszałeś o tej całej sytuacji na Zielonym Kamieniu. - Wyrzekł sucho. - Nie mogę sobie tego wybaczyć. Nikt mnie nie chce w rodowitym domu, więc...jadę przed siebie, byle coś znaczyć. Oddałem swej siostrze ostatnie pieniądze i niech będzie lepsza w tym ode mnie.
Zadrgał mu wtedy prawy kącik ust i ścisnął mocniej szyjkę od wina. Był wściekły, ale nie ukazywał tego. Miał spokojny wyraz twarzy, a oczy nadal wlepione w ogień.
- Rozerwę każdego z rodu Targaryen który wejdzie mi w drogę za to co zrobił. - Wtedy wrócił wzrokiem do rozmówcy i patrzył mu prosto w oczy. Po chwili lekki uśmiech wrócił na jego twarz.
- A po drodze tutaj wlazłem w niezłe gówno z bandytami, ale zajebałem skurwysynów za kradzież mojego Groma! Haha! - Zaśmiał się jak gromko jak burza i napiął lewą rękę wolną od płyt. - Z czymś takim się nie zadziera! Haha! Bo jak dostanę do mej dłoni topór, to rycerski topór się raz wpierdol w trymiga obskoczy, hah, ale no...rozumiem twoją sytuację, miałem podobną z moim świętej pamięci ojcem. Czyli w sumie jedziemy na tym samym wozie, czyżby czekała nas niezła przygoda?
Spytał, pokazując przy tym w groźnym uśmiechu zęby. Następnie upił kolejny łyk wina.
- Ruszam do Królewskiej Przystani. Może się znajdzie jakiś lepszy medyk, co by głowę opatrzył...no i sprzętu muszę dokupić, bo mi kopii brakuje. No i też by się trochę odstresowała po tym wszystkim. Rana po czym pytasz? Ci bandyci to lepiej uzbrojeni niż wojsko. Ich herszt w pełnej płycie latał i jeszcze z młotem dwuręcznym, stąd rana.

avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Nie Sie 12, 2018 5:40 pm

- Owszem, słyszałem co spotkało Twój ród. Wieści te były bardzo bolesne, uwierz mi. Bardzo mi przykro, przyjacielu. Nie śmiałbym twierdzić, że jedziemy na tym samym wozie. Spotkało Cię tyle złego. - skomentował słowa Arjana, wpatrując się w buchające płomienie paleniska. - lecz prawda to, że zmierzamy w tym samym kierunku i poszukujemy tego samego. Arjanie dołącz do naszego obozu. Rozgośćcie się tutaj jak u siebie. Przyłącz się do mojej wędrówki, my również zmierzamy do stolicy. A potem dalej, za przygodą!- aż mu się sucho zrobiło, więc uczcił to winem.
Nie krył nadziei, że Arjan przystanie na jego propozycję. Swój to swój. Przez wzgląd na przeszłość, a przede wszystkim wspólny fach.
- Bandyci?! Porobiliście ich? Cholera, a co im uderzyło do głowy, żeby stawać Ci na drodze?
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 13, 2018 2:03 am

- No jak to co? Chrapkę na moje rumaki mieli, to odpłaciłem się za kradzież toporem w czerepy! Hah! Z tuzin ich położyłem, ale no, herszt, twardy skurwiel był, jeden błąd i mam to. - Mówiąc to, delikatnie pogładził przy tym zabandażowaną głowę, gdzie dostał takowym dwuręcznym młotem. Gdyby nie hełm, to pewnie już by nie żył. W tym samym czasie giermek zdążył już pozbawić rycerza napierśnika, więc żółw chwycił swój basinet i pokazał Alranowi miejsce uderzenia, które musiało być przebite szpikulcem takowej broni. Następnie odłożył na miejsce pozostałych części zbroi i upił kolejny łyk wina.
- Także masz zaufanego towarzysza broni, Alran! Niech no ja tylko przeczekam ten czas gojenia rany, a możemy się nawet wypróbować! - Zaśmiał się gromko. - Ale wątpię, byś dał radę!
Zawołał, po czym położył swój łokieć na kolanie.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Pon Sie 13, 2018 8:33 pm

- Sporo warta ta szkapa. - Zażartował, podziwiając zwierza ze dwa łby wyższego od reszty koni. W pamięci nosił wierzchowca o podobnym wyglądzie, który poległ mu w walce z dornijskimi najeźdźcami. Dzikusy na swych szybkich koniach, używający łuków do zadawania trujących ran. Prawie się opluł na myśl o tych plugawcach.
- Bandyci okuci w stal. Może to jakiś dezerter. Może takiemu właśnie ekwipunek ukradł. Dziwne czasy nastały, niepewne. Grasanci z rycerzami jak równy z równym, choć ci pierwsi na kosach walki się uczyli. - Zakręcił wąsem z niedowierzaniem i zachęcił druha do kolejnego łyka, samemu również nie opuszczając kolejki. Wysłuchiwał słów Arjana, co jakiś czas spoglądając na pracę Medwyna, który winien się już uporać z namiotem. Ten, imponujących rozmiarów, wyszyty w pasy. Biel i czerwień. Widać, nowy był i solidny. W środku dobre legowiska ze skór i futer. Szyte rękoma zacnych niewiast z Ziemi Burzy. Pod namiotem zaś leża dla wojów. Miejsca dużo, niczego nie brakowało poza jakimiś pannami jagódkami.
- No, no. - Arlan obruszył się i napuszył na wyzwanie postawione przez znajomego rycerza. Zamachnął pięścią i rzekł. - Mocne słowa jak na kogoś z raną na głowie. Może pieszo miałbyś jakieś szanse ale z konia mnie nie zrzucisz. Ba! Mam tu nawet kilka kopii, mogę się podzielić i sprawdzilibyśmy czyś rycerz, czy zwykły rębacz!- Po chwili jednak jego zapał minął. Spojrzał na przyjaciela jakoś tak bardziej litościwie i poruszył wąsami, jakby chciał coś powiedzieć lecz słowa zjadały myśli.
- Może jak wyzdrowiejesz. Znajdziemy ci tam jakieś dobre ręce, co zajmą się ranami. Najlepiej, żeby miały też parę krąglutkich cycuszków to od razu wydobrzejesz. - Rechocząc, sięgnął za pas i wyjął garść kwaśnych liści. - Chcesz trochę?
Półmrok nastąpił, niektórzy już pokładali się do snu. Dziczyzna była dobrze upieczona i każdy dzierżył już jakąś porcję mięcha. Przy palenisku ostali się Arlan, Arjan, ich giermkowie oraz Forthwynd z Zatoki Krabów, który pełnił swą wartę nieopodal towarzyszy.
- Lord Caron był dobrym gospodarzem. Jego kowale nieustannie wystukiwali nam najlepszą stal. Punkty zborne, które stworzyliśmy wraz z innymi strażnikami granic, pełne były jadła, koni oraz wymyślnych pułapek. Grasanci z południa byli bardzo sprytni, żeby ich pokonać, musieliśmy być sprytniejsi. Chodziło głównie o szpiegów, zwiadowców oraz tych, co napadali na karawany kupieckie. Lordowie prowadzili politykę według własnych zasad, nie było mowy o wojnie. Ostatnie miesiące zmieniły wszystko lecz nasz gospodarz wolał zastąpić wolnych rycerzy swoimi dowódcami, nas zaś trzymać bliżej siebie. Z całym szacunkiem ale lord Nocnej Pieśni zbyt bardzo przyzwyczaił się do wydawania mi rozkazów. Kiedy wyrażałem niechęć bądź debatowałem nad jego racjami, wybuchał straszną złością. Cóż, córy miał może piękne, a korytarze jego zamku nocą zupełnie zaciemniałe ale... nie mogłem wytrzymać tam dłużej niż kilka tygodni, może zbyt bardzo rozbestwiłem się na dzikich stepach. Wróciłem więc do domu, gdzie witano mnie ciepło jak jakiegoś bohatera i tam też ciężko było mi wytrzymać, choć nie marudziłem na wszystkie wygody. Pochędożyłem trochę, pomodliłem się i przyszło dalej ruszać w drogę. Byle szybko, nim ojciec wysłał mnie tam, gdzie kierowały się jego interesy. Jeszcze by mnie wydał za jakąś dziewkę i nici z wolności. A Ty, ser Arjanie. Doszły mnie słuchy, żeś brał udział w turnieju lecz nie twe imię opisywało triumfatora. Jak to było w paszczy Lwa?
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 13, 2018 11:02 pm

- Ja Ci dam szkapa. - Obrócił się wtedy do pieńku do swego rumaka. - Grom, słyszałeś Ty go? Tylko się prosi! Rick raczej nie chce czyścić podków z krwi znowu, to lepiej odpuść, haha!
Grom był rumakiem przystosowanym do znoszenia trudu boju, bólu oraz noszenia ciężkich pancerzy. Takowe zwierzę potrafiłoby zabić bez największego problemu człowieka. W końcu dostać od takiego kopytem lub też zostać ugryzionym, pewnie zakończyłoby się śmiercią. Odwrócił się z uśmiechem do kumpla i upił kolejnego łyka wina, nie ma co, już mu milutkie ciepełko się zrobiło w środku.
- Kurwa, Alran. Jak ta zgraja ze trzy albo cztery dziesiątki liczyła i konie miała! Jak oni to karmili do jasnej cholery? To jest jedyne wytłumaczenie w sumie, że to byli zbrojni...ale no...gryzą glebę, to już nie są. - Odparł z rechotem i pograł koniuszkami palców po blachach na nogach. Obejrzał teraz w wolnej chwili obozowisko, bo dość sporaśne było. Ha! Nawet namiot tutaj mieli! Estermont wydął usta i spojrzał na giermka, kiwając przy tym głową, by rozłożył ich własny namiot. Ha! Mieli własny!
- Oooo, już się boję. - Rzekł niskim tonem Arjan. - W Kopiach to Ty się ze mną nie mierz, przyjacielu lepiej. Bo moja łapa to jest wtedy młotem, ja kowadłem, a Ty rozgrzanym żelazem, jak pierdooooooolnę, to za trybuny wylecisz i salto w tył zrobisz! Ha! Tylko niech wyzdrowieje!
Klepną przy tym swe kolano ze śmiechem, będąc pewien swego, że Gryf właśnie takie salto zrobi! Bez pierdolenia, wziął kolejny łyk wina i w sumie na tyle dziś starczy. Oddał takowy bukłak Rickowi, który sam za plecami mentora spróbował takowego przysmaku. Góra mięcha natomiast złożyła dłonie na piersi i słuchała z wielkim zaciekawieniem historię Conningtona. Lubił słuchać historie, lecz ta nie należała do takich "gawędziarskich", a bardziej fakty. Na sam liść niepewnie kiwnął głową i wsadził sobie to do ust, miażdżąc to w zębach jak zwykły wół. Pokiwał on głową ze zrozumieniem.
- Jak dwie krople wody. - Przyznał o historii przyjaciela. Byli podobni. - Ta Paszcza lwa mnie lubiła, znam osobiście księcia Gedeona, więc lewki tak bardzo mi pazurków nie pokazywały. Sam Turniej w Lannisporcie? Huh, dawno się tak nie bawiłem, zwłaszcza w walce zbiorowej! Och, jakież to było zajebiste, zwłaszcza, że mogło brać udział pospólstwo! Pokazałem, gdzie oni mogą powsadzać te swoje gówno hełmiki z odzysku i pałki przy walce z rycerzem! Ach, jakiż ja wtedy wpierdol sprzedawałem na lewo i prawo! Tylko psiakrew...problem był taki, że człowiek się trochę męczy po tak długim srogiej rąbaninie, to doszedłem jako trzeci do finału. Dwóch miałem na siebie, a ja już i tak czułem się tak wyjechany, że długo się nie opierałem i dałem im walczyć między sobą. Niedługo po tym dowiedziałem się, co się stało na Zielonym Kamieniu, wtedy co rusz ruszyłem w kierunku domu. Otrzymałem też list od ojca, że...mi wybacza te wszystkie lata i że wyspa potrzebuje lorda. Podobno zapadł w ciężką chorobę. Ten...
Tutaj Estermont się zawiesił, bo na usta przychodziła mu fala słów, jaką by mógł nazwać ojca za to. Byłem mu dopiero potrzebny w momencie, gdy sam nie mógł ogarniać tego bajzlu.
- Mój ojciec przez całe życie miał gdzieś moje zdanie. Lał za przekładanie nauki walki nad książki. Wrzeszczał na moje propozycje zmiany wyspy. Nawet nie pokładał we mnie nadziei, że będę lordem. Nazywając mnie tylko kupą gówna w zbroi, która nic nie wniesie dla rodu. Nie raz się wkurwiałem. Wtedy wyjeżdżałem z domu, dałem upust złości na polowaniu albo jakieś bijatyce w karczmie, zdarzało się nawet na noże iść. Mimo to wracałem i otrzymywałem kolejne kłótnie. Kiedy nadarzyła się okazja być giermkiem u Lorda Buckler'a, zrobiłem to. Miałem przez 3 lata spokój, potem znów to samo. Miałem chociaż nadzieję, że gdy wrócę z rycerskim pasem do ojca, to coś się zmieni. Marzenia bywają mylne. Zaraz po tym świętej pamięci ojciec żądał, bym ożenił się z panienką Dondarion. Może i była ładna, ale za długo by z nią nie wytrzymał, po prostu się nie godziłem. Przez 20 lat byłem gardzony jak jakiś bękart, więc wyznałem to, co wywołało chyba jedną z największych kłótni. Kazał mi zniknąć z jego oczu na wieki i nigdy mu się nie pokazywać. Co rusz opuściłem Estermont.
Wpatrzył się przy tym w ogień, jakby szukał tam na coś odpowiedzi.
- Do teraz sobie zadaje pytanie, czy ja byłem tak chujowym synem i nie mogę sobie wybaczyć tej ucieczki. Powinienem tam zostać, bronić domu, strzec go jak powinien lord. - Otarł oczy prawą dłonią.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Wto Sie 14, 2018 12:16 am

- Ojciec nie miał prawa żądać, byś był jego lustrzanym odbiciem. Najwyraźniej dławił się własną ambicją widząc, że bardziej niż jego wizje, spełniasz siebie. Nie możesz się o to obwiniać, przyjacielu. Niewielu ma odwagę podążać swoją ścieżką. - Klepną Arjana po ramieniu, a drugą ręką zaraz przyłożył do bukłaka swego druha i stuknął, coby procenty podskoczyły. - Mój ojciec nie był tak hardy, żeby mnie tłuc ale miał inne sposoby abym czuł się źle, kiedy nie chciałem być taki jak on. Gardziłem polityką, a on miłował ją bardziej ode mnie. Cóż, koniec końców zostałem rycerzem, a Siedmiu mi świadkami, że to jest właśnie to co chciałem w życiu czynić. - I łyknął sobie, nie żałował. Czuł gdzieś tam w środku głęboki smutek, trza go było więc zapić i nie strzępić więcej języka, a jak już to na pokrzepienie. Prawda jest taka, że rozumiał Arjana doskonale. Nie potrafił lepiej wyrazić tego słowami, wolał więc to przemilczeć.
- Mam nadzieję, że po drodze świat nie zwariuje i ktoś o zdrowych zmysłach oraz pełnym skarbcu, urządzi jeno jakiś turniej. Wtedy zobaczysz, że to czerwony gryf na mej piersi zatriumfuje na kopie.
Gawędzili należycie przez kilka dłuższych chwili. Półmrok otoczył ich obozowisko niczym smoła, która ulewa się z gwieździstego sklepienia. W końcu poczuli się znużeni i udali się na spoczynek. Choć gawędziło się całkiem przyjemnie, nie starczało wieczora aby omówić wszystko co napędzały ich myśli, a gęby nie miały tyle sił, zajęte opijaniem bukłaków. Pełne żołądki potęgowały poczucie zmęczenia, należało więc udać się do krainy snu. Rycerze zarządzili, że wyruszą wprost do Królewskiej Przystani wraz ze wschodzącym słońcem. Cóż, gdyby nie fakt, że wszyscy razem wypili ponad połowę posiadanego wina, pewnikiem wstaliby skoro świt.
Nazajutrz Arlan, jak przystało na pięknisia, udał się na kąpiel do tutejszego stawu i wpierw ubrał eleganckie szaty. Wyczesał włosy i wraz z pomocą Medwyna, ubrał zbroję. Wszyscy czekali już na niego moment, więc musiał liczyć się z kpinami ze strony druha. Cóż, w końcu byli gotowi wyruszać w drogę i popędzili ku murom stolicy. Królewskiej Przystani.
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Okolice Królewskiej Przystani

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach