Rubinowy Bród II

Go down

Rubinowy Bród II

Pisanie  Alysanne Targaryen on Sro Cze 20, 2018 8:03 pm

~***~
avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Alysanne Targaryen on Sro Cze 20, 2018 8:28 pm

2 Maja 336 AC

Wyruszyli z Harrenhal z rana, tuż po całym incydencie w zamkowym sepcie i jej rozmową z ser Alranem. Chciała się przygotować na spotkanie z lordem Darrym i dlatego wypytała swego rycerza o kilka interesujących ją w tym względzie kwestii. Teraz zaś, po długiej jeździe konnej, która się okazała czymś więcej niż "około jednego dnia", w końcu docierali do obozowiska jego wojsk, które strzegły tej strony Tridentu przed uzurpatorką, łuskowatą i wredną Shireen Baratheon. W drodze towarzyszyli jej, prócz świty nad którą wesoło łopotały pojedyncze chorągwie Targaryenów, Whentów i Roote'ów, także lord Harrenhal, jej nieodłączny mąż, a także jej przyboczny. Co zaś się tyczy lorda Harroway, to ten opuścił ich po drodze by zająć się dopatrzeniem, w jego mniemaniu, ważniejszych sprawunków.
Podróż do Rubinowego Brodu było dla niej momentem wielkiego oczekiwania. To tutaj zginął Rhaegar Targaryen, powalony ciosem młota przez przeklętego uzurpatora, Roberta Baratheona. Zastanawiało ją czy i ją spotka podobny los. Czy Trident raz jeszcze okaże się zgubą jej rodu, czy tym razem, może, będzie ich wybawieniem. Dotarcie do obozu miało zająć im jeszcze chwilę, ale już dostrzegała palone ogniska, namioty, gwar ludzi i ich długie cienie. Nim miała rozmówić się z Darrym, to miała jeszcze jedną sprawę do Whenta.
- Lordzie. Nie wiem czy dotarło już do twoich uszu, ale w czasie moich modłów w sepcie miał miejsce pewien... Incydent. - Zerknęła na Quentyna, jeszcze nie poruszała tego tematu, zaraz zaś znów zwróciła swe spojrzenie na Symona. Jeżeli dowódca jego straży nie przekazał mu jeszcze wiadomości, to pokrótce przedstawiła mu sprawę, naturalnie nieco koloryzując tu i tam by przedstawić septona, który się jej naprzykrzał w jak najgorszym świetle. Zresztą nie było to trudne jeżeli wziąć pod uwagę, że próbował podnieść na nią rękę. - Z pewnością gdy wrócimy do Harrenhal, to lord się zajmie tą sprawą, ale byłoby mi miło... - Słowo "miło" bardzo mocno zaakcentowała. - Gdyby więzień został oddany w moje ręce. Zrobicie mi tą przyjemność, lordzie? - Zasadniczo nie wątpiła, że dostąpi takiej... przysługi ze strony Symona, choć znając jego dotychczasowe zachowanie, to mogła się bardzo zdziwić. Mimo to liczyła na jak najlepsze rozwiązanie dla siebie sprawy.

Zbliżyli się do obozu już dostatecznie i zaraz ich kolumna nieco się rozluźniła. Po długim marszu żołnierze byli zmęczeni i zbierali się by odpocząć. Część po prostu położyła się na ziemi, a inni zaczęli zbierać drewno, palić ognie i gotować strawę. Nie przejmowała się tym, miała wazniejsze sprawy na głowie - Lord Darry czekał. Jadąc przez obóz, który, jak zwróciła uwagę, śmierdział, zwracała szczególną uwagę na żołnierzy. Co prawda nie nie znała się na prowadzeniu wojny, ale mogła przynajmniej próbować ocenić ducha bojowego. Wkrótce jednak dotarła przed namiot lorda Darry'ego, który, jak sądziła, stał w jego wejściowych połach. Poczekała aż się z nią przywita lub zostanie stosowanie zaprezentowana, po czym sama się z nim przywitała i dopiero potem zsiadła z konia. Zwyczajowo przy tej czynności, jak i przy wsiadaniu, korzystała z pomocy, ale chcąc wyglądać odrobinę godniej i silniej, zdecydowała się zejść samodzielnie, choć po całym dniu jazdy bolały ją pośladki i uda.
- Lordzie. Ufam, że cieszy was moja wizyta, a także mego męża i lorda Whenta. - Powiedziała na wstępie i rozejrzała się po obozowisku nim zbliżyła się do niego, podając mu dłoń do ucałowania, a następnie weszła do namiotu. - Mam nadzieję, że żołnierze są w dobrej kondycji?
avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Cze 23, 2018 12:01 pm

W początkowym fragmencie drogi towarzyszył im lord Roote. Spędził sporo czasu z Quentynem, opowiadając sobie nawzajem różne zasłyszane historie. Niedługo potem jednak odłączył się od nich, aby udać się do zmierzających do Harrenhall swoich i Whenta sił.
Quentyn zdawał się być wyraźnie poruszony nowinami przekazanymi przez Alysanne. - Jaki incydent? - spytał trochę ciekawy, ale i zirytowany, że o niczym jeszcze nie wie. Lord Whent tylko spojrzał przeciągle na parę i bez emocji oznajmił: - Jest Twój, pani. - po czym odjechał kawałek dalej, aby pozwolić Targaryence i Harlawowi wyjaśnić całą sytuację samemu.

Żołnierze nie wydawali się szczególnie entuzjastyczni odnośnie wojny. Dla przypadkowej osoby nie musiałby to wyglądać na obóz wojskowy. Wojacy zajmowali się swoimi własnymi sprawami. Gawędzili, niektórzy grali w karty, albo coś gotowali. Na ich twarzach widać było też znudzenie. Gdzieniegdzie tylko przechodzili strażnicy w pełnym uzbrojeniu. Lord Darry na widok Alysanne wydawał się szczerze zdziwiony.
- Pani, książę Quentynie... Ależ oczywiście, że się cieszę, tylko nie spodziewałem się Was. Myślałem, że jesteście w drodze na Żelazne Wyspy. Lordzie... - ukłonił się wszystkim. - Żołnierze są znudzeni. Od miesiąca stoimy na brodach i czekamy na atak Uzurpatorki, ale jeszcze nikt nie nadszedł. Co Was sprowadza w moje skromne progi? - spytał bez ogródek.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Alysanne Targaryen on Sob Cze 23, 2018 2:38 pm

Słowa lorda Whenta sprawiły, że niemal zadrżała ze szczęścia. Po ciężkiej pracy, na którą składała się długa podróż na końskim grzbiecie i rozmowy z lordami, zamajaczyła możliwość zaznania odrobiny prawdziwego... relaksu. Naturalnie Quentyn znów poczuł się urażony, że o niczym nie wie, a wystarczyłoby żeby zainteresował się czymś więcej od tego co ma do zaoferowania między swymi udami. Nieco się przygarbiła - Jego obecność poczynała być dla niej coraz bardziej irytująca. Denerwował ją swoją nachalnością w łożu i głupotą, a z drugiej strony stanowił jej jedyne oparcie... Chociaż był jeszcze jej rycerz. Zerknęła niby to przypadkiem za siebie i popatrzyła się na swego gwardzistę, ale zaraz potem odwróciła się do swego męża z uśmiechem na ustach.
- Nic takiego. Z pewnością wiesz jacy kapłani mogą być irytujący. Myślą, że pozjadali wszystkie rozumy, a fakt, że są namaszczeni przez bogów i zapewnia im to jakąś "ochronę" sprawia, że są bezczelni. Jeszcze jakby tego było mało krążą o nich opowieści o tym, że lubią towarzystwo małych dzieci lub eunuchów, a czasem spędzają czas i ze swoimi septami, które także składały śluby czystości. - Parsknęła śmiechem na wspomnienie kapłana, którego miała okazję spotkać. - I wyobraź sobie, że trafiłam na takiego przed naszym wyjazdem z Harrenhal. Irytujący klecha, pochodzący chyba z nizin społecznych, nie umiejący się zachować w towarzystwie lepszych od siebie i myślący, że bogowie go chronią... Wszystko skończyłoby się pewnie nic nie znaczącym wspomnieniem, gdyby nie jeden mały szczegół. - Podjechała do Quentyna tak, że ich kolana się zetknęły, a sam się pochyliła w jego stronę, niby to w konspiracyjnym szepcie. - Wyobraź sobie, że ten kretyn podszedł do ser Alrana, zaczął błądzić palcem wskazującym po jego zbroi, a swą drugą dłonią złapał go za rękę i skierował na swoje krocze. - Prychnęła ni to rozbawiona tym wspomnieniem ni zdenerwowana. - A później spojrzał się na mnie jakby miał ochotę mnie wziąć pod posągiem Dziewicy. Nie muszę chyba ci mówić, że żadne z nas nie było tym zadowolone, także septon, który wkrótce poczuł czuły uścisk ser Alrana. Nigdy nie słyszałam takiego krzyku, ale w sumie nic dziwnego... - Spojrzała się w niebo, niby poszukując na nim czegoś interesującego. - W końcu nie codziennie rycerz zaciska swoje dłonie na... Ekhm. W każdym razie na tym się nie skończyło, dość powiedzieć, że septon próbował po tym wszystkim jeszcze podnieść na mnie rękę. Którą już nie podniesie, bo została złamana... Chyba nie był przyzwyczajony, że ktoś odmawia mu uciech... - Popatrzyła się z uwagą na Quentyna - A teraz sobie pomyślałam, że kim ja jestem by mu odmawiać? W końcu to sługa bogów... Odwiedzę go w celach i zapewnię mu doznania jakich jeszcze nie miał... - Znów się pochyliła w jego kierunku tak, że jej wargi muskały jego ucho. - Umrze z rozkoszy... - Zaśmiała się i popatrzyła się z uwagą na swego męża. Choć znali się tak krótko, to zauważyła, że jest dość wolno myślącą osobą i mogło się okazać, że jej słowa uzna za całkowicie opaczne i jeszcze stwierdzi, że rzeczywiście ma zamiar pieprzyć się z jakimś chłopem. Dlatego w razie konieczności była gotowa mu wyjaśnić, że nie ma zamiaru się z nim kochać, a jedynie... "połaskotać".

Obóz nie wyglądał szczególnie imponująco, a i sami żołnierze nie wyglądali jakby mieli ochotę walczyć. Może zbyt długo siedzieli już w jednym miejscu i zwyczajnie im się nudziło? Trudno jej było powiedzieć, nie znała się na broni, żołnierzach i wojnie. Mimo to nie szczególnie podobało jej się to co widziała.
- Nikt się nas nie spodziewał lordzie. - Uśmiechnęła się łaskawie. Wyglądało na to, że powinno jej pójść całkiem nieźle. - Zarówno lord Whent jak i Roote byli zdziwieni naszą wizytą... - Popatrzyła się na męża. Wiedziała, że lubił mówić jak i udawać ważniejszego niż jest w rzeczywistości. Jeżeli więc chciał, to pozwoliła mu powiedzieć czemu są tutaj, a nie na Żelaznych Wyspach, w innym wypadku kontynuowała rozmowę sama, tłumacząc lordowi, że w Dorzeczu złapała ich wojna i musieli zawrócić do Harrenhal. - Tak jak wojna sprowadziła nas do Harrenhal, tak samo i ona sprowadza nas tutaj. - Odpowiedziała uprzejmie na pytanie Darry'ego. - Miałam okazję rozmówić się z lordem Whentem, który przekazał mi... niepokojące wieści o wojnie. - Weszła do namiotu wraz z reszta towarzystwa. Nie było sensu rozmawiać przy tych wszystkich ludziach.

avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 1:20 am

Quentyn wyglądał na zdecydowanie oburzonego historią, którą usłyszał. Spojrzał groźnie na swoją żonę i chrząknął: - Dlaczego... Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? - spytał gniewnym tonem. Alysanne przez chwilę mogło się wydawać, że lord Whent widzi wszystko kątem oka, jadąc z dziesięć metrów przed nimi, nim spiął ostrogi i odjechał jeszcze dalej do przodu. - Osobiście wyrwę mu jaja, jeżeli ser Alran jeszcze tego nie zrobił. Sama też zrób mu co zechcesz, ale zostawisz go na koniec żywego mnie. - powiedział zdecydowanie. Quentyn także dobrze zrozumiał przenośnię Alysanne, toteż nie robił z tego większych problemów. Spojrzał już łagodniejszym wzrokiem na Targaryenkę i dodał na koniec: - Każdego, kto chociaż spróbuje Cię dotknąć, osobiście ukarzę. W tradycji moich najokrutniejszych przodków. - zakończył, po czym musieli skończyć rozmowę, albowiem zbliżali się do celu podróży.




Quentyn kiwnął głową i wyjaśnił od razu powód tak niespodziewanej wizyty:
- Zdradziecki pies Blackwood złamał pokój i uderzył na zajmowany przez lorda Volmarka Seagard. Tym samym też pozbawił nas planowanej możliwości powrotu na Wyspy, toteż zdecydowałem ruszyć do Harrenhall i zaczekać tam, aż mój ojciec znajdzie alternatywne rozwiązanie.


Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Alysanne Targaryen on Czw Lip 05, 2018 12:57 pm

Quentyn zareagował na jej słowa, jak to miał w zwyczaju, z dużą energią. Nawet zbyt dużą jak na jej gust - Gniewne słowa i oburzony ton zdawał się docierać nawet do lorda Whenta, który jechał przed nimi, ale z przyzwoitości spiął konia ostrogami i odjechał kawałek dalej, zostawiając kłótnie małżeńskie za sobą. Nie spodobało jej się to. Z jednej strony mogła rozumieć oburzenie Harlawa, ale z drugiej podkopywał jej świeży i chwiejny autorytet, o ile jakikolwiek zdołała sobie zbudować, u Symona. Miała ochotę westchnąć, parsknąć śmiechem i rozpłakać się jednocześnie - Za co została pokarana takim mężem? Przynajmniej była jedna dobra rzecz, zdawał się ją kochać. A przynajmniej kochał jej ciało i dzięki temu mogła go sobie owinąć wokół palca jak chce. Nie mogła tylko przesadzić...
- Wybacz mi... - Powiedziała przymilnie. - Ale wciąż trudno mi się przyzwyczaić do bycia mężatką. Jeszcze miesiąc temu... - Zamilkła na moment. Czyżby...? - ... ekhm. Jeszcze miesiąc temu byłam panną, której ojciec pozwalał na wiele. Masz jednak rację, że powinnam była ci powiedzieć. - Na słowa Quentyna o wyrwaniu jaj septonowi tylko się uśmiechnęła. - Wątpię by w tej chwili nadawały się do czegoś innego... Ale nie mogę ci zagwarantować, że ten kmiotek zdoła wymknąć się żywy spod mych dłoni. - Zamilkła na chwilę, a potem spojrzała się z ciekawością na Quentyna - Jakie to... tradycje? Z tego co wiem, to uwielbiacie topić swych wrogów z równie wielką miłością co my, Targaryeni, palić. Słyszałam też kiedyś o magistrze z Wolnych Miast... - Zmarszczyła czółko w zastanowieniu. - A może to nie był magister? W każdym razie wpływowa persona z Essos, która uwielbiała skazywać swych wrogów na rozszarpanie przez dzikie żółwie. Jak się możesz domyślić nie była to szybka śmierć. Podobno uważał, że to świetny żart... - Dalszą drogę spędziła w milczeniu i na ponurych rozmyślaniach. Czyżby zaszła w ciąże? Miesiąc temu wzięła ślub, a od tamtej pory Quentyn nie dawał jej w łożu spokoju. To było całkiem możliwe. Poza tym, z jej prędkich obliczeń wynikało, że powinna mieć już swoją miesięczną krew... Może to przez podróż - Pomyślała z nadzieją. Mogła być zmęczona ciągłą jazdą, a do tego dochodzi niedawny stres. Może to właśnie to, a nie... Dziecko... z Quentynem.

avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Rubinowy Bród II

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach