Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Pola Reach

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pola Reach Empty Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Maj 26, 2020 11:53 pm

***
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Siedmiu Tak Chce!

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 27, 2020 12:21 am

20/03/10PZ

Na ziemiach lorda Florenta narodziła się, z przyczyn szerszemu gronu ludzi bliżej nieznanych, kontrowersyjna i radykalna grupa wyznawców Siedmiu. Nie byli oni związani oficjalnie z Wiarą, ani też nie znajdowali się w strukturach żadnego z jej zakonów. Nazywali się Tropicielami Wiedźm, a przewodzili im ser Newton Pulsifer oraz septon Shadwell, dwaj zagorzali i wypełnieni płonącym jasno ogniem wiary wyznawcy Nowych Bogów. Członkowie Tropicieli głosili, iż wielkie zło zalęgło się w Reach i wkrótce doprowadzi do straszliwych zniszczeń jeżeli nie zostanie powstrzymane. Złem tym oczywiście były siły nieczyste sprowadzane przez podstępne i parające się czarną magią kobiety - wiedźmy. Do tego brak reakcji ze strony wiernych doprowadzi do tego, że Siedmiu się od nich odwróci, pozostawiając ich na pastwę tej ciemności!
Już teraz widać efekty działania czarnej magii. Plotki o potworach pożerających całe wsie i masakrujących rycerzy. Mgły, w których znikają całe wyspy, gęste jak nigdy wcześniej. Bluźniercze łamanie rycerskiej tradycji w obecności samego Ojca Wiernych, którego umysł na krótką chwilę zaćmić zdołała czarna magia. Dzięki Siedmiu, że szybko się otrząsnął i odciął od tych wydarzeń! Wszystko to były znaki postępującego działania sił złych, nieczystych i plugawych!
Nie tracąc więc czasu Tropiciele zaczęli działać, wyszukując i skazując na stosowną karę - śmierć - wszystkie wiedzmy jakie udało im się znaleźć. Często kobiety te ukrywały się pod maskami mądrych zielarek "pomagających" swojej społeczności, aby tak naprawdę truć ich powoli swymi wywarami i odprawiać po nocach rytuały czarnej magii. Jednak nie z Tropicielami takie sztuczki! Ich nie było tak łatwo oszukać! Zagrożone mogły się czuć jednak nie tylko kobiety. Mężczyźni również nie byli wolni od podejrzeń. Nie wiadomo wszak kogo zwiodły już na manowce wiedzmy i kto im służy.

Maester (Los)
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Obóz Łowczych

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Lip 21, 2020 11:19 pm

15/03/10PZ - popołudnie

Grupa rycerzy wędrownych oraz rannych z Zimnej Wody dotarła do obozu, gdzie maester lorda Roxtona natychmiast zabrał się za przybyłych. Uczony z Pierścienia był dobrze zaopatrzony, zaś namiot przez niego przygotowany był dość wygodny i zapewniał dobre warunki. Z dodatkowymi materiałami dało się utrzymać w stabilnym stanie wszystkich rannych, kiedy maester zajmował się na początku przede wszystkim najbardziej potrzebującym z całej grupy - Gedeonem. Dziedzic Zimnej Wody najpierw poważnie zraniony został poprzez upadek swojego konia, po czym, przy zdecydowanie niewskazanym nadwyrężeniu się, stał się ofiarą gniewu leśnego monstrum. Obrażenia były rozległe i poważne, zaś czas związany z powrotem do obozowiska nie działał na korzyść ranionego...

Około pół godziny po dotarciu do obozowiska lady Stark zaczęła odzyskiwać czucie oraz władzę nad swoim ciałem. Maester zdążył już ją wcześniej opatrzeć pod okiem Aramisa. Po podniesieniu się mogła zauważyć leżącego tuż obok Kędziora. Przyjaciel jej męża, opatrzony na razie raczej prowizorycznie, poinformował ją, że maester pracuje dalej nad Gedeonem w oddzielonej od reszty rannych części namiotu. Uczony prosił by mu nie przeszkadzać, ponieważ Osgrey znajdował się w stanie krytycznym i próba odratowania go wymagała dużego skupienia. Zresztą sama Shirei w najlepszym stanie nie była i powinna odpoczywać. Aramis dotrzymywał jej towarzystwa oddalając się jedynie na chwilę, w celu przyniesienia jej czegoś do picia.

Po pewnym czasie płótno oddzielające "operacyjną" część namiotu od reszty uchyliło się i pojawił się maester Roxtonów. Jego mina nie wskazywała na to by miał dobre wieści...
- Zrobiłem co mogłem, ale obrażenia oraz utrata krwi są zbyt znaczące - powiedział. - Nie zostało mu wiele czasu, ale zaczyna odzyskiwać przytomność - oznajmił i zamilkł na chwilę, dając żonie oraz przyjacielowi rannego przynajmniej moment na przetworzenie informacji. - Lady z pewnością chce spędzić chwilę u boku męża, jednak z racji na ból jaki bez wątpienia mu doskwiera muszę zalecić szybkie podanie makowego mleka.
Specyfik proponowany przez maestera mógł uśmierzyć ból i ułatwić Osgrey'owi osunięcie się w sen, pozwalając na spokojne odejście w objęcia Nieznajomego. Niestety w ten sposób obdarłby parę z części czasu, którego miała już niewiele. Ostateczna decyzja zależała jednak od Shirei oraz, przede wszystkim, odzyskującego właśnie świadomość Gedeona.
Sam maester nie narzucając się ruszył zająć się dokładniej pozostałymi rannymi, miał przed sobą jeszcze wiele pracy nim będzie mu dane spocząć tego dnia.



Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Shirei Stark on Sob Lip 25, 2020 11:55 pm


- Puść mnie, Aramisie; w przeciwnym razie, gdy tylko odzyskam siły, dokończę to, czego nie skończyły mantykory. Puszczaj, cholero! - warknęła głośniej w stronę rycerza, który szerokimi ramionami obejmował jej drobne ciało, chcąc powstrzymać ją przed wtargnięciem do pracującego maestera. Nawet, gdyby kobieta była w pełni sił, nie miałaby z mężczyzną większych szans, tym bardziej teraz, kiedy paraliż dopiero zaczynał puszczać. Nie puszczały za to emocje, które nosiły ją do tego stopnia, że była gotowa wczołgać się do męża, gdyby nie była w stanie ustać na nogach.
- Shai, jest mi tak samo ciężko, jak tobie, ale nie możesz narażać ostatniej szansy na to, że odzyska siły... - westchnął Aramis, spoglądając smutnym wzrokiem na Starkównę. Choć rozemocjonowana, widziała wyraźnie, że przyjaciel Gedeona przeżywa dokładnie to samo, co ona; rozumiała jego podejście i bardzo chciała móc myśleć logicznie. Ale nie potrafiła. Nie z tym, co bez ustanku kotłowało się w jej głowie.
- Zejdź mi z drogi, natychmiast. To nie jest prośba. - syknęła w jego stronę, spoglądając przez jego ramię z niepasującym do siebie przerażeniem, Tak czystym i silnym, że mogło być spowodowane tylko jednym. Dzieckiem. - Muszę mu powiedzieć, rozumiesz? Jestem w ciąży. Byłam. To znaczy... wiem, że jestem. - ostatnie zdanie wypowiedziała dopiero po tym, gdy udało jej się wziąć długi, głęboki oddech. Spokój, jaki udało jej się w tych ostatnich trzech słowach osiągnąć, sprawił, że rozluźniła się, gotowa spojrzeć Aramisowi w oczy. Rycerz, gdy zobaczył tę przenikliwość, pokręcił głową w niedowierzaniu i zaskoczeniu, mruknął coś pod nosem o ciężarnych kobieta w walce i... odstąpił od kobiety. Niemal w tym samym momencie, w którym maester odsunął zasłonę. I tak, jak spodziewała się Shai, nie miał on dobrych wieści.
Mogła pozwolić na to, aby emocje całkowicie poniosły jej zachowanie, ale usłyszała tę dziwną szczerość, z którą maester słowa wypowiedział. I to pozwoliło jej się opanować na tyle, aby nie uderzyć go w twarz.
- Możecie wracać do swoich, maesterze. W zasadzie nie "możecie", a "wracajcie". Wszyscy, którzy nie są ludźmi Geda albo moimi, niech natychmiast opuszczą obóz. Rannych do opatrzenia, a nie wymagających nagłej chirurgii zabierzcie gdzie indziej. Do zamku, pół mili dalej, nie interesuje mnie to. Nie chcę tu nikogo, prócz swoich. - to samo powtórzyła strażnikom, krzątającym się przy wejściu do namiotu. Była śmiertelnie poważna, a gdyby jej prośbę zignorowała, poprosiła Aramisa, aby sam uprzątnął obóz z nieproszonych gości. Nie była w nastroju na widok obcych, a cień strażnika czy głos maestera przytłaczał ją, nie pozwalając trzeźwo myśleć. Jej mąż umierał, a ludzi nadal miała na tyle, by móc w razie potrzeby bronić się dalej. Odmowy nie tolerowała i była przekonana o tym, że w razie zignorowania jej słów, Aramis skutecznie zarządzi ludźmi Zimnej Fosy. Niecałe pół minuty później klęczała już przy pryczy Gedeona.
- Ged, tak strasznie przepraszam... Gdybym tylko nie rzuciła się z Kędziorem w wir walki... Myślałam, że jesteśmy przygotowani...- chciała tłumaczyć się dalej, czując, jak po jej policzkach ściekają coraz większe łzy, ale mąż w jednej chwili sprawił, że zdołała się uspokoić. Złapał jej dłoń w swoją, ściskając zaskakująco mocno, jak na człowieka w stanie agonii. Pokręcił głową, jakby chciał zaprzeczyć jej słowom i uśmiechnął się tak nieudolnie, że spomiędzy tych łez i smarków Shirei prychnęła śmiechem. Czasem, gdy wieczorami leżeli razem, przekomarzali się, jak to będzie, kiedy któregoś zabraknie. Osgrey zawsze mówił wtedy, że musi umrzeć pierwszy, bo kolejnej straty w swoim życiu nie przetrzyma. I miał rację - tym razem to Starkówna musiała być gotowa na przeżycie tej pustki. A zdecydowanie daleko jej było do gotowości.
Zaproponowała mężowi makowe mleko, widząc, jak krzywi się z bólu, ale mężczyzna stanowczo odmówił, patrząc w oczy Shai tak silnie, jakby chciał zajrzeć do środka. I udało mu się.Tak, jak zawsze.
- Jestem w ciąży. - wyszeptała do męża, gdy ten przyciągnął ją do siebie w taki sposób, że mogła oprzeć głowę na jego nieuszkodzonym ramieniu. Poczuła, że Gedeon opiera swój podbródek na jej czole i przytula ją na tyle, na ile był w stanie. I choć normalnie daleko byłoby temu do uścisku, to Shai odczytała jego intencję i roboczo za uścisk to uznała.
- Jestem dumny, że moja córka ma taką matkę. Jestem dumny, że moje dzieci będą wychowane przez taką kobietę. - szepnął jej do ucha z trudem. Ale ten jego ton, to ciche westchnienie sprawiło, że Shirei uniosła głowę, wpatrując się intensywnie w jego twarz. I choć widziała, że zbliża się koniec, to te dwa zdania momentalnie postawiły ją na nogi, dodały sił i... na tę stratę przygotowały. Bo choć nie sądziła, że uda jej się podołać zadaniu, to nie miała innego wyjścia - Gedeon liczył na to z całych sił, a ona, swoją rozpaczą i brakiem opanowania, na pewno czegoś takiego nie osiągnie.
- Shai... Masz wychować Rosalei na kobietę pełną siły. Ma być taka jak ty. Dzielna i nieugięta. Nikt nie zdoła tego zrobić za ciebie. Nawet ja. Chodź tu. - każde słowo zdawało się pozbawiać go sił, ale uśmiech, który zdążyła już tak dobrze poznać, nie schodził mu z ust. Zgodnie z jego prośbą ponownie wtuliła się w jego ciało, uważając na rozległe rany - nie chciała mu zadać więcej bólu. Z uchem przy jego klatce doskonale rozpoznała moment, w którym serce jej męża zatrzymało się. A parę sekund wcześniej do jej uszu dotarły słowa, które mówili sobie tak często, że niekiedy przestawały wydawać się znaczące. Ale to "kocham cię" było zupełnie inne. I choć walka Osgrey'a dobiegła końca, to Shirei Stark nie zamierzała ponieść się rozpaczy. Dopiero chwilę przed śmiercią Gedeona zrozumiała, że rozpaczać będzie mogła dopiero, kiedy wszystkie sprawy doprowadzi do końca. Spojrzała na półkę, na której stała fiolka z makowym mlekiem, a później na swojego męża - oczy zamknął sam, a na jego ustach zastygł ten jego firmowy uśmiech. Może Nieznajomy wcale nie był tak straszny, na jakiego go kreowano? Po policzku Shai spłynęła pojedyncza łza, która zatrzymała się dopiero na wargach kobiety, która, mimo ogromnego cierpienia, także się uśmiechała.
-Gdy nadejdzie czas, byś odszedł, staniesz u bram ich królestwa. A ja podążę za tobą, z pieśnią na mych ustach. Los dał ci dokładnie tyle czasu, a bogowie wiedzieli, kiedy odejdziesz. I choć nie zdradzili mi nadejścia twojego kresu, to tutaj nie umrzesz nigdy. Poległo jedynie twoje ciało, wyzwalając cię z więzów świata. A sława, którą zdobyłeś, nigdy nie zginie. Rosalei i... to małe coś, co pożera mnie od środka, o tobie nie zapomną. Obiecuję - wyszeptała w kierunku swojego męża, składając pocałunek na jego czole. A następnie wstała, wyprostowała się i z uniesioną głową wyszła z namiotu.

***

Nie zostaniemy tutaj ani chwili dłużej. — słowa Shai potoczyły się echem po obozie, atakując całą świtę Zimnej Fosy. Gdyby ktoś spoza jej ludzi nadal krzątał się po obozowisku, podeszłaby do niego w towarzystwie Aramisa i natychmiast rozkazałaby mu odejść. I nie żartowałaby. Mimo odniesionych ran, widocznego zmęczenia i wiadomego pochodzenia rozpaczy, jej spojrzenie było harde, a ton nieugięty. Każdy, kto znał Starkównę dłużej niż kilka dni wiedział, że jeśli nie zastosuje się do jej słów natychmiast, kobieta pomoże mu zastosować się do rozkazu siłą. W swoim życiu bowiem zaznała niejednej śmierci, a każdą, choć ze zrozumieniem, przechodziła w sposób trudny. Tej jednak, która w jej otoczeniu pojawiła się tak nagle, za nic w świecie nie mogła zrozumieć. I choć pluła sobie w brodę, że nie mogła zrobić więcej podczas walki, to nie zamierzała dopuścić do tego, żeby córka Gedeona, Rose, żegnała się z ojcem będącym już w zaawansowanym stanie rozkładu. A myśli, że Gedeon mógłby zostać pochowany tutaj, w ogóle nie dopuszczała do swojej głowy. To nie było jego miejsce.
Przy ciele Gedeona czuwał wilkor, gotów każdego, kogo nie zna, rozszarpać na wiór, jeśli Shai nie powstrzymałaby go w porę. Kto by pomyślał, że ta futrzasta bestia była do tego stopnia związana z jakimś Osgrey'em?
- Clarice! - wykrzyknęła nagle, widząc jak do obozu wkracza na znajomej jej klaczy znajoma jej sylwetka - Tak mi przykro... Zaraz ruszamy. Rosalei musi mieć możliwość pożegnania ojca. Ty również. Wejdź do środka, Kędzior cię przepuści. Ja idę zobaczyć, jak stoimy z ludźmi. - mruknęła w stronę kobiety, nie poświęcając jej jednak więcej uwagi. Nie żartowała mówiąc o tym, że nie życzy sobie żadnych obcych. I dlatego właśnie, oprócz obchodu swoich rannych, zamierzała też po raz kolejny sprawdzić, czy nikt z obcych nie zignorował jej prośby.



Shirei Stark
Shirei Stark

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 16/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Lip 26, 2020 12:36 am

Słowa Shirei zaskoczyły maestera, może nawet poczuł coś co kazałoby mu ustąpić, ale jednak... Nie mógł. Shirei Stark nie była jego zwierzchnikiem i nie przed nią odpowiadał. Nie miał również mocy by ludziom w obozie nakazać coś co byłoby bezpośrednim pogwałceniem woli ich seniora, a tym bardziej nie miał autorytetu by rozkazywać uczestnikom polowania, którzy nie podlegali Pierścieniowi.
- Z całym szacunkiem, pani, to obóz i ziemie lorda Roxtona, zaś ja służę jemu - odpowiedział chłodno. - Pozostawię tobie oraz twojemu mężowi namiot, ale nie zamierzam opuszczać tego miejsca. Wkrótce mogą pojawić się tu inni ranni. Rycerze, którzy was sprowadzili, donieśli, że ser Rufus Reyne ruszył w pogoń śladem bestii.
Z tymi słowami uczony udał się do wyjścia z namiotu, pozostawiając część wciąż nieopatrzonych ludzi Osgrey'ów tak jak lady Stark sobie życzyła - samych sobie. Aramis tymczasem mógł próbować naciskać dalej, acz próba siłowego wyproszenia ludzi Roxtona z ich własnych ziem, a wraz z nimi drużyny wędrownych rycerzy związanych z Reynem i Blackwoodem wydawała się mało rozsądnym posunięciem. Wielu ludzi z Zimnej Wody było rannych, zaś obozowicze oraz rycerze byli w pełni sił. Do tego przyjaciel Gedeona wciąż myślał na tyle trzeźwo by wiedzieć, że lord Roxton nie puściłby takiej zniewagi płazem niezależnie od tego kto właśnie odchodził w objęcia Siedmiu, zwłaszcza jeżeli któryś z jego ludzi poniósłby śmierć.
Osgrey'owie musieli zadowolić się pozostawieniem im przez maestera zacisza namiotu lub narażać się na groźną przepychankę z innymi myśliwymi, która mogła przerodzić się w krwawą potyczkę. Żadnemu ze zbrojnych czy rycerzy Zimnej Wody nie było do tego śpieszno, jednak jeżeli lady Stark chciała nalegać wciąż mogła ich do tego popchnąć.

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Clarice Osgrey on Nie Lip 26, 2020 1:45 am

Clarice nudziła się, jak mops siedząc w zamku, kiedy jej brat Gedeon i bratowa oddawali się takim rozrywkom, jak polowanie. Nie żeby dziewczyna była tym zainteresowana. Nie widziała nic atrakcyjnego w zabijaniu dla samej zabawy. Co innego, jeśli przynosiło to jakieś, w jej oczach, sensowne korzyści.
Zatem kiedy rodzina oddawała się swoim zajęciom, ona sama starała się zorganizować sobie czas, którego miała w bród. Najczęściej można było zobaczyć ją nad księgami lub spacerującą po okolicy.
Ileż jednak można czytać to samo, patrzeć na tę samą grządkę lub miziać kota?
Nuda doskwierała jej tak bardzo, że nie mogła dłużej usiedzieć w zamku Roxtonów. Wzięła wiec swoją kotkę Kēli i zdecydowała się udać do obozu, by wyjść na spotkanie powracającym z polowania Gedowi i Shirei.
Przez całą drogę targały nią złe przeczucia. Kiedy zbliżała się do celu swojej podróży, od razu wyczuła ciężką, nerwową atmosferę, którą możnaby było ciąć mieczem.
Szybko udało jej się trafić na bratową, której słowa sprawiły, że Clarice najpierw zrobiło się gorąco, a następnie zimno. Krew na przemian wrzała i zamarzała jej w żyłach.
Obawiała się spytać, jednak złe wieści same do niej przyszły. Czuła, jakby nogi miała z ołowiu, kiedy szła zobaczyć swojego starszego brata. Dziewczynę wręcz ogłuszyła informacja, że nic nie można już zrobić.
Dla niej starszy brat był niezniszczalny, niepowstrzymany i niepokonany. W oczach wezbrały jej łzy. Kilka spłynęło jej na policzek, gdy stanęła nad pryczą Geda. Ledwo zauważyła kręcącego się wokół wilkora.
Nie pozwoliła sobie jednak na płacz. Postawa Shirei ją zawstydziła. Jej bratowa wyglądała na tak silną i opanowaną, kiedy ją mijała. Nie płakała, w zasadzie zdawała się być bardziej wściekła aniżeli załamana. Choć Clarice podejrzewała, że w Shirei gotuje się teraz całe spektrum różnych emocji i nie powinno to nikogo dziwić.
Uśmiech na twarzy brata wcale jej nie uspokoił. Bo choć pocieszającym było, że opuści ten świat spokojny, to zdawało jej się to w pewien sposób niewłaściwe. Przecież tyle jeszcze go czekało... Tyle ludzi go potrzebowało.
Nie mogła się zmusić do pożegnania. Dotknęła jego dłoni tak lekko, że nawet gdyby był w pełni sił i w pełni świadomy, mógłby tego nie poczuć. A potem w pośpiechu i lekkiej panice wyszła. Całe szczęście dla jej kotki, ze ma znakomity refleks, bo Clarice nie patrzyła pod nogi.
Przez chwilę była całkiem zagubiona. Nie wiedziała, co powinna ze sobą począć, przypomniało jej się jednak, ze Shirei chciała wyjechać, jak najprędzej. Upomniała wiec ludzi, aby działali szybciej.
Wracamy do domu! - zawołała do ich świty wtórując bratowej. — Do Zimnej Fosy. Nie ma czasu do stracenia. Wszyscy zdolni do podróży niech się pakują na konie. W obozie zostają tylko najcięższe przypadki. - Wzięła głęboki oddech. — C... - zawahała się - ...mojego brata potraktujcie z największym szacunkiem przygotowując go do drogi. Pożegnamy się z nim później. W domu. - powtórzyła. Z jakiegoś powodu ona także bardzo chciała wrócić do miejsc jej znanych i kochanych nie tylko przez nią, ale przede wszystkim przez Geda.
Zorganizowanie się im zajęło chwilę, szczególnie, ze którzy potrzebowali dobrej pomocy lub wsparcia, a mimo to chcieli wracać wraz z nimi. Wszystkim jednak udzieliła się nerwowa atmosfera, a presja sprawiła, że pracowali żwawo.
Niedługo później Clarice z Shirei u boku i ciałem brata odjeżdżała wraz ze świtą Osgreyów z obozu, kierując się przez gęste lasy do Zimnej Fosy.
Siedząc na grzbiecie swojej klaczy, Dāerves, gapiła się tępo na drzewa przemierzając las. Lejce trzymała w jednej dłoni, a drugą przytrzymywała kotkę. Klacz wiedziała, co robić, nie musiała jej zatem poświęcać wiele uwagi.
Była zdruzgotana. Tłukła się z myślami. Nie mogła powstrzymać łkania, wszak nie było już odwro... Ale czy na pewno?
Clarice gwałtownie uniosła głowę. Zrobiło jej się gorąco. Łzy szybko wyschły na jej twarzy.
Clarice nagle przypomniało się coś, co mówił jej mentor Maenes, kiedy spotkali się w Starym Mieście. Nauczając ją i przekonując o potędze magii krwi, wspominał, ze jest ona w stanie przezwyciężyć nawet samą smierć.
Clarice nigdy nie rzucała takiego czaru; sama czy nawet pod okiem nauczyciela. Ten jednak nakreślił jej, co do podobnego rytuału jest potrzebne i jak powinien on wyglądać. Co miała do stracenia?
Na odwagę zbierała się przez niemal godzinę. Żal jej było Shai, jednak MUSIAŁA podjąć próbę. Spięła więc konia i zrównała się z Shirei.
Shai... tak mi przykro - zaczęła z bólem w głosie. — To... - zabrakło jej słów — ...wprost okropne! Nie zdołałam pożegnać się z Gedem tam, w obozie, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym zrobić to teraz, na osobności. Wtedy... byłam chyba zbyt oszołomiona - pociągnęła nosem. — To tak trudne dla wszystkich...
Clarice Osgrey
Clarice Osgrey

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 30/04/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Shirei Stark on Pon Lip 27, 2020 4:49 pm


- Aramisie, w takim razie zadbaj o to, żeby nikt nie zakłócał naszego wymarszu. ruszamy do Zimnej Fosy natychmiast, a choćbyśmy mieli maszerować dzień i noc, dotrzemy tam przed końcem tygodnia. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, słysząc, że wyproszenie obcych z obozu nie ma szans zaistnienia. Gdyby nie była roztrzęsiona, pewnie od razu zrozumiałaby, że w gruncie rzeczy to oni są obcy - w końcu maester, jak strażnicy, należeli do służby ich gospodarza. Którego nie zamierzała osobiście informować o wyjeździe. Nie zamierzała podżegać swoich ludzi do bójki; w jej otoczeniu przelało się już zbyt wiele krwi. Kolejnych strat by nie zniosła.
Cała ta wymiana zdań z maesterem sprawiła tylko, że Starkówna cały czas, nieustannie, pośpieszała swoich ludzi, chcąc natychmiast wyruszyć w drogę. Nie zważała na to, że niektórzy odnieśli więcej ran niż ona. Ale nie była w stanie dłużej siedzieć w obozie. Już dawno powinna wyruszyć w drogę do Zimnej Fosy. A to wszystko, czego była dzisiaj świadkiem, powinno potoczyć się zgoła inaczej.
Gdyby tylko ktoś jej wczoraj posłuchał, gdyby nie rozdzielili się na tak małe grupy... Ale przecież w Reach nikt nie słucha kobiet. I choć te wyrzuty nie potrafiły na dłużej zapełnić serca Shai, które po stracie Gedeona zionęło pustką, to kobieta postanowiła sobie, że jedna rzecz ulegnie zmianie, choćby miała to przypłacić własnym życiem - nikt więcej jej zdania nie zakwestionuje.
Jej świta, na czele z Clarice, gotowa byłą do wyjazdu niemal w tym samym momencie, w którym do obozu wróciła świta sir Rufusa. Nie zaszczyciła mężczyzny nawet pojedynczym spojrzeniem - doskonale wiedziała bowiem, że gdyby tylko odezwał się do niej słowem, jego życie zależałoby od tego, czy Aramis na czas wdowę by zatrzymał. Nie interesowało jej to, jak rozwiązała się sprawa z bestiami; gdyby nie inni członkowie jej świty, nawet nie wiedziałaby, czy bestie ubito. Zresztą, jaka to różnica? Nawet śmierć bazyliszków nie przywróci jej męża do życia, nie odda Rosalei, ani nienarodzonemu Osgrey'owi ojca. I może śmierć Gedeona przestała być bezsensowna z chwilą, w której bestie straciły życie, ale nie robiło to kobiecie żadnej różnicy; nie przyniosło ulgi.
Bowiem śmierć jej męża nadal pozostała niesprawiedliwa.

***

Chwilę później cała grupa z Zimnej Fosy przemierzała już gęste lasy, będące swoistą granicą pomiędzy ziemiami Osgrey'ów i Roxtonów; jeszcze paręnaście godzin temu poszukiwali tutaj bestii, a teraz? Choćby Shirei byłaby zmuszona zajechać własnego konia, nie zamierzała zostawać tutaj dłużej. Gdyby u jej boku spacerował smok zamiast wilkora, spaliłaby to miejsce na popiół, nawet nie mrugając okiem. Może właśnie wtedy spełniłyby się słowa, które powiedziała do Gedeona chwilę po jego śmierci? Może w ten sposób pamięć o nim przetrwałaby choćby w jednej nazwie zrównanego z ziemią miejsca.
Snuła już plan pomszczenia męża, zawierając w nim krwawe opisy śmierci mężczyzn, którzy nie zgodzili się wcześniej na jej plan polowania, kiedy z zamyślenia wyrwał ją głos Clarice.
- Rozumiem, co czujesz, Ged był także moją rodziną. Ale nie możesz zaczekać do Zimnej Fosy Przy naszym obecnym tempie podróży dojedziemy tam najwcześniej za jakieś 4-5 dni, a chciałam sprawić, żeby Rosalei jeszcze ten jeden raz mogła na niego spojrzeć... - westchnęła, taktycznie odwracając wzrok od siostry swojego męża. W jej oczach bowiem zaczęły pojawiać się łzy, pierwszy raz od śmierci mężczyzny. Nie była jednak w nastroju, by podnosić raban i toczyć kłótnię - kiedy zaś obejrzała się za siebie, zobaczyła, że Aramis, a także paru innych rannych nie miałoby nic przeciw postojowi. Musiała przestać myśleć tylko o sobie i o małej. Inni byli tak samo ważni. - W porządku. - mruknęła po chwili, zatrzymując konia - Wóz z moim mężem zostaje z tyłu. Oprócz Aramisa i Clarice nie chcę tam widzieć nikogo, pozwólcie siostrze pożegnać brata. Odpoczniemy kawałek dalej, tam, przy polanie. - krzyknęła do reszty grupy, wskazując oddaloną o około 100 metrów niewielką polankę - Aramisie, weź swojego przyjaciela i razem z Clarice stańcie przy wozie, na wszelki wypadek. Ja nie mam już siły, by spojrzeć mu w twarz ponownie. - mruknęła do przyjaciela Gedeona, po czym odjechała z resztą grupy, aby przygotować miejsce odpoczynku. Miała nadzieję, że w razie czego, dwóch rycerzy z powodzeniem dopilnuje Clarice i ciała.
Shirei Stark
Shirei Stark

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 16/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Clarice Osgrey on Pon Lip 27, 2020 9:01 pm

Clarice nie chciała naciskać na Shai. W pełni rozumiała, jak trudna jest to dla niej sytuacja. Spokojnie czekała aż ta wszystko sobie przemyśli. Nie chcąc zawstydzać bratowej, zignorowała łzy spływające po jej twarzy. Kiedy ta wyraziła zgodę, dziewczyna podziękowała uśmiechem. Zeskoczyła z konia, ale nie zostawiła klaczy, zdecydowała, że musi zabrać ją ze sobą. Oddaliła się z mężczyznami, którzy zajęli się wozem, a ona sama prowadziła Dāerves za uzdę. Tymczasem kotka kręciła się gdzieś przy swojej pani, obwąchując wszystko wokół. Nagle syknęła i zaczęła wspinać się po sukni Clarice, chcąc skryć się u niej na rękach. Dziewczyna rozejrzała się wiedząc, że ujrzy gdzieś wilkora. Nie pomyliła się. Kędzior zamiast ruszyć za Shai, zdawał się być w pełni oddany swojej misji pilnowania ciała Geda. Clarice uśmiechnęła się lekko. Może to nawet lepiej?
Oddaliwszy się od grupy, wzięła głęboki oddech i spojrzała w oczy najpierw Aramisowi, a następnie jego przyjacielowi. Sporo o tym myślała i doszła do wniosku, że nie ma lepszego miejsca, aby odprawić rytuał, niż jaskinia, która służyła bestii za leże. Było tam wszak mnóstwo krwi, nie tylko zwierząt, ale i ludzi.
-- Aramisie, mój brat nikomu ze swoich ludzi nie ufał tak, jak tobie. Byłeś mu wierny do końca, ale ja uważam, że to wcale nie musi być koniec! Słyszałam coś… kiedyś, od człowieka o wiele mądrzejszego ode mnie, że śmierć wcale nie musi być ostateczna. Zdarzało się, że ofiary odzyskiwały pełnie sił… -- zauważyła, że mężczyzna otwiera usta, chcąc zaprotestować. Gwałtownie uniosła ręce, aby go powstrzymać. – Wiem, jak to brzmi, jednak czy mamy coś do stracenia? Powołuję się na waszą lojalność i miłość do mego brata, abyście pomogli mi zrobić dla niego tę jedną, ostatnią rzecz. – Była bardzo zdeterminowana. Cała jej postawa zdradzała, że była gotowa odeprzeć każdą wątpliwość, każdy protest i argument przeciw. W jej ciemnych oczach płonął ogień. Nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby choć nie spróbowała.
Mężczyźni byli zmęczeni, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Smutek odebrał im lwią część asertywności, a poza tym nie chcieli odmawiać kobiecie w żałobie, która dodatkowo była jedyną siostrą Gedeona, wobec którego zawsze byli wierni.
-- Zrobimy, o co prosisz, pani – przemówił za obu Aramis, zdawał się lekko zrezygnowany, ale jak powiedział, tak uczynili. Clarice wręcz przeciwnie. Cała promieniała nadzieją i uporem.
-- Znakomicie, musimy jednak udać się gdzieś indziej…  -- nie czekając na odpowiedź, podeszła szybko do wilkora i pochwaliła go za to, jak dobrze się spisuje. – Aramisie, czy z pomocą Kędziora, udałoby ci się odnaleźć znaleźć jamę tego stworzenia? – podjęła. Mężczyzna chwilę się zamyślił, aż pokiwał głową.
-- Byłem tylko w pobliżu tego miejsca, jednak powinno mi się to udać z pomocą Kędziora -- to powiedziawszy podszedł do ich czworonożnego przyjaciela i powiedział do niego parę słów. Wilkor słuchał uważnie, a następne przykleił nos do ziemi i zaczął ich prowadzić. Drugi z mężczyzn zajął się wozem. Ostrożnie, uważając na oczy mogące obserwować ich z obozu, zaczęli się oddalać.
Odnalezienie jamy okazało się trudniejsze niż sądziła. Jednak dzięki znakomitemu węchowi Kędziora i dobrej orientacji w terenie Aramisa, po kilku godzinach im się to udało. Konieczność pozostawienia wozu była kłopotliwa, ale nie spisywała misji na straty. Clarice rozkazała w miejsce jednego z koni ciągnących wóz zaprzęgnąć swoją klacz, więc w dalszą drogę udali się we trójkę wraz z ciałem, wilkorem i koniem.
Kiedy nareszcie odnaleźli swój cel, mężczyźni wyglądali, jakby już żałowali, że w ogóle się na to zgodzili. Nie było już jednak odwrotu.
-- Wnieście Geda do środka – rozkazała Clarice głosem nieznoszącym sprzeciwu. Jaskinia wyglądała upiornie, była niemal czarna od krwi, a od zapachu posoki Clarice zemdliło.
Połóżcie go tutaj – wskazała na miejsce, gdzie krwi zdawało się być najwięcej. Pokiwała głową, jakby samą siebie chciała przekonać, że dobrze postępuje. Już chciała wyprosić mężczyzn, jednak przypomniała sobie, że niezbędna jest ofiara. Rozkazała przyprowadzić do jaskini konia. Kotka wybiegła sama czując smród krwi.
Teraz zostawcie nas, pilnujcie, proszę wozu… i Kędziora – ostatnie dwa słowa dodała, kiedy zauważyła, ze wilkor usiadł przy ciele. Wyprowadzenie go z jaskini było ogromnie trudnym zadaniem i wymagał wielu prób; od słodkich słów, do rozkazów. Ostatecznie udało się go przekonać kawałkiem suszonego mięsa, który Aramis skądś wygrzebał. Zanim mężczyźni wyszli, Clarice przemówiła najbardziej władczym i zimnym tonem, na jaki było ja stać. – Nie wchodźcie, tutaj bez względu na to, co usłyszycie, zrozumiano? – Nie czekała jednak na odpowiedź i odwróciła się do nich plecami.
Kiedy ich kroki oddaliły się na tyle, że przestała je słyszeć, stanęła nad ciałem brata. Dłonie pociły jej się z nerwów. Zastanowiła się przez chwilę, co on by na to powiedział. Wiedziała, że miał wiele niedokończonych spraw i wiele ludzi, których kochał, zatem była pewna, że nie chciał jeszcze odchodzić. Choć Ged był wiernym wyznawcą Siedmiu, podróż z ojcem i ich bratem do Valyrii otworzyła mu oczy. Clarice wiedziała, że Ged nie tylko wierzył, że magia istnieje – on to wiedział, widział ją bowiem na własne oczy. Tak należy uczynić. Chociaż spróbować… Powtarzała to sobie.
Wsłuchała się w równomierny oddech konia przebierającego nieopodal kopytami. Uspokajająco pogłaskała go po aksamitnej szyi, jej samej też pomogło to nieco opanować emocje. Następnie lejce przywiązała do jednej z solidnych skał w jaskini, aby zwierzę nie uciekło.
-- Nie ma co zwlekać – szepnęła do siebie i kucnęła, aby odsłonić twarz Geda skrytą pod całunem. Wiedziała, co musi teraz zrobić. Była to jednak zdecydowanie najgorsza część rytuału. Wyciągnęła swój sztylet i ponownie podeszła do zwierzęcia. Ucałowała je i pogłaskała uspokajająco po grzywie wolną ręką. Drugą dłonią pewniej chwyciła sztylet i po odliczeniu od trzech do jednego przebiła szyję konia z największą siłą, na jaką było ją stać. Nie chciała, by długo cierpiał. Koń zarżał przejmująco i zaczął wierzgać. Clarice odskoczyła od niego, kiedy krew trysnęła w jej stronę. Mała szczęście, bo w innym wypadku, zapewne oberwałaby kopytami. Zwierzę pewnie zdołałoby zerwać pędy, jednak traciło wiele krwi w szybkim czasie, bowiem dziewczyna zadała mu dużą i głęboką ranę, szybko więc zaczęło tracić siły.
Świeża krew zaczęła mieszać się z krwią ludzi, którzy zostali tu zranieni, a nawet zabici, parę godzin temu, a także z krwią innych poegłych zwierząt. Clarice wytarła ostrze o czysty kawałek sukni, a przynajmniej próbowała, bo w jamie było ciemno.
-- Niech moc i siła poległych tu ludzi i zwierząt wstąpi w tego człowieka – zaczęła cicho. – Niech moc, siła i życie tego rumaka przejdzie na tego człowieka – kontynuowała. – Mocy zwierząt, mocy ludzi, przejdź w człowieka – mówiła coraz głośniej. Krew konia, który teraz dogorywał na ziemi, płynęła po jaskini dosyć cienką strużką, była jednak gorąca i świeża, szybko dotarła więc do leżącego nieopodal ciała i wsiąkła w jasny całun, który je spowijał.
Clarice wzięła głęboki oddech, stanęła nad bratem, a potem cięła także siebie wzdłuż żył przedramienia. Było to jedno proste, dość głębokie cięcie. Uniosła rękę, a jej krew spłynęła na twarz Geda i połączyła się z tą, już go otulającą zewsząd. Po chwili przycisnęła przedramię do sukni, by zatamować krwawienie.
-- Mocą swojej krwi, swojej magii, paktuję ze śmiercią. Śmierci odstąp! – zawołała. Clarice nie wiedziała, co robi, kiedy przybyła do tej jaskini. Teraz jednak zdawało jej się, że za rękę prowadzi ją magią. Jednak czy to wystarczy?


Ostatnio zmieniony przez Clarice Osgrey dnia Wto Lip 28, 2020 7:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Clarice Osgrey
Clarice Osgrey

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 30/04/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Lip 28, 2020 3:28 pm



Dotarcie po ciemku do leża bestii zajęło grupie podróżnych dobre kilka godzin. Najpierw musieli odnaleźć miejsce starcia pomiędzy Osgrey'ami a bestiami i dopiero od tego punktu podjąć ten sam trop, po którym ruszył wcześniej ser Rufus Reyne. Z Kędziorem szczęśliwie udało się nie zgubić i dotrzeć na miejsce w bez większych opóźnień. Niestety zmuszeni byli porzucić wóz przez utrudnienia jakie stwarzała leśna gęstwina, ale Aramis nie miał problemu by unieść zawinięte ciało Gedeona i dostarczyć je na miejsce. Po ułożeniu zwłok w cuchnącej śmiercią jamie, w której spoczywały zwęglone szczątki potworów, rycerze oddalili się wraz z wilkorem i czekali...

Wkrótce stojący na zewnątrz mężczyźni usłyszeli przeraźliwe rżenie umierającego konia, a cienie wokół nich zdawały się ciemnieć i zagęszczać.
- Spokojnie, przyjacielu - Aramis rzucił do Kędziora, który uniósł nagle łeb w stronę jamy i zawarczał.
- Zrobiło się jakoś... gorąco? - mruknął drugi rycerz, który poniósł cięższe obrażenia, kiedy jego spłoszony rumak postanowił przeorać twarzą swojego jeźdźca las. Mężczyzna rozluźnił swój ubiór i powachlował się ręką. - Uch...
Zawiał mocniejszy wiatr, który wywołał złudzenie szeptów dochodzących ze spowitej ciemnością pieczary. Chociaż czy na pewno było to złudzenie? Ciarki przeszły po plecach Aramisa, kiedy pomyślał o tym co musi się tam odbywać. Kędzior tymczasem wydał z siebie ponownie niski, gardłowy warkot, wbijając nieufne spojrzenie w jamę.

Clarice pochłonięta swoją desperacką próbą odprawienia czarów, o których wiedziała prawie tyle co nic, sama prawie nie zauważyła co się działo. Cienie gęstniały, pieczarę wypełniły ledwo słyszalne, delikatne szepty, zaś dziewczynę ogarnęło uczucie niepokoju. Głosy były niemożliwe do zrozumienia, acz wydawało jej się, że wie co chcą jej przekazać - kpiły z niej, szydziły z jej straty, śpiewały hymn ku chwale śmierci. Mogła próbować wzywać na pomoc Bogów Starych i Nowych, ale w tym miejscu i o tej porze z pewnością nie można było uświadczyć ich obecności.
Dziewczyna jęknęła, kiedy ostre ukłucie bólu nagle przeszyło nacięte przed chwilą przedramię. Instynktownie złapała się ze rękę i skuliła zaciskając zęby. Uniosła oczy na pokrytą świeżą krwią twarz Gedeona, tak samo nieobecną jak chwilę wcześniej. Czyżby nie zadziałało? Czy jej starania i ofiara poszył na marne?
- Haaaaaa - Osgrey otworzył oczy, łapiąc gwałtownie oddech.
Ostatnie co pamiętał to namiot maestera i to jak osunął się w ciemność... Ciemność i chłód...

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Wto Lip 28, 2020 4:46 pm

Całe pomieszczenie przeszył dźwięk łapczywie zaciąganego do płuc powietrza. Tak łapczywie, że niemal można by się od niego zakrztusić.
Miał dziwny mętlik w głowie wymieszany z pustką. Tak, jakby zbudził się z najpiękniejszego snu, ale otwierając je, zapomniał go w całości. To wypełniało go smutkiem.
Próbował się zorientować, co właśnie się dzieje? Gdzie jest? Co się stało? Jak się tu znalazł. Dopiero co był w namiocie maestera. Czuł tam wielki ból -  ból, który doprowadzał go niemal do obłędu. Ale nie chciał makowego mleka. Chciał zaznać w pełni tych ostatnich chwil ze swą małżonką.
O czymś mówiła. O czymś bardzo ważnym.
Próbował sobie przypomnieć, ale to wszystko przychodziło z trudem. Pamiętał za to wyraźnie najpierw ból i strach, który potem ustąpił spokojowi. Jak przez mgłę w jego myślach wróciła ta dziwna muzyka, którą wtedy słyszał. Tak piękna i tak spokojna. Aż uśmiechnął się przez ból. Shai była wtedy przy nim. Zaraz obok niego…
- Coś Ty uczyniła!? Gdzie jest Shai?! - – wykrzyknął w stronę swej siostry, jakby była zupełnie obcą osobą. Osobą, która właśnie skrzywdziła Shirei. W końcu ta dopiero była przy nim, w namiocie.
Ale nie jestem już w namiocie? – dopiero teraz zauważył, że był w jakieś dziwnej jaskini. Było tu gorąco. Gorąco niemal jak w Siedmiu Piekłach. W dodatku ten zapach krwi, swąd spalenizny. Te ciemności. I wszystko zaczęło nabierać sensu – ujrzał Siedem Niebios tylko po to, by trafić do Siedmiu Piekieł. Siedmiu było sprawiedliwych i tak rozliczyli go z jego przewin.
- Coś ty uczyniła?! Otaczał mnie spokój, zmierzałem już do Siedmiu Niebios. A potem mnie wydarto! Jak nienarodzone dziecko z łona matki! Nie mogę tam wrócić! Rozumiesz?! Tam jest dla mnie tylko ciemność… Ciemność i chłód… - początkowy krzyk powoli się załamywał, aż ostatnie słowa zdały się być ledwie słyszalne.
To wszystko zdawało się być najgorszym koszmarem. I to jednym z tego rodzaju, gdy to wspaniały sen zmienia się w straszliwy horror. Zdawało się być tak oderwane od rzeczywistości, że nie mogło być prawdą. Nie mogło…
A może jednak było?
- Clare?! Dlaczego Ty też tu jesteś?! Przecież byłaś bezpieczna w zamku. Jak mogłaś tu trafić ze mną? Jak mogłaś się znaleźć w Siedmiu Piekłach? - zapytał, widząc, że jej jakby odebrało mowę. Pewnie tak samo jak Gedeon, nie wierzyła, że ona też mogła tu trafić. Bo to, że dla Geda znalazło się tu miejsce – to mógł zrozumieć. Zbierał żniwo swych czynów. Ale ona?
Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Clarice Osgrey on Wto Lip 28, 2020 8:37 pm

Clarice serce biło, jak młotem. Choć nie miała absolutnie bladego pojęcia, co robi, a w tym magicznym amoku, nie wiedziała też do końca, co się dzieje, jednak czuła, że jej działania przynoszą efekty. Nie miała, co prawda, pewności czy skutek będzie taki, jakiego oczekuje, ale fakt, że Zmarli odpowiedzieli na jej wezwanie był dla dziewczyny bezcenny. Gęstniejące w jaskini cienie i dobiegające zewsząd szepty, napędziły jej niezłego stracha, ale nad niepokojem górowały ekscytacja i determinacja.
W Clarice kotłowało się tak wiele różnych, sprzecznych emocji, że kiedy jej brat otworzył oczy i wziął pierwszy, łapczywy oddech, zamarła. Zupełnie zabrakło jej słów. Przerażenie walczyło w niej z radością, stała więc i gapiła się na brata w milczeniu. Nie była pewna czy ona sama nadal oddycha.
Słuchała słów brata, ale mało które zdanie do niej docierało. Była zupełnie oszołomiona. Przez krótki czas trwała w bezruchu, a na twarzy miała wypisaną konsternację. W końcu pojęła, o czym mówił Gadeon. Roześmiała się. Głośno i szczerze, niemal histerycznie. Chwilę jej zajęło, by się opanować i uspokoić oddech.
-- Myślisz, że Bogowie cię potępili i trafiłeś do Piekieł, bracie? -- Clarice rozejrzała się wokół i zrozumiała dlaczego Ged wyciągnął podobne wnioski. Sceneria była iście upiorna, rodem wyciągnięta z piekielnych komnat . Wpadło jej do głowy, że jeśli Siedmiu faktycznie istnieje, po tym, co uczyniła niechybnie ją przeklną i wtrącą do podobnej sali tortur.
-- Cóż... -- podjęła po chwili -- Jeśli rzeczywiście jest z ciebie tak grzeszny mąż, musisz jeszcze trochę poczekać na boską karę.
Zbliżyła się do niego powoli, a następnie klęknęła, by ich twarze znajdowały się na jednym poziomie.
-- Żyjesz, Ged -- powiedziała dobitnie. -- Jak się czujesz? Możesz wstać? -- Zapytała już łagodniej. -- Powinniśmy wracać do domu.
Clarice Osgrey
Clarice Osgrey

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 30/04/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Sro Lip 29, 2020 11:31 am

Rycerza przeszył dreszcz, gdy dziewczyna się roześmiała. - Czyżby była jednym ze strażników piekieł, który miał mu tylko gotować kolejne katusze, przypominając o rodzinie, która zostawił w innym życiu?  
W końcu Clare się odezwała, jednak jej słowa wcale nie rozwiały wątpliwości Osgreya. Szczególnie, gdy padły słowa, która z pewnością paść musiały, ale dla Gedeona były nieoczekiwane – „Żyjesz”. Więc to sen, czy nie sen? Czy naprawdę mogłem powrócić z tamtej strony?
Spróbował wstać, ale wtedy poczuł pulsujący ból dobiegający ze złamanej nogi. I wróciły kolejne wspomnienia – wspomnienia walki z monstrum.
- Wygląda na to, że mogę - wydusił z siebie przez ból. Zdecydowanie potrzebował pomocy, by stąd wyjść – zrobienie tego o własnych siłach mogło być niewykonalne. Niemiej próbował to właśnie zrobić. Wstał i skierował się do wyjścia, zaraz się potykając. Podniósł się, wspierając o ścianę. Nie poprosił jednak o pomoc.
- Eh, jeśli Bogowie nie chcieli mnie po tamtej stronie, mogli chociaż przywrócić mi władzę w nodze - dorzucił z krzywym uśmiechem. Jeśli Clarice miała jakieś wątpliwości do tego, czy wrócił Gedeon, czy to ktoś inny zajął jego ciało, ten uśmiech mógł je rozwiać. W końcu uśmiech zawsze był elementem rozpoznawczym dziedzica Zimnej Fosy.
- Masz rację, powinniśmy wracać do domu. Tylko gdzie jesteśmy? Jak się tu znaleźliśmy? Ile czasu… – zamarł na chwilę, przygryzając górną wargę, jakby ważył właśnie słowa. - … ile czasu byłem „tam”.- użył wymijającego określenia, jakby po prostu nie móc powiedzieć „ile czasu byłem martwy”. - I gdzie jest Shai? Miała mi coś ważnego do powiedzenia… powiedziała mi coś ważnego, zanim ja… - znów zapadła cisza, ale tym razem widać było, że może i na początku szukał wymijającego słowa, ale potem po prostu się zamyślił. Musiał pamiętać, co powiedziała jego ukochana. Wystarczyło przecież po to sięgnąć w pamięci.
Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Clarice Osgrey on Sro Lip 29, 2020 5:04 pm

Odstąpiła od brata, kiedy ten próbował wstać. Obserwowała jego wysiłki w ciszy,  nie chcąc urazić jego dumy. Było jednak jasne, że bez pomocy się nie obejdzie. Wciąż nie do końca wierzyła, że jej się udało. Kiedy Ged, jak klasyczna Zosia Samosia, próbował opuścić jaskinię, ona się uszczypnęła. Ból poczuła, a jej brat nie zniknął. Naprawdę jej się powiodło?
Jeśli nawet dręczyły ją jeszcze jakieś wątpliwości, wszystkie rozwiał uśmiech Geda. Był to dla niego tak charakterystyczny grymas, że opuścił ten świat mając go wymalowany na twarzy. Serce jej się ścisnęło, nie była jednak pewna czy z radości czy z żalu.
-- Na pytania i odpowiedzi przyjdzie czas -- zakołysała się na stopach i spojrzała na swoje dłonie. Były brudne od krwi. Nie miała pojęcia, co powie Gedowi, Shai czy komukolwiek. Nie przemyślała tej części, bo podświadomie była przekonana, że jej się nie powiedzie. Wszak kimże ona była? Żółtodziobem, ledwie adeptką. Bogowie, czy inna siła, musieli dostrzec potencjał jej brata, że umożliwili jej podarować mu drugą szansę. Tak to sobie tłumaczyła.
-- Shai -- zawahała się -- czeka na nas. W obozie. -- Podeszła do brata i uśmiechnęła się pokrzepiająco. -- Macie całe mnóstwo czasu na rozmowy, Ged -- to powiedziawszy, zwróciła się w stronę wyjścia z jamy i zawołała mężczyzn czekających na zewnątrz.
Pierwszy do jaskini wpadł Kędzior. Wilkor zdawał się zdezorientowany. Wyglądał jakby był rozdarty pomiędzy radością a nieufnością. Zaciekle węszył wokół Gedeona, który być może po swoim zmartwychwstaniu, pachniał inaczej.
W czasie, kiedy Kędzior nie mógł się zorientować, co zrobić, dołączył do nich Aramis ze swoim przyjacielem. Obaj stanęli, jak wryci, gapiąc się na Geda, nie wierząc własnym oczom.
-- Ale... jak... co... -- zaczął się jąkać Aramis. Miał mętlik w głowie. W końcu niedawno niósł martwe ciało Osgreya, a teraz Gedeon stał przed  nim cały i zdrów. Choć Clarice rozumiała doskonale, co teraz przeżywają, zaczynała narastać w niej frustracja. Frustracja, złość i strach, bo zupełnie nie wiedziała, jak to wszystko wyjaśnić.
-- Na pytania przyjdzie czas później -- powtórzyła ostro. -- Pomóżcie Gedeonowi, ma złamaną nogę i nie zdoła sam się przemieszczać -- poleciła rozkazującym tonem. W chwilach takich, jak ta, wykonywanie czyichś poleceń jest jak błogosławieństwo. Mężczyźni myśleli podobnie, bowiem po chwili wahania rzucili się do dziedzica Zimnej Fosy i stanęli z obu jego stron, biorąc go pod ramię.
Clarice poszła przodem, a za nią, trochę wolniej, ruszyli mężczyźni. Kędzior wystrzelił do przodu. Intensywny zapach w jaskini był niemal nie do zniesienia dla ludzi, a co dopiero dla wilkora.
W wolnym ale równym tempie dotarli do miejsca, gdzie zostawili wóz.
-- Wskakuj na wóz, Ged - powiedziała. -- W ten sposób szybciej dotrzemy do Shai -- dodała, aby powstrzymać brata przed ewentualnym protestem. Rozejrzała się za swoją kotką, która jakby wyczuła, że dziewczyna o niej myśli i wypadła z krzaków. Clarice chciała ją wziąć na ręce, ale kotka prychnęła na nią ze złością i wskoczyła na wóz. Nie pachnę zapewne najprzyjaźniej... Poszła w ślady Kēli.
Drogę pokonali w milczeniu. Clarice jasno dała do zrozumienia, że nie chce być niepokojona. Dopiero, kiedy usiadła dotarło do niej, jak jest wykończona.
-- Zaraz będziemy na miejscu -- odezwał się nagle Aramis. Clarice aż podskoczyła ze strachu. Były to pierwsze słowa, które padły odkąd ruszyli w drogę.
-- Dobrze, zatrzymajmy się na chwilę -- rzekł, a następnie zwróciła się do drugiego z rycerzy. -- Podaj mi, proszę, bukłak z wodą -- to powiedziawszy sugestywnie spojrzała na swoje dłonie i suknię, a także na twarz Geda.
Kiedy oboje zmyli już z siebie krew, Clarice sięgnęła do juków swojej klaczy i wyjęła suknię. Szczęśliwie dla niej, dziewczyna miała w zwyczaju ubierać się niemal wyłącznie na czarno. Wątpiła, aby ktokolwiek zauważył, że się przebrała. Udała się w ustronny kąt między drzewa i szybko zmieniła odzienie. Było już całkiem ciemno, zupełnie jednak straciła poczucie czasu i nie wiedziała, która może być godzina. Brudną od krwi suknię schowała do juków, a następnie podeszła do brata.
-- Ged... -- zaczęła niepewnie. -- Ja nie potrafię wyjaśnić tego, co się wydarzyło. Po prostu kiedyś usłyszałam od pewnego mężczyzny, że coś podobnego jest możliwe w miejscach, jak ta jaskinia... I spróbowałam -- zwróciła swoje sarnie oczy na brata. Powoli zaczynała ogarniać ją panika.
Clarice Osgrey
Clarice Osgrey

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 30/04/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Sro Lip 29, 2020 6:03 pm

Może tego w żaden sposób nie okazał, ale Ged był wdzięczny za pomoc. Skorzystał też z propozycji jazdy na wozie. Może i wracał „na tarczy”, ale przynajmniej żyw. Niepokoiło go tylko, że Clarice nie chciała nic wyjaśnić. Bezgraniczne zaufanie, którym zwykł obdarzać członków rodziny w tym momencie powoli przestawało działać. Może daleko było temu jeszcze do nieufności, niemniej coś go w tym niepokoiło. Może wróciłem na ten świat inny? Może nie jestem tym samym Gedeonem, radosnymrycerzemcobezgraniczniekochaswoich? I w takim nastawieniu wrócili do reszty orszaku Osgreyów. Niemal w milczeniu, choć Ged wiedział, że każdemu będą potrzebne wyjaśnienia.
- Dobrze - tylko skinął głową na słowa siostry, choć zaniepokoiły go one. Okazało się bowiem, że to za sprawą ludzką, nie boską, wrócił na ten świat. Albo to Bogowie działają przez ludzi – próbował się przekonać. Nie było na to jednak zbytnio czasu – zaraz bowiem wpadli na pierwszego z towarzyszy lady Stark, którzy właśnie ich poszukiwali.
- Lady Clarice? Gdzieście byli? Wszyscy się o was martiwliśmy - wykrzyczał wręcz, zbliżając się do wozu.
I zaraz na leśną ściółkę upadła pochodnia, którą trzymał w rękach.
- Gilbercie, to ja, nie masz powodu do strachu. A teraz podnieś proszę tą pochodnię, zanim wzniecisz pożar. Prowadź do reszty naszym, tam wam wszystko wyjaśnimy- i już chwilę później byli z resztą orszaku.
Gedeon od razu dostrzegł tam ponurą sylwetkę Shirei. Mogła udawać, że jest w tym momencie silna i stanowcza. Ale on od razu rozpoznał, że trwa w żałobie. Było to pocieszające w dwójnasób – nie tylko zapewniało o jej miłości, ale również pokazywało mu, że prawdopodobnie nie miała żadnego udziału w tym, co wydarzyło się w tamtej piekielnej jamie.
Polowanie na Bestie z Piekielnej Jamy, to chyba będzie dobre określenie na to dziwne wydarzenie, które odbyło się w ostatnich dniach.
- Shirei! Jak dobrze Cię widzieć - zawołał do niej chyba w tym samym momencie, w którym ona zapewne ruszyła w jego stronę. Niezależnie od tego co zrobiła, wymienili co najwyżej kilka czułości, bowiem najpierw należało się wszystkim tu obecnym jakieś wyjaśnienie. Z pewnością powstaną liczne plotki o tym jak Gedeon wrócił do żywych i trzeba było je ukierunkować w dobrą stronę.
- Zapewne wszyscy myślicie, że jest to sen. Widzieliście mnie bowiem martwego jeszcze chwilę temu. Siedmiu jednak niech będą dzięki, bowiem ich wolą musiało być, bym jeszcze nie odszedł tego dnia. Sam dziwię się, jak jest to możliwe. Wydawało mi się, że to już koniec mej drogi. Zapewne też tak to dla was wyglądało. Pragnę rozmówić się z maesterem, jak to w ogóle możliwe. Zapewne po prostu me ciało musiało być tak wyczerpane od ran, że nawet dla „tego maesterka od Roxtonów” wyglądało to na mój zgon. Albo zwyczajnie mnie otruł i chciał, byście oddali mnie w ręce Milczących Sióstr, które przygotowując me ciało do podróży, dokonałyby mego żywota. Widać jednak, że krew Osgreyów jest silna! Że nie tak łatwo oddajemy się w objęcia Nieznajomego! Że nawet rany, które powinny być śmiertelne, mogą być niewystarczające, by dokonać naszego żywota! Dziś dokonaliśmy niemożliwego! Wy, ja, my wszyscy. Zabiliśmy Bestie z Piekielnej Jamy. Zapłaciliśmy za to wielką cenę, ale zyskaliśmy nieśmiertelną sławę! I zapewniam was, jako wasz przyszły lord, że każdy z was otrzyma też odpowiednią nagrodę za waszą odwagę - zapewnił w mowie tak żarliwej, jak tylko zdołał, nawet jeśli każdy okrzyk odczuwał w swych trzewiach w postaci bólu. Nie wspomniał nic o „rytuale” czy cokolwiek zrobiła Clarice. Nie wypominał nikomu tchórzostwa. Być może jeśli on przemilczy to, że niektórzy ratowali się ucieczką, oni przemilczą to, że Clarice na chwilę zniknęła z ciałem Gedeona. Bo jeśli przemilczeć ten jeden fakt, wersja, która przedstawił Gedeon mogła być odebrana jako prawdopodobna i może nawet rzucić cień na Roxtonów, odciągając wszelkie podejrzenia od nich.
Dopiero po tym, gdy choć trochę zaspokoił ciekawość zgromadzonych, mógł poświęcić swą pełną uwagę Shirei. Jak on się cieszył, że jest obok niej.
Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Shirei Stark on Sro Lip 29, 2020 7:38 pm


Śmierć Gedeona spadła na nią jak grom z jasnego nieba, nie podlegało to żadnym wątpliwościom. Nie wiedziała, gdzie się podziać, w co włożyć ręce, ale wciąż walczyła z tym marazmem, nie chcąc przed nikim odsłonić tego, że naprawdę cierpi. W jednej chwili uleciały z niej wszelkie pokłady życzliwości, a na ewentualne zaczepki, próby nawiązania rozmowy, reagowała burknięciem i warkotem, na tyle dosadnym, że podczas pierwszych piętnastu minut postoju już nikt nie zaczepiał jej bez potrzeby. Z potrzebą też raczej nie. Nikt nie dochodził do tego, dlaczego się zatrzymali i czemu Clarice poszła gdzieś z ciałem Osgrey'a i jego przyjaciółmi; może dlatego, że wydawało się to dość oczywiste - bliscy zmarłego mężczyzny potrzebowali prywatności. Ludzie Zimnej Fosy nie wyglądali zresztą na zbyt zainteresowanych, każdy miał swoje sprawy, swoje rany i przeżycia, każdy chciał po prostu wrócić do domu. Każdy, oprócz Shai. Grzebała kijem w ognisku, zastanawiając się, co tak właściwie powie Rosalei, kiedy wrócą do domu. Zastanawiała się, jak poradzi sobie z dzieckiem rosnącym w jej łonie. Nigdy nie była matką. Ale co ważniejsze, zastanawiała się, jak to możliwe, że maester Roxtonów dopuścił do śmierci Gedeona. Widziała, jak atakuje go ta piekielna bestia. Widziała konia opadającego na nogi swojego męża, ba, na własnej skórze poczuła te wielkie kły. Ale chociaż jej bok został rozorany przez potwora, to przecież żyła. A dziedzic Osgrey'ów, oprócz złamanej nogi, aż tak źle znów nie wyglądał. Gdyby była teraz przy zdrowych zmysłach, pewnie od razu odrzuciłaby tak absurdalną myśl, ale w jej obecnym stanie podejrzliwość budziła nawet propozycja podania Gedeonowi makowego mleka. Powoli zaczęła nabierać przekonania, że to z rozkazu Roxtona chciano pozbyć się potencjalnie problematycznego sąsiada. Bo gdyby jej mąż kiedykolwiek został seniorem rodu, to zdecydowanie nie byłby seniorem biernym, którego głównym zadaniem jest wydawanie kolejnych pieniędzy na trunki. Może faktycznie miało to coś wsp...
- Pani, toż to pan Osgrey stoi na nogach! - krzyk zdyszanego giermka, który właśnie podbiegł do siedzącej w osamotnieniu Starkówny, wyrwał ją z tych niebezpiecznych zamyśleń, pozwolił przekierować gniew z Roxtonów na samego giermka. Też mi żarty. Ja cię, gówniarzu, nauczę szacunku do zmarłych. - myśl ta przecięła jej głowę w mgnieniu oka, tak że w przeciągu jednej sekundy kobieta wstała i zamachnęła się swoją skórzaną rękawicą, aby młodzieńca zdzielić nią przez łeb. Rękawica nigdy jednak nie osiągnęła celu, bowiem wryta w ziemię Shai wypuściła ją z dłoni, gdy ujrzała, że okrutny żart wcale żartem nie był. Ale jak to możliwe...
Nie powiedziała jednak ani słowa, zaraz marszcząc brwi i w swojej przezorności dobyła przypasanego do bioder noża. Nie wierzyła w czary, ale wydało jej się to tak nieprawdopodobne, że uznała, iż najzwyczajniej w świecie halucynuje, a to tylko jakiś podstęp Roxtonów. Nie podeszła więc do człowieka, który wyglądał zupełnie jak jej mąż i nie odezwała się słowem, dopóki ten nie skończył przemawiać do tłumu. Była zbyt skonsternowana.
I całe szczęście, że poczekała, bo dopiero, gdy usłyszała słowa Gedeona, wszystko stawało się coraz bardziej rzeczywiste. I całkiem logiczne. Niech ona tylko wróci do tego maestera.
- Dajcie mi konia. Natychmiast! - warknęła w stronę pierwszego przechodzącego obok niej służącego z taką zajadłością, że tylko głupiec by jej słowa zignorował. Co zaś tyczy się samego Osgrey'a.
- I czego się szczerzysz? - syknęła przez zęby w stronę męża, nadal nie dowierzając, że to on. W przypływie emocji nie wiedziała już, co jest prawdą, a widząc ten firmowy uśmiech mężczyzny, aż się w niej zagotowało. Jeszcze kilka chwil temu nie wiedziała, jak sobie ze wszystkim poradzi, a teraz jej mąż stał przed nią żywy i prawie cały, jak gdyby nigdy nic. - GEDEONIE OSGREY, JAK ŚMIESZ MNIE TAK STRASZYĆ?! - wydarła się tak głośno, że ptaki z okolicznych drzew zaczęły masowo wzbijać się w niebo. Druga ze skórzanych rękawic, z pomocą Shai, wylądowała na twarzy jej męża, wyrażając więcej niż tysiąc słów. - Byłam pewna, że pozbawiłeś dwójkę dzieci ojca, a ty żywy i rumiany stajesz tak przede mną, jakbyś tylko spał?! Przecież ja widziałam, jak ty... - ucięła w połowie, kiedy w jej umyśle nastąpiło spotkanie się dwóch szarych komórek. Jej chore teorie nie były chorymi teoriami! To musiała być prawda. Nie mogło być innego wytłumaczenia, przecież nikt rozsądny nie uwierzyłby w żadne czary. A Shirei uważała się za wyjątkowo rozsądną i przyziemną osobę. - Roxton. - wycedziła przez zęby, tak, żeby jedynie jej mąż mógł ją dosłyszeć - Zapłacą mi za to. To dlatego maester tak nalegał na makowe mleko. Ged, musimy coś zrobić. Oni chcieli cię zamordować. - szepnęła w jego stronę, rozglądając się na wszystkie strony. A co jeśli i ją spróbują zgładzić? W końcu nosiła w sobie dziecko Osgrey'a. Zaraz. Właśnie. Shai, ty głupia babo. - Dziecko! - wykrzyknęła nagle, uśmiechając się nieswojo. Chyba naprawdę powoli traciła poczytalność. - Ged, będziemy mieć dziecko! - uśmiechnęła się szerzej w jego stronę, by zaraz rzucić się w jego ramiona z radością. Nie na długo. Bo zaraz zwoje w jej głowie zaczęły się przegrzewać, a ona postąpiła krok do tyłu, ukazując oblicze bez cienia uśmiechu. - Dziecko. Nie wiem, co z dzieckiem. Czy ono... - westchnęła nagle, otwierając oczy tak szeroko, że prawie wyszły z jej orbit. Złapała się za zraniony bok i ponownie zwróciła wzrok w stronę męża. - Jak ty tu w ogóle. Ja. Nic nie rozumiem. - mruknęła nieskładnie, zanim zakręciło jej się w głowie i poleciała w bok. Gdyby nie Aramis, wylądowałaby twarzą na ziemi. Rycerz posadził ją na pobliskiej skrzyni, ktoś przyniósł wodę, a gdy Gedeon usiadł obok niej, by na spokojnie porozmawiać, bez otaczających ich sług i poddanych, popatrzyła na niego ponownie, z niezrozumieniem i czającym się w oczach obłędem. - Przecież widziałam, jak umarłeś. Czy ja widzę duchy? Bogowie, nie mogę teraz stracić rozumu, mam dwójkę dzieci na wykarmieniu. Albo jedno dziecko. Jesteś duchem? - zapytała męża wprost, przekrzywiając głowę w dokładnie taki sam sposób, w jaki zrobił to Kędzior, widząc swoją panią w takim stanie.
Chora kobieta., pomyślał Kędzior, aby zaraz, z głośnym westchnieniem, położyć się w bezpiecznej odległości od szalonej Starkówny.
Shirei Stark
Shirei Stark

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 16/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Sro Lip 29, 2020 8:05 pm

Po Gedeonie aż przeszedł dreszcz, gdy Shai zaczęła na niego krzyczeć. Może śmierć nie była wcale taka straszna? Przynajmniej nie byłby wtedy terroryzowany przez tą kobietę – nie można się jednak było oszukiwać, kochał ją za to jaka jest.
- Dziecko? - zapytał otwierając szeroko oczy i spojrzał na łono swej małżonki. I teraz wszystko zaczęło układać się w całość. Może i wątpił przez chwilę, ale teraz jego niedowiarstwo zostało uleczone. Matka na Górze prawdziwie była miłosierna i dozwoliła mu wrócić, za sprawą magii czy też nie, by był ojcem. Ojcem dla tego dziecka i dla Rose.
- To wspaniałe wieści! Dziecko! Słyszeliście! Dziś miał być straszliwy dzień dla rodu Osgrey, jednak Ojciec na Górze jest sprawiedliwy, a Matka miłosierna! Oni zmienili smutek w radość. Przemienili najciemniejszą noc w jasny, nowy dzień! - ogłosił wszystkim zebranym, choć pewnie Shirei przekazała komuś te wieści i nie były dla nich niczym nowym. Dla niego jednak były, prawda? Dopiero teraz wróciło mu wspomnienie, gdy Shai mu o tym powiedziała zanim on… przeszedł.
- Shai… ja też nie rozumiem tego, co się stało. Wierzę, że Siedmiu okazało swe miłosierdzie - wyjaśnił jej znacznie ciszej, starając się mówić tak, by słowa te trafiały tylko do jej uszu. - Ale być może masz rację. Być może Roxtonowie chcieli mnie otruć, zaś Clarice mnie od tej trucizny odratowała. Nie możemy jednak działać pochopnie. Zginęło… zginęło dziś już zbyt wiele osób. Poznamy prawdę i na jej podstawie będziemy działać. Ale jedno jest pewne – otarłem się dziś o śmierć. Jednak żyję. I jestem przy tobie - dodał gładząc jej policzek. Patrzył teraz wprost w jej oczy. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Ged nie miałby nic przeciwko. Ale jego brzuch miał.
- Aramisie, jestem głodny. Nie macie czegoś do jedzenia? Może przypadkiem polowaliście? Zjadłbym dobrego, krwistego mięsa. Umieram wręcz z głodu! - zaśmiał się szczerze, czemu mógł zawtórować nerwowy śmiech innych. To właśnie był pan Gedeon, śmiejącysięnawetzwłasnejśmierci.
- Sir Gilbercie! Chciałbym, byś zaniósł wiadomość do lorda Roxtona. Powiedz, że lord Gedeon obudził się w nocy z głębokiego snu. Muszą wiedzieć, by nie zaczęli roznosić nieprawdziwych informacji. I poproś by dostarczyli ciała giermka Normana oraz sir Oswella do Zimnej Fosy, gdy tylko zostaną przygotowane przez Milczące Siostry. Nie mów jednak o niczym więcej. Jeśli próbowali mnie otruć, będą chcieli znaleźć każdą lukę, która potem wykorzystają przeciwko nam u króla. Przekaż więc tylko tą wieść i wracaj do nas jak najprędzej. Wracamy do Zimnej Fosy! - Gedeon wydał rozkazy, choć na jego twarzy widać już było zmęczenie. Wstawanie z martwych było naprawdę nużących zadaniem.
Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Shirei Stark on Sro Lip 29, 2020 8:56 pm


Czyli nie jesteś duchem? — zapytała niemrawo, chcąc się upewnić. Przezorny zawsze ubezpieczony. A Shirei zdecydowanie potrzebowała teraz czuć się ubezpieczona. — To dobrze. Nie chciałabym, żeby moje dziecko miało ojca-ducha. To nie może być dobre dla wychowania. — mruknęła w jego stronę, nadal wyraźnie nieprzekonana, co do pochodzenia jej męża. Ludzie tak po prostu nie wstają martwych. A już na pewno nie tacy, którzy wierzą w Siedmiu. — Clarice. Bogom dzięki za twoją siostrę. Ona zawsze była najbystrzejsza w tej rodzinie. — mruknęła, zabierając Aramisowi bukłak wina, zanim jeszcze rycerz zdążył podać go Gedeonowi. Pociągnęła łyk, krzywiąc się przy tym i oddała alkohol mężowi. — W porządku. Nie obchodzi mnie jak, ważne, że żyjesz. — mruknęła do męża, by zaraz wstać i rozejrzeć się po ludziach — Wyślijcie kogoś do Zimnej Fosy przed nami. Jeden giermek ruszył tam z wieściami, a jak widzicie, nie są one prawdziwe. Wracamy do domu, najdrożsi. Wracamy w komplecie. — mruknęła z uśmiechem, wyciągając dłoń w stronę męża. Czas ruszać tam, skąd przybyli. Ale najpierw obiad. Podeszła do ogniska, zdejmując z niego kawałek króliczego mięsa. Nie było krwiste, ale musiało Osgrey’owi starczyć.
Shirei Stark
Shirei Stark

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 16/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Sro Lip 29, 2020 9:12 pm

- Tak, Clare zawsze była z nas najbystrzejsza. Gdyby kobiety przyjmowane były do Cytadeli, to ona powinna tam zostać wysłana, nie Lucas. Który zresztą i tak tego nie zrobił. Chyba my, Osgreyowie, mamy jakiś talent od uciekania od przeznaczonego nam losu - znów krzywo się uśmiechnął, żartując sobie ze swojej śmierci, a potem wziął łapczywy łyk wina. Posilił się też przygotowaną strawą, co musiał rozwiać wątpliwości Shai. Duchy mogą mówić, to prawda, ale on był tu namacalnie.
- Clare! - przywołał ją do siebie skinieniem głowy, choć siostra zapewne była gdzieś w pobliżu. - Shai słusznie zauważyła, że jesteś najbystrzejszą z naszego rodzeństwa - pochwalił ją. - Dziękuję. Gdyby nie ty, pewnie za kilka dni spoczywałbym już w rodzinnej krypcie - dodał cicho, bowiem to przeznaczone było tylko dla jej uszu. - Gdy wrócimy do domu będziemy musieli o tym wszystkim dokładnie porozmawiać. Ale na razie chyba wszystkim z nas wystarczy wrażeń. Jestem zmęczony. I to bardzo. To zdecydowanie był bardzo długi dzień. Mało brakowało, a trwałby wieczność! - zażartował sobie. Widać było, że Gedeon nie tylko ucierpiał na ciele, ale też na umyśle – czarny humor dziś go nie odstępował ani na krok.
Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Clarice Osgrey on Sro Lip 29, 2020 10:03 pm

Clarice uśmiechnęła się tylko pod nosem, kiedy Gedeon i Shirei wpadli sobie w objęcia. Nie chciała zakłócać ich prywatności kręcąc się wokół, uznała zatem, że jest to idealny czas, aby opatrzeć przedramię. Dopiero kiedy spadła z niej cała adrenalina, dziewczyna poczuła, że rana jest dokucza. Chociaż trzeba oddać Clare, że ducha ma niezłomnego, a charakter silny, to jest z niej dosyć delikatna panienka, zatem nie najlepiej znosiła wszelkiego rodzaju obrażenia.
Ranę opatrzyła sobie sama, starając się być przy tym dyskretną. Nie chciała, aby ktokolwiek zadawał jej niewygodne pytania, bowiem na pierwszy rzut oka można było ocenić, że rana została zadana ostrzem i nie jest wcale wynikiem żadnego wypadku.
Z prowizorycznym opatrunkiem i w świeżym odzieniu, czuła się o wiele lepiej. Była już gotowa, by stawić czoła światu, choć nadal miała mętlik w głowie. Słysząc swoje imię przyspieszyła kroku. Uśmiechnęła się szeroko do brata i Shai.
-- To prawda, Starucha była dla mnie bardzo łaskawa. I nie tylko ona. Jestem w istocie oblubienicą Bogów -- odrzekła nieskromnie i zakręciła sobie włosy na palcu. Również ściszyła głos -- Podziękowania są zbędne, Ged. Gdybym mogła, zeszłabym po ciebie i do Siedmiu Piekieł. Jesteśmy rodziną.
Na jego słowa skinęła raz głową. Wiedziała, że podobna rozmowa ją czeka. Miała jednak trochę czasu na wymyślenie wiarygodnej bajeczki. Sięgnęła po bukłak z winem i pociągnęła zdrowy łyk. Nie przepadała za alkoholem ale tej nocy potrzebowała wsparcia. W głowie jej się kręciło od natłoku myśli, a ręka pulsowała bólem. Miała nadzieję, że trunek pomoże jej sprawnie zasnąć.
Śmiała się z żartów brata, ale wywoływały u niej bardziej niepokój niż rozbawienie.
Clarice Osgrey
Clarice Osgrey

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 30/04/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Gedeon Osgrey on Czw Lip 30, 2020 12:04 pm

- Do Siedmiu Piekieł to może lepiej nie schodź. Nieprzyjemnie to musi być miejsce - pozwolił sobie zauważyć, przypominając sobie tą Piekielną Jamę. Aż go zemdliło lekko, gdy przypomniał sobie panujący tam odór, duchotę i gorąc. Może i dobrze, że na obecną chwilę Gedeon nie miał pojęcia, że było to leże owej bestii, z którą przyszło im walczyć.
- Sam, widzę, że ty również nie wyszedłeś cało z tej walki? - pozwolił sobie zażartować, kończąc właśnie strawę. Rycerz co prawda tylko coś odburknął, nie chcąc wdrażać się w szczegóły tego, jak to jest być ciągniętym przez konia przez usłaną korzeniami i krzakami ściółkę leśną. I tak od słowa do słowa zaczęły się luźniejsze rozmowy przy winie. Wszyscy chyba potrzebowali tu trochę rozluźnienia, a co jak co, ale Gedeon to umiał rozluźnić atmosferę.
I to nawet jak! - pomyślał sobie. Wszyscy tu wyglądali jak cienie ich samych, i oto wpadam ja, cały na biało, i już wracają im na twarze kolory. Nie dało się jednak ukryć, że nie każdy z uśmiechów, jaki wywoływały żarty Gedeona był radosny. Nie dziwił im się – sam nie był pewien, cóż takiego przygotowali dla niego Bogowie i czemuż to nie dali mu odejść z tego świata.

Gedeon Osgrey
Gedeon Osgrey

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 09/03/2020

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 30, 2020 3:27 pm

Rycerz, dobry jeździec na szybkim koniu, szybszy był od pochodu z rannymi, toteż jeszcze tej samej nocy dogonił kolumnę. Lorda Roxtona i innych myśliwych zastał w obozie, posilali się po polowaniu przy ogniskach. Jak się dowiedział ciałami poległych zajęto się już wcześniej, zostały odesłane pod opiekę Milczących Sióstr. Pan Pierścienia pragnął również złożyć kondolencje związane ze śmiercią Gedeona, acz ser Gilbert poprawił go, iż są one niepotrzebne i przekazał wiadomość o "przebudzeniu" Osgrey'a. Wieść wedle wysłannika wszystkich zgromadzonych zaskoczyła, a sam lord zwrócił się do swego maestera o wyjaśnienia. Uczony zganił rycerza uznając to za nieśmieszny żart, ponieważ zgon był nieuchronny, a ciało w całun owinięte widział on sam oraz parę innych osób, które też od razu to potwierdziły. Na tym etapie opowieści widać było pewne zmieszanie samego ser Gilberta, który przecież również martwe ciało widział i był tego całkiem pewien. Tak czy inaczej... Wysłannik Osgrey'ów raz jeszcze powtórzył, że Gedeon żyje i opuścił obozowisko. Dowiedział się przy okazji, o ile Gedeona to interesowało, że bestie zabił ser Rufus Reyne oraz jego kompan, ser Robin. W starciu śmierć poniosło jednak trzech ludzi z Raventree Hall, w tym brat lorda Blackwooda.

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Sie 02, 2020 4:16 pm

01-10/04/10PZ

Ziemie północnego Reach, głównie Okheartów, acz i Crane'om się oberwało, nawiedziła brutalna szajka banitów. Przemieszczali się oni z dużą prędkością, atakując bez litości wioski oraz gospodarstwa, paląc, rabuąjc i gwałcąc. Symbolów żadnych na nich nie uświadczono, podobnie też żadnej chorągwi, zaś próby złapnia ich spełzły na niczym. Ludzie ze Starego Dębu zostali tak wywiedzeni w pole, że nawet nie byli w stanie powiedzieć skąd zbóje przyszli i gdzie zniknęli, kiedy ataki już się zakończyły. Lord oczywiście podejrzewał kogoś z Zachodu, wszak ostatnio trochę ich podrażnił, ale dowodów miał tyle co nic. Nawet nie mógł wskazć z całą pewnością, że to od północnego sąsiada przyszli.
Ziemie ucierpiły tymczasem w stopni niemałym, wiele wiosek oraz samotnych obejść puszczono z dymem, siłę prostaczków wzięto pod miecz, a i upraw nie oszczędzono - płonęły pola, sady i winnice. Zbóje jednak wedle świadków i poszlak rzeczywiście dobra grabili, co było nietypowe dla ataku ze strony Zachodu, który miał na celu "danie nauczki". Może to jednak rzeczywiście była zwykła banda banytów?

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Sie 17, 2020 11:14 pm

27-30/04/10PZ

Pierwsze ataki odbyły się pod osłoną nocy na wschodzie ziem podległych Sunhouse oraz południu domeny należącej do Uplands. Najeźdźcy pojawili się znikąd. Pędząc na smukłych rumakach wpadali do wiosek i zagród niosąc ze sobą ogień oraz śmierć. Nie grabili wiele, rzadko też zatrzymywali się by zabawić się z mieszkańcami, ważne było jedno - niszczyć i zabić. Każdego kogo widzieli tratowali, szatkowali ostrzami lub nabijali na swoje długie włócznie. Każda chata, szopa czy pole musiały zaznać dotyku ognia. Kiedy jednak zdarzyło im się zatrzymać pakowali na swoje konie najcenniejsze przedmioty, oddawali się gwałtom i torturom. Niektórzy podchodzili do tego z umiarem, o ile było to możliwe, inni natomiast nie mieli żadnych zahamować, postępując w najokrutniejszy sposób jaki przyszedł im do głowy i nie patrząc czy w ręce wpadł im mężczyzna, kobieta czy dziecko. W niejednej z napadniętych osad uznano, że to demony z samych Siedmiu Piekieł wychyliły łeb z czeluści by ich ukarać, ponieważ wielu z konnych zakrywało twarze, a część z nich czyniła to za pomocą surowych masek, które nierzadko przedstawiały oblicza potworów lub podobizny ludzkich czaszek.
Ten pochód śmierci nie zakończył się jednak po jednej nocy i w ciągu kolejnych dni mknął przez ziemie Reach aż pod siedziby rodów Cuy i Mullendore, gdzie też obrócił w pył wszytko co znajdowało się wokół nich i ponownie rozlał na otaczające twierdze ziemie. Każdej nocy płonęła jakaś wioska, sept, gospodarstwo czy rycerska wieża. Żniwo śmierci było przerażające. Za tymi ponurymi jeźdźcami kroczyły zaś inne siły, które wkrótce stanąć miały pod miasteczkiem Cuy.

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Sie 23, 2020 10:57 am

06/05/10PZ - późna noc

Cuy padło, ale ten sam los nie miał spotkać Uplands. Chociaż jego ziemie zostały spalone, a zamek odcięty przez wroga od wsparcia, przynajmniej na początku, sytuacja diametralnie zmieniła się wraz z przybyciem lorda Beesbury'ego prowadzącego chorągwie Honeyholt. Mullendore mógł odetchnąć, był uratowany. Swoje siły zmobilizował również lord Hightower oraz lord Costayne, którzy ruszyli w kierunku najechanych ziem. Pan Starego Miasta pędził w stronę wroga wręcz na złamanie karku, niesiony swoją gwałtowną naturą. Na jego nieszczęście przebiegły przeciwnik postanowił to wykorzystać...

Noc była pochmurna i ciemna, deszcz lekko mżył, warty wokół pośpiesznie rozłożonego obozu sił Starego Miasta miały trudności z dostrzeżeniem czegokolwiek. I wtedy pojawili się oni... Najpierw z nieba opadły strzały, po czym z krzykiem i przy akompaniamencie głośnego tętentu koni uderzyli. Wpadli między namioty tnąc, dźgając i tratując każdego kto był na tyle głupi lub pechowy by znaleźć się na ich drodze. Cios wymierzony został błyskawicznie, był efektem wspaniałej mieszanki wyczucia przeciwnika, strategicznej pomysłowości, wykorzystania swoich atutów oraz szczęścia. Po chwili ludziom Hightowera udało się odzyskać równowagę i stawić zaciekły opór, jednak straty zadane przy pierwszym kontakcie były przerażające. Kiedy przeciwnik się wycofał szósta część wojsk pana Wysokiej Wieży była martwa lub ranna.

Dwóch rycerzy podeszło do martwego ciała najeźdźcy leżącego twarzą w błocie. Jeden z nich obrócił go nogą na plecy i przykucnął by usunąć maskę zasłaniającą twarz.
- Dornijczycy... - mruknął.
Jego kompan splunął. Spodziewali się tego, ale teraz byli już pewni.

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Wrz 11, 2020 5:21 pm

05/09/10PZ

Przed paroma księżycami w Reach narodziła się grupa "tropicieli wiedźm". Zbieranina fanatyków pochodzących zarówno z plebsu, jak i wywodzących się z szeregów stanu rycerskiego, dzikusów oraz brutali, a także ludzi całkiem światłych, acz zaślepionych w niezrozumiały sposób swoją wiarą. Wydawałoby się, że prędko ich banda zostanie rozwiązana, jednak tak się nie stało... Uwagę króla oraz lordów przykuły pożary na Arbor, lokalne walki między Osgrey'ami a Roxtnami, a przede wszystkim krwawy najazd Dornijczyków. Do tego w całym kraju przeplatały się plotki o cudzie lub też, alternatywnie, czarnej magii w Zimnej Fosie. Był to idealny czas dla zbieraniny samozwańczych wybrańców Siedmiu.
Podczas gdy główni dowódcy - ser Newton Pulsifer oraz septon Shadwell - zajęci byli tępieniem "sił nieczystych" we wschodnim Reach oraz zbieraniem dowodów w sprawie cudownego ożywienia ser Gedeona Osgreya, ich nowi rekruci szukali kolejnych czarownic w okolicy Horn Hill. Ser Randyll Flowers z Grassy Vale dowodził nowym oddziałem tropicieli, a znaleźć im się już udało w okolicy trzy wiedźmy. Jedną - staruchę żyjącą pod lasem i trującą pobliskich ludzi magicznymi wywarami utopili w rzece. Młodą dziewkę, która rzucała uroki na młodzieńców by ich deprawować i odwieść od Siedmiu spalili an stosie. Przy okazji pod miecz musiało pójść trzech chłopaków, którzy byli już zbyt zepsuci przez jej czary by dało się ich odratować. Niech Ojciec osądzi ich sprawiedliwie. Była jeszcze "zielarka", w której chacie znaleźli księgi oraz narzędzia właściwe dla czarowników z zepsutego Essos, ona zawisła na starym dębie.

Maester (Los)
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5767
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Pola Reach Empty Re: Pola Reach

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach