Sale jadalne

Go down

Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Wto Lip 10, 2018 10:19 pm

***
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Wto Lip 10, 2018 10:38 pm

26 kwietnia 336 AC

Orszak króla Harrasa wrócił na zamek Redwyne. Od razu ruszyli w kierunku komnat jadalnych, a Harlaw poprosił jednego ze sług, by przyniósł najlepsze arborskie frykasy dla trzech osób. Gdy król już wygodnie się rozsiadł, mógł spokojnie wysłuchać reszty historii Theona. - A więc nasza kupa skał, jak ją nazywasz, nie jest Ci już domem? Ha! Dobrze, że nie ma tu kapłanów, bo zaraz kazali by Cię utopić! - rzekł z lekką nutą zdziwienia, ale w radosnym i luźnym tonie.- Odżeglować, jak Nymeria? - zapytał dalej z zaciekawieniem Harlaw. - Dokąd? Kiedyś świat był większy, z wieloma niezamieszkanymi krainami, czekającymi tylko na zasiedlenie! A teraz? Albo jakieś miejsce jest już zamieszkane, albo nieprzyjazne i trudne do zajęcia! Gdzie byś chciał zamieszkać? Tuż przy Wolnych Miastach? Może na nieprzyjaznym Sothorys albo przy Ashai przy Cieniu? Nie ma już miejsc, gdzie moglibyśmy bezpiecznie osiąść i grabić. Nie ma słabych krajów. Czym dalej na wschód, tym potężniejsi wrogowie. Volantis, Ghis, Quarth... Komu Theonie chciałbyś rzucić wyzwanie, żeby zwolnić nam nowe terytoria? - westchnął ciężko. - Prawda jest taka, że podzielone Westeros jest obecnie najsłabsze i najłatwiejsze do plądrowania. - uśmiechnął się, ciekawy odpowiedzi Goodbrothera. Żeby zaś jeszcze trochę pociągnąć rozmowę, postanowił wykorzystać jego chęć podróży.- Jeżeli jednak Ci zależy na podróżach, możesz jeszcze mi towarzyszyć w najbliższej podróży. Udaję się na wschód, przynajmniej na Stopnie, by zobaczyć, jak sobie tam radzą nasi bracia. - zaproponował. Nie chciał jeszcze Theonowi zdradzać swoich planów - w końcu nie widział go już z 6 lat i nie wiedział, z jakiej gliny jest ulepiony. Dlatego też chciał zobaczyć przez przynajmniej te kilka dni - no i oczywiście spędzić czas z swoim dawnym wychowankiem, którego dawno już nie widział.
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Theon Goodbrother on Sro Lip 11, 2018 1:33 pm

Na uwagę o kapłanach wzruszył jedynie ramionami, miał dobrych i lojalnych ludzi, którzy szczali na ich przesądy, więc mogli próbować.
- Jeśli dźgnąłeś jednego, równie dobrze możesz dźgnąć wszystkich w ich wypadku - skomentował jedynie, zaś na królewskie wątpliwości machnął jedynie ręką. - Większy? Wymówki... Wszędzie gdzie teraz są królestwa, wtedy też były królestwa - stwierdził. - Od Dorne po Mur władali królowie i książęta, a każda pędź ziemi miała swojego właściciela. Na wschodzie zaś wznosiła się potęga Valyrii i nikt o zdrowych zmysłach nie śmiał rzucać jej wyzwania. Ci szaleni zaś... kończyli jako pył i wspomnienie. Drażnienie Volantis jest niemądre, to prawda, jednak czy nie robimy tego od lat atakując Pomarańczowe Wybrzeże? Wyspy wokół Sothoryos nie są tak złe jak sam kontynent, a i jest tam mnóstwo drewna w przeciwieństwie do tych naszych. U wejścia do Zatoki Niewolniczej jest też piękne, niezamieszkane miejsce zwane Wyspą Cedrów. No i... jest kilka sztuczek jakie da się tam zastosować by uniknąć lub wyminąć zagrożenie. W przeciwnym razie piraci już dawno by zginęli. Poza tym, handel bywa bardziej dochodowy niż grabież, a do Westeros na wyprawę łupieżczą zawsze można wpaść, przy okazji odległością zabezpieczając się przed kontratakiem - kontynuował z uśmiechem. - Nie oszukujmy się... Kiedyś Żelaźni Ludzi już rządzili tymi wybrzeżami. I co się stało? Ludzie z Zielonych Krain wyparli nas, ponieważ ich jest dużo, mają dużo drewna, dużo złota i prędzej czy później zwyciężą. Zwłaszcza przeciwko naszej niepełnosprytnej filozofii.
Na wspomnienie Stopni młody korsarz zachmurzył się lekko.
- Nie wiecie tu o tym? - zapytał. - Nie ma Żelaznych na Stopniach. Eyron Grimtongue, samozwańczy i faktyczny król piratów wybił ich do nogi. Później zaś czmychnął z podwiniętym ogonem zostawiając archipelag pusty, ponieważ Myr i Tyrosh zdecydowały się utrzeć mu nosa. Stopnie świecą obecnie pustkami - przedstawił wieści ze wschodu. - Co do wyprawy... I tak miałem żeglować ponownie na wschód, więc czemu nie...
avatar
Theon Goodbrother

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 28/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Sro Lip 11, 2018 11:06 pm

Harras spojrzał z podziwem na Theona. Odważne słowa, szczególnie przy Żelaznym królu. Nie jeden kazałby za takie słowa wyrwać język, jednak Harrasowi tylko to zaimponowało. Kolejne jednak tłumaczenia Goodbrothera nie do końca do niego przemawiały. - Królestwa? Te małe gówna obejmujące częstokroć 1 zamek? Czym to było w porównaniu do obecnych potęg, a co dopiero królestwa Targaryenów? Nymeria przybyła do Dorne, gdy to było podzielone na kilka małych części. Nie, tak jak teraz, gdy było jednym królestwem. A ileż wcześniej się błąkała szukając tego miejsca dla siebie? Ilu ludzi po drodze zginęło? - pytał stanowczo, kręcąc co raz głową. - O Wyspie Cedrów niestety nie słyszałem, choć ciężko mi uwierzyć że zachowałaby się obok Ghiscarskich miast. Ciężko mi też uwierzyć, że da się przeżyć koło Sothorys, choć może i masz rację. - mówił z dużą notą zwątpienia, słuchając jednak z zainteresowaniem o tych krainach. - Nawet gdyby byłby to dobry pomysł - to kto by tam poszedł za mną? Szczególnie teraz, gdy kapłani urośli w siłę. Gdyby jeszcze Asha została królową... ale mnie obrał królewski wiec, drugi od... tysiąca lat? Zwyciężyli Ci zabobonni Żelaźni, za co mogę tylko dziękować Utopionemu, choć i mi nie podobają się często niektóre tradycje. Znasz swojego ojca. MyśSpróbowałbyś go przekonać do tego pomysłu? Myślisz, że by się zgodził? Szczerze w to wątpię, chociaż jeżeli by Ci się udało, to możemy wrócić do Twojego pomysłu na poważnie. - zaproponował Harlaw, nie chcąc jeszcze obdzierać młodego Goodbrothera z marzeń. Zaraz jednak jego skupienie na temacie zupełnie rozproszyło wspomnienie o jakimś Euronie.- CO KURWA? - krzyknął, wręcz zrywając się ponad stołem. - Kim on w ogóle jest? Jak pokonał naszych Żelaznych? Dosięgnie go jeszcze Żelazna sprawiedliwość! - zacisnął pięści, obiecując sobie w duchu pomścić zmarłych braci. Kimkolwiek jest ten Grimtongue, będzie cierpiał z ręki Harlawa!
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Selwyn Blacktyde on Czw Lip 12, 2018 8:32 am

Selwyn przez pewien czas tylko przysłuchiwał się rozmowie, żywotnie zaciekawiony jej przebiegiem, choć nie mający nic do dodania. Ot, sączył sobie arborskie czerwone i zerkał raz na króla, raz na młodego Goodbrothera. Wolał czerwone niż złote, może dlatego że zdawało mu się bardziej godne wojownika przez skojarzenie z czerwienią krwi? Albo po prostu wino było lepsze, bardziej cierpkie. Całkiem niezłe były też wina dornijskie, aż czuć było ten południowy temperament...

Theon przemawiał śmiało i bez strachu. W obecności króla Żelaznych Wysp, dosłownie lżył Żelazne Wyspy. Miał jaja, trzeba mu to przyznać, choć to w sumie byłoby już wiadome. Czy ktoś bez jaj poważyłby się na zabicie Utopionego kapłana? Selwyn był na tyle pobożny na ile musiał, na ile dawało mu to korzyść lub na ile sprawiało przyjemność, nie czuł się więc urażony. Co Utopionego Boga to Utopionego Boga, a co jego kapłanów to jego kapłanów.
- Mój wuj Baelor powinien był dożyć chwili, w której mógłby brać od ciebie lekcje - uśmiechnął się lord Blacktyde na uwagę - Ale utonął z imieniem Siedmiu na ustach, przytrzymany przez kapłańskich drabów, w związku z czym władza na Blacktyde trafiła w ręce mojego prawowiernego ojca... a potem moje - parsknął dziwnie. Zawsze miał co do tego mieszane uczucia. Co by tu dużo mówić, nie ufał kapłanom, którzy jątrzyli lud za każdym razem gdy władcy robili coś nie po ich myśli. Utopili jednego lorda Blacktyde, więc mogą kiedyś utopić i drugiego.

Rozmowa zeszła na tematy odległych krain. Goodbrother wyraził zdziwienie, dlaczego Żelaźni się po prostu nie przenieśli w cieplejsze i weselsze miejsce, miast siedzieć i znosić upokorzenia w swojej nieurodzajnej ojczyźnie.
- Powody stojące za naszą siłą, są też przyczynami największych słabości - wyraził swoje zdanie Złoty Przypływ, pociągając łyk wina i skubiąc brodę w lekkim zamyśleniu - Duma trzyma nas w pionie, na przekór wpływom kontynentu i pozwala zachować niezależność. Z drugiej strony powiedz "reforma", a już słyszysz topory lecące w twoją stronę i pomstowania kapłanów. A jeśli nic się nie zmieni, jesteśmy skazani na porażkę. Skała trwa długo, ale prędzej czy później nieuchronnie pochłaniają ją fale i stacza się w głębiny... - dodał złowieszczo, powtarzając swoje wcześniejsze myśli na głos. Zgadzał się z Theonem, że coś musi zostać zrobione, choć w przeciwieństwie do niego rozwiązania nie upatrywał w emigracji tylko w rozsądnej polityce. Wraz z upadkiem monarchii Targaryenów, Żelaźni mieli jakieś szanse na odmianę swojego położenia na rodzimym gruncie. Przynajmniej taką miał Blacktyde nadzieję.

- Westeros rozwija się, my często niemalże stoimy w miejscu - podchwycił jeszcze - Trzysta lat monarchii Targaryenów jeszcze bardziej spoiło gospodarczo królestwa kontynentu, rozbudowano zamki, władza stawała się coraz bardziej scentralizowana. A my... Cóż. Dalej tacy sami jak trzysta lat temu, choć chyba dobrze zaczęliśmy odmieniać swój los - uśmiechnął się entuzjastycznie. Wyeliminowali wszak najgroźniejszych rywali. Jedyne co go martwiło to śmierć wielkiego septona, która może spowodować żądze odwetu, ale póki ich flota utrzymuję dominację: dopóty mogą czuć się bezpieczni. A poza tym Wiara sama wybrała stronę konfliktu... Gdyby została neutralna, zapewne Harras zgodziłby się oszczędzić septy, tak sądził Selwyn patrząc po jego dotychczasowych decyzjach.

Wieści o wymordowaniu Żelaznych na Stopniach były niefortunne, ale nie zdziwiły Blacktyde aż tak bardzo. Prędzej czy później się tego spodziewał wręcz, było ich tam za mało i zbyt daleko od wsparcia z domu. Skazani byli albo na wkurwienie nowych miast, albo konkurentów którym zaczęli wchodzić w paradę, no i stało się. Selwyn nie skomentował, a tylko pokiwał głową ze zrozumieniem.
avatar
Selwyn Blacktyde

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 13/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Theon Goodbrother on Pią Lip 13, 2018 7:27 pm

Theon uniósł do ust puchar i upił łyk arborskiego wina. Słodkie.
- Wydaje mi się, że jednak były ciut większe niż jedno zamczysko, a niektórzy sprawiali jej spore problemy - stwierdził, a kiedy doszli do tułaczki uśmiechnął się. - No właśnie! Wtedy tułała się, ponieważ nie wiedziała gdzie może płynąć i co gdzie spotka. Teraz wiemy wszystko... No, prawie wszystko, ponieważ zmiany zachodzą każdego dnia, jednak nie mogą być zbyt gwałtowne.
Na wspomnienie o Ghiscarczykach machnął ręką.
- Miasta Zatoki Niewolniczej nie są ekspansywne, siedzą w swoich murach zajmując się swoimi zwierzaczkami. Płodzą, szkolą, kupują, sprzedają i gromadzą bogactwa, to ich sposób na życie. Wyspa nie jest zamieszkana przez nikogo, więc nie interesuje ich w żadnym stopniu. Nowe Ghis również nie wydaje się specjalnie przejmować...
No tak, kapłani i zabobony były silne wśród Żelaznego ludu, chociaż obecny tutaj lord Selwyn nie wydawał się na przykład szczególnie wierzącym czy przesądnym. Harras mógł więc na pewno liczyć na jakieś poparcie, a i Dziesięć Wież od czasów Czytacza było bardziej... postępowe, więc ludzie Harlawów z pewnością byliby dobrą podstawą.
- Nie było mnie tu sześć lat, jeżeli ktokolwiek wie gdzie znaleźć bardziej rozsądnych Żelaznych Ludzi, to ich król oraz jeden z ich lordów - stwierdził, spoglądając na Harrasa oraz Blacktyde'a, którego słowa były bardzo trafne. - Zabobonni Żelaźni nikomu nie są potrzebni, mogą zostać na swoich skałkach i powoli tam zdychać - wzruszył ramionami i sięgnął po brzoskwinię. - Żyje się w nowym świecie, albo ginie trzymając kurczowo starego.
Odczekał chwilę w ciszy po wybuchu króla, dając mu się trochę uspokoić nim postanowił odpowiedzieć na zadane pytania. W końcu tak nagły atak gniewu był... alarmujący.
- Był jakimś admirałem w jednym z Wolnych Miast, później został piratem na Wyspach Bazyliszkowych. Znacznym piratem, chyba nawet kazał nazywać się tam "królem". Podobno był też szalony, mówił do ryb, pił wino z czaszek wrogów i takie tam... Żelaznych zaś pokonał statkami korsarzy z Wysp Bazyliszkowych i statkami korsarzy ze Stopni, którzy zjednoczyli się pod jego rozkazami - przedstawił co wiedział.
avatar
Theon Goodbrother

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 28/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Sob Lip 14, 2018 2:38 am

- Będzie cierpiał, jebany! Nie pozwolę, by ktokolwiek zabijał moich ludzi. Wezwać krakena! Choćby uciekał na koniec, świata, w końcu go dopadnę! Przysięgam, że nie spocznę, póki nie zatopię Zmierzchu w jego martwym ciele! Harlaw odetchnął głęboko i usiadł przy stole. Starał się uspokoić oddech i dla odmiany pomyśleć o czymś innym. Od razu jego umysł wrócił do wcześniejszej rozmowy. Pomysły Theona podobały się Harrasowi. Co prawda jego rozum podpowiadał mu, że to chujowy pomysł i nie ma szans powodzenia... To serce mówiło mu: "płyń". Przez tyle lat kierował się pragmatyzmem, odkąd został królem Żelaznych Wysp. A teraz... mógłby wreszcie zrealizować swoje marzenia. Wprowadzić Żelaznych Ludzi na ścieżkę nowoczesności. Porzucić starych, przegniłych żądzą władzy i kultywujących niezrozumiałe idee kapłanów! Rozwinąć wreszcie kulturę i wiedzę. Zbudować wspaniałe imperium, na chwałę Utopionego Boga. I kiedy byłby do tego lepszy moment niż teraz? Kiedy był na fali zwycięstwa na Arbor i w Starym Mieście? Kiedy miał dziesiątki pojmanych maesterów, którzy stworzyliby podstawę do zbudowania nowego centrum wiedzy. Nowej Cytadeli, wypełnionej w dodatku setkami ksiąg z tej starej. Mieli ogromne bogactwa zebrane z Wysokiej Wieży. Mógłby... kupić Nieskalanych? Z ich pomocą wywalczyć sobie kawałek nowej ziemi, gdzie razem z Żelaznymi osiadłby na stałe. A potem... zemścić się na Euronie, za śmierć jego ludzi. Tak czy inaczej byłby to piękny początek dla Żelaznych Ludzi, z dala od tych skał. Już nikt nie zagroziłby ich egzystencji. Rozsialiby się po świecie, niczym plaga. Zniszczyliby jedno gniazdo, ale gdzieś tam na pewno czekaliby inni. A może za wiele lat, gdy już osiągną odpowiednią potęgę, pożeglują z powrotem do Westeros? Chociaż to była już odległa pieśń przyszłości. - Żelaźni powinni władać wszędzie tam, gdzie słychać szum fal i czuć w nozdrzach zapach soli. Nasi poprzednicy byli widocznie jeszcze zbyt małostkowi i ograniczali się jedynie do zachodnich wybrzeży Westeros. Czas, aby posmakowali tego mieszkańcy odległego Essos. - oznajmił. Uspokoił się po informacji o Euronie. Nawet już o nim nie myślał. Cały jego umysł przepełniał entuzjazm, dotyczący pomysłu, który podsunął mu Theon. Harras nie żałował teraz czasu i środków, które poświęcił na edukację tego młokosa. Wreszcie Goodbrother miał okazję mu się opłacić. - Zgoda, popłyniemy na Wyspę Cedrów. Pomożesz mi Theonie poprowadzić nas do nowej, lepszej przyszłości. - teraz pozostało rozpocząć przygotowania do wyprawy. A do tego potrzebował wiedzieć, ilu ludzi mogłoby z nich pojechać, kto nie był na tyle konserwatywny i bogobojny, żeby się zgodzić. Zaczął więc nad tym intensywnie myśleć, przebierając w myślach potencjalnych kandydatów, obecnych na Arbor. - Czas zacząć organizować tych, którzy z nami popłyną. - oznajmił i przywołał do siebie ręką jednego ze swoich gwardzistów. - Wezwij tutaj lordów Merlyna, Sunderly'ego i Tawneya. - rozkazał, po czym pospieszył z wyjaśnieniami dla Goodbrothera. - Od nich zaczniemy nasze rozmowy, albowiem powinni być najprostsi do przekonania. Są prawie tak przeciwni kapłanom, co Ty Theonie. A czym nas będzie więcej, tym łatwiej potem będzie przekonać kolejnych. - po czym zwrócił się do Blacktyde'a, o którym właśnie sobie przypomniał. - A Ty Selwynie? Popłyniesz z nami?
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Selwyn Blacktyde on Nie Lip 15, 2018 9:58 am

Król wpadł w prawdziwą furię na wieść o śmierci ich braci ze Stopni. Selwyn nie wiedział na ile była szczera, na ile udawana, w końcu polityka to też gra pozorów, nawet wśród Żelaznych Ludzi, którzy rządzili się prostszymi zasadami niż kontynent. Nawet jeśli był to pozór, dobrze jednak wiedzieć że Harras myśli o losie swoich poddanych i chorążych. W końcu stary kosiarz po serii gróźb wygłoszonych w stronę Eyrona, opadł na krzesło i głęboko oddychając uspokoił się. Cóż, lord Blacktyde też nie cierpiał tych nędznych skurwielin bez czci i wiary. W końcu raz trafił w ich lepkie łapska. Nie chciał jednak nakręcać Harlawa, więc przemilczał wszystko i dalej nie skomentował sprawy pomordowanych Żelaznych. Wiedzieli na co się piszą.

W uspokojeniu króla pomógł Theon Goodbrother, przechodząc do innych tematów. Z jednej strony Selwyn zgadzał się z nim w dużej mierze, z drugiej wciąż był przywiązany na tyle do obyczajów swego ludu i ojczystch ziem, jakie by nie były, że zdawały mu się te poglądy nad wyraz śmiałe. Patrzył jednak życzliwie na Ślicznotkę, bowiem w życiu kierowały nim dwa podejścia. W polityce był nieprzejednanym pragmatykiem, a w kwestiach osobistych całkowitym hedonistą, na obu osiach znajdował się więc wystarczająco daleko od konserwatyzmu kapłanów.

- To prawda - powiedział w końcu, potwierdzając uwagę Theona o miastach dalekiego wschodu - Mój świętej pamięci brat Vickon żeglował także w tamtych rejonach i parę razy tam z nim nawet byłem. Nie tłuką się między sobą tak zażarcie jak kolonie Valyrii między sobą. Nawet nie muszą nikogo atakować aby zdobyć niewolników, bo robią to za nich profesjonalni łowcy. Sami włodarze i  elita miejska głównie kupczą i w ten sposób zdobywają majątek, który potem przeżerają, przepijają i przejebują - gdy lord Blacktyde zdał sobie sprawę co powiedział i porównał to ze swoją egzystencją na Wyspach, to jak niebo a ziemia. Nawet tutaj na Arbor cieszył się z wielu rozkoszy, których nie szło znaleźć w domu, a co dopiero gdzieś tam, w krajach całkiem egoztycznych. Był to wniosek tak niespodziewany, że Złoty Przypływ aż zamilknął na chwilę i zamyślił się. Czyżby Theon widział od dawna wspaniałą okazję, której dostrzeżenia oni uparcie odmawiali, wiedzeni dumą i mimo wszystko, tradycjami swojego ludu? Równie zainteresowany słowami Goodbrothera zdawał się być król Harras, któy również dłuższą chwilę milczał. Gdy zaczął mówić, Selwyn był z każdą chwilą coraz bardziej zdziwiony, ale także coraz bardziej zaintrygowany. Migracja nie była tym o czym myślał, odpływając na wojnę z Dorzeczem, z Arbor i ze Starym Miastem. Z drugiej strony, czyż nie była to wspaniała okazja? Co mieli do stracenia Żelaźni? Życie na obsranych przez ptaki skałkach, znienawidzeni przez wszystkich swoich sąsiadów i co rusz tłukący się między sobą? W młodości Selwyn poużywał sobie w żeglugach z bratem i poznał nieco egzotyczne kraje, jednak wciąż było to życie w podróży, życie łupieżcy. Prawdziwe wygody poznał dopiero moszcząc się w wygodnych łóżkach Arboru, przy paterze dorodnych owoców, kielichu pełnym wina i ze wspaniałym pieczystym mięsem, a nie chudymi rybkami. A co dopiero jakby wyłożyć się w ten sposób jak panisko we wspaniałym pawilonie w otoczeniu miedzioskórych piękności... Takie dwa koronne argumenty, pragmatyczny i hedonistyczny, przekonały go do tego jak odpowie królowi na jego pytanie.
- Popłynę - skwitował krótko, z entuzjastycznym uśmiechem - Gdy człowiek raz zasmakuje słodyczy urodzaju, chce smakować ich cały czas. A na wschodzie możemy toczyć równie chwalebne bitwy, jak na zachodzie.
avatar
Selwyn Blacktyde

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 13/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Pon Lip 16, 2018 10:32 pm

Harras skinął głową lordowi. - To świetnie! - stwierdził. Musiał wyglądać na naprawdę zadowolonego. Miał już paru odpowiednich ludzi, którzy mogliby z nim popłynąć. Plan zdawał się coraz bardziej bliski zrealizowania. Gdyby jeszcze zrealizował kilku lordów... Ale znał ich. Był pewien, że przekona choćby kilku, a najbardziej liczył właśnie na tych, których zaprosił.
Trzej Żelaźni rozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, nim zaczęli się zjawiać wezwani lordowie. Harlaw osobiście przywitał każdego, wymieniając kilka słów o dotychczasowych sukcesach i dopytując o to, czy Redwyne zapewnia im odpowiednią gościnę. W końcu jednak, gdy wszyscy zasiedli i mogli się delektować przyniesionym im arborańskim winem i przekąskami, król zwrócił na siebie uwagę i doszedł do głosu. Chciał jak najszybciej przedstawić sprawę, by móc wezwać kolejnych lordów. Chciał już tej nocy dojść do porozumienia z wszystkimi, z którymi chciał, żeby szybko opuścić bardziej konserwatywnych lordów, żeby nie zorientowali się, co się dzieje.
- Nie zebrałem Was tu bez powodu. Syn lorda Goodbrothera... - tu król wskazał na Theona. - Wysnuł dość... ciekawą propozycję. Ponoć nasze Wyspy, rządzone przez konserwatywnych kapłanów, nie jest ani bezpiecznym miejscem, a gdzieś na wschodzie czekają na nas bardziej żyzne tereny. - wyjaśnił. Specjalnie wspomniał o kapłanach, wiedząc o niechęci lordów do nich. - Theon zaproponował, byśmy osiedlili się na jednej z wysp dalekiego wschodu, gdzie będziemy mogli kontynuować nasze piękne tradycje, trafić na bardziej warte łupienia i słabiej bronione ziemie, niż te w Westeros. Z dala od kapłanów i ich wskazań, moglibyśmy zbudować od nowa naszą cywilizację i kulturę. Do tego jednak Wasza pomoc byłaby niezbędna, dlatego chciałbym Was spytać - co o tym sądzicie?
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 19, 2018 1:14 am

Na spotkanie przybyli lordowie Merlyn, Tawney i Sunderly, ponieważ tylko ich zaproszono. Weszli i wysłuchali propozycji króla, przy okazji przyglądając się Theonowi Goodbrotherowi, który został wskazany jako główny pomysłodawca.
- No zajebisty pomysł, królu - wypalił lord Leroy Merlyn, gdy tylko Harras skończył mówić. Widać było, że Harlaw znalazł sobie pierwszego zapalczywego zwolennika wśród lordów. - Jebać kapłanów, już od dawna myślałem nad pozbyciem tego syfu z morską wodą zamiast rozumu między uszami. Theon - tu zwrócił się bezpośrednio do Goodbrothera - porządny gość z ciebie.
- Całkiem dobra propozycja - rzekł lord Sunderly. - Masz moje pełne poparcie, panie.
- Jakby na to nie patrzeć brzmi dobrze - odezwał się jako ostatni lord Tawney. - Jakieś szczegóły?


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Theon Goodbrother on Pią Lip 20, 2018 9:29 pm

Tego się nie spodziewał... No, przynajmniej nie tak zdecydowanie i szybko. Król postanowił naprawdę ruszyć ku nowym ziemiom i podbić je by stworzyć nowych Żelaznych, lepszych Żelaznych. Równie uzdolnionych na morzu i równie walecznych, acz jednocześnie wolnych od przesądnych wierzeń i oświeconych w sztukach mogących spotęgować ich odwagę oraz sztukę wojenną. Nie mówiąc już o wielu innych, praktycznych rzeczach jakie mogliby rozwinąć. Ponadto Theon - jak już zresztą zakomunikował - zgadzał się w pełni z niewypowiedzianymi przemyśleniami lorda Blacktyde'a. Soczyste owoce, piękna pogoda, wygodne łoże i tabun urodziwych panienek to było coś czego mogli się spodziewać po sukcesach na wschodzie. Bardzo zachęcająca perspektywa.
Kiedy Harras przedstawił go jako pomysłodawcę przed przybyłymi lordami, Theon machnął im krótko, nie wtrącając się w słowa monarchy. Pewnie panowie coś o nim słyszeli i wiedzieli czemu od tylu lat nie gościł na Wyspach, a jak widać żył i miał się dobrze. Nawet nie pokarał go gniew Utopionego! Ponadto król mówił wszystko co trzeba było rzec, a jego chorąży to kupili. Na komplement lorda Leroya uniósł kufel.
- Z was również, panowie - odparł. - Toast za naszego króla i lepszą przyszłość!
avatar
Theon Goodbrother

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 28/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Sob Lip 21, 2018 3:13 pm

Harras kiwnął z zadowoleniem głową i począł wyjaśniać:
- To świetnie. Wydaje mi się, że w ciągu paru dni wypłyniemy stąd na wschód. Theon wskazał jako potencjalne miejsce do zamieszkania Wyspę Cedrów. Myślę, że możemy do niej przypłynąć i zobaczyć czy się nada. Jeżeli nie - zostaje nam jeszcze wybrzeże Sothorys. Teraz jednak, gdy wszyscy się zgadzacie, wezmę jeszcze kilku potencjalnie mniej chętnych lordów i ich postaramy się, wspólnym wysiłkiem, przekonać do sprawy. - to rzekłszy nakazał straży wezwać do siebie jeszcze kilku lordów. Byli to Sparr, Kenning i Orkwood. Gdy przyszli, Harlaw nakazał poczęstować ich winem i przemówił:
- Drodzy lordowie, nie wezwałem Was tu na darmo. Zdecydowałem, że nadszedł dla nas czas zmian! Przez tysiąclecia nasi przodkowie grabili i najeżdżali zachodnie wybrzeża Westeros! Przez tysiące lat zebrali wiele chwały i przeszli do historii! Westeros jednak się zmieniło... mieszkańcy Zielonych Krain przez te lata uczyli się na własnych błędach. Spaliliśmy im drewniane palisady? Budowali kamienne. Najechaliśmy ich porty? Zabezpieczyli je. Nękaliśmy grabieżami ich wybrzeża? Budowali floty, żeby się nam przeciwstawić. Przez te lata kolejne krainy stawały się dla nas coraz mniej dostępne. Niewiele już możemy plądrować, a nasze ostatnie sukcesy mogą być ostatnimi. Świat idzie naprzód, a my tkwimy w miejscu! Nie zmieniamy się, myśląc że będziemy plądrować tak samo prosto jak tysiąc lat temu, a wszystkiego pilnują kapłani Utopionego Boga. Nie minie sto lat, nim zgubi nas to i nasz lud, wiara, tradycja przestaną istnieć. Najadą nas fanatycy z kontynentu, albo sami ukisimy się na naszych małych wyspach. Nadszedł czas zmian! Pójdziemy naprzód albo umrzemy! Od pokoleń powtarzamy, że powinni się nas bać wszędzie tam, gdzie czuć woń soli o słychać szum fal! Dlaczego więc ograniczamy się tylko do zachodnich brzegów Westeros? Niech poczują lęk mieszkańcy dalekiego wschodu! Popłyniemy do odległych zakątków świata i tam się osiedlimy i będziemy siać postrach wśród słabych wschodnich ludów! Przywrócimy Żelaznym Ludziom ich stare, złote czasy! - odetchnął, robiąc przerwę i dając rozmówcom chwilę czasu do namysłu. - To jak? Popłyniecie ze mną?
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Lip 22, 2018 2:59 am

Lordowie przybyli przybyli i wysłuchali króla. Jako pierwszy głos zabrał lord Orkwood.
- No, pomysł całkiem całkiem. Mnóstwo w tym racji, Harlaw. Nie możemy wiecznie żyć zaślepieni wspomnieniami o chwalebnej przeszłości, ponieważ jest dokładnie tak jak mówisz. Nasze złote czasy przeminęły wraz ze spłonięciem Harrena Czarnego i jego synów w Harrenhal, ale niestety zbyt wielu nie miało dość odwagi, by to powiedzieć. Ty jednak masz i to się ceni. Zwłaszcza, że nie tylko zauważasz problem, ale też proponujesz gotowe rozwiązanie. Na wschodzie zapewne nikt nie spodziewa się przybycia żelaznych ludzi, więc czasy naszej chwały powrócą.
Pozostali wyrazili swoją aprobatę krótkimi zdaniami.


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Selwyn Blacktyde on Pią Lip 27, 2018 8:48 pm

Chwile mijały, aż w końcu pojawili się pierwsi lordowie. Selwyn uśmiechnął się niemal zbereźnie do lorda Merlyna, bowiem na ich dworze spędził połowę swojego dzieciństwa i swego czasu przykładnie rozdziewiczył córkę ówczesnego pana zamku. Nie skomentował jednak niczego i tylko w napięciu słuchał jak król wyjawia nowo przybyłym swoje plany. Z jednej strony były bardzo racjonalne i wręcz genialne, z drugiej już nie tak światłym monarchom konserwatyści rzucali kłody pod nogi, woląc siedzieć we własnym gównie, niż w obcym przepychu. Okazało się jednak, że na pierwszy rzut poszli chyba najbardziej rozsądni. Nie tylko zgodzili się z planami Harlawa, ale wręcz im przyklasnęli. Selwyn poczuł gwałtowne ukojenie w duszy. W takim towarzystwie mógł być nawet i wyklętym heretykiem, ważne było że nie był jedynym któremu przejadła się frustracja wynikła z lat upokorzeń oraz porażek.

Dopiero po uzyskaniu potwierdzenia od pierwszego rzutu lordów, Harlaw zawezwał kolejnych. Hah,a to szczwany lis! Najpierw przekonał najbardziej sprzyjających jego planom, by potem następnym pokazać już liczniejsze grono zwolenników. Plan zadziałał, bowiem wśród kolejnych przybyłych nie było może takiego bujnego entuzjazmu, ale wciąż potraktowali królewskie plany z pełną aprobatą. Blacktyde zaoferował się, że ruszy tyłek po stojące na stoliku nieopodal kieliszki i naleje każdemu nieco arborskich specjałów. Rozdał je wszystkim i z przyjacielskim uśmiechem wypełnił niemalże po brzegi. A co, niech cholera każdy ma coś od życia! Oczywiście nie omieszkał także dopełnić królewskiego pucharu, jak też i naczynia z którego pił pomysłodawca całego przedsięwzięcia. No i rzecz jasna nie pominął samego siebie!

- No to, mości panowie, wypijmy jeszcze raz za nadchodzącą chwałę - zaśmiał się gładko i uniósł swój kielich - Co jest smaczne, nigdy nie pozostanie niedopite, a za to uraduje podniebienie i ukrasi lica - sparafrazował prastare pozdrowienie Żelaznych i nie omieszkał przechylić kielicha do samego dna.
- Cóż z naszymi braćmi, oczekującymi na nas w naszym dotychczasowym domu? - Złoty Przypływ szybko przyzwyczaił się do wizji nowego, znacznie bardziej luksusowego lokum. Po feralnym podjęciu decyzji nie czuł ani krztyny żalu - Myślę królu, że wieść o twojej decyzji może narobić tam niezłego zamieszania. Kapłani z pewnością nie będą czekać z założonymi rękami, podczas gdy większość ich wiernych zacznie pakować się do wypłynięcia. Obawiam się buntu i niepokojów, a zostawiłem na Blacktyde większą część swojej rodziny. Nie mogę całkowicie zostawić ich na pastwę fanatyków. Niech część z nas popłynie przekonać do twego planu resztę naszych ziomków, albo przynajmniej w razie czego wywieźć jak najwięcej naszego dobytku i zabrać jak najwięcej pozostałych na wyspach ludzi.
avatar
Selwyn Blacktyde

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 13/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Pon Lip 30, 2018 2:46 pm

Harras był zdecydowanie zadowolony z postawy swoich lordów. Żaden się nie wykruszył, każdy postanowił stanąć na wezwanie. Twarz Harlawa była teraz wyraźnie ozdobiona szerokim uśmiechem. Cóż więc teraz pozostało? Wypić za nowe przedsięwzięcie! Podniósł swój kielich i wzniósł toast za projekt, który miał ich poprowadzić do nowej, świetlanej przyszłości. Zniesmaczyła go za to uwaga Selwyna. Robił sobie co chciał z ich tradycją i hasłami, za którymi podążali! To prawda - mieli porzucić najgorsze elementy tradycji, głównie związane z kapłanami. Ale to... to mówiło o twardości i hardości każdego Żelaznego. O tym, co było w nich najlepsze. Harras nie zamierzał jednak tego komentować, a jedynie cicho prychnął i wykrzywił twarz, niby to po wypiciu kwaśnego wina. Co jednak do planu przywiezienia ich braci z Żelaznych Wysp... w tym Blacktyde miał sporo racji. - To prawda. Planowałem wysłać grupę... może kilkudziesięciu? drakkarów, aby poinformowali nasze rodziny i zachęcali wszystkich tych, którzy tam dostali. Czy więc jest tu ktoś, kto zechciałby opóźnić swoje przybycie do dalekiego wschodu i podjąłby się tego zadania? - chrząknął, czekając spokojnie na odpowiedź. Chwilę potem zaś dodał jeszcze: - Pozostają jeszcze dwie inne kwestie - co z tymi bardziej pobożnymi lordami? Planowałem wysłać ich przodem na jakąś wyprawę łupieżczą, żeby nie zorientowali się, co się dzieje. Gdy wrócą z łupami, będzie już za późno. Druga zaś kwestia... - tym razem Harlaw intencyjnie ściszył głos, żeby tylko zebrani lordowie mogli go usłyszeć. Nie żadni służący czy ktokolwiek inny - - Cóż z Arbor? Zostawić ją pod panowaniem kapłanów, zostawić je same sobie czy może spalić, ograbić i nie zostawić tu kamienia na kamieniu?
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Theon Goodbrother on Sro Sie 01, 2018 9:30 pm

Wkrótce wezwano kilku kolejnych lordów, którzy ku zdziwieniu i radości Goodbrothera również wyrazili aprobatę wobec planu exodusu. To dopiero będzie ciekawe... Jeśli im się uda będą mogli stworzyć prawdziwy raj. No... Przynajmniej dla siebie oraz swoich ludzi, ale kogo obchodziliby inni żyjący na kontynentach świata słabeusze? Pojawił się jednak mały problem związany z rodzinami lordów oraz ich wojowników najpewniej, co było dość zrozumiałe.
- A może by tak odesłać tych co bardziej pobożnych lordów i ich ludzi wraz z kapłanami, a także kilkoma zwolennikami reform na Wyspy? - odezwał się. - Powie im się o kolejnych grabieżach... Fanatycy dostaną rozkaz ataku na brzegi Północy, zaś lojaliści za zadanie będą mieli odbić Seagard. Rzecz jasna ich stop w Dorzeczu nie postanie, ponieważ po odpłynięciu zwolenników kapłanów zapakują rodziny, złoto, broń i wszystkie przydatne surowce na okręty, po czym ruszą na wschód za strażą przednią - zaproponował. - Dla uwiarygodnienia misji mogą nawet wypłynąć w stronę Seagardu i po prostu szybko zawrócić.
Kwestia Arbor była równie ciekawa, acz można było zdaniem Ślicznotki powiązać ją z planem dotyczącym Wysp.
- Odeślijmy fanatyków i część naszych nic nie mówiąc im o planach na Arbor... A później łupmy wyspę. Nie będzie trzeba dzielić się z kapłanami. Zabieramy całe złoto, uzbrojenie, statki, zapasy i wartościowe przedmioty. Łapiemy garść najdorodniejszych kobiet na morskie żony, a silnych mężów do pracy. Wszystko to może się przydać w czasie wyprawy. Galery Redwyne'ów za to powinny starczyć jako nadmiar statków do transportu dodatkowych ludzi oraz majątków stąd oraz z Wysp.
avatar
Theon Goodbrother

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 28/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Selwyn Blacktyde on Czw Sie 02, 2018 10:41 am

Król nie wydawał się zachwycony jego uwagą o piciu, ale Selwyn uśmiechnął się tylko niewinnie. Nie ma co się oszukiwać. Z dala od wpływu kapłanów Utopionego, ich dzielni chłopcy szybko przejmą cudze obyczaje... Możliwe, że Blacktyde był te kluczowe dwadzieścia parę lat młodszy i nie podchodził do tej wizji z przestrachem. Z drugą uwagą Harlaw zgodził się jednak całkowicie i zadał pytanie któż mógłby zostać wysłany z tą misją. Złoty Przypływ zamyślił się, gdyż nie było to proste. Być może nawet czeka ich wojna domowa, wszak lordowie mogli się zgodzić, ale co z ich ludem? Zwłaszcza jeśli podburzą go włóczący się po wyspach fanatyczni kapłani. Z drugiej strony Selwyn nie był dyplomatą. Umiał mleć ozorem, ale raczej na dowcipny użytek, niźli w negocjacjach.
- Moja żona i syn powinni poradzić sobie na Blacktyde oraz dołączyć do nas jak najszybciej. Muszę jeszcze porozmawiać z Morcarem, swoim bratem. Być może i on będzie chętny wziąć udział w naszej eskapadzie, wtedy wysłałbym go z grupą zbrojnych by zapewnić bezpieczeństwo reszcie rodziny i ewentualnie wesprzeć twojego syna w razie potrzeby utarcia kapłańskich nosów. Co zaś tyczy się konserwatystów, plan Theona brzmi bardzo rozsądnie i jest przyzwoicie chytry. W innym wypadku... Możemy zabrać konserwatystów na wschód za sobą, jako wyprawa karna na piratów i przy okazji nieco rabunków. Przed ostatecznym celem naszych wojaży rozdzielilibyśmy się i oni odpłynęliby na ku północy Essos, my zaś na południe, no bo po co grabić te same tereny i dzielić się zyskami? W ten sposób i z dala od domu na pewno nie dowiedzą się o naszych planach w porę, obawiam się bowiem że w przeciwnym wypadku mogliby zaatakować flotę wiozącą nasze rodziny oraz ochotników z wysp. Chociaż plan Goodbrothera jest albo równie dobry albo nawet i lepszy, więc po prostu wybierzmy któryś z nich.


Potem król poruszył sprawę Arbor.
- Weźmy ze sobą silnych mężczyzn oraz młódki, które będą nam służyć w nowych krajach. Nie zyskamy posłuchu, jeśli każemy naszym wojownikom ścinać drzewa i budować domy, trzeba nam więc wykwalifikowanych robotników - powiedział po kolejnej chwili namysłu - A z nimi wszystko co może się nam przydać. Ale tak poza tym... Myślę, że nie ma co marnować cennej dla nas siły ludzkiej w celu wyciśnięcia z Arborczyków wszystkiego. Póki jest pole do ucieczki lub kąt w którym można się schować, strachliwe kundle kładą ogon po sobie. Ale jeśli takiego przyprzeć do muru to broni się wszelakimi metodami, a mimo wszystko chyba nie rozbroiliśmy wszystkich żołnierzy Redwyne'a. Weźmy co będziemy tylko mogli wziąć małym kosztem, a potem odpłyńmy. Jeśli ogołocimy Arbor i Wyspy z praktycznie wszystkiego, kto wie czy kapłani i ich pieski nie popłyną za nami, by pomścić to w jaki sposób ich wystrychnęliśmy? Jeśli zaś będą mieli czego jeszcze bronić, o co jeszcze walczyć i martwić się tutaj, uwiążemy ich w miejscu przy budzie i skupią się na podgryzaniu skrawków mięsa co zostały na kości.
avatar
Selwyn Blacktyde

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 13/06/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Harras Harlaw on Czw Sie 02, 2018 3:39 pm

Harrasowi zdecydowanie spodobały się propozycje jego byłego podobiecznego oraz lorda Blacktyde'a. Szybko zaczął układać w swojej głowie myśli, po czym zdecydował: - Niech więc tak będzie. Osobiście bardziej podoba mi się wysłanie fanatyków na Północ, zawsze dostaną jeszcze jeden problem, z którym mieliby się zmierzyć. Zrobimy więc tak: Ja, wraz z moimi siłami oraz lordami Tawneyem, Sparrem, Orkwoodem oraz Blacktydem wyruszymy od razu na wschód, na Wyspę Cedrów, prowadzeni przez Theona. Tam zaczniemy konstruować już zalążki nowego domu i przygotujemy grunt pod przybycie kolejnych Żelaznych osadników. W tym czasie lordowie Leroy Merlyn, Sunderly i Kenning wrócą na wyspy. Wezmą ze sobą także 100 galer, które przekazał nam dotąd Redwyne. Razem z nimi popłyną lordowie-fanatycy, którzy potem dostaną zadanie odpłynięcia na grabież Północy. W tym czasie Wy wszystko zabierzecie, postaracie się być może przekonać lorda Volmarka do naszego pomysłu, po czym odpłyniecie z każdym chętnym i bez ani jednego kapłana w wyznaczonym kierunku. My zabawimy kilka dni dłużej na Wyspie Winogron, pod pretekstem złupienia jeszcze wybrzeży Reach. Potem złupimy wyspę i dopiero wtedy wyruszymy. Faktycznie może nie mieć sensu palić całej wyspy, dlatego ograniczymy się do tego co zrobimy z łatwością i dzięki elementowi zaskoczenia. Czy ktoś ma coś przeciwko lub ewentualnie do dodania? - wziął łyk wina w oczekiwaniu na ewentualne obiekcje. Jeżeli jednak było to wszystko, to spędzili jeszcze jakiś czas na wspólnym biesiadowaniu, po czym powoli zaczęli się rozchodzić, by zacząć się przygotowywać do wypłynięcia.
avatar
Harras Harlaw

Liczba postów : 145
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Sale jadalne

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach