Ulice Królewskiej Przystani

Go down

Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Pią Gru 22, 2017 10:36 pm


***

Wszelkie drogi stolicy. Szerokie i wybrukowane główne szlaki, a także ciasne i ciemne zaułki.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Pią Gru 22, 2017 10:51 pm

24 Stycznia 336 AC

Nauczony doświadczeniem przy pozbywaniu się łupów z Dorzecza, Atlovart po sutym śniadaniu wyruszył w miasto już z rana, biorąc ze sobą coś na drogę i Svena do towarzystwa. Może i nie pomagał w dobijaniu interesów, ale spacerując po mieście człowiek przynajmniej miał do kogo gębę otworzyć.

Cel wędrówki był, stwierdzić by można - niekoniecznie jednoznaczny. Właściciel przybytku Czarne Słońce już właściwie ponad miesiąc temu miał zamiar rozwinąć interes, przez co ruszył na trakt, by nieco zarobić, a nie miał nawet określonego miejsca, które by chciał zakupić - ogromne niedopatrzenie... chociaż może to i dobrze. Jeszcze by się napalił na konkretne miejsce, które po jego powrocie już dwa razy zmieniłoby właściciela. Dlatego też ruszał teraz - w pełni sił, wypoczęty i z chłodnym umysłem. Pieniądze zaś zostawił zamknięte w karczmie, bo chyba spaliłby pół miasta, gdyby ktoś oskubał go z trudno wypracowanych oszczędności. Miał ze sobą ledwie nieco srebra i miedziaki.

Plan Atlovarta był prosty i bazował na tym, co mężczyzna posiadał, a posiadał czas. Mając to na uwadze, wmiast udawać się od razu do pośredników, miał zamiar przemierzyć ulice stolicy w poszukiwaniach na własną rękę. Interesowało go kupno przybytku, najlepiej w bogatej dzielnicy - chyba, że okaże się, iż to nie na jego kieszeń - co mogło obejmować zarówno opuszczone i zabite dechami budynki, jak i wciąż prosperujące, lecz ledwo wiążące koniec z końcem miejsca. Nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się okazja. Atlovart gotów był spędzić na poszukiwaniach przynajmniej dwa, może cztery dni, zależnie od skutków. Miasto było ogromne, więc liczył na to, że coś intratnego się trafi.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 27, 2017 5:19 pm

27 stycznia 336AC

W czasie trzech dni poszukiwań Atlovart znalazł oferty, które powinny stanowić zadowalająca pulę do wyboru. Pierwszego dnia wprawdzie znalazł podupadającą karczmę w średniozamożnej dzielnicy, jednak jej właściciel nie miał zamiaru sprzedać lokalu i chciał walczyć do końca. Chyba, że jakaś siła perswazji zmieniłaby jego zdanie... Poza tym podczas dalszych wędrówek ulicami dawnej stolicy udało mu się znaleźć opuszczony, dwupiętrowy budynek w jednej ze średniozamożnych dzielnic, w całkiem dobrym stanie. Cena zakupu wynosiła równe cztery setki złotych smoków. Trzecie znalezisko było jednak prawdziwym fenomenem. Trzypiętrowy budynek w bogatej dzielnicy miasta, w równie dobrym stanie co ten poprzedni. Wyjściowa cena ustanowiona była przez sprzedawcę na pięćset sześćdziesiąt smoków.



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Czw Sty 04, 2018 7:24 pm

Gbur, cham, prostak, pizda, a nie przedsiębiorczy człowiek. Chuj kurwa! Nie chce sprzedać? Zobaczymy co powie, jak Atlovart wróci tu za jakieś dwa, trzy miesiące z wozem pełnym złota, a ta namiastka przybytku wciąż będzie przynosić straty. Wparowanie w nocy z Roshem i sklepanie typka teoretycznie przyspieszyłoby wykup "lokalu", ale to nie Dorzecze, więc należało się już trzymać z prawem, a nie stać naprzeciw niego. Zaś co do pozostałych lokali... Atlovart nie bez powodu trzymał "pod łóżkiem" sporą sumkę, a oba lokale go zainteresowały. Ten w bogatej dzielnicy przy dobrej ręce mógłby przebić i Czarne Słońce, za to ten znaleziony jako drugi mógłby stać się nieco tańszą wersją, dostępniejszą dla szerszego grona, co spopularyzowałoby biznes najemnika. 

Atlovart już jakiś tydzień temu próbował zastać swego przyjaciela - kupca, który sporo podróżował, ale z przystankiem w Królewskiej Przystani właśnie. Ten pewnie po starej znajomości lub uczciwy procent pomógłby najemnikowi w kwestii wykupu. Jeśli zaś go nie było, to najemnik ruszył do swojego drugiego znajomego - także kupca, lecz osiadłego w Królewskiej Przystani na stałe. Zawsze to jakaś pomoc. Następnie zaś miał zamiar wykupić oba przybytki, zaczynając od droższego. W głowie było mu także znalezienie ekipy, która wyremontowałaby je na modłę Czarnego Słońca, a na koniec znalezienie pracowników. Co by mieć nieco więcej kontroli, Atlovart planował już dać do każdego z nowych przybytków przynajmniej po jednej zaufanej osobie ze starej kadry Słońca. Oczywiście zależało także na czasie, więc nim wcześniej dałoby się wszystko zapiąć na ostatni guzik, tym lepiej.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Sty 05, 2018 1:46 am

Znajomy kupiec Atlovarta był akurat w Królewskiej Przystani i - bez pobierania żadnej opłaty - pomógł mu zakupić oba budynki. Niestety nie udało mu się wytargować zniżki. Od razu pomógł również karczmarzowi oszacować koszt drobnych napraw i remontów. Nowe nabytki były w dobrym stanie, jednak było kilka szczegółów do poprawy. Nie były rzecz jasna rzucające się w oczy lub konieczne do funkcjonowania, ale podobno miały to być ekskluzywne - a przynajmniej porządne przez duże P - lokale. Późnej mężczyzna zaoferował wysłuchać Atlovarta i wycenić ile kosztowałoby go rozpoczęcie pożądanych interesów w obu lokalizacjach. Ekskluzywnej karczmy w bogatej okolicy i porządnej, zadbanej oberży w tej średniozamożnej.




Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Atlovart on Pią Sty 05, 2018 8:29 pm

Zaangażowanie znajomości okazało się trafnym posunięciem. Jeśli tak znamienity kupiec nie wytargował nic ponad początkową cenę, to Atlovart pewnie musiałby jeszcze dopłacić. Szacowanie kosztów, czy pomoc w organizacji rzeczy wszelakich była wręcz niezastąpiona. Przed najemnikiem stanęło jednak kilka decyzji, toteż nie było sensu zwlekać i należało coś zadecydować i mieć nadzieję, że wybór był odpowiedni.


avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Lut 18, 2018 2:12 pm

25 marca - 10 kwietnia 336AC

W Królewskiej Przystani doszło do... fali podpaleń. Dwadzieścia trzy pożary budynków wywołane przez - z początku - nieznanych sprawców nie przyczyniły się do wielkich szkód w mieście, ugaszone w miarę sprawnie nim objęły ogniem coś więcej niż tylko sąsiednie zabudowania, jednak z pewnością zasiały trochę chaosu oraz niepokoju w mieście szykującym się do wojny. Dwie z grup udało się zresztą złapać, a także jakieś pojedyncze indywidua, jednak nikt z nich nie wiedział dla kogo pracuje, chociaż rzeczywiście potwierdziło się, iż dla kogoś na pewno. Podejrzenie padało oczywiście na Shireen Baratheon lub Durrana Baratheona, z których jedno już zaatakowało jego królestwo, a drugie gromadziło na granicy wojska. Oczywiście podejrzenia te nadeszły z późniejszymi atakami, gdy pojawiły się informacje o poczynaniach obu Jeleni.
Decydującym dowodem na sabotaż było uszkodzenie machin wojennych umieszczonych na murach stolicy. Złapanych ludzi czekała egzekucja w celu zastraszenia ich współpracowników, a także pokazania mieszkańcom, i straż czuwa, a zdrajcy nie pozostaną bezkarni. Złote Płaszcze wzmogły również czujność na murach i w pobliżu machin, spichlerzy, studni oraz koszar. Wystawiono również dodatkowe straże przed gmachem Cechu Alchemików. Co ciekawe nikt nie powiązał z sabotażem odrobinę większej ilości karczemnych burd jakie ostatnio zajmowały część rąk straży miejskiej.


11-15 kwietnia 336AC

Pod stolicą wznosiło się już miasteczko namiotowe wojsk zebranych przez króla Daemona. Siły Targaryenów, Hayford, Stokeworth i Rosby, a wkrótce nadejść mieli kolejni. Jeżeli Baratheon myślał, że będzie mógł nadejść i oblegać miasto głodząc jego mieszkańców, to był w wielkim błędzie... Ataki podpalaczy i próby sabotaży sprzętu nie zdarzały się już w tym czasie.


16-18 kwietnia 336AC

O starych składach króla Aerysa wiedzieli alchemicy, ale ci byli bardzo lojalni krwi smoka. Zdarzyło się jednak wiedzieć o nich również kilku ludziom współpracującym z cechem w kwestii zapewnienia zaopatrzenia, żywności i innych podobnych rzeczy. Jeden z nich nie był już tak lojalny i mieszek złota przekonał go by zapewnić odpowiednie informacje sabotażystom chcącym skraść kilka dzbanów dla wywołania zamieszania w stolicy. Atak przypuszczono na trzy składziki z sieci rozmieszczonej pod całym miastem. W czasie dwóch ataków spiskowcy musieli zbiec zauważeni przez straże... Trzeci, w Zapchlonym Tyłku, zakończył się cichym usunięciem wartowników i dostępem do składziku. Bardzo niestabilnego składziku, o czym ktoś niebędący alchemikiem wiedzieć nie mógł. Jedno małe potknięcie... Jeden błąd... I substancja mogła eksplodować... Zrządzeniem losu ten błąd nastąpił, a wybuch jednego dzbana wywołał reakcję łańcuchową prowadząc do eksplozji pozostałych. Wszyscy sabotażyści zostali spopieleni w mgnieniu oka, podobnie okoliczne zabudowania. Krzyk i terror zawładnęły nocą... Pożar szalał przez następne dwa dni nim został opanowany, a zgliszcza dogasły. Na szczęście jedynie niewielka część budowli w samym sąsiedztwie Zapchlonego Tyłka ucierpiała, slumsy zaś spłonęły całe. Tam gdzie niegdyś stała największa nora Królewskiej Przystani, teraz znajdował się jedynie popiół i zgliszcza.


19 kwietnia 336AC

Lud zebrał się pod siedzibą cechu alchemików, wściekły za wywołany przez dziki ogień pożar. Król skutecznie jednak rozpędził zbieraninę wykorzystując argument zgromadzonej pod murami armii by obyło się bez rozlewu krwi.


Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Maj 05, 2018 8:38 pm

9 maja 336AC - noc

Gildia Alchemików opuściła Królewską Przystań. Niektórzy wprawdzie chcieli zostać, jednak przywódcy zakonu wiedzieli, że nie mogą pozwolić na coś takiego. Sekretów ich organizacji strzeżono od tysiącleci, a teraz wszystko to byłoby zagrożone przez grupkę członków mających czelność by okazać niesubordynację. Zdrajcy zostali... unieszkodliwieni. Mogli pozostać w swoim mieście tak jak sobie życzyli - już na zawsze. Gildia natomiast miała zmienić położenie by móc rozwijać się dalej, ewoluować. Ciekawsza perspektywa niż kolejne lata ograniczeń, nudy i pogardy pod rządami jeszcze jednego Baratheona - który w dodatku dzierżył ten sam banalny młot co poprzedni - lub samobójcza misja, która zagrzebałaby ich nietuzinkowy intelekt pod gruzami. Znalazł się jednak jeden, który ranny umknął woli swoich przełożonych.
Mądrość Manan musiał dojść do siebie, jednak w końcu udało mu się dotrzeć tam gdzie chciał - do jednego ze starych składów króla Aerysa. Zostawiając za sobą pochodnie na ziemi podszedł do najbliższego z dzbanów i ostrożnie otworzył pojemnik, uśmiechając się, gdy jego wzrok spoczął na powierzchni Substancji. Cofnął się i podniósł swoje jedyne źródło światła z ziemi, zbliżając się z nim do naczynia. Ostatni upiorny uśmiech rozciągnął się na twarzy alchemika, po czym pochodnia opadła do naczynia...
Wielki wybuch wstrząsnął Królewską Przystanią, gdy jęzory zielonych płomieni wystrzeliły spomiędzy ziemi pod Wielkim Septem Baelora. Dziki ogień wystrzelił przez okna i drzwi, aby niezaspokojony rozsadzić ledwie ułamki sekund później kamień potężnej budowli. Okoliczne zabudowania również ucierpiały, czy to poprzez znalezienie się w strefie rażenia eksplozji, czy też później, gdy płonące resztki wysadzonych budynków zaczęły opadać na okolicę. Szczęśliwie noc była chłodna i pochmurna, delikatna mżawka zwilżyła miasto i wciąż nad nim panowała. W połączeniu z szybką reakcją mieszkańców pozwoliło to zahamować pożar nim mógłby wymknąć się spod kontroli i spopielić większą część Królewskiej Przystani. Niestety Wielki Sept oraz jego najbliższe sąsiedztwo były nie do odratowania.

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 27, 2018 11:56 am

6 Czerwca 336 AC

Zaraz po wyjściu z karczmy, rycerz kazał swemu giermkowi wybrać jednego ze zdobytych koni od bandytów. Będzie im służył jako tragarz. Ruszyli oni w kierunku rynku, gdzie stamtąd będzie najbliższej do wszelakiej maści rzemieślników. Ich pierwszym celem był zbrojmistrz. Żółw podczas akcji na wsi stracił swoje główne narzędzia do zabijania z siodła wierzchowca. Mianowicie chciał zakupić dwie długie włócznie oraz ostrą kopie. Miał on także uszkodzony hełm od ciosu młotem bojowym, więc Arjan chciał na jego miejsce kupić jakiś naprawdę porządny armet z pawimi piórkami, a swój stary i wygnieciony basinet sprzedać. Stal zawsze w cenie. Wtedy przy okazji Estermont sprzedał mu dwie pełne średnie zbroje, czyli zapewne kolczugi. Wychodząc od takowego mieszczanina, napotkał kramik ze smażonymi pysznościami, więc niebieskooki zakupił dla giermka i siebie po smażonej kiełbasie z dodatkiem cebulki. Niebo w gębie. Następnie popytali się w mieście, czy ktoś tutaj stacjonarnie sprzedaje rumaki bojowe, bo chętnie takowego rycerz by zakupił. Miał on w końcu swego Groma, rumaka dla giermka oraz dwa obce, więc wolał jednego rumaka bojowego na zapas. Wtedy po drodze usłyszał o tatuażyście, który bardzo go zaintrygował. W końcu każdy szanujący się wielkolud powinien mieć tatuaż. Po obejrzeniu spektaklu cyrkowców na ulicy, chciał takowy tatuaż sobie zrobić. Przez cały czas miał oko na swoją sakiewkę.
Skrócik:

Zakup
- Kopia i Dwie Włócznie
- Rumak Bojowy
- Tatuaż na całe prawe ramię
- Jedzenie po drodze
- Rzucone jakieś cztery jelonki dla artysty po drodze
Sprzedaż
- Trzy średnie zbroje
- Trochę uszkodzony hełm ciężki
Po drodze
- Słuchanie plotek, które mogłyby interesować rycerza
- Jakiś ciekawy przedmiot do zakupu?
- Przekazanie dwóch smoków na odbudowę świątyni
- Zamienić srebro na smoka


Ostatnio zmieniony przez Arjan Estermont dnia Pon Sie 27, 2018 2:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Sie 27, 2018 12:55 pm

Szukając warsztatów kowali i zbrojmistrzów Arjan naturalnie trafił na Ulicę Stali, gdzie prawie wszyscy podobni rzemieślnicy mieli swoje warsztaty. Droga wspinała się w górę Wzgórza Visenyi, czym wyżej tym droższe i cieszące się lepsza renomą zakłady można było znaleźć. Naszego rycerza interesował jednak po prostu porządny sprzęt bez przesadnych udziwnień, a także sprzedanie garści uszkodzonego rynsztunku, nie było więc co wspinać się na samą górę. Tam rycerz spokojnie sprzedać mógł ekwipunek po banitach - oczywiście nie po oryginalnej cenie takiego towaru, jako że był podniszczony i używany - oraz kupić dobrej jakości uzbrojenie wraz z pięknym, nowym hełmem dla siebie. Pióra sterczące z jego nowego nakrycia głowy prezentowały się dumnie. Wychodząc trudno niestety było o kramik na Ulicy Stali, acz znalazł się obnośny handlarz z zawieszoną na szyi tacką, zaś oferowane kiełbaski wciąż były ciepłe.
- Kiełbaski! Ciepłe kiełbaski! Tanio, tanio! - krzyczał zachęcając klientów. - Taniej nie znajdziecie, albo gardło sobie podrzynam!
Podczas poszukiwań rumaka Arjan rzucił kilka srebrników grającemu na ulicy grajkowi, który kłaniał się z wdzięcznością prawie całując ziemię. W końcu niewielu dawało tak dobre napiwki. Spotkał również kilku braci brunatnych zbierających fundusze na odbudowę septu w mieście. Biedny, Wielki Sept Baelora został wysadzony w powietrze dzikim ogniem, wraz ze statuą błogosławionego króla. Plotka głosiła, że to wyklęci przez Wielkiego Septona Targaryeni ośmielili się uczynić coś takiego, co mogło jedynie podsycić gniew Wiary skierowany w ich stronę. Arjan zaś rzucił braciom aż dwa złote smoki - majątek! - co spotkało się z ich wielką wdzięcznością i zapewnieniami, że będą modlić się za niego do Wojownika. Niestety rumaka bojowego na sprzedaż nie szło znaleźć. Wszak wojna szalała od miesięcy. Usłyszał jednak, że dobrego, ale zwykłego konia uświadczyłby na targu w północnej części miasta.
Co do plotek, mówiło się w mieście, że armia Targaryenów rozbiła na północy wojska Shireen Baratheon. Co do losu samej córki Stannisa krążyły już dziesiątki różnych historii, uciekła, zginęła w walce lub przez egzekucję, pojmano ją, kto wie... Nie było za to wiele kontaktu z armią księcia Lyonela, wozy i zapasy wysyłane w ich stronę padały ofiarami ataków, a kontakt był poważnie ograniczony. Wiadomo było, iż książę ostatnio oblegał Antlers. Ze wschodu natomiast nadeszły wieści o zwycięstwie Czarnej Zatoki nad Pentos i sprawnym zajęciu miasta. Ludzie na ulicach zastanawiali się czy oznacza to, iż król Aegon ponownie wyśle swoje siły na kontynent by wesprzeć Baratheonów w uporaniu się z ich wrogami.
W międzyczasie Arjan odnalazł tatuażystę i mógł sprawić sobie ładny malunek na ramieniu. Czy gdzie tam chciał...


Zakupy:
Wydatki:
- Kopia + 2 włócznie = 430SJ
- Jedzonko = 2SJ
- Ładny, ciężki hełm z piórami = 120SJ
- Tatuaż = 100SJ
- Darki na artystę = 4SJ
- Datki na Wiarę = 2ZS
Razem: 2ZS i 656SJ

Zyski:
- Trzy średnie zbroje = 4ZS
- Uszkodzony hełm ciężki = 80SJ
Razem: 4ZS 80SJ

Bilans: -176SJ

Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 27, 2018 7:19 pm

- Targaryen dokonał tego wybuchu? - Spytał, wsadzając przy tym pancerne kciuki za swój rycerski pas. Spojrzał tak na bok i syknął gniewnie. - Chędożony diabeł. - Następnie splunął na bruk. Sam zakup i sprzedaż sprzętu przebiegł w miarę dobrze, nie było co narzekać. Złoto się zgadzało. Nawet tatuaż jaki chciał zrobić, wyszedł zacnie. Gdyby chciał, to mógłby teraz sobie pójść na panienki, ale może innym razem. Po drodze zaszli do jakiegoś kramiku, gdzie sprzedawany był gulasz, więc rycerz kupił po miseczce, dla siebie oraz Rickarda, rozmawiając przy tym z mieszczaństwem oraz podróżnymi. Dowiedział się on mianowicie, że konwoje armii Baratheonów są napadane. Robota zbrojnych jak nic. Rzucił w duchu posępnie, po czym słuchał dalej. Shireen Baratheon? To ona w ogóle żyła? Taka informacja strasznie go zaskoczyła, nie mówiąc też o tym, że prowadziła wojnę i właśnie przeprowadzała bitwę z Ziemiami Korony! Wygląda na to, że ta wojna za szybko nie zamierzała się skończyć. Estermont po zjedzeniu gulaszu, wypytał jeszcze ludzi, czy tu przypadkiem nie został jakiś garnizon żołnierzy Ziem Burzy. Olbrzym chciał tam mianowicie się przejść, poprosić o rozmowę tutejszego dowódcy. Możliwe, że takowy był nawet w Czerwonej Twierdzy. Chciał mianowicie z nim porozmawiać na temat obecnego stanu wojny i dowiedzieć się więcej konkretów, przykładowo obecny ciąg zaopatrzeniowy, ponieważ wielkolud zaoferował pomoc w obronie takowych konwojów. Rzekł, że w karczmie ma jeszcze pół tuzina zaprawionych w boju ludzi. Co jak co, ale o swój rycerski honor trzeba dbać i walczyć za swe królestwo, wiarę, honor oraz zemsty za swój ród!
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Sie 27, 2018 8:37 pm



Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Payten on Pon Wrz 03, 2018 2:21 pm

7 Czerwca 336 AC

Był poranek, słońce dopiero wschodziło zza horyzontu a miasto powoli budziło się do życia. Na ulicach można było usłyszeć krzyki miejscowych kupców i rzemieślników otwierających swoje kramy i sklepy w budynkach przylegających do ulicy. Przechadzający się po ulicach ludzi, gdyby tylko podnieśli głowy, i nie zostali oślepieni przez padające promienie światła, mogli by dostrzec Paytena siedzącego na jednym z dachów. Chłopak obserwował budzące się do życia miasta przewracając między palcami naszyjnik zwisający z jego szyi. Gdy ruch stawał się coraz większy, chłopak wstał poprawiając swoją koszulę. Stojąc na szczycie dachu zwrócił uwagę paru gapiów ale nie mogli napatrzyć się zbyt długo, chłopak zaczął swoją wędrówkę na ziemie. Schodził tą samą drogą którą wszedł, będąc już na bezpiecznej odległości puścił się i spadł na ziemie by zaoszczędzić parę sekund. Po poprawieniu ubrania i sprawdzeniu czy buty się nigdzie nie zabrudziły ruszył w stronę głównej ulicy. Nie szedł szybko, jego krok był powolny. Ludzie wokół mogliby go uznać za kogoś kto pierwszy raz jest w tak dużym mieście. Payten kierował się w powoli w stronę karczmy w której miał spotkać się ze swoim "nauczycielem". Szedł powoli ponieważ miał się z nim spotkać późnym wieczorem. Chłopak miał nadzieje że w trakcie czekania wydarzy się coś ciekawego. Jeżeli nic ciekawego się nie działo, chłopak zaszedł do karczmy wcześniej i obserwował karczemnych gości.
avatar
Payten

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 21/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Nie Wrz 09, 2018 10:29 pm

Tak, poranek był cieplutki, a co za tym idzie, mieszczanie na pierwsze promienie słońca poczęli wstawać. Panie domów zaczęły otwierać okiennice swych domostw, wywieszając przy tym na linkach pranie. Mężczyźni natomiast ruszali najczęściej po śniadaniu, do swych ukochanych robótek. Jedni kupczyli, drudzy zajmowali się swymi rzemiosła, trzeci zajmowała się bardziej zajęciami ulicznymi, poczynając od prostych sztukmistrzów, kończąc na istnych szarlatanach, sprzedających chłam za spore pieniądze. Najwięcej hałasu o takiej porze wywoływali piekarze, w końcu ciepły chleb i bułeczki muszą być sprzedane. Nastroje w mieście natomiast były dość ponure. Ludzie jeszcze się nie przyzwyczaili do zmienionej władzy, dwóch ogromnych wybuchów składu dzikiego ognia oraz okresu wojny. Gdy nasz mężny Payten zszedł po prawym boku kamiennicy do uliczki, mógł natrafić swymi butami na...bruk. Następnie ruszył się na ulicę, wypatrując przy tym ciekawych rzeczy.
- Sio! Sio mi tu z drogi! - Młodzik usłyszał za sobą trzask paska za plecami. Zauważając, co to jest, młody złodziejaszek od razu zszedł temu z drogi. Mianowicie brodaty woźnica próbował przebić się przez ulice ku bramom miasta, a przynajmniej na to wyglądało. Wóz był pusty. - Won! Bo rozjadę!
Inni ludzie bez gadania schodzili mu z drogi i chyba tyle z ciekawszych rzeczy. Chyba że chciał podsłuchać codziennych rozmów czy też ploteczek. Przed samym wejściem miejsca spotkania stał wysoki, szeroki jak dwóch mężczyzn i łysy człek ubrany w biało-czarną kurtę. Miał mnóstwo noży za pasem oraz nieprzyjemne spojrzenie. Payten wszedł do karczmy
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 472
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pią Wrz 28, 2018 9:35 pm

6 Czerwca 336 AC

Minęła może z godzina od wyjścia Arjana z karczmy. Początkowo tylko zapowiadało się na zwykłe zakupy, a skończyło się na wizycie w Czerwonej Twierdzy. Przez całą drogę powrotną rozmyślał nad tym wszystkim, w końcu musiał dokonać paru wyborów co do rzeczy, które będzie musiał poczynić. Jednak po chwili wyrwał się z zamyśleń. Na początku wypierdolę każdego Targaryena stąpającego po naszej ziemi. Następnie splunął na chodnik, by po chwili ujrzeć znajomy szyld karczmy, a pod nim swego kumpla spod herbu gryfa. Estermontowi od razu ponura gęba zamieniła się w zawadiacki uśmiech. Ton głosu natomiast dość wesoły.
- Alran! Jak tam łowy na tamtą przy barku?! Co? - Zaczął głośno olbrzym, po czym klepnął go potężnie z zaskoczenia w lewe ramię. - Bo ja to se sprzęt kupiłem w poczekaniu, no przeszkadzać nie chciałem w smaleniu cholewek cholerka, hehe. No, ale jak ja się okupywałem w porządny sprzęt do wojowania, to zdarzyło mi się pogadać z dowódcą tutejszym. - Tutaj rozejrzał się dookoła, czy to nikt nie obserwuje. - Ale to nie temat na ulicę. - Wyrzekł, po czym poklepał Alrana jeszcze raz w ramię. - Swoją drogą, pa jaki zajebisty tatuaż zrobiłem. - Mówiąc to, wyszedł bardziej już naprzeciwko Conningtona, podciągnął rękaw i napiął biceps. Posłał przy tym okrutny uśmiech typowego rębajły. Był wielce dumny z takiej ozdoby ciała. Tylko się chwalić!
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Nie Wrz 30, 2018 7:23 pm

Stał oparty o ścianę, tuż na krużganku owej karczmy. Minę miał nietęgą, zamartwiał się co też wydarzyło się jego kompanowi. Na jego widok spochmurniał, a zapytany o tamtą dziewczynę wzruszył ramionami i wybuchł śmiechem.
- Wylądowaliśmy na snopku ale rzekłem, iż jestem prawym rycerzem i tak z niewinną niewiastą postąpić byłoby haniebne, dopóty nie zerwę dla niej stu rubinowych róż. - Ponownie wybuchł śmiechem i pomachał głową z politowaniem.
- Eh, Estermont. Ciebie to na chwilę spuścić z oka. No tatuaż to masz pan wyjebany w essos. Jak Ty to zrobiłeś w tak krótkim czasie?- Wydawał się dużej podziwiać dzieło ale czas naglił, ciekawość napierała, a i od podwórza piźdźić poczęło.
- Nudna ta karczma,  ruszajmy w miasto. - Poklepał druha i skierował go w stronę targu. - Pa, jakie dziewoje.
Spacerowali dumnie w pobłyskujących zbrojach, niczym wielkie pany i podziwiali cyc.... tutejszą architekturę. Miasto śmierdziało ale nawet w odorze czaił się jakiś urok.
- Kierwasz, byłeś w Czerwonej Twierdzy beze mnie?! Co też tam zooczyłeś? Czego się dowiedziałeś?-
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Nie Wrz 30, 2018 11:09 pm

Arjan wybuchł gromkim śmiechem na tekst Alrana, co brzmiało w tych okolicznościach, jakby istny olbrzym się śmiał, gdyż Estermont miał głos niski i donośny jak mało kto! Przez co śmiech faktycznie brzmiał bardzo charakterystyczne. Klepnął on jeszcze raz swego druha w ramię, próbując ochłonąć ze śmiechu. Wypuścił siebie powoli powietrze. - Ufff, dobre, dobre, hehe. - Klepnął go tak ostatni raz mocno w ramię. Pokiwał głową jeszcze rozbawiony i posłuchał cóż takiego przyjaciel chce mu powiedzieć. Otóż pochwalił tatuaż, że wyjebany w Essos. - No kurwa. - Przytaknął na słowa Conningtona, gdyż takowa ozdóbka była zajebista. Ach! Tylko poczekać, aż jakiemuś lamusowi taką groźną łapą wybije zęby. Cholera, dostał przez to chrapki na jakąś rozrubę karczemną czy też inne mordobicie. Przysięgnął sobie w myślach, że jak minął te dwa dni, to da upust pięściom.
- A taki tatuażysta niedaleko jest. Najemnik mi jakiś polecił, akurat on też szukał sprzętu do zabijania, heh. Co? Samemu byś pewnie sobie takiego pierdolnął, hmmm? Takiego gryfa na piersi! O kurwa, ale to by kozackie było! - Rzekł poklepując swoją wytatuowaną rękę. - Ano, nuda! Ja to bym se cholera powalczył, albo na panny poszedł. W sumie, chodźmy na panny. Może jaka to będzie łasa na rycerskiego...miecza, hehe. - Zarechotał, by to ruszyć za swym gryfim towarzyszem. Rozglądał to on się po ulicy i pilnował swego mieszka wypchanego złotem. Ciężko było to ukryć, był dość zaciekawiony miastem, w końcu codziennie nie ma okazji łazić w miejscu, gdzie jest tylu ludzi. Żółw podrapał się podczas chodu po swym ostrym zaroście i gdy usłyszał od skrzydłowego, jakie to pannice idą, to wielkolud uśmiechnął się do nich bardzo niegrzecznie. - Otóż to, przyjacielu, otóż to. - Potwierdził rycerz nadal obserwując dane panny. Natomiast na temat o Czerwonej Twierdzy spojrzał na Alrana z góry. - Mówię, temat nie na ulicę zbytnio, ale tak to co...jakbym miał tam spać, to z dwoma toporami pod poduszką, hah.- Następnie wrócił wzrokiem do tych samych panien. Ech, jakże niebieskooki by je wymiętosił obydwie, zwłaszcza tą o brązowych włosach. Dobra, nie ma co czekać. Szturchnął on potajemnie kamrata w plecy i spojrzał wymownie na panienki z piekarni. Ugnieciemy trochę bułeczek, haha! Olbrzym ruszył w ich kierunku i gdy ujrzał, że pannice mają problem z workami ładowaniem wypełnionymi mąką worków na wóz, siłacz zechciał pochwalić się swą siłą i brawurowo pomóc im. Oczywiście zagadał, mówiąc, że pomoże tak drobnym i uroczym osóbkom jak one. Ot potem gadka szmatka, potem opowiedział o sobie, popytał o nią, pochwalił się z bycia rycerzem, wychwalił lico, próbował ją rozbawić...aż w końcu zapropnował dziewuszce wieczorny wypad do tutejszej karczmy, gdzie on stawia i zamierza trochę popić z nią, w końcu on lubi popić, a wtedy nawet dobranie się do spódniczki piekareczki będzie prostsze. Po prostu było trzeba być pewnym siebie. Jak nie ta, to spróbował z inną. Czy dzisiaj jakaś dziuewuszka straci bucik podczas wieczorku z Estermontem?
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Pon Paź 01, 2018 6:16 pm

Gryf na piersi, powtórzył w myślach. Pomysł wydał mu się przedni. Za namową kompana, Arlan skierował się w stronę mieszczek zajmujących się tutejszymi wypiekami. Cóż, dla niego to skąd wywodzić się mogą jego potencjalne kochanice, nie miało znaczenia. Lubił dupczyć zarówno księżniczki jak i proste dziewki z pola. Te drugie, nierzadko, okazywały się żwawsze w łożu niż te szlachetnie urodzone piękności. Mieszczanek jeszcze nie próbował, warto więc było poszerzyć horyzonty.
Wystarczyło raz podążyć za wzrokiem Ayrana, żeby już mógł zgadnąć która to też przypadła przyjacielowi do gustu. Cholera, piękna była ale ta druga też niczego sobie. Długi, rudy warkocz opadający pomiędzy dwie bułeczki wypychane przez mocno ściśnięty gorset. Usta miała takie malinowe, a i oczy niczego sobie. Urokliwe, szmaragdowe. Dziś więc ognistowłosa będzie jego celem. Podbili rychło do dziewcząt zajętych pracą, lecz nie było trudno odwieść damy od ich zadań. Wszak oto stali przed nimi szlachetni rycerze z myślami brudnymi jak stopy nędzarza.
Ku jego zdziwieniu, to Arjan wyszedł z inicjatywą. W takim wypadku Arlan zgrywał przez moment małomównego, nie spuszczając wzroku z obydwu panienek lecz kiedy przemówił, patrzył na rudowłosą.
- Nie będę ukrywał, że przyciągnął nas tu zapach tych cudownych wypieków tworzonych przez te dłonie.- Ujął dłoń wybranki i złożył nań pocałunek. - Jam jest Arlan z Gryfów, strudzony opiekun krain nękanych przez morderców z południa. Mój przyjaciel to skromny człowiek, wiedzcie jednak, że to największy wojownik jakiego zrodziła kraina burzy. - Po prawdzie nie widział go w boju ale czy ktokolwiek posądzałby go ktoś o blef widząc tego olbrzyma? Chyba nie. Po wymianie spojrzeń, uśmiechów i rumieńców, Arlan zaproponował wspólne sączenie wina w pobliskiej karczmie. Zawstydzone mieszczki bełkotały coś pod nosem. Arlan korzystając z chwili szepnął do przyjaciela - Wyglądają na lekkie. - Po czym również zaproponował pomoc przy workach z mąką. Może nie był tak krzepki jak jego druh ale chcąc zaimponować paniom, brał po trzy worki i przerzucał jak sianem. Jak mu coś strzyknęło w krzyżu, nawet nie jęknął. Z trudem powstrzymał grymas bólu na twarzy i puścił oczko do rudowłosej.
- No, uporaliśmy się z zadaniem. - Mówił lekko przez zaciśnięte zęby, odczuwając kłucie w dolnych partiach pleców. Wyprostował się i chwycił za biodra. - W naszych stronach rycerze zbierają pocałunki za pomoc pięknym niewiastom. My zadowolimy się waszym towarzystwem. Wrócimy po was, kiedy będziecie gotowe lecz nie później niż przed zmrokiem. - Spojrzał na druha, wszak który dzierżył tu inicjatywę.
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Paź 08, 2018 4:35 pm

- Największy Ziem Burzy? Ha! Dobry mi sobie! - Rzucił z uśmiechem. - Żaden rycerz mi z innego królestwa nie straszny. Każdego na łopatki rozłożę tak, że będzie kwiczał przez trzy dni, hehe. - Mówił to pewnym siebie głosem i dodawał przy tym znany wszystkim śmiech. Worki ważyły dla niego tyle co nic, więc zawsze to jakaś rozgrzewka przed poważniejszymi ćwiczeniami, które nadejdą po uleczeniu danej rany. Ach, jakże on by to powojował! Normalnie pierś rozpiera od tego zamiaru. Tak zdrowo się poruszać w zbroi i zrąbać paru innych chłopa w zbrojach do gruntu. Lubił wysiłek fizyczny, lecz walkę po prostu kochał, a zwłaszcza w niej wygrywać. Mógł chociaż przez ten czas odpocząć wraz z ciepłem kobiecego ciała, napełnić brzuch porządnym jadłem, pogadać i pooglądać towary w mieście. Okazjonalnie do Septu zajść, byt to modlitwy do Wojownika zanieść w intencji polepszenia swych rycerskich umiejętności. Po chwili jednak wrócił z tej zadumy i spojrzał na brązowowłosą. Uśmiechnął się do niej szeroko, wrzucił ostatni worek na miejsce, by to teraz odetchnąć od tego małego wysiłku. Wsadził tak kciuki za pas i spojrzał jak radzi sobie jego kamrat. Hehe...komuś przydałaby się pomoc. Jednakże wielkolud wolał postać, założyć dłonie na piersi i popatrzeć na wysiłek przyjaciela. Było widać przy tym ogromny uśmiech zadowolenie na twarzy Żółwiego Rycerza. Lubił poczuć się na swój sposób "większy". Gdy Alran zakończył zadanie, Estermont stanął obok niego, po czym się gromko zaśmiał. - Haha! Będą tańce. - Rzekł Arjan, by po chwili spojrzeć na piersi piekareczki. Ależ to będzie podskakiwało podczas tańca. Mhm! Miód i malina normalnie, hehe. Uśmiechnął się w duchu. - Także zapraszamy dzieweczki do "Czarnej Pochodni". Się poobracacie w tańcu przez rycerskie dłonie! Hah. - Jeśli były chętne, rycerz skinął im i powoli się oddalił z Conningtonem od takowego miejsca. - Ech, aż bym jej teraz suknię do góry zarzucił. - Powiedział z półuśmiechem. - No to co...panny na wieczór są, to może faktycznie chodź i Ci ten tatuaż pierdolniemy? Co o tym myślisz?  
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Wto Paź 09, 2018 6:03 pm

Rozbawiony nieco niezgrabnością swego zatwardziałego druha Arjana, Arlan wyłudził wzrokiem uśmiech na twarzy rudowłosej. Pozwolił Arjanowi swobodnie zanęcać owe panienki, sam zaś zamyślił się nad tym co będzie czynił ze swoją wybranką kiedy słońce uchowa się za horyzontem.
Minęło już trochę czasu odkąd po raz ostatni miał przyjemność zabrać do łoża kobietę. Odkąd wyruszyli z Orlego Gniazda, zatrzymywali się z rzadka. Okazjonalnie zaglądali po wsiach, lecz witała ich jedynie nędza i strach. Cóż, miło byłoby spędzić z nimi trochę czasu. Któż wie, co przyniesie noc?
Po pożegnaniu owych mieszczanek, oddalili się chyżym krokiem i udali się w kierunku miejsca, które jak obiecywał Arjan, opływało w osobliwości. Zaiste, towary zza oceanu i niezgorsza okucia. Prace wspaniałych artystów młota i kowadła z Myr rozstawiano tuż przy ulicy, aby piesi mogli podziwiać te cudeńka z bliska.
- Pierwsze damy, które omamiły nasze umysły i już je zapraszamy na wieczerzę do karczmy. Nawet nie upewniliśmy się, czy lokalne dwórki bądź księżniczki byłyby nami zainteresowane, a już rozochociliśmy się na mieszczanki. - Uśmiechnął się litościwie i wzruszył ramionami. - No co? Nieopodal Felwood spotkałem starca, który chwycił mnie za karwasze i przepowiedział, że nim północ spowije śnieżyca, spłodzę jakiegoś bękarta z dziewką, co dzierży nazwisko i herb. Prawda to, zioną winem ale nikt nie mówił, że zwiastun nie może objawić się w skórze pijanego dziwaka....
Jak to już Estermont zdążył zauważyć, młody Connington był gawędziarzem i niezłym wodolejcą. Trzeba mu było przyznać, że potrafił zaciekawić rozmówcę. Cóż, taki to już miał charakter.
Kiedy mijali pracownię w której wyrabiano miecze, Arlan zatrzymał wzrok na dłoniach rzemieślnika który wykuwał piękny miecz o metalowej rękojeści owiniętej sznurem. To była solidna robota, mało kto mógł sobie pozwolić na taką broń. Tuż obok, na stoliku z narzędziami, spoczywała pochwa obita skórą na której wyryto ornamenty pokryte srebrem. W jednej chwili rycerz chwycił za rękojeść swojego miecza i przez myśl przeszło mu, czy by sobie nie sprawić nowej broni. Prędko lecz zauważył, że owe dzieło jest już zarezerwowane dla kogoś innego. - Chciałbym taki miecz. Jeszcze tu wrócimy.
Idąc w głąb miasta miał wrażenie, że krąży po tych samych miejscach. Nie było końca wspaniałości oferowanych przez tutejsze targi. Coraz szersze ulice prowadziły jednak do innych miejsc, zamtuzów oraz tawern. Niektóre z nich bardziej odstraszały niźli zachęcały, lecz parę z nich wyglądało równie obiecująco co owa karczma w której się zatrzymali. Na widok kurew, Arlan zrobił maślane oczka i nie omieszkał podarować im parę uśmiechów. Cóż, przynajmniej na tyle mógł sobie na razie pozwolić. Nie zapominał o tym, że paradował tu jako rycerz w lśniącej zbroi.
- No nie wiem, Arjanie. Nie wiem, nie wiem. A chuj, namówiłeś mnie! Prowadź przyjacielu do tego, który pomaluje mi skórę. Niechaj gryf na niej zagości, o ile tylko artysta to wprawiony. Jeżeli coś sknoci, ukrócę go o głowę!
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arjan Estermont on Wto Paź 09, 2018 9:51 pm

- A tam kurwa, narzekasz. - Rzucił luźno ze śmiechem Arjan, po czym spojrzał na swego towarzysza, który zaczął opowiadać o staruszku dający wielką przepowiednię. - No to jak dla mnie, trzeba już zacząć już tropić takową damulkę, hehe. - Rozejrzał się przy tym dookoła, sprawdził czy mieszek jest na miejscu  i odetchnął w duchu. Nie musiał przepraszać ludzi, by Ci schodzili mu podczas marszu na boki, gdy tylko widzieli jego sylwetkę, schodzili jak to grzeczne owieczki na boki, a każdy chojrak, który pomimo to szedł drogą Arjana, był traktowany z bara. Olbrzym podczas takich zderzeń patrzył na kogoś takiego z góry, ten ktoś chował wzrok i go wymijał. To mu się bardzo podobało. Podczas tego spaceru ruszył za spojrzeniem Alrana, który wylądował na kramiku z bronią. Connington podszedł, więc spotkało to się z uniesioną brwią Estermonta oraz ruszeniem za nim. Hmmm, miecz. Spojrzał na oręż oglądany przez przyjaciela, potem kątem oka na swój. Wielkolud bardziej się miłował w broni obuchowej, nie dość, że sama brutalna siła wystarczała do skutecznego zabijania tym, to dodatkowo świetnie sobie radziła przeciwko lekko uzbrojonym jak i rycerskim blachom. Proste to, a każdy czerep połamie. Skwitował w myślach, po czym samemu wyciągnął dłoń po te "arcydzieło". Obrócił w dłoni i uniósł na wysokość oczu. - Hmmmm. - Zadumał się i jeszcze raz obrócił go w dłoni. Przyglądał się mu z ogromną uwagą i ważył w dłoni jakby rozmyślał nad zakupem - Porządna stal, ale...wolę topory. Broń prosta, a wpierdol spuszcza słuszny!  - Odpowiedział w końcu i odstawił mieczyk na miejsce. Po chwili gryf się oddalił, więc Żółw gonił go. Podczas schadzki, nadarzyła się okazja upatrzeć ten sam teatrzyk lalkowy co wcześniej. Właśnie w tym momencie pacynka rycerza rozbiła drewnianym mieczykiem głowę zielonego smoka. Dzieci na to zareagowały okrzykami, a rycerz się znacznie uśmiechnął na tę scenkę. Akurat druh zaczął do niego wołać, już miał obracać do niego, gdy wpadł on swym wielkim ciałem na kogoś. Spojrzał w dół i ujrzał jakiegoś jegomościa...
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 172
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Arlan Connington on Sro Paź 17, 2018 8:51 pm

Parę chwil później....
Ściemniało się.....
Connington upewnił się, że w okół nie kręci się nikt niepożądany, ale po próżnicy było tu szukać kogokolwiek. No, może czasem w polu widzenia można było dojrzeć jakiegoś zataczającego się przechodnia. O tej porze mieszczanie odwiedzali tawerny w drodze do domu, gdzie zmordowani po całym dniu pracy mieli zamiar spać. Uprzednio upajając się jakimś mocnym szajsem. Podobnie zresztą czyniło dwóch rycerzy z południa, Connington i Estermont.
Arlan skrzywił się po raz setny, kiedy skóra pretensjonalnie zakuła go w miejscu w którym jawił się tatuaż z gryfem. Malunek palił niczym opalany pochodnią ale jego majestat napawał rycerza dumą.
- Kurwa, miałem ochotę skrócić go o głowę. Jak Siedmiu kocham! Źle bym uczynił, artysta to zacny choć tylko z jednym okiem. Myślisz, że dziewki na to pójdą?- Najemnik z essos wyglądał na strudzonego swym fachem, siepacza. Któż by przypuszczał, że taki z niego rysownik na skórze?
- No... - Arlan chwycił korek butelki w zęby i pociągnął z całej siły. Po chwili do jego nozdrzy dotarła moc specyfiku marynarzy. Wziął łyk coby zapić ból i podał butlę druhowi. Siedzieli na murku i obserwowali miasto z góry. - Teraz chyba możesz mi opowiedzieć, co też za wieści przynosisz z Czerwonej Twierdzy.
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Królewskiej Przystani

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach