Górskie Pastwiska

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Górskie Pastwiska

Pisanie  Harry Arryn on Wto Sty 09, 2018 3:13 pm

First topic message reminder :

Dużo baranków, owieczek i innych morderczych kóz, które chętnie oskubią te tereny z zieleni.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down


Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Lip 10, 2018 1:37 am

Tej samej nocy...

Poszukiwacze olbrzymów obudzili się w środku nocy. Zbudził ich przecinające niebo ryki. Nie zrozumieli nic z tego co mówili, zdawali się korzystać z jakiegoś innego niż ich języka. Z tej samej okolicy, jak się potem zorientowali, gdzie znaleźli chorą wilczycę i szczenięta. Potem usłyszeli odgłosy ciężkich, potężnych wręcz kroków. Ziemia się trzęsła, a wszystko zdawało się być coraz bliżej. Wszyscy stanęli na nogi i wysunęli się na swoje pozycje, czekając na przybycie nieuniknionego. W końcu ich oczom ukazał się ten, kogo już się spodziewali gigant. Miał ludzką aparycję, choć był sporo większy. Mierzył na oko dwanaście stóp, pokryty zaś był gęstym futrem - a szczególnie poniżej pasa. Było jednak już trochę szarawe lub delikatnie białe. Głowa była wysunięta trochę do przodu, z linii łopatek. Twarz miał dziwnie wykrzywioną. Zęby miał kwadratowe, oczy małe. I cały czas zdawał się coś wciągać nosem, jakby intensywnie wąchać. Ryczał też coś, choć wciąż rycerze nic nie rozumieli. Olbrzymie ramiona były większe nawet niż ich nogi, a w ręce miał jedną wielką maczugę. Wydawał się rozsierdzony.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Sro Lip 11, 2018 9:55 am

Rodgar trwał w bezsennym i dość głębokim śnie, przywykł już bowiem do spania na twardym i niewiele mu przeszkadzało klepisko. Ryk, który rozległ się przez ciszę nocy, obudziłby jednak nawet - nomen omen - gigantów z głębi ziemi. W zasadzie wszyscy się obudzili i patrzyli po sobie zbici z tropu przez pewną chwilę, aż w końcu dotarło do nich co też nadchodzi. Ryki nie należały do żadnego znanego im zwierzęcia, co w ich sytuacji mogło oznaczać tylko jedno. Mieli towarzystwo. Ciekawostką był fakt, że ryki zdawały się układać w jakieś powtarzające się sekwencje dźwięków, choć nie były to głoski znane któremukolwiek z nich.
- Chyba mamy towarzystwo - huknął Corbray w akompaniamencie nadchodzących ryków i huków - Pewnie niewiele czasu nim ta bestia tu przyjdzie, przeczuwam bowiem że zmierza właśnie tutaj. Pierwsza grupa, dwóch lub trzech z kuszą lub łukiem niech stanie przy mnie. Będziemy próbować zdjąć go z oddali i trwać w pogotowiu jakby potrzebna była pomoc drugiej grupie. Druga grupa zaś chwytać za drzewce, lub nawet któreś z tych naostrzonych palików jeśli tylko da się je chwycić i podnieść. Skurwiele będą pewnie wysokie i gruboskórne. Nie róbcie mi tu żadnej falangi tylko ustawiajcie się w odstępach wokół giganta i ubezpieczajcie się, próbujcie dźgac je po ryju i po oczach. Jak zaatakuje jednego, dźgają drugi i trzeci, jak drugiego, to pierwszy i trzeci i tak dalej. A reszta... Grafton, weź dwóch ze sobą. Kiedy druga grupa odwróci uwagę giganta, a my będziemy go wkurwiać bełtami, waszym zadaniem będzie zadać mu ostateczny cios. Niech Bóg o Siedmiu Twarzach ma nas w swojej opiece! Brać ekwipunek i wychodzimy, bo nam jeszcze zrzucą strop tej rudery na łby.

No i wybiegli. Rodgar i jego grupa skryli się w cieniu na uboczu. Na najbardziej otwartym terenie stać mieli ich "włócznicy", którzy mieli jako pierwsi zmierzyć się z nadchodzącym zagrożeniem.
- Jakby skurwiele rzuciły się najpierw na nas lub na grupę Graftona, to wy odwracajcie ich uwagę, a my będziemy dobijać - mruknął, napinając kuszę. Miał przy sobie też swój miecz, oczekujący w pochwie na potrzebę bojową.

W końcu ich oczom ukazała się olbrzymia bestia zbrojna w potężną maczugę, całe szczęście tylko jedna. Corbray był mężnym człowiekiem, tego mu nie można było odmówić, ale tylko głupiec nie obawiałby się tego co właśnie widziały jego oczy. Wielka wzrostem, umięśniona i owłosiona jak zwierz istota zdawała się nawet węszyć jak zwierz.
- Niucha jak pies - mruknął Czerwony Kaptur - A to skurwiel, pewnie w ten sposób nas wyczuł... Nie atakujcie go pierwsi. Na zadowolonego to nie wygląda, ale zobaczymy co zrobi.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Sro Lip 11, 2018 11:34 pm

Przez całą noc, Colin nie wiele spał. Próbował, jednak jakoś nie mógł zasnąć. Gdy jednak mu się udało, nie pospał długo, został obudzony przez nagły ryk. Grafton od razu wstał i poczuł ogromny przepływ siły i strachu. Pomimo prawie braku snu, nie odczuwał zmęczenia przez adrenalinę. Od razu do wydawania rozkazów zabrał się Rodgar. Colinowi się to nie podobało, ale chłop mądrze prawił, a i czasu teraz nie było, na większą dyskusję. Przed chatą znajdował się olbrzym, którego trzeba było zabić.
- Słyszeliście Corbraya, ruszać się. - Colin wstał, założył hełm na łeb, zabrał miecz i wyskoczył z chatki. Gdy tylko ujrzał przerośniętą owłosioną bestię, zląkł się. Jednak nie pozwolili strachowi przejąć władzy nad nim. Razem ze swoją grupą, ruszył szerokim łukiem, omijając olbrzyma. Chciał się ustawić za wczasu, za nim walka się jeszcze nie rozpoczęła na dobre.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 12, 2018 12:57 am

Olbrzym stał przez chwilę w ciszy, wciąż wąchając dookoła. Jakby czegoś szukał, albo starał się namierzyć wroga... I przez chwilę tak wszyscy stali w bezruchu, gdy rycerze z Doliny wyczekiwali na ruch stwora, który starał się jakby coś znaleźć. Ciszę przerwało szczeknięcie spod chatki, pewnie jednego z małych wilczków, które Szubienicznicy przynieśli ze sobą z lasu. Widocznie całe zamieszanie go obudziło i nie mógł teraz spać. To zwróciło uwagę olbrzyma, który odwrócił się w tamtą stronę, wciągnął coś nosem i ryknął w swoim języku w kierunku psiaka. Ten zdawałoby się powinien się przestraszyć i odbiec z dala od chatki... On jednak zamiast tego podbiegł do olbrzyma. Wydawało się przez chwilę, że monstrum coś mu zrobi, skończyło się jednak tylko na tym, że schyliło się i pogłaskało wolną ręką, w której nie miało maczugi. Olbrzym, wcześniej wyglądający jak żona króla Lancela, teraz wyraźnie się uspokoił i wydawał się momentami nawet... ludzki? Nie zwracał w każdym razie na otaczających go rycerzy, zajęty tylko szczenięciem, które do niego przybiegło. Wszyscy mogli spokojnie zająć swoje miejsca i teraz czekali tylko na jakieś sugestie od Corbraya, sami albowiem byli na razie na tyle zszokowani tym widokiem, że nie wiedzieli co robić.
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Czw Lip 12, 2018 6:54 am

Corbray w napięciu oczekiwał na atak olbrzyma, ten jednak nawet gdy opuszczali swoje tymczasowe lokum, dalej niuchał w powietrzu. Po chwili pełnej napięcia i względnej ciszy, rozległo się ciche szczeknięcie. Koło Rodgara przebiegł mały futrzasty kształt, prosto w stronę olbrzyma. Kurwa, nie zamknęli drzwi. Bestia dopiero teraz przestała się rozglądać i skupiła swą uwagę na wilczku, miast jednak zrobić z niego krwawą miazgę... pogłaskała go.
- Co tu się odpierdala - Czerwony Kaptur patrzył na tę scenę prawdziwie zszokowany, przez chwilę sam nie wiedząc co robić. Nie dlatego, że żal mu było ewentualnej śmierci szczeniaka, przecież i tak zapewne były na nią skazane, jednak chęć zabicia pogańskiego monstrum walczyła w nim z czysto ludzką ciekawością.

Była też w tym kwestia strategiczna. O ile olbrzym dalej by ich ignorował i zachciał wracać do swego leża, mogliby go śledzić, odnaleźć je i wyplenić całą tę zarazę od razu, na przykład w trakcie ich snu. Z drugiej strony... Co jeśli było ich tam więcej niż dwa lub trzy? Taki plan był ryzykowny. W zasadzie i tak mieli przejebane, ale nie było co samemu wchodzić w paszczę bestii.
- Wstrzymajmy się jeszcze z atakowaniem - zawyrokował w końcu - Zobaczmy co zrobi, ale zbliżmy się jeszcze nieco. Druga grupa, podejdźcie w półkolu, starajcie się cały czas trzymać w dobrym rozstawieniu, my z pierwszą pójdziemy tuż za wami i w razie czego zaczniemy szpikować go pociskami. Grafton, ty idąc szerokim łukiem spróbuj odciąć mu drogę powrotu. Reszta planu tak jak wcześniej. Nie wiemy ile ich jest, ale im z mniejszą grupą będziemy potem walczyć tym lepiej...
W razie jakby olbrzym miał zaatakować w trakcie ich przemieszczania się lub wręcz przeciwnie, szykować do odejścia, to Corbray miał zamiar zatrzymać się i niezwłocznie wystrzelić w jego stronę pierwszy bełt, celując mniej więcej na wysokość głowy. Cóż, sylwetka olbrzyma była ogromna i nietrudno było trafić, ale Rodgar spodziewał się że takie monstrum musi być raczej gruboskórne i nie zrobi sobie wiele z rany w torsie. W razie czego zawsze mieli w pogotowiu miecze.... i grupę Graftona.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 12, 2018 1:39 pm

Kolejne minuty mijały, a do olbrzyma przybiegła reszta szczeniąt. Wszystkie wydawały się go lubić, szczekały na niego i machały ogonami. Skakały wokół niego, oczekując zabawy. Ten tylko wyciągnął rękę, pozwalając im na nią wejść, po czym podniósł z ziemi. Wydawało się nawet, że w tym momencie się uśmiechnął. Wilki były ożywione i także zadowolone z obecności giganta. W końcu usadowiły się wygodnie w futrze na jego dłoni. Wszyscy też nie zwracali uwagę na rycerzy Doliny - czy to z powodu zajęcia sobą, czy też z powodu panujących w okolicy ciemności. Olbrzym powoli odwrócił się w kierunku z którego przyszedł, głaszcząc cały czas małe szczeniaczki, i idąc powoli w kierunku, gdzie wraz z innymi rycerzami siedział już gotowy Grafton. I jeżeli niczego by nie zrobił, to olbrzym pewnie zaraz go zdeptał. Corbray z kolei miał już gotowy swój bełt do wystrzelenia, pytanie jednak brzmiało - czy zdecyduje się zaryzykować życie tych kilku biednych szczeniąt, które mógłby przy okazji skrzywdzić?
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Czw Lip 12, 2018 4:05 pm

Co ten olbrzym miał w sobie, że szczenięta do niego tak leciały. Przynajmniej Colin ze swoją grupą na spokojnie trafił za plecy potwora. Ten jakby nie zauważył jego grupy, jakby nikogo nie zauważył. Zaczął się bawić ze szczeniakami. Gdy te zasnęły na jego ręce, olbrzym postanowił wrócić do swojego legowiska. Colin musiał uciec, by nie zostać przez niego rozdeptanym. Olbrzym zaczął odchodzić, a Colin musiał coś zrobić, żeby nie uciekł. Popatrzył na innych i zauważył, że nikt inny pewnie nie będzie go chciał zatrzymywać. Colin cofnął się jeszcze trochę od olbrzyma i wiedział jak go zatrzymać.
- Ej olbrzymie, Corbray powiedział, że ci się odda za darmo! - Krzyknął najgłośniej, jak umiał. Może to nie był dobry pomysł, by tak krzyczeć, ale był to jedyny pomysł, na jaki teraz wpadł.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Lip 13, 2018 12:39 am

Olbrzym zdawał się nie zwracać uwagi na Graftona. Gdy ten jednak zaczął coś mu pokrzykiwać pod uchem, obejrzał się w tamtą stronę. Nic oczywiście nie zrozumiał z tego co Colin powiedział, dopóty korzystał z Wspólnego. Skąd powiem starożytna bestia mogłaby znać inny język niż Starą Mowę? Odwrócił się w każdym razie w kierunku rycerza, spojrzał na niego przez chwilę, trochę także niuchając. Potem zaś... odwrócił się w zupełnie innym kierunku, ale także innym niż do bacówki. I, ignorując zupełnie Graftona, poszedł sobie tam, głaskając jeszcze szczeniaki do snu. Powoli zaczął oddalać się, wchodząc do lasu, a każdym krokiem pokonywał z dziesięć stóp, chociaż stawiał je powoli. Jeżeli rycerze mieli ochotę walczyć lub gonić giganta, to nadszedł do tego ostatni dzwonek.
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Nie Lip 15, 2018 9:17 am

Szubienicznik parsknął gniewnie słysząc odezwę Graftona, ale nie skomentował póki co, miał bowiem poważniejsze zmartwienia. Jakoś zaczęło mu się układać to wszystko w głowie, choć w dalszym ciągu był zszokowany. Nie dość, że bestia zachowywała się spokojnie i prawie jak człowiek, to jeszcze w ogóle istniała! Tylko dlaczego nie chciała ich atakować, skoro sami ją prowokowali i otaczali, a tymczasem okrutnie zabiła jakiegoś tam pastucha? Odpowiedzią na to pytanie musiały być owe wilcze szczenięta. Nie dość, że podbiegły do niego zupełnie bez strachu, to jeszcze udało im się go uspokoić, choć na polanę wbiegł prawdziwie rozjuszony. Wszystko wyglądało, że to za nimi węszył. Mogło być tak, że odbył się tu łańcuszek krwawej zemsty. Wilczyca ubiła pastuchowi owce, pastuch ubił i wytropił wilczycę, a wściekły olbrzym zmiażdżył łeb pastuchowi. Gdyby tylko Corbray był bardem, to pewnie ułożyłby jakąś ckliwą historię o zemście natury. Ale nie był, był za to fanatykiem religijnym. Łagodna, czy nie, spokojna czy nie, bestia ta była skazą na obliczu ziemi, reliktem czasów dawno minionych. Jeśli ludzie pobożni kiedykolwiek chcą wypędzić z tej ziemi wszystkie diabły i demony, muszą zacząć od tych które fizycznie kroczą po świecie... Czerwony Kaptur nie wydał jednak rozkazu do ataku, jeszcze nie, uknuł bowiem w głowie pewien plan.

- Skoro taki spokojne z niego stworzenie, to ruszajmy za nim - zdecydował rycerz - Może zaprowadzi nas do swojego leża i uda nam się upiec parę pieczeni na jednym ogniu? Trzymać się razem, pierwsza grupa z przodu, druga w środku, Grafton na tyłach. Jakby bestia zdecydowała się nas atakować podczas gdy za nią podążamy, to włócznicy i kusznicy zatrzymują się i przygotowują do obrony, a ty Grafton ze swoją grupą znowu otaczasz go po łuku. Dobra, ruszamy - Corbray ruszył, żeby nadgonić krok giganta i starając się nie spuszczać go z oczu.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Lip 15, 2018 3:52 pm

I stało się dokładnie tak, jak przewidział Corbray. Rycerze ruszyli w pogoni za gigantem. Czekała ich długa podróż, która trwać miała całą noc. Najpierw przeszli przez gęste lasy. Żadne zwierzęta ich nie atakowały, wszystkie bowiem uciekały przed wielkim olbrzymem. Podróż ta minęła więc spokojnie, choć gonienie w pełnych zbrojach przez godzinę było na pewno męczące. Spocili się nie lada, gdy wyszli już z lasu i dotarli do podnóża gór. I olbrzym ruszył w górę, a rycerze za nim. Weszli na drogę prowadzącą pod górę, pomiędzy górskimi szczytami. Najpierw przez wąską dolinę, potem zaś weszli na jedną z gór. Szli jej zboczem, mijając o 20 metrów w orientacji pionowej szczyt, po czym, wciąż idąc zboczem, dotarli do kolejnej góry. Szli dalej po jej zboczu, trochę pochylonym. Droga miała może 5 jardów szerokości - po lewej ograniczała ich groźny spadek, po prawej - pionowa skała, ciągnąca się wręcz do szczytu. Zaraz jednak musieli się zatrzymać. W drodze była dziura! Olbrzym przeszedł nad nią bez problemu, ale oni byli o wiele mniejszych rozmiarów. Nie mogli ocenić jak długa czy głęboka jest, było bowiem na to za ciemno (tak samo jak nie wiedzieli, jak wielka jest przepaść po lewej). Pojawił się więc problem i trzeba było zdecydować - co teraz?
Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Pon Lip 16, 2018 11:24 pm

Szli za olbrzymem tak jak powiedział Rodgar. Droga była dość ciężka, musieli szybciej chodzić, żeby dogonić olbrzyma. Droga nocą, w pełnym ciężkim rynsztunku, to był zły pomysł, jednak była to obecnie jedyna okazja, by dowiedzieć się, gdzie ma leże. Widocznie stwór musiał, mieć leżę na górze, gdyż Colin, Rodgar i ich towarzysze musieli pod nią wejść. Co nie należało do łatwych rzeczy. Jednak Colin wolał ryzykować upadek z góry, niż meldunek księciu Robinowi, że olbrzym im uciekł. Śledzili tak olbrzyma, aż w drodze napotkali dziurę. Czy ona miała popsuć ich plany? Colin jednak uważał, że za daleko zaszliby teraz wracać.
- Trzymajcie mnie za rękę. - Powiedział do znajomych rycerzy, a następnie drugą ręką, w której trzymał miecz, zaczął szukać gruntu. Jeśli nic nie znalazł, to potem mieczem zaczął sprawdzać, jak głęboka jest. Jednak, jeśli dziura okazała się krótka, Colin nakazał swoim towarzyszą, rozstawienie palów, które miały robić za prowizoryczne przejście. Jeśli zaś spadek nie był tak głęboki, to Colin postanowił zejść i ruszyć wejścia. Gdy jednak nie wyczuł nic w obu przypadkach, postanowił zaczekać na pomysły innych.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Lip 18, 2018 10:25 pm

Grafton starał się wymacać mieczem jakąś półkę skalną na dole tej dziury. Niestety wydawało się, że była to bardzo głęboka dziura. Dalej zaczął macać jak daleko jest drugi koniec dziury. I tym razem zdawało mu się, że coś wykrył. Faktycznie wymacał tam kawałek skały, a zaraz towarzyszący mu rycerze rozłożyli, zgodnie z propozycją Colina, prowizoryczny mostek z palów. Wszyscy też bez problemu przez niego przeszli i dostali się na drugą stronę dziury. Wszystko przeprowadzili sprawnie, zebrali na powrót pale i ruszyli znowu szukać olbrzyma. Na szczęście nie zgubili jego tropu. Zaraz go znaleźli i po kolejnych, męczących dwóch godzinach marszu, tuż nad ranem, znaleźli się u celu. Olbrzym wszedł do jakiejś jaskini, w której siedziały już przy wielkim ognisku... dwa kolejne giganty. Ten pierwszy pokazał im przyniesione szczenięta, które już smacznie spały, i ułożył je u boku jaskini. Wziął też trochę jakichś warzyw od kolegi-giganta i zaczął razem z nimi je jeść i rozmawiać w jakimś dziwnym języku.

Szop Pracz
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Czw Sie 02, 2018 12:11 pm

Wędrówka trwała długo i była męcząca, zwłaszcza w pełnym niemalże rynsztunku. W rycerzy płonął jednak ognik żarliwości i wiary, która nieugięcie kazała im przeć naprzód za olbrzymami. Po przejściowym problemie z przepaścią, z którym o dziwo szybko sobie poradzili dzięki Graftonowi, ruszyli dalej. I w końcu dotarli, choć wędrówka zajęła im chyba połowę nocy. Nad ranem stanęli jednak nad jaskinią, w której to schowała się bestia. Gdy Rodgar zajrzał do środka, okazało się że w środku był nie jeden, nie dwa, a trzy giganty! W pierwszym odruchu odezwała się w jego sercu wątpliwość, w drugim jednak skoro Siedmiu doprowadziło ich aż tutaj, to czego się obawiać? Zaciekawiło go jednak przede wszystkim to, że giganty, wielkie, włochate i potworne, nie dość że ulitowały się nad szczeniakami to... właśnie w najlepsze jadły sobie warzywa i jakieś pędy. Ki diabeł? Nad ogniem nie kręciło się żadne pieczyste, także w jaskini ni śladu nie było po kościach lub innych pozostałościach. Szubienicznik nie posądzał olbrzymów o taką pieczołowitość w sprzątaniu swojego leża, wszystko więc wskazywało na to że byli jaroszami. Wychodziło na to, że miał rację w swoich przewidywaniach do tego co się wydarzyło na górskich halach...
- Wy to widzicie? - wyszeptał - Zielsko żrą. Szczeniaki głaszczą. I miast tłuc się po łbach maczugami, rozprawiają sobie w najlepsze. Chyba mamy do czynienia z bardziej cywilizowanymi istotami niż mogłoby nam się zdawać... - powiedział Corbray, a w sercu pojawiła mu się iskra wątpliwości. Z jednej strony były to plugawe bestie, relikty przeszłości z drugiej... A gdyby tak nawrócić je na jedyną słuszną Wiarę? Cóż to byłaby za siła dla wojsk Doliny, trzy tak potężne i zwaliste istoty! Z drugiej strony, jak się z nimi dogadać? Górale z własnej woli zakryli swe oczy przed światłem Siedmiu, ale te tu nieszczęsne stworzenia mogły przez wiele lat nawet nie słyszeć o ich wspaniałym posłannictwie!
Po chwili jednak serce rycerza zatężało, a w głowie pojawiła się karcąca myśl i płochy strach przed słabością ducha oraz zwątpieniem. Siedmiu oddało świat we władanie ludzkie, nie było w nim miejsca na dzikie bestie. Poza tym czy da się nawrócić demona, który przez swą naturę jest podły, nikczemny i wyklęty? O nie, nie... To skaza, którą należy wypalić, wyżąć i wybić! Corbray pokazał rycerzom, żeby cofnęli się kawałek dalej, po czym gdy to zrobili, przemówił:
- Mamy więc komplet tych bestii, które Wojownik wydał nam na ostrze miecza. Czy od razu bierzemy się do świętego obowiązku, czy jeno oznaczymy lub zapamiętamy to miejsce, wracając tu po chwili odpoczynku? Jeśli to pierwsze, to obmyślmy jakiś plan działania i ruszamy... I niech Siedmiu będzie z nami.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Sie 10, 2018 6:12 pm

- Ha, oddać innym chwałę zabicia olbrzymów? Żeby to o innych śpiewali pieśni? Chyba nie po to zostaliśmy rycerzami! - stwierdził Darmian z Snakewoodów, jeden z wędrownych rycerzy. Wyraźnie był napalony na walkę i chciał jak najszybciej rzucić się na te olbrzymy. Ser Harrold Redwater spojrzał na niego jak na debila. - Chyba mylisz odwagę z brawurą. Rycerze z Doliny słyną nie tylko ze swojej waleczności, ale i rozważności. Mamy się od tak rzucić na nich z mieczem? Na te monstra? - Darmian jednak nie dawał za wygraną. Miał ochotę wreszcie na napierdalanie się i nie zamierzał dać za wygraną. - I dać im uciec? Myślisz że będą tu siedzieć na zawsze? Trzeba ich pobić teraz, albo nam gdzieś zwieją! Snakewood był nieprzekonany. Nie zamierzał odpuścić i w końcu wydawało się, że przekonał także Harrolda. - Ech... niech będzie. Tylko trzeba to dobrze zaplanować. Nie chciałbym dostać w łeb od takiej bestii...- stwierdził ser Redfort. Reszta grupy też gdzieś w przybliżeniu się z nim zgadzała. Z jednej strony chcieli walczyć. Z drugiej - bali się tych stworów. Jeszcze z jednym mogli by walczyć... ale tych było trzech!

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Wto Sie 14, 2018 6:00 pm

Colinowi nie udało się wyczuć skalnej, musiała to być głęboka przepaść. Na całe szczęście, paliki były odpowiedniej długości. Każdemu udało się przez nie przejść, nikt nie ucierpiał, co było dużym sukcesem po nocnej wspinaczce, w pełnej zbroi. Dalsza droga w pogoni za olbrzymi zaprowadziła rycerzy do jamy. Znajdowały się tam, aż trzy olbrzymy i co dziwne, nie jedli mięsa, a warzywa. Były to zajście dziwne stwory.
- Jestem za tym, by od razu zaatakować, skąd wiemy, że jutro ich tutaj zastaniemy? - Odpowiedział, na pytanie Corbey'a. Następnie zaś wysłuchał drobnej sprzeczki ser Darmiana i ser Harrolda. Colin był raczej zwolennikiem, ser Darmiana w tym wypadku.
- Możemy ich zaatakować po nogach, jeśli uda nam się ich unieruchomić, będziemy mieli łatwą walkę. Ser Rodgarze uda ci się i twoim chłopcom, przestrzelić im kolana? - Zapytał się go, już znacznie łagodniejszym tonem.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach