Komnaty maestera

Go down

Komnaty maestera

Pisanie  Emmon on Czw Mar 08, 2018 1:55 pm

Pomieszczenia zajmowane przez maestera Casterly Rock
avatar
Emmon

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Emmon on Czw Mar 08, 2018 2:19 pm

3 kwietnia, około południa

Następnego dnia po walce z Marbandem, Emmon odzyskał przytomność.
-Khuurwa- jęknął, próbując się podnieść. Głowa mu pękała. Odruchowo splunął na podłogę, pozbywając się flegmy i krwi z ust.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Księgi, słoje z lekarstwami... jestem u maestera, odgadł. Zapewne swoim zachowaniem zwrócił uwagę gospodarza tych pomieszczeń.
-Przepraszam- powiedział, by usprawiedliwić wulgaryzm i zabrudzenie podłogi.
Przez chwilę próbował zebrać myśli. Słońce było wysoko, musiał więc to być następny dzień (w najlepszym wypadku).
Konkurs bardów!, pomyślał. To była jego ostatnia i największa szansa na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy na turnieju.
Rycerz spróbował zerwać się z pryczy, ale ból sprawił że tylko jęknął przeciągle i zwalił się na pryczę. Stracił przytomność na kilka minut.
Kiedy znów się przebudził, był już spokojny. Ponownie przemyślał swoją sytuację.
-Medrcze- odezwał się- muszę skontaktować się z ser... Podrickiem Paynem. Czy mógłbyś posłać do niego służącego z wieścią, że ser Emmon proponuje jedenaście złotych smoków za odkupienie konia i zbroi, a jeśli to za mało, to najbardziej zależy mi na rumaku. By odkupić zbroję, mogę zaproponować odpracowanie jej na służbie u niego lub jego rodu- powiedział, po czym zaczął dyszeć. Był bardzo słaby.
-A teraz proszę o wodę- dodał na koniec, a kiedy ją dostał, podziękował, wypił kilka łyków i zapadł w niespokojny sen.
avatar
Emmon

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Nie Mar 11, 2018 3:26 pm

Maester spojrzał spod byka, jak rycerz opluł mu nowy dywanik krwią i flegmą. Cholerni Rycerze spod herbu krzaka. Uczony pokiwał tak głową i zamoczył bandaż w jakieś dziwnej substancji będącej w słoiku. Oglądał on przy tym próby siłowe rycerza, jak próbował wstać, co się spotkało z prychnięciem medyka.- Pan Sir nie wstaje, bo mu się jeszcze zejdzie do Siedmiu Chmurek.- W tym momencie Emmon faktycznie zemdlał, więc...nie wiedział, jak zareagował na to jego opiekun medyczny.
Gdy się przebudził, czuł na czole zimny i śmierdzący okład. Pachniało jak...zgniła śmietana. Sam człowiek nauki akurat siedział przy drugim człowieku, którego pozbawiał akurat uszkodzonej gałki ocznej za pomocą łychy, więc Emmon mógł mieć bardzo ciekawy widok albo udawać, że śpi. Na wołania oczywiście mędrzec nie przylazł od razu, minęły może ze trzy minuty, gdzie brodaty medyk staną dopiero przy nim i wysłuchał, co ten chce mu rzec.- Yhm. Tomi! Chodź no tutaj! - Krzykną za siebie, skąd zaraz przybiegł młodzieniec mający mnóstwo blizn na twarzy.- Leć do panicza Sir Podricka Payne'a i powiedz, że jakiś rycerz u mnie chce mu dać jedenaście smoków za sprzęt. Leć.
Woda? Oczywiście. Kazano mu usiąść, a potem dostał kubek z wodą i nowy opatrunek na czoło. Tym razem zimniejszy od poprzedniego.
***
Do komnaty wszedł młodzieniec w zbroi ćwiekowanej. Na oko sięgnął piętnastego dnia imienia. Miał na piersi herb rodu Sir Podricka.
- Mój pan rozważył propozycje i weźmie jedynie pięć smoków za sprzęt. Czy oferta jest nadal ważna, Sir? - Chłopak schował ręce za plecy i staną dumnie, czekając na odpowiedź rycerza. Jeśli wszystko było cacy, to pachołek ukłonił się, po czym ruszył ogarnąć tę sprawę z wymianą.
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 270
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Kevan Lannister on Sro Maj 23, 2018 5:04 pm

5 kwietnia 336 AC

Kevan ściągnął z głowy hełm i rzucił go jednemu ze służących, którego akurat wypatrzył wzrokiem. Zaraz go też przywołał do siebie i rozkazal pomóc przy ściągnięciu zbroi. - Ach, zdarza się. - odrzekł Gedeonowi, powoli uwalniając się od kolejnych elementów zbroi. - I ja pewnie niewiele bym się nauczył, gdyby nie cenne nauki rycerzy służących pod Wielkim Septonem. - dodał, zdejmując już do końca zbroję. Wręczył wszystko pomagającemu mu chłopakowi i rozkazał: - Odnieś to do arsenału. - gdy już wszystko oddał i Ged był gotowy, ruszyli powoli (coby nie nadwyrężać się w obecnym stanie) ku komnatom zamkowego maestera. W drodze Kevan kontynuował historię. - Najwięcej uczysz się chyba w praktyce. Różnego rodzaju zlecenia, ciężkie zadania, wszystko to kształtuje charakter. Oswajasz się z mieczem, zaznajesz smaku krwi... Jeżeli podróżujesz bez celu, niczego nie osiągniesz. Musisz mieć cel, żeby do niego dążyć. - wyjawił swoje przemyślenia Lannister. - Oczywiście, nie musi być jeden wielki. Starczy wiele mniejszych, byle nie chodzić bezmyślnie przed siebie. - naprawdę w tym momencie Kevan nie wiedział, skąd mu się zebrało na takie przemyślenia. Pomyślał przez chwilę, że to Ojciec na górze tchnął w niego swoje przesłanie. Nie czuł się oczywiście w żaden sposób wyjątkowy, każdemu codziennie na pewno zsyłał mniejsze czy większe mądrości i rady. - Ale sam trening i samozaparcie też są ważne. - to było głównym założeniem życia królewskiego bratanka. Matka na górze dała mu talenty i grzechem przeciw niej jest nie próbować ich wykorzystywać i rozwijać. - Pewnie Cię zanudziłem. A to Ty miałeś pierwszy opowiadać. - zaśmiał się. Wtedy też akurat dotarli do komnaty maestera. Kevan delikatnie zapukał i otworzył drzwi. - Potrzeba chyba zbadać nasz stan zdrowia, czy nie ma jakichś złamań... Najpierw księcia Gedeona. - wskazał na brata stryjecznego i sam usiadł gdzieś obok. Miał nadzieję, że jednak w czasie badania będzie mu dane usłyszeć wreszcie jakąś dłuższą historię.
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Gedeon Lannister on Sro Maj 23, 2018 10:08 pm

Gedeon z uwagą wysłuchał słów kuzyna mimo, że w pewnym momencie miał ochotę je zwyczajnie skontestować. Uznał jednak, że rad zawsze lepiej wysłuchać niż nie wysłuchać, nawet jeśli nie przyjmie się ich do siebie.
– Wcale mnie nie zanudzasz Kevanie. Masz rację z tym co mówisz, choć przyznam, że zwykle miałem cel w tych podróżach. Miałem konkretne miejsca do odwiedzenia, umiejętności do zdobycia, ludzi do poznania. To, że zwykle wychodziło inaczej niż zaplanowałem? A to już wola Siedmiu. W końcu nigdy nie wiadomo dokąd poprowadzi Ojciec na Górze.
Gdy weszli do komnaty maestra i Kevan zgodził się, by to Ged był pierwszy, ten wspomniał tylko skrótowo o walce i zaraz zdjął lnianą koszulę którą miał na sobie, by pokazać nieco posiniałą klatkę piersiową i pozwolić zbadać ją maestrowi.
– Jak obiecałem kuzynie, wygrałem pierwszeństwo w opowieści – zaczął z uśmiechem. – Niech no pomyślę jak to dobrze zacząć. I trochę sobie przypomnę szczegółów - zaśmiał się, a potem chwilę zamyślił. – Był słoneczny, acz wietrzny dzień…
 
-------------
 
Był słoneczny, acz wietrzny dzień. Liście drzew wesoło szumiały nad leśnym traktem, którym to przejeżdżała dwójka podróżników. Wypoczęci po wizycie w pobliskim zamku, gdzie w końcu mogli zaznać spoczynku w porządnym, puchowym łożu, odkryci kołdrami zamiast koc, mając pod głową poduszki miast tobołków, zmierzali oni na kolejny już turniej. Jastrząb, bo tak bowiem nań wtedy wołali, jeden z podróżujących, nie był jeszcze dobrze znany w tej okolicy. Miał więc nadzieję, że odnosząc kolejny mniejszy lub większy sukces uda mu się zyskać nieco sławy i rozgłosu, a jeśli Siedmiu łaskawie spojrzałoby nań, nie wróciłby do domu z pustymi rękoma.
Z rozważań tych rycerz został jednak wyrwany w niezwykle brutalny sposób. W jednej chwili znalazł się on leśnej ściółce uderzając przy okazji głową w wystający korzeń. Chwilkę mu zajęło zanim doszło do niego, że został zaatakowany, mimo, że napastnik właśnie na nim siedział, łapiąc go za szyję i coś wykrzykując.
Poddaj się kurwiarzu! Sprawiedliwość szybko Cię dopadła – i takie tam. Oczywiście Jastrząb nic o niczym nie wiedział. Z jego perspektywy zaszło jakieś absurdalne nieporozumienie. Próbował coś powiedzieć, jednak przez jego gardło nie mogło przejść ani jedno słowo. Próbował uderzyć przeciwnika, lecz nie przynosiło to żadnego efektu. Zaraz jednak napastnik został z niego zrzucony przez giermka, który towarzyszył rycerzowi. To dało rycerzowi dość czasu by stanąć na nogi i zauważyć, że napastnik nie jest sam. Gdy chciał dobyć swego miecza zdał sobie sprawę, że ten znajduje się przy jukach. Szybko odnalazł wzrokiem swój oręż, leżący nieopodal. Dostrzegł do również i drugi z napastników. Przez chwilę obaj stali, czekając na ruch przeciwnika. Nigdy jednak nie było im dane powiedzieć się jak zakończyłby się ten pojedynek. Los bowiem chciał, że do trwającej małej batalii włączyła się trzecia strona.
– Nie sądziłem, że będzie was smarkaczy tak łatwo wyciągnąć z domu – zaśmiał się postawny mężczyzna, wyraźnie dowódca małej grupki, która właśnie włączyła się do konfliktu, przykładając sztych miecza do pleców jednego z napastników. Zabawna była ich mina w tamtym momencie – nagle bowiem nie tylko błędny rycerz nie wiedział, co się właśnie wydarzyło.
Nie było im jednak dane wyjaśnić całego zajścia, bowiem w tej samej chwili giermek chwycił za kamień i szybkim ciosem ogłuszył dowódcę. Potem zaś wszystko działo się tak szybko, że nawet najlepszym kronikarzom ciężko byłoby to spisać.
Niemniej już po chwili na trakcie pozostali tylko Jastrząb, jego giermek i dwójka „napastników”, z którymi co dopiero walczyli po tej samej stronie. No i nieprzytomny jegomość.
– Trochę nam się z bratem pochrzaniło… – przyznał jeden z nich, patrząc to na Jastrzębia, to na leżącego na ziemi mężczyznę. Trzeba przyznać, byli podobni. Zaraz też obaj nieznajomi przeprosili i całą sprawę wyjaśnili, oczywiście kontynuując swoją opowieść już przy dobrej gorzałce.
 
-------------

– Acz z tego to już mogłaby być zupełnie inna opowieść. Powiem tylko tyle, że najzwyczajniej w świecie pomylono mnie z pewnym „rycerze”, tak w cudzysłowie mówiąc, który splamił honor siostry owych dwóch „napastników” – zakończył Gedeon. Oczywiście w opowieści tej wciąż przeszkadzał mu maester, wtedy też Lannister odpowiadał, czy tu boli, czy nie, i wykonywał inne jego polecenia, zaraz jednak wracając do opowieści.
avatar
Gedeon Lannister
Nadworny Minstrel

Nadworny Minstrel

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Kevan Lannister on Czw Maj 24, 2018 7:21 pm

Kevan wysłuchał opowieści Gedeona. W zasadzie o jednym nieporozumieniu, że pomylili go z kimś innym. - W takim razie miałeś szczęście, że udało Ci się ujść z tego z życiem. - zaśmiał się Kevan. - Chodziłeś bez żadnych oznaczeń? Herbu czy czegoś? Właśnie chyba po to są, by nie dochodziło do takich pomyłek. - stwierdził Lannister. Patrzył jak maester bada i opatruje mu rany. - Ech, to teraz chyba moja kolej na opowieść....




Był gorączy słoneczny dzień. Taki, w którym nikomu nie chce się nic robić. Najchętniej każdy poszedłby do jakiejś karczmy czy coś... Ale obowiązek był obowiązkiem. A czterech ludzi w służbie Wiary mieli zadanie u lorda Beesbury. Szczegółów jeszcze nie znali, mieli się dowiedzieć o wszystkim na miejscu. Najpierw jednak musieli tam dotrzeć. Do Honeyholt brakowało im jeszcze dwie, może trzy mile. Posuwali się prawym brzegiem Miodowiny. Wody rzeki były spokojne, można było spokojnie się w nich przejrzeć. Wydawała się taka chłodna i przyjemnie byłoby pewnie do niej wskoczyć... i pewnie utopić, w tym bowiem miejscu miała kilka jardó głębokości. Prowadzili ze sobą na koniach pociągowych ciężkie zbroje, lecz ze względu na upał na sobie nosili tylko przeszywanice. - Kuuurwa.... - jęknął ser Mark Hughes. - Ugotować się można. Dajcie mi wody czy kurwa czegoś. - żalił się na upał. - Masz obok rzekę, zawsze możesz tam wskoczyć. - zaśmiał się ser Yrsil z Pomarańczowego Wybrzeża. Mark tylko prychnął. - Spieprzaj. - Rycerz z Essos spojrzał na niego z powątpiewaniem i rzucił tylko: - Wszystkich nas słońce pali tak samo. Dlatego nie... - wtem przerwał mu cichy, acz stanowczy głos Kevana. - Ktoś jest za nami. - ostrzegł. Wszyscy momentalnie umilkli. Z tyłu faktycznie można było usłyszeć tętent końskich kopyt. Dźwięk z czasem stawał się coraz głośniejszy. Hughes nie wytrzymał pierwszy i odwrócił się. Jego oczom ukazało się czterech jeźdźców w kolczugach, z różnego rodzajami broni w ręce. Jeden miał włócznię, jeden miecz, dwóch zaś - zwyczajne tasaki. Mieli też na herbach różnego rodzaju herby. Mieli przy sobie także tarcze. Głównie niepomalowane, jeden z nich jednak miał białą, z wymalowanym na środku niebieskim miecznikiem. - Bar Emmon. Ród z Haka Massey'a, stracił ziemie ponad 30 lat temu. - objaśnił pozostałym Lannister. - Pewnie banici. - powiedział ser Jasper. Jasper z Hiacyntowego Pola. Starszy, doświadczony rycerz, koło pięćdziesiątki. Legenda - a przynajmniej w kręgach rycerzy z Starego Miasta. Był dla Kevana swego rodzaju mentorem. Nauczył go paru technik walki mieczem i pokazał co i jak w byciu wędrownym rycerzem. I to wszystko przez dwa, trzy miesiące... Jego osiągnięcia długo by wymieniać. Z najważniejszych można by powiedzieć o wysadzeniu z siodła Podricka Payne'a pod Horn Hill czy rozbicie szajki Wiewiórów z Starego Miasta. Teraz służył pod Wiarą, jak mówił "ku oczyszczeniu swojej duszy". Banici byli już coraz bliżej, a czterech rycerzy Wielkiego Septona już się na nich szykowali. Wyjęli miecze i szybko nałożyli na ciało kolczugi. Znaleźli też jakieś mniejsze hełmy. Gdy konnica znalazła się odpowiednio blisko, Jasper skierował w ich stronę miecz i krzyknął. - Czego tu chcecie? - Konni wyhamowali i spojrzeli z góry na czterech rycerzy.




- Trochę się zagadałem. Nie wiem czy chcesz dalej słuchać... - westchnął Lannister. Przeniósł wzrok na maestera i spytał. - Jaki jest jego stan?
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Gedeon Lannister on Pią Maj 25, 2018 10:35 pm

Gedeon uśmiechnął się na wspomnienie o barwach rodowych, których wtedy nie nosił. Oczywiście, że po to właśnie są, by łatwo rozpoznać z kim ma się do czynienia. Nieraz jednak lepiej jest, by nasza tożsamość pozostała dla innych tajemnicą. Tego właśnie pragnął wtedy młodszy syn Lancela Lannistera.
– Wiesz Kevan, barwy do dobra rzecz, ale gdy podjąłem decyzję by ruszyć w drogę pragnąłem, by ludzie oceniali mnie ze względu na me czyny, nie przez wzgląd na mojego ojca. A gdyby tylko któryś z chorążych naszego króla usłyszał, że jestem w jego domenie, zapewne zaraz zapewniłby mi wikt i opierunek. Powiedz mi, jak wtedy mógłbym skorzystać z najlepszych części turniejów, czyli picia ze wszystkimi po karczmach, spania na sianie i ciągłego przegrywania w karty z Derekiem – zaśmiał się radośnie. Trochę zbyt radośnie, bo zaraz coś go ukłuło w piersi. – Widocznie na Górze nie chcą, bym teraz się tłumaczył - podsumował i oddał głos Kevanowi.
Bardzo pozytywnie go zaskoczyło, że jego kuzyn również potrafi smuć pierwszorzędne opowieści. Może nawet byłaby z niego porządna konkurencja – pomyślał sobie Uśmiechnięty Rycerz, a potem znów skupił się na słowach Kevana. Akcja właśnie nabierała tempa, właśnie wszystko robiło się takie ciekawe, a tu proszę. Idealne urwanie opowieści, by trzymać słuchacza w napięciu.
– Popatrzcie proszę, w takim momencie przerywa i jeszcze pyta, czy dalej chcę słuchać. Gdybym teraz zaprzeczył, to potem Ojcu na Górze musiałbym się z kłamstwa tłumaczyć   – podsumował.
– To jak panie maestrze, nie nabawiłem się groźnego? – zapytał jeszcze zanim Kevan wznowił swoją opowieść.
avatar
Gedeon Lannister
Nadworny Minstrel

Nadworny Minstrel

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 30, 2018 8:05 pm

Maester akurat zajęty był czytaniem księgi, gdy Gedeon i Kevan postanowili nawiedzić jego komnaty. Zaraz też zamknął księgę, odłożył ją na półkę i zabrał się do pracy. Najpierw zajął się starszym spośród Lannisterów. Żeby w ogóle mówić tu o jakimkolwiek obejrzeniu obrażeń, Gedeon musiał zdjąć ubrania z klatki piersiowej. Zapewne podczas wykonywania całej operacji dało się czuć ból, co przeszkadzało w opowiadaniu historii, ale później już było dobrze. Maester obejrzał jego klatkę piersiową, a następnie sięgnął do jakiegoś słoika po śmierdzącą maść, którą wysmarował siniaki. Założył też bandaże na klatkę piersiową. Potem podobny proces powtórzył z Kevanem, choć był on zauważalnie mniej potłuczony. W każdym razie bardzo mało było świeżych obrażeń. Zdjął poprzednie opatrunki i aż cmoknął z niedowierzania jak źle ktoś się zajął nim wcześniej. Znów musiał sięgnąć po słoiczek, z którego wydobył więcej maści i posmarował fioletowe już sińce. Na sam koniec upewnił się, że żebra zrosną się poprawnie i założył nowy opatrunek. Przez ten czas niby coś mruczał pod nosem jak to teraz powinno się uważać podczas ćwiczeń, ale jednocześnie wydawał się słuchać opowieści obu panów.
- Groźnego niespecjalnie, ale zalecam na siebie uważać następnym razem. Masz złamane dwa żebra, ser Gedeonie, a i kilka siniaków. Również należałoby dać sobie co najmniej tydzień wytchnienia, żeby żebra zdążyły się zrosnąć.


Belt
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Kevan Lannister on Sro Maj 30, 2018 9:06 pm

Kevan tylko westchnął, gdy maester się nim zajmował. Trochę bolała go pierś w miejscu, gdzie uczony się nim zajmował. Ale nie było to aż tak straszne uczucie, a i zaraz maester skończył i wszystko minęło. Mógł więc wrócić do kontynuacji opowieści, której jego brat stryjeczny tak się domagał.




Konni wyhamowali i spojrzeli z góry na czterech rycerzy. Biła od nich nieuzasadniona pycha i duma. Kevanowi przeszło przez myśl, że może chcieli ukryć swoją prawdziwą tożsamość; że byli banitami. Ich przywódca, nie spiesząc się, wyjechał powoli do przodu i oznajmił: - Kapitan Yurgen z Starego Miasta. Dowodzę ludźmi w okolicy Siedmiu Świątyń. - musiał urwać, bo przerwało mu warknięcie Hughesa: - To czemu Cię tam teraz nie ma? Yurgen tylko się wyprostował i spojrzał na niego z powątpiewaniem. Odpowiedział spokojnie: - Gonimy bandytów na polecenie króla Hightowera. Uciekli w górę Miodowiny. Chcieliśmy właśnie spytać, czy nie widzieliście kogoś lub czegoś? - spytał, a wręcz zażądał odpowiedzi. Czterej ludzie Wiary spojrzeli po sobie. Nie kojarzyli, by kogokolwiek spotkali. Nikt początkowo nie chciał odpowiedzieć. Kapitan, by przerwać ciszę, postanowił dorzucić jeszcze jedno pytanie: - Nie miałem jeszcze okazji poznać Waszych nazwisk. Chciałbym wiedzieć, z kim mam do czynienia. - ser Jasper tylko spojrzał groźnie na wywyższającego się rycerza i szepnął Kevanowi: - Wciąż mi tu coś nie pasuje. Nie wyglądają na zwykłą straż miejską. - odezwać na głos zaś postanowił się znowu ser Mark. Wściekłym wzrokiem postanowił odpowiedzieć: - Ser Mark Hughes. A to są Yrsil z Pomarańczowego Wybrzeża, Jasper z Hiacyntowego Wzgórza i... - zaczął przedstawiać wszystkich, aż nie wtrącił się Lannister. - Lann z Lannisportu. - przedstawił się, chcąc ukryć swoją tożsamość. Nie wiedział kim są Ci ludzie, toteż i nie był pewien, czy może im zaufać. - Wolni rycerze w służbie Wiary. Jedziemy do Honeyholt z polecenia Wielkiego Septona. - westchnął. Nie zamierzał mówić nic więcej, albowiem nie miał obowiązku się nikomu tłumaczyć. Wziął oddech i czekał na odpowiedź Strażników. Zdawało się, że go mierzą. Jakby to oni mogli być tymi bandytami... W końcu jednak kiwnął głową i powiedział: - Rozumiem. W takim razie byłbym zobowiązany eskortować Was do siedziby Beesburych. Wiara to przyjaciel Miasta, a kierunek i tak zdaje się być taki sam. - Lannister tylko wypuścił powietrze z ulgą, a Hughes odezwał się: - Niech Wam będzie.




Kevan wziął oddech. - To by było na tyle. Nie kłamali, jak się okazało potem. Odprowadzili nas na miejsce. Oczywiście to nie koniec tej historii. - posmutniał trochę od opowiadania. Wiązało się to potem z... niemiłymi wspomnieniami. - Wplątali nas w to całe bagno. Mogę Ci jeszcze opowiedzieć, jeżeli miałbyś ochotę. - Przerwał, albowiem maester miał coś do powiedzenia, tym razem na jego temat. Kiwnął głową i zgodził się: - Oczywiście, bardzo Ci dziękuję. Na pewno będzie już lepiej. - spojrzał jeszcze na Geda. Gdzie by mogli teraz pójść? Zaraz wpadł na pomysł: - Od tego gadania zaschło mi w gardle. Może byśmy się czegoś napili i jeszcze poopowiadali historie. - spojrzał na jego zabandażowany brzuch i dodał: - Ale oczywiście w tym stanie nie wiem czy będziesz w stanie? Nie chciałbym Cię nadwyrężać. Albo zmuszać, jak nie masz ochoty. - powiedział, i mówił coraz mniej pewnie.
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Gedeon Lannister on Czw Maj 31, 2018 12:02 am

Złamane dwa żebra. Trudno, następnym razem będę musiał bardziej uważać. – pomyślał sobie Gedeon. Nie było to na szczęście coś, co wykluczy go z udziału w planach jego ojca, którego Lannister nie chciał teraz zawieść
– Dziękuję maestrze. Będę na siebie uważał przez najbliższe dni, by nie nadwyrężyć tych żeber – obiecał. Miał tylko nadzieję, że nie będą mu one zbyt doskwierać podczas podróży. Wojsko na szczęście podróżowało wolniej, niż samotny rycerz lub taki, który podróżuje z małą grupą.
Gdy maester badał Kevana, Uśmiechnięty Rycerz wsłuchał się w dalszą część opowieści kuzyna. Zakończenie, a raczej druga cześć, jak się na szczęście okazało, nie była aż tak porywająca jak pierwsza z nich. Niemniej Gedeon gotów był zapłacić kolejną ze swych opowieści w zamian za finał tej.
– Chętnie się czegoś napiję. Wiem, gdzie na kuchni można znaleźć dobre wino i sporo… no coś to przekąszenia – zapomniał się, że rozmawia ze swoim kuzynem, nie z którymś z dzieci Tytosa. On może nie mieć ochoty na cytrynowe ciastka czy inne łakocie, które Gedeon nieustannie podkradał z kuchni. – Choć wiesz, może dajmy sobie chwilę czasu na odświeżenie po walce i opowieściami wymienimy się w nieco przyjemniejszym do tego miejscu? Oczywiście będzie teraz moja kolejka – zapewnił.
Gdy obaj mieli w końcu wyjść z komnaty, Gedeon nie zapomniał by podziękować maestrowi za okazaną pomoc i trafną diagnozę poniesionych uszczerbków na zdrowiu.
avatar
Gedeon Lannister
Nadworny Minstrel

Nadworny Minstrel

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Kevan Lannister on Pon Cze 04, 2018 9:08 am

Kevan uśmiechnął sie na propozycję Geda. Gdy ktoś mu o tym przypomniał, młodszy z Lannisterów faktycznie czuł lekki głód w brzuchu. Zaraz też jednak jego brat stryjeczny zaproponował jakieś inne miejsce do rozmowy, coby się przewietrzyć. Kevan faktycznie jednak już nabrał ochoty na coś do jedzenia i teraz ciężej mu będzie odpuścić:
- Mówiąc po prawdzie zbliża się pora obiadu. Możemy coś zjeść, a potem wyjść na świeże powietrze i tam poopowiadać. Jeżeli oczywiście miałbyś na to ochotę. To co Ty na to? - Lannister przemyślał jeszcze, gdzie mógłby coś zjeść. Oczywiście, mógłby po prostu poprosić kucharza o coś porządnego do posilenia się, ale skoro Gedeon zaproponował, że wie skąd wziąć przekąski, to nie wypadało teraz tego ignorować. Poza tym - Kevana dręczyła ciekawość, co takiego jego brat stryjeczny zabiera z kuchni. - Możesz pokazać mi swoje przekąski, o których wspominałeś. To jak będzie?
avatar
Kevan Lannister

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 12/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Gedeon Lannister on Pon Cze 04, 2018 10:59 am

Tak to jest jak ma się za długi język – pomyślał sobie Gedeon słysząc, że jego kuzyn podchwycił właśnie ów urwany w połowie pomysł z „przekąskami”. Zawsze mówił za dużo, na szczęście rzadko kiedy ktoś zaprzątał głowę Uśmiechniętego Rycerza sekretami czy innymi ściśle tajnymi sprawami, dzięki czemu jego gadatliwość zwykle nie przynosiła wielu kłopotów. Przynajmniej nie poważnych. Ot, teraz będzie się musiał wytłumaczyć Kevanowi z iście dziecięcego nawyku podkradania ciastek cytrynowych i innych łakoci z zamkowej kuchni.
–  Chętnie się gdzieś przejdę na świeże powietrze i nacieszę Casterly Rock póki tu jestem. Nie wiadomo w końcu jak długo zabawimy w Dorzeczu – dodał nieco mniej entuzjastycznie.
– Wróćmy jednak do przyjemniejszych rzeczy zmienił bardzo szybko temat znów nabierając cieplejszych kolorów na twarzy. – Kuchnia. Tam musimy się udać – stwierdził tylko tyle, resztę trzymał na razie w tajemnicy.
– Jeszcze raz dziękuję maestrze i życzę dobrego dnia. Mam nadzieję, że nie prędko znów będę zajmował czas takimi drobnymi urazami. – skwitował z uśmiechem, po czym obaj Lannistetowie opuścili jego komnaty.

[/zt]
avatar
Gedeon Lannister
Nadworny Minstrel

Nadworny Minstrel

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Komnaty maestera

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach