Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Kwi 29, 2018 9:25 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1772
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down


Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Maj 07, 2018 8:19 pm

Plumm potrząsnął głową, a dzwoneczki, na końcu jego czapki, wydały brzęczący dźwięk. Błazen pokiwał głową i stwierdził: - Za siódmą górą, za łukiem tęczy, skrzat mały zabrał złote obręczy. Chciałabyś znaleźć te skarby skrzata? Odkopać garniec w złotych dukatach? - pokiwał głową i dźwięczne dzwonki znowu zabrzęczały. - Złote dukaty! Złote dukaty! Poszukam skrzata z garnuszkiem złota. - powiedział i odbiegł w inną stronę.
Mąż Alysanne wyprowadził już spokojnie swojego konia ze stajni. Wszystkie wierzchowce były osiodłane i gotowe do drogi. Oprócz pary koni dla królewskiej pary, gotowy był także kilkuosobowy orszak konny ich sług. Oczywiście mieli trzymać się w bezpiecznej odległości do pary młodej, żeby im nie przeszkadzać. Były już przy nich gotowe także drobne bagaże, także z pożywieniem (także przy koniach sług, żeby pozostawić większą swobodę Targaryence i Harlawowi.). Quentyn kiwnął głową i odpowiedział swojej żonie:
- Nic się nie stało, w czasie oczekiwania zająłem się przygotowaniami do podróży. - by po chwili dodać: - Faktycznie sporo. Mają się uwinąć najwcześniej do wieczora. Mamy cały dzień... dla siebie. - uśmiechnął się. - Jedziemy. - rzucił na koniec. Pomógł Alysanne dosiąść rumaka, po czym sam wspiął się na swojego i wyruszyli, mając słońce za plecami.



Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1772
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Alysanne Targaryen on Pon Maj 21, 2018 8:02 pm

11 kwietnia 336 AC,
Wieczór, po incydencie w Wiosce

Nigdy nie gnała konno z takim zapałem jak dzisiejszego wieczora. Nigdy nie czuła też takiego strachu, który zdawał się paraliżować jej umysł. Nigdy nie była tak blisko ludzi, którzy mogli ją skrzywdzić. Łzy spływały jej po oczach wywołane zarówno jej bojaźliwością, wściekłością i pędem powietrza. Jak ktoś śmiał podnieść na nią rękę!? Na nią, księżniczkę - Alysanne z rodu Targaryenów, córkę króla! Jak można było zaatakować ją i jej świtę!? Wszystkie kmiotki z tej wioski za to zapłacą. Każe ich wszystkich wyrżnąć. Z tej zabitej dechami dziury nie zostanie nic prócz popiołu i bielejących kości! Tylko ogień, tylko krew. W szaleńczym cwale nie miała wiele czasu na rozmyślania i dalsze zwymyślanie motłochu, musiała skupić się na jeździe, zwłaszcza, że robiło się ciemno i droga mogła być zdradliwa. Mimo to przez głowę przelatywały jej różne finezyjne i warte odnotowania kary dla tych chamów. - Smażenie na wolnym ogniu, nabijanie na pal, wieszanie na haku za żebra, obdzieranie ze skóry, łamanie kolan...

Wraz z mężem dopadła do zabudowań gospody, wokół której stacjonowali ludzie Harlawa i jej świta, głównie w postaci Złotych Płaszczy. Wstrzymała gwałtownie swojego konia i z oczami ciskającymi pioruny omiotła towarzystwo, które dość szybko poczęło się wkoło nich zbierać. Nic dziwnego - Wpadli do ich obozowiska niczym wichura, bez swej świty z którą wyruszyli, a ona sama przedstawiała raczej widok godny pożałowania - Wymięta suknia, włosy w całkowitym chaosie, ubranie i twarz splamione krwią, a boki konia pokryte były pianą. Dyszała ciężko i z dzikim wyrazem twarzy słuchała jak jej mąż wydaje rozkazy, nie słyszała wszystkiego, ale do jej uszu doleciało dość by wiedzieć, że nie powiedziano najważniejszego.
- Zabić wszystkich. - Powiedziała głosem, który przywodził na myśl syk węża. - Zabić. Nie oszczędzać nikogo. - Ton jej głosu począł się podnosić, a ręce, trzymające lejce wierzchowca, poczęły nagle drżeć jakby dostała gwałtownej gorączki. Koń zarżał dziko i poruszył się niespokojnie na te niekontrolowane ruchy swej pani. - Wyrżnąć każdego kto się nawinie pod miecze i włócznie! Kobiety. Mężczyzn. Starych i młodych. Każdego! Słyszycie!? Chce widzieć ognistą łunę na horyzoncie! Chce czuć dym płonących chat i ludzi! Zabić ich! Spalić! Spalić ich wszystkich! ROZUMIECIE!?

Gdy ludzie Harlawa i jej ruszyli wypełniać ich rozkazy pozostała równie niespokojna co w trakcie ich wydawania. Krążyła przed gospodą to w jedną, to drugą stronę, wzrok miała dziki, błyszczący nienaturalnym blaskiem i rozbiegany, a każdy jej ruch był niezwykle nerwowy. Nie dała się też przez nikogo zagonić do karczmy - Ani przez swe dwórki, które chciały się zająć nią i jej godnym pożałowania staniem, ani przez swojego męża. Zresztą na takową sugestię wydarła się zarówno na nie jak i na Quentyna. Jedyne na co się zgodziła, choć niezupełnie świadomie, to płaszcz, który ktoś, prawdopodobnie jej mąż, narzucił jej na ramiona. Choć sama nie pamiętała zupełnie żeby ktoś takowy płaszcz jej narzucił.

Wrócili dość szybko. A może jej się tak zdawało. Nie do końca orientowała się ile minęło czasu. Mogło już równie dobrze świtać jak i być środek nocy. Zadrżała. Poczuła chłód nocy i wciskające się wszędzie zimno, ale też pot spływający po jej skroni i wzdłuż szyi, tak jakby była cała rozpalona. Otuliła się płaszczem i obojętnie spojrzała się na ludzi, którzy przyprowadzili ze sobą trzech ocalałych, w tym ser Alrana Darry'ego, który przeżył rzeź we wsi. Śmierć dwóch jej rycerzy nie poruszyła nią. Jedna czy dwie śmierci w tą czy w tamtą w taką noc jak dziś... Nie poruszyło ją też przekazanie jej bransolety, która wciąż opasała rękę dziecka. Przyjęła ją ze spokojem i równie wielkim spokojem zdjęła ją z zimnego kawałka mięsa, który z cichym mlaśnięciem spadł na ziemię. Gdy to się stało oddała bransoletę swej dwórce, która chcąc nie chcąc, musiała ją z wielkim obrzydzeniem na twarzy, przyjąć.
- Pozbyć mi się tego czegoś... - Tknęła rękę dziecka końcem swego pantofelka. - ... Rzucić to choćby świniom. Wieprze wszystko zjedzą. - Obróciła się do wszystkich plecami i weszła do karczmy.
avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 23, 2018 8:21 pm

Słudzy posłusznie wypełnili jej polecenia. Ręka chłopca trafiła w bliżej nieokreślone miejsce, którego niestety Alysanne nie było już dane poznać. Wszyscy w pochmurnych nastrojach powoli zaczęli się szykować do kolejnego dnia. Z uwagi na ostatnie zajścia nikt nie wydawał się szczególnie głodny. Wszyscy chcieli jak najszybciej pożegnać ten smutny dzień i pójść już spać. Quentyn został jeszcze na zewnątrz, dopilnowując ostatnich porządków związanych z zajściem. Zabrane ciała swoich ludzi i kazał pochować, zajął się też doglądaniem wszystkiego. Do karczmy wrócił w kilka kwadransów po Targaryence i od razu skierował się do łoża. Nie miał na nic więcej ochoty - ani na jedzenie, ani na picie, ani na wyruhanie swojej żony. Objął ją jedynie, pogłaskał jej włosy, szepnął ciche słówko pocieszenia i zaraz oddał się w objęcia Morfeusza.

12 kwietnia 336 AC,
ranek...

Alysanne miała niespokojny sen. Miała koszmary. Zaczęło się niewinnie. W jakiejś bliżej nieokreślonej sali. Chłopczyk i dziewczynka bawiły się ze sobą, oboje o białych włosach. Nagle jednak przed oczami, jakby znikąd, wyrósł jej niski człowieczek w czarnym kapturze. Próbowała krzyczeć, lecz nie mogła. Widziała jedynie jak bandyta wyjmuje nóż. Doskoczył do dzieci, których nie znała, i obu wbił ostrza w serca. Poczuła dziwny, jakby znikąd, ból w brzuchu. Żal jej ich było, choć ich nie znała. Potem skoczył do niej, a ona sparaliżowana nie mogła się ruszyć. Myślała, że go zabije, ale on tylko zgrabnym cięciem odciął jej rękę. Potem, jakby z sufitu, zaczęło lać się złoto. Złote broszki, pierścienie, monety, bransolety... Wszystko spadało na Alysanne. Przygniatało ją. Z czasem coraz bardziej, aż w końcu cała znalazła się pod złotem. Tonęła, nie mogła złapać oddechu. A ciążył na niej coraz większy ciężar...

Obudziła się zlana zimnym potem. Jej męża nie było obok. W samotni była jednak służka, która trzymała tacę z jedzeniem. - Mąż Waszej Miłości kazał przygotować śniadanie. - oznajmiła. - I pomóc w przebraniu i kąpieli, jeśli będzie potrzeba. Książe Quentyn dogląda wozu i przygotowuje się do podróży. Jak Wasza Miłość będzie gotowa, można już wyruszać.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1772
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Alysanne Targaryen on Czw Maj 24, 2018 2:30 pm

Przekroczywszy progi karczmy nie do końca wiedziała co ma ze sobą zrobić. Było już dość późno i powinna doprowadzić się do jako takiego ładu i pójść spać. A może powinna zaczekać na męża? W końcu tak wypadało. A może nim ruszy do łoża... W gruncie rzeczy było jej obojętne. Zmęczony karczmarz stojący za szynkwasem zerknął na nią i zapytał się czy czegoś sobie nie życzy. Życzyła? Może wina... Może... Nie odpowiedziała. Przez chwilę krążyła po karczmie dopóki jej służki delikatnie wzięły ją pod ręce i zaprowadziły do jej pokoju, gdzie zmyły z jej twarzy i włosów krew, a następnie przebrały ją w długą, białą koszulę nocną z miękkiego lnu i położyły ją do łoża. Mimo, że była zmęczona, to przez długi czas nie mogła zasnąć i błądziła gdzieś między jawą a snem. Gdzieś w odmętach świadomości była w stanie odnotować, że jej mąż wrócił, położył się obok niej, wziął w ramiona i powiedział kilka słów. Nie zrozumiała ich jednak. A może nie chciała zrozumieć. Jej mąż, wielki wojownik... miała ochotę się roześmiać, ale nawet usta nie chciały się jej rozciągnąć w szyderczym uśmiechu, wielki wojownik, który przed zagrożeniem umknął szybciej od swej bezbronnej małżonki. Szczęściem miała przynajmniej ser Alrana, na którym mogła polegać i który wykazał się dziś kunsztem swego rzemiosła. Jeżeli tak miała wyglądać opieka jej męża nad nią, to może powinna już teraz pomyśleć o zwiększeniu liczby zaprzysiężonych jej mieczy, zwłaszcza, że dwóch z nich dziś zginęło...

12 kwietnia 336 AC,
Ranek

... Podniosła się gwałtownie z łoża, czując jak zimny pot oblewa jej skórę, a jej oddech przypominał dzikie sapanie konia, który właśnie przejechał dystans między Królewską Przystanią a Harrenhal. Z przestrachem położyła rękę w miejscu gdzie powinien być jej mąż, ale nie znalazła go obok siebie. Rozejrzała się po komnacie z niepokojem w oczach, ale jedyna osoba, która była się tu znajdowała była służką. Przetarła oczy przeganiając resztki snu i koszmaru, który ją nawiedził dzisiejszej nocy i zogniskowała wzrok na dziewczynie, która wyjaśniła, że przysyła ją jej mąż. Widać bardzo mu się spieszyło, a ona sama nie mogła mieć mu tego za złe. Po wczorajszym dniu też nie miała ochoty zostawać tutaj ani chwili dłużej. Odrzuciła na bok kołdrę i z jękiem na ustach i potrzaskiwaniem kości wstała z łoża. Czuła każdą częścią swojego ciała, że wczorajsza jazda konna mocno się na niej odbiła – Łydki, uda i pośladki pulsowały tępym, nieznośnym bólem. Następnym razem powinna pamiętać żeby nie przesadzać w wyścigach albo nauczyć się lepiej trzymać w siodle, inaczej będzie płakała nad swym stanem znacznie częściej.
- Kąpiel... Kąpiel będzie mi potrzebna. - Zaciskając zęby podeszła do zastawionego stołu by zjeść śniadanie. Prawdę mówiąc była głodna. Od wczorajszego popołudnia nie miała nic w ustach prócz strachu przed rozwścieczoną tłuszczą. Dlatego chętnie zjadła posiłek, który prezentował się znacznie okazalej niż ostatnio. Podano jej bowiem ładnie wyglądającą i pachnącą rybkę, która znajdowała się w towarzystwie sporej ilości warzyw i ziół. Uzupełnione zostało to łagodnym i przejrzystym piwem i deserem w postaci owoców. Rybę zjadła ze smakiem, choć zioła nie do końca były wstanie ukryć jej nieco mulistego posmaku, a także ostrożnie wypiła odrobinę piwa, rzadko bowiem jej się zdarzało pić taki trunek na dworze, ale smak zdawał się względnie dobrze pasować do śniadania. Owoców nie tknęła, byłoby to bowiem zdecydowanie za dużo.
Po śniadaniu, nie zwlekając i nie rozwodząc się przesadnie nad swym strojem, wzięła kąpiel i pozwoliła służbie zająć się sobą, co ta ze zwyczajową sobie energią zrobiła. Będąc czystą i skromnie ubraną, na podróż bowiem wybrała prostą, czarną suknię obszytą wokół rękawów i szyją sobolim futrem, a jej dłoń przyozdabiał jedynie srebrny pierścień z ametystowym oczkiem, ruszyła ku powozom. Pokonując dystans między karczmą a uwijającymi się w jak ukropie służbie i żołnierzom natknęła się na ser Alrana, któremu podała dłoń do ucałowania, zapytała się o jego stan i nazwała go dumą Gwardii Królewskiej. W końcu gdyby nie on, to pewnie wczorajszej nocy nie uszłaby z życiem, okazała mu więc swą wdzięczność. Zapytała się też gdzie znajdował się jej pan mąż i jak wyglądały przygotowania do odjazdu.
avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Alran Darry on Czw Maj 24, 2018 9:37 pm

Sir Alran stał niedaleko stajni, czyszcząc tak własnoręcznie mokrą szmatą swój dwuręczny miecz z krwi przelanej wczoraj we wsi. Tuż obok leżał trochę porysowany napierśnik rycerza, zapewne "uszkodzenia" pojawiły się wczoraj. Nie ma co ukrywać, zrobiło się tam gorąco, nawet jak dla Białego Płaszcza to była niebezpieczna sytuacja. W końcu taki tłum może się po prostu na ciebie rzucić, obalić na ziemię i w szparę zbroi wepchnąć nóż. Na szczęście miał przy sobie swój wielgachny miecz, którym sporo strachu narobił wieśniakom chcącym go otoczyć. Ledwo z tego wyszedł, lecz mimo to był do tego przyzwyczajony, przecież tak wyglądało życie gwardzisty. W dodatku taki był jego obowiązek, bronić królewskiej krwi za swoje własne życie. Obowiązek nad życie jak to się mówi. Zmęczony gwardzista pociągnął mocniej po klindze mokrą szmatą. Obowiązek nad życie. Skwitował, ostatni raz ruszając dłonią po mieczu. Wyglądał już na wyczyszczony. Wysunął tę dwukilową bestię jedną ręką przed siebie i przyjrzał się jej. Ładny mieczyk z ciebie. Uśmiechnął się lekko, patrząc na sztych. Nagle dostrzegł kątem oka księżniczkę. Zniżył on swój miecz i oparł go o pobliską ścianę, samemu przy tym kłaniając się księżniczce i całując jej zewnętrzną część dłoni. Uśmiechnął się leciutko do niej na takie słowa. Zostali zaorani.
- Nie martwcie się księżniczko, co najwyżej powierzchowne rany mogłem otrzymać, a nawet o takowe rany byłoby ciężko. Bardziej martwiłem się o was, pani. W walce przez wizury hełmu niewiele widać. - Odparł, stojąc wyprostowany. Na sam komplement, że jest chlubą Białych Płaszczy, to pojawił się z tym na jego twarzy bardzo szeroki i szczery uśmiech.
- Nie wiem co mogę powiedzieć, księżniczko. Takiż to mój rycerski obowiązek. Będę chronił was za wszelką cenę, nawet życia. - Na samo pytanie o męża. Nie wiedział, gdzie może przebywać.
- Nie jest mi to akurat wiadome, wasza miłość.
Jeśli faktycznie mieli oni się szykować do drogi, to Darry ukłonił się. Pomimo zmęczenia musiał dojrzeć wszystkiego. Przyodzianie zbroi, sprawdzenie, czy każdy zbrojny jest na swoim miejscu, posłać po trzy czujki na przód kolumny, a na tyły także po trzy, najlepiej z rogiem sygnalizacyjnym. Za szybko przy piwie to on spokojnie nie siądzie. Cholera, ależ by chętnie sobie takie zimne piwo z piwniczki wypił.
avatar
Alran Darry

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 16/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Alysanne Targaryen on Pon Maj 28, 2018 6:26 pm

Jako, że ser Alran nie wiedział gdzie znajdował się jej mąż, to zdecydowała się sama go znaleźć. Nie żeby szczególnie ku niemu ciągnęła, ale wypadało się z nim zobaczyć. Idąc przez krzątających się wszędzie ludzi westchnęła bezgłośnie. Tyle rzeczy jej wypadało robić, a jeszcze więcej nie wypadało. Miała tyle obowiązków i ciążyła na niej odpowiedzialność, a była księżniczką i niektórzy powiedzieliby, że nic nie musi. Musiała jednak wiele - Choćby znosić obecność Harlawa, która po wczorajszych wydarzeniach zdała się jej bardziej nieznośna. Uciekł. Zostawił ją pośród rozwścieczonej tłuszczy, która pragnęła rozszarpać ją na strzępy. Przypominając sobie te wydarzenia z jej oczu poczęły lecieć iskry. Jeśli był Żelaznym Człowiekiem, to wykutym z łamliwej stali.
Męża znalazła dość szybko, obozowisko pod karczmą nie było duże, zresztą żołnierze jak i towarzyszący im tabor począł się organizować. Z oddali słyszała głos ser Alrana, który również zaczął wydawać rozkazy części ludzi, którzy przynależeli do niej, głównie Złotym Płaszczom i garstce zbrojnych z rycerzami. Quentyn również wydawał rozkazy swoim, choć widać było, że nie było już wiele do powiedzenia. Służba w większości załadowała już rzeczy na wozy, podobnie sprawa się miała z tobołkami, które zostały w karczmie. Podeszła więc do niego, skinęła głową i rzekła słowo. Jej mąż naturalnie się nią zainteresował, co było jedną z rzeczy, którą musiała znosić. Umizgi. Ciągłe umizgi, które szczególnie dawały się jej we znaki przy ludziach. Zdawać by się mogło, że prywatność i pewna subtelność obca jest na Żelaznych Wyspach i mogła tylko w cichości płakać nad swym losem, że kieruje ją na te odludne miejsce.
Jak to jednak było ostatnio w zwyczaju nie dane jej było długo przeklinać swego losu. Kolumny piesze i konne ustawiły się na trakcie, tabory zostały załadowane i pozostało tylko ruszyć. Mając na najbliższe dni całkowicie dość jazdy konnej wsiadła do wozu, który był powodem ich chwilowego postoju. Niestety Quentyn również zajął miejsce na przeciwko niej. Przez chwilę rozważała czy nie lepiej byłoby jednak wsiąść na koń, ale od pasa w dół wszystko ją bolało, tak więc raz jeszcze musiała zaciskać zęby nad swym losem. Wozem szarpnęło i  ruszyli w dalszą drogą, do Riverrun. Po drodze mając jednak zahaczyć o zamek Goodbrook. Z pewnością dotarcie tam zajmie im kilka dni, ale będzie mogła w końcu wypocząć w warunkach, które będą czymś więcej niż znośne. No i może w zamku będzie miała więcej okazji do unikania Quentyna? Choćby sept. Tak, sept nigdy dotąd nie wydawał się jej tak atrakcyjnym miejscem.
avatar
Alysanne Targaryen

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 21/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Upiór znad Oka Boga"

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach