Sala Tronowa

Go down

Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Sob Lut 03, 2018 10:39 pm

***
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Pon Lut 12, 2018 1:38 pm

Wieczór - 18 Luty 336 AC


Służący w tej chwili poczynali zbieranie wszystkich zaproszonych gości przez Króla na ucztę. Pojawiali się tam wszelacy lordowie, damy dworu, synowie lordów, znani rycerze, samotni oficerowie wojskowi, doradcy oraz sam Garth Tarly. Zaproszono ich wszystkich do stołów. Początkowe części "podkowy" były przeznaczone dla wszelakiej maści rycerzy oraz oficerów, a tym bliżej siedzenia pary królewskiej, tym więcej było lordów z damami. Wszyscy mieli czekać...a na co? Na wejście króla przez główne drzwi do sali. Prowadził on delikatnie za rękę swoją ukochaną panią żonę, przez środkowy czerwony dywan prowadzący do tronów owej pary. Panna Piper oraz Tyrell patrzyli prosto przed siebie z dumnie uniesionym spojrzeniem, a przy każdym ich kroku goście kłaniali się. Gdy Korona dotarła już na swoje miejsce, mąż użyczył swej żonie dłonie podczas wspinania się pod schodkach na wyższe miejsce stołów, a gdy dotarł na swe miejsce, uniósł kielich do gości, chowając przy tym lewą rękę za plecy.
- Niech pocznie się uczta! Zasiadajcie! Nalejcie naszym gościom wina! Nie żałujcie! Bo dziś jest cudny dzień. Tego dnia, ma dobra pani żona, kończy 33 Dzień Imienia! Siedemnasta Rocznica naszych ślubów. Kimże ja byłbym bez tak cudnej żony? Wznoszę Toast, że Siedmiu obdarzyło mnie szansą spotkać taką kobietę i wyratować ją z rąk oprawców! - Mówił głosem tak donośnym, że było go słychać go na całej sali, po czym z uśmiechem skiną kielichem do gości i wypił do dnia za swój własny toast za ukochaną. Zapewne potem po sali rozchodziły się kolejne toasty, gdzie co róż ktoś wychwalał zdrowie królewskiej pary i tym podobne, więc toastów było aż pięć. Łuhuhu! Będzie się działo.Zaraz potem odłożył kielich i zaklaskał w dłonie, by na salę służba wprowadziła jadło. Zaliczało się do tego cztery różne rodzaje mięsa podane w dziesięciu różnych smakach, co dawało tace pełne po czterdzieści posiłków! Na stole na podwyższeniu podano prosię, pawie upieczonego z piórami oraz wielkiego szczupaka posypanego kruszonymi migdałami. Rzecz jasna rodziny doradców znajdowały się przy podwyższeniu. Pełno było owoców, piwa, wina, słodyczy, ciast oraz sera. Najzwyczajniejsza w świecie skromna uczta. Zaraz potem na salę wkroczyli różnoracy minstrele, którzy mieli wyśpiewać wielką pieśń i miłości. Ech, kiedyś siadało się przy ognisku z braćmi rycerzami, wyciągało bukłak wina i śpiewało się tak, że aż dęby się zginały. Teraz to wszystko takie delikatne.. Spojrzał tak na swoją panią żonę, która wręcz jak zaczarowana słuchała ballad. Uśmiechną się tak do niej uroczo i musną jej dłoń swoją, głaszcząc ją przy tym. Ale cóż, wszystko dla niej. Rzekł nostalgicznym tonem w duchu. Znacznie wolał dawne lata jako młody rycerz, a korona nie dawała w niczym radości.
Koniec końców występy grajków dobiegły końca, a wiele panien rozpłakało się na ramionach swych mężów bądź narzeczonych. Podchmielony Theo machną dłonią, by czterech chłopa przyniosło szkatułki złota bardzikowi, który wygrał ów turniej bardów. Uczta tak dalej mijała, śmiechy biegły po sali, wino się lało, a talerze opróżniano. W końcu Theodore z braku laku spojrzał na Garth'a Tarly'go. Zwrócił on się do swego podczaszego.
- Przystawicie tutaj dodatkowe siedzenie i spytajcie, czy Młody Tarly zechce się dosiąść.- Po czym odwołał go machnięciem dłoni, biorąc przy tym ostatni kęs pieczonego mięsa w kwaśnym sosie. Akurat na salę wkraczali cyrkowcy. Podobno Tyrion Lannister chodził na rękach. Muszę to kiedyś zobaczyć. Wpadł tak na trochę pijany pomysł, czekając na młodego. O ile się przysiadł, to Theodore założył dłonie w piramidę i skiną na ukłon Garth'a głową.- Sir Garth, zapraszam. Berry, nalej rycerzowi trunku. - Zwrócił się do sługi, po czym samemu sobie nakazał nalać wina do kielicha.- Słyszałem, że rozprawiasz się z bandytami. Prawda to, Sir Garth'cie?
Odczekał tak na odpowiedź, po czym się lekko uśmiechną pod brodą.- Gdy byłem o połowę młodszy, sam się tym parałem. Wędrowałem po świecie jak wędrowny rycerz i zwalczałem rycerzy rabusiów i tym podobnych. Zapewne słyszałeś historię o tym, jak poznałem swoją królową, prawda? Czy może nie? - Spytał rycerzynę popijając przy tym mały łyk wina.
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Garth Tarly on Pon Lut 12, 2018 5:43 pm

Garth lubił uczty, zwłaszcza w towarzystwie, w którym nie trzeba uważać na każde słowo czy gest, toteż chętnie wziął udział w przyjęciu organizowanym przez króla. Z chęcią smakował każdej potrawy po trochu, na koniec wybrał te najsmaczniejsze i skupił się na ich konsumowaniu.
W toastach uczestniczył, ale sam żadnych nie wznosił, ogólnie rzecz biorąc nie pił też zbyt wiele. Alkohol w małych ilościach podkreślał smak potraw, za to w dużych go zabijał. Poza tym to nie był jego zamek i wolał nie opijać się alkoholem, którego nie był pewien. Nie mówiąc już o możliwości upicia się i zrobienia czegoś głupiego...
Kiedy już napełnił swój żołądek po brzegi przyszedł jakiś sługa i zaprosił go do Króla.
-Coś mnie ostatnio zaszczyty spotykają, sam Król zaprasza - pomyślał - szkoda tylko, że dopiero pod koniec uczt czy narad - dodał i lekko się uśmiechnął.
Podszedł do Królewskiej Pary i głęboko ukłonił się Królowej, a następnie wykonał podobny gest w stronę Króla, tyle że dużo mniej uniżony. To było święto Królowej, do tego była Damą i nie znał jej zbyt dobrze. Z Królem znał się na tyle, że nie uważał za konieczne wykonywanie tych wszystkich zbędnych gestów, zwłaszcza w czasie uczty gdzie większość gości widzi już niewiele poza własnym pucharem i najbliższymi towarzyszami.
-Owszem, zdarza mi się ubić czasem jakichś bandytów - odparł usiadłszy wygodnie. - Nie są to jednak zwykle duże grupy.
-No to jednak w kilku kwestiach się różnimy - kontynuował - Ja nie wędruje sam, lecz z moim wiernym oddziałem. Sam niestety nie zdziałałbym wiele, jeśli bandyci napadają na jakąś wioskę to jest ich zwykle przynajmniej kilkudziesięciu, inaczej wieśniacy sami mogliby ich przepędzić. Z żadnymi rycerzami też nie walczę. Moim zdaniem coś takiego jak rycerz-rabuś nie istnieje. Rycerz używa swojej siły by chronić słabszych, a nie ich wykorzystywać. Jeśli ktoś wykorzystuje swoją siłę by krzywdzić innych to nie jest w mojej opinii żadnym rycerzem, Lordem, czy Królem... - tu urwał zdając sobie sprawę, że popełnił nieostrożność. Mogło to zabrzmieć tak jakby coś zarzucał władcy, a wcale tak nie było. Postanowił szybko zmienić temat.
-Chętnie wysłucham tej opowieści, zwłaszcza w takim dniu - tu spojrzał na Królową i skinął jej głową.
avatar
Garth Tarly

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 08/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Pon Lut 12, 2018 8:54 pm

- Byłbym zapomniał, bo tak nie wypada.- Przypomniał sobie nagle Król, obracając głowę w kierunku żony. - Moja Droga Żono, to jest Sir Garth z Tarly'ch, dziedzic naszego Starszego Nad Wojną i zapewne przyszły pan Horn Hill.- Przedstawił tak swojej ukochanej panicza, na co ona słodko się uśmiechnęła i lekko skinęła głową.- Miło was poznać, Sir Garth'cie.- Rzekł rycerzowi, obserwując go co to za jeden. Tak czy siak, gdy Róża już załatwiła poznanie się tej dwójki, wróciła do tematu rycerskich. Theo słuchał tak uważnie słów swego wasala, na co z poważaniem skiną głową.
- Samotne wyprawy na bandytów to akurat z mojej strony nie były, hah.- Zaczął.- Podróżowałem z drużyną rycerską złożoną z mych towarzyszy miecza i często błędni się do nas dołączali, więc często wychodził z tego poczet. Najczęściej wędrowaliśmy po Dorzeczu, przeganiając różnych, tak jak mówiłem rozbójników bądź najemników, którzy ranili tamtejszych. Chroniliśmy najzwyczajniej prosty lud, jak na rycerzy przystało. Czego to się wtedy nie robiło! Siadało się pod dębem z taką kompanią, rozpalało ognisko, wyjmowało suszone mięsiwo, bukłak wina i śpiewało. Brakuje mi czegoś takiego ostatnio.- Róża miała w tym momencie bardzo nostalgiczny ton, ale było widać w tym wszystkim wesołość. Odłożył on tak kielich na stół i spojrzał na rycerza pobłażliwie.- I tak jest Sir Garth. Ten, kto rycerski pas nosi, ślubów powinien dochowywać, a w obecnych czasach staje się to coraz bardziej..."pobłażliwe", czego ja jako rycerz i król nie toleruje. To samo tyczy się szlachetnie urodzonych, królewska sprawiedliwość sięgnie każdego. - Chciał w ten sposób powiedzieć, że nie jest tego typu władcą, a już nawet człowiekiem. Było także widać, że Król przez obowiązkowe Toasty był trochę podchmielony, przez co stawał się strasznie rozgadany. Rozłożył on tak dłonie na swoim tronie, po czym począł opowiadać.- Tak jak mówiłem wcześniej, wędrowałem z mą drużyną rycerską pod Dorzeczu, więc pewnej to nocy, a dokładnie 16 Lutego zanocowaliśmy u Lorda Pipera w Pinkmaiden z herbu dziewicy na niebieskim tle. Jak wiadomo, nas rycerzy ugościli z powodu prawa gościnności, bo jakby tutaj odmówić? Gdy przybyliśmy na zamek, dowiedzieliśmy się, że Lord Piper w rozpaczy jest. Udaje się więc do niego, by się dowiedzieć, co jest tego powodem, a tutaj się okazuje, że panienka Piper została uprowadzona na wycieczce konnej przez fałszywych rycerzy. Wypytywałem się, to co się dzieje, że nadal jej nie odbito albo wykupiono, to mój dobry ojciec mówi, że ich herszt chce walki za jej wypuszczenie, a przegranie z nim, będzie skutkowało śmiercią jego córki, więc bał się on, że jak nawet pośle najlepszego rycerza, to on przepadnie, a wraz z nim jego ukochana córeczka. Byłem wtedy młodym rycerzem, więc dałem słowo Lordowi Piperowi, że odbiję ją w tym pojedynku, na co on rzekł, że nawet podaruje mi jej rękę, jeśli tylko ona przeżyje. Kiedyś potrafiłem walczyć za dwojga, więc przegrać się nie bałem. Ruszył to z moim pocztem szukać owej grupy, która to podobno za znak miała trupią czaszkę. Znaleźliśmy ich pod jednym z miejsc, które proponowali Lordowi Piperowi na pojedynek. Moja ukochana żona, była przywiązana do drzewa, a gdy ją ujrzałem, myślałem, że to sam aspekt Dziewic. Co tu dużo mówić, Sir, zakochałem się od pierwszego wejrzenia w tak cudnej kobiecie, której urok po aż dziś dzień lśni jak gwiazdy na niebie. Ach, ale wracając do tego. Było ich z dobre trzy tuziny, pamiętam, a zbroje mieli o dziwo płytowe, więc konna szarża w nich byłaby strasznie ryzykowna w starciu, a dodatkowo mieli na zakładniczkę damę. Nagle wychodzi ich herszt w czarnej zbroi i się pyta, który to ma z nim do walki stanąć o pannę. To ja odkrzykuje mu "Ja! Sir Theodore Tyrell! Dziedzic Wysogrodu!", powiedział wtedy, że będziem się potykać pieszo. Problem był taki, że ja miałem jedynie mój miecz oraz tarczę, a na takich obuch by się przydał. Schodzę więc z konia, dobywam dębowej tarczy, jak i miecza do prawicy, modląc się do Wojownika o siłę, by móc uratować kobietę z rąk tych ludzi. Kiedy mieliśmy już zderzyć ze sobą miecze, nagle z nieba spadł deszcz, a niebo cięły błyskawicę. Uznałem to wtedy za znak od Siedmiu, że obserwują walkę. Czułem, jak krople deszczu uderzają o móc pancerz. Sama walka z nim...wiecie, jak to jest, Sir Garth'cie, gdy dwóch pancernych spotyka się walce pieszej, a oni mają tylko miecze? Nie miał on żadnych luk w pancerzu, więc pchnięcia były zbędne, zwłaszcza mieczem jednoręcznym. Na ciosy głowicą nie przechodziły przez gardę herszta, a ciosy tarczą potrzebowały mocniejszego zamachu i krótkiej odległości, by coś mu zrobić, więc wymienialiśmy tak przez dłuższy moment ciosy, badając siebie nawzajem, aż w końcu dotarłem do wniosku, że trzeba zabrać, brać go w chwyty, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Byłem szerszy od niego, więc po dobrej chwili siłowania się zwaliłem go na glebę podbródkowym tarczą, gdy sam prawą ręką zakleszczyłem jego prawą, blokując przy tym jego nogę swoją własną, dzięki czemu stracił on równowagę i poleciał na ziemię. Sama walka zakończyła się, gdy wskoczyłem na niego ze sztyletem w dłoni, a przynajmniej tak myślałem. Herszt nie chciał dać za wygraną, nadal się siłował ze spadającym sztyletem. W końcu jednak przegrał, a sztylet wszedł pod obojczyk. Wstałem i o dziwo puścili mą ukochaną, a sami prosili nas o przysięgę, że nie będziemy ich ścigać podczas ucieczki. Zależało mi na niej, więc się od razu zgodziłem. Szybko zabraliśmy Panienkę Piper do zamku, gdzie zaraz odbył się nasz wspólny ślub, a to wszystko tej nocy! 18 Luty to dzień uratowania mej pięknej żony, dzień jej imienia oraz dzień naszego ożenku, dlatego postanowiłem się nie krępować z uroczystością, haha. Zapewne brzmi dla was to jak bajka, ale pamiętam ten dzień na pamięć, mimo tego znanego wypadku...
Tutaj nagle przerwał i spojrzał na turlającego się karła w stos drewnianego zamku z klocków, co przypominało wielką kulę niszczącą kamienny zamek, przez co Król prychną śmiechem i zaraz wrócił spojrzeniem do rycerza.- Hmmmm, Jak zdobyliście ostrogi, Sir? Bo często się zdarzają pasowania za czyny bądź wierne dochowania się kodeksowi, jak to było u was? - Spytał z nie lada ciekawością, bo on sam już sporo się nagadał i musiał zrobić sobie przerwę, by nawilżyć gardło smakiem obranej pomarańczy.
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Garth Tarly on Wto Lut 13, 2018 9:26 am

Garth dopiero kiedy Król przedstawiał go ukochanej przyjrzał się jej dokładnie.
-33 dni imienia, a wciąż całkiem ładna - pomyślał i uśmiechnął się zdecydowanie zbyt poufale, po chwili jednak odgonił niegodne myśli.
Cierpliwie słuchał Króla i jego wywodów. Widocznie władca miał potrzebę wygadania się, więc nie uważał za stosowne przerywać mu. Dopiero przy fragmencie gdzie Król ratuje Królową uśmiechnął się i miał zamiar coś wtrącić, w końcu w pewnym sensie spotkało go coś podobnego.
Kiedy usłyszał, że Tyrell puścił bandytów twarz mu stężała. Wziął kielich i wypił duszkiem znajdujące się tam wino.
-No dalej - powiedział w myślach sam do siebie - opowiedz teraz swoją historię. Taka przecież piękna, szlachetna i bajkowa. Bandyci dotrzymują tam słowa do ostatka, a ty ich wszystkich mordujesz. Oddział miał być tylko do twojej ochrony, a użyłeś go żeby ich wszystkich zabić. To takie rycerskie i honorowe! Na pewno spodoba się Królewskiej Parze...
-Wspaniała historia - powiedział na głos - niestety nie jestem wstanie odwdzięczyć się podobną. Mógłbym twierdzić, że zostałem rycerzem, bo postępowałem szlachetnie i honorowo, ale po co się oszukiwać? Zostałem rycerzem tak samo jak kiedyś zostanę Lordem. Szlachetnie urodzeni nie muszą dokonywać wielkich czynów, muszą tylko cierpliwie czekać na swoją kolej. Każdy syn Lorda prędzej czy później będzie rycerzem, chybaby wcześniej na Maestera poszedł, albo całkiem się nie nadawał z racji postury i umiejętności. W takim wypadku go nie pasują, bo byłby jedynie pośmiewiskiem. Zresztą - zawahał się - wcale nie uważam, żebym był jakiś szlachetny czy dobry. Co to za sztuka być dobrym jeśli jest się takim z natury? Bo bez wątpienia ludzie są z natury albo dobrzy albo źli, a przynajmniej przede wszystkim dobrzy, albo źli. Czy to jakieś osiągnięcie być dobrym kiedy jest się takim z natury? Powód do dumy? Jeśli ktoś z natury lubi krzywdzić innych, sprawia mu to przyjemność, ale z tym walczy i jakaś cząstka dobra w nim to przezwycięża, jeśli każdego dnia walczy, by być dobry, to jest dobry naprawdę. Co to jednak za osiągnięcie jeśli ktoś, tak jak ja, zwyczajnie nie potrafiłby skrzywdzić kogoś niewinnego i tylko dlatego tego nie robi? Czy jeśli ktoś idzie na polowanie, bo jego rodzina głoduje, ale wraca z pustymi rękami, bo nie był wstanie skrzywdzić słodkiego jelonka, jest dobry i szlachetny? Moim zdaniem jest zwyczajnym głupcem i niedorajdą, przez którego rodzina będzie głodować. Prawdziwie szlachetny i dobry jest Lord, któremu nigdy jedzenia nie zabraknie, a który poluje dla czystej przyjemności. Jeśli zrezygnuje z zabicia jelonka, choć sprawia mu to dziką przyjemność, wtedy jest dobry i szlachetny. Co to za dobroć, bez żadnej wewnętrznej walki?
Może jeśli ruszę na wojnę, to będę mógł sprawdzić czy potrafię być zły. Zabijanie bandytów zawsze jest dobre, zabijanie na wojnie to co innego, tam każdy broni siebie, swojego majątku, swoich poddanych. Zamordowanie jakiegoś rycerza, bo zamiast Lwa na sztandarach ma dajmy na to Wilkora nie może być niczym dobrym, jedynie koniecznym. Chciałbym iść na wojnę i być w sytuacji bez wyjścia, kiedy trzeba postąpić źle, bo jest wybór jedynie między złem, a złem. Na przykład pozwolić żeby wojsko umierało z głodu, albo zabrać wieśniakom wszystko, żeby oni poumierali z głodu. Co Ty byś wybrał Królu? A Ty Królowo?
Nie mogę być prawdziwie dobry, bo nie mogę walczyć ze złem, gdyż nie jest ono moją naturą. Ale może mógłbym walczyć ze swoim dobrem? Gdybym był wstanie je zwalczyć i postępować źle, okrutnie bezwzględnie, bez litości, bo taka jest konieczność, wtedy potrafiłbym być zły. Jeśli potrafiłbym być zarówno dobry jak i zły, to dobro za każdym razem byłoby wyborem, a więc może mógłbym być dobry tak naprawdę?
- tu urwał i wychylił kolejny kielich. Ten filozoficzny wywód zdecydowanie nie pasował do uczty, sam nie wiedział czemu mówił to wszystko. Może dlatego, że ktoś słuchał? Nadziei, że go prawdziwie zrozumieją raczej nie miał.
avatar
Garth Tarly

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 08/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Czw Lut 15, 2018 5:36 pm

Cholera jasna, Garth to potrafił się nieźle wygadać. Król słuchał go tak rozważając o czym tak ciągle prawi. Było widać, że towarzystwo Tarly'go go w ogóle nie nudzi, to samo było widać po Królowej, która wzrok od cyrkowców oderwała na monolog rycerza. Gdybym napił się mniej. Następnym razem udaje, że pije wino. Przytakną tak sam sobie, po czym słuchał dalej. To wszystko było niezłym kawałem chleba do rozmowy, ale możnowładca był za bardzo na niego podchmielony, by wyrazić, to o czym myśli. Odłożył on tak kielich i ułożył lewicę na boku swego tronu. Ułożył tak dwa palce prawicy na swojej skroni, by się tak podrapać i zyskać więcej skupienia w sobie.
- Jeden bard mi kiedyś zacytował słowa "Jeśli mam wybierać między złem, a złem, to wolę nie wybierać wcale". Towarzyszył mu białowłosy najemnik i Ibbeńczyk, ale to może kiedy indziej opowiem.- Przerwał na moment.- Prawda w tym co mówicie. Jest w tym wiele prawdy, Sir. Natomiast samo pytanie...to nie wybierałbym pomiędzy nimi, ale zapewne taki coś może się u mnie zmienić, gdy stanę w takiej sytuacji. Poza tym! Właśnie człowieka "dobrego" poznaje się na takich sytuacjach i nie akurat przykład z głodzeniem, ale chodzi mi o same...hmmm...ciężkie momenty? Chyba mogę tak to nazwać. Wielu ludzi wmawia sobie, że są dobrzy, a gdy przychodzi co do czego, zadziwiają do czego potrafią być zdolni. Przykładowo gdyby mieli mego syna na zakładnika przed Wysogrodem krzycząc, że go zabiją albo poddam zamek. Ja, jako ojciec, mówię, że bym wyszedł, ale Siedmiu wiedzą, o czym bym wtedy myślał. Chociaż zapewne wyszedłbym, bo tak należy.- Tutaj westchną, bo nie wyobrażał sobie sytuacji, gdyby życie Lucasa dzieliłoby jedno cięcie noża.-
Wybacz:

(Naprawdę przepraszam, ale mam ostatnio sporo spraw na głowie, ale staram się odpisywać jakieś sensowne posty)


Ostatnio zmieniony przez Theodore Tyrell dnia Czw Lut 15, 2018 8:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Garth Tarly on Czw Lut 15, 2018 8:18 pm

-Mądrze ten bard prawił - orzekł dziedzic Horn Hill - chociaż nie zaskakująco. Pewnie, że każdy wolałby nie wybierać wcale, problem polega na tym, że czasem nie ma wyjścia, nie robienie nic to też wybór... Pewnie, że zamiast zabierać żarcie wieśniakom lepiej zaopatrzyć właściwie swoje wojska. Tylko nie zawsze jest taka opcja.
Spojrzał w górę, odetchnął głęboko po czym kontynuował.
-Jeśli ludzie nie znają samych siebie i sobie coś wmawiają to dla mnie są zwykłymi głupcami. Pierwsze co trzeba zrobić to poznać siebie. Ja siebie znam, wiem że z natury jestem dobry, a zły ani trochę, tyle że nie jest to prawdziwe, pełnowartościowe dobro, gdyż wynika z natury, a nie z wyboru. Wydawać by się mogło, że prawdziwy rycerz to syn Lorda na wspaniałym rumaku i w lśniącej zbroi. Bez wątpienia ktoś taki jest rycerzem. Tylko czy dużo bardziej pełnowartościowym rycerzem nie jest wieśniak, który poszedł na wojnę i walczył tam uczciwie, honorowo, a przy tym tak odważnie i skutecznie, że przyćmił innych rycerzy? Nawet jeśli ktoś taki nie zostanie pasowany to jest dla mnie nie gorszy niż dowódca Królewskiej Gwardii. Choćby dlatego, że wszystko jest jego zasługą i jego wyborem. Ja czuję, że nie mam wyboru. Gdybym dostał rozkaz zamordowania żony i dzieci jakiegoś Lorda, który zdradził i zasługuje na najwyższe potępienie, to bym tego nie zrobił. Nie dlatego, że to złe, niehonorowe itd. Tylko dlatego, że tego nie potrafię, tak jak lew nie potrafi jeść trawy, a chciałbym potrafić i móc decydować co zrobię.
Znów się zamyślił.
-Co do syna dobrze wiem co należałoby zrobić. Pozwolić go zabić. Dlaczego? Bo wrogowie nic by tym nie zyskali i gdyby dobrze wiedzieli, że nic tym nie zyskają to by nawet nie dawali takiego ultimatum, a jakby dali to by nie spełnili, bo z zabijania nie byłoby korzyści, a żywego syna Króla można wymienić na pokaźną liczbę własnych jeńców. Jestem pewien, że mój ojciec nie wymieniłby Horn Hill na mnie.
Co do propozycji... Ja wiem, że w tej sali są sami przyjaciele. Nikt mi tego nie powiedział, jednak gdzieś przeczytałem, że jeśli nie wiedzą o czymś nawet przyjaciele to wróg też się nie dowie. Wolę nie mówić w takim miejscu o takich sprawach. Od tego są należycie zabezpieczone narady.

avatar
Garth Tarly

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 08/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Sob Lut 17, 2018 11:54 am

Theodore spojrzał tak na Garth'a, który ewidentnie chciał go pouczać w byciu władcą, a przynajmniej tak to wyglądało z punktu widzenia Tyrella, co mu się bardzo nie podobało. Od nigdy prawie nie korzystał z głosu doradców, wybierając decyzje, które są po prostu według niego najlepsze.
- Nie masz czym się przejmować, siedzimy na najwyższym miejscu sali, gdzie dodatkowo panuje gwar, mamy strażników, a przy nas jedynie jest moja ukochana żona, która szpiegiem nie jest, hah, a jakby ktoś rzuciłby takie oskarżenie, to kiepsko dla niego, heh. Wracając, naprawdę wasz pan ojciec nie wspominał o tym? Dziwne. Bardzo dziwne.- Król postukał tak koniuszkami palców po tronie, szukając wzrokiem lorda Horn Hill, który był do jasnej cholery Starszym nad Wojną. Czemu ukrywa tak ważną informację dla syna? Cyrkowcy akurat skończyli swe przedstawienie, na co brązowooki wyjął pomniejszą sakiewkę od pasa i rzucił owemu karłowi, co udawał toczącą się kulę niszczącą zamki.
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Garth Tarly on Sob Lut 17, 2018 6:55 pm

Garth spojrzał uważnie na Króla gdy ten zaczął mu tłumaczyć, że są bezpieczni. Znał tak dobrze każdego na zamku? Był naiwny? A może wino dodało mu zbyt dużo pewności siebie?
-Jeśli ktoś rzuciłby takie oskarżenie przeciwko Królowej, bez mocnego dowodu, to osobiście wyrwałbym mu język zaraz jak skończy mówić. Gdyby ktoś chciał jego zeznań, na przykład kto kazał rozpowiadać takie kłamstwa, to zawsze mógłby pisać, zamiast mówić. - zbliżył się nieco do Tyrella - Ale jak słusznie Król zauważył są strażnicy i nie tylko, a wielu ludzi można kupić, wszystko zależy od ceny. Można też zastraszyć. Ma Król pewność, że każdy strażnik mając do wyboru życie rodziny, albo przekazanie kilku informacji poświęciłby najbliższych? Niedawno sam się Król zastanawiał, czy oddałby Wysokoże za syna, skoro Władca ma emocje, to zwykły strażnik tym bardziej. Dobrze jest ufać ludziom, ale jeszcze lepiej jest im NIE ufać. - zakończył sentencjonalnie.

avatar
Garth Tarly

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 08/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Theodore Tyrell on Nie Lut 18, 2018 11:16 am

- I tak zapewne by się stało. Chyba, że moja pani żona wybaczyłaby za taką zniewagę.- Tutaj spojrzał na swoją panią żonę i pocałował ją w zewnętrzną część dłoni. Zaraz potem spojrzał na Gart'a, który zbliżył się do niego. Król uśmiechną się lekko pod wąsem.- No cóż, Sir. Teraz jesteśmy w loży, więc strażnik oddalony od nas o te trzydzieści kroków raczej nie usłyszy naszej rozmowy w takim gwarze, heh. Bez obaw, rycerzu. Co innego, jakbyśmy tę rozmowę prowadzili mając u swych boków po dziesięć lordów i trzy razy tyle sług, wtedy byłbym może w lekkim niezaufaniu do tego. No ale cóż, ponownie macie rację, Sir Garthcie.- Rzekł Król z uśmiechem, po czym wysłuchał końcowej opinii wasala.

- W czym bierzecie jutro udział, Sir? Mam nadzieję, że zobaczę was na szrankach.- W tym momencie posłał rycerzowi typowy uśmiech, w którym ojciec ma nadzieję, że jego syn pójdzie w jego ślady.
avatar
Theodore Tyrell

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 31/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Garth Tarly on Nie Lut 18, 2018 12:25 pm

Garth postanowił nie ciągnąć dalej tematu podsłuchiwania. Mógłby dalej argumentować i przekonywać, ale było to bezcelowe. Ostrożność była dla niego ważna, ale jawienie się w oczach Króla jako paranoik wszędzie widzący spiski i szpiegów nie było pożądane.

Wypił kolejny kielich po czym cicho, ale dosłyszalnie dla Królewskiej Pary zaczął śpiewać.
-Za dużo w głowie mam
Za dużo w głowie mam
i spać nie mogę kiedy myślę o tym
a myślę całe dnie,
że coś jest w głowie źle,
za dużo myśli na raz mam na myśli,
za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę,
za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym,
oj nie daaa, oj nie daaa,
taka to choroba,
czy mnie wam nie szkoda?
kiedy widzicie jak mi głowa pęka.
Ruinę w myślach mam
i nic do tego... się nie da zrobić z tym.

Zakończył pospiesznie zmieniając końcówkę, trzeźwy na tyle by uznać, że tekst "i nic do tego wam" jest nieodpowiedni dla Króla i Królowej.
-Mam nadzieję, że nie znają tekstu, a zresztą jak znają to przecież wiedzą, że tylko cytuje. Byleby dokończyć nie kazali...
Wpił jeszcze łyk wina i zmienił temat.
-Co do turnieju to mam zamiar wziąć udział we wszystkim z wyjątkiem strzelania. Może to wydawać się dziwne zważywszy na mój herb - tu zaśmiał się szczerze - ale nigdy nie nauczyłem się strzelać. Może kiedyś to zrobię, ale wolę bezpośrednie starcie. Pewnie w niczym nie wygram, mam tylko nadzieje, że we wszystkim będę przynajmniej dobry. Są ludzie wyspecjalizowani w szrankach czy walce pieszej. Ja zawsze chciałem być uniwersalnym żołnierzem.
avatar
Garth Tarly

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 08/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Sala Tronowa

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach