Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Wielka Sala

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Wielka Sala

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Maj 15, 2020 5:42 pm

First topic message reminder :

***
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5766
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down


Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Melody Grafton on Pon Maj 25, 2020 10:03 pm

Wyglądało na to, że jej braciszek był bardzo dumny z siebie. I dobrze. Co jak co, ale w tańcu dla niego był to wielki postęp.
Ledwo minęła chwila, zjawili się przy nich i księżniczka, i Waymar. Cieszyła się, ponieważ oznaczało to kolejną dawkę ciekawych tematów. Dodatkowo zupełnie niezwiązany z żadnymi koniami. Idealnie, pomyślała.
Melody podziękowała Findis za komplement, odruchowo spoglądając na swoją suknię. Sprawił jej wielką przyjemność, ponieważ czerwień była dla niej ważniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Bynajmniej nie chodziło o rodowe barwy.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie księżniczko. We wszystkim jest Ci do twarzy - stwierdziła jak oczywistość. W końcu tak właśnie było.
Chwilę później dostała komplement od Waymara. Zdecydowanie był bardziej rozbudowany. Melody spróbowała zapamiętać tę formułę, aby mieć w zanadrzu. Musiała przyznać, że lord Snakewood miał w tym niezłą wprawę. Bardzo chciała odpowiedzieć mu tym samym. Dokładnie tym samym... Ale sytuacja była dla niego niezbyt korzystna. Nie znali się za dobrze, więc mógł odebrać to jako obelgę, a nie przyjacielski żarcik. A gdyby ktoś usłyszał, może uznałby za powód do kolejnych drwin. Zdecydowała się zatrzymać to na następny raz.
- Dziękuję bardzo - odrzekła i odwdzięczyła się uśmiechem, chociaż miała wrażenie, że przegrałaby w tej rywalizacji. Liczyła też, że Waymar będzie znany z bycia popularnym wśród kobiet. Nie zamierzała jakoś się do niego umizgiwać, bowiem nie było to w jej stylu, ale zainteresowanie księżniczki i zarazem siostry gospodarza, było dobrym wyczynem. Brzmiało to jak wyzwanie rzucone bratu. Odrobinę nim było, chociaż na bardzo małą skalę. Tłumaczyć to sobie manipulacją nie mógł, ponieważ w końcu wychowali się w tym samym domu. A przynajmniej liczyła na to, że pamięta, jaki ma charakter lepiej od daty urodzenia.
Temat przeniósł się na Lamberta bez sukni.
- Zaś jest to tragedia, która dotknęła więcej istnień niż przypuszczano - skomentowała żartobliwie, potem wysłuchując tłumaczeń brata.
Rozmowa po raz kolejny zmieniła swój tor, jak to już bywało z początkami. Wybór był dosyć oczywisty.
- Skoro czekają Cię jeszcze kopie - skierowała słowa do brata, wtrącając się. - Gdybyś wygrał, mógłbyś podarować wianek księżniczce za odmówienie tańca. - Nie próbowała go swatać, trochę podręczyć - może. Z braterskiej sympatii robi się wiele głupot.
Liczyła również, że Findis zapoznała się już z jej humorem.
- W tym etapie rywalizacji Twoi ludzie również biorą udział, prawda lordzie? - Spytała Waymara, mając na myśli jego zawstydzonego towarzysza. Czy ten dałby radę podarować księżniczce wianek, hm.


Ostatnio zmieniony przez Melody Grafton dnia Sro Maj 27, 2020 10:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
Melody Grafton
Melody Grafton

Liczba postów : 187
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Findis Arryn on Wto Maj 26, 2020 4:57 pm

Zastanawiała się, na ile Waymar Lynderly myślał, czy jest słowa były zwykłym wyrazem grzeczności, czy też płynęły z prostoty i dobroci serca. Tak, była wychowana jak księżniczka, ale w jej słowach nie było ani grama nieprawdy. Niestety mało kto o tym wiedział.
-Nie wątpię w to, panie - powiedziała z powagą na uwagę o honorze pana Snakewood. Nie musiała się dopytywać, na jakiej to głupocie Graftona skorzystał Waymar. Stała bowiem tuż obok swego ojca, kiedy to Sebastion tłumaczył mu, jakąż to umowę ubił z Lynderlym. -Jego Wysokość zdawał się niestety wierzyć we wszystko, co mu lord Grafton opowiadał o tobie, panie. Mogłabym jakoś wpłynąć na mego ojca, ale pewnie nadal nie chcesz się zasłaniać moją osobą przed swoim królem. Rozumiem to.
Na szczęście mężczyzna nie protestował, kiedy Findis zaciągnęła go do rodzeństwa z Gulltown. Nawet chyba mu to odpowiadało, co można było wywnioskować z jego odpowiedzi. Wysłuchując jego rozbudowanego komplementu skierowanego do Melody, spojrzała się pytająca najpierw jego stronę, a następnie przeniosła swój zdziwiony wzrok na dziewczynę. Czyżby Lynderly'emu spodobała się młoda Graftonówna? I czy on właśnie powiedział, że uroda Melody nie może się równać z urodą księżniczki... przy księżniczce? No, no, nie można mu było odmówić uwagi. Gdyby Findis Arryn należała do tych dziewcząt, co to najbardziej na świecie cenią swój wygląd, z pewnością by się obraziła. Była jednak zupełnie innym typem człowieka, dlatego też jej reakcja ograniczyła się do szybkiego przewrócenia oczami. Oczywiście nie ujmowała nic Melody, tym bardziej, że dzisiaj naprawdę wyglądała uroczo. Ale komplement Waymara ją poważnie zastanowił.
-Ojej, dziękuję. Ale według lorda Wymara chyba nawet ja nie mogę się dzisiaj z tobą równać - stwierdziła z rozbawieniem. Następnie uwagę przeniosła na brata dziewczyny, ser Lamberta. -Uznajmy po prostu, że nie lubię, kiedy ktoś się na mnie patrzy w taki sposób, jakby chciał mnie zaraz zjeść. Ale nie musisz się przecież tłumaczyć za swego brata, ser. Ostatecznie nic strasznego mi nie uczynił - odparła. Lambert Grafton wydawał się być przyjemnym człowiekiem, z którym łatwo można było nawiązać kontakt. Szkoda tylko że nie chciał tańczyć. Findis zaczęła się zastanawiać, czy to aby nie przez jej ostatni występ z lordem Waymarem. Może Lambert nie chciał narażać się na teki pośmiewisko. -Widziałam, że nie najgorzej radzisz sobie w tańcu, ser, ale trudno, będę musiała zadowolić się rozmową.
Następnie Waymar i Melody zaczęli męczyć brata dziewczyny o jego ubiór, a konkretnie brak sukni. Findis nie chciała w tym momencie rozpytywać wszystkich, o co chodzi, ale odruchowo wyobraziła sobie rycerza w sukni koloru zieleni. Zaiste, było to wielce zabawne. Na szczęście rozmowa szybko skoczyła na inne tory, a kiedy Melody wspomniała o podarowaniu wianku, Findis roześmiała się cicho.
-Twoja siostra ma rację, ser. Tylko wianek Królowej Miłości i Piękna może zmazać twe winy - dołączyła się do żartu jego siostry. Z tego, co wyczuła, Lambert Grafton był raczej człowiekiem mającym poczucie humoru, więc chyba nie powinien się obrazić. A skoro był taki przyjazny... Findis wpadła w tym momencie na świetny pomysł. -Jesteś rycerzem, panie i słyszałam, że dużo podróżujesz. Ja natomiast nigdy jeszcze nie opuściłam Doliny. Może zgodziłbyś się mnie zabrać na przejażdżkę konną i opowiedzieć mi trochę o świecie? Oczywiście możemy jechać wszyscy razem - zaproponowała towarzystwo, żeby czasem Lambert nie zrozumiał tego opacznie.
Findis Arryn
Findis Arryn

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 08/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Sebastion Grafton on Wto Maj 26, 2020 11:16 pm

- Oj, stać mnie jak najbardziej. Miasto jest bardzo dochodowe. Tak wychodząc z tego tematu, czy Wasza Miłość nie chciałby może zebrać podatków z Gulltown przy okazji wizyty? - zmienił odrobinę temat. Skoro już się popisywał bogactwem to uznał, że wypada się też popisać sumiennością jako lennik. Ale koniec końców wrócili na temat Waymara, tego podłego węża.
- Czyżby, Wasza Wysokość? Moim zdaniem on się ośmiela na wiele. Przybył do mnie jako gość, by spać pod moim dachem, jeść moje jedzenie i pić moje trunki, a mimo to tak podle się zachował z tym drewnem jakby żadnych skrupułów nie miał. Zresztą spójrz na niego, Wasza Miłość - ruchem głowy wskazał na Waymara i Findis tańczących w miejscu do tego przeznaczonym. - Poprosił o taniec księżniczkę jako pierwszy, podczas gdy ten zaszczyt winien należeć do Waszej Miłości, jej książęcych braci albo do lorda potężniejszego od niego majestatem i dorobkiem rodu. W dodatku nawet tańczyć nie potrafi, niech Wasza Wysokość spojrzy jak księżniczce Findis stopy depta - raz jeszcze zwrócił uwagę na ten taniec, w którym Lynderly wyglądał jakby miał zaraz upaść i sobie ten głupi ryj rozbić. He, to nawet byłoby śmieszne - pomyślał.
- Jeśli ma czelność tak dumnie się zachowywać jakby był urodzony lepiej niż jest, to brak odwagi do podniesienia ręki na majestat królewski jest ostatnią rzeczą o jaką go mogę posądzić. Takie jest moje zdanie, Wasza Wysokość - zakończył szkalowanie i upił łyk wina z kielicha. Spojrzał się na kielich.
- O właśnie - wypalił tonem jakby zapomniał o oddychaniu. - Przecież jako gospodarz powinienem wznieść toast - przyznał się do niedopełnienia obowiązku. Wstał. unosząc kielich wina w górę.
- Wypijmy za dzielnego ser Eddarda Zabójcę Górali, zwanego też Niedźwiedziem, zwycięzcę dzisiejszej walki zbiorowej! Niech jego ramię będzie silne, a serce nigdy nie opuści odwaga! - rzekł co miał powiedzieć i wychylił kielich wina do dna. Służba wiedziała, żeby od razu mu nalewać do pełna jak tylko będzie się dało zobaczyć dno.
- Lordzie Royce - zwrócił się z uśmiechem do drugiego z sąsiadów, jeśli tylko król nie próbował dalej kontynuować rozmowy o Waymarze. - Co tam słychać w Runestone? - zadał pytanie i przy okazji zaczął szukać wzrokiem jakichś panien z tegoż rodu. Rzecz jasna mariaż był w tej sytuacji ostatnią sprawą, o jakiej mógł pomyśleć, gdyż ze względu na jego matkę już z Royce'ami był spokrewniony, więc nie trzeba było jeszcze bardziej zacieśniać więzi. Przy okazji Sebastion postawił sobie za cel porozmawianie z jeszcze innymi lordami.
Sebastion Grafton
Sebastion Grafton

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 27, 2020 12:22 am

Dalszej rozmowy na temat mało intratnej umowy, zgodnie z wolą Sebastiona, król nie kontynuował, skoro ten starał się go zapewnić, że wszystko jest w porządku, to pewnie tak było, w końcu to on był panem największego miasta w królestwie. Na ofertę wypłacenia podatków, król zareagował pozytywnie. W zasadzie nie był to jeszcze czas, kiedy należało zebrać podatki - wszak dopiero co były zbierane przed kilkoma miesiącami, ale skoro Grafton chciał fundować siłę królestwa na bieżąco to, czemu nie.
- O a można, można. Jak najbardziej. To jutro wezmę co mądrzejszego sługę i wyślę do Twojego zarządcy i oni się już dogadają. - oznajmił i upił łyk z kielicha.
W trakcie późniejszej rozmowy o Lynderlym wyglądało na to, że król był całkowicieprzekonany do słów Sebastiona i chyba miał rację z tym, że pan Snakewood na zbyt wiele sobie pozwala.
- Twe słowa wydają się być słuszne... - spojrzał ukradkiem na Waymara. - Cóż zrobię coś z tym już po uczcie, nie będę psuć przecież tak wspaniałego wydarzenia, nie? - roześmiał się, a w myślach króla zaczął się rodzić iście diaboliczny plan.
Po wzniesieniu toastu przez Sebastiona naturalnie wszyscy do niego przystąpili, a wówczas najgłośniejszy był sam zwycięzca turnieju, który w swojej okolicy zabawiał się z innymi wojakami i klepał służki po pośladkach.
- Lord Grafton! - odparł Royce i również odwzajemnił uśmiech, na pytanie o Runestone podziękował i zaraz zaczął opowiadać.
- Widzisz, to nie ma tak, że dobrze albo nie dobrze, bo jest kurwa zajebiście! - roześmiał się i dokończył zawartość już któregoś kufla.

Will
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5766
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Waymar Lynderly on Sro Maj 27, 2020 1:48 pm

Z uśmiechem na twarzy przyjął podziękowania Melody, jak i tłumaczenie Lamberta. Oczywiście każdy żart nawet najlepszy trzeba kiedyś skończyć, dlatego sam nie zamierzał dopowiadać już niczego więcej. Tym bardziej że jego głowę wciąż zajmowały słowa, które wypowiedziała w jego stronę Findis. Zastanawiał się, czy głupota Graftona może mu realnie zaszkodzić, prawda była taka, że wszystkie jego działania były jedynie na krawędzi praworządności... Król mógł mieć jednak na tę sprawę nieco inny pogląd szczególnie po kilku głębszych wychylonych w towarzystwie Sebastiona. Musiał poczekać na moment, w którym Grafton opuści króla lub na odwrót i dopiero wtedy spróbować porozmawiać z monarchą.
-Ależ oczywiście, wszak walki zbiorowe to tylko preludium to właściwych zmagań, zawsze więcej emocji odnajdywałem w oglądaniu starć w szrankach. Oczywiście Melody, nie służy mi zbyt wielu rycerzy, lecz na pewno będziesz mogła ich dostrzec w czasie walki na kopie.- Oczywiście on sam pokładał nadzieje w Ser Brandonie, był dobrym rycerzem i jeszcze lepszym obrońcą. Lynderly byłby zatem podwójnie dumny i rozradowany, gdyby udało mu się zajść daleko lub wygrać, tym bardziej że służba u pomniejszego lorda, jakim był Waymar, nie przynosiła mu zbyt wiele chwały. Zrobił nieco zdziwioną minę, gdy usłyszał jak na jego słowa skierowane w kierunku Melody, odpowiedziała księżniczka, najwidoczniej źle przekazał, to co chciał powiedzieć... Nie wiedział, czy tłumaczenie w tym momencie by się na cokolwiek zdało.
-Księżniczko musisz mi wybaczyć, obecność tak pięknych dam bywa onieśmielająca i nieco zapomniałem o manierach. Oczywiście obie jesteście równie piękne i nie w mojej kwestii leży, by wybrać, która wiedzie prym.- Nieco zdziwiła go propozycja, która padła z ust Findis. Czyżby chciała już opuścić sale? Nie wyobrażał sobie, by mógł wyjść z uczty, szczególnie biorąc pod uwagę, że musiał jeszcze porozmawiać z królem i przekonać go, że nie zrobił niczego złego bądź nieodpowiedniego.
-Nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem, co masz na myśli księżniczko, lecz jeśli miałaś na myśli teraz muszę odmówić, choć to uczta mogę powiedzieć, że czekają mnie jeszcze swoiste obowiązki...-


Ostatnio zmieniony przez Waymar Lynderly dnia Czw Maj 28, 2020 2:55 pm, w całości zmieniany 2 razy
Waymar Lynderly
Waymar Lynderly

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Lambert Grafton on Czw Maj 28, 2020 2:19 am

Cóż, ich rozmowa zaczęła się od wymieniania komplementów, a że Lambert jest z tego noga, to zawsze starał się jak najszybciej przejść do samej rozmowy. Co oni wszyscy widzą w tych barwnych przywitaniach? To była zagwozdka, która męczyła Graftona odkąd tylko takie myśli zaprzątały mu głowę. Według niego każdy facet powinien podać sobie prawicę, a w stosunku do kobiety to ukłonić się, zatytułować odpowiednio i gra gitara. Oj gdyby życie było takie proste.
Dowiedział się również o "czynie" brata, który zniesmaczył księżniczkę.
- Wybacz Pani za szczerość, ale brat patrzy w taki sposób tylko na wyjątkowo piękne kobiety, więc można w jakiś pokrętny sposób uznać to za komplement.
Na wspomnienie o zdobyciu wieńca w szrankach i wręczeniu go księżniczce z ramach przeprosin Lambert dopiero teraz przyjął do wiadomości, że odmówił tańca samej księżniczce, co oczywiście można było uznać za zniewagę.
Na szczęście z lekkiej konsternacji wyrwało go to, że Arrynówna postanowiła ciągnąć żart, a więc nie uznała tego za afront. Świadczyło to oczywiście bardzo dobrze o księżniczce, która okazała się być dobrą osobą, a nie zadufaną w sobie i rozpieszczoną dziewuchą, jaką tendencję mają wysoko urodzone niewiasty.
- I w tej sytuacji niestety nie jestem pewny dobrego występu. Jak państwo widzieliście w walce zbiorowej wygrał ser Eddard zwany Niedźwiedziem i myślę, że jest on typowany na zwycięstwo również w szrankach. Jednak mogę zapewnić, że dam z siebie wszystko. W czasie wypowiedzi skierował wzrok na Zabójcę Górali w taki sposób, by wszyscy rozmówcy również go zobaczyli. Nie było to trudne, bo Eddard jest największym człowiekiem na sali.
Nie ma się co dziwić, kiedy ktoś jego aparycji radzi sobie w siodle równie dobrze jak macha buzdyganem, a nawet gołymi rekami mógłby pozbawić człowieka głowy.
Zaraz jak skończył mówić Findis zwróciła się do Lamberta z niecodziennym (jak na księżniczkę) zapytaniem. Wycieczkę konną? Z księżniczką? Lekko zmieszany odpowiedział księżniczce.
-Dobrze Pani, ale nie jestem pewien reakcji Króla. Raczej pewne jest to, że się nie zgodzi, chyba że z odpowiednio dużym orszakiem. Ale wtedy nie byłaby to niestety przejażdżka. Przemilczał sytuację Melody o jej awersji do koni, czekał aż sama na to odpowie, a na prawdę był ciekawy jej odpowiedzi.
Kompletnie nie zdziwiła go natomiast reakcja lorda Waymara, który od samego przyjazdu do Gulltown próbował zdziałać coś politycznie i ekonomicznie. Taka uczta była pewnie rzeczą, na którą czekał odkąd tylko postawił nogę w mieście.
Lambert Grafton
Lambert Grafton

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 21/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Melody Grafton on Czw Maj 28, 2020 3:54 pm

Melody usłyszła podziękowanie księżniczki, ale jednocześnie coś, czego się nie spodziewała. Wydawało się, że Findis zrozumiała zupełnie na opak słowa Waymara. Był to standardowy komplement, oczywiście dosyć wzbogacony, ale nie dało się w nim odczuć niczego prócz grzeczności. Już zamierzała to wyjaśnić, ale lord Snakewood był szybszy. Nie spodziewała się, że przy tym wplecie w to następny komplement. Hm, ucz mnie mistrzu, pomyślała z lekka prześmiewczo, odczuwając jednocześnie podziw. Była to na pewno umiejętność przydatna.
Jak widać, braciszek nawet przy księżniczce sobie nie folgował. Jakby tu można go wytłumaczyć? Że to świntuch? Tak, trudniej cokolwiek innego powiedzieć. Dlatego właśnie zdecydowała się to przemilczeć i posłuchać wypowiedzi brata. Wybrnął całkiem dobrze. Melody szczególnie spodobało się słowo "pokrętny".
Waymar odpowiedział na pytanie co do jego rycerzy. Nie dostała konkretnych imion, ale dało się wywnioskować, że Ser Brandon wystąpi. Musiała przyznać, że turniej był całkiem ciekawy. Kibicowała bratu, to na pewno. Jednak bardziej interesował ją przebieg, a nie zakończenie.
Melody z zadowoleniem przyjęła współpracę księżniczki. Braciszek nie miał innego wyjścia, jak zadośćuczynić Findis. Początkowo brzmiał dosyć niepewnie, ale podjął się swego zadania. Liczyła, że uda mu się, a ser Eddard potknie się zanim w ogóle wsiądzie na konia. Spojrzała na owego człowieka. Jego upadek byłby głośny, pomyślała.
Propozycja Findis względem jej brata wydała się tak nagła. Czyżby to kolej Melody, aby insynuować? Niestety, nie zdążyła nawet zastanowić się nad tym, ponieważ księżniczka dodała "wszyscy razem". Była to jedynie możliwość, ale rudowłosa odruchowo pobladła. Czemu wszechświat działał przeciwko niej? Siedmiu, ratujcie! R'hllor?
Pierwszy skomentował to Waymar. Melody odebrała to odrobinę inaczej, ale nie przypuszczała, że może chodzić właśnie o tę chwilę. A co jeśli? Nie zamierzała nikomu zdradzać swoich słabości. Za to braciszek od razu się zgodził. Tańca mógł odmówić księżniczce, ale przejażdżki już nie. Dobrze. Może zdecydują pojechać sami.
- Chętnie wybrałabym się na przejażdżkę... - rzekła z lekką nutą niepewności w głosie. - Jednakże nie chciałabym tak wcześnie opuszczać uczty. Mój brat na pewno będzie wystarczającym towarzystwem. Może wyciągniesz od niego więcej informacji, niż potrafię to ja. - Uśmiechnęła się na koniec wesoło do brata.
Melody Grafton
Melody Grafton

Liczba postów : 187
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Findis Arryn on Czw Maj 28, 2020 6:30 pm

Lekko zasmucona obserwowała, jak Waymar próbuje się wytłumaczyć z komplementu skierowanego w stronę Melody. Nie chciała, żeby się tak poczuł. To miał być zwykły żart, nic więcej. Findis nie przywiązywała takiej wagi do wyglądu, żeby coś takiego mogło ją urazić.
-Lordzie Waymarze, ależ to były tylko niewinne żarty, nie musisz mnie przepraszać. Ja nawet nie przywiązuję do mojej urody zbyt wielkiej wagi. Za to mam chyba specyficzne poczucie humoru. Pewnie po panu ojcu - zaśmiała się wdzięcznie, żeby nieco rozluźnić atmosferę. Ser Lambert z kolei dalel próbował tłumaczyć swego starszego brata, co było nawet na swój sposób zabawne. Czy też Grafton nie wiedział, że żaden mężczyzna nie powinien tak patrzeć na córkę króla? Jeszcze w jego obecności... Prawda była taka, że Findis nie skończyła jeszcze nawet piętnastego dnia imienia, toteż nie za bardzo wiedziała, jak ma się zachowywać w stosunku do takich osobników. Sama nie myślała nigdy w ten sposób. Wiedziała, że jest przynajmniej ładna, przynajmniej na to wskazywały reakcje otoczenia, ale nie nazwałaby siebie piękną. A już na pewno nie wyjątkowo piękną.
-Wasz brat ma specyficzne zwyczaje - zażartowała. -Tak też zrobiłam, ser, zresztą wypowiedział się już o mojej urodzie podczas rozmowy z Jego Wysokością - postanowiła porzucić już temat Sebastiona. Ostatecznie nie musi przecież przebywać w jego towarzystwie zbyt długo. Zawsze może porozmawiać z kimś innym, podczas pobytu w Gulltown.
Kiedy Lambert wskazał na Zabójcę Górali, Findis zastanawiała się, jak można być tak wielkim i masywnym człowiekiem. Ona sama nie była może i niska jak na kobietę, ale była przy tym drobnej budowy. Swoją drogą nadal bardziej przypominała dziewczynkę niż kobietę, dlatego tak bardzo dziwiła się tyłu komplememtom że strony mężczyzn.
-Będę zatem trzymała za ciebie kciuki, ser. Niech Wojownik uczyni twe ramię silnym - powiedziała do Lamberta Graftona. Findis nie interesował wcale turniej i walki, a na pewno już nie z kimś takim jak ser Eddard, ale dla Lamberta wydawało się to być czymś ważnym, a księżniczka chciała być dla niego miła. Ostatecznie Siedmiu reprezentował również aspekt Wojownika.
Niestety jej pomysł z przejażdżką został źle odebrany zarówno przez lorda Snakewood, jak i Melody. Na dodatek Lambert utemperował go, mówiąc, iż król, o ile się zgodzi, będzie chciał przydzielić jej eskortę. No nie, nie o to chodziło.
-Ależ Melody, lordzie Lynderly, nie powiedziałam, że w tej chwili. Pan ojciec urwałby mi głowę, gdybym tak wcześnie wyszła z uczty, zabierając przy okazji ze sobą część gości. Liczyłam, że w przeciągu kilku dni znajdziecie trochę czasu - wyjaśniła. Niestety nie wiedziała, jak ma podejść Graftona. Czemuż on musiał wspomnieć o królu? Findis nienawidziła bycia księżniczką. Nagle zaczęła się też zastanawiać, czy Melody przypadkiem nie wciskała jej mimowolnie brata. Trzeba się było nad tym zastanowić. Pozwól, ser Lambercie, że królem zajmę się ją. Porozmawiam z nim jutro, a gdyby się nie zgodził, powiem, że twoja siostra będzie nam towarzyszyć. Co do eskorty to będę chciała, by była jak najmniejsza. Mam zaufanego rycerza, moją Tarczę, może nam towarzyszyć - mówiąc to, mrugnęła w kierunku Melody. Miała nadzieję, że dziewczyna nie zacznie nagle protestować.
Findis Arryn
Findis Arryn

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 08/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Waymar Lynderly on Pią Maj 29, 2020 11:55 pm

Każde spotkanie z Sebastionem czy nowa rzecz, której się o nim dowiadywał, sprawiała, że coraz bardziej przypominał mu on jego nieodżałowanego ojca. Obaj lubili nadużywać alkoholu, jak udowodniła mu Findis, obaj nie potrafili obchodzić się z kobietami, a podpisana z nim umowa pokazywała również że również inteligencja obu panów stała na podobnym poziomie. Waymar nie obraziłby się również, gdyby koniec Sebastiona był podobny do tego, który spotkał jego ojca. Lynderly zastanawiał się nad definicją „wyjątkowego piękna” według Sebastiona i czy obejmowała ona także chłopki i karczemne dziewki. Nie chciał jednak się nad tym rozwodzić, nie w towarzystwie Melody i Lamberta. Kiedy Lambert starał się wytłumaczyć swego brata, na twarzy Waymara pojawił się lekko szyderczy uśmiech.
-Cóż, jak widać, każdy dostrzega twoje piękno księżniczko, nie możemy jednak mieć nikomu za złe, że nie potrafi wyrazić swego podziwu w odpowiedni sposób. Jestem pewien, że intencje lorda Sebastiona były równie czyste, jak moje.- Kiedy temat rozmowy wróciły na tory związane z turniejem, szyderstwo zniknęło z jego twarzy, a jego miejsce szczere zaciekawienie. Nie był rycerzem, ale doceniał kunszt i wysiłek, jaki trzeba było włożyć w to, by dobrze władać kopią i mieczem. On sam wolał poświęcać się rozwojowi na innych polach, nie uważał bowiem, by walka była najistotniejszą z dziedzin dla Lorda.
-Oczywiście, w walkach kopią zdecydowanie bardziej liczą się umiejętności. Dlatego też liczę, że Ser Brandon zajdzie wysoko, choć gdy patrzę na Ser Eddarda, nie wróżę nikomu innemu zwycięstwa. Jest to jeden z tych przypadków, gdzie wspaniałe predyspozycje zdają się iść w parze, z umiejętnościami. Świetny przykład pokazujący czemu nie biorę udziału w turnieju. Obawiam się, że gdybym trafił w szrankach na kogoś jego postury, Snakewood mogłoby stracić swego władcę.- Nie był typem, który chełpi się swymi umiejętnościami, byłoby to po prostu głupie. Zbyt łatwo skonfrontować bałwochwalstwo z rzeczywistością. Wydawało się, że przed nimi mógł otwarcie przyznać, że nie jest świetnym wojownikiem i nie czekają go z tego tytułu żadne nieprzyjemne konsekwencje. -Nie znaczy to oczywiście, że nie życzę ci powodzenia Lambercie, ciekawie byłoby oglądać, jak ktoś normalnej postury zwala tego giganta z konia. Co się zaś tyczy naszej przejażdżki, to czemu nie, z chęcią róże się poza Gultown, w swych włościach dość regularnie odwiedzam przylegające do nich lasy i zakładam, że tutaj byłoby to równie przyjemne, a w tak doskonałym towarzystwie nawet bardziej.- Ileż można było siedzieć w miejscu, nawet kilka dni zamknięcia w zamku go męczyło. W Snakewood regularnie wybierał się na polowania i urozmaicał ściany zamku o kolejne łowieckie trofea. Lubił przebywać w lesie na łonie natury, szczególnie że przez sporą część dzieciństwa odbierano mu tę przyjemność.
-Jeżeli nie mielibyście nic przeciwko, mógłbym też zabrać ze sobą Ser Brandona, z pewnością ucieszy się na kolejne spotkanie z księżniczką. Nie uwierzysz pani, powiedział że jesteś najlepszą tancerką ze wszystkich księżniczek z którymi miało okazję tańczyć.- To powiedziawszy roześmiał się na wspomnienie przerażonej miny, która zagościła na twarzy jego tarczy gdy została porwana do tańca.
Waymar Lynderly
Waymar Lynderly

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Lambert Grafton on Sob Maj 30, 2020 2:08 am

Niespodziewanie wszyscy zainteresowali się tematem turnieju. A przynajmniej dało się to wywnioskować z trwającej rozmowy.
Księżniczka Findis życzyła mu powodzenia i silnego ramienia, Melody przemilczała temat, ale Lambert wiedział, że jako tako interesują ją takie tematy. Niespodziewanie dużo o swoich poglądach wyjawił lord Lynderly. Który zaskoczył Graftona. Lambert myślał, że jedyne co interesuje lorda to interesy i dzisiejsza uczta.
-Widzę ser, że wiesz co mówisz. Ja również liczę, że zajdę wysoko, chociaż nie wydaje mi się, żęby predyspozycje grały w szrankach główną rolę. Ważniejsze jest pewne ramię i kontrola kopii. Taki olbrzym, jak wspomniany wcześniej ser Eddard lepszy użytek ze swojej masy zrobi w walce zbiorowej, niż z kopią. Jasne, że trudniej takiego wysadzić z siodła, ale pęd i odpowiednie trafienie celu robi swoje. Dlatego sądzę, że miałbym większe szanse z olbrzymem w szrankach, niż w zmaganiach zbiorowych.
Melody z wiadomych powodów odmówiła przejażdżki. A więc kolejna osoba się wykruszyła. Nie, żeby ten plan miał rację bytu. Lambert dalej nie mógł sobie wyobrazić, jak ta sytuacja miałaby wyglądać, przejażdżka po lasach nieopodal Gulltown, czy może niewielka podróż do sąsiedniego Runestone?
W toku rozmowy Lambert przypomniał sobie, jak Melody od samego początku biesiady żartowała i stosowała żartobliwe docinki, postanowił więc, że nie będzie jej dłużny.
-Melody, przecież nie wypada odmawiać prośby księżniczki. A i ja chętnie zabrałbym się z tobą.
Niedługo po tym nieco zagmatwaną sytuację rozjaśniła Arrynówna, która wytłumaczyła, że był to jedynie plan, a nie propozycja do nagłego wyjazdu. Lambert poczuł się o wiele spokojniej, zaczął już nawet układać plan tego wypadu.
Rozmówcy zaczęli wysuwać już kandydatów do eskorty. I nie był to zły pomysł, ekipa złożona z zaufanych ludzi nawet niewielka będzie bardziej użyteczna, niż cały orszak.
Był tylko jeden mały problem. Dalej było ich zbyt mało. Poza niewiastami i chuderlawym lordem udział wzięliby: on sam, zaprzysiężona tarcza księżniczki, oraz druga lorda Lynderly'ego. Nawet jeśli Lambert wziąłby ze sobą Gendrego, to nadal za mało, by chronić Arrynówny i jego kochanej siostry. Kogo można jeszcze zabrać? W Gulltown jest teraz ponad cztery setki rycerzy, więc o ile znalezienie miecza nie będzie trudne, to może być problem ze znalezieniem odpowiedniego miecza. Nie każdy z tej kupy rycerzy był na tyle okrzesany, co bytujący na dworze Lambert. Chociaż był taki jeden rycerz. Wykształcony był, a i z twarzy taki godny zaufania. Ten burzowiec, Wald z Czerwonych Gór, jeżeli Grafton dobrze pamiętał.  A może uda się go znaleźć na tej uczcie. Dużo jest tu ludzi, ale Lambertowi wydawało się, że gdzieś go już dzisiaj zoczył.
- W takim razie pozwólcie, że zajmę się naszą eskortą. Tak się składa, że mam już kilku kandydatów. Spojrzał na księżniczkę a potem na lorda. -Jeżeli pozwolicie, to przyprowadzę tutaj jednego z nich. Lepiej będzie go jeszcze dzisiaj poznać. Jak to się mówi, lepiej jest znać tego co osłania twoje plecy.
Jeżeli rozmówcy zgodzili się na to, by Grafton ich zostawił, to ruszył on na dziedziniec, gdzie prawdopodobnie widział rycerza, który wywarł na Lambercie takie dobre wrażenie.

Na dziedzińcu po jakimś czasie dostrzegł pijącego w towarzystwie innych wędrownych rycerzy Walda. Podszedł do rycerza, by złożyć mu ofertę.
- Wald. To ty? Witaj, mówiłem, że kiedyś dokończymy, więc chodź ze mną. Zapraszam cię na główne wydarzenie.Kiedy i czy jeżeli go odciągnął to odezwał się do rycerza.- Nie szukasz czasem zajęcia na kolejne dni? Tak się składa, że mam dla ciebie ser ciekawą propozycję. Ale więcej dowiesz się w środku.
Lambert Grafton
Lambert Grafton

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 21/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Durwald Durrandon on Sob Maj 30, 2020 12:29 pm

Pierwszy dzień turniejowych starć dobiegł końca, bez wielkich zaskoczeń, jak zwykle walka zbiorowa posłużyła jako przystawka przed głównym daniem, w postaci kopijniczych popisów zakutego w zbroje rycerstwa. Drużyna jasnozielonych rozgromiła konkurencje, a mężczyzna noszący tak urocze przezwiska, jak „Niedźwiedź” i „Zabójca Górali”, spuścił solidny wpier.. to jest, solidne lanie swoim niedoszłym kompanom. Przegranym pozostało więc tylko znoszenie okropnego bólu głowy i leczenie siniaków dobrym jadłem i napitkiem, fundowanym przez Lorda Graftona, a jak mówi stare przysłowie „Jak za darmo, to trza brać”..
Z takim też nastawieniem, Durwald ruszył w stronę zamku panów Gulltown, chociaż początkowo nie miał zamiaru w uczcie uczęszczać. Ani trochę nie ufał samemu sobie, jeśli chodziło o spożywanie alkoholu, a do kopii musiał mieć czysty umysł, nie cierpiący na kaca. Dawno jednak nie miał okazji porządnie się najeść, ostatecznie uległ więc podstawowym instynktom. Naturalnie, nawet na ucztę dla wędrownych rycerzy nie mógł pójść ubrany niczym zwykły szmaciarz, to też przeszedł przez proces odświeżenia swego wyglądu. Wpierw zgolił brodę, powoli wymykającą się już spod kontroli, mając już pełną wprawę z operowaniem ostrym nożem przy skórze, wyszło więc całkiem znośnie, chociaż najpewniej pewne miejsce pozostały nietknięte. Znoszone, podróżne ubranie również wymienił, wskoczywszy w bardziej odświętny strój, jeśli można było to tak nazwać. Wcisnął się w prostą, białą koszulę, rękawy podwijając do łokci, na to narzucając pikowaną kamizelę, której kolor ładnie podkreślał jasnoniebieskie, burzowe oczy. Ściągnął ją pasem z klamrą w kształcie srebrnej, jeleniej głowy, nałożył proste, jeździeckie bryczesy, oraz buty z miękkiej skóry, po czym z tak odświeżonym wyglądem udał się na ucztę.
Szybko znalazł wesołą kompanię, do której dołączył się w biesiadzie, bynajmniej nie żałując sobie ani piwa, ani jadła. Kiedy więc Lambert postanowił zwerbować młodego rycerza, napotkał go przy jednym z długich stołów, uważnie słuchającego opowieści starszego wojaka o imieniu Viggo.
- ...raz widziałem, jak zabił trzech ludzi w karczmie.. piórem. Pierdolonym piórem, rozumiecie? – wycharczał, solidnie już podchmielony, gestykulując przy tym, jakby miał zamiar zdekapitować siedzącego obok ser Robina. Cała ta sielanka, została dość gwałtownie zakończona, przez pojawienie się braciszka ich gospodarza, najwyraźniej kogoś szukającego. Mówiąc szczerze, Walder nie spodziewał się, że zostanie rozpoznany..
- Ekhem, tak, panie? – rzucił głupio, podnosząc się z ławy, czując na sobie dziesiątki spojrzeń innych gości. – Zajęcia? Ja? W środku?
Kontynuował zdezorientowany, nie mając zielonego pojęcia, czego od niego wymagają. Nawet jeśli rozpoznano by w nim Śpiącego Rycerza, nie wykazał się jakoś specjalnie, żeby zostać zwerbowanym do bojowego zadania, prawda? Ech, cholera, zapowiadał się taki miły wieczór.. pomyślał, tęsknym wzrokiem przeciągając po półmiskach jedzenia, oraz dzbanach wypełnionych alkoholem. Błędny rycerz, choćby chciał, nie mógł odmówić wysoko urodzonemu paniczykowi, zwłaszcza z taką widownią, to też okrążył stół i dołączył do Lamberta, w ślad za nim ruszając do Wielkiej Sali, panicznie usiłując przypomnieć sobie wszystkie lekcje o ogładzie, jakie niegdyś dostawał od septy. Zawsze był w tym dobry, chociaż te wszystkie komplementy i ukłony przyprawiały go o ból głowy.
Durwald Durrandon
Durwald Durrandon

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 09/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Melody Grafton on Sob Maj 30, 2020 8:41 pm

Rozmowa o Sebastionie była kontynuowana. Odpowiedź księżniczki nie wydawała się zbyt szczera. Nie było to dziwne. W takiej sytuacji nie mówi się prawie obcym ludziom o swych prawdziwych przemyśleniach. Natomiast Waymar, mimo wyrozumiałych słów, swoim tonem zdradził, co jaki ma stosunek do lorda Gulltown. Rudowłosa myślała trochę nad rozmową z Sebastionem. Ktoś powiedziałby, że pouczanie starszego brata, do tego lorda, nie jest właściwym zachowaniem. O to nie musiała się martwić. Jedną rzeczą, która mogłaby w tym przeszkodzić, byłaby sama niechęć do słuchania rad.
Za to rudowłosa jedynie przysłuchiwała się rozmowie o turnieju. Zaskoczył ją fakt, z jaką lekkością lord Snakewood mówi o swoich słabościach. W tych czasach zdawało się to rzadkością. Melody irytowało i nudziło wysłuchiwanie przechwałek o wielkich czynach z ust mężnych rycerzy. Jedynym pozytywnym faktem było z jaką łatwością burzyli się, kiedy ktoś udawał, że im nie wierzy.
Za to tłumaczenia księżniczki, przynajmniej potwierdziły pierwsze przypuszczenia rudowłosej. Nikt nigdzie dzisiaj nie wybierał się. Odetchnęła z ulgą. Zaniepokojenie natomiast przyszło na dźwięk dalszej części. Na szczęście szybko zostało zneutralizowane.
- Dobrze - potwierdziła tym razem, uśmiechając się zwycięsko do brata. Liczyła, że mocno zbije go to z tropu. - Mam nadzieję, że uda Ci się namówić króla.
Nie do końca wiedziała, jaki może mieć plan. Trzymała się tylko wiary w to, że nie jest z nim związana. Pewność siebie, jaką teraz okazywała Melody, nie zmieniała faktu, że stąpała po bardzo cienkim lodzie. Każde niewłaściwe posunięcie mogło skończyć się niedobrze.
Wtem wkroczył Waymar, będąc kolejnym ochotnikiem do podróży. Jakby świadczył o nieszczęściu, które na nią sprowadzi. Dopóki księżniczce chodziło o samego Lamberta, grunt pod nogami był stabilny. Jednakże, jeśli zabiorą ze sobą Waymara i jego rycerza, to głupio byłoby porzucić biedną, samotną siostrę lorda. Lambert zapewne świetnie się teraz bawi, pomyślała. Następnie westchnęła do siebie. Decyzja należała do księżniczki. W końcu to ona wpadła na ten jakże wspaniały pomysł.
Melody spojrzała na brata, by ujrzeć jego triumfalny uśmiech. Ku jej zdziwieniu, zamilkł i intensywnie zamyślił się. Znając go, pewnie już był podekscytowany na myśl o wycieczce. Jak dziecko, pomyślała. Dalej nie wierzyła, w co się wpakowała. Przed chwilą podziwiała Waymara, że potrafił przyznać się do swoich słabości. Gdyby była na jego miejscu, pewnie na jutrzejszych zmaganiach zginęłaby od kopii Niedźwiedzia. Sytuacja zdawała się być nie do porównania, ale w obu przypadkach chodziło o dumę. Melody zawsze była samodzielna i nigdy nie prosiła się o pomoc. Zrezygnowała tak szybko ze służek, jak tylko mogła. Na próżno, bo i tak nie uzyskała odpowiedniej uwagi od ojca. Potwierdzała to ilość tarapatów, w jakie wpakowała się w swoim krótkim życiu. Na myśl o tym, że może być dla kogoś ciężarem, bezbronną małą dziewczynką, aż ją mdliło. Nie pozostało nic... Jak zachorować, podjęła decyzję.
Okazało się, że cisza nie trwała tak długo, jak mogłoby się wydawać. Na ciche pytanie o to, o czym rozmyślał Lambert, uzyskali odpowiedź od samego zainteresowanego.
- Aż jestem ciekawa Twoich nowych kontaktów, bracie - rzekła zupełnie szczerze. Nie było go już długo, a do Gulltown na turniej przybyło dużo nieznanych osobników. Miała pewność, że zaprzyjaźnił się z jakimś przeciwnikiem. Od zawsze nawiązywał z łatwością takie znajomości. Kto by nie polubił tak poczciwego człowieka?
- Widać, że mój brat myśli o tym bardzo poważnie - stwierdziła już po jego wyjściu. - Na pewno znajdzie kogoś odpowiedniego, byś czuła się bezpiecznie - oczywiście skierowała te słowa do księżniczki. - Tylko oby król nie odmówił, bo na twarzy Lamberta już widać podekscytowanie. W końcu będzie w swoim żywiole.
Jakich czas później, kątem oka zauważyła zgubę. Wrócił prowadząc ze sobą rycerza. Spojrzała na nich.
- Nasz nowy członek eskorty wydaje się być odpowiedni. Wiedziałam, że braciszek nie zawiedzie - rzekła do swoich rozmówców, wciąż spoglądając na nieznanego mężczyznę. Rozpoznała go z udziału w turnieju. Melody posiadała bardzo dobrą pamięć do twarzy. Czasami wydawało się, że w swoje głowie kolekcjonuje bardzo wyraźne obrazy. Mężczyzna wyglądał na silnego i na pewno posiadał odpowiednie kompetencje. Poza tym, odznaczał się jeszcze bardzo ładną fryzurą. - Zapewne jego uczesanie przesądziło wybór - zażartowała, zwracając na ten fakt uwagę Waymara i Findis.
Melody Grafton
Melody Grafton

Liczba postów : 187
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Lambert Grafton on Sob Maj 30, 2020 10:38 pm

Rycerz był widocznie skołowany, ale nie można go winić kiedy stanął twarzą w twarz z tak nagłą sytuacją.
-Dobra, słuchaj. Mam dla ciebie propozycję. Mianowicie szukamy ludzi do eskorty. Eskorty nie byle jakiej, bo prawdopodobnie będzie w niej brać udział księżniczka. Na razie wszystko jest jeszcze w fazie planów, ale myślę, że już teraz wypada, żebyście się poznali. Swoją drogą ciekawe, że Lambert nie widział rycerza z Czerwonych Gór podczas turnieju. W walce zbiorowej brało udział mnóstwo ludzi, a sam Lambert odpadł dość wcześnie, więc mógł mu gdzieś umknąć w tłumie.
- Właściwie, to jak poszło ci ser w zbiorowych? Ja nie chwaląc się sromotnie przepieprzyłem Haha!. Nie wiedział kompletnie, jakimi umiejętnościami włada burzowiec, ale był jednym z tych rycerzy, których można przedstawić szlachetnym gościom. Nawet nie wyglądał najgorzej, ostrzygł się, a ubrany był nie gorzej od Lamberta.
Kiedy weszli do sali Lambert od razu ruszył do pozostawionych rozmówców. Zanim pojawili się przy księżniczce, lordzie i siostrzyczce, Grafton stanął na chwilę i zwrócił się do Walda.
- Tylko wiesz, tam stoi księżniczka Findis, lord Snakewood, oraz moja śliczna siostra. Pamiętaj proszę, o odpowiednich zwrotach. Lambert nie wątpił w dobre wychowanie rycerza, wolał się jednak upewnić, że wyjdzie to dobrze, w końcu to on sprowadza nieznajomego do tak szanownego grona.
Kiedy już się przed nimi znaleźli bez chwili zwłoki Lambert przedstawił nowego kandydata na ochroniarza.
- Księżniczo, lordzie, Melody. Przed wami stoi rycerz Wald z Czerwonych Gór. Zostawił gościowi szansę na dalsze przedstawienie się samodzielnie. W końcu był to dorosły chłop i w oczach Graftona po prostu nie wypadało tak postąpić.
Lambert Grafton
Lambert Grafton

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 21/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Durwald Durrandon on Nie Maj 31, 2020 1:25 am

Czegóż wielcy Lordowie mogli chcieć od biednego, wędrownego rycerz Czyżby ktoś odkrył prawdziwą tożsamość nieznajomego burzowca? Nie, to chyba akurat nie było możliwym. Lambertowi podał się, jako Walder z Czerwonych Gór, kolejna sierota licznych starć pomiędzy wasalami Burzowych Królów, a Dornijczykami. W turnieju występował dodatkowo pod w formie tajemniczego rycerza, takiego, co to nigdy nie zdejmuje hełmu. Nie, musiało chodzić o coś innego. Na całe szczęście, Lambert zdawał się być poczciwym chłopem, który nie wplątałby go w coś pokręconego, jak na przykład eskortowanie księżniczki.
Odpowiedź Graftona, naturalnie zbiła go więc z pantałyku. Gdyby popijał właśnie z kufla, zapewne komicznie wyplułby właśnie napój. Równie dobrze mógł mu kazać, żeby obciągnął pod stołem królowi, albo stanął do walki z ostrym cieniem mgły. Nawet odgrywając rolę księcia, nie miał okazji zabawiać swą obecnością księżniczek, albowiem geny Durrandonów były uparte i produkowały jedynie męskich potomków.
- Oczywiście, panie. Skoro księżniczka potrzebuje eskorty, odmowa byłaby nie honorowa. – wyrzekł dość oficjalnym tonem, chociaż w umyśle otwierał wszystkie swe szufladki, przypominając wszelkie formy grzecznościowe, jakie kiedykolwiek wbito mu do głowy. – To wielki zaszczyt. Cieszę się, że wybrałeś właśnie mnie, panie.
Dodał grzecznie, wślizgnąwszy się w ślad za Lambertem do Wielkiej Sali, po brzegi wypełnionej arystokracją, mniejszą i większą. Trefnisie, akrobaci, podkręcający wąsy Lordowie, mnóstwo bogatych strojów i dzbany wypełnione drogim winem. Dawno już nie miał okazji brać udziału w podobnej uczcie, dlatego też czuł się nieswojo, niczym ryba wyciągnięta z wody. Niestety, było za późno, żeby się wycofać, oto bowiem wskazano mu trójkę, którą najwyraźniej miał otoczyć protekcją i osłonić swą tarczą. Był tak roztargniony i podenerwowany, że nawet nie usłyszał zadanego pytania.
Cholera, weź się w garść, Durwald. To nie może być takie trudno.. zganił samego siebie. Był w końcu księciem, chociaż ubogim, nie jakimś tam chamem, który nie wie, jak się zachować. Wyprostował więc plecy, odgarnął niesforny kosmyk włosów z czoła i żwawym, żołnierskim krokiem ruszył w stronę wskazanej mu trójki, mając szczerą nadzieję, że prezentuje się chociaż znośnie.
Pozwolił Lambertowi się przedstawić, dopiero wtedy zginając w dworskim ukłonie. Stopa wyciągnięta, lewa ręka wyprostowana, głowa w dół, aż broda dotknęła piersi.
- Wasza Wysokość. Lordzie. Lady Grafton. Zwą mnie ser Walder spod Czerwonych Gór. – powitał oficjalnym, nieco sztywnym tonem. Przez chwilę zastanawiał się, kogo powitać w drugiej kolejności, dopiero po krótkim namyśle stawiając na młodego. Pragnął powitać go po nazwisku, problem w tym, że za cholerę nie mógł sobie przypomnieć, który ród rządził w Snakewood.
Durwald Durrandon
Durwald Durrandon

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 09/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Findis Arryn on Nie Maj 31, 2020 2:12 am

Co do tego, czy intencje Sebastiona Graftona były tak samo czyste jak lorda Waymara, to księżniczka nie byłaby taka pewna. Chyba że Lynderly również pragnąłby podkręcać wąsy do dziewczynek, jeżeli by oczywiście takowego posiadał. W każdym razie Findis nie chciała już sobie tym myśli zaprzątać, przecież musieli zorganizować przejażdżkę! Kiedy wyjaśniła, iż nie chodzi jej o wyjście w tym momencie, wszyscy jakoś pozytywniej zareagowali na jej pomysł.
-Ser Brandona? Ależ oczywiście, niech z nami jedzie - na wspomnienie o rycerzu Findis przypomniała sobie ich wczorajszy taniec i onieśmielenie mężczyzny. Ciekawe czy tak bliskie przebywanie w obecności księżniczki nie wpędzi biedaka w jakąś nerwicę... -Naprawdę tak o mnie powiedział? Cóż, w takim razie przekaż mu, iż on jest najlepszym tancerzem wśród wojowników, z jakim miałam okazję tańczyć. Kiedy będziemy na przejażdżce może mi też opowiedzieć o innych księżniczkach, z którymi miał okazję tańczyć - zażartowała. Oczywiście nie przypuszczała, by ser Brandon widział kiedykolwiek na oczy jakąś inną księżniczkę poza dziewczętami z rodu Arrynów, a co dopiero tańczył. Rozmyślając nad tym, spostrzegła, że Lambert stał się dziwnie milczący. Czyżby planował ich podróż? Tak musiało być w istocie, gdyż chwilę zaczął mówić o eskorcie. Co więcej, nawet wyszedł przyprowadzić kogoś, kto według Graftona mógłby się do tego celu nadawać. Wybornie! Im szybciej, tym lepiej, nie było na co czekać. Melody też się zgadzała, co na razie czyniło plan królewny w stu procentach wydajny. Tylko właśnie, żeby jeszcze król się zgodził... Na wspomnienie Graftonówny o tym, Findis spojrzała się w kierunku ojca.
-Ja się i z wami czułabym bezpiecznie, ale większa eskorta z pewnością pomoże przekonać Jego Wysokość. Tylko twój brat musi przyprowadzić kogoś... no, wiesz... obytego, bo papa się nigdy nie zgodzi, bym przebywała w towarzystwie kogoś nieokrzesanego - wyjaśniała, kiedy to brat Melody wprowadził swego gościa na salony. O nieokrzesanie nie musiała się naprawdę martwić, bowiem mężczyzna wyglądał nie najgorzej. Prychnęła na komentarz Melody o fryzurze nieznajomego. Rzeczywiście prezentowała się całkiem przyzwoicie.
-Wychodzi na to, że twój brat ma bardzo dobry gust - wtrąciła. Wreszcie ser Lambert przedstawił im swego kompana, a Findis, która nigdy nie była najlepsza z geografii obcych krain, zaczęła sobie usilnie przypominać, gdzie leżą te całe Czerwone Góry. Ech, było słuchać maestera, a nie czytać w ukryciu modlitewnik... W końcu zaczęła coś kojarzyć; bardzo nie chciała wyjść na ignoranta. W odpowiedzi na skłon mężczyzny, schyliła głowę w lekkim ukłonie. Wtedy dostrzegła coś przy pasie mężczyzny, co ją zainteresowało.
-Możesz powstać, ser Walderze. Wybacz mi moją niewiedzę, ale Czerwone Góry to kawałek drogi stąd. Czy to nie jest gdzieś na granicy Dorne, Reach i Ziem Burzy? Co cię sprowadza w te strony? - zapytała, przenosząc wzrok na klamrę od paska ser Waldera. Jeleń? A to ciekawe... Pomyślała. Ten symbol akurat jej się bez problemu z czymś skojarzył.
Findis Arryn
Findis Arryn

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 08/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Sebastion Grafton on Nie Maj 31, 2020 3:18 am

Ha, lord Royce to się tu potrafił dobrze bawić, nie to co niektórzy. Sebastion od razu kazał słudze nalać i sobie do kufla, a także stać odpowiednio blisko, żeby polewać jak talko zawartość kufla spadnie do wartości krytycznej.
- A w turnieju ktoś od lorda startuje? - zapytał, bo prawdę mówiąc w dzisiejszej walce zbiorowej ciężko było wypatrzeć kogokolwiek. Zwłaszcza jak taka masa rycerstwa zakutego w stal zwaliła się na siebie z łoskotem. - Bo z mojej strony startował dziś mój brat, Lambert - gestem wskazał na brata, który pomimo prędkiego dosyć zmieniania swego położenia w sali wciąż był dosyć charakterystycznym i łatwo dostrzegalnym elementem biesiady. - Dobrze się sprawił, ze zwycięzcą walki zbiorowej w jednej drużynie był i utrzymał się długo, choć do finałowych pojedynków nie dotrwał. Pewnikiem przy jakimś fragmencie pancerza źle sobie paski zaciągnął i ograniczał mu ruchy, czyli niechybnie giermka mu brakuje - skierował rozmowę na szczególny tor. W istocie, chyba niemalże każdy rycerz potrzebuje takiego wiernego przydupasa, który właściwie paski zaciągnie, koniem się zajmie, piwo poda i tym podobne duperele czynić będzie.
- A tak się składa, że nasze rody łączą bliskie więzy krwi, tedy jakby giermka mieć miał to tylko z twego rodu. Nie sądzisz, lordzie Royce? - zaproponował. Trza było liczyć, że jeszcze gdzieś tam jest Royce w odpowiednim wieku do bycia giermkiem, a Sebastion prawdę mówiąc kiepsko znał się na drzewach genealogicznych innych rodów. Przynajmniej pamiętał, że ma co najmniej czterech kuzynów. W każdym razie bez względu na odpowiedź zamierzał jeszcze sobie z lordem porozmawiać, pożartować najlepiej na temat lorda Lynderly, może go trochę obsmarować, a i przy okazji wypić ze trzy kufle piwa. Potem przeprosił rozmówcę i przeniósł się dalej.
- Za Dolinę! Niech zawsze będzie znana jako ojczyzna cnót rycerskich i męstwa! - wzniósł toast po drodze zanim się przysiadł do kolejnego gościa.
- Ser Templeton - powitał go, przysiadając się obok i pociągając łyk z kufla, który przytargał ze sobą. - Dobrze się bawicie jak mniemam?
Sebastion Grafton
Sebastion Grafton

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Waymar Lynderly on Pon Cze 01, 2020 6:22 pm

Nie do końca chciał zanadto rozwodzić się nad tematem turnieju, wszak dla Melody i Findis musiało to być co najmniej nudne a zapewne także nie do końca zrozumiałe. Nawet Waymar nie posiadał pełnej wiedzy i doświadczeń pozwalających w pełni wypowiedzieć się na temat walki w szrankach. Sam nigdy nie brał udziału w takiej walce i nic nie zwiastowało, by miało się stać inaczej. Miał jednak minimalne pojęcie, poza tym często obserwował, jak jego rycerze to robią, a także rozmawiał o tym z Ser Brandonem.
-Ależ oczywiście predyspozycje nie są w tym przypadku głównym czynnikiem, ale musisz przyznać Ser, że o wiele lepiej jest je mieć niż nie mieć. Oczywiście tego ci życzę Ser, zwycięstwa, a raczej zwyciężania, bo gdybyś trafił na Ser Brandona, nie będę ci mógł dłużej kibicować.- Prestiż podwładnego był po części prestiżem władcy, to chyba zrozumiałe. Temat przejażdżki, choć szczerze kuszącej, wciąż pozostawał dla Waymara niepewny. Miał do załatwienia jeszcze kilka spraw, a taka wyprawa zabrałaby mu cały dzień pobytu. Poza tym nie wiedział, czy król spojrzy przychylnie na ich prośbę, a przynajmniej na aspekt związany z jego uczestnictwem. Choć nie przyznałby tego otwarcie, nieco bał się tego, co może nakłamać królowi na jego temat, najgłupszy z Graftonów. To, kto i w jakiej liczbie dołączy do ich eskorty, niezbyt go interesowało, najważniejsze było to, że mógł ze sobą zabrać swojego człowieka, to wystarczało, by nie martwił się o swoje bezpieczeństwo. W milczeniu wysłuchał wymiany zdań między Melody i Findis, po czym zwrócił swój wzrok w kierunku powracającego do sali Lamberta i towarzyszącego mu, potencjalnego członka eskorty. Nie mógł powiedzieć o nim niczego więcej ponad to, że wyglądał jak rycerz, kiedy się przedstawił, Waymar uniósł brew i z lekkim zdziwieniem na twarzy odwzajemnił powitanie.
-Cóż cię tu sprowadza, przybyłeś z Dornijskich Marchii aż do Gultown? Lord Sebastion, jak i ród Graftonów może być więc dumny, że jego turniej ściągnął tu wojowników z całego Westeros.... Na pewno znajdzie się jeszcze okazja, byś wyjawił mi co sprowadza cię tak daleko od domu, jeżeli oczywiście będziesz chciał. Tymczasem musicie mi wybaczyć, choć było by to niewątpliwie przyjemne, nie mogę spędzić całej uczty w waszym towarzystwie, wzywają mnie inne sprawy.- Ostatnie słowa były zwrócone do wszystkich, a po ich wypowiedzeniu Waymar delikatnie się skłonił, po czym zostawiwszy całą czwórkę, skierował się w stronę swojego miejsca przy stole.

Waymar Lynderly
Waymar Lynderly

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Melody Grafton on Pon Cze 01, 2020 8:13 pm

Braciszek wreszcie przyciągnął ze sobą następnego towarzysza rozmowy. Przedstawił go, a później... Rycerz ukłonił się i również powiedział praktycznie to samo, poprawiając z lekka imię. To powtórzenie prawdopodobnie wynikło ze zdenerwowania. Doskonale to rozumiała. Przyszło mu stanąć przed dosyć ważnymi osobistościami. Melody rzadko tak o sobie myślała, ale status zazwyczaj mówił swoje.
Księżniczka pozwoliła mu wstać. Ona i Waymar pobawili się w geografów, z tym że odpowiedź lorda była bardziej precyzyjna. Popytali o powód przyjazdu. Standardowe zachowanie przy poznawaniu nowych ludzi. Waymar niestety zdecydował opuścić towarzystwo. Nic dziwnego. Tutaj nie mógł niczego ugrać.
- Oczywiście - skierowała to słowo do Waymara. Nie widziała sensu w mówieniu niczego innego. Wyglądało na to, że jeszcze zobaczą się dokładnie w tym samym towarzystwie, a przynajmniej przed wyjazdem na przejażdżkę. Szybko skierowała swój wzrok na zestresowanego rycerza. Przywitała się z nim przed chwilą, wypadałoby coś powiedzieć. - Więc... Wychodzi na to, że mamy kolejnego towarzysza. - Nie chciała nazywać go jedynie członkiem eskorty. Jeszcze pomyślałby sobie, że to wystarczy. Zakładała, że ma chociaż trochę historii do opowiedzenia, choćby drobne fakty o jego regionie. - Miło mi Cię poznać. - Uniosła rękę do uścisku, zrobiła ten gest w sposób tak oczywisty, jak tylko mogła. Nie chciała, aby pomylił się i przypadkowo uznał to za sugestię ucałowania jej.
Melody posiadała bardzo zimne dłonie. Kiedyś ojciec kazał jej wybrać się z tym problemem do maestera. Oczywiście, nie chciała. Była to idealna broń, aby dręczyć jej wrogów. Tymczasowych, bo ofiarami zawsze byli jej bracia. Za to idealnie działały na ochładzanie twarzy w ciepłe dni.
- Wycieczka nie jest potwierdzona, ale wydaje się jak najbardziej prawdopodobna. Bądź spokojny. Zaopiekujemy się Tobą. - Uśmiechnęła się pokrzepiająco. Nie do końca wiedziała, po co kontynuuje to małe "dręczenie", skoro i tak planowała zrezygnować z podróży.
Melody Grafton
Melody Grafton

Liczba postów : 187
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Cze 01, 2020 9:46 pm

- Ano startuje startuje, syn brata. - oznajmił i się napił. - No ale nie poszło mu tym razem, jednak poświadczam za jego umiejętności. Pewnie głupiec schlał się dzień przed. - pokręcił głową z dezaprobatą. To było bardzo możliwe, że po przyjeździe do Gulltown, jego bratanek udał się do jakiejś karczmy, gdzie zapomniał, co go czeka dnia następnego. - A no widziałem go, widziałem. Jak spotkam, to pogratuluję, bo naprawdę sobie nieźle poradził. - uśmiechnął się, ale pytania o giermka się nie spodziewał. W sumie miał dwójkę synów, ale jeden miał już swojego rycerza.
- Mam chłopaka, osiem dni imienia skończył. W sumie to dobra pora, żeby mu kogoś znaleźć. Jeśli naprawdę chcesz go zabrać, to od razu po powrocie do siebie, wyślę go do Gulltown. - zagryzł swoje słowa mięsiwem. Po przejściu do rozmowy o Waymarze Sebastion nie musiał się za bardzo wysilać, gdyż lord Royce w przeciętnym stopniu lubił Waymara, ale na pewno nie można powiedzieć o braku szacunku czy nienawiści. Paszkwile Graftona nie zrobiły jednak na nim żadnego wrażenia, w ogóle nie za bardzo go interesowała sprawa z Lynderlym.
Wszyscy wznieśli toast za Sebastionem.
Po przejściu do Templetona Sebastion mógł zobaczyć trochę znudzonego człowieka. Nie, że bawił się źle, ale też nie jakoś wyśmienicie, raczej przeciętnie. Na pytanie Graftona się jednak uśmiechnął.
- Jest całkiem przyjemnie, lordzie, dziękuję za zaproszenie. - powiedział i dokończył kufel.
***


Gdy Waymar powrócił do stołu i rozsiadł się w wygodnym krześle, nie długo dano mu się cieszyć spokojem. Najpierw dopadł go jeden lord, pytając, jak tam się tańczyło, przy okazji pocieszając, że nie było wcale tak źle, później zaczął mówić o zbawiennej sile zupy kalafiorowej i cudownych właściwościach pomagających na porost włosów. Z drugiej strony dopadł go inny biesiadnik, który chciał rozmawiać o glebach, że jacyś maesterowie z Cytadeli ostatnio klasyfikowali nowe rodzaje ziem. Z ust lorda wyleciały słowa typu "czarnoziem", "bielica", czy "szaroziem", ale za bardzo nic Waymarowi nie mówiły. W końcu z potoku dziwnych tematów wyrwało go niemiłe zdarzenie. Służąca pomagająca przy stole, nieszczęśliwie pchnęła łokciem kielich Waymara, który następnie upadł na ziemię i się nieco wgniótł. Dziewczyna spojrzała przerażona i od razu zaczęły jej płynąć łzy.
- Przepraszam szlachetny panie! Bardzo przepraszam! - łzy zaczęły skapywać z policzków. - Nie chciałam, to był wypadek! Jeśli lord pozwoli, przyniosę, co tylko Lord zechce.
Will (los)
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5766
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Lambert Grafton on Wto Cze 02, 2020 12:59 am

Wald zaczął dziwnie tytułować Lamberta. Wydawał się innym człowiekiem niż ten poznany w karczmie. Pewnikiem przytłoczyła go sytuacja w jakiej się znalazł.
- Słuchaj. Nie musisz mnie tak tytułować kiedy nie ma kogoś wysoko postawionego. Przecież się poznaliśmy. Jestem Lambert prawda? Nie lubił takich zwrotów grzecznościowych, zwłaszcza jeżeli mówi je ktoś, kogo Grafton już zna, a nawet z nim pił.
-A jeżeli musisz, to zwykłe Ser wystarczy. Na ostrogi przynajmniej sam sobie zapracowałem.
Klepnął rycerza w plecy, żeby trochę rozładować atmosferę i ruszył dalej w nadziei, że gość nie zawróci za jego plecami, taka sytuacja pewnikiem byłaby dla Graftona równie przytłaczająca, gdyby on był wędrownym rycerzem.
Rycerz z Czerwonych Gór się przedstawił. Był nieco spięty, ale nie patrząc na to, że powtórzył dokładnie po Lambercie to nie wyszło tak źle. Lord Waymar natomiast zwrócił się w stronę burzowca i niespodziewanie się oddalił, jakby się przestraszył nowego członka rozmowy.
A no tak. Interesy. A może nie lubi ludzi z Ziem Burzy? Kto to wie jakie myśli chodzą po głowach lordów.
Zaraz po lordzie Lynderlym odezwała się Mel, oczywiście w tym jej droczącym się stylu. Coś kusiło Lamberta, by jej odpowiedzieć i rzeczywiście to zrobił. Jakoś bardzo spodobała mu się ta nowa zabawa.
-A więc jedziesz Mel. Wydawało mi się, że nie jesteś pewna tego wyjazdu. Cieszę się, że zmieniałaś co do tego zdanie. Spojrzał na Melody w taki sposób, żeby wiedziała, że już się z tego nie wywinie.
-A tak swoją drogą miłe panie, to co się stało lordowi Waymarowi że wystrzelił jak z procy? Wiem, że dba o interesy, ale na to ma czas do końca całego turnieju, a Walda może już do wyjazdu nie zobaczyć. Czyżby go nie interesowali mniejsi od niego? Spojrzał na Walda nieco rozweselony, bowiem wędrowny rycerz był o głowę wyższy od Waymara i tak jakoś zabawnie to zabrzmiało.
Lambert Grafton
Lambert Grafton

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 21/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Durwald Durrandon on Wto Cze 02, 2020 1:58 am

Lambert przedstawił go, owszem, wypadało jednak samemu użyć zwrotów grzecznościowych. Poza tym, zrobił mały błąd w jego imieniu, który musiał naprawić, chociaż i tak większość zwała go po prostu Waldem. Nie mniej z doświadczenia wiedział, że pełne imiona i miejsce pochodzenia robiło wielkie wrażenie, zwłaszcza na wysoko urodzonych.
Za pozwoleniem księżniczki, powrócił do pozycji pionowej, niezmiennie prosty niczym struna, usiłując wyglądać tak rycersko, jak tylko mógł.
- Owszem, Wasza Wysokość, spod Czerwonych Gór do Gulltown dość daleka droga, jednak nie stamtąd przybywam. – rzekł, zwracając bezpośrednio do najwyżej urodzonej osoby w towarzystwie, chociaż starał się poświęcać uwagę pytaniom zadawanym również przez pozostałą trójkę. – Wychowałem się w Dornijskiej Marchii, jednak od dziewięciu lat podróżuje po Westeros. Służę jako błędny rycerz to tu, to tam. O turnieju dowiedziałem się przebywając w Karczmie na Rozdrożach, dość niedaleko stąd.
Nie trudno było domyśleć się, z której części Marchii pochodzi, sądząc po wyglądzie. Akcent nie wskazywał ani na Kamiennego Dornijczyka, ani mieszkańca Reach, odrobinę odstawał też od nich wyglądem. Czarne włosy, na przykład, spotkać można było w południowym Dorne, natomiast poddani Zielonej Ręki raczej pochwalić mogli się brązowymi grzywami.
Obserwował ze zmarszczonymi brwiami, jak Lord Lynderly szybko ulatnia się, tłumacząc swój pośpiech interesami. Przez chwilę Wald przestraszył się, że jakoś obraził pana Snakewood, szybko wyrzucił to jednak z głowy. Myśli zajęła mu rączka Melody, chłodna, jak u wąpierza z opowieści matki. Uścisnął ją dość zaskoczony, oto bowiem szlachetna dama witała się z nim, niczym chłop. Nie miał jednak zamiaru narzekać, znacznie preferował takie przywitania od męczących pokłonów.
- Hmm, ser Lambert wspomniał już o wycieczce, nadal nie wiem jednak, gdzie właściwie mamy się wybrać. – przeciągnął pytającym wzrokiem po całej trójce, aby zaraz na krótką chwilę powrócić do tematu Waymara. – Być może nie jestem wystarczająco interesującą osobą dla Lorda. Zdarza się.
Durwald Durrandon
Durwald Durrandon

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 09/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Findis Arryn on Wto Cze 02, 2020 12:40 pm

O ile wcześniej rozmowy toczyły się na różne tematy, to teraz cała uwaga skupiła się na nowym przybyszu. Findis nawet cieszył taki obrót spraw, ponieważ rozmowy o zmaganiach turniejowych rycerzy niespecjalnie ją ciekawiły. Za to Walder... on już był zdecydowanie ciekawszy. Słysząc pytanie lorda Waymara, z ulgą odetchnęła, że w miarę dobrze określiła lokalizację Gór Czerwonych. Dornijskie Marchie... To również niestety za wiele dziewczynie nie mówiło. Wiedziała o istnieniu Dorne i innych królestw, ale nigdy tam nie była, a goście z tak daleka nie często pojawiali się na królewskim dworze Arrynów. Z zamyślenia wyrwał ją ponownie Lynderly, który był zmuszony ich opuścić. Interesy... Findis nie miała bladego pojęcia o interesach, tzn. wiedziała podstawowe rzeczy, ale sama się z nikim nigdy układać nie musiała.
-Do zobaczenia potem, lordzie Lynderly - rzuciła na odchodne. Nie przeszkadzało jej to jakoś szczególnie. Co prawda zdążyła już polubić pana Snakewood, ale nie musiała ciągle przebywać w jego towarzystwie.
-Widać wzywają go lordowskie sprawy, ser Lambercie. Takie spotkania to pewnie dobra okazja do zawierania układów i umów, a lord Waymar jest jeszcze młodym lordem i musi zadbać o swoją pozycję. To znaczy... tak mi się wydaje - odpowiedziała Graftonowi zgodnie z tym, co uważała. No, teraz mogła się skupić na jego kompanie, który okazał się być błędnym rycerzem. Błędny rycerz i jelenia głowa, to było iście zabawne.
-Nie bierz tego do siebie, ser Walderze, iż lord Lynderly postanowił nas opuścić. Z lordami już tak jest... Powiedz mi lepiej - jak to jest być błędnym rycerzem? Dobrze? - po usłyszeniu odpowiedzi pewnie doszła do wniosku, iż nigdy w życiu nie chciałaby wieść takiego żywota. Ach, jak dobrze, że Ojciec oszczędził jej takiego losu. Co do wycieczki sama nie była pewna. Rzuciła luźnym pomysłem, ale jako jego autorka pewnie musiała podać także cel wyprawy. A może lepiej zdać się na kogoś bardziej doświadczonego? Myśląc nad tym zagadnieniem, nagle poczuła się jakaś taka wiotka i słaba. Niby od wczoraj prawie nic nie jadła, to był wszakże tydzień jej postu, ale jeszcze rano czuła się wyśmienicie. Jednakże teraz czuła uderzające gorąco pochodzące z okolic szyi. Miała także wrażenie, iż Siedmiu nagle odbiera jej wzrok, wszystko jakby pociemniało i stało się mniej wyraźne. Najgorsze jednak były nogi, jak z waty, które zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa.
-Ser, bardzo chętnie bym odpowiedziała na to pytanie, ale... Jakoś nie najlepiej się czuję, musicie... m-mi... chyba wy-wybaczyć. Och, Melody - to były jej ostatnie słowa, nim całkowicie straciła przytomność i poleciała jak długa w stronę stojącego obok Lamberta Graftona. Jeśli rycerz jej nie złapał, mogła pewnie trochę się obić.
Findis Arryn
Findis Arryn

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 08/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Lambert Grafton on Wto Cze 02, 2020 10:57 pm

Lambert, jak reszta zgromadzonych pożegnał lorda. Widać władca na Snakewood wolał towarzystwo podstarzałych lordów, od rówieśników. Ludzie mają różne upodobania.
-Oj tak, zaiste. Pewnie niektóre sprawy da się załatwić tylko przy alkoholu. Dobrze, że Siedmiu oszczędziło mi tego i na świat sprowadzili starszego brata.
Młodszy z Graftonów zdecydowanie nie miał głowy do zarządzania. A przynajmniej wszystko na to wskazywało. Nigdy nie planował przyszłości, a i miał mały problem w odmawianiu. Żył też w przekonaniu, że należy chwytać dzień i żyć chwilą. Nie opłaca się zamartwiać przyszłością.
Później temat zszedł na nowego towarzysza i planowaną przejażdżkę. Kiedy księżniczka miała poruszyć temat swojego planu, nagle pobladła, wyglądała jakby nie mogła ustać na nogach. Z trudem wymęczyła jakieś zdanie przez zęby i runęła wprost na Lamberta.
Przez chwilę osłupiały nie wiedział co się dzieje. I o mały włos, a nie zdążyłby złapać królewskiej kłody. A kiedy już mu się udał ten spontaniczny chwyt od razu spróbował potrząsnąć Findis. Tak, żeby ją obudzić, ale też nie uszkodzić.
- Księżniczko! Wszystko w porządku? Jeżeli to nie podziałało, to spojrzał równie blady jak księżniczka przed chwilą na siostrę, a potem na burzowca i krzyknął głośno podnosząc w rękach księżniczkę. Nie waży wiele więcej od pełnego rycerskiego rynsztunku, więc zrobił to bez żadnego wysiłku.
- Pomocy! Maestera! Nie wiedział co dalej począć, więc dalej czekał na pomysły reszty, która wokół nich stała.
Lambert Grafton
Lambert Grafton

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 21/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Melody Grafton on Sro Cze 03, 2020 12:56 am

Melody zawsze była dosyć zadziorną osobą. Lubowała się w niegroźnych docinkach i małych złośliwościach. W szczególności używała tej broni przeciw swoim braciom. Niestety, nadszedł dzień, w którym tego pożałowała. Nie spodziewała się, że akurat Lembrat to podłapie. Właściwie... Wciąż pozostawał bardziej prawdopodobnym uczniem niż Sebastion. Po prostu jego wcześniejsza troskliwość jakoś temu zaprzeczała. Może rudowłosa była już na tyle dorosła, aby własna broń obróciła się przeciw niej samej. Co ciekawe, że stało się to w momencie, kiedy starała się, aby druga osoba poczuła się swobodniej. Cóż, miała za swoje, skoro nie potrafiła prostolinijnie okazywać swych intencji.
Posłała Lambertowi jedynie kwaśny uśmiech. Dobrze, że chociaż wyciągnięcie dłoni zadziałało. Natomiast na swoje następne słowa nie dostała od Waldera żadnej reakcji. No, trudno. Prawdopodobnie to z powodu komentarza braciszka.
W następnej kolejności chciała sprostować słowa brata, ponieważ ich nowy rozmówca nie załapał żartu. Szybsza okazała się być księżniczka, która wytłumaczyła Lambertowi powód odejścia Waymara. Cóż, jak widać również wzięła to nazbyt poważnie. A może Melody doszukiwała się swojego humoru, którego naprawdę tam nie było?
Rudowłosa zdecydowała się na razie nie wtrącać. Za to rozglądnęła się po sali. Akurat kątem oka zauważyła, jak służka rozlewa napój lorda Snakewood. Zdecydowanie miał pecha, pomyślała. Zauważyła też Sebastiona, który miał zamiar obejść każdego lorda po kolei. Oby byli łatwi jak wszystkie Twoje kobiety, bracie.
Nagle usłyszała swe imię, które wyrwało ją szybko z zamyślenia. Ujrzała księżniczkę, które wleciała w ramiona Lamberta. Początkowo zastanawiała się, czy to nie był jakiś trik na podryw. Mdlejąca księżniczka, dałaby sobie rękę uciąć, że tak nazywał się burdel, który odwiedził kilka razy Sebastion. Naprawdę nie rozumiała, dlaczego musiał się tym pochwalić swej młodszej siostrze. Najprawdopodobniej doszło do tego z powodu nieobecności Lamberta.
Niestety, księżniczka była nieprzytomna. Poczuła wystraszony wzrok brata na sobie. Więc to ona miała działać? Odruchowo przyłożyła rękę do czoła księżniczki. Nie za bardzo znała się na medycynie, ale mogła wyraźnie stwierdzić, że Findis nie jest rozpalona. A kiedy braciszek zawołał pomocy spanikowany, pomyślała, że to on właśnie brzmi jak panna w tarapatach. No, ale miał rację. Trzeba ją było zabrać do maestera.
- Em... Cny rycerzu - rzekła na szybko, bo przez tę nagłą sytuację, zapomniała jak się zwał. - Poczekaj tu chwilę.
Melody postanowiła podejść do króla z gotowym planem. Nie chciała robić większego zamieszania, niż to, co działo się teraz. Po drodze jeszcze kiwnęła na Elię, którą zdążyła poznać w ogrodach. Była zdecydowanie potrzebna.
- Przepraszam, Miłościwy królu - pokłoniła się szybko. - Wasza córka nagle straciła przytomność. Nie jest rozpalona, ale na pewno potrzebuje maestera i spokoju. Mój brat, ser Lambert, może zanieść ją tam, jeśli Wasza Wysokość sobie życzy. Oczywiście, dla bezpieczeństwa pójdzie tam jeszcze jej zaufana dwórka, lady Upcliff. - Nie poinformowała o tym dziewczyny, ale była pewna, że nie będzie protestować. Mogła równie dobrze już się domyślić. Wiedziała, że pewnie król doda kogoś do eskorty, aby stali pod drzwiami. A może nie? Kto wie. W nagłych sytuacjach bywa różnie.
Melody Grafton
Melody Grafton

Liczba postów : 187
Data dołączenia : 26/03/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Durwald Durrandon on Sro Cze 03, 2020 4:12 pm

Konwersacja była całkiem przyjemna, jeśli miał być szczery. Najwyraźniej miał takie szczęście, że natrafił na arystokratów o dość niecodziennym nastawieniu do niżej urodzonych. Spodziewał się raczej kapryśnej księżniczki i damy, jakie wielokrotnie spotykał zarówno biorąc udział w największych turniejach, jak i podczas swych młodzieńczych, książęcych lat, kiedy to w głowie były mu młoty, oraz buzdygany, miast kobiecych spódniczek. Od tej pory, nie zmieniło się tak wiele.
Z zamyśleń wyrwały go dopiero słowa białogłowej, najwyraźniej zainteresowanej życiem błędnego rycerza. Formułka pytania od razu na myśl przyniosła starego maestera Otisa, człeka o dziwnej fryzurze przypominającej kluski i zamiłowaniu do długich, filozoficznych wywodów, których każdy z jego podopiecznych znał na pamięć.
- Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze, albo, że nie dobrze.. – zaczął, rozluźniając struny głosowe, żeby porządnie wyczerpać temat. W tym to był dobry, nie ma to tamto. No i właśnie wtedy, księżniczka postanowiła, pff, zemdleć, nie dając mu szansy popisać się swą elokwencją na salonach. Obserwował wszystko w zwolnionym tempie, jak Arrynówna unika spotkania z twardą ziemią, lądując w zapewne znacznie przyjemniejszych ramionach Lamberta.
Napotkał jego spojrzenie, samemu wyglądając na przerażonego, wzrokiem przeciągnąwszy po całej sali, właśnie wtedy zdając sobie sprawę, że właściwie to wyglądało to tak, jakby właśnie potraktował księżniczkę pięścią. Przeklął półgłosem, usiłując znaleźć kogoś, kogo szyje zdobił łańcuch.
- Maester! Czy jest na sali Maester? – krzyknął, odstąpiwszy od razu na bok, odprowadziwszy jeszcze pannę Melody wzrokiem. Teraz to już całkiem czuł się nie na miejscu i zapewne podobnie też wyglądał.
Durwald Durrandon
Durwald Durrandon

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 09/05/2020

Powrót do góry Go down

Wielka Sala - Page 2 Empty Re: Wielka Sala

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach