Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Lasy Północy

Go down

Lasy Północy Empty Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Pon Wrz 28, 2020 1:20 pm

Rzadsze i gęstsze lasy, dzikie ostępy i głębokie bory występujące na terenie całej Północy.


Ostatnio zmieniony przez Roslin Bolton dnia Pon Wrz 28, 2020 2:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Pon Wrz 28, 2020 2:11 pm

01/09/10PZ

Wkrótce po rozmowie ze swym kuzynem w samotni, Roslin uznała, że nadszedł najwyższy czas by zażyć nieco ruchu i spędzić odrobinę czasu na świeżym powietrzu. Z jednej strony uznała, że prostaczkom dobrze zrobi, gdy od czasu do czasu zobaczą swą panią, ale przede wszystkim miała ochotę na odrobinę wielkopańskiej rozrywki jaką było polowanie. W możnych rodach polowanie było szlachetną rozrywką, a w jeszcze innych także chwalebną tradycją. Wśród Boltonów, praktykujących wszak obdzieranie swych wrogów żywcem ze skóry, nie było inaczej i patroszenie dzikiego zwierza można było uznawać za wprawkę przed pracą na żywym ciele. Mówiło się zresztą, że w dawnych czasach panowie Dreadfort wyprawiali się do lasu nie tylko polować na dzikiego zwierza, ale lubowali się w zasadzaniu się na ludzi - czy to wypuszczając z lochów więźniów, którzy ku ich uciesze, byli potem ścigani, a gdy złapani, obdzierani żywcem ze skóry czy też ganiając po lasach zwykłych prostaczków, którzy znaleźli się tam przypadkiem lub celowo zostali tam sprowadzeni by dostarczać rozrywki okrutnym panom Dreadfort.
Tym razem jednak miało się odbyć całkowicie zwyczajne polowanie, nie na więźniów wypuszczonych z ciemnic Dreadfort, ani nie na tutejszych prostaczków, a zwyczajnie na dzikie zwierzęta. Drużyna myśliwska na czele z Roslin i jej dwiema zaprzysiężonymi tarczami, postępującymi za nimi panami na jej służbie, kilkoma zbrojnymi, a także prostaczkami wśród których prym wiódł główny łowczy i psiarczyk opuścili Dreadfort udając się w kierunku najbliższych lasów, w których byli pewni, że znajdą dzikiego zwierza.
Wszystko było w jak najlepszym porządku na taką wyprawę, wszak nie była to jej pierwsza wycieczka do dzikich ostępów. Od wygodnego, a przede wszystkim ciepłego stroju, wszak nie wiadomo było ile czasu spędzą w lesie. Po broń przytroczoną do pasa, skórzany kaftan mający ją chronić acz nie krępować ruchów, czy zapas jedzenia i gorzałki, wszak nie będą polować na sucho. Teraz trzeba było jedynie dotrzeć na miejsce i rozpocząć zabawę...
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Czeladnik Gry on Pon Wrz 28, 2020 8:10 pm

Polowania czas! Ach to był zawsze piękny czas dla Boltonów czy to polowanko na wypuszczonych ludzi czy to na jakiegoś zwierza, pachniało to wszystko pięknie, no może nie gdy delikwent dostał strzałą przed śmiercią bo mógł się wtedy zesrać ze strachu i nie był to przyjemny zapach, ale to nie było taki czas! Teraz polowanie poszło na jakiegoś mieszkańca lasu, bynajmniej człowieka!
Wesoła gromadka osób wyruszyła z Dreadfort, jej zawsze piękna pani na swoim koniu, przed nią jej łowczy - Dragomir, człek po piędziesiątce, ale to jakie doświadczenie ma w polowaniu na zwierzynę to łohoho, ze świecą takiego szukać, jego uczniowie nie mają do jego podejścia, ale także dwóch z nich było teraz z nim. Razem z nim szło dwóch służących, którzy na smyczy byli ciągnięci przez cztery psy, po dwa na sługę. Za Roslin jechały jej dwie najwierniejsze tarcze, wojacy, którzy oddali by życie za swoją panią, a za nimi grupka zbrojnych, tak w razie czego, aby jakieś banity nie mogły zakłócić dobrej zabawy ich pani.
Szli przez leśne dróżki, ale w pewnym momencie Dragomir nakazał aby zejść z niej i wejść głębiej w las, główne atrakcje czas było zacząć! Dragomir z jego pomocnikami zaczął przeczesywać lasy za jakimkolwiek tropem. Po pewnym czasie zatrzymał całą kolumnę i kazał na razie się wstrzymać w z dalsza podróżą. Przyjrzał się dokładnie krzakom, potem spojrzał na ziemie... Musiał chyba coś znaleźć, zaraz potem przedarł się przez chaszcze. Mijało kilka minut i zawołał jednego sługę z psami, oni też zniknęli. Może jeszcze kilka minut potem przyszedł jeden z jego pomocników wołając całą resztę kolumny. Po przedzieraniu się przez gęstwiny lasu dotarli wreszcie do Dragomira, który stał nad wpół wyżartym brzuchem jelenia. Wstał kiedy jego pani podjechała.
- Pani Roslin, mówiąc w proste nie mamy jednego tropu... Mamy ich trzy! - powiedział łowczy. - Jak sama pani widzisz jelenie... Z tego co udało mi się ustalić pierzchły tam - wskazał na zachód. - Jest tam mały bród, więc jak przeszły przez niego to nie wiadomo czy by ślad się nie zgubił, ale jakieś szanse na ich złapanie są - wyłożył przed Lady Dreadfort.
- Druga sprawa to wataha wilków... - wskazał na jelenia. - Gdzieś tutaj nie daleko powinny być, patrząc na świeżość śladów - pokazał on dłonią na drogę zza jeleniem dalej w las. - I znalazłem coś jeszcze - wstał z przykuca i poszedł kilka metrów dalej. Odsłonił nieco krzaków, a zza nimi było... Gówno, dosłownie gówno i to całkiem spore i swój zapach miało. - Niedźwiedź, ślad jest nieco starszy, ale ubicie takiego zwierza... To jest coś - Roslin miała teraz trzy ślady i to ona decydowała za którymi chciała podążyć.

Szalik
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1253
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Pon Wrz 28, 2020 10:46 pm

Dotarłszy do lasu tempo jazdy nieco zwolniło, a im bardziej się w nie zagłębiali, coraz trudniej było jechać konno, szczególnie, gdy musieli odbić od znanej wszystkim ścieżki w celu poszukiwania śladów zwierząt w dzikszych ostępach. Roslin jechała powoli i uważnie obawiając się by koń się nie potknął o wystające korzenie lub żadna gałąź nie wbiła się jej lub jej wierzchowcowi w oko, temu też raz po raz odgarniała drzewce lub pochylała się nieco w siodle pod niżej ułożonymi pędami. Mimo wszystko nie było źle, można powiedzieć, że było całkiem przyjemnie, szczególnie, gdy sięgnęła po bukłak z piwem i od czasu do czasu pociągała łyczek by zwilżyć nieco gardło i nie zmarznąć za bardzo.
W końcu jednak poszukiwania w nieskończoność trwać nie mogły i oto Dragomir mógł poinformować drużynę łowiecką, że oto natrafili na ślady zwierzyny łownej. Roslin podjechała w kierunku łowczego i z góry wysłuchała jego relacji z coraz to większym zainteresowaniem. W zamyśle miała zamiar zwyczajnie zapolować na jelenie, ale oto otwierały się przed nią inne możliwości. Co prawda o wiele bardziej ryzykowne, ale też ekscytujące. Zaraz jednak odrzuciła ona polowanie na wilki uznając, że wataha o niewiadomej liczebności może stanowić dla jej grupy spore wyzywanie, choć o to zawsze można było się dopytać, ale niedźwiedź... Niedźwiedź był niezwykle kuszący. Nim jednak podjęła ostateczną decyzję wolała się dopytać doświadczanego łowczego co on o tym wszystkim myśli, w końcu ryzykowała tu swoim życiem.
- Wiesz ile sobie może liczyć ta wataha? Nie chciałabym się natknąć na więcej niż nasza grupa byłaby w stanie poradzić. Choć nie ukrywam, że niedźwiedź...   - Spojrzała się po swojej grupie oceniając ich liczebność. - Jak myślisz, jak duży jest zwierz? Będziemy mieli dość ludzi by go powalić? Zabraliście w ogóle włócznie na grubego zwierza? - Odwróciła się w tył i spojrzała na towarzyszących jej ludzi. Z doświadczenia wiedziała, że czasem jak nie pomyśli za innych, to nikt nie pomyśli za siebie i jeszcze gotowi byli iść na niedźwiedzia z łukami. Z drugiej strony myślący prostaczkowie... Aż ciarki mogły przejść.
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Czeladnik Gry on Sro Wrz 30, 2020 5:38 pm

Dragomir podrapał się po podbródku, jeszcze raz podszedł do ciała jelenia dokładnie mu się przyjrzał, to z lewa, to z prawa, a to z góry. Wychylił się zza cielska zabitego stworzenia, obejrzał dokładnie teren wokół truchła. Zastanawiał się tak jeszcze chwilę, ale ostatecznie wyjrzał zza krzaka pokiwał powoli głową na boki i odwrócił się do swej pani.
- Na moje oko to będzie z pięć wilków. Sądząc po tym jak rozszarpane jest ciało to głodnych, ale musiał coś ich odgonić - powiedział do Roslin. - Powinniśmy sobie poradzić, ale musisz wiedzieć pani, że zwierzę głodne i które walczy o swoje życie będzie zaciekle kąsać - dodał pokrótce.
No cóż oprócz swych tarcz, to miała szóstkę zbrojnych na koniach, więcej nie było trzeba, jeszcze by zwierzynę odstraszyli. Dragomir na pytanie Lady Bolton spojrzał na gówno przy krzakach i ponownie podrapał się po brodzie.
- Sądzę, że dorosły osobnik - wychylił się za swoją panię i popatrzył na ludzi wokół, pokiwał głową, może nie tak pewnie, ale było to coś w stylu "możliwe". Jaka sama mogła dostrzec czterech zbrojnych miało włócznie ze sobą, a i dwaj pomocnicy łowczego mieli oparte o bark dwie włócznie w razie czego.

Szalik
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1253
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Sro Wrz 30, 2020 6:19 pm

Roslin wysłuchała uważnie doświadczonego łowczego, choć nie umknęło jej uwadze, że nie wydawał się do końca pewny tego czy dadzą sobie radę z dorosłym niedźwiedziem. Prawdę mówiąc sama uważała, że polowanie na takie zwierzę jest dość ryzykowne, szczególnie, że do tej pory zwykle polowała na jelenie, czasem na nieco groźniejszego zwierza, ale niedźwiedź? Mimo wszystko nie mogła odgonić od siebie natrętnej myśli, że oto nadarzała się świetna okazja by spróbować swych sił w starciu z prawdziwym królem tutejszej puszczy. Jelenie odeszły już dawno w niepamięć. Teraz Roslin zbierała się na odwagę by wydać rozkaz ruszenia w ślad za niedźwiedziem.
- Rozumiem. - Kiwnęła nieznacznie, niemalże niezauważalnie głową w stronę Dragomira, raz jeszcze zerknęła chyłkiem na towarzyszącą jej świtę, rozejrzała się po ciemnym lesie, który nagle wydał się jej o wiele bardziej przytłaczający i niebezpieczny, a następnie wzięła długi, głęboki wdech. - Zapolujemy na niedźwiedzia. - Powiedziała pewnym tonem skrywając przed samą sobą i zgromadzonymi wokół, że niepokoi ją decyzja którą podjęła.
- Prowadź. - Machnęła ręką Dragomirowi. - Jeno ostrożnie. Nie mam ochoty wpaść znienacka prosto w jego matecznik.
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Czeladnik Gry on Nie Paź 04, 2020 3:15 pm

Decyzja została podjęta, więc i ruszać trzeba było. Jak się lady obejrzała to zrobiło się nieco poruszenie wśród jej ludzi, co jak co, ale niedźwiedź to było jednak trudne bydle do zabicia, więc zbrojni ze swojego marazmu się przebudzili. Dragomir kiwnął głową.
- Oczywiście pani - gwizdnął do swoich podkomendnych i podeszli do nieopodal leżącego gówna, zawołał też sługi z psami, aby zaczęły rozwąchiwać okolice. Łowczy póki co stał i dawał pracować swoim uczniom, ale tylko pokiwał głową na boki, najwidoczniej jeszcze musieli się ruszać. On sam poszedł trochę dalej przez krzaki i po paru chwilach tylko krzyknął, aby podeszli.
- Mamy trop! - rzucił do swojej pani. Jak Roslin podeszła to mogła zobaczyć, że kawałek futra uczepił się jakiegoś krzaczka, psy momentalnie powąchały go i zaczęły szukanie, po paru chwilach zaszczekały i wszystkie jak jeden mąż skierowały się w jednym kierunku północno-wschodnim. Ruszyli więc do przodu, zwierzęta łby swoje miały cały czas przy ziemi, obwąchiwały trawę, aby nie zgubić tropu. Dragomir był tuż za nimi. Szli tak przez kilka, może kilkanaście minut aż doszli na malutką polankę wśród lasu. Pies zaszczekał, a łowczy wysunął się do przodu dokładniej obserwując okolicę, w między czasie dając znać dłonią, aby kolumna się zatrzymała. Ale już stąd Boltonówna mogła dostrzec, że coś jest na ziemi, mózg już miał to sklasyfikować, ale w tym momencie uprzedził ją głos Dragomira.
- Krew - powiedział, on sam ruszył do przodu z czeladnikami i sługami z psami, jeżeli Roslin chciała to mogła podjechać razem z kolumną ludzi. Sam tropiciel począł rozglądać się po okolicy, chodził dokładnie i przyglądał się śladom, aż wreszcie skupił się bardziej i przylgnął do ziemi. Chodził blisko jakby patrząc od lewa do prawa. Az po kilku minutach takiego tańca doszedł do linii haszcz i spojrzał dalej, zaśmiał się delikatnie i wyciągnął coś z nich podchodząc do lady.
- Jak sama widzisz pani krew, była tutaj walka. Jest tutaj pełno śladów łap - i tak jak teraz Roslin spojrzała na teren to rzeczywiście były one, chociaż w pierwszej kolejności ich nie zauważyła. - Wilki, chyba tych co wcześniej ślady znalazłem bo liczba się zgadza zaatakowały niedźwiedzia, ale przeliczył się bo pierzchły o w tamtą stronę - wskazał na zachód. - Niedźwiedź nieźle je poharatał - teraz pokazał jej to co znalazł w krzakach, a znalazł - ogon, wilczy ogon wyraźnie odgryziony. - Mamy szczęście, znalazłem dalsze ślady łap niedźwiedzia i krople krwi, może być nieco ranny - zdał jej relacje z tego co tutaj znalazł.

Szalik
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1253
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Nie Paź 04, 2020 9:10 pm

Roslin wyprostowała się w tylko w siodle w oczekiwaniu aż Dragomir i jego uczniowie podejmą dalszy trop. Znała się na tropieniu wystarczająco dobrze by wiedzieć, że należy dać pracować swemu łowczemu przez chwilę lub dwie by przypadkiem nie zajechała śladów. Wydęła tedy usta, nieco znudzona oczekiwaniem i obserwowała z uwagą otaczający ich las, jednocześnie rozważając na co też zdecydowała się porwać. Gdyby ją tylko ojciec teraz zobaczył. Ha! Roslin Bolton, córka Belthasara Boltona, niewydarzona córka, która nigdy nie miała zostać panią Dreadfort, polująca na niedźwiedzia. Na wspomnienie ojca mimowolnie zacisnęła mocniej lejce w dłoni.
Z zamyślenia wyrwał ją Dragomir właśnie, który poinformował ich, że oto mieli trop, a psy pognały w las w poszukiwaniu niedźwiedzia, łowczy i jego uczniowie ruszyli za psami, a Roslin wraz ze swymi ludźmi na końcu. Tym razem jednak, nie tak jak nieco wcześniej, z pełną uwagą i czujnością. Byli na prawdziwym polowaniu, szukali niedźwiedzia, a nie niegroźne jelonki i należało zachować ostrożność. Chwilowo jednak, ku pewnej uldze samej Roslin, niedźwiedzia nie znaleźli, a jedynie, wedle słów Dragomira, pobojowisko. Tego łatwo się mogła domyślić nawet ona, ale już późniejsze rewelacje zasiały w niej ziarno niepokoju. Wyglądało na to, że niedźwiedź którego ścigają to potężna bestia.
- Wilki nie dały mu rady? - Jedna z brwi drgnęła kilkukrotnie delikatnie ku górze. - Pięć wilków? - Zapytała się jakby chcąc się upewnić. Zżymała się przez chwilę. - Ranny niedźwiedź może być jeszcze bardziej niebezpieczny. - Zauważyła. - Z drugiej strony dobra nasza. Może pokąsały go wystarczająco po bokach by ułatwić nam zadanie. Jak dawno doszło do walki i w którą stronę ruszył niedźwiedź?
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Czeladnik Gry on Wto Paź 06, 2020 8:32 pm

Dragomir zerknął jeszcze raz na ślady, chwilę popatrzył pomyślał nad tym wszystkim, aż wreszcie wrócił swym wzrokiem na swoją panią.
- Może i to była tylko część sfory, z trzy osobniki. Śladów jest za dużo i bardzo ciężko określić konkretną ilość. - no nic, rozkazy kolejne poszły, więc łowczy posłusznie ruszył do przodu i wskazał gdzie kierują ślady, a one kierowały na Północ. - O tam pani - dorzucił jeszcze, aby wszystko było teraz zauważalne. Zaraz potem wszyscy ruszyli na przód oj zapowiadało się całkiem miłe polowanko. Cała kolumna poszła dalej, na przedzie traper z uczniami oraz słudzy z psami, aby jak najwięcej osób mogło śledzić ślady, a za nimi Lady Bolton ze swoimi dwoma wiernymi obrońcami i kolumna zbrojnych do dodatkowej osłony. Trop był całkiem dobrze widoczny, ślady łap, a koło nich krople krwi, a im dalej się posuwali tym czerwona posoka wydawała się świeższa.
W pewnym momencie łowczy dał znak ręką, aby się zatrzymali, pies wtedy szczeknął, ale traper momentalnie swoimi srogim wzrokiem spojrzał na sługę, który go trzymał, a ten od razu uspokoił psa. Podszedł wtem łowczy nieco do przodu przesz chaszcze i na chwilę zniknął. Zaś po paru chwilach wrócił z uśmieszkiem i podszedł blisko swej pani.
- Mamy go pani, tylko proszę cicho za mną, bez konia - powiedział do niej, a gdy ta poszła razem z nim i uczniami łowczego przez krzaki kazał jej przystanąć przed kolejnymi zaroślami. Odsłonił je, a oczom Roslin ukazał się mały zagajnik, a na nim brunatny niedźwiedź! Całkiem spory zwierz jednak widać było na nim cięcia po pazurach wilków. Gdy tak obserwowali nagle coś zobaczyli koło nogi niedźwiedzia, lecz cielsko zwierzęcia zasłaniało, dopiero po chwili okazało się co to jest... Niedźwiadek, mały niedźwiadek! Dopiero teraz widać było kolejną rzecz małą jaskinie niedaleko.
- Jej leże - wskazał Dragomir.

Szalik
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1253
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Sro Paź 07, 2020 11:54 am

Roslin na dłuższy czas zawiesiła spojrzenie swych jasnoszarych oczu na Dragomirze nie wyrzekając jednak ani jednego słowa. Taksowała go jedynie wzrokiem, być może zastanawiając się czy mężczyzna nie zrobił się już za stary na prowadzenie jej łowów, gdy jego odpowiedzi stawały się tak nieprecyzyjne. W normalnych warunkach, podczas polowania na zające czy jelenie takie partactwo mogło uchodzić płazem, ale obecnie było to niedopuszczalne. Po chwili jednak leniwym ruchem ręki dała znać, że kolumna rusza dalej w las, na północ.
Mimo, że niewyszkolona w tropieniu, Roslin z biegiem czasu coraz wyraźniej dostrzegała ślady tropionej zwierzyny, którą z łatwością jej główny łowczy i jego czeladnicy wyszukiwali. Być może zwierz z powodu ran stał się mniej ostrożny, a może grunt stał się nieco bardziej podatny na odkształcenia z powodu wilgoci. Sama krew jednak, nawet dla niewprawionego oka, sama rzucała się na pierwszy plan na leśnym poszyciu. Wkrótce też, co bez trudu poznawała nawet z końskiego grzbietu, krew stawała się coraz świeższa. Niechybny znak, że poczęli się zbliżać i owszem, wkrótce Dragomir zatrzymał ich wszystkich i wysunął się naprzód by zaraz poinformować ją, że oto znaleźli swoją zwierzynę.
Roslin przerzuciła nogę przez koński grzbiet i sprawnie, acz starając się zrobić to jak najciszej, wylądowała na ziemi. Poklepała delikatnie konia po szyi, podała lejce jednemu z czeladników łowczego i najciszej jak potrafiła i niezwykle powoli ruszyła za nim by zobaczyć zwierzę i przyszłe pole bitwy na którym będą się z nim potykać.
I rzeczywiście, niedźwiedź, a raczej jak się miało okazać, niedźwiedzica z młodym leżała na środku niewielkiego zagajnika. Roslin omiotła wzrokiem otoczenie, po słowach Dragomira zwróciła uwagę na jaskinię i na chwilę zatrzymała na niej wzrok i pokiwała głową, a następnie jej wzrok znów spoczął na niedźwiedziu, starając się ocenić jego wielkość i potencjalnie wiek, a co z tym idzie, jak jest niebezpieczny. Niedźwiedzie były samotnikami i łączyły się w pary na czas rozmnażania, więc wiedziała, że był to jedyny niedźwiedź w okolicy, samica, a więc była lżejsza i mniejsza od samca, choć z pewnością w obronie młodego będzie walczyć zażarcie. Wiek musiał być z pewnością powyżej sześciu lat gdyż wtedy wchodziły w okres rozrodczy, ale stąd była już duża rozbieżność co do górnej granicy wieku. Optymistycznie nastrajał fakt, że zwierzę już było ranne, choć raczej powierzchownie...
Roslin wycofała się równie ostrożnie co tu przyszła, po swoich śladach by wrócić do swoich ludzi i poinstruować ich w tym jak zaatakują niedźwiedzia. Plan był w gruncie rzeczy prosty - zbrojni mieli otoczyć zagajnik odcinając przede wszystkim możliwość ucieczki niedźwiedzia, szczególnie do jego legowiska w jaskini skąd trudno byłoby go na powrót wyciągnąć. Roslin zaś, wspierana przez swoich dwóch towarzyszy, miała zamiar podejść do niedźwiedzia najbliżej jak się dało i zaatakować go przy pomocy włóczni. Gerold i Robett mieli zasadniczo ją osłaniać i wspierać w walce z niedźwiedziem, a gdyby coś poszło bardzo nie tak, wyciągnąć ją z jego paszczy. Zbrojni mieli pomału zaciskać pierścień wokół niedźwiedzia by ten miał jak najmniej miejsca na manewry i uciekanie. W ostateczności zaś można było dodatkowo poszczuć bestię psami, gdyby sprawy rzeczywiście zabrnęły za daleko i lady groziło zbyt duże niebezpieczeństwo. Roslin jednak chciała sama spróbować zmierzyć się z niedźwiedziem.
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Czeladnik Gry on Nie Paź 11, 2020 12:31 am

Zgodnie z rozkazami Roslin główne starcie miało się odbyć między nią i jej tarczami, a niedźwiedziem. Reszta ludzi miała być w pogotowiu gdyby zwierzę okazało się większym, potężniejszym przeciwnikiem niż się pierwotnie spodziewano. Zbrojni zeszli ze swych koni, przecie nie będą konno zataczali koła wokół bestii. Zeszli oni i udali się w głąb lasu najciszej jak mogli, razem do nich dołączył łowczy i jego uczniowi, tak aby dopełnić cały okrąg. Lady Bolton i jej dwójka wiernych wojowników - Gerold i Robett mieli stanąć na przeciw brunatnej bestyji.
Długo nie trzeba było czekać na reakcje zwierzęcia bo zauważył on ruch w zaroślach i był gotów bronić swojego potomstwa, pchnął je tylko swoją mordą w stronę jaskini nakazując tym samym, aby tam się schroniła, bo matka musi sobie poradzić z intruzami na jej terenie, a to posłusznie tam pobiegło. Roslin i dwaj towarzysze powoli wychodzili z krzaków kierując się ku niedźwiedziowi, ten tylko obrócił się do nich stanął na swoich dwóch dolnych kończynach i wydobył ze swojego gardła przeraźliwy wrzask, a w oddali tylko można było zobaczyć jak ptactwo jakowe podrywa się do lotu, oj tak to był wrzask króla lasu. Ruszyli wreszcie na zwierza.
Roslin wybiegła jako pierwsza i korzystając jeszcze z tego, że niedźwiedź dopiero co wrócił na swoją naturalną pozycję dźgnęła go włócznią w bok i zagłębiła się w tusze bestii, pierwsza krew się polała. Jej tarcze podobnie jak ona sama skutecznie dosięgły zwierza, ale ona nie miała zamiar pozostawać bierna, widziała kto pierwszy ją zaatakował, więc postanowiła się odwdzięczyć tym samym. Zaatakowała momentalnie Roslin, cięcie jedną łapą, drugą łapą, a jej pazury poszarpały skórzany pancerz Lady Bolton robiąc w nim długie dziury, wreszcie pysk zwierzęcia ruszył do ataku i Roslin mogła mówić o szczęściu w nieszczęściu bo dosięgł jej, ale zdołał jeno wgryźć się w pancerz i wyszarpać jego kawałek, a potem wypluć na ziemie. To jednak rozsierdziło panią na Dreadfort, jakiś zwierz nie będzie jej atakował, to ona była panią tych ziem, a nie jakiś czworonożny przerośnięty gnojek. Pchnęła swoją włócznią po raz kolejny wbijając w cielsko stworzenia, jej tarcze raz za razem także skutecznie wbijały swoje oręża w tusze niedźwiedzia. W tym czasie zbrojni powoli zaczęli podchodzić do zwierza, nie atakowali, nie chcieli psuć swojej pani zabawy, chociaż to nie wyglądała jak świetna zabawa, ale byli w pogotowiu. Walka trwała nadal ludzie atakowali, niedźwiedź odpowiadał raz za razem, a to podnosząc się na dwie kończyny i machając nimi czy to w  wiernych towarzyszy lady czy w nią samą. W pewnym momencie było już bardzo blisko, aby żywot Boltonówny mógł się skończyć na polowaniu, zwierzę dziabło ją w bok, na tyle mocno, ze wbiło się, że po raz kolejny poleciała krew, ale nie spodziewała się tego, że bestia wyrwie jej włócznie z rąk i ruszy paszczą do przodu... Na jej szczęście Gerold to zauważył wleciał w swoją panią odepchnął ją na siłę z drogi ataku niedźwiedzia i przyjął to na swoją tarczę... Było blisko... Starcie trwało nadal, psy ujadały zbrojni już otoczyli całkowicie niedźwiedzia i tylko straszyli go swoimi dzidami. W pewnym momencie jak zwierzę nie chlasnęło po bokach, aż do pleców rozpruwając jej pancerz i przecierając pazurami przez skórę. Odrzuciło to Lady na ziemie, a jej dwie tarcze od razu zablokowały dostęp do niej i uniemożliwi ponownie zaatakowanie kobiety, od razu także z okrążania wyrwało się dwóch zbrojnych odciągając nieco swoją panią, a gdyby chciała wstać i walczyć dalej to nie pozwolili by jej na to, była ranna. Walka potem już nie trwała długo, zwierzę słabło po kolejnych ciosach, aż wreszcie Robett przebił jej bok i uśmiercił. Starcie zostało zakończone.
Miejsce walki wyglądało strasznie wszędzie leżała jucha czy to ludzka czy to niedźwiedzia, na samym środku zagajniczka leżało teraz truchło niedźwiedzia. Sama Lady odniosła rany w tym starciu, widać było rozorany pancerz, a pod niektórymi śladami po pazurach były i krwawe znamiona na skórze, nie było to aż tak poważne, aczkolwiek pomoc medyczna była bardzo wskazana co by jakieś zakażenie się nie wdało. Jeden ze zbrojnych odpiął paski z pancerza swojej pani, drugi podał tylko mu menaszke, powąchał i od razu wykrzywiło mu twarz - tak, to był mocny alkohol. Polał od razu tym rany po pazurach niedźwiedzia. Roslin tylko mogła poczuć okropne pieczeni, piekło jak skurwysyn, ale dzięki temu odkazili jej rany. W tym czasie łowczy sprawdził legowisko niedźwiedzia, ale jej dziecka nie było, musiało gdzieś uciec. Oczywiście mógł się zająć tropieniem tego zwierzęcia, ale patrząc na swoją Lady lepiej było powrócić do zamku i oddać się w ręce maestra. Jej dwie wierne tarcze też miały na sobie rany, może nie tak poważne, aczkolwiek mieli...


Szalik
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1253
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Roslin Bolton on Nie Paź 11, 2020 3:22 pm

Wszystko zostało ustalone, każdy z jej ludzi znał swoje miejsce i nikt nie miał pytań czy obiekcji co do swojego zadania w polowaniu na niedźwiedzia. Pozostało się jedynie rozejść na swoje pozycje i zabić zwierzynę, na którą się właśnie zasadzili. Niestety nie wszystko pójść miało tak jak sobie zaplanowała Roslin, gdyż ich wyjście zza drzew na nieduży zagajnik, na którym mieli się potykać, nie pozostało niezauważone. Teraz nie było jednak nie było już możliwości odwrotu i lady zacisnęła pewniej swoje ręce na trzonie włóczni, zebrała w sobie odwagę i natarła na niedźwiedzia, gdy ten stanął na tylnych łapach i zaryczał na napastników chcąc ich odstraszyć. Na to było już jednak za późno i jako pierwsza wbiła ostrze włóczni w bok zwierza, a zaraz za nią jej towarzysze, włócznia po włóczni, jedna za drugą.
Szybko jednak cały ten pomysł z polowaniem na niedźwiedzia przestał się podobać Roslin i gdy potężne łapska uzbrojone w pazury dosięgły ją i jej pancerz po raz pierwszy przez chwilę myślała, że nadszedł jej koniec. Skórzany pancerzyk nie miał szans z potężnymi szponami i natychmiast został rozorany, szczęśliwie jednak spełniając swoją funkcję i ochraniając ciało. Prawdziwą grozę jednak przeżyła, gdy poczuła jak potężne szczęki bestii bestii zaciskają się na jej boku i chyba tylko szczęściem ustała na nogach, gdy silne szarpnięcie wyrwało kawał pancerza nie zostawiając żadnych poważniejszych obrażeń.
Jednakże ani ona ani jej towarzysze nie dali się zastraszyć i odpłacili niedźwiedziowi pięknym za nadobne, choć sama Roslin po brutalnym przypomnieniu o potędze zwierza starała się trzymać możliwie dalej od jego pazurów i pyska wykorzystując przewagę jaką dawała ściskana w jej rękach włócznia, raz po razie kąsając bestię, która teraz musiała nie tylko radzić sobie z ich trójką, ale także zaciskającym się coraz bardziej pierścieniem zbrojnych, którzy to pokrzykiwali to delikatnie kuli niedźwiedzia z innych stron, starając się go osaczyć i zdezorientować. Być może to ona sama straciła czujność mając świadomość, że niedźwiedź jest otoczony, a może jej reakcja była za wolna, gdy niedźwiedź rozjuszony kolejnymi ranami i hałasami zdecydował się zaszarżować prosto na nią i wgryźć się w jej bok, jednocześnie wytrącając, ba, wyrywając broń z ręki i ruszając wprost do gardła.
Sama nie do końca wiedziała co się wtedy stało, porażona bólem i strachem, krzyknęła, a zaraz potem leżała już gdzieś na ziemi, starając się odczołgać byle dalej od potwora i szukając włóczni by móc się obronić przed jego kolejnym atakiem. Przez krótką chwilę nie wracała też do walki, starając się oszacować swój stan i rozważając czy rozsądnie będzie kontynuować walkę z niedźwiedziem. Ostatecznie jednak, podpierając się na włóczni, wstała z ziemi i z zaciętą miną, raz jeszcze ruszyła na niedźwiedzia i wkrótce znów poczuła ostre pazury niedźwiedzia rozdzierające jej bok i plecy i znów po zagajniku potoczył się jej okrzyk bólu i wylądowała raz jeszcze na ziemi, tym razem już do walki nie wracając będąc rozsądnie odciągnięta na bok przez swoich zbrojnych. Nawet nie protestowała, ale raz po raz przeklinała to niedźwiedzia, to swych zbrojnych, którzy to nieumiejętni targali ją po ziemi byle dalej od zwierza i powodując przy tym jeszcze większy ból niż to była konieczne.
Walka zakończyła się więc już bez niej, ku jej z jednej strony zawodowi i uldze jednocześnie. Ze swej na wpół leżącej pozycji, zaciskając ręce na boku by nie wyciekało z jej ciała więcej krwi, mogła z pewną zazdrością obserwować jak Robett zadaje ostateczny cios niedźwiedziowi. Cóż, nie można było jednak powiedzieć, że zabrakło jej odwagi, czy też, że nie brała czynnego udziału w polowaniu i wielokrotnie zadała zwierzęciu rany. Ona też podjęła decyzję o polowaniu, ona kazała iść za niedźwiedziem, opracowała plan, który ostatecznie doprowadził do powalenia niedźwiedzia. Niedźwiedź został upolowany, brała w tym udział i mogła mówić, że to ona go upolowała, choć nie była osobą, która zadała ostateczny cios. Teraz jednak bardziej od niedźwiedzia istotny był dla niej jej stan i konieczność opatrzenia swych ran. Sama nie wiedziała jak źle to wygląda, nie znała się na tym, ale uznała, że rany rzeczywiście są na tyle rozległe, że należało wracać do Dreadfort. Nie protestowała jednak na pierwsze, prowizoryczne opatrunki, a także gdy rozpinano z niej to co zostało z jej pancerza, mimo, że ani odkażanie ran, ani zdejmowanie pancerza i obwiązywanie jej bandażami nie było przyjemne i musiała zaciskać zęby i pięści, posykując przez zaciśnięte usta z bólu.
- Zajmijcie się niedźwiedziem... - Powiedziała wstając ostrożnie z ziemi, gdy zajęto się już jej ranami, trzymając rękę na swym boku, który został zraniony. Słowa te były skierowane do Dragomia i jego uczniów. Nie zamierzała zostawiać zwierzyny na pastwę dzikich zwierząt, które to zresztą zabójstwo opłaciła własną krwią. Mięso z niedźwiedzia było całkiem smacznym kąskiem, a futro wciąż mogło się do czegoś nadawać po starannej obróbce. Sama zaś ruszyła w kierunku swojego wierzchowca. - Wracamy do Dreafort... - Machnęła ręką na jednego ze zbrojnych. - Ty zostajesz... I jeszcze jeden. Chce mieć tego niedźwiedzia i nie pozwolę by zjadły go wilki.   - Następnie wspomagając się na jednym ze zbrojnych wskoczyła na konia, acz na tyle niefortunnie, że ze świstem wypuściła powietrze z płuc, gdy zarówno bok i plecy przeszył ostry atak bólu. - Ugh... Siedzę! Nic mi nie jest! - Powiedziała ostro do zbrojnego, który już miał zamiar ją łapać, gdyby miała spaść z konia. To, że nic jej nie było, to nie była prawda, ale miał on dość rozumu by się z nią teraz nie spierać. Chwyciła lejce konia i ostrożnie wbiła pięty w bok konia ponaglając go do jazdy z kierunku, w którego tu przyjechali. Ścieżka wytyczona przez prawie tuzin ludzi, konie i psy była dostatecznie widoczna by nie zgubić się w lesie, a jakby tego było mało, to do poprzedniego miejsca, w którym mieli dłuższy postój, prowadził ślad krwi niedźwiedzia. Łatwo trafią z powrotem na główną ścieżką, a stamtąd na zamek. Gdy już zresztą wyjadą z lasu jeden ze zbrojnych wysunie się do przodu by powiadomić maestera i jej medyka, że konieczne będzie jej opatrzenie, tak, że gdy już dojedzie wszystko będzie przygotowane na jej przyjęcie.
Roslin Bolton
Roslin Bolton

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 17/08/2020

Powrót do góry Go down

Lasy Północy Empty Re: Lasy Północy

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach