Pięść Pierwszych Ludzi

Go down

Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Mar 15, 2018 9:45 pm

***


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Czw Mar 15, 2018 10:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Mar 15, 2018 10:20 pm

16 marca 336 AC

Druga wyprawa, w której uczestniczyło początkowo dwudziestu pięciu ludzi, także mijała spokojnie. Las był w większości pusty i nie napotkali po drodze większych trudności. Bez problemu dotarli w okolice Pięści, którą Nocna Straż wykorzystywała jako swój najbardziej wysunięty na północ posterunek. Dawno jednak na niej nie byli i to miało okazać się w tym przypadku zgubne. Z daleka zobaczyli już unoszący się z daleka dym. Ktoś rozbił tam obozowisko. I prawdopodobnie nie byli to inni członkowie Nocnej Straży. Grenn nakazał podejść bliżej, zachowując ciszę. Szybko oszacowali, że na górze jest z dwudziestu ludzi, których rozpoznali jako jakieś zgrupowanie Dzikich. Oczywiście wszyscy byli słabiej uzbrojeni... mieli jednak przewagę wysokości - stok był dość stromy. Bracia schowali się gdzieś, nim zabrzmiało pytanie ze strony Grenna, skierowane do wszystkich:
- Co robimy?

Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Czw Mar 15, 2018 11:19 pm

Podróż trwała już niemal tydzień, na swojej drodze nie napotkali niczego godnego uwagi, ani niczego co by chciało ich zabić. Jednak spokój zawsze musiał się kiedyś skończyć, tak też się stało przy Pięści Pierwszych Ludzi. Wyglądało na to, ze jacyś Dzicy postanowili zadomowić się w bazie wypadowej Nocnej Straży. Gdy przyszło do narady, Deonte tylko westchnął. Powodem jego westchnięcia były dwie rzeczy, jedna to brak spokoju który ten chciał mieć, a druga to to że Grenn najwidoczniej w ogóle się nie znał na dowodzeniu, skoro za każdym razem musiał pytać innych o zdanie.  Psuło to morale w oddziale i sprawiało poczucie zagrożenia. Waters obejrzał się na stok, po którym przyszłoby im się wczołgać i rzekł bardziej do siebie, ale na tyle że wszyscy usłyszeli.
- Czarne mundury to badziewny pomysł. Powinniśmy się ubierać na biało, przynajmniej czołgając się w śniegu trudniej by było nas zobaczyć. Ehh. - przetarł oczy i rozejrzał się po okolicy. - Powinniśmy jakoś odwrócić ich uwagę, tak żeby zeszli na dół. Na przykład, część oddziału mogłaby robić za przynętę, wtedy reszta by weszła na wzniesienie i oczekiwała na powrót wroga, od którego tamta by pierzchła konno.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Pią Mar 16, 2018 12:52 am

Arthur nie odezwał się pierwszy, teraz był na wojnie i myślał o sobie jak o szeregowym żołnierzu. Po wysłuchaniu propozycji Watersa pstanowił jednak wyrazić swoje zdanie. Skoro dowódca pytał to czemu nie.
-Kompania E, w składzie czterech ludzi zgłasza chęć do ataku - powiedział cicho uśmiechając się i wskazując na swoich braci.
-Żem chlapnął z tą kompanią, oby nie pytał o co chodzi, nie czas na opowiadanie anegdot - pomyślał.
-Skradać się nie umiemy, ale to akurat dobrze. Jak nasze pancerze będą robić hałas to jeszcze lepiej. Dzicy pomyślą, że czwórka jakiś głupich rekrutów próbuje ich podejść. Jest ich pięć razy więcej więc z pewnością opuszczą dogodną pozycję i się na nas rzucą. Wtedy zrobimy Smoczy Szczyt i będziemy się bronić, to znaczy ustawimy się w kwadrat - poprawił zaraz, przecież Zwiadowcy nie znali ich terminologii. - Jak tak się ustawimy to ich liczebność będzie bez znaczenia, będą musieli atakować pojedynczo, góra po dwóch, albo będą sobie wzajem tylko przeszkadzać. W tym czasie zwiadowcy którzy umieją się dobrze skradać i są nieźli w mieczu spróbują ich okrążyć. Następnie uderzą na dzikich z tyłu kończąc zabawę. Można też zostawić ze dwóch konnych w odwodzie jakby jakiś dziki chciał uciec.
Wziął głęboki oddech poczym dodał.
-Myślę, że to dobry plan. Nie musimy udawać, że się byle jak podkradamy, bo faktycznie jesteśmy w tym raczej słabi, można też mieczem "niechcący szczęknąć". Na czterech z pewnością się rzucą, bo to kąsek łakomy dla dwudziestu. Dodatkowo ryzykujemy praktycznie tylko my, więc nie zginie nikt. Albo zginie ktoś z nas, a my się sami zgłaszamy i tego właśnie chcemy. Co nie chłopaki?
Pozostali tylko się uśmiechnęli. Byli pewnie, że o ile wśród dzikich nie ma dobrych szermierzy wytrzymają dość długo, żeby reszta mogła zaatakować od tyłu. A jeśli wśród dzikich są słabeusze to może nawet we czwórkę dadzą im radę.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Pią Mar 16, 2018 8:08 am

Nie miał nic przeciwko temu żeby Artur się odzywał, w końcu dowódca pytał raczej wszystkich o zdanie. Jednak kiedy doszło do wygłaszania jego planu westchnął słysząc jakieś pompatyczne i bajeczne nazwy, które miały po prostu być ładne. Smoczy Szczyt też mu nazwa.
-Grenn, jeśli mogę się wtrącić. To ten plan jest według mnie głupi. - powiedział i spojrzał mu w oczy. - Dzicy nie są tak głupi żeby nie wiedzieć że nie podróżujemy tak daleko zaledwie we czterech. Poza tym nie możemy ryzykować że choć jeden z nich umrze, nawet jak tak chętnie wyrywają się w objęcia Siedmiu. - oznajmił spokojnie. - Powtórzę, grupa do dziesięciu konnych mijałaby ich na widoku sprowokowała większą część do zejścia. Bo na czterech to nie pofatygowałoby się nawet dziesięciu. Gdyby opuścili swoje pozycje, moglibyśmy wspiąć się po stoku i już tam czekać. - pokręcił głową z lekką dezaprobatą dla Arthura, widać było że opiera się jedynie na brutalnej sile, zero pomyślunku.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Pią Mar 16, 2018 9:30 am

Tak jak się spodziewał Waters był przeciwny. Arthur zaczął jednak myśleć, że wcale nie chodzi mi mu o dobro Nocnej Straży tylko o to by postawić na swoim. Postanowił więc polemizować. Może i nie był dowódcą, ale każdą bitwę i potyczkę chciał wygrać tak, żeby straty były jak najmniejsze.
-Może i dzicy się domyślą, że jest nas więcej. Tyle, że jak w okolicy nie będzie widać nikogo innego uznają, że większa grupa wysłała mniejszy czteroosobowy zwiad. Tym bardziej będą chcieli nas zabić, żebyśmy nie wrócili i nie donieśli gdzie się znajdują. Jeśli się na nas wszyscy nie pofatygują, to tym lepiej. Dziesięciu damy radę we czterech bez problemu, o ile to nie wodzowie klanów, a potem pójdziemy po kolejnych dziesięciu. Panie Waters stoczyliśmy kilka bitew, dziesiątki potyczek i żaden z nas nie zginął. Nie mamy zamiaru ginąć też tym razem, a jeśli Siedmiu zdecyduje, że któryś z nas ma zakończyć swój żywot to nikt nic na to nie poradzi. Zapewne dowódca widział, lub chociaż słyszał co zrobiłem z Guiliaumem. Wątpię żeby dzicy byli lepsi od niego, a jeśli są słabsi to spokojnie sobie z nimi poradzimy. Oferuje swoje umiejętności i apeluje o ich wykorzystanie.
Popatrzył dowódcy w oczy, by wyraz twarzy upewnił go, że to co mówi Arthur jest tym co szczerze myśli. Było to o tyle łatwe, że ani trochę udawać nie potrafił, więc na jego twarzy malowała się prawdziwa szczerość.
-Jeśli ruszymy do walki wszyscy to jestem pewien, że ktoś zginie, a wolałbym żeby wszyscy wrócili. Dlatego atak dzikich powinien przyjąć ten kto ma najwięsze szanse go wytrzymać. Czyli ja i moi bracia.
Zastanawiał się co by tu jeszcze dodać, żeby przekonać dowódcę.
-Nie umiemy nic poza walką, więc daj nam walczyć. Jeśli są wśród dzikich jacyś szermierze niezrównani to może ktoś z nas zginie, albo nawet wszyscy. Siedmiu zdecyduje. Tylko, że jeśli my padniemy to inni padli by tym bardziej.
Wziął ostatni głęboki oddech i zakończył.
-Dowódco wskaż nam miejsce gdzie mamy ściągnąć przeciwnika, a my go to ściągniemy. Wytrzymamy ich atak i pozwolimy reszcie niespodziewanie uderzyć na tyły. Jestem pewien, że dzięki temu wszyscy wrócimy na Czarny Zamek żywi. Jeśli zdecydujesz się na plan Pana Watersa tu trudno, ja chce tylko, żeby żaden zwiadowca nie zginął.
-Nie na mnie ta krew spadnie jak dowódca posłucha tego zazdrośnika - pomyślał - teraz będę miał czyste sumienie nie ważne jaka decyzja zapadnie.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Mar 16, 2018 10:41 pm

Grenn zastanowił się chwilę, nim odpowiedział:
- Niech będzie, Arthurze. Dostaniecie szansę się wykazać. - zwrócił się do nich lekko uśmiechnięty. Wskazał na kawałek lasu, rozciągający się tuż pod pięścią. - Macie ich zwabić tylko tutaj. Nietrudne zadanie. Większość z nas zaczeka tam, tylko paru ukryje się między skałami i uderzymy na nich od tyłu. Deonte, Maekar, Derek i Peter! To będziecie Wy. Jeżeli zaczniemy przegrywać, macie natychmiast się wycofać w głąb gęstwiny. Tam będzie im ciężej walczyć. - klepnął Arthura po plecach. - Powodzenia. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Do boju! I pamiętajcie - żywi Dzicy będą dla nas cenniejsi, bo potrafią jeszcze odpowiadać na pytania. - szepnął jeszcze na odchodne i, jeżeli nie było więcej pytań, zaczął organizować całą pułapkę.

Kielon
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Pią Mar 16, 2018 11:24 pm

Z każdym słowem Grenna Arthur uśmiechał się coraz szerzej.
-Dwa zero dla nas - pomyślał - najpierw na naradzie, teraz tutaj. Coraz bardziej podoba mi się ta nocna straż.
-Damy z siebie wszystko, dowódco - zwrócił się do Grenna. Spojrzał jeszcze na Watersa uśmiechając się tryumfalnie.
Powoli ruszył w wyznaczonym kierunku udzielając szeptem towarzyszom ostatnich wskazówek.
-Jak dotrzemy na miejsce i nas nie dostrzegą, uderzę niby niechcący mieczem o zbroję, jak to nie zwróci ich uwagi niech Alester uda, że się przewrócił i zaklnie przy tym szpetnie. Tylko nie za głośno, ma wyjść naturalnie. Jak nie łykną przynęty to pójdziemy dalej, a potem się wycofamy wracając na umówione miejsce. Zdziwię się bardzo jak nie pobiegną za nami.
O samej walce początkowo nie miał zamiaru nic mówić, znali się na tym doskonale. Po namyśle jednak dodał.
-Z dzikimi jeszcze się nie biliśmy więc lepiej zachować ostrożność, na początku skupcie się na obronie. Agresywniej dopiero jak zobaczycie, że łatwo padają. Standardowo, kwadrat, ja plecami do Alestera. Osłaniajcie się nawzajem i wszystko będzie dobrze, jak zwykle. Aha, jak zostanie już tylko kilku dzikich to łapcie żywcem. Każdy z nas niech się rzuci na jednego. Złapać za ręce i obalić na ziemię, z naszą siłą powinno pójść gładko.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Pią Mar 16, 2018 11:33 pm

Deonte już miał się uderzyć rękawicą w twarz, ale w ostatnim momencie się powstrzymał od tego głupiego pomysłu. W końcu tylko westchnął i pokręcił głową z dezaprobatą. Spojrzał na Arthura który dumnie uśmiechnął się do Watersa. Jak dziecko... - pomyślał i machnął na całą sytuacje ręką. Grenn nie chciał słuchać doświadczonego zwiadowcy? Jego strata. Gdy tylko nowi odeszli dalej, Deo na odchodne odezwał się do brata.
- Ufasz w plan ludzi którzy nigdy nie walczyli z dzikimi i gówno wiedzą o tutejszych warunkach. - zrobił też ponurą minę i wraz ze swoimi ludźmi udał się w umówione miejsce. Zawczasu przygotował topór, który położył na śniegu. Teraz przyszło mu czekać aż te pajace wykonają swoją część "planu", a potem zaczął działać tak jak mu rozkazano.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Mar 18, 2018 5:52 pm

Grenn spojrzał z ukosa na Deonte i siarczyście go spoliczkował.
- Będziesz podważał decyzje przełożonego? Mam nadzieję, że to ostatni raz. A teraz na pozycję! - powiedział ostro, ale cicho, żeby nie usłyszeli ich Dzicy.
Wszyscy udali się na swoje miejsca i czekali na zwabienie Dzikich przez grupkę czterech rekrutów.
Arthur i jego koledzy podeszli pod górę. Dzicy siedzieli przy ognisku i wesoło się przy nim bawili. Bracia zaczęli zwracać, pozornie, na siebie uwagę. Dzicy zaczęli szeptać między sobą, słysząc cóż to za dźwięk. Westford nie słyszał wszystkiego, co do siebie mówili, ale mógł być pewny, że jego pozorne uderzenie miecza zwróciło uwagę:
- ... to? Brzęk...
- ...tych stron...
- ... prawdź c...
Po chwili znad ogniska wstało trzech Dzikich i ruszyło w kierunku usłyszanego dźwięku.
Atak rekrutów ich zaskoczył. Arthura i Alestera dopadło po dwóch Dzikich, a Gorold i Patrek mieli zmierzyć się z trzecim, samotnym Dzikim.
Walka przebiegła całkowicie po myśli Nocnej Straży. Arthur zaczął od potężnego ciosu w tors. Dziki zachwiał się pod siłą ciosu, ale utrzymał równowagę. Nie zdało mu się to na wiele - chwilę później Arthur jednym z swych mieczy zablokował jego rękę z toporem, drugą zgrabnie odciął mu głowę. Alester radził sobie nie gorzej. Najpierw obił mocno bark Dzikiego, by chwilę później grzmotnąć go swoim mieczem po łbie. Oponent był jednak wciąż w stanie walczyć... Gdy nagle doskoczył do nich Arthur i przebił go na wylot przez brzuch i oko. Z kolei dwaj bliźniacy także radzili sobie nie najgorzej - Najpierw Gorold przeleciał ostrzem swojego topora przez pół jego twarzy. Potem Patrek zmiażdzył mu zbroję na prawej ręce, a następnie grzmotnął mu z całej siły w tors. Dziki, z trudem, ale utrzymywał się jeszcze na nogach.
Wtedy jednak nadeszły posiłki. Do bijących się przybiegła reszta Dzikich, a było ich z dwudziestu.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Nie Mar 18, 2018 6:55 pm

Początek planu przebiegł praktycznie tak jak to planowano. Arthur był szczęśliwy mogąc wreszcie zmierzyć się z dzikimi. Zadał pierwszy cios, który dziki przeżył, dobrze że tak się stało, bo w innym wypadku byłby bardzo zawiedziony. Chwilę później machnął mieczem skracając dzikiego o głowę. Spojrzał jak idzie pozostałym i postanowił ubić dzikiego z którym bawił się Alester. Trzeba było szybko z nimi skończyć i wycofać się na wskazane miejsce, czas na zabawę będzie później.
-Za dużo ich, wycofujemy się osłaniając nawzajem! - krzyknął. Oczywiście nie miała być to żadna ucieczka tylko odwrót podczas którego będą odpierać ataki aż dotrą na umówione miejsce, gdzie staną do siebie plecami i będą się bronić. Dzikich warto jednak było wprowadzić w błąd, zwłaszcza że ryzyka nieporozumienia z braćmi nie było, wiedzieli że mają trzymać się planu.
-Chodźcie do mnie pojedynczo chędożone ścierwojady, a sam was wszystkich wybije! Tak jak waszych przyjaciół matkojebców walczących słabiej niż małe dziewczynki! - wrzasnął do dzikich mając nadzieję, że znają Wspólny. Wkurzenie przeciwnika zawsze jest dobre, zdenerwowany prędzej popełni błąd. Chciał też dać im dodatkową motywację do dalszego pościgu.
-Co jak za nami nie pójdą? - zastanowił się - w sumie nie mają wyjścia, jeśli zostawią nas to znów do niech doskoczymy, ubijemy ze 2-3 i zaczniemy uciekać. Zresztą każdy normalny chciałby w ich sytuacji pomścić towarzyszy
Rozpoczęli odwrót tak, że Arthur zamykał szyk i to jego w pierwszej kolejności musieliby atakować dzicy. Oczywiście wycofywali się twarzami do przeciwników, ciosu w plecy nie mieli zamiaru ryzykować.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Nie Mar 18, 2018 8:42 pm

W jednej chwili mówi prawdę, a w drugiej zostaje spoliczkowany jak przez kobietę. Chwycił za swoja brodę i ją lekko rozmasował, po czym uśmiechnął się parszywie do Greena. Była to zniewaga, której Deonte postanowił nie zapominać. Uciszył on Renifera który zaczął na niego warczeć i poklepał po głowie, dając znać że stąd odchodzą. - Zrozumiano. - zdążył powiedzieć i odszedł na miejsce zasadzki.
Gdy przyszło mu oglądać walkę Arthura, ponownie zobaczył kunszt walki mieczem, jednak wciąż to była głupia brutalna siła która wszystkiego nie rozwiązywała. Gdy ludzie Westforda zaczęli się wycofywać, był to znak do bycia gotowym. Poklepał raz jeszcze Dereka i Maekara po ramionach i w chwili gdy przyszła na niego kolej, wyskoczył zza naturalnej osłony i rozpoczął siekanie wroga. Jeśli jednak Dzicy nie podeszli tak jak było w planie, czekał.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Mar 21, 2018 8:40 am

W czasie pozorowanego odwrotu Arthur wciąż doskonale spisywał się z swoich zajęć. Walczył jak najęty i położył jeszcze 3 Dzikich, nim zeszli ze wzniesienia. Jeden co prawda sam potknął się w pogoni i nadział się na miecz Westforda a drugi gubił się i wyglądał jakby dopiero co się obudził, ale wciąż było to spore osiągnięcie. Gdy cali dotarli na dół, Dzicy znaleźli się w potrzasku. Ze wszystkich stron otoczyli ich ludzie Nocnej Straży. Efekt zaskoczenia także wywarł odpowiednie wrażenie. Przeważający nawet technologicznie bracia z Nocnej Straży nie mieli problemów, by poradzić sobie z grupką Wolnych Ludzi. Maekar spisywał się odważnie, wycinając z dwóch przeciwników. Waters także - najpierw zabił Dzikiego, a potem uratował życie Derekowi. W końcu ostatni Wolni Ludzi albo padli martwi na ziemię albo uciekli do lasu. Żaden brat nie umarł, ale 4 zostało głęboko rannych. Nikt nie chciał się poddać, nikogo nie dano rady złapać... Gdy wszystko wydawało się zaprzepaszczone, odezwał się jeden z młodszych zwiadowców. W rękach trzymał nieprzytomnego, ale żywego, Dzikiego. - Dobra robota! - stwierdził Grenn. - Zwiążcie go i doprowadźcie do porządku! Jeszcze nam się przyda. A teraz... Szykujcie obóz. Przesiedzimy tu jeszcze jutrzejszy dzień, opracujemy jakieś wspólne plany, a potem się rozdzielimy. Wszystko ja... - urwał, zwracając wzrok w górę. Na Pięści zaczęły zapalić się światła. Ogromna ilość świateł. W ich blasku zwiad Nocnej Straży dostrzec wreszcie mógł dziesiątki rozbitych namiotów. I nagle zaczęli się z nich wylewać Dzicy. Setki Dzikich. Którzy wiedzieli już o obecności ludzi z Nocnej Straży. - O kurwa... - szepnął Pyp, a Grenn zaraz rozkazał: - Odwrót!

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Sro Mar 21, 2018 11:31 am

Obrażanie dzikich najwidoczniej podziałało, bo grzecznie pobiegli za Arthurem. Padali przy tym jak ścinane zboże sami wbiegając pod miecz. Jednego nawet nie zabił, można by rzec, że to było bardziej samobójstwo, bo dzika łamaga sama nadziała się na miecz...
Reszta Nocnej Straży też nie spisała się najgorzej. Nawet Watersowi o dziwo udało się kogoś ubić.
-Dwadzieścia parę do ZERA to raczej niezły wynik, jak sądzicie Panie Waters? Plan chyba nie był jednak taki zły, a i wykonanie przyzwoite. - mówiąc to wycierał broń o ubranie jakiegoś dzikiego trupa. - Szkoda, że mamy rannych, ale wątpię, żeby dało się zabić dwudziestu dzikich i nie mieć żadnych rannych. Chyba żeby walczyli najlepsi szermierze na Murze. Szkoda tylko, że nikogo żywego złapać się nie dało. Skurczybyki bronili się jak lwy, to trzeba im oddać...
Nagle jakiś młodzieniaszek triumfalnie pokazał żywego dzikiego.
-Doskonale! lepiej by mieć parkę, albo ze trzech żeby porównać zeznania, ale może gdzieś jeszcze coś złapiemy. Nawet lepiej mieć po jednym dzikim z kilku źródeł niż kilku z jednego. Wiadomo, że tacy z kilku źródeł nie mogli ustalić wcześniej wspólnej we...
Nie dokończył swojego wywodu. Z góry zaczęli zbiegać dzicy, dużo dzikich...
-Melduję, że widzę dzikich, cały tłum...- oznajmił Alester grobowym głosem
-Na Siedmiu ile dzikich, gdzie my ich wszystkich pochowamy? - powiedział spokojnie Westford.
-A dopiero co wyczyściłem miecze - zdążył jeszcze pomyśleć.
Na więcej nie miał czasu dowódca ryknął "Odwrót!" nie musiał się więc martwić gdzie pogrzebie wszystkich zabitych przez siebie dzikich, bo zabitych nie będzie.
Schował pospiesznie broń i jeśli w panice zapomniano o rannym dzikim to sam przerzucił go przez ramię niczym szmacianą laleczkę. Gdyby któryś z rannych nie mógł sprawnie sam chodzić to przerzucił go przez drugie ramię i ruszył biegiem w kierunku koni.
-Całe szczęście, że ci kozojebcy nie mają kawalerii - pomyślał.
Po dobiegnięciu do wierzchowców miał zamiar zamykać ucieczkę i bić dzikich z konia jeśli jacyś deptaliby im po piętach. Nie znosił walczyć z konia. Głupie bydle często panikowało i nie słuchało jego poleceń. Rumak zwiększał wartość bojową większości wojowników, jego natomiast obniżał, ale jednak nie do zera, a dzicy pokazali już, że nie stanowią dla niego żadnego wyzwania.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Sro Mar 21, 2018 4:02 pm

Choć plan w ogóle nie podobał się Watersowi, to nie mógł narzekać na jego wynik. Jeszcze podczas walki spisał się dość dobrze, zabijając jednego rudobrodego dryblasa, a potem ratując Dereka przed ścięciem. Żeby podnieść sobie morale, pozwolił sobie nawet na zażartowanie.
- Gil prosił mnie żebym Cię chronił, nie jest nekrofilem. - roześmiał się rozwalając łeb jednego dzikiego na pół. Gdy już było po wszystkim, sprawdził czy wszytko gra u Dereka którego zdążył polubić, a dopiero potem zajął się oporządzaniem swojego rynsztunku. Wtem odezwał się do niego Arthur, Waters westchnął i odpowiedział.
- Wynik jest dobry, ale nie jestem mordercą. Wolę zabijać tylko wtedy kiedy muszę. - oznajmił, po czym wysłuchał wypowiedzi Westforda. Na jego określenie dzikich lekko prychnął i dopowiedział. - Raczej jak niedźwiedzie, tutaj lwów nie znajdziesz. Chyba że któryś trafi na Mur. - gdy skończył mówić zauważył że wszyscy w około trwają w ciszy, a potem się w coś wpatrują. Byli to dzicy, setki dzikich - jeśli nie tysiące. A więc więzień Watersa mówił prawdę, obozują w Wąwozie Pisków. Deonte jeszcze za nim padł rozkaz odnalazł Dereka, w razie walki chciał być przy nim. Gdy tylko padł rozkaz, Deonte od razu rzucił się do swojego konia, uważając na to czy Serek jest bezpieczny.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Mar 22, 2018 11:07 pm

Derek zdawał się nie zrozumieć żartu Deonte. Albo zrozumieć aż za dobrze. Popatrzył tylko na niego z ukosa i przemilczał go, dziękując jedynie uprzejmie za pomoc. Mimo tego jednak wolał być bliżej Watersa, który mógł zapewnić mu bezpieczeństwo.
Z Pięści poleciały strzały, oszczepy i inne bronie dystansowe. Nie wyrządziły one nikomu większej krzywdy, ale musiały wywrzeć pewne wrażenie psychologiczne. Wszyscy byli przynajmniej zdenerwowani i nie potrzebowali dodatkowej zachęty, żeby podążyć wraz ze swoim dowódcą. Dwóch rannych miało problemy z szybkim biegiem. Jednego jednak dźwignął Arthur, a drugiego - Alester. Dość szybko wbiegli w las, co mogło już ich osłaniać przed ostrzałem. Nie mieli też problemów ze zgubieniem pogoni. Szybko doskoczyli do koni i wsiedli na nie. Mogli spokojnie odjechać na większą, bezpieczną odległość.
- Wszyscy są? To za mną! - krzyknął Grenn i skierował się galopem na południe. Co chwila oglądał się za siebie. Nic na razie ich nie goniło. Na razie - te dwa słowa były tu jednak kluczem. Dzicy na pewno wyruszyli w jakąś pogoń. Bracia zaś znaleźli jakąś skałę, gdzie Grenn zatrzymał chwilowy postój. Posłał kilku ludzi, żeby monitorowali, czy ktoś się nie zbliża. Resztę zebrał w jednym miejscu i spytał:
- Co robimy dalej? Wiemy, że jest tu osada Dzikich... Ale nie wiemy, czy nie ma innych gdzie indziej. Musimy kontynuować misję. A z drugiej strony - zawiadomić także musimy Czarny Zamek o tym odkryciu. I ranni powinni tam wrócić i się kurować. Tylko ktoś musi pójść z nimi. Jacyś chętni? - spytał. Zdawał też sobie sprawę, że jeżeli nikt się nie zgłosi, sam będzie musiał dokonać wyboru.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Pią Mar 23, 2018 8:22 am

-Znów się udało - pomyślał - wszyscy przeżyli, a do tego pomogliśmy dwóm zwiadowcom, więc dowódca mógł zobaczyć, że nie tylko zabijać umiemy, ale też dbamy o swoich.
Po dotarciu do skały udał się za dowódcą. Tym razem postanowił odezwać się na początku. Trzeba było grać w otwarte karty.
-Oba zadania są równie istotne - stwierdził - niestety ja nie mam wyjścia i muszę zostać. Nie jestem wstanie odprowadzić rannych. Pierwszy raz jestem za Murem, a po nieznanym terenie nie umiem się sprawnie poruszać. Muru raczej nie ominę, bo się nie da, ale zboczenie wiele mil na zachód czy wschód od Czarnego Zamku jest wielce prawdopodobne. Zawsze nawet jak chodziłem na zwiad prowadził mnie ktoś kto znał teren. Ja tylko dokonywałem rozpoznania bojem, jeśli trzeba. Zwykle po takim rozpoznaniu zostawały jedynie trupy do rozpoznania - uśmiechnął się od ucha do ucha, zwłaszcza że teraz nikt nie miał powodu, żeby wątpić w to co mówił.
-Oczywiście jeśli pójdzie ktoś kto trafi na Mur to mogę jechać jako ochrona rannych. Byłoby to jednak marnotrawstwo zasobów, mamy konie więc dzicy rannych nie dogonią. Bardziej przyda im się ktoś kto ich opatrzy niż ktoś kto macha mieczem. - mówił już rzeczowo, spokojnie, bez uśmiechu.
-Pewnie posłali wiele grupek w różne strony i można by te grupki atakować jedna pod drugiej. Nie wiedzą przecież, że jesteśmy jedyną grupą w okolicy, a wysyłanie jednego silnego pościgu tylko za nami byłoby głupotą. Narażali by się w ten sposób na ataki z innych stron. Z chęcią znów powalczyłbym z dzikimi, roznosząc te grupki jedna po drugiej. Nie dlatego, że jestem mordercą i lubię zabijać - przestał mówić do Grenna i zwrócił się do Deontego - ale dlatego, że jestem żołnierzem i chce zadać wrogowi jak największe straty przy jak najmniejszych własnych. Nie wiem skąd ta wcześniejsza sugestia, że jestem mordercą. Z powodu tego jak trafiłem na Mur? Tak, zarżnąłem tych sześciu gości w karczmie, bo to nie walka była tylko rzeź. Nie moja jednak wina, że pozdejmowali większość zbroi dla wygody, a połowa nawet się nie pofatygowała, żeby wrócić po zostawioną broń. Zresztą gdyby mieli pełne zbroje i każdy miałby broń wynik byłby ten sam, jedynie bym się bardziej zmęczył. Byli martwi w momencie kiedy postanowili sobie urządzić ZBIOROWY GWAŁT - tu zacisnął pięści z taką siłą, że jego własne kości zachrzęściły - w karczmie w której siedziałem. I uprzedzając pytanie, bo pewnie będzie identyczne jak na pseudosądzie. Nie, nie mogłem ich tylko pobić, jak ktoś próbuje mnie zabić to ja muszę się do tego dostosować i walczyć tak samo. Jeśli ja bym walczył tak, żeby przeciwnikowi krzywdy nie zrobić, a przeciwnik ta, żeby mnie zabić to bym przegrał z dużo słabszym i zginął. Wstrzymywać to ja się mogę na treningach, jak mnie ktoś poinformuje, że przeciwnik jest sporo słabszy i powinienem to zrobić - nawiązał w ten sposób do sytuacji z Gilem, po czym zrobił dłuższą pauzę.
-Przepraszam, to tak dla wyjaśnienia - zwrócił się znów do Grenna - teraz czekam na rozkazy.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Pią Mar 23, 2018 3:13 pm

Uciekali już jakiś czas, a gdy przyszło na postój, Grenn postanowił zorganizować naradę. Na której to postanowił zapytać się o rady, niekompetencja oficerów na Murze tak bardzo go uderzała że to była jakaś katastrofa. Brakowało tylko żeby sam Stannis pytał się "co mają teraz zrobić" gdy przyjdzie do bitwy o Mur. Gdy Grenn zapytał o chętnych, mimowolnie pchnął lekko Dereka do przodu, udając że to przypadek, ale mając też nadzieje że "dowódca" uzna go za chętnego.
Potem przyszło na wysłuchiwanie opinii Arthura, która była dość trafna, to było bardzo rozsądne więc nie na żarty się zdziwił. Gdy jednak przyszło mu wyjaśniać że nie jest mordercą, spojrzał na niego jak na debila, a gdy skończył krótko podsumował.
- Nie mówiłem o tobie.. - po czym westchnął i spojrzał na pana "dowódcę". - Wracając do ważniejszej sprawy, jestem za pomysłem Arthura. Powinniśmy uderzać w małe grupki przeciwników, bo na pewno się rozdzielili. Gdybyśmy zdobyli przebranie wroga, moglibyśmy się podkraść do obozu i zobaczyć czym dysponują, policzyć ilu mają ludzi a nawet popsuć im jakoś szyki.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Mar 24, 2018 11:41 am

Grenn spiorunował Arthura i Deonte wzrokiem.
- Powiedziałem: Mamy kontynuować misję. Co w tym zdaniu jest niezrozumiałe? - spytał zirytowany. - Naszą misją było przeprowadzenie zwiadu, nie bicie się z Dzikimi. Czy to jest trudne do zrozumienia? - spytał. Widząc nieporadność swojego przyjaciela, sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Pyp. - Będziemy kontynuować początkowe założenia misji. W tym miejscu, zgodnie z założeniami, rozdzielimy się na dwie grupy. Zgodnie z przydziałami. Jedna, pod dowództwem Grenna, uda się na Mroźne Kły. Druga ze mną ominie Pięść i pójdzie na północ. Do odprowadzenia rannych na Mur potrzebujemy dwóch silnych osób. - popatrzył jeszcze na grupę, ale nikt się nie zgłaszał. Nawet Derek, który pomimo prób Watersa nie zamierzał rezygnować. Wypatrzył w grupie dwóch ludzi i wywołał ich z imienia.- Jon! Gorold! Wy wrócicie na Mur z rannymi. Jakieś pytania?

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 1563
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Arthur Westford on Sob Mar 24, 2018 12:53 pm

Na wybuch Grenna Arthur zareagował tylko wzruszeniem ramionami. Krzyków przełożonych nasłuchał się w życiu tyle, że nie robiły na nim żadnego wrażenia.
-Ja przez zwiad rozumiem złapanie jeńca. Złapać jeńca umiem tylko jak pobiję jakąś grupę. - powiedział spokojnie, wręcz chłodno.
-Najpierw się pyta co robić, a jak mówię co to się irytuje. Myślał, że powiem "chowajmy się gdzieś po krzakach i obserwujmy?". To bez sensu i tak wiedzą, że tu jesteśmy. Powinniśmy ich właśnie atakować bez przerwy znosić małe grupki, a dla lepszego efektu masakrować zwłoki dzikich, tak żeby myśleli że cała armia na nich poluje, tak żeby srali ze strachu i bali się wyjść z własnej wioski. Pomysł Watersa genialny, ale mu tego nie powiem, ależ bigosu można by narobić w strojach dzikich. Ah gdyby tak się przebrać za dzikich i w takim przebraniu zrobić burdę w ich obozie. Dzicy biją się często między sobą, więc w ich przebraniach można by przy odpowiednich umiejętnościach doprowadzić do prawdziwej bitwy w której wytłukliby się sami. A informacje? Informacja od dobrze przypieczonego w ognisku jeńca jest dla mnie więcej warta niż podkradanie się choćby do głównego obozu wroga. Ale ja już swoje zdanie wyraziłem, niech robią co chcą. - skończył wewnętrzny monolog po czym powiedział.
-Pytań nie mam, czekam na rozkazy.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Deonte Waters on Sob Mar 24, 2018 11:36 pm

Wzrok którym obdarował go Grenn, był bardzo zabawny. Widać było że w ogóle nie kontrolował sytuacji, a posadę dostał tylko temu bo przed latami wchodził w dupę Jonowi Snow. Brak mu było talentu i choćby krzty rozumu żeby prowadzić tę ekspedycję, Deonte marnie widział ich los w nadchodzącej przyszłości. Jednakże sprawę w swoje ręce postanowił wziąć Pyp. Ten choć mniejszy, wydawał się mieć większe pojęcie na temat praw rządzących poza Murem. Jego rozkazy mógł wykonywać z pewnością i bez krzty zawahania. Jednak mimo wszystko nawet ten trochę rozsądniejszy człowiek nie chciał skorzystać z jego pomysłu, lub chciał się wycwanić, wykorzystać go później i sobie przypisać zasługi. Wprawdzie Waters miał to wszystko w dupie, chciał po prostu wykonać robotę, wrócić do Czarnego Zamku i wygrzać stopy w gorącej wodzie, a potem wypić z Gilem i Derekiem trochę miodu.
Nie chcąc prowokować żadnych niesnasek, Deonte postanowił się już nie odzywać. Podrapał swojego psa za uchem, a potem robił to co mu kazano.
avatar
Deonte Waters

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Pięść Pierwszych Ludzi

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach