Dziedziniec II

Go down

Dziedziniec II

Pisanie  Guillaume on Sob Maj 19, 2018 3:12 am

***
avatar
Guillaume

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Guillaume on Sob Maj 19, 2018 3:36 am

26 marca 336AC

Po rozmowie z Fergusem, która miała miejsce w dniu powrotu do Czarnego Zamku, Guillaume zajął się strzelaniem z łuku. Tak, dokładnie. Trzy miesiące spędzone w Nocnej Straży wystarczyły mu na zrozumienie, że śmierdziele zza Muru to zbyt żałosne przeciwniki dla tak szlachetnej broni jak Młot Wojenny Trzydzieści Tysięcy, więc przerzucił się na Młot Wojenny Czterdzieści Tysięcy. Owym nowym nabytkiem był długo łuk, który bezceremonialnie podpierdolił ze zbrojowni. Właściwie ćwiczył się w używaniu nowego Młota dopiero cztery dni, ale już co nieco ogarniał którym końcem zajebać przez łeb jak ktoś mu podpadnie. Inna sprawa była z jeszcze nowszym nabytkiem Guillaume'a, Młotem Wojennym Pięćdziesiąt Tysięcy. Był nim miecz dwuręczny, który zwinął ze zbrojowni dopiero tego dnia. Podobało mu się machać czymś, co jest większe od niego samego. O dziwo odkrył, że nie ma też większych problemów z posługiwaniem się tak ciężkim kawałem stali. Cóż, jednak za Murem wyćwiczył coś więcej niż tylko mięśnie w okolicach bioder. Oczywiście przez ostatnie trzy dni nie zapominał o najważniejszym, a mianowicie gnębieniu rekrutów. Było to najwspanialsze zajęcie jakie można sobie wymarzyć. Materiału nie brakowało, bo całkiem niedawno były jakieś świeże dostawy mięska. Podstawiał nogę, lał w trakcie ćwiczeń, a także objawiał ich prawdziwą naturę. Kto inny mógł powiedzieć, że zwyczajnie ich wyzywa, ale nauki kochanej praprababki Hildegardy nie poszły w las i zwyczajnie wiedział, że to co mówi jest czystą prawdą od chwili wypowiedzenia ich. Tego dnia postanowił przetestować wersję ćwiczebną Młota Wojennego Pięćdziesiąt Tysięcy. Zlokalizował rekruta, który nie uczestniczył w ćwiczeniach, ale przyglądał się z boku i widać czekał na swoją kolej. Podszedł do niego, stanął na przeciw i gapił mu się prosto w oczy, uśmiechając się jak zwykle. Po około minucie zabrał głos:
- Zaprawdę powiadam, widelcem zupę można zjeść. Rucham ci ojca, chodź się napierdalać.
avatar
Guillaume

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Maj 21, 2018 9:30 pm

Rekrut spojrzał tępo na Guila. Co on mówił? Ale napierdalać mógł zawsze, dlatego odpowiedział niemal natychmiast:
- Dobra, kurwa. - założył na głowę hełm, wziął do ręki tarczę i rzucił się na Guila. Już pierwszy atak prawie wytrącił Guilowi miecz z ręki. Ten jednak utrzymał miecz i nie pozostał mu dłużny. Wyprowadził swój cios, ledwo sparowany przez rekruta. Wymienili się kolejnymi dwoma ciosami, dobrze zatrzymanymi przez przeciwnika, nim Guil uderzył swoją tarczą w bark, wytrącił go z równowagi i uderzył mocno po mordzie. Rekrutowi wypadły chyba z 2 zęby. Splunął krwią i rzucił:
- O kurwa, jak tak walczą w Nocnej Straży, to nie mogę się doczekać, żeby dołączyć. - wyciągnął rękę. - Alen spod Kamiennego Septu.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Guillaume on Pią Maj 25, 2018 7:20 pm

Rybka chwyciła zarzutkę i już po chwili Guillaume uzbrojony w Wojenny Młot Pięćdziesiąt Tysięcy stawał przeciwko rekrutowi uzbrojonemu w jakiś syf. Przeciwnik zadziwiająco szybkim ciosem niemalże wytrącił mu miecz z ręki. Nic dziwnego, w końcu dopiero co poznaje taką broń jak miecz dwuręczny, więc raczej nie będzie posługiwał się nim zbyt dobrze. Po kilku celnych ciosach zajebał rekrutowi w mordę. Kurwa, tak szybko koniec? W sumie to nie chciało mu się chować miecza, więc uniósł go w rękach i wbił w ziemię między swoimi stopami. Hehe, miecz wciąż był nieco wyższy od niego. Wyciągnął rękę i chwytając Alena za dłoń pomógł mu wstać na obie nogi.
- Kamiennego Szeptu? Łoooo kurwa, u mnie to tylko drewniane budowali, hehe. Ja jestem Guillaume. Wiesz co, chopie? W Nocnej Straży jest kurwa zajebiście. Normalnie kupa śmiechu jak ktoś umarnie zabity namiotem, za Murem możesz ruchać ile popadnie, bo dupeczek wszędzie jak popatrzeć i jeszcze można zapierdolić tam każdego, kto nie nosi czerni, hehe. A w ogóle to we Wschodniej Mocznicy jest taki do wódki Edd Toaleta, zabawny gość, nie? Ale pilnuj się, żeby tam nie trafić, bo tamtejsi ludzie to pizdy. I jeszcze jest Długi Ruchan, tam to kurwa siedzi największy skurwysyn jakiego zna świat, kucharz zamachowiec. Poważnie, jak tam byłem przez jeden wieczór to mnie otruć próbował gnida jedna, nie? Trzymaj się mnie i Deonte Watersa to będzie zajebiście tak generalnie. I trzymaj się z daleka od takiego pojeba co macha dwoma mieczami dwuręcznymi. Machać dwoma mieczami dwuręcznymi, dziwny kurwiszon, nie? Kurwa, przecież sama nazwa mówi tak jak praprababka Hildegarda nauczała, że do machania jednym używa się dwóch rąk, nie? No bo kurwa wtedy se możesz szybko nim machać, a ten dziwny pojeb macha dwoma, haha. Tak w ogóle to co za chujnia cię tu przywiała, co?
avatar
Guillaume

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Maj 28, 2018 6:11 pm

Alen roześmiał się na wzmiankę o septach.
- Akurat to nazwa miejscowości. Hehe. Ale widać niewiele widziałeś przyjacielu. Kamienne septy znajdziesz w wielu miejscach. W Królewskiej Przystani jest Sept Baleora. Jest Kamienny Sept i... - zaciął się, próbując sobie przypomnieć jakieś inne septy, których niestety nie wymyślił. Dlatego szybko uciął temat i przeszedł dalej: - Nieważne. Ale jak można ruchać i bić... Kurwa, a myślałem, że gorzej będzie. Jeszcze brakuje picia ale do rozpuku. Kurwa, jedziemy! - zaśmiał się. - Dobra, będę uważał. To pokaż mi tego Watersa, żebym wiedział kogo się trzymać. - słuchając zaś historii o Westfordzie, znowu się zaśmiał, nie ukrywając także zdziwienia. - Kurwa serio? Z dwoma mieczami dwuręcznymi? Przecież to strasznie nieporęczne! I w ogóle chujowo pewnie wygląda. Dobra, dzięki za ostrzeżenie. Który to pojeb? - podziękował i zaraz przeszedł do opowieści swojej historii. - W sumie za nic. Służyłem w wojnie pod królem Brackenem. No i chciałem się zabawić po walce i zacząłem z kumplami na jakąś wioskę napaść. Wiesz, normalna sprawa. Złoto, kobiety, wino... No i nas kurwa za to zabrali i wysłali tutaj.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Guillaume on Wto Maj 29, 2018 12:31 am

- Ja niewiele widziałem?! Ja?! To ty nic nie widziałeś! Chmury to tak naprawdę bardzo lekkie komfitury, a Wielki Szept Bezwora jest zrobiony z gówna, a nie kamienia, ha! Sam dołożyłem swoją śmierdzącą cegiełkę do tej monumentalnej budowli, hehe.
Tako rzekł czarny brat Guillaume, a zgodnie z pradawnym zwyczajem przekazanym mu przez praprababkę Hildegardę jak coś powiedział, to było to prawdą. Zaraz też ujął Alena pod ramię i zaczął prowadzić wzdłuż dziedzińca jako wstęp do żywiołowej rozmowy.
- Słuchaj no, Alen. Waters se jeszcze nie wrócił, nie? Ale to jest chop ze stali to pewnie pojawi się w Czarnym Zamku lada dzień. To było tak, że lord pierwszy do wódki wysłał se trzy zwiady za Mur. Każdy jeden w kolejne zadupie bez nazwy. A to wszystko dlatego, że wcześniej z Watersem się dowiedzieliśmy o nowym króliku wśród pierdolców żyjących za Murem. I ja byłem w oddziale Przystojnego Pana, ale takich dwóch zjebów ze Wschodniej Mocznicy spróbowało mnie pobić. To potem jak Jon Snow zobaczył ich fioletowe mordy to odesłał mnie na Mur, hehe. Ich też odesłał, ale zostawili mnie jak poszedłem do lasu i se umarnęli, nie? To przelazłem przez Mur jakoś we Wschodniej Mocznicy i zarzuciłem świetnym żartem Eddowi Toalecie, nie? On się mnie pyta gdzie są ci jego bracia ze Wschodniej Mocznicy, a ja mu na to, że zaraz przyjdą, a potem, że jednak nie żyją, hahaha! Zajebiste, co? No i tak wyszło, że wróciłem jako pierwszy, hehe.
Zaraz potem nowy spytał się o zjeba od mieczy, więc trzeba było mu jeszcze bardziej sprostować. Najlepiej łopatą, ale żadnych akurat nie było w pobliżu.
- Taki ciul, co to wszystkich innych wzrostem przewyższa. Przyjechał se tu jakiś miesiąc temu i się rządził ze swoimi trzema koleżkami. Dwóch wygląda tak samo, kurwa jak dwugłowa świnia jakaś. Oni se walą konia tymi mieczami, mówię ci, płazem po zadzie walą.
Srackenem? Kto to kurwa jest Sracken?
- A to kurwiszon ten Sracken jak tak dobrego żołnierza odesłał, co? Nie ma tego złego, jak zostaniesz zwiadowcą to se będziesz mógł do woli ruchać, jebać wino i brać złoto. Tylko musisz trenować, nie? Byle chłystka za Mur nie poślą, ale ty chłystek nie jesteś. Mimo to musisz pokazać tym zjebom, że jesteś swoje wart i kurwa i chuj, poradzisz se, nie?
avatar
Guillaume

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 30, 2018 5:05 pm

Alen na pewno czuł się... dziwnie. Guil prowadził go niczym ojciec rektura, który kiedyś tak właśnie tłumaczył mu ważne życiowe sprawy. A cała sytuacja w ogóle mu nie pasowała do języka, którego Guil używał i do jego osobowości. Ale jego historie brzmiały na tyle ciekawie i zabawnie, że mógł to przeboleć.
- Trochę szkoda, że przez tych chuji Cię wywalili. Dobrze, że umarli. - stwierdził dawny mieszkaniec Kamiennego Żywopłotu, starając się powstrzymać śmiech. Nie był już jednak w stanie tego robić, gdy usłyszał żart Guila. - Haha, genialne. - wybuchł smiechem i z pół minuty mu zajęło, nim w końcu się uspokoił na tyle, że Guillaume mógł kontynuować historię. - Dobra, to dzięki za ostrzeżenie. - stwiedził Alen, ciesząc się, że będzie mógł teraz unikać Westforda. - Jeszcze mnie będą chcieli pobić czy coś... Nie myśleliście, żeby coś z tym zrobić? Zemścić się, czy coś? - spytał bardziej egoistycznie, niż z ciekawości. Liczył w końcu, że i on mógłby na tym skorzystać. Słowa zwiadowcy o Brackenie wywołały u Alena niemałe zadowolenie. - Doskonale ujęte. Bracken Sracken kurwa. Niech się pierdoli. - zastanowił się i spytał. - A może... Ty byś mi pokazał jak się bić?

Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Guillaume on Sob Cze 02, 2018 10:52 pm

- No, hehehehe, jak wróciłem wtedy z lasu do obozu to jeden siedział na zwalonym pniu drzewa i miał całkiem zmiażdżone ryło, a dwóch innych leżało w kałużach własnej krwi zupełnie jakby się nawpierdalali brukselki i im wypaliło dziury w bebzolach, huehue. A czwarty? Ha! Czwarty wziął i spierdolił, a że zdezerterzy wielkie kurwiska są to wyszorował dupskiem kurewsko szeroki ślad, za którym później lazłem dobre trzy dni, nie? Ale strach dodaje skrzydeł, więc któregoś dnia ślad się urwał zupełnie jakby kurwiszon wzbił się w powietrze, hehe. Patrze wtedy w dal, a tam słup dymu to idę i, haha, tam było kurwa trzech dzikich. Wierzysz, co? Idę tam do nich i pierwsze co to strzelam jednemu w łeb z kuszy, potem w drugiego i do mnie dopadli, a ja wtedy siup spierdalam, hahaha! Odbiegłem se kawałek, nie? I jak odbiegłem kawałek to siem zatrzymał i strzał, a tu kolejny pada, hehe. I tak ich zajebałem, bo kondychy te dzikie śmiecie wcale nie mają. No, a potem wróciłem na południe i przelazłem za Mur we Wschodniej Mocznicy, a resztę już znasz, co?
Chwilę później nowy zapytał się go czy nauczy go bić się.
- Słuchej, to proste. Bierzesz patrzysz se na dłoń, nie? Zaciskasz palce i masz pięść, a potem ciul w ryj i powtarzasz do skutku, hehe. Ja robię też tak, że najpierw czekam aż jakiś chuj pierw uderzy, nie? Wtedy unikam, podcinam mu nogi i dopiero wtedy ciulam po ryjcu, hehehehe. No, a tymczasem spadam, bo muszę się odlać. Trzym się Alen.
Zostawił rekruta i odszedł w kierunku serpentynowych schodów. Zaczął się wspinać i po wejściu na sam szczyt skierował się na zewnętrzną krawędź lodowca. Rozsznurował spodnie, wyciągnął kuśkę, złapał się czegoś lewą dłonią i zaczął sikać.
- Hehe, złoty deszcz skurwysyny.
avatar
Guillaume

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 9:25 am

5 kwietnia 336 AC

Tego dnia do Czarnego Zamku przybył orszak z Wschodniej Strażnicy, wiozący nowych rekrutów. Było ich około dziesięciu, a jednym z nich był Stevron Frey. Dotarli na miejsce trochę po południu, a resztę dnia spędzili na zapoznawaniu się z nowym miejscem. Ku zdziwieniu Freya, Lord Dowódca nie wezwał go do siebie. Najpierw zarządcy musieli wyznaczyć im odpowiednie kwatery, gdzie mogli rozłożyć nieliczne elementy swojego ekwipunku. Następnie czekał ich posiłek, w czasie którego mieli okazję także spotkać paru innych rekrutów i nielicznych braci. Stevron, próbujący zaciągnąć języka, nie zdziałał wiele. Rekruci wiedzieli zazwyczaj tak mało co on, zaś zaprzysiężeni bracia zazwyczaj woleli rozmawiać w własnym gronie, niż z rekrutami. Frey miał także okazję przekonać się (jeżeli nie doświadczył tego w ciągu kilku ostatnich dni), że jedzenie na Murze bardzo odbiega od tego, które zwykł jadać jeszcze jako król Przeprawy. Było zdecydowanie gorszej jakości i raczej nie podobało się podniebieniu Stevrona. Po tym przyszedł jeszcze czas na jeden trening na dziedzińcu, gdzie mieli także okazję się zapoznać z innymi (i zazwyczaj posiadającym kilka tygodni stażu więcej) rekrutami z Czarnego Zamku. Zbrojmistrz najpierw poględził im coś o równości wśród braci i o tym, że zima, Dzicy czy Inni nie dają nikomu taryfy ulgowej, po czym pokazał jak się trzyma broń i dobierał w pary każąc walczyć, oceniając przy tym umiejętności rekrutów. Frey miał okazję przegrać 3 pojedynki, nim czwarty udało mu się z wielkim trudem rozbroić młodego chłopaczka. Powoli jednak dochodził już wieczór, a zbrojmistrz ogłosił zakończenie treningu. Rekruci mieli resztę wieczoru dla siebie, przy czym dostali poradę, że, w przeciągu jakiejś godziny, większość mieszkańców Czarnego Zamku zbierze się zapewne w wielkiej sali, na posiłku.
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Stevron Frey on Nie Lip 08, 2018 1:47 pm

Mówili im, że podróż do Czarnego Zamku zajmie im 3 dni, pogoda jednak musiała im dopisywać, bowiem do siedziby Lorda Dowódcy dotarli już 5 kwietnia. Frey miał już w głowie ułożone jak rozmówić się ze Stannisem Baratheonem, jednak, ku jemu zdziwieniu, Dowódca nie wezwał go do siebie. Czyżby chciał tym pokazać, że Frey jest tutaj nikim? Stevron opanował jednak swoje myśli, wiedział, że jest w gnieździe żmij, w miejscu, w którym nie powinien być i nie mógł tutaj pozwolić sobie na przejaw pychy czy nieodpowiednie kroki.
Po przydzieleniu kwater, przy wspólnym posiłku próbował dowiedzieć się jak najwięcej o Czarnym Zamku. Wiedział, że wiedza to skarb, niestety nikt z tych, z którymi rozmówić mu się udało nie posiadał owego skarbu. Były król Przeprawy wciąż stąpał po nieznanym mu gruncie i to budziło w nim pewien niepokój.
Następnie znów przyszedł czas na trening. Nie podobało się to Stevronowi. Nie lubił walczyć mieczem, musiał jednak stwarzać pozory. Dlatego też słuchał uwag instruktorów i próbował je wypełniać. Jeden pojedynek przegrany, drugi, trzeci… coś z tyłu głowy mówiło poddaj się, on jednak dalej się starał, nie chciał by widzieli go jako słabego. Już pewnie tak sporo uważało, w końcu stracił koronę.
I jak się okazało, wytrwałość popłaciła, bowiem ostatniego przeciwnika pokonał. Może nie było to łatwe, ale tym bardzie pokazywało, że może stać go na jakieś postępy. Jakieś, może…
Po treningu wrócił do kwatery, gdzie obmył twarz z potu w chłodnej wodzie. Jak on marzył o ciepłej kąpieli, jaką mógłby teraz zażyć, gdyby był w Bliźniakach. Albo w Essos. Był bystry, wiedział o tym, może w Wolnych Miastach miałby lepsze życie już tutaj. Podobała mu się ta myśl. Jednak by ją zrealizować musiałby najpierw stąd zniknąć.
Wieczorem przyszła pora na posiłek, na który Frey oczywiście się udał, szczególnie, że ponoć mieli się na nim zjawić wszyscy mieszkańcy Czarnego Zamku, więc pewnie i Stannis Baratheon. I choć Frey miał jakieś uprzedzenia do niego, z niecierpliwością czekał, aż osobiście pozna swego dowódcę, nawet jeśli ma to być dowódca tylko tymczasowy.
avatar
Stevron Frey

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Pią Lip 13, 2018 5:18 pm

10 kwietnia 336
W większości westeroskich zamków, wychodki często robiono na murach, co znacznie ułatwiało pozbywanie się nieczystości, a nadto też mogło służyć jako okazja do obrzucenia gównem przeciwnika szturmującego owe mury. Jako, że Czarny Zamek posiadał mur tylko od strony północnej (Ale za to jaki! Mur przez prawdziwie wielkie "M"), na który należało wjeżdżać na platformie dźwigowej, tak więc wychodki były rozlokowane w różnych strategicznych miejscach. Ukarany przez Lorda Dowódcę brat Arthur, niestety musiał odnaleźć je wszystkie i zadbać o codzienny wywóz nawarstwiającego się szybko gówna. Mimo buntowniczych myśli kotłujących się w głowie rekruta, zadanie swoje wykonywał całkiem rzetelnie i na ile dało się doczyścić osrane deski, na tyle były one czyste. Niestety los spłatał Westfordowi figla. Kończył czyścić akurat jeden z tych starszych wychodków, wyraźnie w wielu miejscach spróchniały. Przy każdym kroku deski skrzypiały, w wielu też były dziury. Niestety, gdy już miał wychodzić, jedna z budujących dach desek obluzowała się i spadła bezpośrednio na Arthura. Ten nie mógł wiele zrobić, a na śliskim lodzie, stanowiącym podłoże, nie miał zbyt wielkiej możliwości uniku. Deska spadła i roztrzaskała się na nim, wytrącając go z równowagi. Spadł na ziemię, czując ból upadku i zimno lodu... A także gówno, które w wyniku jego przewrotu wylało się z gówna prosto na niego. Co gorsza jednak w jego stopie rozległo się nieprzyjemne chrupnięcie i gdy wściekły oraz upokorzony Arthur próbował wstać, odezwał się w niej rwący ból, tak że runął tylko na ziemię z jękiem. Ubawieni po pachy czarni bracia oblali go na szybko wiadrem w miarę czystej wody, aby nieco go umyć i zanieśli do maestera Czarnego Zamku. Ten wygłosił werdykt surowszy niż czyszczenie sraczy - połamane kości stopy! Będzie musiało minąć trochę czasu zanim rekrut Westford wróci do czynnej służby, a póki co zostało mu kurować się. Aby nie nudziło mu się w trakcie leczenia, lord zarządca w zamian za wywóz gówna znalazł dla niego robotę nie angażującą nóg i dla zabicia czasu Arthur mógł nacieszyć się lżejszymi pracami - cerowaniem ubrań, krojeniem warzyw czy też myciem naczyń. Po zamku poruszać się jednak musiał o kulach i z zazdrością patrzeć na ćwiczących walkę i musztrę braci.




Bolton 2.0
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 472
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Arthur Westford on Sro Lip 25, 2018 5:16 pm

12 Kwietnia 336

Westford jak postanowił tak zrobił. Począł się powoli uczyć jak być równie dobrym jeźdźcem co jego bracia. Było to o tyle łatwe, że miał dwóch dobrych nauczycieli na każde swoje zawołanie.
Początkowo z racji kontuzji uczył się w wolnych chwilach teorii. Alester i Patrek chętnie udzielali mu wskazówek jak może stać się lepszy jeźdźcem. Nareszcie to oni mogli się wymądrzać i pouczać Arthura, zamiast zbierać od niego cięgi podczas walki.
Postanowił też nadać swojemu wierzchowcowi imię. Do tej pory nigdy tego nie robił. Koń był po prostu koniem. Teraz nadał mu imię, TORNADO.
Kiedy był już dość sprawny by wsiąść na konia zaczął zgodnie z możliwościami trenować praktycznie. Nawet jeśli kontuzja początkowo w tym przeszkadzała to nawet lepiej. W końcu normalnie jeździć umiał, chodziło o podniesienie umiejętności, więc wszelkie utrudnienia były nawet wskazane.

Nim jednak rozpoczął swój trening postanowił udać się do swego przyjaciela, płatnerza Reynarda.
-Witaj ponownie Reynardzie, przemyślałem to wszystko i chyba wiem co Siedmiu chce mi przekazać. Powinienem walczyć konno, to właściwie jedyna moja słabość. To właśnie oznaczało zniszczenie zbroi akurat na nodze oraz mój wypadek. Wierzchowiec winien być moimi nogami. Zmiażdżę dzikich szarżując na nich konno. Chciałbym więc, żebyś dokończył swoją pracę. Wiem, że fragment zbroi się zniszczył. Myślę jednak, że łatwo wytworzysz podobny, zwłaszcza mając doskonały wzór z drugiej nogi. Wyłóż też proszę w podobny sposób napierśnik. Z hełmem postąp według własnego uznania. Jeśli uznasz, że trzeba tam też dodać jakąś skórę by całość nie hałasowała, to to zrób. Jeśli obejdzie się bez ulepszania hełmu to tym lepiej.
Chciałbym też jakąś zbroję dla konia. Na początek coś prostego skóra na grzbiet i jakaś cienka blacha na głowę i kark. Nie chce marnować zasobów straży, więc możesz to wykonać z jakiś odpadków. Nie jestem jakimś durnym rycerzem i nie jadę na turniej. Dzicy będą padać niezależnie czy końska zbroja będzie ładna czy brzydka. Ważne żeby nie zabili mojego konia. Jeśli będziesz miał czas zrób proszę również podobne zbroję dla koni Alestera i Patreka. Gorold jak wróci niech sobie sam załatwia. Jak wyzdrowieje, to może mnie puszczą, żebym zapolował w lesie, przyniosę Ci w zamian jakąś skórę łosia, wilka albo może niedźwiedzia jeśli się poszczęści. A właśnie, nie znasz kogoś kto mógłby mnie podszkolić w sztuce przetrwania za Murem? Z łuku strzelam już nieźle, ale nie wiem czy byłbym wstanie skutecznie polować.


avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Sie 02, 2018 10:30 am

- Och... - westchnął płatnerz. Oczywiście uszczęśliwił się na wizytę Arthura, ale jego prośba jakby spowodowała, że wyraźnie spochmurniał. - Boję się, że nie zrobię Ci zbroi dla konia. Nigdy nie próbowałem czegoś takiego i nie mam pojęcia, jak się za to zabrać. Musiałbyś zwrócić się do znacznie zręczniejszego płatnerza. - wyjaśnił z żalem. Zaraz jednak uniósł głowę, uśmiechnął się i jakby na pocieszenie zapewnił: - Ale zbroję dla Ciebie mogę zrobić. Może to trochę potrwa, ale wierzę, że powinno się udać. - pobębnił parę razy palcami po stole i stwierdził: - A sam pomysł wydaje się dobry. Szarża ciężkich konnych powinno załatwić Dzikich... Tylko boję się, że jeden jeździec nie pokona całej ich armii. - spojrzał jeszcze na rzeczy, które ma do zrobienia, nim zdecydował: - Wpadnij za parę dni, co? Zobaczymy wtedy jak pójdzie mi ta robota...

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Arthur Westford on Czw Sie 02, 2018 10:55 am

Arthur zasępił się słysząc, że płatnerz nie jest wstanie wykonać zbroi dla konia.
-Ehh, tylko skąd wziąć zręczniejszego płatnerza? Może w Winterfell mają kogoś kto byłby wstanie wykonać taką zbroję. Tylko czy ktoś taki wykonałby cokolwiek na prośbę jakiegoś rekruta, który nawet nie ma dość złota by zapłacić? Zresztą jak poinformować o prośbie? Wysłać kurka? Już widzę jak Stannis mi udostępnia ptaka... Może chociaż spróbujesz narzucić jakąś płachtę skórzaną na głowę i grzbiet? Słaba ochrona, ale lepsze to niż nieokryty koń. Dzicy mają słabą broń, może to wystarczy?
Brak zbroi dla konia był dużym problemem, co po koniu, który może łatwo paść w bitwie? Trzeba było coś zrobić, żeby zyskać jakąkolwiek ochronę. Tylko co?
-Gdybym był bardziej butny powiedziałbym, że to zależy od jeźdźca - zaśmiał się - ale niestety dobrze wiem ile dzikich na nas idzie. Sam Wojownik nie dałbym im rady w pojedynkę. Na szczęście są jeszcze moi bracia, to już kilku jeźdźców. Namawiałem też Stannisa, żeby zorganizował jakiś oddział ciężkiej jazdy, ale Stannis chyba tak ma, że nikogo nie lubi i nikogo nie słucha, więc pewnie żadnej jazdy nie będzie. Nie wiem jak mój dziadek mógł uważać go za takiego wspaniałego przywódcę... W Essos walczyłem pod wodzami, których żołnierze wręcz kochali. Patrząc na Stannisa mam wrażenie, że jego własna matka miałaby problem by go pokochać... No, ale zobaczymy podczas bitwy.
Westchnął smutno.
-No nic wrócę za jakiś czas, może zbroja będzie już gotowa.
To powiedziawszy wrócił do swoich obowiązków, o ile płatnerz nie miał nic do dodania.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Sie 02, 2018 3:58 pm

Reynard zaśmiał się na słowa Arthura. - Ha, w Winterfell? Pewnie mają, ale nikt Ci tam nie zrobi tej zbroi, szczególnie za darmo. Ha! - powoli jednak po śmiechu został mu tylko szeroki uśmiech. Choć niekoniecznie ładnie wyglądający, z żółtymi zębami i brakiem co po niektórych. - Nie jestem tylko pewien co do samego pomysłu. W zbroi koń miałby problemy, i w śniegu, i w lesie. - trochę zaraz zmarszczył czoło, słysząc o Stannisie. Uśmiech stał się trochę mniejszy, choć wciąż pozostał na jego twarzy. - Lord Dowódca? Ha, chyba rozmawiamy o dwóch różnych osobach. Jest może trochę uparty, ale na pewno do genialny dowódca. Jeżeli ktoś miałby nas obronić przed Dzikimi, to tylko on. - wyraził swoją opinię płatnerz, a jako że Arthur już chciał wracać do swych obowiązków, to tylko machnął mu na pożegnanie i sam wrócił do swojej pracy. - Wpadnij za tydzień, powinienem do tego czasu zdążyć zrobić Ci tą zbroję.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Arthur Westford on Pią Sie 03, 2018 10:59 pm

20 kwietnia 336

Arthur najpierw udał się do miecznika, by odebrać swoje zamówione miecze. Zwlekał z tym trochę, bo najpierw chciał, żeby rzemieślnik wykonał je porządnie. Potem z kolei sprawa z nogą.
Ostatecznie trzeba je było jednak odebrać, więc to zrobił.

Następnie udał się do Reynarda.
-Witaj Reynardzie! - zawołał wesoło. Był w dobrym humorze, kara się skończyła, z nogą było coraz lepiej, a do tego odebrał swoje miecze. Jeszcze tylko zbroja i będzie miał wszystko czego potrzebuje, no może prawie...
-Jak tam zbroja wszystko się udało? Prawdę mówiąc nie mogę się doczekać żeby zacząć bić jakichś dzikich! A Wy jak, planujecie chwycić za jakiś młot czy topór gdy dzicy przybędą?
Jeśli ze zbroją było wszystko w porządku spytał jeszcze.
-Na pewno nic nie dacie rady zrobić dla konia? Nie chodzi nawet o zbroje z metalu, wcześniej mieliście rację. Koń pokryty metalem nie pojedzie po śniegu. Może gdyby było to jakiś wspaniały rumak bojowy... Tylko skąd takiego wziąć? Nałożenie na łeb, kark i grzbiet konia jakiejś skórzanej płachty nie powinno jednak stanowić problemu. Zawsze to jakaś ochrona, może zatrzyma chociaż kościaną broń dzikich?
Westford nie należał do ludzi, którzy łatwo odpuszczają. Zawsze szukał sposobu, żeby dopiąć swego, jak nie tak, to inaczej.
-Jak nie masz żadnych odpowiednich skór to może pozwolą mi iść do lasu i coś upolować? Potrzebuje tylko kogoś kto nauczy mnie teorii polowania. Znasz może kogoś takiego? Zdobywanie pożywienia, budowa schronienia, to się może przydać za Murem.

MG:
Przypominam, że zbroja miała być taka, żeby nie obcierała i nie hałasowała, za to "Mechanicznie: Ewentualne ulepszenie zbroi będzie ważyła jak dodatkowa zbroja lekka pod pancerzem." Czyli zamiast 32 waży 44
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Sie 04, 2018 11:47 am

I tym razem kowal przywitał z radością Westforda. - Witaj Arthurze! - rekrut zastał go podczas wyginania jakiegoś innego pancerza. Przerwał jednak pracę, by pójść po gotową zbroję. - Tak, jest już gotowa. Wszystko się udało - oznajmił, kładąc ją przed Arthurem. - Tylko za Murem będzie strasznie nieporęczna. Jest strasznie ciężka. Zmachasz się po godzinie marszu. - wyraził trochę podejrzliwie swoją opinię. Na wspomnienie o walce z Dzikimi, zważył swój młot w rękach. - Jak będzie trzeba. Choć mam nadzieję, że poradzicie sobie z tymi dzikusami. - na wspomnienie o zbroi dla konia, potwierdził: - Nic a nic. A nawet jakbym był w stanie, to nie mamy na to stali. Jest dużo nowych rekrutów, a żelaza nam nie przybywa. Gdybyś nie miał własnej, to i zbroi nie mógłbym Ci zrobić. - słuchał dalej, zanim stwierdził: - Może pozwolą. Ale na pewno nie ze złamaną nogą. A polować pewnie umie każdy Zwiadowca. Muszą umieć przetrwać za Murem. Spytaj jakiegoś znajomego, to Ci powie.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2430
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Arthur Westford on Nie Sie 05, 2018 11:33 am

-Cieszę się, że wszystko się udało! A o marsz się nie martw, nie mam zamiaru w niej maszerować, mam zamiar jeździć na koniu, nawet w walce o ile teren pozwoli. Zresztą, pewnie i tak ruszałbym się żwawiej niż co poniektórzy "doświadczeni zwiadowcy" - zaśmiał się.
-Taki mamy zamiar! Mur jest wysoki, dzicy musieliby się po nim wspinać, ubijanie ich tam byłoby dziecinnie proste. Jeśli tylko północ się ruszy z pewnością zgnieciemy dzikusów na przedpolach Muru! Powiedziałbym, żebyś się trzymał blisko mnie, kiedy zaczną się ciężkie walki. Tyle, że ja mam zamiar iść w największy dym, więc może lepiej nie. No chyba, że uznam pchanie się w sam środek za... taktycznie nieuzasadnione - znalazł wreszcie właściwą formułkę.
Strapił się słysząc o problemach Straży ze stalą. To była ich największa przewaga. Dobra stal przeciwko skórze, kości, albo co najwyżej pseudo zbrojom z brązu, które i tak mieli nieliczni. Dlatego tak się bał tych przemytników. Dlatego teraz martwił się o brak stali.
-Noga ma się coraz lepiej, ale przed przysięgą i tak nie wyruszę pewnie na polowanie. No nic, idę trenować strzelanie z łuku i dogadywanie się z moim koniem. Przed bitwą przyda się wszechstronność, będzie trzeba naszpikuje dzikusów strzałami, będzie trzeba zaatakuje z konia, albo na piechotę. Nie mają z nami szans!
Nie wyobrażał sobie jak Mur mógłby paść, kiedy on go będzie bronił. Jego obronę zaczynał powoli uważać za swe przeznaczenie. Cel jaki dało mu Siedmiu. Czyż mogliby przegrać wobec tego?
Po przymierzeniu zbroi oddał ją płatnerzowi.
-Ciężka faktycznie, ale dam radę. Przechowajcie ją proszę. Tak jak i te dwa miecze wykonane przez kowala. Wolę ich nie dawać do zbrojowni. Pewnie połowa ludzi tutaj to złodziejaszki. Lepiej będzie jak przechowam to u Was. Jak będzie potrzeba to odbiorę.
Pożegnał się z płatnerzem i odszedł o ile ten nie miał nic do dodania.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec II

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach