Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Sala Jadalna

Go down

Sala Jadalna Empty Sala Jadalna

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Kwi 20, 2020 12:43 pm

***


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon Maj 25, 2020 12:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5778
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Sala Jadalna Empty Re: Sala Jadalna

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Kwi 20, 2020 3:57 pm

16/02/10

Lord Deziel Dalt w zasadzie od dziecka lubił cytryny. Miał wtedy ledwie cztery, może pięć dni imienia. Deziel pomagał wtedy kucharzowi w biciu śmietany. W garkuchni przebywał wtedy całkiem często, lubił patrzeć jak z prostych składników tworzą się wspaniałe potrawy - a później także je pałaszować. Miał wtedy też chytry układ z młodszym bratem, którego przemycał kątami i pozwalał wykradać słodkości, którymi potem razem się objadali. Tego feralnego dnia zauważył kątem oka, na swoje nieszczęście, jak kucharz zostawił przypadkiem lekko uchylone drzwiczki do spiżarni. Od razu zaczął przebierać nogami, wywietrzył już bowiem okazję na skok stulecia. Podziękował kucharzowi i, gdy był odwrócony do niego plecami, prawie na paluszkach przemknął przez lekko uchylone drzwi.
Magazyn był ogromny, wypełniony dowolnym jedzeniem, jakie mógłby sobie wymyślić. Był ogromny, dla dziecka wydawała się wówczas wręcz nieograniczony. Półki były ogromne i ciągnęły się do góry i wzdłuż, i wszerz, jak prawdziwy labirynt. Przemknął koło mięs, potem warzyw i produktów mlecznych, błąkał się, aż w końcu skręcił w lewo... I odnalazł wtedy prawdziwy skarbiec łakoci. Ciasta, ciasteczka, torty, masy owocowe, dżemiki czy powidła i słodkie wina. Pierwsze było ciężkie, wiedział bowiem, że nie może kraść. Drżącą ręką wziął je, obejrzał się wokoło, i prawie od razu wepchnął do buzi, całe. Szybko je pogryzł, obejrzał się... Nikogo jednak nie było. Wziął drugie, trochę sprawniej.
Smakowało truskawkami.
Kolejna była beza. Idealnie zrobiona, chrupka, słodziutka, pyszniutka. Nie patrzył już wokoło, od razu porwał kolejne ciasteczko, i kolejne... Jadł, opychał się, pożerał. W pewnym momencie pomyślał, że już dość, jest najedzony, powinien przestać. Nie przestał; bo kiedy w końcu znowu nadarzy się taka okazja? Jadł coraz więcej, i więcej...
W końcu jednak nie wytrzymał. Padł na ziemię, z bolącym brzuchem i zębami, ledwo dysząc. Uśmiech zniknął mu z twarzy, był wykończony. Przeleżał kilkanaście minut nim, ciężko dysząc wstał, żeby wreszcie się stamtąd wydostać. I wtedy uzmysłowił sobie straszną rzecz...
Nie wiedział, gdzie jest wyjście!
Błąkał się po korytarzach, szukając wyjścia. Padł nań blady strach. Co jeśli zostanie tu na zawsze? Ile przeżyje jedząc tylko ciastka? Gorączkowo biegał, szukał wyjścia. Znalazł alejkę z warzywami, a potem nawet z pieczywem. Nie wiedział, czy idzie w drogą stronę, do deserów też już stracił drogę.
- Diezel?!
Uratowany! To kucharz! Pomoc nadeszła!
Tak myślał.
- Diesel, co ty tu robisz? Co masz na buzi? Kradłeś ciastka... Oj, lord będzie niezadowolony...
Potem odnaleźli spałaszowaną alejkę z łakociami. Wszystko się wydało. Dostał karę - najpierw pasem, a potem zakaz jedzenia słodyczy przez trzy księżyce! A do tego wszystko go bolało jeszcze z tydzień. Od tego czasu nie tknął słodyczy, obrzydły mu zupełnie. I polubił wszystko z kwaskowym cytrynowym posmakiem. Kto by się spodziewał, że jeden wybryk z dzieciństwa zostawi tak trwały ślad?
Prychnął.
Sięgnął po swój ulubiony owoc i polał nim podsmażoną rybkę. Zjadł szybko i ze smakiem. Była całkiem świeża, dobrze przypieczona.
- Złowiona w naszych najlepszych łowiskach. A cytryna bardzo dobra, sprowadziliśmy je z Volantis, Panie - zapewnił kucharz, ten sam, który wtedy go przyłapał. Deziel słuchał go uważnie, choć coraz bardziej nerwowo... - A zaraz podamy cytrynówkę, ważoną chyba w Zatoce Niewolniczej, i ciasteczka cytrynowe, prosto od kucharzy ze Słonecznej Włóczni...
- Kurwa jego mać!
Coś w nim pękło.
- Opuścić salę, wszyscy poza kucharzem, zarządcą i ogrodnikiem. - Nakazał i poczekał na wykonanie rozkazu. Ręka drżała mu z nerwów, z trudem odłożył na bok widelec. - Jakim kurwa cudem nie mamy własnej hodowli cytryn? Mieszkam w Cytrynowym Lesie, noszę na koszulach same cytryny, więc jakim cudem musimy je sprowadzać z pierdolonego Volantis?
- Panie, ale gdzie to zbudujemy i skąd weźmiemy pieniądze?
- A co mnie to kurwa obchodzi? - Walnął pięścią w stół. - To Wy jesteście moją służbą. To Wy macie spełniać MOJE zachcianki, kurwa jego mać. Nie obchodzi mnie ile i jak to zrobicie, ale chcę w końcu móc jeść własne cytryny. CZY TO JASNE?
Kiwnęli głową. Odetchnął z ulgą i mógł wreszcie wrócić do obiadu.


Dziewica
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 5778
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach