Karczma na rozdrożach

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 05, 2017 9:24 pm

Niewielki przybytek, w którym zatrzymują się przejezdni, najczęściej wracając lub jadąc do Bliźniaków. Karczma jednak znajduje się nieco bardziej na południe, kilka mil od Kamiennego Żywopłotu, w Królestwie Tridentu Południowego.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 05, 2017 9:57 pm

1 Stycznia 336 AC

Podróż przebiegała stosunkowo spokojnie. Ciepły wietrzyk idealnie równoważył wahania pogody - ochładzał w upały i ogrzewał w zimnie. Nie zagłębiając się w szczegóły pokonanej trasy, czy wewnętrzne perypetie bohatera. Przemierzał zaś kilometry traktów na wierzchu swego wspaniałego rumaka, mając jedynie nadzieję, że Rosh go odnajdzie.

Był jeszcze stosunkowo wczesny dzień, jednak z informacji Atlovarta wynikało iż do wieczora nie da rady dotrzeć do kolejnego przybytku, a nie chciał nocować po lasach, póki w sakiewce brzęczało, więc zatrzymał się w karczmie na rozdrożu jakich wiele. Zsiadł z konia i podprowadził do stajni. Zostawił przy koniu tarczę, zaś siekierkę wsunął za pas. Jeśli był tam jakiś chłopaczyna lub inny stajenny, oddał mu wodze, w przeciwnym razie sam zajął się koniem, nim ruszył do głównego budynku.

Przestępując przez próg rozejrzał się nieco, nim ruszył przed siebie. Nie chciałby w końcu nieopatrznie dosiąść się do jakiegoś szemranego elementu. Najlepszy byłby samotny stoliczek lub zwykle neutralne miejsce przy kontuarze, do którego to się skierował i zwrócił do kogokolwiek, kto za nim stał.
- Spokój temu przybytkowi. W stajni żem konia pozostawił, a przydałoby się jeszcze dla mnie jakieś miejsce na nocleg, choć jeszcze wcześnie i jakaś strawa godziwa. - rzekł prostodusznie najemnik i jeśli nie było problemów, to domówił jeszcze piwa kufel, róg, czy w czym się tutaj napitek serwowało, po czym zajął miejsce, by poczekać na urodzinowy obiad.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 05, 2017 10:15 pm

Karczmarz był nikłej postury człowiekiem, nie był wysoki, ani nie wyglądał na siłacza, posiadał za to mocno siwą kozią bródkę i równie poczciwe wąsy. Gdy usłyszał, jak drzwi otwierają się do jego lokalu, odstawił kufel który czyścił i zaczekał aż nowy klient podejdzie. Słysząc pozdrowienia, uśmiechnął się grzecznie i zaczął przyjmować zamówienie.
- Joho, oczywiście panie, dostanie pan swoje wyrko i coś do zjedzenia. No niech pan zaczeka tylko z kwadrans, może dwa. - powiedział i schował się za wielką płachtą, która miała najwyraźniej robić za zasłonę do zaplecza. Wewnątrz było dość gwarno, nie był to jednak okres przed wielkimi targami, toteż dało się znaleźć wolne miejsca, a i sam element spod ciemnej gwiazdy nie był tym razem liczny.
Nie minął może kwadrans, a do karczmy wpadł pewien człowiek, jego wtargnięcie zwróciło na siebie uwagę wszystkich. Człowiek ten był podobnej postury co właściciel lokalu, posiadał nawet brodę o podobnej siwiźnie. - Dobre Bogi, pomóżcie! - krzyknął i wziął wielki wdech powietrza. - Zięcia mi zaciukali, a pasierbe wzieli na gwałty! Dobre ludzie pomóżci! - swoimi wrzaskami wywołał lekkie zamieszanie wśród mu podobnych, kilku najemników w ogóle nie zwróciło na niego uwagi, a dwóch z trójki rycerzy tam obecnych gotowi byli wstać i iść ratować niewiastę z opałów.
- Marysienke zabrali? A to chujpsy jedne! Chopy, nie damy im naszych dziołch chędożyć! - zakrzyknął jeden z przedstawicieli najniższego stanu i wstał z ławy, a wraz za nim wstało sześciu innych. - Takje, moją Marysienke, ale ich był z tuzin, wpadli do chałupy i od razu znikli, dobre najemniki, wspomóżcie nas. - zwrócił się do czwórki najbardziej podejrzająco wyglądających ludzi i nawet uklęknął przy nich na kolanie. - Srebro ma? To pomożem.
- Srebro? Panie, ja tego nigdy na oczy nie widział. - powiedział zrozpaczony, a najemnicy którzy przez chwile zainteresowali się tematem, nagle stracili bezpowrotnie jakikolwiek zapał i wrócili do wzajemnych śmiechów i plotek. Natomiast zrozpaczony chłop, rozejrzał się po swoich sąsiadach i dwóch rycerzach którzy byli obecni. - Oni nas pozabijajo, mi pasierbe wezmą gwałtem, ludzie miejcie że troche serca.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 05, 2017 10:30 pm

Czekanie na napitej przerwał nieoczekiwany zwrot akcji w postaci... dla Atlovarta mężczyzna wyglądał jakby nazywał się Bogumił albo Bożyszcz. Widać było, że najemnikom nie spieszyło się zbytnio do roboty, ale Atlovart im się nie dziwił - niepotrzebne nadstawianie karku za darmo to głupota, aczkolwiek nasz najemnik miał w tym inny udział, a mianowicie przychylność rycerzy, która kiedyś mogła okazać się o wiele cenniejsza niż kupka srebra, toteż gdy potencjalny Bożydar skończył swe wywody, Atlovart wstał i od razu ruszył do wyjścia nie zaszczycając najemników spojrzeniem, zaś wyciągając prawice do rycerzy z którymi najpewniej niedługo przyjdzie mu współpracować.
- Atlovart
Następnie w te pędy udał się do stajni, by dosiąść konia - oby jeszcze nie rozsiodłanego - i wyjechał przed karczmę, czekając na rycerzy jeśli ci także mieli taki zamiar, w przeciwnym razie zaś zwrócił się do Bogochwała.
- Prowadź waść, bo czasu szkoda! - a jeśli byli z nimi jacyś chłopi chcący wspomóc sprawę, to i do nich się zwrócił - My przodem, bo lepiej uzbrojeni. Może się zlękną sprawiedliwości i odpuszczą. - stwierdził i ruszył za chłopem mając już hełm na głowie, zaś do walki gotując miecz, tarczę mając na plecach, zaś siekierkę za pasem. Jeśli od razu miało dojść do walki, to dla Atlovarta liczył się pewien fakt - uzbrojenie gwałcicieli. Jeśli mieli ostrą broń, ostrzem miał zamiar atakować, lecz jeśli byli to prości chłopki z pięściami i okazjonalną pałką, to zabijanie było niepotrzebne i próbował atakować płazem.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 05, 2017 11:19 pm

Wieśniakowi aż źrenice rozszerzyły się ze szczęścia, gdy tylko zobaczył że jeden z porządniej wyglądających najemników zdecydował się pomóc, nadal uważał że jest to o wielu ludzi za mało, w końcu napastników było o wielu więcej, a główną siłę ekipy ratunkowej tworzyli wieśniacy.
- Mości Atlovarcie, niech Puń buczek, jeden z drugim, Ci w dzieciątkach wynagrodzą. - powiedział niemal radośnie, po czym sam wyszedł z knajpy i wskazał palcem. - Tam nasze chałupy stojo, ale zbójcy uciekli nad rzekę, bo tam chyba gdzie żyjo. - powiedział i zaczął biec w tamtą stronę, a jeśli gdzie dobry wojownik zdecydował się go podwieźć był wręcz wniebowzięty.
Po około kwadransie cała zgraja znalazła się w odległości pięćdziesięciu metrów od miejsca, z którego dochodziły krzyki dziewczyny. - Marysienke mi chędożo, rycerze, atakujcie, zróbcie cosik! - krzyknął, a jeden z rycerzy go od razu uciszył. - Cicho siedź usłyszą nas i nici z łatwego odbicia. Powiedziałeś że jest ich tuzin, myślę że moglibyśmy zastosować dywersję.
Wy - chłopi wyskoczycie z zagajnika i całą uwagę skierujecie na siebie, a my wtedy z .. Sir? Atlovartem,
zaatakujemy od tyłu. Co wy na to?
- zapytał bardziej drugiego rycerza i Atlovarta.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 05, 2017 11:36 pm

Może i by chłopa na koniu podwiózł, gdyby nie fakt, że sześciu innych i tak musiało dreptać pieszo, więc szybsza jazda nie miała sensu, ponadto koń był nieco obładowany, a przez zad miał przewieszone zawiniątko, toteż niezbyt było gdzie kogoś posadzić.
Pierwszym z czego Atlovart zdał sobie sprawę, był fakt iż chłop wspomniał o tuzinie może zarówno znaczyć, że bandosów jest ośmiu, czy piętnastu. Drugim był fakt, że nie licząc wieśniaków, to piętnastu na trzech może być dość trudne nawet konno, bo i rycerz dupa, gdy gawiedzi kupa. Trzecie zaś to fakt, że chatka rybaka była... drewniana, a Atlovart zupełnie przypadkiem miał przy sobie pochodnię, krzesiwo i hubkę.
- Panie rycerzu, plan chwalebny, ale niebezpieczny. Jeszcze kogoś ci bandyci zatłuką, a szkoda dobrych ludzi. Widzicie tą chatkę? Podejść po cichu, zatrzasnąć drzwi, ogień podłożyć i pogotować ich tam kilka minut, to jak się ich wypuści nawet walczyć nie będzie trzeba, bo tylko będą kaszleć i oczy trzeć, a chatka mała strata - w ośmiu to i w jeden dzień nową postawimy, a mniej w walce ryzykujemy. Zwłaszcza, że nikt ich nie pilnuje. - rozejrzał się po zebranych - Taki jest mój plan - tu macie pochodnię, cztery osoby trzymają drzwi, reszta sprawdza dookoła, a my na koniach się szykujemy gdyby jednak się wydostali i lejemy. Jak wam się z jakiegoś względu nie podoba, to ja jestem człowiek ugodowy i możemy zrobić po waszemu, ale jak ktoś po łbie dostanie, to niech się nie awanturuje.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Gru 05, 2017 11:46 pm

Gdy Atlovart się odezwał, wszystkie dziewięć par oczu się na niego spojrzało i zaczęły rosnąć im oczy z przerażenia, z jakiego typem człowieka mieli właśnie do czynienia, może tak naprawdę to należało by się go obawiać, a nie kilku chłopków z zardzewiałymi mieczami. Pierwszy odezwał się poszkodowany chłop, który nie był wściekły, ale mimo to powiedział jak najbardziej surowym tonem. - Przecie Marysienka jełopie zginie, jej się krzywda zadziać nie może. To młoda kobitka, nawet tym dymem się udusi, ale jeśli uważasz że zadziała, a i mojej pasierbie nic się nie stanie, to dobrze. Zgadzam się. - oznajmił i spojrzał na innych, trzeba było podejmować trudne decyzje, a ta najwyraźniej należała do najtrudniejszych w życiu chłopa.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Wto Gru 05, 2017 11:57 pm

- Dobrze, to jeszcze raz. Dwóch albo trzech odważnych, którzy wejdą po Marysieńkę, bo ja będę na koniu. - od razu podpalił pochodnię i podał jednemu - Masz tutaj, zaraz będziesz podpalał, reszta zamyka drzwi i trzyma. Panowie rycerze ustawiają się kawałek dalej gotowi do szarży, ja tak wprawnym jeźdźcem nie jestem, więc po prostu będę trzymał się blisko drzwi. Jak nie utrzymacie drzwi, to trudno, ale dajcie z siebie wszystko. Można podeprzeć jakąś gałęzią większą, jeśli szybko znajdziecie. Ja daję znak, a wy otwieracie i jak wybiegną, to lejemy ich, a wy - wskazał wcześniej zgłoszonych - wchodzicie po Marysieńkę. Jesteśmy blisko rzeki, jak znajdziecie wiadra to warto oblać się wcześniej wodą. Jeśli te głupki postanowią zostać w środku, to schodzimy z koni i lejemy ich w środku. Prawdopodobnie ognia wiele nie będzie, tylko trochę dymu. Grunt, żeby ich przestraszyć. Jak zobaczą konnych rycerzy na zewnątrz to pewnie zaczną uciekać.
Wszedł na konia i kiwnął rycerzom, by zrobili to samo, po czym wysłał chłopów ku zadaniom, a konna trójca powoli także ruszyła na pozycje. Miał zamiar poczekać aż w budynku zrobi się trochę dymu i odczekać jakieś dwie minuty, czy może sto uderzeń serca, by dać znak do otwarcia. A czy z tego wszystkiego Maryśka przeżyje? Ciężko powiedzieć, ale Atlovart dobrze jej życzył.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 06, 2017 7:06 pm

Chłopi podeszli do chatki nad rzeką całkowicie niepostrzeżenie, wszystko dzięki temu że krzyki dziewczyny wszystko zagłuszały, a dodatkowo napastnicy mieli się na czym skupić. W jednej chwili drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a zbóje skoczyli do drzwi próbując je wyważyć, nieszczęśliwie nie udało im się to, a w powietrzu dało się już wyczuć swąd spalenizny. Szarpania i groźby nic nie dawały, chcąc się czym prędzej wydostać i załatwić problem chłopów, jeden z rozważniejszych bandytów podniósł z ziemi swój toporek i zaczął rozbijać drzwi, nie chcąc czekać na spalenie się lub zaczadzenie.
Gdy drzwi zostały rozbite, z wewnątrz wybiegło jedynie czterech uzbrojonych grasantów, co oznaczało tylko że w okolicy może ich się kręcić więcej, a jeśli ogień się rozszaleje to może to ich zaalarmować.
Początek niewielkiej potyczki był dość zaskakujący, prości chłopi, uzbrojeni w sierpy i pałki nabijane gwoździami, walczyli na równi z banitami, którzy byli niewiele lepsi. Niestety, gdy zginął tylko ojczym porwanej dziewczyny, morale pozostałej dwójki całkowicie opadło co oznaczało jednostronną rzeź. Widząc to druga trójka chłopów, mających odbić pasierbicę wieśniaka, postanowiła wziąć nogi za pas, co spowodowało pościg za nimi. Jednakże w pewnym momencie zza kępy krzaków, wyskoczyło dwóch rycerzy, jeden na karym drugi na brązowym koniu, machali oni swoimi mieczami, posyłając w objęcia Nieznajomego, jednego przeciwnika.
W tym samym czasie, Atlovart wyskoczył na kolejnego przeciwnika, wyraźnie pokazując mu kto jest górą w tym pojedynku - i to nie z faktu siedzenia na koniu - już pierwszym zamachnięciem swoim mieczem, najemnik trafił w tors banity, sprawiając że wyraźnie poprawił się i chciał kontratakować, co prawie mu się udało, jednak zwinność wojownika udaremniła jego plan, dzięki czemu Atlovart miał okazję trafić wroga w ramię i zrzucić go na kolana, prosząc o łaskę.
Obok tej sceny, dogorywała walka dwóch rycerzy z ostatnimi banitami, którzy nie radzili sobie najlepiej i szybko zginęli.
Po całej tej kurzawie i ferworze walki, do sojuszników, powrócili przestraszeni chłopi, którzy od razu po przekonaniu się że zbójcy nie żyją, pobiegli do chatki, sprawdzić co z Marysienką. Po krótkiej chwili wyprowadzili ją z osmolonej chatki, na w półżywą. Na całym ciele miała siniaki i zakrzepłą krew, komponowało się to ze śladami obdarć spowodowanych przez paznokcie gwałcicieli, a jej stan zwieńczyło lekkie zaczadzenie.
- Bidna dziewucha, łojciec umarł, mąż też. Co ona sama pocznie z dziatkami? - zapytał się jeden z chłopów.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Sro Gru 06, 2017 7:31 pm

Scena nie przebiegła do końca po myśli Atlovarta. Koniec końców tuzin okazał się czterema osobami, z których trójka zginęła ciągnąc za sobą do grobu ojca Marychy, zaś czwarty leżał na kolanach. Trzeba było go związać i zabrać się za gaszenie chatki, a później można było porozmawiać.
- Dobrzy rycerze, wam najprzedniej będzie wiedzieć co zrobić z tym tutaj. - wskazał na rannego gwałciciela - Związać i przed seniorem postawić, czy od razu ukrócić cierpienie.
Słowa chłopa były celne, jednakże nie była to już sprawa Atlovarta, który co najwyżej mógł podzielić się swym światopoglądem.
- Mamy cztery trupy z czego trzy to wyjęci spod prawa. Jeśli nie mają rodzin, to może wasz lord przekaże dziewczynie ich majątki. W tym celu dobrze byłoby tego hultaja pod sąd odprowadzić i sprawę wyłożyć. Do tego czasu chyba kto porządny się nią zaopiekuje, hę? - jeśli nikt się nie zgłosił, to Atlovart wyznaczył najbliższego za pomocą wskazania palcem. Jeśli mieli zamiar pogrzebać zmarłych w okolicy, był gotów pomóc, w przeciwnym razie wsiadł na konia i odjechał w stronę karczmy, gdyż według niego siedem osób to wystarczająca ilość na mały pochówek. Poza tym... może obiad jeszcze nie wystygł do końca?
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 06, 2017 7:55 pm

Rycerze zsiedli ze swoich rumaków i spojrzeli na przestępce, potem wzrok przenieśli na ranną dziewczynę i ostatecznie na Atlovarta.
- Gnić winni w ciemnicy, a potem głowy utracić lub na Mur się wybrać. - rzekł jeden z nich, a drugi mu zawtórował. Gdy chłopi zostali wyciagnięci do odpowiedzialności za dziewuchę, niechętnie się temu przychylali, jednak będąc zmuszonym przez wielkiego wojownika, od razu zyskali zapał do pomocy.
Tym czasem, w zagajniku nieopodal pojawiło się dwóch pobratymców, pokonanych bandytów, którzy od razu po ujrzeniu nieznajomych ukryli się w krzakach, widząc jednak przeważające siły i pokonanych przyjaciół, zaniechali jakiegokolwiek działania. Siedzieli w chaszczach, nasłuchując wszystkiego i wymyślając już zemstę, kto wie, może puszczając całą wieś z dymem. Uciekli dopiero wtedy, gdy w zasięgu ich słuchu, nie dane im już było nic usłyszeć.


avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Rosh z Gulltown on Sro Gru 06, 2017 8:17 pm

1 stycznia 336 AC - wieczór

Minęło już kilka tygodni od chwili kiedy jego statek zawinął do portu na Ziemiach Burzy. Nic szczególnego nie wydarzyło się podczas wędrówki, której celem było znalezienie jakiegoś godnego zajęcia. Myśląc o godnym zajęciu, Rosh oczywiście miał na myśli spuszczanie tęgiego wpierdolu za pieniądze, lub palenie wiosek i tak dalej. Postanowił więc raz jeszcze odwiedzić Dorzecze, krainę gdzie pierwszy raz brał udział w bitwie, siekając Freyów. Stwierdził, że skoro większość rodów zamieszkujących tamte ziemie się nienawidzi, to pewne niedługo znów będzie okazja aby oklepać Freyów, Tullych, Brackenów czy Blackwoodów. Jadąc powoli na swej klaczy nawet nie zauważył mroku panującego dookoła. Całe szczęście zapamiętał miejsce gdzie nocował dziesięć lat temu jako młody chłopak. Lada moment widział starą karczmę stojącą nadal w tym samym miejscu na rozdrożach. Klacz zostawił w stajni razem z tarczą. Zabrał ze sobą torbę podróżną oraz dwa miecze. Już nie mógł się doczekać ciepłego posiłku oraz miękkiego łóżka. Ostatnie czasy, bowiem zdarzało mu się nocować pod gołym niebem i wpieprzać suchy chleb z serem, toteż taka odmiana na pewno wyjdzie mu na dobrze. Gdy otworzył drzwi karczmy, zrobiło się cicho. W końcu próg przekroczył ktoś uzbrojony po zęby dodatkowo wyższy od większości osób. Jednak wszystko szybko powróciło do normy. Rosh poprosił karczmarza o pokój, strawę i piwo. Kiedy przydzielono mu miejsce do spania, szybko, (o ile to możliwe) zdjął zbroje i nareszcie zszedł w lekkich ubraniach na dół, nadal mając przy boku miecz i sztylet. Wtedy też zauważył dobrze znaną mu gębę.
- O, żesz kurwa jego mać... A już myślałem, że nic nie może mi popsuć tego wieczoru. - powiedział podchodząc bliżej stolika gdzie samotnie siedział jego dawny przyjaciel - Aż tu nagle widzę twoja wredną gębę w kącie, HEH! - Ryknął śmiechem odkładając na stolik strawę oraz piwo. Uściskał mocno przyjaciela, rzecz jasna dosiadając się - Gdzież się tak długo podziewałeś Travolta?
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Sro Gru 06, 2017 8:45 pm

Rozbici bandyci dobrze działali na apetyt, toteż Atlovart z uciechą zabrał się do przygotowywanego już nieco wcześniej obiadu. Reszta dnia zapowiadała się dość leniwie, toteż mężczyzna miał zamiar nieco się rozerwać i pozostawiwszy konia oraz ekwipunek wraz ze zbroją w karczmie, ruszył w prostym stroju, z mieczem i linką w las. Już od dawna miał zamiar poćwiczyć wspinaczkę, a wreszcie nastał dzień, gdy po kilku godzinach w siodle nie czuł się jak wyżymana szmata. Po mniej więcej godzinie zmagać wrócił do swej opoki będącej karczmą, gdzie zamówił sobie balię wody. Co jak co, ale raz na jakiś czas umyć się wypadało - zwłaszcza, że była ku temu okazja lepsza niż strumień.

Z czasem w karczmie zrobiło się ciemno, toteż zapłonęły świece, a Atlovart akurat wrócił z krótkiego spaceru do wygódki, by znów zasiąść naprzeciw kufla piwa. W połowie pełny, czy w połowie pusty? Nie mogąc znieść tych rozważań dopił szybko do końca i ze stłumionym przez drewno hukiem odłożył puste naczynie na stół, a w karczmie zaległa cisza. Zdziwiony reakcją gawiedzi rozejrzał się, by spostrzec barczystego prawie-rudzielca. No tak, tylko co przywiało Obijmordę do Dorzecza? Widocznie Rosh strudzony był podróżą, więc Atlovart postanowił poczekać aż wróci lub przywitać go z samego rana. Spełnić się miała pierwsza wersja i to nie do końca, bo to Atlovart został przywitany.
- Tak, tak. W pokojach nie ma luster, więc musiałeś się pofatygować tutaj po takie widoki. - rzekł odwzajemniając uścisk i klepiąc najmusa po szerokich plecach - Wolisz wersję dla dorosłych, czy ocenzurowaną?
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Cykada on Sro Gru 06, 2017 9:43 pm

Po połowie dnia jazdy w końcu dotarł do wioseczki, gdzie ostatnio gościł parę miesięcy temu. Wracał właśnie z okolic Riverrun i od dłuższego czasu nie miał żadnej godziwej pracy. Miał nadzieję, że tutaj się to zmieni.
Z daleka zobaczył obłoki ciemnego dymu. Zawahał się przez chwilę czy na pewno chce jechać do miejsca, gdzie mogą trwać jakieś walki. Dorzecze od dziesięcioleci było bardzo niespokojnym miejscem i nie zdziwiłby się gdyby wioska była właśnie grabiona i palona.
Ciekawość jednak zwyciężyła i postanowił zbadać co tam się dzieje. Poza tym walka zawsze oznaczała rannych a oni zawsze oznaczali pracę.
Na miejscu okazało się, że to tylko jedna, dogasająca chata. Wypytał chłopów co się stało i poznał całą historię o bandytach gwałcących dziewczynę i rycerzach ją ratujących.
Poszedł do dziewczyny sprawdzić czy żyje. Była mocno poobijana i pokaleczona. Cykada zaoferował pomoc za darmo, jednak ona nie pozwoliła się dotknąć. Cóż... poniekąd ją rozumiał.
Po wszystkim skierował się do karczmy. Zrobiło się już ciemno i wypadało coś zjeść przy ogniu i muzyce. Swoją szkapę zostawił u stajennego i wszedł do gospody.
W środku zdjął kaptur, który był w zasadzie jego szalikiem i obejrzał wszystkich szybkim spojrzeniem. Jedną z twarzy rozpoznał... albo tak mu się zdawało.
Podszedł bliżej i nachylił się, żeby lepiej spojrzeć na twarz siedzącego przy stole mężczyzny.
- Vart? Cholera, nie poznałem cię. - Wyprostował się. Był już pewny, że to jego znajomy. - Nie wiem czy mnie pamiętasz, widzieliśmy chyba ze trzy razy w twojej karczmie w stolicy. Nie myślałem, że obaczę tutaj znajomą gębę.
Dopiero teraz zauważył obok pewnego brodacza, który najwyraźniej towarzyszył najemnikowi.
- Witajcie mości panie. - Powiedział do Rosha. -Przyjaciele Varta to moi przyjaciele. - Wyciągnął dłoń do uścisku.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Rosh z Gulltown on Sro Gru 06, 2017 9:57 pm

Riposta Travolty przypadła Roshowi do gustu i raz jeszcze zmuszony był parsknąć śmiechem. Właśnie tego brakowało mu przez ostatnich kilka tygodni. Ludzi z którymi mógł swobodnie pożartować, pośmiać i napić. Rzecz jasna mało kiedy przejmował się tym, iż kogoś obrazi, bo jeśli ten drugi miałby jakiś problem, zwyczajnie by mu wpierdolił, ale to już inna kwestia.
- Uuuu, wersja dla dorosłych? No nie wiem czy Niania pozwoli mi po nocach słuchać takich opowieści, ale wiesz co? Zaryzykuje, bo moja niania została w jebanym Gulltown. - Jeszcze bardziej rozsiadł się na swoim krześle, biorąc kilka gryzów pieczonego kurczaka. Wszystko przepił dwoma solidnymi łykami piwa, do którego o bogowie... Nie miał dobrej głowy. Właśnie miał usłyszeć historię kiedy nagle pojawiła się jakaś pipka w szaliku z bardzo znajomą gębą. Najwyraźniej znał on przyjaciela Rosha, dodatkowo bardzo dziwnie go nazywał.
- Wart? Nie, on jest gówno Wart, hehe. - Znów ryknął śmiechem, a kiedy nieznajomy wyciągnął ku niemu dłoń, ten uścisnął ją mocno jak na najemnika przystało mówiąc dalej - Mości panie? Mów po prostu Rosh, żaden ze mnie pan. I powiedz mi ... - Przeciągnął to tak, aby nieznajomy również się przedstawił, a dopiero później kontynuował - Czy mi się już kiedyś nie spotkaliśmy? Masz bardzo podobną gębę, jak pewien Edward, tyle, że on stracił rękę jakieś dziesięć lat temu pod Bliźniakami. No i wiesz, był trochę bardziej przypakowany, hehe. - Przemowę zakończył łykiem piwa.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Sro Gru 06, 2017 10:29 pm

Już miał się rozsiąść i zabrać za historię, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się kolejna znajoma osoba - tym razem owinięta w szal gęba Cykady miała urozmaicić panoramę stolika ozdobionego zaciekami z piwa.
Atlovart spojrzał z politowaniem na Rosha schodzącego do poziomu żartów o fekaliach i opuścił na ten temat zasłonę milczenia.
- Rosh, to jest Cykada, stary znajomy z Królewskiej Przystani. Cykada, Rosh jak widać reprezentuje chwalebny cech najemników. Więcej mówić chyba nie trzeba. Siadaj Cykada, siadaj - o ile tyłka sobie w siodle nie odparzyłeś. - następnie zamówił dla nich obu kolację, bo sam też od jakiegoś czasu nie jadł i trzy kufle. Ot, na miłe rozpoczęcie wieczoru - O czym to ja.. ach tak. No więc interes w Przystani dobrze się kręci, ale kto powiedział, że nie mógłby kręcić się zajebiście? No więc mam zamiar trochę poszerzyć działalność, ale wiadomo do czego się to sprowadza... - wymownie potarł palcem wskazującym o kciuk - więc człowiek znów trafia na szlak, by nieco przyrobić. Jednego dnia stawia się do pionu gwałcicieli w czynie społecznym, innego dnia lord zleca coś ciekawego, z resztą sami wiecie. W końcu jesteśmy w Dorzeczu, a tutaj nie trudno o niecodzienne sytuacje.
Przypominając sobie o zobowiązaniu względem opowiedzenia historii, poruszył krótko ów temat:
- A co do tego co się działo przed wyruszeniem... więcej smutnych, życiowych historii i ludzkich upadków, niż heroizmu, czy miłosnych podbojów. Czasem myślę, żeby znaleźć sobie jakąś dornijkę na stałe.. ale potem wyglądam przez okno karczmy i widzę Zamtuz Braci Paddley`ów, resztę historii znacie.
Atlovart od niechcenia rozejrzał się po karczmie, czy aby nie znalazłoby się coś, co można byłoby zaadaptować na tarczę do rzucania nożami bez zrobienia niepotrzebnych szkód.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Gru 06, 2017 10:36 pm

Gdy trzej panowie rozmawiali sobie w najlepsze do ich stolika zbliżył się średniego wzrostu - ale w barach szeroki niby drzewo - wąsaty mężczyzna w zadbanym, acz noszącym znaki użytkowania pancerzu, który zdawał się być zbieraniną elementów z ciężkich i odrobinę lżejszych zbroi. Na twarzy jegomościa widać było długą bliznę przechodzącą przez oko po prawej stronie i brak mu było kawałka prawego ucha, twarz za to miała wyraz paskudnego grymasu. Już na pierwszy rzut oka widać było, że napatoczył się straszny skurwiel. Uzbrojony też był, u pasa widać było miecz oraz sztylet.
- Ty tam - zwrócił się do Atlovarta. - To ty jesteś tym, który brał udział w tym całym burdelu z bandytami, który się tu dzisiaj odbywał? - zapytał i wypluł jakąś żutą do tej pory substancję na ziemię. - Miałbym robotę dla kogoś takiego jak ty, a widzę, że masz ze sobą znajomych, więc jeszcze, kurwa, lepiej.
Wąsacz skrzyżował ręce na piersi.
- Zadanie w chuj łatwe i dobrze płatne, zainteresowani?
Najwyraźniej żeby poznać szczegóły zlecenia należało wyrazić już wstępnie zgodę.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Cykada on Sro Gru 06, 2017 11:02 pm

Zaśmiał się cicho na to co usłyszał. Miał brodacz poczucie humoru. Tym lepiej. Cykada nie lubił posępnych smutasów.
Potem Altovart ich oficjalnie przedstawił. Uścisnęli sobie dłonie i usiedli przy stole. Rosh zaczął wtedy mówić o znajomym z wojny. Bez jaj. Pomyślał sobie.
- Bez jaj... - powtórzył swoje myśli. - Znałeś mojego ojczulka! Cholera, ale ten świat mały. Opowiadał mi wiele historii ale o żadnym Roshu nigdy nie wspominał. - Na twarzy Cykady gościło zdziwienie i jednocześnie zadowolenie. Okazało się, że Rosh to w pewnym sensie też stary znajomy. Ach, co za dzień!
Skończyli krótkie wspominki kiedy na stoły trafiły kufle z piwem. Upił łyczek i zaczął słuchać opowiadań Varta o interesach. Czasem mu trochę zazdrościł. Mógł w każdej chwili osiąść w stolicy. Connor nie miał takiej alternatywy. Przynajmniej na razie. Jak coś więcej zarobi to na pewno zainwestuje w jakiś interes.
- Tak, tak. Dorzecze to teraz jeden wielki syf. Ale przynajmniej w tym syfie jest dużo pracy dla ludzi takich jak my. Ty masz kogo bić a ja mam kogo łatać. - Wypił dwa łyki piwa i otarł usta rękawem.
Po chwili do izby wbił jakiś nieznajomy wyglądający na niezłego zakapiora. Jak się okazało szukał Varta. Powiedział, że ma robotę i że nawet on i Rosh mogą skorzystać. Cykada skojarzył też fakty i uzmysłowił sobie, że to jego znajomy najemnik odpowiada za tą spaloną chatę w wiosce.
- Cholera, siedzę z wami parę minut i już praca pod nogi wpada. Co za dzień. - Powiedział ciszej do kompanów. Nie mówił jednak czy się zgadza. Zostawił decyzję Vartowi, który został jako pierwszy przez obcego jegomościa wywołany.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Rosh z Gulltown on Czw Gru 07, 2017 7:38 am

A więc cały ten Cykada okazał się synem, Edwarda, dawnego znajomego z wojny. Nie zdziwił się w sumie, że staruszek nie opowiedział mu o Roshu. Przyjaźń ta trwała tylko podczas tej wyprawy i nigdy więcej nie mieli okazji, by znów wychylić kufel dobrego piwa.
- Wiesz, nie znaliśmy się jakoś zajebiście, ale wystarczająco. Nawet w ostatni dzień, to ja go podtrzymywałem gdy odcinano mu rękę, która musiała być amputowana. Staruszek jeszcze żyje, czy bogowie wzięli go już do siebie? - Zapytał ciekawy losów Edwarda. Wysłuchał również z dużą uwagą słów Travolty, rozprawiającego o swych interesach. Końcówka szczególnie go rozbawiła.
- Właśnie! Dawno nie odwiedziłem porządnego burdelu. Ostatni raz chyba przed opuszczeniem Essos. - Wtedy też wpadł dziwny jegomość o interesującym wyposażeniu. Wyglądał na dobrze znającego wojaczkę, a co najlepsze, zaproponował im pracę i to dobrze płatną. Rosh tego wieczoru chciał nieco wypocząć, ale wizja dobrego zarobku jak zwykle przywróciła mu chęci do działania.
- Dosiądź się przyjacielu i powiedz nieco więcej o tej w chuj łatwej robocie, bo ani ja ani reszta tej wesołej gromadki raczej nie mamy nic przeciwko. - Wskazał mu jedno z wolnych miejsc, patrząc po twarzach swych towarzyszy. Już wiedział, iż niedługo będzie musiał ponownie założyć zbroję. Plus dawno nie spuścił porządnego wpierdolu. Jeszcze wyszedł, by z wprawy a to w jego fachu niedopuszczalne.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Czw Gru 07, 2017 9:24 am

Ach, jakże ten świat jest mały. Nie dość, że spotyka się trójka znajomych, to jeszcze okazuje się, że ich więzi są głębsze niż można by rzec na pierwszy rzut oka. Kolejnym nieoczekiwanym gościem karczmy okazał się jeszcze jeden mordobijca. Wypadało odpowiedzieć.
- Ta, to ja. Ziomek dobrze gada. Siadaj, napij się i przybliż nam sprawę. - rzekł i zamówił jeszcze jeden kufel "Dla naszego znajomego". Zapowiadało się ciekawie, bo tego typu zakapiory zazwyczaj nie zatrudniają do eskortowania panicza, czy zbierania haraczu, a prędzej do brudnej roboty albo sprzątania po kimś. Rosh był w tych kwestiach pewnikiem, aczkolwiek Atlovart nie był zbyt dobrze zorientowany do czego Cykada jest się w stanie posunąć.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Gru 07, 2017 11:07 am

Grymas na twarzy wąsacza zmienił się w równie paskudny uśmiech, gdy Atlovart potwierdził swoją tożsamość, a kompania zaprosiła go do stołu i postawiła mu piwo. Tak mogli rozmawiać, jak na pierwszy rzut oka trójka najmitów przypadła mu do gustu.
- Szukam ludzi do roboty dla pewnego kupca - oznajmił, pociągając łyk ale. - Podróżował ostatnio przez Północny Trident zmierzając z towarami do Miasteczka Lorda Harrowaya, gdy banda rozbójników napadła jego transport. Zabili pracowników, złupili dwa wozy, sam ledwo uszedł z życiem. Chciałby się, krótko mówiąc, na skurwysynach odegrać.
Mężczyzna uniósł kufel po raz kolejny i opróżnił go prawie w całości, po czym beknął i przetarł usta i mokre wąsiska dłonią.
Robota w chuj łatwa, bo i banici durne pały. Żadne uzbrojone skurwysyny kryjące się po lesie, a pospólstwo z jednej wsi, które dorabia sobie na boku. Wystarczy podjechać, rzucić kilka pochodni na strzechy, przeciągnąć paru po ziemi i gotowe, a zapłata w złotych smokach leci. Pięć złotych smoków na głowę.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Cykada on Czw Gru 07, 2017 11:27 am

Słuchał Rosha z szeroko otwartymi oczami. Ojciec nigdy nie mówił mu o tym jak pozbawiono go ręki.
- Po tej wojnie zrobił się chorowity. Ostatni dech wydał z siebie jakieś dwa lata później. - Popił te słowa łykiem piwa. Trochę mu było brak ojczulka, ale jednocześnie wiedział, że w śmierci znalazł ukojenie. Po wojnie tylko cierpiał.
Vart chyba był chętny wziąć robotę od nieznajomego, bo zaprosił go do stolika. Zleceniodawca opisał zadanie, a Cykada musiał chyba przypadkiem otworzyć usta, gdy usłyszał kwotę jaka przypada każdemu w udziale. Sporo pieniędzy. Chyba nigdy nie miał przy sobie takiej sumy.
Jednocześnie miał wątpliwości co do pracy jaką trzeba było wykonać za tę nagrodę. Palenie wiosek? Terroryzowanie wieśniaków? Cholera, Cykada nie zajmował się na co dzień takimi rzeczami. Ostatni raz zabił kogoś jakieś pół roku temu nożem chirurgicznym. Była to obrona własna i do tego raczej nieudolna.
Postanowił na razie zachować milczenie i poczekać co Altovart i Rosh powiedzą. Oni byli zdecydowanie bardziej doświadczeni w tych sprawach dlatego warto było poczekać na ich zdanie. Spojrzał na jednego, potem na drugiego.
avatar
Cykada

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Rosh z Gulltown on Czw Gru 07, 2017 2:47 pm

Nowy zleceniodawca bardzo przypadł Roshowi do gustu. Prosty człek, nie lecący w chuja tylko podający od razu szczegóły. Najemnikowi obojętne było czy zabija rycerzy, lordów czy wieśniaków. Ważne, że zapłatę za te uczynki liczono w złotych smokach. A samo zadanie rzeczywiście wydawało się łatwe. Jedyną osobą, której mogłoby się to nie podobać, był chyba nowy towarzysz. Wyglądał on raczej na człowieka spokojnego, nie lubiącego mordować, grabić itp. Całe szczęście siedział tu również Travolta... Człowiek ceniący zarobki i gotowy niemal na wszystko. Wziął jeszcze kilka łyków piwa.
- Zadanie rzeczywiście wydaje się w chuj łatwe. Jeśli o mnie chodzi, to jak najbardziej wchodzę w to. Już dawno nie miałem okazji w tak prosty sposób zarobić. A wy? - Popatrzył wtedy na swoich dwóch kompanów, mając nadzieję, że oni również postanowią ich wspomóc. Jeśli chodziło o Rosha, mogli nawet teraz zająć się tym małym problem. W końcu za oknami było już ciemno i każdy normalny człowiek po całym dniu pracy szedł spać, a podczas snu raczej nie mógł się spodziewać nagłego ataku. Idealny moment, aby rozerwać się nieco paląc wioski, a w tej przyjemności jeszcze dobrze zarobić.
avatar
Rosh z Gulltown

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 04/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Atlovart on Czw Gru 07, 2017 4:08 pm

Dużo pieniędzy za prostą robotę. Motyw osobistej zemsty kupca jakoś się trzymał. Wciąż jednak szkoda byłoby spalić całą wioskę, jeśli czterech, pięciu chłopa coś nawymyślało.
- Skoro tak straszna zbrodnia się stała, to kim musielibyśmy być, by odmówić pomocy?
Klasnął dłońmi o uda, po czym wsparł się pod boki.
- Ustalmy jeszcze szczegóły. Dzisiaj może być ciężko, bo wszyscy żeśmy są po długiej drodze i tyłki nieco zdrętwiały od siodła... chyba, że się bardzo spieszy. Rozumiem, żeście ich gonili i wiecie do której wsi wywiało jebanych złodziei? No i jak dwa wozy objebali.. no ja tam nie wiem co tam wiózł, ale jak po chałupach partacze łupy pochowali, to szkoda byłoby puszczać towar z dymem.
Chwycił za kufel, napił się i beknął, zasłaniając twarz wierzchem ręki dla pozorów.
- A ten... jak mu było... no ten kupiec, no! Zgarnęlibyśmy go po drodze, to by sobie facet przynajmniej popatrzył. W końcu jego zemsta, to pewnie chciałby być świadkiem, że ostatecznie jego na wierzchu.
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Gru 08, 2017 12:13 am

Gdy Rosh przemówił, mężczyzna wyszczerzył zżółkłe zęby w wyrazie zadowolenia, chociaż nawet z uśmiechem na twarzy nie wyglądał miło czy zachęcająco. Najwyraźniej spodobało mu się podejście najemnika z Gulltown. Atlovart za to trochę dużo mówił, co nie było już takim plusem jak rzeczowe i oszczędne podejście Rosha.
- Może być i jutro, wieś nie kurwa i z mieszkiem ci nie spierdoli - stwierdził wąsacz. - Ano wiemy, która to wieś - potwierdził. - Jeżeli chcecie możecie najpierw przeszukać chałupy, ale będziemy tylko my, więc stracić możemy element zaskoczenia i motłoch się skrzyknie. A i nie wiadomo czy chamy mają towar w wiosce lub czy w ogóle wciąż go mają.
Najemnik zawołał po jeszcze jedno ale, a gdy je otrzymał pociągnął potężnego łyka z kufla. Najwyraźniej on również był spragniony po niedawnej podróży.
- Kupczyna ma interesy do doglądania, jego pracownik będzie czekał w starym młynie niedaleko wsi z nagrodą - odpowiedział. - Ruiny w sumie, w czasie wojny spalili go ludzie Blackwooda. Jeżeli kutasa z pieniędzmi nie będzie zaś... To wiem gdzie pan kupczyna bytuje i będziemy mogli złożyć mu wizytę po pieniądze i te... Premie za, jak je tam... Straty, kurwa, moralne. Wszystko dogadane?
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2021
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma na rozdrożach

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach