Ulice Lannisportu II

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Ulice Lannisportu II

Pisanie  Martyn Westerling on Pon Mar 12, 2018 1:22 am

***
avatar
Martyn Westerling

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 09/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Znachor Albert on Sro Mar 14, 2018 9:48 pm

2 marca 336 AC


Zanim wszyscy jego ludzie mieli przygotować się do akcji, Albert postanowił przejść się ostatni raz w okolicę z której uciekał. Do końca nie wiedział dlaczego tam poszedł, ale czuł taką potrzebę. Może chciał spojrzeć ostatni raz w oczy tym ludziom, zanim ich zabije - a może po prostu chciał poczuć tę samą adrenalinę. Jednak miał w ogóle nie dotrzeć do celu swej podróży bo zobaczył z oddali dziwnie poruszającego się człowieka. Posuwał się na tyłku do przodu i coś krzyczał, a gdy znalazł się w zasięgu światła księżyca, Albert zobaczył że jest to ten gość z karczmy. Od razu do niego podbiegł i uklęknął.
- Na Nieznajomego. Co Ci się stało? - wykrzyczał i spróbował go obejrzeć. - Jestem znachorem, pomogę Ci. - powiedział i spojrzał na niego pytająco, chciał wiedzieć czy może go podnieść i zanieść, bo sam raczej daleko nie zawędruje.
avatar
Znachor Albert

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 10/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Martyn Westerling on Czw Mar 15, 2018 10:16 pm

-AŁAAAA!- wrzasnął, kiedy Hill go zranił w klejnoty.
Prawdę mówiąc, spodziewał się, że ktoś spróbuje wyprowadzić go z karczmy, ale miał nadzieję, że zdąży załagodzić sprawę rozmową. W końcu on tylko postawił wszystkim kolejkę i trochę pośpiewał.

Jego marne próby oporu zdały się na nic i wkrótce wyleciał okno. Minęła co najmniej godzina, zanim odzyskał przytomność.
Leżąc na chodniku, trzymając się za krwawiący worek z jajami, rozpłakał się jak bóbr.

Dlaczego mnie to spotyka?! Chciałem się tylko pobawić, wyjść do ludzi. Czy to coś złego?
CZY TO COŚ ZŁEGO?!-krzyknął w stronę gwiazd.
Opadły go paskudne myśli: że to kara za lenistwo, że sam się prosił, że co powie ojciec i lord... przez chwilę miał ochotę umrzeć w tym miejscu. Po prostu powoli czekać, aż się wykrwawi albo zabije go gangrena. Zmęczony tym wszystkim, zasnął na chwilę.

Kiedy obudził się po kilku minutach, ból był nieco mniejszy, choć pewnie on trochę do bólu się przyzwyczaił.
Usiadł i rozejrzał się. Potrzebował pomocy medycznej.
-Ratuuunku! Pomocy!- krzyknął kilkukrotne. Jeśli nic to nie dało, zaczął przesuwać się po chodniku tyłkiem i rękami, w kierunku najbliższej innej gospody, lub septu albo posterunku straży miejskiej. Może trafi na swojego znajomego. On pewnie pomógłby z większym zaangażowaniem...

Wkrótce spotkał jakiegoś mężczyznę. Nie rozpoznał Alberta- w karczmie był bardziej zajęty swoją lutnią niż burdą, do której przygrywał, w dodatku teraz Martyn był częściowo zaślepiony przez ból.

-Moje... jaja- wyjęczał- pomóż mi wstać.

Od zranienia minęło już sporo czasu, więc Westerling z pomocą Znachora pewnie da radę stanąć na nogi i przejść do jakiegoś bezpiecznego miejsca.
avatar
Martyn Westerling

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 09/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Znachor Albert on Czw Mar 15, 2018 11:35 pm

Albert oględnie obejrzał ranę człowieka i pokręcił głową, nie było żadnej mowy o wstawaniu. Mógł doprowadzić do krwotoku, jeszcze większego niż miał teraz.
- Jeśli wstaniesz możesz umrzeć. Wezmę Cię na ręce, dobrze? - powiedział i chwycił za zgięcia w kolanach i przełożył rękę przez jego ramiona, tak że chwycił go jak kobietą którą miał nieść do łoża. - Nie wierć się, to szybciej dojdziemy do mojej pracowni. - oznajmił i zaczął z nim iść, znając skróty miał nadzieję szybciej dotrzeć. A choć jego rana w piersi ciągle mu dolegała, pomimo użycia przeciwbólowych ziół, to starał się nie otworzyć swojej rany na nowo. W końcu mogłoby to być dla niego zgubne. - To są jacyś wariaci. - oznajmił w połowie drogi. - Mnie toporkiem, ciebie w krocze. Ten krasnal ma nie równo pod sufitem, zapłaci za to co zrobił. - powiedział i pokręcił głową.
avatar
Znachor Albert

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 10/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Nie Kwi 29, 2018 9:19 pm

9 kwietnia 336AC

Turniej już się skończył, ale Lannisport wciąż pełen był przybyszy z odległych zakątków Westeros, a także tych bliższych. Każdego dnia przechadzając się ulicami można było znaleźć jakąś rozrywkę. Tego konkretnego dnia Dagoth Dayne znudzony gwarnymi ulicami znalazł się wraz z przyjaciółmi w tej nieco biedniejszej części miasta, która wciąż tętniła życiem, choć zauważalnie mniej. Niewielu tu było podobnych jemu - rycerzy poszukujących zajęcia. Akurat miał okazję natknąć się na przedstawienie kukiełkowe, choć niestety sam jego koniec. Kukiełka rycerza wbiła miecz w kukłę smoka, a zeń posypały się pomalowane na czerwono kamienie równie gęsto jak brawa publiczności... ale nagłe szarpnięcie w okolicach pasa rozproszyło młodego rycerza. Gdy spojrzał w dół, spostrzegł brak czegoś istotnego, a mianowicie sakiewki. Jego wzrok podniósł się do góry i w zasięgu widzenia znalazł się mężczyzna niewyróżniający się ubiorem spośród innych mieszkańców miasta, ale wyróżniający się zachowaniem. Biegł, a w dłoni trzymał coś okrągłego. Był już dobre dziesięć metrów dalej i w ciągu kilku sekund zniknął za rogiem.


Belt
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 394
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Nie Kwi 29, 2018 10:00 pm

09/04/336AC

Dagoth wraz z swoimi towarzyszami niestety nie zdążył na turniej ku czci nowemu małżeństwu, Blackfyre i Lannisterów. Z tego co Dagoth słyszał, uroda panny młodej jest tak wielka, że przyćmiewa ona swym wyglądem bogów i chętnie zobaczyliby ją na tronie zaraz obok smoczego władcy. Dayne niewiele interesował się polityką, dlatego jedynie kiwał głową i pił, obserwując otoczenie, jak to robił zawsze. 
Po dość hucznej nocy, Dagoth z Nerevarem i Dragomirem spacerował po Lannisporcie, nie szukając niczego konkretnego. Dopiero przedstawienie kukiełkowe zwróciło ich atencję, choć miało to swoją cenę. Przedstawiona akcja była tak zażarta i niespodziewana, pełna zwrotów akcji i niespodzianek, że Łazik nie zwrócił uwagi na obślizgłą dłoń co sięgała jego sakiewki. Dopiero szarpnięcie zwróciło jego uwagę i wystarczyła chwila, żeby Dagoth zrozumiał co się przed chwilą wydarzyło.
- Kurwa... Drago, Nerevar! Szybko za tamtym! Spróbujcie go okrążyć! Dragomir, próbuj dachem! - Ostatnie słowa krzyczał już w biegu. Nawet jeśli przewaga złodzieja była duża, Dagoth uważał, że jest w stanie go doścignąć. Na jego szczęście, ubrany był tylko w kubrak ze skóry przepasany pasem, do którego przyczepione były dwie pochwy - jedna od sztyletu, druga od miecza. Nigdy nie rozstawał się ze stalą. Poluzował trochę tą od miecza, zaś sztylet wyjął i obrócił go, końcem wzdłuż przedramienia - i tak biegł, starając się omijać ludzi, a gdy konieczne, popychając ich na boki, próbując nie gubić uciekiniera z zasięgu wzroku. Był jednak ostrożny, bo jak to z takimi występami bywa, najczęściej koniec scenariusza jest taki, że doścignie złodzieja, który będzie na niego czekać, choć nie sam, a z resztą tego zapchlonego towarzystwa. Dagoth miał jedynie nadzieje, że Dragomirowi udało się dotrzeć na dach i w razie czego będzie go stamtąd wspierać swymi strzałami, gdyż podobnie jak Dayne, nigdy nie zostawiał swego łuku i kołczanu byle gdzie.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Wto Maj 01, 2018 3:30 pm

Dragomir przyjął do wiadomości sugestię przyjaciela, żeby spróbować przemieszczać się po dachach, ale po szybkim spojrzeniu odrzucił tę propozycję. Domy były tu wysokie, a dachy spadziste. Zamiast tego wraz z resztą rzucił się w pogoń za złodziejem, który po przebiegnięciu jeszcze kilkudziesięciu metrów zniknął za rogiem w jakiejś niewielkiej uliczce. Na nic mu się to zdało, gdyż kompania trzech dzielnych ludzi deptała mu po piętach. Uliczka ciągnęła się dosyć daleko, więc i złodziej musiał biec w linii prostej dłuższą chwilę. To dało Dragomirowi wystarczająco dużo czasu, żeby błyskawicznie założyć cięciwę i posłać strzałę w ślad za uciekinierem. Strzał był iście rewelacyjny - przestrzelił łotrzykowi lewe kolano, co w konsekwencji doprowadziło do jego upadku w błoto. Ukradziony mieszek wypadł mu z dłoni i z brzdękiem uderzył w ścianę, a jego zawartość poleciała w błoto. Głośniejsze od tego były tylko pełne bólu wrzaski rzezimieszka. Przeczucie nie myliło Dagotha. Stojąc jakieś dziesięć metrów od wlotu uliczki usłyszał uderzeni drzwi o kamień gdzieś za sobą. Gdy się obejrzał, spostrzegł czterech zbirów wychodzących bocznymi drzwiami z budynku na rogu. Najwidoczniej byli w zmowie z rzezimieszkiem i pilnowali jego bezpieczeństwa, a teraz to bezpieczeństwo zostało naruszone. Uzbrojeni byli w krótkie miecze. Już zapowiadało się na niewielkie starcie zbrojne, a tu nagle bandyci zrobili wielkie oczy i rzucili się do ucieczki. Tym co ujrzeli po drugiej stronie uliczki był dziesięcioosobowy patrol straży miejskiej. Czterech strażników otoczyło rzezimieszka ze strzałą w kolanie, a reszta zbliżyła się do trójki kompanów. Na czoło wysforował się jeden starszy strażnik, który zresztą zabrał głos:
- Samwell Limes, sierżant straży miejskiej Lannisportu, proszę panów o wyjaśnienia co tu się stało.
Strażnik z uwagą wysłuchał zeznań, a następnie pozwolił zebrać pieniądze.
- Zapraszam na posterunek straży miejskiej, tam spiszemy zeznania, żeby przestępca mógł zostać prawomocnie skazany.
Widać było, że jest człowiekiem obowiązku. W dodatku nie tolerował sprzeciwu. Dagoth i jego towarzysze po prostu musieli udać się z nim we wskazane miejsce.


Belt
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 394
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Wto Maj 01, 2018 4:00 pm

Jak cię tylko dogonię to ci nogi pourywam i każe zjeść, chuju jebany. - Takie i wiele innych myśli krążyło po głowie Dagotha, kiedy to powoli doganiał rzezimieszka, choć dystans wciąż był według niego za duży. Mogło skończyć się to rozlewem krwi, bowiem zanim go dogonią najprawdopodobniej z zaułków wyskoczą jego ziomkowie. I faktycznie tak było, ale w innych okolicznościach. Na szczęście, uliczki Lannisportu nie były maksymalnie zawiłe i gdy to trafili na długą, prostą ulicę, dało to możliwość Dragomirowi. Chwile potem stali już nad krzyczący wniebogłosy złodziej. 
- No to się bawimy, chłopaki! Ja biorę na siebie dwóch... - Przerwał bo nagle napastnicy uciekli, jakby to zobaczyli smoka, bądź innego potwora. Odwróciwszy się, Dagoth zauważył oddział czerwonych płaszczy. Odetchnął z ulgą i schował miecz do pochwy, to samo też zrobił Dragomir i Nerevar, który śpiewał sobie pod nosem, czekając na dalsze wydarzenia. 
Dayne wyszedł przed szereg i spojrzał na sierżanta Samwella Limesa. 
- Jestem rad, że spotkaliśmy pana. Dagoth Dayne, znany też jako Łazik. Ten, leżący w błocie mężczyzna jest złodziejem, który to starał się uciec z moją sakiewką złota, którą zabrał mi, gdy to ja skupiony byłem na przedstawieniu kukiełkowym. Zaczęliśmy go ścigać... i resztę pan to już wie lub się domyśla.
Dagoth zgodził się, zwrócił się do swoich kompanów krótko i ruszyli razem za sierżantem straży miejskiej. Nawet nie pomyśleli, żeby jakkolwiek się sprzeciwiać. Nie mieli po co.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Sob Maj 05, 2018 11:27 pm

10/04/336

Szedł powoli ulicą, przemierzając wzrokiem całą kamienicę. Poszukiwał szyldu, o którym mówił tamten... szef. Miał być na tej ulicy i to właśnie był pierwszy krok, jaki musiał wykonać, żeby zadanie zostało wykonane poprawnie. Oczywiście, zanim się jego podjął, dokonał kilku zakupów wśród handlarzy. Owszem kupił jeden worek, który mógł przywiązać sobie do spodni, które miał właśnie na sobie. Kupił też chustę, którą w momencie włamania zawiążę sobie na twarzy. Nie chciał zostać rozpoznany, nawet jeśli był tylko przechodnim, nie mieszkańcem Lannisportu. W razie czego pójdą na straż, tam zaś miał nadzieje sierżant wyjaśni całą sprawę. 
Znalazłszy, Dagoth dyskretnie obserwował dokładny wygląd całego warsztatu, okrążył go, szukając dróg potencjalnej ucieczki jak i też najlepsze wejście do środka. Faktycznie były tylne wejście, które, jak to mówił pracodawca, miały być otwarte. Ulice były jeszcze puste, było tylko trochę po świcie - większość miasta jeszcze spała. 
Nałożywszy chustę na buzię, ruszył powoli pod drzwi, cały czas oglądając się czy ktoś nie patrzy. Wyciągnął na wszelki wypadek nóż, który gotów był użyć w razie potrzeby. Oczywiście nasączony był trucizną paraliżującą i krzepnącą, dlatego cięcie będzie powodowało paraliż, ale także szybsze krzepnięcie krwi w miejscu cięcia, co spowoduje mniejszą utratę krwi. 
Otworzył drzwi delikatnie i wolno, cały czas zważając, czy ktoś się nie zbliża. Gdyby nikogo nie zauważył, wszedłby do środka, skradając się i za wszelką cenę chciałby zlokalizować obecne położenie pracownika. Gdyby jednak się to nie udało, zaryzykowałby i zacząłby szukać miejsca z pieniędzmi. W sytuacji, jakby przy wejściu zobaczył kogoś, albo by podkradł się od tyłu i ogłuszył człowieka, bądź też wdał się z nim w walkę, w której głównym celem było jak najszybsze trafienie mężczyzny, bądź kobiety, żeby nie mógł(a) wezwać pomocy. Gdyby jednak sytuacja z niewiadomych przyczyn była krytyczna, uciekłby i zdecydował co dalej kilka przecznic od warsztatu. 
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Nie Maj 06, 2018 2:26 pm

Dagoth powoli, bardzo powoli otworzył drzwi i rozejrzał się czy kogoś nie ma w środku. Ujrzał niewielkie pomieszczenie, które chyba było składzikiem i owszem, nikogo tam nie było. Ostrożnie wślizgnął się do środka i przymknął drzwi. Wtedy też dojrzał, że w składziku było pełno bełtów. Bełtów różnego rodzaju, ale wszystkie stworzone w imię jednego powołania - zabić cel, do którego ktoś strzela z kuszy. Wymienione kusze wisiały na ścianach, wszystkie pozbawione cięciw, więc dopiero po ich założeniu byłyby śmiertelnie groźne. Przejście dalej znajdowało się po prawej i ostrożnie wyglądając zza rogu Dagoth mógł ujrzeć staruszka pracującego przy biurku. Człowiek ów pochylony był nad kilkoma kawałkami drewna, które w przyszłości najprawdopodobniej miały stać się niosącą śmierć zabawką. Był odwrócony tyłem i w dodatku zajęty pracą, więc Dayne pozostał niezauważony. Zgodnie z wcześniejszym zamiarem zaczął się doń zbliżać, ale kiedy był już tuż tuż podłoga nagle zaskrzypiała i staruszek odwrócił się zdziwiony. Szybki cios pięścią w skroń załatwił sprawę zanim ten zdążył krzyknąć o pomoc. Zwalił się bez przytomności na biurko, rozrzucając dookoła jeszcze nieposklejane fragmenty kuszy. Narobił przy tym trochę hałasu, a w takich sytuacjach zawsze zamiera się w bezruchu nerwowo sprawdzając czy ktoś nie usłyszał, jednak zdawało się nikogo więcej w warsztacie nie było. Przeszedłszy do kolejnego pomieszczenia Dayne odkrył, że znajduje się we frontowym pomieszczeniu, które służyło do właściwie sprzedaży towarów. Przed nim była lada, na której wyłożono kusze. Pod ladą znajdowało się wiele szuflad i być może w którejś znajdowały się pieniądze, ale pewności nie było, bowiem po lewej były jeszcze schody prowadzące na wyższe piętro. Ze skupienia wyrwała go czyjaś rozmowa sprzed sklepu, której słów zrozumieć nie mógł. Po kilku sekundach drzwi się otworzyły, zadzwonił dzwonek i w drzwiach pojawiło się dwóch ludzi zajętych rozmową ze sobą.
- Mówię ci, potrzebujemy lekkich kusz, bo najszybciej można je przeładować. Te twoje ciężkie może mają niezłe przebicie, ale po jednym strzale na małą odległość staną się bezużyteczne.
Jegomość odwrócił się w stronę lady.
- Dzień dobry, chcielibyśmy... O, a czemu ma pan na twarzy taką śmieszną chustę?
Mówiący był średnim mężczyzną. Wszystko w nim było średnie, wzrost, sylwetka. Nawet twarz miał pospolitą. Jego towarzysz za to był dosyć niski, otyły i jego znakiem szczególnym był placek łysiny na środku głowy.


Belt
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 394
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Nie Maj 06, 2018 9:41 pm

Otworzywszy drzwi i nie widząc nikogo, odetchnął głębiej. Czy to z ulgi? Trudno powiedzieć, wciąć nie wiedział gdzie jest sprzedawca. Niepokoił się również profesją całego warsztatu. Jeśliby został nakryty wcześniej, niż Dayne sam by zauważył gospodarza, byłoby kiepsko. Bardzo kiepsko. Na szczęście, szybko go znalazł i gdy ten też zauważył intruza, Dagoth nawet nie pomyślał. To, co zrobił, było w pełni instynktowne i wyuczone. Tak sobie powiedział wcześniej, że zrobi. I zrobił. 
Nieprzytomnego już mężczyznę wziął do rąk, wcześniej poszukując dobrej kryjówki dla ciała i upewniwszy się, że nikogo więcej nie było w warsztacie. Już miał wyciągać sztylet zza pazuchy. Duża szafa była dla niego na tyle atrakcyjna, żeby szybko właśnie do niej wrzucić stary kawał mięsa. Zanim tak go zostawił, zakneblował mu buzię, a także związał ręce i nogi. Na wszelki wypadek.
Zacząłem chodzić po całym pomieszczeniu, obserwując każdy jego kąt. Wszystkie kuszę, które widział na ścianach i półkach, wszystkie te wydawały mu się wyjątkowo niebezpieczne, a na pewno w takim pomieszczeniu. Lecz nie przyszedł czas na rozmyślania. Miał zadanie do wykonania. 
Przechodząc do następnego pomieszczenia, Dagoth rozejrzał się i doszedł do wniosku, że musi być akurat w części handlowej. W której to sprzedawali te drewniane zabawki i... chowano pieniądze. Zauważywszy wiele szuflad, miał już je wszystkie przeszukać, gdy to usłyszał głos wchodzących ludzi do sklepu. Był na tyle zaskoczony, że nie pomyślał nawet o chuście, którą miał na buzi. Przerzucił wzrok na przybyszy i jak najszybciej przybrał postawę uczciwego sprzedawcy. Uśmiechnął się do nich, słuchając ich rozmowy, zastanawiając się ile czasu mu jeszcze zostało. W każdym razie, gdy jegomość, który to wymądrzał się o kuszach, zwrócił się do niego, a raczej zapytał go o chustę, Dagoth się zawahał, po czym uśmiechnął, żeby cała ta scena wyglądała, jakby to zapomniał o niej. Nie żeby tak nie było.
- Witajcie. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie, lecz chory trochę jesteśmy i nie myślę nawet o zarażeniu jakiegoś z moich klientów! A co do kuszy, wytrawny i doświadczony przeciwnik zdąży do was dotrzeć nawet jak lekką macie, panie, dlatego lepiej modlić się do Siedmiu o dobre oko i wiater co poniesie bełt prosto w cielsko przeciwnika, he he. Lecz koniec mojego mówienia! Mówta, co wam podać, wtedy pomyślimy - zrobił dobrą minę do złej gry i uśmiechnął się. Chciał jak najszybciej załatwić tę sprawę, żeby móc przeszukać sklep i jak najszybciej stąd znikać. Co do kusz, nie będzie mieć raczej problemu z wyróżnieniem - każdy, kto choć raz widział i lekką i ciężką, wie jakie są różnice między nimi. Problem byłby, gdyby klienci to byli jacyś specjaliści zawszeni, którzy by poprosili o coś specjalnego. Choć po ich wyglądzie by nie przewidywał takiej sytuacji. Nie liczył, żeby to się stało, ale mógłby się nawet z nimi bić w razie potrzeby. Choć sądził, że tej potrzeby nie będzie.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Sro Maj 09, 2018 1:10 am

- Ach, w porządku...
- Ha! Słyszysz? Mówiłem ci, że ciężkie kusze lepsze, bo i tak strzelisz tylko raz, a ty nie. Ty się upierałeś, że z lekkiej da radę wystrzelić ponownie, a tu ci nawet pan mistrz rzemieślnik mówi, że lepiej jest pierdolnąć tylko raz z jak najcięższego sprzętu, bo chuj wie jakie blachy może mieć napastnik, nie? Dobrze mówię, panie mistrzu? No, ty to byś wszystko spierdolił. Ech, jakby nie twój ojciec to bym cię nigdy nie wziął na wspólnika, jebany nepotyzm!
- Egbert, uspokój się...
- No już zawrzyj tę jadaczkę jak starszy mówi. Panie mistrzu, ile za cztery ciężkie kusze z korbowym mechanizmem naciągania cięciwy? No i jeszcze ze dwanaście bełtów byśmy kupili.
Dagoth mógł ujrzeć, że na ścianach wiszą tylko trzy ciężkie kusze tak bardzo pożądane przez Egberta, a w dodatku każda z nich różniła się nieco od reszty pod każdym względem. Główne różnice były w stylu wykończeniach, a te drobniejsze w rozmiarach. Dayne mógł sobie przypomnieć, że więcej podobnych kusz widział w składziku. Tak samo bełty.


Belt
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 394
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Sro Maj 09, 2018 4:55 pm

Dagoth słuchał ich w milczeniu. Starał się odgrywać dobrego kupca, zachowywać się tak, jakby to normalny sprzedawca robił. Dlatego nie przerywał im, nie dodawał nic od siebie, a jedynie spoglądał fiołkowymi oczami na przybyszów. Wiedział, że musi robić to szybko, bo z każdą minutą zwiększa się prawdopodobieństwo wykrycia. Przyjdzie jakiś przyjaciel tamtego i będzie problem. O przebudzenie się nie martwi, Dayne nieźle mu przyłożył, tak szybko się z tego nie wybudza.
W końcu, gdy przestali gawędzić, a składać zamówienie, Dagoth zauważył, że w pobliżu nie ma dla nich całego zamówienia. I do tego kusze różniły się detalami. Byłby to problem, gdyby Dagoth nie schował prawdziwego sprzedawce.
- Panowie, wiecie przecież, że takich kusz jest w chujta i więcej. Dlatego zapraszam was do środka, sami mi pokażecie jaki to sprzęt potrzebujecie. - Zaprosił ich wgłąb lokalu, tak by sami mogli sobie wybrać. Sam też pootwierał szuflady, jakiby patrząc za sprzętem, a tak naprawdę szukając schowka z pieniędzmi.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Pią Maj 11, 2018 3:34 pm

Klienci ochoczo weszli do środka, by znaleźć odpowiadający im sprzęt. Dagoth usłyszał kilka hałasów powodowanych przez dwóch panów buszujących w środku, a potem krzyk:
- Panie Mistrzu, to gdzie są te kusze?
- Morion, debilu, tu masz drzwi! Nie widzisz tych wszystkich kusz?!
- Ach, nieważne panie Mistrzu!
W międzyczasie Dayne mógł zająć się przeszukiwaniem szuflad, ale i z nimi pojawił się problem. Każda kolejna zawierała coś innego i w żadnym wypadku nie były to pieniądze. Poza jedną, w której znalazł trochę miedziaków i srebrnych jeleni. W pozostałych były tylko jakieś zwitki papieru i księgi rachunkowe. Schody za Dagothem wydawały się być odpowiedzią. Może na górze znajdzie więcej pieniędzy? Sekundy później klienci wrócili do głównego pomieszczenia. Morion niósł cztery ciężkie kusze z mechanizmem ładowania korbą, a Egbert trzymał tylko dwanaście bełtów.
- Ile będzie za te cztery kusze i dwanaście bełtów, panie Mistrzu?


Belt
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 394
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Pią Maj 11, 2018 11:09 pm

Dagoth dał wejść klientom do środka, sam zaś zajął się szufladami. W pierwszej znalazł jakieś papiery, szybko je przeczytał i nie znalazł tam niczego ciekawego. Jakieś spisy, dokumenty, lecz nic, co mogłoby mu się przydać. Następna była pusta, dopiero w trzeciej znalazł jakieś grosiki... był jednak pewien, że to nie wszystko. Wyjął pieniądze z szuflady i włożył je do swego worka, który ze sobą przyniósł. Na czas, bo właśnie klienci krzyknęli do niego. Zanim zdążył odpowiedzieć, drugi mężczyzna wykrzyczał odpowiedź, choć Dayne nie wiedział po co, skoro to oni ze sobą rozmawiają, a są obok siebie. W każdym razie, Dagoth w kuńcu zdecydował, że pójdzie na górę... jak uda mu się pozbyć się klientów. 
Mężczyzna obejrzał fiołkowymi oczami kusze, tak jakby je wyceniał, po czym podniósł głowę z uśmiechem i rzekł:
- Za kuszę to złoty smok za jedną sztukę. Co się zaś tyczy bełtów, to jeden po jelenia, więc w sumie wychodzą 4 złote smoki i dwanaście jeleni. - Uśmiechnął się do mężczyzn, po czym spodziewał się zapłaty. Gdyby się okazało, że posłusznie zapłacili i poszli, Dagoth zamknął drzwi wejściowe, tak żeby nikt mu więcej nie przeszkadzał i poszedł na górę, żeby sprawdzić wszelkie zakamarki. Musiał się liczyć z czasem, który go popędzał...
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Maj 13, 2018 3:53 am

- Całkiem uczciwa cena, panie Mistrzu.
Egbert pogrzebał w sakiewce i wyciągnął odpowiednią ilość pieniędzy, którą wręczył Dagothowi. Następnie razem ze wspólnikiem skierowali się do wyjścia.
- No świetne interesy się z panem ubija, nie ma co. Słyszysz, Morion? Mówiłem ci, pójdźmy do Mistrza to będzie dobrze, a ty nie, bo wyjdzie za drogo. Ha! Chuja tam za drogo, kurwa cena rynkowa. A właśnie, panie Mistrzu, ten staruszek co go tu kiedyś widziałem to pana dziadek, tak? Bardzo miły gość. No, w każdym razie do widzenia, na nas już czas. Życzę rychłego powrotu do zdrowia.
Drzwi trzasnęły i Dayne w końcu pozbył się natrętnych klientów. Zakluczył frontowe wejście i mógł wreszcie poświęcić trochę czasu na przeszukanie piętra. Wspiął się po schodach i odnalazł pomieszczenia gospodarcze. Była tu kuchnia, wychodek z rurą kanalizacyjną i sypialnia. A w sypialni znalazł to co szukał, tylko nie w najlepszej formie. Otóż w kącie obok łóżka stała żelazna skrzynka pełniąca rolę czegoś w rodzaju sejfu. W drzwiczkach znajdowała się dziurka na klucz. Tylko gdzieś ten klucz mógł się podziewać?


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2240
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Nie Maj 13, 2018 2:05 pm

Dagoth uśmiechnął się tylko do klientów i wziął od nich zapłatę, dziękując po drodze. Myślami był już na górze, a jednak odprowadził klientów do drzwi, słuchając jeszcze jednym uchem to, co mówili. Mógł w sumie wziąć więcej za kuszę, lecz Dayne uważał, że dobrze postąpił. Szybciej pozbył się ludzi, których nie potrzebował, uniknął też potencjalnego targowania się, jakie mogło nastąpić.
- Owszem, to mój dziad, który, podobnie jak ja niestety jest chory, jednak choroba złapała go bardziej aniżeli mnie. Oby Siedmiu ulitowali się nad jego losem. Dziękuje wam, przyjaciele i zapraszam ponownie. Życzę wam, by kuszę dobrze się sprawowały. Żegnajcie! – Pomachał im na pożegnanie i zamknął szczelnie drzwi, uśmiechając się do siebie tryumfalnie. Wreszcie się ich pozbył, teraz też mógł skupić się na własnych celach. Zamknął na klucz frontowe wejście, a także pospiesznie się wrócił, by zamknąć też te tylnie. Nie potrzebował żadnych niespodzianek.
Na górze szybko zaobserwował gdzie co jest, po czym ruszył do sypialni staruszka, który obecnie śpi w mniej komfortowym miejscu. Niestety, to co znalazł nie bardzo mu się spodobało. Z tyłu głowy spodziewał się sejfu, a jednak modlił się, żeby właściciel warsztatu był na tyle głupi, żeby trzymać swoje oszczędności w szufladzie. Cóż, nie mógł się jednak załamywać. Zaczął przeszukiwać cały pokój, wszystkie szuflady, półki, potencjalne drugie dna, wszystko. Tak samo inne pokoje. Gdyby nic nie znalazł, ruszyłby na dół, do staruszka, by przeszukać wszystkie jego kieszenie. Jakby się obudził, dałby mu ponownie w łeb, albo po prostu zakneblował i związał. W zależności od sytuacji.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Maj 13, 2018 11:03 pm

Dagoth zaczął przeszukiwać wszystko, dosłownie wszystko. Szuflada za szufladą, szafka za szafką, nigdzie nie mógł znaleźć klucza. Zawartości coraz to kolejnych pojemników lądowały na podłodze, a klucza wciąż nie było, więc Dayne zszedł na dół i zaczął przeszukiwać kieszenie właściciela sklepu. W trakcie trwania tego procesu staruszek się obudził, więc ponownie dostał przez łeb i poszedł spać. Przynajmniej samo zejście na dół okazało się pożyteczne, bo w kieszeni na tyłku znalazł się klucz. Dagoth pospiesznie wszedł z powrotem na górę, dopadł do sejfu, przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwiczki. W środku znajdowało się mnóstwo złota... Rozległo się łomotanie u drzwi frontowych.
- Straż miejska Lannisportu, otwierać, w imieniu jego miłości króla Lancela!


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2240
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Nie Maj 13, 2018 11:27 pm

Ale burdel - pomyślał, gdy to rozejrzał się po pomieszczeniu. Szukając klucza, pootwirrał szuflady, poprzewracał meble, ogólnie zrobił wielki bałagan. Jeszcze jeden prezent dla właściciela prócz dwóch dużych guzów. Miał jednak nadzieje, że wszystko wypali.
W końcu, gdy to góra została przefzesana, kaźdy kąt sprawdzony, a każda półka opróżniona, zszedł na dół, by przywitać pana właściciela.
Przeszukując go, musiał ponownie go uciszyć dość mocnym uderzeniem w skroń. Trochę mu go było żal, jednak tak jakby wcielił się w tą postać, jaką teraz odgrywa. Złodzieja. Bandytę. Skupiał całą swoją uwagę na szukaniu klucza... i ostatecznie go znalazł. Nie zastanawiając się pobiegł na górę, przeskakując co dwa stopnie schodów i ruszył ku sypialni, gdzie był sejf. Otworzył go i zobaczył złoto, bardzo dużo złota. Nie myśląc za długo, zaczął pakować szybko, wszystko co było w środku.
Prawie podskoczył, słysząc dźwięk krzyku straży przed drzwiami. Zaczął jeszcze szybciej pakować, a gdy to zrobił, przeszedł do innego pokoju, z tyłu domu gdzie było okno. Wyjrzał przez nie i obejrzał się czy jest bezpiecznie, nie ma ani jednego strażnika. Gdyby nie było, zawiesiłby się z zewnętrznej strony i zeskoczył, od razu biegnąc w głąb, gdzie będzie mógł się ukryć. A gdyby jednak było tak, że ktoś tam był... musiałby improwizować, wszystko by zależało od położenia strażników i czy by go zauważyli.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Maj 14, 2018 12:14 am

Żeby zapakować całe złoto wystarczyło parę ruchów, a po nadejściu straży miejskiej Dayne nabrał szybkości. Po prostu podstawił wór przed sejf i zagarniając dłonią zawartość wsypywał ją do środka. Zaraz też chwycił ciężki wór w dłoń i przeszedł do kuchni, z której wychodziło okno na podwórze. Wdrapał się na blat i wyjrzał przez nie - na podwórzu nie było żadnego strażnika, dobry znak. Otworzył okno i zaczął przekładać już jedną nogę, ale zaraz przypomniał sobie o złocie. Przecież mądrzej by było opuścić złoto na trawnik, a dopiero potem samemu zejść bez ryzyka złamania czegoś od zwiększonej masy. Tak też zrobił, a potem samemu przeszedł przez ramę, zawiesił się na parapecie i bezpiecznie opadł w przykucu na ziemię dwa metry niżej. Chwycił wór w dłonie i pobiegł od razu do bezpiecznego miejsca. Za nim rozległ się trzask wyważanych drzwi frontowych, czyli miał jeszcze wystarczająco czasu, żeby pozostać niezauważonym... I wtedy potknął się o kuszę leżącą w trawie. Skąd się tam wzięła? Nie wiadomo. Na pewno nie było jej tam zanim Dayne włamał się do domu, bo przechodził przez dokładnie to samo miejsce. Cóż, dzięki swojej zwinności udało mu się odzyskać równowagę i pobiegł dalej bez przewracania się. Uciekł strażnikom i był bezpieczny, choć może lepiej nie paradować po otwartym terenie w tej chuście na twarzy i tym worem złota w dłoni, bo takie połączenie cech wyglądu zewnętrznego budzi podejrzenia władz.


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2240
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Pon Maj 14, 2018 12:31 am

Szybko zebrał całe złoto, jednym uchem nasłuchując cała akcję na dole,by wiedzieć co się tam dzieje. Dopóki słyszał tylko krzyki i nerwowe pukanie, mógł być spokojny. Poszedł do kuchni, którą wcześniej przeszukał i wyjrzał przez okno. Nikogo nie było, co go wyraźnie cieszyło. Zanim jednak zeskoczył, zrzucił sakiewkę na trawę. Nie był pewien, czy to może się otworzyć i rozsypać zawartość, ale wolał tak zaryzykować niż złamaną kończyną. Przeszedł na drugą stronę i wisząc, zeskoczył na trawę, amortyzując upadek jeszcze niezgrabnym przeturlaniem. Od razu jak wstał, złapał worek i rzucił się biegiem, po drodze zdejmując chustę i wyrzucając gdzieś. Nie była mu już potrzebna. Gdyby też się udało, schowałby wór pod ubraniem, tak żeby nie kusił oczy przechodniów. Od razu skierował się do gospody, w której to miał zostawić pakunek. Po drodze nie napotkał żadnych przeszkód, dlatego też więc szybko doszedł na miejsce. Spojrzał na wiszący drewniany szyld z narysowanym kucykiem stojącym na tylnich kopytach. Obok niego przeszło kilku ludzi, którzy właśnie udawali się by czegoś się napić czy jakąś dziewkę wychędożyć. Zaraz po nich, Dagoth ruszył do stajni, tam gdzie miał zostawić wór.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Wto Maj 15, 2018 8:23 pm

12/04/336

Obudził się nad świtem, od razu wyszukując wór ze złotem. Wstał, poprawił sobie miecz w pochwie, którą zawiesił sobie u pasa i rozciągnął się oddychając głęboko. Schował złoto i poszedł spacerkiem w stronę omawianej ulicy.
Po drodze się zgubił, tj. nie mógł znaleźć danej ulicy. Znalazł ją w odpowiedni moment, bo słońce unosiło się już wystarczająco wysoko - było już południe, czyli pora, w którą to miał oddać łupy. Znalazł się pod warsztatem i spojrzał dyskretnie na drugie piętro czy znajdowała się tam czerwona róża. Jeśli tam była, wszedł do środka. Jeśli nie, będzie czekać. Może było jeszcze za wcześnie. 
Schował się w cieniu, za grupką ludzi, którzy oglądali wyczyny jakiegoś akrobaty, co jakiś czas krzycząc jakieś pochwały czy okrzyki zachwytu. Dagoth udawał, że się przygląda, gdy tak naprawdę spoglądał w stronę okna, gdzie oczekiwał, że niedługo pojawi się róża.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Maj 18, 2018 1:30 am

Wbrew oczekiwaniom Dagotha obecnie posiadany wór ze złotem nie był tym samym, który wcześniej zaniósł do stajni. Wór był innego kroju i wymiarów, a i wagą się różnił. W każdym razie Dayne wziął się do roboty i po dosyć długim spacerze znalazł się pod właściwym warsztatem garncarskim. Jednakże coś było nie w porządku. Dochodziło już południe, a wazon dalej był pusty. Dagoth zajął się pozornym obserwowaniem ulicznych akrobatów, ale cały czas miał oko na wazon... Który pozostawał bez zmian. Czas mijał i była już dobra godzina po zenicie. Co jeżeli róża cały czas była w wazonie, ale wychylała się do środka i z zewnątrz nie było jej widać? Co jeżeli kontakt wpadł i nie można zanieść mu przesyłki? Co jeżeli po prostu zapomniał o głupiej róży? Co jeżeli prawdziwy cel Dayne'a został ujawniony i jest to pułapka? A może któryś z jego przyjaciół wpadł i podczas tortur go wydał? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi...


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2240
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Dagoth Dayne on Sro Maj 23, 2018 8:05 pm

Każda chwila oczekiwania wzbudzała w nim nieprzyjemne uczucia, niepewność. Nie dostał wytycznych co by zrobić, gdyby się ta róża nie pojawiła, tak samo nie miał czasu, żeby o to w ogóle zapytać, mysi koleżka wyszedł tak szybko, że większość nawet nie zauważyła jego obecności. Rzucał co chwilę spojrzeniami w tamtą stronę, lecz za każdym razem nie widział tego co oczekiwał się zobaczyć. 
Przez myśl przeszło mu wiele scenariusz, szczególnie tych złych. Robiło mu się gorąco, nie wiedział co czynić. Mógł tylko czekać. Nie mógł przecież założyć, że głupia róża jest odwrócona bo to nie dla własnej dekoracji jest tam położona, a jeżeli istniała szansa, że kontakt o tym zapomniał... to przydzielili do tego zadania wyjątkowego idiotę. 
Zaś nie miał co się teraz przejmować swymi przyjaciółmi. Z czasem się dowie jaki jest ich stan, teraz nic nie mógł zmienić czy skontrolować. Pozostało mu tylko czekać, nawet jeśli umówiony termin dawno minął. Nie rozglądał się wokoło, nie interesował się niczym innym niż przedstawieniem. Tak to wyglądało, nie chciał wyglądać podejrzanie, a jak zwykły mieszkaniec zainteresowany sztuką uliczną.
avatar
Dagoth Dayne

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 24/04/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Maj 31, 2018 4:38 pm

Czas mijał. Południe minęło dobre dwie godziny temu i nagrzane kostki brukowe pokrywające ulicę prażyły się w promieniach słońca, oddając równie dużo ciepła otoczeniu. Dla kogoś, kto nie stał w cieniu było to bardzo nieprzyjemne zjawisko. Z całą pewnością przetrzebiło nieco publikę ulicznych akrobatów i pozostawanie niezauważalnym w tłumie stawało się trudniejsze z minutą na minutę. Wtem zdarzyło się coś przełomowego. Dayne kątem oka dostrzegł ruch w oknie, by zaraz przyjrzeć mu się z dokładnością. Czyjaś ręka pojawiła się w okiennicy, choć mrok wnętrza pomieszczenia nie pozwalał dostrzec twarzy. Dłoń dzierżyła w palcach czerwoną różę, którą umieściła w wazonie, ukazując ją całej ulicy. Z całą pewnością nie zauważył tego nikt oprócz jedynej osoby, której na tym zależało, a mowa tu o człowieku imieniem Dagoth.


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2240
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice Lannisportu II

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach