Górskie Pastwiska

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Górskie Pastwiska

Pisanie  Harry Arryn on Wto Sty 09, 2018 3:13 pm

Dużo baranków, owieczek i innych morderczych kóz, które chętnie oskubią te tereny z zieleni.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Zokar on Pią Sty 12, 2018 5:47 am

Z pewnością honor, był wartością iście istotną, jeśli chodziło o jakiekolwiek istnienie w świecie rycerzy, choć trzeba przyznać, że nawet największe ikony, ba, sami "bogowie" zrodzeni z Burz i innych zjawisk pogodowych, potrafili się wyłamać z szeregu. Sam Zokar niezbyt był skory do ryzykowania własną głową, być może dlatego nie potrafiłby tego zrozumieć, choć z pewnością ogromnie poszanować jeśli chodziłoby o jego krzywdę. W przypadku rycerza, który chciał go zganić nie czuł zbyt wielkiego niebezpieczeństwa, jednakże, czy była to sytuacja podbramkowa, tego nie wie nikt! Być może nauczka przysporzyłaby mu nie tylko kłopotów w wypasie kóz, ale również ułatwieniu poczucia nienawiści do szlacheckiej krwi, co też Książę uważał za niepotrzebne, bo przecież ktoś w tym towarzystwie musiał myśleć za resztę!
- A i pędzę Mości Książę! - powiedział z zapałem, niemalże od razu lecąc na złamany kark w stronę swojego stadka, które też wypuścił i niemalże od razu skierował do tej samej drogi, którą do nich przybył. Nienawidził powrotów do tych samych miejsc, jednakże bardzo dobrze wiedział, że trawa w tamtych terenach była już odrośnięta, co też spotka się z przyjaznym beczeniem kóz, choć czy były to takie wesołe nuty? Sam Zokar niezbyt przepadał za tymi czworonogami, choć trzeba przyznać, że bardzo poważał wszelakie dobra, które te oferowały, co również pewnie nie ominęło Księcia. W pewnym sensie, gdyby tylko mieli możliwości, a co tam, zwyczajnie gdyby Książę zażyczył sobie troszkę z koziego mleka, bądź sera, blondyn niemalże w trymiga zorientował się w terenie i załatwił co trzeba. Pytanie tylko, czy zaufać takiemu byle wieśniakowi? Przecież sam się przyznał, że był nie z tych samych kresów, a któż wie, czy to nie zabójca?! - Otóż Panie, na górskie pastwisko, chyba najbardziej znaneż na tych górach! - odpowiedział entuzjastycznie, stukając przy tym kijaszkiem, którym wspomagał się przy wędrówce, w kamień. - Szczerzem przyznam, że dawnom tam nie był. - powiedział z pewnego rodzaju trwogą, jakby nie był pewien, czy to taki dobry pomysł, ale przecież jak się mówi "A", to trzeba też chociażby spojrzeć na to "B". - Zapiera dech w piersi, tak by dziadzio powiedział. - stwierdził bez żadnych skrupułów ponaglając psiaka, żeby tylko stadko kóz przyspieszyło swój rytmiczny chód, choć trzeba przyznać, że i tak całkiem nieźle sobie radziły.
avatar
Zokar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Harry Arryn on Sob Sty 13, 2018 11:41 am

Książę skinął głową na wesoły okrzyk Zokara mówiącego, że pastuszek już pędzi załatwić kozunie. No cóż, rycerze bez honoru czy to najemnicy z honorem, to kim byłeś, jest w sumie nieważne w tej kwestii, a przynajmniej tak zdawało się małemu księciu, ponieważ sądził on, że takiego honoru więcej może mieć jakiś pastuszek niż sam Lord z Dorne! Mimo to wierzył on w niezłomność honoru rycerze z Doliny, bo to przecie ich królestwo jest rodzicielem idei, dzięki której powstali rycerze oraz kodeks honorowy, więc młodzik zamierzał w przyszłości godnie reprezentować takie "stanowisko", żeby dać dowód, że rycerze bez zmazy istnieją na tym świecie.- Dobrze.- Odrzekł Sokół z uśmiechem na całą reakcję chłopka, bo nie na co dzień widział taki entuzjazm, zwłaszcza na jego obecność. Arryn przyjrzał się tak swoim melancholijnym spojrzeniem kozom, które w takim stadku wyglądały śmiesznie, bo jedna drugiej dokuczała i ruszała się tak zbitą grupą, jak zbrojni z halabardami na konnice. Sam pies wysoko urodzonego siedział jak ten ponury strażnik przy koniu i obserwował każdą kozę, która przechodzi sobie te drewniane płotki. Rudzielec rzucił tak wzrokiem ku Hectorowi. Ciekawe, o czym myśli. Po czym odwrócił głowę ponownie do stada Zokarka, gdzie napotkało go dziwne zdanie, na które podniósł jedną brew.- Znaneż? Nie zrozumiałem chyba.- Powiedział z lekkim zdziwieniem, bo całkowicie nie rozumiał, o co chodzi. Czy ja się znam?? Czy on się zna?? Tak czy siak to był chyba jakiś Dorzeczański akcent, więc młodzik się rażąc w żaden sposób, posłał półuśmiech blondasowi, bo lekko rozbawiła go ta cała sytuacja. Podczas tego zeskoczył on ze swego konia, przełożył przez ramię swój plecak z ekwipunkiem i zaczął swoim gibkim krokiem iść ku dróżce pastuszka.- Dawno nie mogło być, bo przecie tutaj dwa tygodnie ledwo jesteście, Zokarze.- Nagle wyszedł na równi z nim, bo mu coś tutaj śmierdziało.- A to wasz dziadek nie był z Dorzecza?
Tutaj zatrzymał ruchem ręki blondasa, bo to wszystko było jakieś naciągane i dziwne. Skinął on na swoich rycerzy, którzy położyli swoje okute rękawice na rękojeściach mieczy, a łowczy ułożył je na sztyletach. Książę nadal miał taki sam wyraz twarzy jak wcześniej, nic nie mówił i wydawał się wyzbyty uczuć. Przeszywał go tak swoim błękitnym spojrzeniem, aż zmięknie. Odłożył przy tym swój plecak na bok i sam ułożył dłoń blisko pasa, gdzie spoczywał miecz.- Wyjaśnisz?
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Zokar on Sob Sty 13, 2018 8:25 pm

I bądź tu chłopem, chłopie! Nie jednego z pewnością zrugano za to, że źle coś powiedział i trzeba przyznać, że w tej sytuacji, kiedy blondyn się nieświadomie pogrążał, jakoś przychodziło mu z łatwością wciąganie się w ryzyko. Z pewnością tak też mieli wszyscy samobójcy, których złapano na jakimś niecnym uczynku! Niestety Zokar nie miał złego przeczucia, można powiedzieć, że był niemalże szczery do bólu, chcąc jakoś wytłumaczyć całą sytuację właścicielowi kręconych włosów, który go zatrzymał ruchem dłoni. Na twarzy młodzika pojawiło się zdziwienie.
- W prawdziem nie wiem skąd był mój dziadek Panie, bo został włączony do armii zanim przyszedł na świat, zaś chodziło mi zwyczajnie o pastwiska, które są tak spopularyzowane pośród prostych chłopów, od których się nasłuchałem w karczmie. - przepraszający ton i dosyć pewna mina powinny być wystarczającym pokwitowaniem słów chłopaka, którego emocje było widać jak na dłoni. - Na samym początku, właśnie kilkanaście dni, jak tu przyjechałem, to z oczywistych względów musiałem przeprowadzić jakieś rozeznanie w terenie i właśnie te górskie pastwiska zostały tak tam opiewane glorią i chwałą, którą się chlubiły ponad innymi. Nie jeden powtarzał, że są to najlepiej strzeżone tereny, jeśli mowa oczywiście o jakimkolwiek wypasie, ale czy to prawda? - spytał się samego Księcia, tak naprawdę prowadząc ze sobą jedynie monolog. - To nie mam pojęcia Mości Książę. - stwierdził szczerze, patrząc się swoimi szczenięcymi, szerokimi oczami na ciemnowłosego. Nie chciał stracić głowy przy takiej słownej gafie. Zacznij panować nad jęzorem głupcze. Zrugał siebie w myśli, nie chcąc w jakikolwiek sposób więcej się tak narazić. Dobrze przynajmniej, że w tym czasie kozy mu nie uciekły. Dzielny Przybłęda. - Nie pozbawiaj Mości Książę proszę kóz swojego pasterza, bo kto wtedy będzie mógł zaoferować Księciu kozi ser? - potulnie uśmiechnął się do niego, nie chcąc wiedzieć, co by było, gdyby prawda nie równała się biegu historii, którą tamten szczerze opowiedział, a przynajmniej taka powinna być.
avatar
Zokar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Harry Arryn on Sob Sty 13, 2018 11:22 pm

Harry słuchał tak wyjaśnień Zokara, ale nadal były one...dziwne i podejrzane księciu. Nie wiedział, co ma z tym zrobić. Miał tysiące myśli przechodzące przez głowę, że ów człek jest niewinny, do spekulacji, że to zabójca. Gdyby tutaj był któryś ze starszych Arrynów...
- Nie ufam Ci. - Rzekł książę, kręcąc głową w przeczeniu i strzelając przy tym wzrokiem ku swoim gwardzistom.- Mówiłeś o swoim dziadku, ale go nie znasz, więc wyjaśniasz to plotkami o nim. Nie dawno przyjechałeś, a mówisz, że tych pastwisk dawno nie odwiedzałeś, mówiąc, że robiłeś zwiady terenów. To wszystko, co mówisz jest dziwne. - Skwitował ostatecznie, co chyba trzeba zrobić z tym pastuszkiem, który wydawał się ciekawym przyszłym towarzyszem. Dziurawił tak dłuższy czas chłopka swoim pustym spojrzeniem, aż nagle zdecydował.- Jednakże możesz mówić prawdę, więc nie mam zamiaru Cię krzywdzić. Wiedz, że nie uniknie mi to wszystko, co powiedziałeś - Bywaj, Zokarze . Rudzielec nie mógł być tak ufny, zwłaszcza wobec takich person, więc odwrócił się na pięcie w stronę swoich rycerzy i zaczął powoli schodzić z tej górskiej ścieżki.- Niech Siedmiu czuwa nad wami! - Rzucił na odchodne, kierując się w stronę swoich koni. Sami rycerze obrócili się jak jeden mąż i zostawili swoje miecze w pochwach. No cóż, to nie był na pewno dzień, w którym obydwoje się zakolegują, zwłaszcza po tych niewyjaśnionych sprawach przybycia blondaska. Książę kazał strażnikom w Księżycowej Bramie mieć go na oku, a on sam ruszył w dół Doliny Arrynów na polowanie. Przy okazji niebieskooki odprawił modlitwę za czystość duszy Zokara, by ten nie okazał się szpiegiem w Dolinie. Jakby co...to powieszą krętacza.
avatar
Harry Arryn
Edd Cierpiętnik

Edd Cierpiętnik

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 28/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Zokar on Nie Sty 14, 2018 3:44 am

A jednak, brak wystarczająco dużego uroku sprawiał, że jego próby spełzły na niczym i to w dosłownym tego słowa znaczeniu! Nawet nie spodziewał się tak mocnych słów, które ewidentnie dotknęły prostego pastuszka, który przez pogłoski o terenach i zwyczajnym, prostackim języku o wspominkach dziadziunia, nie zaskarbił sobie przychylności Szlachetnie urodzonego Panicza.
- I nad Wami, Mości Książę! - wykrzyknął jedynie za nim, pełen zadumy odnośnie jego słów i reakcji na zwyczajne słowa chłopaka, który chyba nawet nieświadomie musiał palnąć nie to co trzeba. Czy było mu przykro na tyle, żeby czuł się wielce zrugany i wytknięty? Raczej ciężko było to stwierdzić, bowiem jego piwne głębiny nie wyrażały zbyt dużo emocji, choć ten ognik w ich kącikach jakimś sposobem wciąż się tlił.
Nad nikogo duszą się nie modlił, a w szczególności za swoją.
Być może był dziwny. Być może nawet nie panował nad swoją 'dziwnością', jednakże pewnym było to, że jego głupota, ciągnęła do siebie pewnego rodzaju nieczułość, którą również potrafił wykorzystać w odpowiednim momencie. Czy był to odpowiedni moment na wykorzystywanie obojętności, tego z pewnością nie potrafiła wybrać żadna z obecnych mu dusz, bowiem były to tylko kozy i Przybłęda. Psiak, który wpatrywał się w niego swoimi wesołymi i głupawymi oczami, merdał ogonem, jakby kompletnie nic go nie interesowało poza samym faktem, że może sobie trochę pohasać. Być może Zokar też powinien przyjąć taką pozycję? Przyzwyczajenie się do tej rutyny, która powinna spełniać wszystkie jego potrzeby. Tylko dlaczego w jego potrzebach był nadmiar ambicji, który cierpiał, kiedy tylko słyszał o tym, że ktoś mu nie wierzy? Dziwnym trafem obwiniał przez to swoje urodzenie, a raczej jego rangę, jakby całym wyjaśnieniem był brak szlachetnego rodu i zamku za plecami, bo przecież takiemu małemu Lordowi wierzyli wszyscy, to dlaczego on...
Odwrócił wzrok od schodzącego Arryna i powędrował dalej, ściągając przy tym kozy, które tradycyjnie, odpowiadały mu swoimi chybotliwymi głosami.

//zt.
avatar
Zokar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 29/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Cze 10, 2018 8:44 pm

26 kwietnia 336 AC

Wieść, która nadeszła, wstrząsnęła ludźmi z królestwa Arrynów. Z gór zeszły olbrzymy. Pola Doliny zostały spontanicznie zaatakowane przez te wielkie ogromne potwory. Świadkowie opisywali je jako prawdziwe monstra. Jedni twierdzili, że mierzyły po 30 stóp. Inni, że miały dwie głowy, a każda z nich ziała ogniem. Jeszcze kolejni że mają skrzydła i zaatakowali ich z powietrza. O ile w większość tych opowieści można wątpić, to trzeba było przyznać, że coś jest na rzeczy. Także liczba potworów nie była do końca znana. Pojedyncze raporty mówiły o ledwie kilku, niektórzy wspominali o całych legionach potworów. Jak jednak mówi ludowe porzekadło - nie ma dymu bez ognia. Coś z pewnością było na rzeczy i niewątpliwie ludzie oczekiwali jakiejś reakcji od króla Harrolda. Albo liczyli na bohatera jak z legend, który własnoręcznie je powali.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Nie Cze 10, 2018 11:22 pm

6 Maja Południe


Colin wraz z Rodgarem oraz kilkoma innymi rycerzami przybyli na pastwiska, na których podobno były widziane olbrzymy. Tak jak chciał książę Robin, Colin i Rodgar ruszyli by zbadać tę sprawe. Chociaż Colin samemu był dość sceptycznie nastawiony do tych pogłosek, to musiał posłuchać rozkazu swojego księcia. Wolał być teraz z nim, ale jak mus, to mus.
- To od czego zaczniemy, ser Rodgarze? Masz może jakiś plan, żeby się tym szybko zająć i wrócić do księcia Robina. - Samo towarzystwo ser Rodgara, nie bardzo się podobało Colinowi, ale przy tym też nie miał wyboru. Był zmuszony być z nim teraz i razem z nim szukać tych olbrzymów. Jedyne szczęście polegało na tym, że było jeszcze kilku innych rycerzy, w tym wesołym orszaku. W orszaku, który ma przynieść znów radość na ziemię tych ludzi, ludzi którzy widzieli olbrzymy.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Pon Cze 11, 2018 7:44 am

Rodgar nie polubił Graftona ani trochę. Był jakiś taki... miękki, młokosowaty i ani to wesoły, ani poważny. W ogóle cała ta jego kompania była zbiorowiskiem rozmaitości, ale cóż, zbierali kogo tylko mogli po drodze zebrać. Rodgar jeszcze raz spojrzał w tył, aby zobaczyć ilu to w zasadzie ich się zebrało do tej pory, ale oparcie miał tylko w cierpliwości ofiarowanej mu przez Siedmiu, bowiem własnych towarzyszy wysłał po konie i nakazał potem stawić się w miejscu, gdzie zbierać miała się armia Doliny. Najbardziej go drażniło to, że nawet nie było pewne kto tu ostatecznie dowodzi. Widać książę chciał sprawdzić ich zdolności przywódcze wystawiając ich przeciwko sobie i zobaczyć kto wyjdzie górą. Całe szczęście, ser Colin już na samym początku ustąpił Corbrayowi fragmentu pola, bowiem przy wszystkich zapytał go co robią, wyraźnie dając do zrozumienia że on sam nie ma pojęcia. Bardzo dobrze, niech inni widzą kto tu nadaje się na dowódcę. Grafton pytał od czego zaczną... Cóż, może tym razem nie będą to stosy, krzyże ani szubienice, przynajmniej nie od razu, ale Rodgar nie miał zamiaru być bardziej litościwy niż zwykle.
- Raz na zawsze wypędzimy stąd demony, ot co - powiedział krótko i zdecydowanie - Najpierw trzeba znaleźć kogoś lub coś, co powie nam do czego tu w zasadzie doszło. Na wszelki wypadek trzymajmy się jednak razem lub przynajmniej w większych grupach. Lepiej żebyśmy nie musieli na dokładkę jeszcze szukać trupów, a nawet jeśli będą to żębyśmy od razu mogli pochować je w uświęcony sposób. Kto wie jakie pułapki zastawiły tu te pogańskie bożki.


Mimo wszystko opowieści było tak wiele i tak nieskładnych, że Rodgar nie do końca dowierzał w kocopoły o olbrzymach. Najpewniej mieli do czynienia ze zbłąkanym plemieniem górali, chcącym mścić krzywdy swoich pomordowanych pobratymców. Skąd bowiem w Dolinie miały się wziąć olbrzymy, nie widziane na południe od Muru od tysięcy lat? Z drugiej strony Corbray słyszał opowieści, że olbrzymy powstają z kamienia oraz ziemi, a góry dookoła przez wiele lat opierały się już świętemu wpływowi Siedmiu i być może nie wypędzono z nich jeszcze duchów dawnych bóstw. Należało mieć się na baczności. Ciało jest słabe, tylko dusza jest nieśmiertelna, a Rodgar nie chciał by jego własną pochłonęła otchłań zatracenia.
- Nie ma co za dużo radzić, po prostu znajdźmy kogoś kogo osobiście wypytamy, a przy okazji rozejrzyjmy się za pierwszymi śladami. Nie wiem jak rozległe są te pastwiska. Tak jak mówiłem, póki możemy to trzymajmy się w zasięgu wzroku przynajmniej jednego z naszych, potem ewentualnie podzielimy się na jakieś grupy zwiadu. Nie wiemy też czego szukamy na dobrą sprawę, więc trzeba patrzeć na wszystkie dostępne ślady: odciski stóp na ziemi, połamane gałęzie i krzaki, powalone owce lub ludzi. Ewentualnie wypytać napotkanych, jeśli ktokolwiek jeszcze się tu kręci. Powiedzmy, że naszym punktem zbornym będzie ta bacówka - wskazał na jakąś ni to chatę, ni szopę - Spotkajmy się tam wszyscy gdy zbierzemy wszystkie tropy z tego rejonu, potem postanowimy co dalej. Chodź ze mną Grafton. Może spotkamy gospodarza, a jak nie to równie dobrze zaczniemy śledztwo od tamtej okolicy - nie zastanawiając się wiele dłużej, ruszył naprzód. Miał nadzieję, że nie uruchomi się duma żadnego z towarzyszących mu rycerząt, który poczuje się zbyt wysoki urodzeniem aby łazić po polach i czegokolwiek szukać. Z takimi jednak miał zamiar rozprawić się krótko. Najpierw groźbą, jeśli nie poskutkuje to karą. Książę Robin z pewnością nie będzie miał mu za złe, jeśli naprostuje wątpiących i nieposłusznych własnymi metodami.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Cze 14, 2018 12:44 am

Po drodze niestety nie znaleźli nikogo chętnego do polowania na olbrzymy. Widocznie wszyscy bali się legend o nich i nie chcieli narażać się w walce z takimi potworami. A szlaki prowadzące w tamte miejsca były też rzadko uczęszczane, nie wspominając, że większość rycerzy było z księciem Robinem. Jedynie ser Colin odnalazł trzech znajomych wędrownych rycerzy, którzy zmierzali do Dorzecza i ostatecznie zgodzili się im pomóc. Na poszukiwania w związku z tym ruszyli, poza wspomnianą czwórką, tylko Szubienicznicy.
Szczęśliwie nikt nie miał problemów z szlajaniem się po górach w poszukiwaniu olbrzymów. Raz, że był to rozkaz syna króla, czyli trzeba było go posłuchać. Dwa - pokonanie olbrzymów mogło przynieść nie lada chwałę. Toteż ruszyli w kierunku chatki lub na obchód terenu dookoła niej. I pierwszy etap poszukiwań nie skończył się dla nich zbyt pomyślnie. Chata była dawno opuszczona. Rycerze poczęli ją przeszukiwać, ale nie znaleźli niczego wartego uwagi. Poza może paroma książkami, zgniłym jedzeniem, narzędziamy domowymi i odrobiną biżuterii. Na zewnątrz z kolei poszukiwania były o tyle bardziej owocne, że odnaleźli trupy. Jednego pastucha i wokół stertę kości. Pastuch był już martwy. Szybko zorientowali się, że zginął od rany miażdżonej w głowę. Kości zaś należały do średniej wielkości zwierzęcia (lub zwierząt), a znajdowały się na nich jeszcze resztki mięsa. I te pozostałości, liczące może parę dni, były o wiele świeższe niż chata, porzucona ewidentnie z dziesiątki lat temu.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Czw Cze 14, 2018 11:58 am

Okolica okazała się być opustoszała, a chatka jeszcze starsza i nawet bardziej zapuszczona niż z daleka się wydawało. Kogoś tam jednak znaleźli. Trupa z głową tak zmasakrowaną, że zmiażdżoną niemal jak brzoskwinia na którą ktoś nadepnął, a obok niego stertę kości, sądząc po czaszce było to jakieś zwierzę. Rodgar obstawiał, że musiała być to owca, w końcu te były bardzo licznie wypasane na górskich halach. Po bliższych oględzinach widać było, że ciało pastucha leży i gnije już od kilku dni, pojawiły się bowiem plamy pośmiertne i wybroczyny, zaczynało też puchnąć i porządnie śmierdzieć. Szubienicznik skrzywił się z obrzydzeniem, nie miał za często do czynienia ze zwłokami w bardziej zaawansowanym stadium rozkładu. Część rycerzy, która przeszukała chatę zameldowała, że jedyne co tam pozostało to tylko zwietrzałe i stare ślady ludzkiej bytności.
- Weźmy biżuterię i książki, truposzom to już niepotrzebne. Oddamy je w pierwszym napotkanym sepcie na szczytną ofiarę - stwierdził pragmatycznie, w końcu lepsze chyba to niż żeby miało leżeć tu do końca świata. Z drugiej strony nie był złodziejem cmentarnym, żeby brać takie zdobycze dla samego siebie.

Corbray podrapał się w łysą głowę i pochylił niżej nad zwłokami pasterza. Chciał zobaczyć w jaki sposób zmiażdżono jego głowę. Czy był to cios jakiegoś tępego i ciężkiego narzędzia, jak na przykład potężnego młota, po którym rana byłaby bardziej precyzyjna jeśli tak można to określić? Czy może dokonał to jakiś bardziej rozłożony nacisk, który zdruzgotałby czaszkę i mózg na dość płaską miazgę. Patrzył też w jaki sposób ułożone było ciało. Czy może wyglądało to na atak z zaskoczenia na stojącego tyłem, czy może ktoś dopadł zastygłego w przerażeniu nieszczęśnika? Swoim towarzyszom polecił rozglądnąć się dokładniej za śladami na ziemi, połamanymi lub zgniecionymi trawami. Jeśli byłyby tu te cholerne olbrzymy, to ze swoim ciężarem zostawiłyby jakieś wyraźne ślady...
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Czw Cze 14, 2018 7:26 pm

W najbliższym terenie nie było żywego ducha. Ot co zwykła drewniana opuszczona chatka. Stała sobie spokojnie, na środku szczerego pola. Gdy się do niej wszedło, można było zauważyć, że od dawna nie była zamieszkana. Wystrój chaty, nie różnił się niczym od innych biednych chat, jakie Colin widział w swoim życiu. W samym budynku znalazło się trochę biżuterii i kilka książek. Na pułkach, można było również zauważyć przeterminowane jedzenie. Ser Rodgar postanowił przeznaczyć księgi oraz biżuterie, na rzecz jakiejś szczytnej ofiary w sepcie. No tak, przecież te rzeczy tylko się marnowały, więc czemu nie miał ich dostać jakiś septon? Następnie Colin wyszedł na zewnątrz, razem z resztą rycerzy. Cóż, spotkanie trupa ze zmiażdżoną głową to nie był dobry znak. Obok trupa leżała też masa kości, widocznie ten trup to pasterz, a kości to jego stado. Pokazywało to, że coś jest na rzeczy, przecież ten człowiek, nie zabiłby się sam.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Cze 17, 2018 10:32 pm

Rycerze ruszyli do poszukiwania dalszych śladów, podczas gdy Rodgar wraz z ser Harroldem Redwaterem patrzyli na zadane pastuszkowi rany. Rana była zdecydowanie miażdżona. Jej brzegi były mocno nieregularne, a w jej środku utworzył się silny krwiak. Czaszka była miejscowo zmiażdżona, a jej niewielkie odłamki były wbite naokoło. Redwater popatrzył z wyraźnym zdziwieniem.
- Wygląda jak cios od obucha. Tylko czym trzeba by walić, żeby takie szkody zrobić? - był zszokowany mocą uderzenia. Albowiem rana wyglądała zdecydowanie na zadaną za jednym razem. - I my mamy z czymś takim walczyć? Przejebane. - następnie spojrzeli dokładniej na pozostałe kości. Harrold rozpoznał je jako owcze, a było ich trzy. Na kościach pozostało jeszcze sporo mięsa. Było ono oderwane dość nieregularnie - jakby ktoś odrywał je gołymi rękami, tylko parę razy większymi od ludzkich.
Zaraz też wrócili ludzie szukający wskazówek. Znaleźli parę połamanych czy wyrwanych krzaków, które prowadziły ich dość nieprecyzyjnie w kierunku gór. Gór Księżycowych. Jakby nie mieli ich dość po ostatnich wydarzeniach... Warto też było się zastanowić nad tym, jak próbować walczyć z czymś tak wielkim i śmiercionośnym, skoro tak łatwo zabiło tego pastuszka.
W kierunku pobliskich gór można było się udać poprzez dwie wąskie kotliny (przez jeden płynął drobny strumień) lub próbować się wspinać na niezbyt jeszcze wysokie szczyty.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Nie Cze 17, 2018 11:17 pm

Wszelkie znalezione przez nich ślady wskazywały, że działo się tu coś niedobrego. Głowa zmiażdżona potężnym uderzeniem, owcze ciała rozdarte jakby ktoś łapczywie się na nich posilał bez oddzielania co lepszych części od byle kawałków skóry lub tłuszczu.
- Nasza wyprawa najwyraźniej obudziła demony tej przeklętej ziemi - Rodgar splunął i wykonał parę nabożnych gestów, jakby chcąc odczynić klątwy i uroki ciążące na tej krainie, która przez tak wiele lat znajdowała się we władaniu dawnych bóstw - Niedobre to wieści. Wracając jednak z pustymi rękoma odwrócimy się plecami do rozkazu księcia i naszego świętego obowiązku. Zajęcza skórka to najłagodniejsze z tego co nas wtedy może czekać... - Corbray pokręcił głową niechętny całej sytuacji. Z jednej strony ze wszystkich sił pragnął zdławić stare kulty i wyplenić bestie, których miejsce było tylko w legendach, nie zaś w świecie ludzi. Z drugiej strony jakąż mieli szanse w starciu z potężnymi olbrzymami? Ich masywnej pięści nie odbije żadna tarcza ani zbroja, a tylko prawdziwy mocarz byłby w stanie sam zranić ich przez ich grubą i zrogowaciałą skórę. Ostatecznie Szubienicznik zdecydował - W otwartej walce nie mamy najmniejszych szans. Z jednym może byśmy sobie jakoś dali radę, choć i tak zginęłaby pewnie co najmniej połowa z nas. A i to tylko może, bo być może wszyscy zostalibyśmy położeni pokotem... Naszą misję musimy jednak kontynuować, chyba że chcemy jak byle hołota i tchórze, umrzeć śmiercią krzyżową. Tak, kontynuować... Odnaleźć ich leże. Lub inny namacalny dowód na to z czym mamy do czynienia. A potem sprowadzić pomoc. Więcej rycerzy, septonów, zwiadowców.

Po wysłuchaniu sprawozdania z dłuższego zwiadu, Corbray znowu zamilkł na chwilę, analizując w myślach ich sytuację. Był może nieokrzesańcem i prostym człowiekiem, ale nie był też pozbawionym jakiegokolwiek pomyślunku głupcem.
- Jak wąskie są te kotliny? - zapytał rycerzy - Ile stóp szerokości, jaki grunt? Jeśli były zbyt wąskie lub zdradzieckie, raczej nie byłyby uczęszczane przez te bestie. To mogłaby być nasza szansa. Jeżeli jednak to właśnie tamtędy wypada im droga na te pastwiska... Wolałbym nie znaleźć się w takiej kotlinie naprzeciw idącego z drugiej strony giganta. Zastanawia mnie też ten strumyk. Każdy musi pić, czyż nie? Gdzie więc lepiej założyć swoje leże, jak nie tuż obok źródełka... - wszystko to było tylko domysłami, jednak od jakiejś wizji trzeba było zacząć - Z drugiej strony, kotlina może okazać się drogą w jedną stronę, a góry zapewniają dobry widok na okolicę... o ile nie są ograniczone wyższymi górami - Co sądzisz Grafton? I wy panowie? Jeśli mamy podjąć już jakąś decyzję, to lepiej niech każdy wyrazi swoją opinię, żeby potem nie było marudzenia...
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Cze 18, 2018 9:14 pm

Jon Tollett spojrzał na kotliny swoim bystrym wzrokiem, oceniając ich szerokość na odległość. - Z 20 jardów? Niezbyt wielkie, ale spokojnie da się przejść. Może i faktycznie tam są ich siedliska, ale chyba musielibyśmy to sprawdzić? Wracać do księcia bez dowodu... Jakoś mi się to nie widzi. - stwierdził, mówiąc cały czas spokojnym i rzeczowym tonem. Wszyscy inni poparli obu w mniejszym lub większym stopniu. Nikt nie miał zamiaru uciekać - wątpliwości pozostawione zostały jedynie jak to rozegrać. Lothor Shett, Jon Tollet, Harrold Redwater, Emmon Stone i jeden z wędrownych znajomych Colina zgodzili się z Corbrayem. Pozostali nie mieli ochoty czekać i chcieli sami rozprawić się z monstrami. Inny z wędrownych rycerzy chciał walczyć otwarcie z potworami, reszta gotowa była zastawić jakąś zasadzkę i zaatakować z zaskoczenia. Wszyscy zgadzali się jednak co do jednego - należało najpierw sprawdzić czym dokładnie to jest i zlokalizować tego siedlisko, a także nakreślić plan okolicy. Potem dopiero będą mogli układać dokładne plany działania.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Wto Cze 19, 2018 10:16 am

Z tego co udało się Rodgarowi policzyć po drodze, przynajmniej część z rycerzy poparła jego słowa. Z pogardą spojrzał na Graftona, który nie zdobył się nawet na szczątkowy komentarz. No cóż, jego problem. Skoro tak chce, no to będzie wykonywał rozkazy.
- Mi również - pokiwał głową skwapliwie na uwagę Tolleta o powrocie do księcia - Przystąpmy więc do jakichś konkretnych działań. Mam pewien plan. Zamiast łazić po górach i szukać tych bestii, spróbujmy je tutaj z powrotem sprowadzić i przynajmniej przekonać się z jaką gromadą mamy do czynienia. Wykorzystajmy te resztki po owcach i narąbmy drewna, nazrywajmy jakichś ziół jeśli mięso jest już przegniłe, a nawet i bez tego, żeby było bardziej aromatyczne. Rozpalimy w kominku tego domostwa i wrzucimy coś na ruszt lub do kociołka. Być może olbrzymy wrócą tu czując zapach strawy i widząc światła - Rodgar rzucał na głos każdą propozycję, bowiem wychodził z założenia że im więcej pomysłów tym lepiej - Jeśli tak, to zdecydujemy czy próbujemy się z nimi zmierzyć, czy może tylko wyśledzić ich leże. Możemy też pozastawiać pułapki, na przykład jakiś wilczy dół, choć wtedy musielibyśmy nastrugać sporo grubych pali i srogo się nakopać. Należałoby też dokładnie zapoznać się z okolicą, by wiedzieć gdzie w razie czego możemy szukać dobrych kryjówek. Wciąż pozostaje też kwestia uzbrojenia... Do diabła, na takiego olbrzyma to przydałby się co najmniej porządny arbalest lub nawet skorpion. Zna się któryś na rzemiośle? Być może jelita tych owiec zdałyby się na cięciwy, jeśli nie to mam chyba zapas konopnego sznura i stalową linkę. Pociski zrobiłoby się z porządnie zaostrzonych palików, mechanizm naciągu albo dla paru chłopa albo jakimś zmyślnym kołowrotem lub dźwignią. Reszta konstrukcji nie musiałaby być skomplikowana i specjalnie trwała. Ważne żeby miała dostatecznego kopa i wytrzymała te parę strzałów. To tyle jednak jeśli idzie o moje talenty inżynierskie... Generalnie wszystko to wymaga czasu, dlatego albo należy wybrać część pomysłów, albo wstrzymać się z wykonywaniem sedna naszego planu tej nocy i przeznaczyć nań dwa dni. No albo udać się w góry.

Niezależnie od dalszych postanowień, Corbray stwierdził że razem ze swoimi Szubienicznikami udasię na zwiad po okolicy w poszukiwaniu dalszych śladów i ewentualnych zasobów do wykorzystania. Starali się trzymać w zasięgu wzroku przynajmniej jednego z pozostałych, co może zawężało nieco obszar ale przynajmniej gwarantowało, że nie będą musieli szukać siebie nawzajem ani dwa razy przeszukiwać tego samego rejonu. Grafton i reszta mogli zacząć realizować inne fragmenty planu o ile zdobył on posłuch, opracować jakieś jego modyfikacje lub całkowicie inną wizję lub również się rozdzielić. Punktem zbornym pozostała bacówka. Po zwiadzie Szubieniczników mieli się tam spotkać i ostatecznie stwierdzić, czy wykonują plan Corbraya czy udają się na aktywne poszukiwania w górach.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Wto Cze 19, 2018 7:53 pm

Rozmyślania, od znalezienia truchła Colin rozmyślał, czy to mogą być naprawdę olbrzymy. Może jednak było to coś innego, może ktoś chciał, żeby tak to wyglądało? Przez swoje rozmyślania, Colin nawet nie usłyszał, jak Rodgar mu zadawał pytanie. Jednak w końcu przestał rozmyślać, słuchał już Rodgara. Jego długiej wypowiedzi.
- Dobrze, ja jestem za tym, żeby pozostać w chatce. Masz racje sir Rodgarze, lepiej zaczekać na nich, niż chodzić teraz po górach i ich szukać. Skoro już raz tutaj przybyły, to na pewno trafią tu znów ponownie. - Jeśli chodzi o szykowanie mięsa, Colin postanowił nie komentować tego. Na pewno jednak nie jadłby mięsa. Wolał już być głodny, niż ryzykować zatrucie. Będąc głodny, mógł walczyć. Potem przyszedł temat co zrobić. Czy z nimi walczyć bezpośrednio, a może zostawić jakąś pułapkę? Pomysł zrobienia skorpiona też nie był zły, ale jednak trwało to by za długo oraz Colin wątpił, że ktoś znał się na ich budowie.
- Uważam, że stworzenie wilczych dołów, to będzie najlepszy pomysł. Chociaż jeśli ktoś uważa inaczej, może powiedzieć. - Gdy już inni wyrazili swoją opinię lub nie wyrazili jej, Colin wraz z pozostałymi rycerzami ruszyli po drewno. Co do rozmieszczenia dołów, Colin miał to jeszcze przegadać z Rodgarem i jego ludźmi, gdy wrócą ze zwiadu.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Cze 23, 2018 4:03 pm

Wszyscy wysłuchali w spokoju propozycji Corbraya. W zasadzie wszyscy się z nim zgodzili, co niektórzy mieli najwyżej uwagi co do detali. Zaczął Redwater:
- Mięsa nie jest aż tak dużo, a i faktycznie wygląda na stare. Nie lepiej spróbować coś upolować? Wtedy może chętniej się pojawią te potwory. - swoją opinię postanowił także wygłosić Emmon z Paluchów. - Kopanie dołów chwilę pewnie zajmie, ale jakiejś sensownej alternatywy chyba nie mamy. - stwierdził. Zaraz też zawtórowali mu Jon Tollet i jeden z wędrownych znajomych Graftona. Wszyscy się też przyznali, że nikt nie potrafi konstruować skorpionów - a szczególnie w warunkach polowych. -Boję się jednak, że i tak dojdzie do jakiejś walki. Sam dół może nie złamać tego, jeżeli byłaby to jakaś straszliwa bestia. - w tym też czasie sam jeden Boros Stone wyraził obawy co do przedsięwzięcia. - A może jednak wrócić do księcia Robina? Sprowadzimy posiłki... - zawtórowało mu dwóch wędrownych Colina. Zaraz jednak ohukał ich Lothor Shett. - Bez dowodu? Co z Wami? Oczywiście, że nie! Ja bym poszedł w góry szukać ich legowiska. Też nie chcę ginąć w walce z... tym czymś, ale musimy najpierw wiedzieć co to jest, żeby sprowadzić posiłki. - zgodził się z nim jeszcze Gyles Stone. Swoją mową wyraźnie przekonał Borosa, który także się na końcu z nim zgodził.

Tak czy inaczej ruszyli w podróż. Mogli wreszcie zrobić dokładny ogląd okolicy. Oprócz wspomnianych wcześniej gór sytuujących się na północnym zachodzie, polana z bacówką była gęsto otoczona lasami. Otaczały one ją od północy i południowego zachodu. Na południowy wschód znajdowały się polany, które powoli opadały do nizinnych rejonów doliny. Corbray poruszał się powoli, razem ze swoimi Szubieniczkami. Jakichś szczególnie dużych śladów nie znaleźli. Ot - jakieś kolejne połamane gałązki i tyle, podeptane czasem liście, albo krzaki, jedno przewrócone przypadkiem drzewo... Na końcu Emmon z Paluchów przywołał swoich kolegów, albowiem znalazł jeszcze coś, co mogło ich zainteresować. Ranną wilczycę z trzema szczeniętami. Matka nie mogła się za bardzo ruszać, a młode, choć wyglądały zdrowo, były chyba przestraszone i za słabe, by samemu przeżyć. Rana wilczycy znajdowała się w jej boku, a była to zdecydowanie rana cięta - zadana jednak od czegoś mniejszego, jak nóż. Mimo tego zdawała się być jeszcze żywa. Ciało w tej okolicy gniło już, co wskazywało, że była unieruchomiona przynajmniej kilka dni. Szczenięta zaś miały koło siebie kawałki, mocno już poobgryzanego od brzegów, mięsa.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Wto Cze 26, 2018 10:28 am

- W sumie racja - pokiwał głową na słowa Redwatera. Mięso owcze nie wyglądało zbyt zachęcająco, a faktycznie było go już raczej mało. Ponadto... Jeśli zapach mięsiwa nie sprowadzi gigantów, to zawsze będą mogli zjeść je sami, nie naruszając w ten sposób swoich zapasów - Gdy zakończymy zwiad i ustalimy co robimy, to najwyżej ponownie się podzielimy, z tym że jedni zajmą się kopaniem lub rąbaniem drewna, inni - polowaniem...

Wynikła mała rozmowa, w której ostatecznie stanęło na tym, że nie wracają się do księcia Robina bez niczego. Rodgar był bardzo zadowolony. Cieszył się, że los nie zbratał go z ludźmi małej wiary. Cóż tu więcej było dywagować? Cokolwiek nie postanowią, warto wiedzieć więcej o okolicy, dlatego Szubienicznicy zostawili Graftona i jego drużynę by rąbali drewno, które tak czy inaczej się przyda, sami zaś ruszyli na zwiad po okolicy.

Warto było poznać samo ukształtowanie terenu i ich otoczenie, by przynajmniej stwierdzić skąd jeszcze mogą nadejść giganci. O ile ostatecznie byli to giganci, choć widok tak zmasakrowanych owiec i pachołka raczej dał do myślenia Rodgarowi. Poza tym natrafili na wywrócony w dziwny sposób drzewo. Corbray wątpił by powalił je chcący się odlać pachołek, a ślady nie wskazywały na żadną wichurę. Już mieli wracać, gdy wtem Emmon skrzyknął ich do siebie, krzycząc że coś znalazł. Kolejne zwłoki? Gigancie ślady?

Okazało się, że była to wilczyca ze szczeniętami. Matkę powaliła jakaś rana, widać wyraźnie było krew którą nasiąkła jej sierść oraz gleba wokół, jednak nie była tak zmasakrowana jak pastuch i jego stadko. Co więcej, wciąż dyszała ona, choć też ledwo. Mimo to Corbray pochylił się bez strachu, bo wydawała się nie mieć sił na stawianie oporu. Jej rana była... dziwna. Za mała by mogła być zadana nożem, a jednocześnie na tyle głęboka by obalić na ziemię. Wybroczyny wskazywały, że od bardzo długiego czasu nie ruszała się.
- Co do wszystkich diabłów? - Rodgar nie wiedział już co o tym myśleć. Jaki drapieżnik mógłby powalić wilka takim precyzyjnym, a jednocześnie mało szarpanym cięciem? Gdyby zrobił to niedźwiedź, rozwlókłby zwłoki i pewnie trochę podjadł. Ptactwo raczej zadowoliłoby się porwaniem szczeniaka, a nie atakowaniem dojrzałego osobnika. Chociaż w sumie, kto powiedział że to był drapieżnik? Może było to dzieło desperacko broniącego się roślinożercy... Tak czy inaczej, nie było co chyba zostawiać wilczycy w takim stanie - Jak tylko skończymy nasze oględziny, trzeba będzie ją dobić. Niech się nie męczy - gdyby to był poganin lub banita, to pewnie Rodgar z rozkoszą patrzyłby na jego bolesne katusze. Paradoksalnie do zwierzęcia czuł namiastkę litości. Trzeba będzie też pomyśleć co zrobić ze szczeniakami... Tymczasem jednak należalo ostatecznie ustalić czy to co widzieli było w jakikolwiek sposób związane z celem ich wędrówki, czy było przypadkowym spotkaniem z okrucieństwem natury.

- Co sądzicie? - zapytał innych, którzy też już od pewnej chwili razem z nim obserwowali a to ranę, a to rozrzucone dookoła mięso - Jak dla mnie nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka, ale może dostrzegacie coś więcej?
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 2:26 am

Wszyscy Szubienicznicy powoli zeszli się do "miejsca zbrodni". Po ich minach widać było, że i oni nie wiedzą co się tu dzieje. Harrold jako pierwszy postanowił podjąć jakieś działanie i spojrzał na mięso, które leżało koło młodych szczeniąt. Podniósł jeden z jego kawałków, , obejrzał dokładnie. Nawet powąchał go i nawet spróbował, by sprawdzić smak. - Owcze. Zdecydowanie owcze mięso. - stwierdził. W ślad za nim poszedł także Jon Tollet, doglądając rany wilczycy. - Nóż jak nic. Albo pazur jakiegoś zwierzęcia, choć musiałoby być inteligentne, by zrobić je tak precyzyjne... -   zawahał się. Mimo wszystko wersja z nożykiem wydawała się bardziej prawdopodobna. Spojrzał na wilczycę, która ewidentnie przeżywała katusze i, w akcie łaski, poderżnął jej gardło. Redwater objął wszystko wzrokiem i stwierdził: - Moim zdaniem na pewno ma coś związanego z naszą sprawą. Jagnięcina, kiedy widzieliśmy tam owcze kości? Nie wierzę, że to przypadek! - zaraz też pozostali mu przytaknęli. To wszystko wyglądało na zbyt podejrzane. Tak samo jak wcześniej zauważone przewalone drzewo niedaleko. Jon kiwnął głową w stronę szczeniąt i spytał Corbraya: - Chyba można wrócić i podzielić się naszymi odkryciami. Tylko co w końcu z nimi zrobimy?
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2014
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Pią Lip 06, 2018 7:05 am

- No to mamy winowajcę rozwleczonej owcy - osądził Rodgar szybko. Po innych zwierzętach śladu tutaj nie było, a przecież wilki nie wędrowałyby z kawałkami mięsa kilkanaście mil przed konsumpcją - Ale do jasnej cholery, co z rozsadzonym łbem tego pachołka? Tego już na pewno nie dokonała wilczyca - sytuacja stała się nieco mniej klarowna. Teraz musieli uwierzyć, że coś zlazło z gór i zabiło pachołka, oszczędzając jego owce, które potem niestrzeżone padły łupem wilków. No bo co innego? Olbrzymy zaskoczyły pachołka gdy ten rozpaczał nad powalonymi owcami? A do siedmiu piekieł z tym domyślaniem się, warknął do siebie Corbray w myślach. On był od robienia mieczem, a nie od myślenia. Wstał i pokiwał głową słysząc słowa Tolletta - Dobra panowie, Jon ma rację, wracamy pod bacówkę i tam rozstrzygniemy co dalej. Po tych śladach nic się nie domyślimy. A co do nich... - spojrzał na szczenięta z wyrazem lekkiego dylematu na twarzy. Co niby mieli zrobić? Z jednej strony to zwierzęta i Rodgar nie znał się na tresurze, z drugiej jakby tak jednak udało się takiego oswoić, jakimże przydatnym pomocnikiem byłby przy ściganiu banitów! - A weźmy je. Najwyżej zostawimy przy tamtej chatce i sobie zdechną tam, a jeśli nie to może właśnie dorobiliśmy się porządnego "psiska" - podniósł jednego szczeniaka za kark, choć oczywiście nie za mocno i przytrzymał opierając na swoim ramieniu, po czym raźnym krukiem ruszył z powrotem.
- No i jak tam Grafton? - powiedział po dojściu na miejsce i surowym wzrokiem rozejrzał się by ocenić, co zdążył zrobić ze swoją połową kompani - U nas nic poza martwą wilczycą i paroma połamanymi gałązkami. Tylko te diabły lasu wiedzą co tu się dzieje, ale my te diabły lasu wkrótce przechytrzymy i wygnamy do siedmiu piekieł...
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Pią Lip 06, 2018 3:05 pm

Colin wraz ze swoimi znajomymi ruszył do lasu po drewno. Podróż nie była zbytnio ekscytująca, narąbali drewna na pale, założyli je na konie i przyprowadzili do chatki. Zaraz po tym, Colin zaczął rozpalać ogień. Mieli przecież teraz sporo drewna. A powoli zbliżała się noc. Do chatki natomiast wrócił Rodgar oraz jego fanatyczni towarzysze.
- Byliśmy po drewno, było bardzo ekscytująco, najpierw dojechaliśmy do celu, a potem nie uwierzysz, zaczęliśmy rąbać i na sam koniec, wróciliśmy z drewnem. - Powiedział ironicznie, na sam koniec rozszerzając swoje oczy. Był po drewno, chociaż wolał bardziej machać mieczem niż siekierą, a ten spodziewał się, że co? Może myślał, że już po wszystkim, że Colin i jego znajomi zabili te olbrzymy. - Znaleźliście wilczyce? No cóż, nie można tego nazwać zwycięstwem, bo szukamy olbrzymów, jakbyś zapomniał. - Prychnął na koniec, a następnie obrócił się do kominka, gdzie zaczął grzebać kijem w ogniu.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Sob Lip 07, 2018 11:31 am

Słysząc odpowiedź Graftona, Corbray spojrzał na niego nieco podirytowany. Po chwili jednak uśmiechnął się krzywo. Cóż to, czyżby mlekonos nabierał animuszu? To i dobrze, może będzie z niego jakiś pożytek. Choć rzecz jasna, obelgi nie mógł tak zupełnie puścić płazem.
- Patrzcie go, jaki drażliwy - mruknął do swoich towarzyszy i zarechotał - Wypisz, wymaluj baba w ciąży. Uważaj Grafton na siebie i odżywiaj się zdrowo, żeby nie ucierpiało twoje panieńskie lico i pędrak wyrósł silny.

Następnie, wielce usatysfakcjonowany swoją ripostą, spojrzał na drewno jakie narąbali ludzie Colina, próbując ocenić na ile im się przyda taka ilość. Rycerze nie byli drwalami i nie machali siekierami jak wirtuozi leśnictwa, ale byli rosłymi chłopami więc spodziewał się, że jednak trochę tego powinno być. Następnie postawił swojego małego wilczka na ziemi w kącie. Cholera wie co go tknęło, żeby wziąć te szczeniaki. A nuż sobie jednego przygarnie? O ile jakoś je wykarmią, w sumie Rodgar nie wiedział czy już mogą żywić się mięsem, czy dalej oczekują mleka matki. W ostatecznej ostateczności można będzie je zjeść i tyle! Wskazał swoim towarzyszom by, o ile również wzięli po szczeniaku, postawili je wszystkie obok tamtego pierwszego.
- Dobra, Grafton. Widzę, że wziąłeś się za ogień to możesz przy nim zostać i ugotować strawę, jak przystało na dobrą niewiastę - spojrzał na niego z paskudnie złośliwym uśmiechem - A tak poważnie to zajmijcie się ostrzeniem tych palików. Jeśli chcemy nakopać wilczych dołów, trzeba upewnić się że przynajmniej zranią te bestie. My zaraz dokładniej rozejrzymy się jeszcze wokół tej chatki i opracujemy ostateczny plan działania. Proponuję tę noc spędzić po ciemku na przygotowaniach i dobrze się wyspać, a następny dzień dokończyć wszystko i spróbować zwabić tutaj olbrzymy. Czyli już normalnie zapalimy w kominku na dłużej, żeby światło domostwa niosło się na okoliczne góry, a sami rozstawimy by godnie przyjąć ewentualnych gości. Jeśli nie przylezą, to sami po nie pójdziemy dnia następnego i już. Lepszej opcji nie widzę...
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Colin Grafton on Sob Lip 07, 2018 7:15 pm

Gdy usłyszał słowa Rodgara, od razu zagryzł zęby. Pierwsza myśl, jaka mu przyszła do głowy, to żeby zajebać skurwysyna. Jednak musiał zachować spokój, nie chciał pokazać, że te słowa go w jakimś stopniu zabolały.
- Nie bój się, moje lico nie ucierpi. - Powiedział lekko zdenerwowany. Zaczął mocniej grzebać patykiem w ogniu, przemieszczając już mocno spalone drewno. Co on sobie myślał, no cóż, może Colin był nieco ironiczny, ale to była istna obraza. Głodny, a do tego jeszcze obrażany. Wypadałoby się jakoś odgryźć Corbrayowi, ale aktualnie Colin nie miał żadnego pomysłu. Natomiast Rodgar znów zaatakował. Colin się zdenerwował, stwierdził, że ta zniewaga krwi wymaga. Wstał, Grafton wstał, już zaczął rękę wyciągać, by uderzyć Corbraya. Wtedy jednak zauważył małe wilki w rogu pomieszczenia. Nie spuszczał z nich wzroku, a następnie oblizał swoje usta.
- Może jednak nie jest bezużyteczny, na jakiego wyglądasz. Podaj mi szczenięta, a zrobię ci takie danie, że aż ci zęby wypadną. - Wcale nie miał zamiaru ich zjeść, jednak skoro Rodgar ich od razu nie zabił, to musiały coś dla niego znaczyć. Był to tylko ruch po to, by zdenerwować Corbraya. - Dobrze, skoro chcesz, to idź na ten spacer, a my zajmiemy się struganiem drewna, ser dowódca. - Zrobił wyraźnie sztywny ukłon.
avatar
Colin Grafton

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 22/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Rodgar Corbray on Pon Lip 09, 2018 9:06 pm

Corbray wyszedł jeszcze raz na zewnątrz bacówki ze swoimi Szubienicznikami i po raz ostatni przed nadejściem nocy rozejrzał się po najbliższej okolicy. W głowie starał się opracować plan na jutro, choć... W głębi duszy zaczynały płonąć jego grzeszne pragnienia. Towarzystwo rosłych mężczyzn, odległość od cywilizacji i widok pięknej krainy, którą już prawie oczyścili z pogańskiego plugastwa i oddali pod władzę Siedmiu. Ścisnął swoją pięść, próbując wypędzić z siebie myśli nie związane z celem ich misji, choć w okolicach pasa czuł już ciasnotę. Po krótkiej rozmowie ze swoją drużyną, stwierdził że najlepiej będzie rozpalić ogień w bacówce, ale schować się raczej w jej najbliższej okolicy, by w razie jeśli ich przeciwnicy przyjdą i będzie ich zbyt dużo, to żeby móc bezpiecznie się schować. Jeśli zaś okazało by się, że mają jakiekolwiek szanse, mieli uprzednio podzielić się na grupy zadaniowe. Ci którzy mieli obejście z łukiem i kuszą mieli szyć w bestie z bezpiecznego ukrycia w cieniu, inni mieli zwabić je do wykopanych wcześniej wilczych dołów. Ostatnia grupa z najlepszymi wojownikami miała dobić olbrzymy lub po prostu znienacka zaatakować je od tyłu, zbrojna w ciężką broń lub włócznie. A jak mieli zamiar zwabić olbrzymy? Ostatecznie stanęło na próbie upolowania zwierzyny. Nawet jeśli mięso ich nie zwabi, to przynajmniej będą mieli od razu pieczyste i nie będą musieli naruszać zapasów. Jeśli zaś zwabi, to być może poucztują dla uczczenia swojego zwycięstwa... Na polowanie miało udać się dwóch lub trzech najlepszych łuczników z przykazem, aby oszczędzali strzały. Reszta w tym czasie miała ostrzyć paliki i kopać wilcze doły w miejscu gdzie mieli zamiar wciągnąć olbrzymy w zasadzkę. Na ich dnie mieli zakopać owe paliki, ewentualnie podsypać jeszcze ostrymi kamieniami. Jeśli ziemia okazałaby się zbyt twarda, cóż, zostawała broń konwencjonalna... A zamiast wilczych dołów można przynajmniej zrobić jakąś barykadę z palików.

Tej nocy Rodgar przykazał by zgasić ogień przed zmrokiem, by nie zwrócić na siebie przedwcześnie uwagi. Z rosnącym brzemieniem grzechu w spodniach wrócił do domostwa by odbyć codzienne wypędzanie z siebie ciążących w nim przewin. Ludzie Graftona mogli obserwować codzienny prawie rytuał, w którym Corbray i jego Szubienicznicy rozebrali się do pasa. Każdy z nich nosił na sobie symbole Siedmiu wycięte lub wypalone żelazem, a najwięcej sam przywódca, który nosił wielką siedmioramienną gwiazdę na plecach. On też wyciągnął kańczug z metalowymi kulkami, którym w akompaniamencie modłów i cichych śpiewów jął biczować się klęcząc gołymi kolanami na nierównym klepisku. Był dzisiaj łagodniejszy dla siebie niż zwykle, by zachować siły na jutrzejszą walkę, ale mimo to bardzo mocno czuł wymierzane sobie razy. Zasługiwał na nie. Potrzebował ich. Wraz ze świętością przelewaną w niego przez Siedmiu, uciekały z niego jego nikczemne myśli, a ból otrzeźwiał lubieżne zmysły naprowadzając je na proste ścieżki. Dość makabryczne widowisko skończyło się wraz z ostatnią modlitwą do Nieznajomego, wcześniej przechodząc przez litanię zawołań do każdego z obliczy Siedmiu.

Potem Szubienicznicy ubrali się ponownie by być w gotowości i poszli spać, choć jeden z nich, poczynając od Corbraya, a potem przez każdego z kolei idąc, miał pełnić wartę przez cały czas, by nic nie zaskoczyło ich we śnie.
avatar
Rodgar Corbray

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 07/05/2018

Powrót do góry Go down

Re: Górskie Pastwiska

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach