Legends of Westeros
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Czeladnik Gry on Pon Lut 17, 2020 9:35 pm

~~*~~
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1205
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Czeladnik Gry on Pon Lut 17, 2020 9:59 pm

27/01/376AC, zachód słońca


Podróż morska mijała Quentynowi Martell i Dagothowi Dayne zadziwiająco spokojnie, zważywszy na fakt, że ledwie tego poranka wypłynęli z portu w Tyrosh, opuszczając tym samym Stopnie.
Przez tych kilka dni podróży zdążyli się w pewnym stopniu zaznajomić z załogą statku, którym płynęli. Była to średniej wielkości galera należąca do Tolandów ze Wzgórza Duchów, którzy bez problemów użyczyli bratu księżnej Dorne jednego ze swych okrętów.
Osobą, która na pokładzie zdecydowanie przyciągała najwięcej uwagi była pani kapitan, Vanesca Sand, bękarcica z rodu Tolandów. Miała nieco ponad trzydzieści lat i gdyby nie to, że jej skóra znosiła zarówno częsty wiatr jak i słoną wodę, można by uznać ją za naprawdę urodziwą. Jednak to, czy się wyróżniała, to przede wszystkich pewność siebie, cięty język i ekstrawagancki ubiór, zwieńczony wielkim kapeluszem z czarnym piórem.
Wieczorami zapraszała do swych komnat wysoko urodzonych gości swego okrętu, oferując wieczerzę oraz opowieści ze swych rejsów po Stopniach i Wąskim Morzu. Przedstawiła w ten sposób przynajmniej kilka potyczek z piratami czy przeprawy przez otwarte morze w czasie sztormu.
Ten wieczór miał jednak wyglądać inaczej. Za dnia morze i wiatr nie były im łaskawe, dlatego wciąż nie przeprawili się przez Zatokę Myrską. Pani kapitan uznała więc, że sama zajmie miejsce za sterem, wysyłając też pierwszego oficera pod pokład, by poganiał galerników.
- Jakżem ostatnio płynęła przez zatokę Myryjską, to fale tak jebały o statek, że aż belki piszczały. Teraz to morze gładkie jak dupa niemowlaka - zaczęła opowiadać pani kapitan, gdy zauważyła, że trochę osób kręci się po kasztelu. Może była to kwestia braku innych zajęć na okręcie, może już lekkiego przyzwyczajenia do towarzystwa kapitany Vanesci, podczas kilku ostatnich wieczorów. Oprócz jej i dwóch majtków szorujących pokład, byli tu też Quentyn, Dagoth oraz dwójka dzieci zarządcy Jaspina ze Słonecznej Włóczni. W szczególności obecność starszego z rodzeństwa, Gilberta, odczuć mógł Dagoth Dayne, gdyż młodzik ciągle wypytywał go o jego przygody oraz kolejne porady szermiercze.
- Jeden majtek pierdzielił wtedy, że krakena widział! Ha! Jak się zdziwił, jak zaproponowałam mu, by z bliska spojrzał. Posrał się ze strachu jak go pierwszy za burdę miał wystawiać. Na bogów, jak ja się wtedy z niego pośmiałam! Dobry majtek z niego był, ale spierniczył mi z okrętu w następnym porcie, psia jego mać - ciągnęła swoją opowieść.
- A nie widział przypadkiem delfina, takiego jak ten? - zapytala nieśmiało Jocasta, córka zarządcy Słonecznej Włóczni, dornijskiej urody piętnastolatka. Widać było po niej, że krępuje się towarzystwem nieokrzesanej pani kapitan. Były wręcz jak ogień i woda – jedna męska, nieustraszona, z ciętym językiem, druga zaś słodka, nieśmiała, o śpiewnym, kobiecym głosie.
- Pies go wie, co on tam widział, ale kraken to ni cholery nie był - dalszą część wypowiedzi Vanesci przerwał krzyk Casie, gdy ta zauważyła, jak wspomniany wcześniej delfin padł ofiarą rekina.
- Już młoda tak nie przeżywaj. Dobry znak to. Taką sztukę upolować to nie lada wyczyn. Sukcesy wieszczy, jak w mordę strzelił! Ciekawe tylko, któremu z was, bo rękę daję sobie uciąć, że nie fatygujecie się tylko obejrzeć koronacji smoczycy, tylko obić trochę mord na turnieju? – zwróciła się w stronę Dagotha, Quentyna i Gilbert, brata Jacosty.
- Pani kapitan!- wtrącił się któryś z członków załogi, jeszcze będąc na schodkach na podkład. - Robiliśmy rutynowy przegląd zaopatrzenia i znaleźliśmy pasażera na gapę. Mamy go wyrzucić za burtę?
- A by się ten rekin nażarł! Ha! Ale co ja mam tu mówić, mamy na pokładzie znamienitszych ode mnie. Martell, wypierdzielić ich? Niby mój okręt, moje prawo, ale jesteś bratem swej siostry, a taką babę z jajami jak Elia to ja szanuję - gdy kapitana jeszcze mówiła, na mostek przytargano zaraz mężczyznę z powoli siwiejącymi już włosami, około pięćdziesiątki. Miał obitą twarz, być może przez marynarzy którzy go znaleźli. Nie odzywał się.



Pączęk
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1205
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Quentyn Martell. on Wto Lut 25, 2020 4:29 pm

Zaczęła się więc podróż do Pentos, na turniej organizowany przez Blackfyerów. Mięli to co było najważniejsze w tym momencie czyli Stopnie, miejsce piratów, korsarzy i innych tatałajstw. Teraz kierowali się już powoli do celu podróży. Przyszło Quentynowi podróżować w dosyć średniej wielkości galerze, ale w żadnym stopniu nie narzekał. Tolandowie z ogromną chęcią użyczyli jeden ze swoich okrętów dla brata księżnej, którzy by odmówił takiej osobistości. Młody Martell to właśnie uwielbiał, dla każdego był to zaszczyt, że książę zwraca się do nich z jakąś prośbą, a oni z jeszcze większą radością spełniali ową prośbę podświadomie myśląc, że da im to dodatkowe plusy u swojego seniora.
Osobą, która tutaj najbardziej się wyróżniała, oczywiście oprócz samego Qunentyna była pani kapitan, która była cholernie pewna siebie, a język też miała cięty i to się mocno podobało księciu. Wieczory upływały na wieczerzach w kajucie kapitańskiej i opowieściach kapitana statku o jej przygodach, chociaż i sam Martell opowiadał o jego podróżach w Essos i latach spędzonych jako najemnik w Plewach na Wietrze.
Kolejny wieczór, niestety wiatry nie były łaskawe dla okrętu dlatego nadal nie przepłynęli przez Zatokę Myryjską. Quentyn akurat przebywał na pokładzie statku, a dokładniej na jego przedzie podziwiając całe morze przed nimi. Po mimo tego, że widział je codziennie to jednak to nie było to samo. Bycie na jego środku było czymś o wiele ciekawszym, w pewien sposób kojącym dla Martella. Spoglądał on w dal i uspokajał się, szum morza był czymś wspaniałym dla jego uszu. Może to właśnie zmiana otoczenia od ciągłego zgiełku Miasta Cienia... Nie wiedział cieszył się chwilą. Spojrzał się z siebie jak kapitan mówiła do reszty, córka zarządcy postanowiła podjąć rozmowę, ale widać było po niej, że nie jest przyzwyczajona do takiego języka i zachowania. Była młoda, nieśmiała, ale też bardzo urodziwa co na pewno na turnieju przyciągnie wzrok wielu rycerzyków...
Książę podszedł do reszty, położył ręką na barku Jocaście i uśmiechnął się do niej, aby dodać jej otuchy po tym niezbyt miłym widoku, gdzie delfin został pożarty przez rekina.
- Spokojnie, ja się podoba podróż? - powiedział do młódki, chciał dowiedzieć się nieco więcej o niej skoro już razem podróżowali, a tak usilnie chciała jechać na turniej, to był ciekawy co ją do tego pchało, oprócz wizji o "rycerzach w lśniących zbrojach".
Stanął pewnie i wysłuchał co ma pani kapitan do powiedzenia, właściwie pytania do nich.
- Koronacja to raczej dodatek do turnieju. Głównym celem jest pokazanie rycerzykom, że lśniąca zbroja nie czyni z kogoś potężnego wojownika. No i właściwie muszę odwiedzić paru znajomych w Pentos, załatwić parę spraw... - o tym ostatnim nie chciał mówić bo to jego prywatne rzeczy, więc reszta nie musiała o tym wiedzieć.
Nagle rozmowa została przerwana przez jednego z załogantów. Jakiś pasażer na gapę, świetnie pomyślał Quentyn przynajmniej nie ma tutaj nudy. Gdy zobaczył kogo przyprowadzono spojrzał na niego i podszedł. Przyjrzał mu się dokładnie, obita morda pewnie przez marynarzy...
- Wstań - rozkazał mu - Kim jesteś i czego tutaj szukasz? - zapytał go, w tym czasie splątując swoje dłonie za plecami i dokładnie patrząc na niezweryfikowanego osobnika. Mówił spokojnie, bez agresji w głosie. Skoro ma podjąć decyzję o jego życiu, musiał wiedzieć kim jest i po co tutaj wszedł...
Quentyn Martell.
Quentyn Martell.

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 15/10/2019

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Dagoth Dayne. on Sro Lut 26, 2020 10:07 pm

Przez całe swoje życie, rzadko pojawiał się na morzu. Nie miał żadnych obiekcji do perspektywy podróży morskiej, zwyczajnie nie było wielu okazji, które by mu dostarczały dłuższy rejs. Zwykle jeszcze tego samego dnia, w którym wypłynął, cumowali do lądu, tak więc podsumowując Dayne nie miał za sobą wielu morskich przygód, ani utrapień. Myślami wybiegał do turnieju, który organizowany był przez Blackfyerów. Co zaś tyczyło się tego rodu, jego stosunek był bardzo neutralny. Jego panowanie zza Wąskim Morzem rozpoczęło się stosunkowo niedawno, bo jeszcze za życia Dagotha. Pamiętał ile plotek, opowieści było o tym wydarzeniu i jak dużo było pewnych śmiałków, którzy bez jakiegokolwiek zawahania rzucali, że smocze bękarty nie utrzymają się przy władzy Pentos nawet rok. Cóż, ciekawe co teraz sobie myślą. Najprawdopodobniej zdechli. I kto się teraz śmieje? – pomyślał, uśmiechając się nieznacznie do siebie.
Wracając jednak do całej podróży, białowłosemu wydawała się nieszczególnie uciążliwa – był świadom, że to, czego doświadczają niczym się nie imało do prawdziwych sztormów i katastrof pogodowych, jakie potrafią pochłonąć niezliczone ilości statków i ukochać je na dnie morza. Dagoth wiele uwagi poświęcał Quentynowi, który zwyczajnie go ciekawił. Oprócz tego pani kapitan nie sposób było zignorować i nieraz uśmiechnął się pod nosem, słysząc jej brawurowy język. Dodatkowo, był często oblegany przez starsze dziecko zarządcy z Słonecznej Włóczni, Gilberta, który był fanatycznie zafascynowany na punkcie fechtunku. Dayne zawsze w miarę możliwości starał się wspomagać młodzika z uśmiechem.
- Młode pokolenie jest przyszłością. Ty jesteś przyszłością. Trenuj ciężko, wykorzystaj cały swój potencjał, jaki dają twoje barki i ramiona. Spraw, by miecz, który dzierżysz, był niczym nowa kończyna, oswój się z nim i niech stanie się twoim drugim bratem, który nigdy cię nie zawodzi. Bądź cierpliwy, a pewnego dnia, kiedy ja już prawdopodobnie polegnę w jakiejś bezsensownej bitwie, ty będziesz błyszczał jako jeden z wspaniałych wojowników. – Tak mu często mówił, chcąc go jak najbardziej przekonać, przelać w niego ambicję i pasję.
Tak mijał czas, pomiędzy rozmowami, Dagoth przyglądał się bezkresności morza, które w swej prostocie było wręcz niezwykle złożone – bo mimo że na pierwszy rzut oka się tego nie widziało, nie było niczym obcym, że pod wodą funkcjonuje zupełnie inny, bogatszy i przede wszystkim niezbadany świat.
Na otwarte pytanie pani kapitan wzruszył ramionami, po czym dodał, dając najpierw wypowiedzieć się Martellowi:
- Głównie obić. Obecność na koronacji częściej dla dworu jest obowiązkiem, niż przyjemnością. – Stwierdził chrapliwym głosem, po czym nagle przerwano im dyskusję, co się okazało, z dość słusznego powodu. Na pokładzie było o jednego mężczyznę więcej i teraz sądziły się tutaj losy tego mężczyzny. Dagoth, z dość paskudnym uśmiechem na twarzy, oparł się o burtę i przyglądał się całej sytuacji.
- Nieźle go urządzili ci twoi chłopcy – rzucił z niejasnym rozbawieniem w stronę pani kapitan i zaciekawiony śledził to, co zamierzał zrobić Martell.
Dagoth Dayne.
Dagoth Dayne.

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Czeladnik Gry on Sob Lut 29, 2020 9:32 am

Na polecenie Martella, marynarze zaraz puścili blindziarza, by ten mógł wstać. Osiagnęli jednak z goła odwrotny rezultat, gdyż ten, pozbawiony wsparcia, uparł ciężko na pokład. Marynarze zaraz się opamiętali, zapewne widząc piorunujące spojrzenie kapitany, i pomogli mu wstać na równe nogi.
- Ano nieźle. Ale tak to już się robi z gapowiczami. Schowa Ci się taki szczur w olinowaniu od kotwicy, ty chce ją zarzucić, a łut łup! Cholerą ją bierze, a ty słyszysz, jak kości strzelają. No to moi chłopcy wiedzą, że takim w mordę dla samej reguły trzeba przyfasolić - Vanesca wyjaśniła Dagothowi, nim pasażer na gapę się odezwał.
Zdecydowanie nie był dornijczykiem, miał twardsze rysy i jaśniejszą karnację, przez co sińce wydawały się jeszcze wyraźniejsze. Jedno oko miał prawie całe zapuchnięte, ale drugie całkiem zdrowe, choć ciężko było złapać z nim kontakt wzrokowy, którym wyraźnie uciekał. Tylko na Quentyna spojrzał na chwilę, lecz gdy już miał otworzyć lekko spuchnięte usta, znów spuścił wzrok.
- Panie - odezwał się w końcu słabym głosem. - - Zwą mnie Sinan. Jestem… byłem - poprawił się - wioślarzem na tyroskiej galerze - użył słowa wioślarz, jakby ogólnie znanym faktem nie było to, że w tyrosh każdy galernik był niewolnikiem. - Chciałem popłynąć do Pentos, ponoć ma się tam wydarzyć coś ważnego. Miałem nadzieję znaleźć tam pracę. - spojrzał na dłuższą chwilę jednym sprawnym okiem na Martella - nie mam czym zapłacić, ale znam się na gwiazdach, panie. Mogę pomóc w nawigowaniu w nocy. Błagam panie, nie wyrzucajcie mnie za burdę - nagle przestąpił parę kroków, wyrywając się z rąk niespodziewających się tego marynarzy i padł na kolana przez Quentynem. - Błagam panie, nie karm mną rekinów. Proszę. Błagam. Ja… ja wiem, gdzie mój były kapitan cumował. Błagam, pokaże wam gdzie ukrył swe kosztowności. Proszę, wskażę wam to miejsce. Błagam, nie skazujcie mnie na śmierć - wciąż mówił zdesperowany, coraz mniej panując nad emocjami. Marynarze zaś zaczęli coś między sobą pomrukiwać, jeden nawet splunął w stronę gapowicza, wyrażając swoje zdanie na temat jego słów. Kapitana zaś, o dziwo, nie odezwała się nawet słowem, choć zwykle jej usta się nie zamykały.

Pączęk
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1205
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Quentyn Martell. on Sob Lut 29, 2020 2:49 pm

Martell patrzył na to co się stało gdy marynarze puścili blindziarza, momentalnie upadł na deski pokładu. Quentyn tylko przewrócił oczami na to co się stało, na szczęście pani kapitan jasno, samym spojrzeniem dała do zrozumienia co jej załoganci mają uczynić. Wyjaśniła Dagothowi co i jak, dlaczego w sumie to było w pewien sposób pouczające dla księcia, przynajmniej wiedział gdzie zazwyczaj tacy ludzie się chowali gdy dostaną się na statek.
Przyjrzał mu się, nie był Dornijczykiem to pewne. Inne rysy, jaśniejsza cera, przez co obita twarz przez załogantów była jeszcze bardziej widoczna. Dosłownie tylko na sekundę popatrzył księciu w twarz nie mógł nawet na niego spojrzeć. Zaczął mówić i wszystko stało się jasne po jego pierwszym zdaniu. "Wioślarz na galerze tyroskiej", większość ludzi wiedziała co to oznacza. Każdy wioślarz w takiej galerze, z tego miasta to niewolnik. Po prostu chciał się wyrwać z niewoli, a kolejne słowa nie były tak ważne, bo doskonale wiedział, że to próba tłumaczenia się, usprawiedliwienia. Spojrzał na panią kapitan kiedy ten wspomniał o nawigowaniu w nocy, ale po paru chwilach powrócił wzrokiem na gapowicza, który momentalnie rzucił się przed nim na kolana, błagając, łkając o litość. Quentyna nie interesowały kosztowności, był bogaty.
Spojrzał na dwóch marynarzy, którzy przyprowadzili Sinana. Zobaczył jak jeden spluwa na pokład, a Martelll tylko śledził lot wydzieliny, a potem spojrzał na załoganta, który już mógł wiedzieć, że nie spodobał się księciu.
Jedną z rzeczy, których Quentyn nie popierał było niewolnictwo, relikt przeszłości, który powinien już dawno zniknąć, każdy człowiek był wolny, chociaż nie równy. Spojrzał z kamienną twarzą  na gapowicza.
- Mów wprost, ogólnym faktem jest to, że wioślarz na galerze tyroskiej to niewolnik - wyjaśnił dla tych, których to nie było jasne. - Nie potrzebuje kosztowności, mam ich pod dostatkiem - powiedział. Obejrzał się po innych, a potem spojrzał na Sinana. - Wstań jeśli jesteś w stanie - rzucił do niego. Obrócił swój wzrok na marynarzy, którzy go tutaj przytargali. - Opatrzcie go, napoicie i nakarmcie. Wy dwaj jesteście za niego odpowiedzialni, coś mu się stanie będziecie za to odpowiadać, zrozumiano? - wyrzucił z siebie rozkaz, w którym było wyraźnie słychać, że nie chciał widzieć żadnego sprzeciwu wobec jego osoby.
Quentyn Martell.
Quentyn Martell.

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 15/10/2019

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Dagoth Dayne. on Pon Mar 02, 2020 10:52 pm

Dayne słuchał odpowiedzi kapitan z lekkim rozbawieniem i zaciekawieniem, kim był owy szczur, któremu niestety nie udało się ukryć przed ciężkimi łapskami marynarzy.
Skinął głową w odpowiedzi, po czym wsłuchał się w odpowiedź pobitego mężczyzny, szczególną uwagę zwracając na jego wygląd. Według Dagotha, był to zwykły szmuglarz, który nie miał dość pieniędzy, żeby samemu wypłynąć w morze, nie podejrzewał go o bycie płatnym zabójcą. Nie wyglądał na takiego, ci mimo wszystko byli wyćwiczeni, pamięć mięśniowa działała i każdy gest był z pewną kocią gracją. U pobitego mężczyzny, fiołkowe oczy widziały tylko zmęczenie, ból i strach. Potwierdziła się ta prognoza, kiedy złapany zaczął błagać Martella o litość, szybko wymieniając swoje jedyne atuty, które mógł zaoferować. Dayne osobiście by go nie wyrzucał, co najwyżej związał i wypuścił w Pentos, na pastwę losu miasta.
Kolejne jednak słowa niemalże wzbudziły w Dagothcie śmiech. Skarb? Wydawała mu się to najbardziej naiwna historyjka, którą opowiada literalnie każdy więzień, próbujący zdobyć łaskę swego oprawcy.
Dayne słuchał całej sytuacji z zaciekawieniem, po czym zwrócił się bezpośrednio do Martella:
- Skąd ta hojność panie? - Zapytał, chcąc wiedzieć, jakimi pobudkami kierował się książę. Chciał go lepiej poznać, gdyż przez ostatnie lata niezbyt interesował się polityką Siedmiu Królestw. Dopóki mu się nie przedstawił tytułem, Dagoth nie wiedział kim był.
Dagoth Dayne.
Dagoth Dayne.

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Czeladnik Gry on Wto Mar 03, 2020 8:58 pm

Słowa Martella były jak miód dla uszu gapowicza. Widać było wyraz ulgi malujący się na jego twarzy, gdy usłyszał, że zamiast zostać wyrzucony za burtę, zostanie napojony i nakarmiony.
Zupełnie odmienne były wyrazy twarzy dwóch marynarzy, którzy mieli się nim zająć. Możliwe, że sprzeciwiliby się nawet otwarcie, jednak wystarczyło, że zerknęli w stronę pani kapitan, by schowali swoje oburzenie i przeszli do wykonywania rozkazów.
- Dzięki Ci panie, niech bogowie Ci to wynagrodzą - powiedział Sinan wciąż będąc na klęczkach przed Quentynem, jakby oddawał mu wręcz boski hołd. - Dziękuję, naprawdę dziękuję - zaczął mówić wręcz maniakalnie i dalej tak ciągnął, gdy marynarze sprowadzali go z mostku pod pokład, gdzie miał dostać strawę i zostać opatrzony.
- Serce to ty masz Martell, ale czasem to i jaja zda się pokazać. Zrobić pokazówkę,  rzucić takiego w cholerę, na paszę dla rekinów, to kolejni się nie trafią. Plotki się roznoszą się bardziej niż odór zachlajmordy - wyraziła swoją opinię kapitana Vanesca. - Ale jak już żeś wybrał darować mu jego nędzne życie, to jest twoim zmartwieniem, mnie to ni kszty nie obchodzi, co tam z nim dalej będzie - dodała.

Pączęk
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 1205
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Otwarte morze w okolicach Tyrosh  Empty Re: Otwarte morze w okolicach Tyrosh

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach