Karczma "Czarna Pochodnia"

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Atlovart on Sob Sty 06, 2018 12:07 am

***

Dwupiętrowy budynek mieszczący się w jednej z średnio zamożnych dzielnic już z poziomu ulicy przyciąga uwagę swym balkonem na pierwszym piętrze i regularnie odmalowywanym szyldem przedstawiającym czarną, zapaloną pochodnię, a wszystko na białym tle. Przed wejściem do środka w oczy rzuca się tablica ogłoszeń zwykle w połowie zapełniona różnymi pergaminami.

Gdyby przekroczyć próg w późnych godzinach, wnętrze oświetlone byłoby kilkoma lampami, rzucającymi przyjemny i kojący blask. Meble i dekoracje trzymają się w kolorach bieli, czerni i czerwieni. Parter zagospodarowany jest następująco - przez całą prawą ścianę ciągnie się długie siedzisko w nią właśnie wkomponowane, a przed nim dwa długie stoły uzupełnione krzesłami z drugiej strony; w centrum zaś prym wiodą trzy średniej długości stoły z ławami po obu stronach i dwa mniejsze stoliczki z krzesłami, zaś wszelkie siedziska obite są czerwonym materiałem komponującym się z cegłami i ciemnym drewnem mebli. Naprzeciw wejścia znajduje się kontuar szeroki na jakieś dwanaście stóp, zaś za nim widnieją drzwiczki do kuchni połączonej z magazynem skąd unoszą się nęcące zapachy. Jeśli zaś od razu po wejściu skręcić w lewo, od razu trafia się na schody prowadzące na wyższe kondygnacje, zaś przestrzeń pod schodami jest zabudowana i znajduje się tam wygodne, choć zamykane często - i dość szczelnie - przejście do piwnicy. Na parterze, niejako w środku lewej ściany znajdują się drzwi prowadzące do stajni wyposażonej w osiem boksów, zaś w samym rogu karczmy znajduje się obowiązkowy kominek. Jest też gdzie ruszyć za potrzebą.
Piętro pierwsze to cztery dwuosobowe pokoje i dwa jednoosobowe. Każde wyposażone wedle wysokich standardów. Na piętrze drugim znajdują się dwa dwuosobowe pokoiki dla stałych gości, pokój właściciela oraz zajmująca resztę powierzchni sala wyposażona w balkon. Znajduje się tam kilka siedzisk, sporo dekoracji, w tym wazy z owocami na dwóch stoliczkach, kredens z alkoholami i dwa obrazy oraz - co chyba najważniejsze - wielkie łoże z baldachimem, zaś na suficie wymalowane jest ogromne czarne słońce na białym tle. 

W budynku pracuje zwykle pięć osób - barman, kuchcik oraz średni wiekiem chłopak odpowiedzialny za stajnie i pomagający czasem w kuchni oraz dwie młode i urodziwe panienki obsługujące gości. Ostatnia wymieniona trójka utrzymuje także pokoje w należytym porządku.
Serwowane tutaj trunki, czy jadło sięgają najwyższych standardów; dostępne są na zamówienie dania godne królewskiego stołu, za sprawą fachowego kuchcika. Wybór alkoholi w głównej mierze ogranicza się do ciemnego piwa, rumów i win wszelakich, łącznie z dornijskim, czy arborskim.


Miejsce to jest stworzone jako trzecie z kolei w sieci przybytków i można mówić o kilkuletniej tradycji prowadzenia biznesu przez obecnego właściciela. 

Nie trzeba objaśniać, że dyskrecja jest tu w pełni zachowywana. 
avatar
Atlovart

Liczba postów : 120
Data dołączenia : 23/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Sty 06, 2018 3:44 pm

18 lutego 336AC

Królewska Przystań była dużym miastem i karcz oraz tawern był w niej dostatek. Toteż nowy przybytek "na każdą kieszeń" nie wzbudził wielkiej furory w dawnej stolicy kontynentu. Właściciel nie musiał jednak obawiać się braku przypływu pieniądza i problemów z utrzymaniem. Czarna Pochodnia miała gości i funkcjonowała jak należy, jednak nie wyróżniała się pod względem zainteresowania spośród tłumu innych podobnych sobie lokali. Wchodząc do środka dało się zobaczyć gości popijających piwo przy stolikach lub raczących podniebienia specjałami kuchcika, a wędrując do pokoju dało się usłyszeć pochrapywanie podczas mijania niektórych drzwi, karczma nie była jednak wypełniona po brzegi czy też oblężona. Z pewnością istnieją sposoby na zwiększenie jej popularności. Zwłaszcza, że dbałość o budynek i obsługę wraz z porządnym wystrojem były stabilnym punktem wyjścia. Pozostawało śledzić rozwój interesu.


Maester
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 13, 2018 10:06 pm

Poranek - 6 Czerwca 336 AC

Zwinęli oni na spokojnie swój obóz niedaleko Królewskiej Przystani, po czym ruszyli w drogę. Rycerz przez tak krótką drogę, nucił sobie pod nosem słynną rycerską pieśń. Często ostatnimi czasu zdarzało mu się nucić, w końcu przez dwa miesiące jeździł tuż obok barda z Lannisportu, więc robił to z przyzwyczajenia. Głos Arjana był basowy i niski, przez co miało to dość ciekawy wydźwięk, dodatkowo samo burczenie nieźle mu szło, co prawda trubador z niego żaden, ale nie przejmował się tym. Cóż może być piękniejszego, nad rycerza rycerskiego?! Czasem było słychać słowa, czasem też nie. Mimo to, było widać, że Żółw jest w dobrym humorze, w końcu miał okazję trochę powalczyć, a nawet druha z dawnych lat spotkał, więc bardzo udana podróż. Nareszcie na horyzoncie zaczęły się pojawiać znaki Królewskiej Przystani oraz Czerwonej Twierdzy.Wtedy przerwał nucenie i splunął na prawy bok drogi w trawę. Ileż on by dał, by móc w dzień podbicia tej dziury być obok i to widzieć, jak Smoki uciekają przez siłą szalejącej burzy. Furia jest nasza. Przypomniał sobie z uśmiechem Estermont, znane zawołanie rodowe.
- Podobno tak rozgromiliśmy ich w polu, że jaszczur zwiał za morze do serojadów z Essos, haha! - Rycerz ułożył pancerną pięść na lewym biodrze. - Że akurat nas nie było!
***
Wjechanie miasta, nie należało do najprzyjemniejszych. Smród stolicy grał na nosie, tłoki na ulicach i w dodatku ten hałas. Niebywałe, że tyle ludzi może mieszkać w jednym miejscu. Estermont w końcu wraz z drużyną zeszli z koni i ruszyli pieszo przez ulice Królewskiej Przystani, pilnując się od znanych tutaj kieszonkowców. Przechodząc obok jednego żebraka, olbrzym wynalazł dwie srebrne monety na jego drewnianą michę. - Wypij moje zdrowie, dziadku. - Może Arjan należał do tych bardziej brutalnych rycerzy, ale zawsze dawał daninę takim ludziom, co mogło wywołać uśmiechy wśród pobliskich. Olbrzym przystał raz i zagadał kowala przy ulicy, gdzie to mogliby się oni zatrzymać na noc, popić i zjeść coś dobrego, gdzie usłyszał, że karczm sporo, ale najbardziej poleca on Czarną Pochodnię. Także tam ruszyli, znajdując dość ciekawy lokal. Zostawili oni konie swoim gierkom na podwórzu, a samemu ruszyli grupą do środka. Obwarowali oni swą sporą ekipą jeden ze stołów, po czym mężczyzna zakrzyczał do karczmarza unosząc przy tym rękę do góry.
- Piwa karczmarzu! I dobrego jadła dla nas i konie po podróży są! - Spojrzał tak na Alrana. - Mam nadzieję, że nie dają tutaj tych żółtych szczyn, tylko ciemne pieniste, heh.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arlan Connington on Wto Sie 14, 2018 12:50 am

Arlan wiele oczekiwał po swojej pierwszej wizycie w stolicy, lecz na pewno nie tego, że będzie musiał co jakiś czas przysłaniać nos od smrodu, jaki tutaj panował. Bezmiar ulic zdawał się go przytłaczać, lecz zatrzęsienie historii zawartej w tych murach oraz mnogości tłumów, które mijał, oddziaływały znaczniej na jego fascynacje. Nie mógł oprzeć się tutejszym spojrzeniom pań, tak egzotycznych jakich jeszcze w swoim życiu nie widział. Choć próbował robić poważną minę, na nic zdawała się tutaj doniosłość. Wpływali w istne morze tutejszej kultury, jako nic nieświadomi goście. I fakt, skradali spojrzenia. Przyciągali uwagę, dlatego też zdecydowali się iść pieszo i prowadzić konie za uzdy. Byleby jak najszybciej dotrzeć do jakiegoś miejsca spoczynku nim ktoś postanowi zwrócić ich uwagę.
- Żal. Żal, że nie zdobywaliśmy tego miejsca z królem. - Żałował tak na prawdę chwały, która przeszła obok jego nosa, kiedy to użerał się z dornijskimi wieśniakami zbolałymi głodem tak, że decydowali się napadać na karawany, które przysięgał bronić. Podróżując krótko z Arjanem zdazył zauważyć, że był to człek wielkiego honoru i czy tego chciał, czy też nie. Miał serce i litość w oczach zmęczonych widokiem śmierci. Miasto to było pełne zachwytu, piękności ale także brudu, biedy i smutku. Kiedy jedna z dam do towarzystwa chwyciła go za ramię, odwrócił od niej wzrok i szepną.
- Później....
***
Karczma wydała mu się dostatecznie dobra. Panował w niej zaduch od wrzących kotłów, co zwiastowało jakiś posiłek. W gruncie rzeczy ciepły, a czy świeży. Cóż, trzeba się było o tym przekonać na własnej skórze. Zarzucił pelerynę na ramię i uniósł brodę, pozwalając jednocześnie Arjanowi na wybór miejsca oraz złożenie zamówienia. Mieli teraz trochę czasu na strawę oraz wypoczynek. Arlan przywołał dla pewności jedną z tutejszych służek, być może jakąś córkę karczmarza i ujął delikatnie jej dłoń.
- Nazywam się Arlan Connington i jestem rycerzem z południa. To moi przyjaciele. Wszyscy jesteśmy spragnieni świeżej strawy i dobrego piwa. Byłby ci niezmiernie wdzięczny, droga nieznajoma, gdybyś zechciała nas ugościć wszystkim co macie tu najlepsze. - Mówiąc to, wręczył jej złotą monetę i puścił oczko na widok jej rumieńców. Nie bardzo interesowało go to, co mogła powiedzieć. Ukłonił lekko głowę i wrócił myślami do stołu.
- Teraz szczyny na pewno będą ciemne i pieniste.- Zaśmiał się. Oparł tarczę o stół, tak coby nie opadła nawet jeżeli Arjan zacznie jebać pięścią o deski. Jego ludzie zajęli stolik obok, tam też usadowić się mogli giermkowie. Rycerze cieszyli się przestrzenią oraz komfortem poufnej gawędzi.
- Od czego więc powinniśmy zacząć?- Zapytał, rzeczywiście dumając nad kolejnym krokiem. Odkąd znalazł się w stolicy, był nieco zagubiony. - Może po strawie roześlę swoich ludzi, żeby zdobyli cenne informacje i zasięgnęli tutejszych plotek. A może by... - to mówił półszeptem - zabawić dziś w jakimś zamtuzie? - Zbyt długo, jak na jego standardy, nie czuł już na sobie ciepła kobiecego ciała. Tu po drodze nabrał jeszcze większego apetytu. Choć skromnego raczył udawać, zawsze pragnął jedynie tych najurodziwszych, a te egzotyczne. Nieznane, wydawały mu się nadzwyczaj interesujące. Odgonił prędko te perwersyjne myśli, kiedy służka oraz gospodarz zaczęli nakładać do stołów. Przepiórki, ciemne piwa i tłuste śledzie. O kurwa! Pomyślał, nim rzucił się za pałaszowanie jak furiat.
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Wto Sie 14, 2018 2:15 am

Arjan spojrzał z uniesioną brwią jak jego przyjaciel obchodzi się ze służką, po czym się lekko uśmiechnął do Gryfa.
- Aż tak wpadła w oko? Hmmm? - Spytał gdy odeszła, po czym ułożył swe ogromne, złożone dłonie na stół. Przy okazji obejrzał swymi błękitnymi oczyma gospodę, a bardziej jej gości. Raczej nikt się nie prosił o podkutego buta w jaja, ale wolał się upewnić. Wrócił swym pustym wzrokiem do Gryfa, który poruszył temat ich zajęć, a na sam żart o piwie, to rozbawiony Arjan prychnął. - Tak szczerze powiedziawszy, to pewnie niedługo wojna na Włościach się skończy, a to oznacza wysyp grastantów z rozwiązanych armii oraz nienasyconych najemników, więc bandyci się pokażą tak szybko jak grzybki po deszczu, huh. Chyba, że.... - Tutaj odczekał na słowa Alrana i szeroko się uśmiechnął na tą myśl. Była nieziemsko kusząca tylko była pewna sprawa...taka tyci tyci. Żółw wyłożył swój mieszek na stół i go otworzył i zaczął z pieniędzy układać wieżyczki na stole. - Znaną mądrością jest, że okład z jędrnych piersi najlepszy jest. - Wyrecytował słowa pewnego najemnika z zadowoleniem. Doliczył on się sześciu złotych, w srebrze będzie miał chyba z trzy kolejne złote smoki, a za kolczugi kolejne monety. Mógł on nawet postawić taką wizytę u pań Alranowi! Bardzo zadowolony z obliczeń, klepnął kamrata w ramię. - Pomysł zacny! Ale ja to wolałbym się szybko za wykonanie zabrać, hah! - W tym momencie na stole pojawiało się jedzenie. Nareszcie. Wykonał on święty znak przed jedzeniem i urwał on giermkowi oraz sobie po kawałku przepiórki, w końcu co taki ptaszek znaczył dla Dłoni wielkoluda. Wpakował jednym kęsem większość mięsa do buzi, po czym lewą dłonią chwycił z kufel i popił łyka. - Ach. - Westchnął z zadowolenia od temperatury trunku, po czym zagadał Conningtona. - W sumie, to jak zdobyłeś ostrogi? Hmm? - Na te słowa obaj giermkowie przestali jeść.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Wto Sie 14, 2018 2:47 pm

W porcie:
Gdy flagowy okręt kupca Vitolda dotarł w końcu do portu, Wi nie wiedziała za bardzo jak dotrzeć do odpowiedniej persony, której miałaby szukać. Cała okolica, port, ludzie, budynki. Wszystko było zupełnie inne niż na Volantis. Była to też jej pierwsza podróż poza granice wolnego miasta. Całe szczęście, że wyprosiła jednego z marynarzy by jej pomógł. Kto by w ogóle na nią zwrócił uwagę i chciał poświęcić chwilę? Wszyscy byli zaganiani. Tragarze byli niemiłosiernie popędzani. Kupcy szybko i głośno rozmawiali, jakby zaraz mieliby gdzieś uciec. Ciężką atmosferę podsycała też obecność licznych strażników, którzy łypali wzrokiem złowrogo.

Całe szczęście Kormak, w średnim wieku marynarz, dał się wyprosić, by jej pomóc. Chyba miał za dobre serce, by jej odmówić po tym wszystkim co się stało w trakcie rejsu.
- jak myślisz uda nam się od razu dostać przed oblicze władcy - zapytała nieco naiwnie, przy okazji nieco kalecząc swoim akcentem język Andalów. W każdym razie taki był cel tej całej farsy dostania się tutaj.
- mała dziewczynko... - zaczął. Zaś na kolejne to już określenie zaniżające jej wiek kobieta oburzyła się w końcu i fuknęła pod nosem, zakładając ręce. Zatrzymała się w miejscu, by zwężonym spojrzeniem zmierzyć towarzysza.
- i co się pieklisz? - czterdziestolatek uśmiechnął się po ojcowsku. Odniósł wrażenie, że gada do swojej urojonej córki. Tymczasem to była zaledwie persona, którą zabrali ze sobą na pokład w jedną stroną. Jednak była personą, która uratowała mu życie.
- mam ponad dwadzieścia lat. Jestem pełnoprawną kapłanką. Jestem uczoną w piśmie, medycynie, alchemii...
- I co z tego? - przerwał jej, zarówno słowem jak i gestem machnięcia ręki. Marynarz miał zdecydowanie większe doświadczenie życiowe, niż kobieta siedząca w księgach.
- nawet w tych ładnie wyszytych poważnych ciuszkach, wyglądasz dla większości jak trzynastoletni gówniak, co się bogatym rodzicom wymknął z pod kontroli. I całe szczęście, że nie nosisz tych czerwonych tkanin, jak u siebie nosiłaś. Tutaj takich jak Ty jest mało, jeśli nie wcale. Uważaj - ostrzegł ją grzmiącym tonem. Rzeczywiście chyba wczuwał się w ojca.
- Może i w Volantis stałaś się rozpoznawalna i Twoje słowo miało znaczenie, ale tutaj nikt Cię nie zna. Zaczynasz od zera - Niestety miał rację. Pan Światłości nie obdarował ją wzrostem, czy biustem. Była do tego chuda jak patyk i zdecydowanie nie robiła dużego wrażenia swoim wyglądem. Nicore jakoś nieszczególnie miała w związku z tym kompleksy, ale nie podważała słusznych argumentów. Doskonale wiedziała na co inni patrzą. Poczęła dalej iść obok kompana.

- Musimy poznać jakichś ludzi, którzy by Ci pomogli, ja nie jestem nikim specjalnym by Cię zaprowadzić przed oblicze tronu, czy co tam sobie wymyśliłaś - facet na wspomnienie celu jej misji wywrócił oczyma do góry. W końcu Nicore była kapłanką, czyli wedle jego zdania jedną z tych religijnych niemot, których rozsądek brał się z jakichś pierdół spisanych na papierze przez jakiegoś głupka lata temu, czy też z wyssanych z palca opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. A szkoda, bo uznał ją za mądrą i dobrą osobę. Obiecał jej jednak pomóc, mimo wszystko.
- Znasz kogoś tutaj?
- Kochana, ja żyję na morzu. Wiem jednak gdzie można poznać jakichś ludzi. Może będziemy mieli szczęście i nie trzeba będzie za dużo szukać. Vitold pozwolił mi się z Tobą szwendać, mamy dobre parę dni nim odpłyniemy.

Kormak i Nicore przekroczyli próg karczmy. Niska kobieta zdjęła czerwoną chustę z głowy i schowała ją pod spód czarnego szykownego płaszczu. Rozejrzała się wstępnie po gościach, ale wyglądali jej wszyscy równie obco. Skupiła swój wzrok, podobnie jak Kormak, na dwóch jegomościach, którzy zdawali się dobrze spędzać czas. Wedle ich strojów, jak i obecnego uzbrojenia musieli być rycerzami, o których to czytała na temat kultury lądów Westeros. Wojownicy, ale ponoć szlachetni.
- widzę, że jednak coś się nauczyłaś w tej bibliotece. Słusznie, podejdźmy do nich, tylko grzecznie.
- chodźmy - Nicore wzięła głębszy oddech, wspomniała w myślach R'hllora i ruszyła pewnie przed siebie ku rosłym mężczyznom. Kormak szedł zaraz za nią i przyglądał się z zaciekawieniem, jak sobie poradzi dziewczyna.

- proszę wybaczyć najście szanowni Panowie -
odezwała się, recytując jeden z wyuczonych fraz w nieojczystym języku. Pokłoniła lekko czoło na przywitanie
- jestem Nicore Wi z Volantis. Uczona w piśmie, medycynie i alchemii. Czy mogę szlachetnym zająć czas rozmową i pytaniami? - powiedziała, obdarzając siedzących skromnym uśmiechem. Zwyczajnie ubrany, brodaty marynarz tylko wzniósł brwi wysoko, jak się na niego popatrzyli i wzruszył ramionami, sugerując, że to ona tu dowodzi.
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arlan Connington on Pią Sie 17, 2018 2:00 am

- Po prostu chciałem upewnić się, że nikt nie nasika nam do kufli. - Zarechotał, klepiąc druha w stalowe ramię, choć w jego umyśle malowały się czarne obrazy. Wielu tutejszych z pewnością straciło kogoś na wojnie. Wojnie z królestwem, które obaj reprezentowali. Tak czy owak, teraz mogli czuć się jak u siebie.
Kiedy więc już podano do stołu, Arlan zajął się pałaszowaniem i popijaniem wszystkiego zacnym browarkiem. Co jakiś czas przerywał aby zarechotać, widząc, jak Arjan przelicza pieniądze. W gruncie rzeczy on sam nie był chodzącym bankiem z Braavos, a przede wszystkim pomysł z burdelem należał do niego ale w jego torbach znalazłoby się wiele kosztowności które zapewniłyby im tygodnie rozkoszy.
Widok rycerza przeliczajacego monety na kurwy, kto by pomyślał! Myśl ta wydała mu się trochę smutna.
- Bez pośpiechu, słońce jeszcze nie zaszło, a nam.... rycerzom... nie wypada się spieszyć.
Na pytanie o ostrogi nie reagował w żaden sposób. Dopiero kiedy przełknął jedzenie i odstawił kufel, spojrzał po towarzyszach, a następnie przeniósł wzrok na lekko napuchnięte dłonie.
- Pewnego dnia Lord Caron otrzymał niepokojące wieści. Na Pograniczu znaczyły one tyle, że zbliżało się niebezpieczeństwo lub ktoś został zaatakowany przez nieznane siły. Uformowano drużynę której członkiem byłem i ja. Wszak byłem giermkiem.- tu przerwał na moment, trza było zwilżyć usta. Pauza pozostawiła niedosyt na twarzach towarzyszy oraz przypadkowych słuchaczy, przeszedł wiec dalej. - Dotarliśmy na miejsce wraz ze słońcem. Żar był tak nieznośny, że każdy czuł się strudzony. Ku naszemu przerażeniu, pogłoski o rzezi dokonanej na robotnikach przez dornijskich banitów okazały się prawdziwe. Widok ciał w okol karawan, pociętych i splugawionych lecz obraz ten miał jedynie omamić nasze oczy. Wpadliśmy w zasadzkę zamachowców, strzały posypały się na nas gradem, a my byliśmy nieostrożni i osłabieni. Połowa naszych padła, kiedy najechały na nas konie nieprzyjaciela ale broniliśmy się co sił w ramionach. Powalono mnie na ziemie i z trudem uniknąłem kopyt tej przeklętej szkapy, gubiąc broń i tarcze. Kątem oka zobaczyłem, że mój pan zmaga się z dwoma. Pobiegłem ile sił w nogach, po drodze chwytając tarcze martwego rycerza, od Grandisonów, bo potem zwano mnie Lwem z Pogranicza, i popędziłem przed siebie, a w drewno wbijały się kolejne strzały. Rzuciłem się na jednego z łuczników, dobyłem sztyletu i odebrałem mu życie. Rozprawiłem się z jeszcze jednym, lecz jego strzala przebiła mi łydkę. Nim doczłapałem się do lorda, ten klęczał już na kolanach gotowy na spotkanie z bogami. Wpadłem na oprawcę i zadusilem go własnymi rękami. Chwile potem straciłem przytomność. Powiadali, że ostało się nas tylko pięciu przeciwko dziesiątkom lecz ci, widząc naszą nieugiętość, spieprzali spowrotem na swoje przeklęte piaski. Potem Wylowie dostarczyli Nocnej Pieśni ich głowy przysięgając, ze nie stali za atakiem ale ja swoje wiem. Kiedy wyzdrowiałem, Lord Caron paso....-
Przerwał, kiedy przed oczyma stanęła mu intrygująca postać. Niewiasta omamiła jego umysl do tego stopnia, że zapomniał już o czym mówił. Nie zwrócił także uwagi na jej towarzysza. Ciekawe, pomyślał.
- Chyba...- zaczął powoli, odzyskując umiejętności mówienia. Spojrzał na Arjana i wzruszył ramionami. - ... nie będziemy mieli nic przeciwko. Jestem Arlan Connington, a to mój giermek Arjan. Proszę, rozgość się i pytaj o co zechcesz.-
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Pią Sie 17, 2018 12:53 pm

Arjan słuchał z wielką uwagą swego przyjaciela, ponieważ opowiadał historię, a jak wiadomo, Estermont ich słuchać. Brakowało mu w niej bardziej krwawego opisu walki, w końcu uwielbiał takie wątki w opowieściach. Gdy pojawił się wątek o Dornijczykach, to wyburczał pod nosem "Dornijskie Psy", po czym zdjął tak resztę zbroi która na nim ciążyła. Mógł przez moment poczuć się leciutki jak piórko. W momencie, gdy Alran miał zakończyć swoją historię, Żółw popił łyk piwa i zapytał się, bo przerwano. - Pasowany znaczy się? - Spytał niskim tonem, nie zwracając uwagi chwilowo na nowego gościa.
Siedząc, był pewnie równo jej wzrostu, lub też nawet wyższy, więc na głos zagubił się, kto to mówi i zaczął się rozglądać za tym kimś. Gdzie ona? To popatrzył w lewo, to w prawo, to w tył...i nic. Ach! Spojrzał w tym momencie bardziej za Alrana i już ją widział. Swoją posturą bardziej przypominała dziecko niż kobietę, więc musiał się jej dobrze przypatrzyć. Na słowa, że jest giermkiem gryfa, przeniósł na niego swoje niebieskie oczy, dość groźne. - Oj, naprawdę chcesz, by Cię połamać na tych szrankach, heh. Me miano to Sir Arjan Estermont. Siadajcie, Panienko. Rick, odsuń krzesło migiem.
Wrócił tak wzrokiem do nowego gościa i lekko uniósł swój prawy kącik ust w formie uśmiechu. Następnie ponownie chwycił za kufel i upił sporego łyka, wsadzając przy tym ogromny kawał mięsa do gęby za pomocą już tłustej dłoni. - Cóż to za pytania?
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Bethany on Pią Sie 17, 2018 2:40 pm

Beth miała za sobą całkiem trudny dzień. Zajmowanie się handlem naprawdę nigdy nie należało do jej ulubionych zajęć, ale jako jedyna na statku dobrze znała jednego z tutejszych bogatych kupców, na współpracy z którymi można było zarobić niezłe pieniądze. Dlatego też to niestety ona musiała się zająć nawiązaniem rozmowy i ustaleniem jak najlepszych warunków współpracy, co wiązało się z siedzeniem w jednym pomieszczeniu całymi godzinami, podczas których ciągle coś podpisywała, wymieniała uprzejmości i zapewniała, że jej rodzinka ma się dobrze a ona sama żyje zdrowo. Oczywiście ona sama również zadawała tego typu pytania, jak na dobrego gościa przystało. Robiła to jednak co najmniej niemrawo, więc można było co najwyżej liczyć na to, że nie brzmiało to wymuszenie. Kobieta odruchowo dziękowała bogom, że ona i owy kupiec znali się na tyle dobrze, że ten nie winien uznać tego za brak szacunku, a po prostu za niewygodną dla niej sytuację.
Te wszystkie czynniki złożyły się na to, że Beth tego dnia była nieco nie w sosie, kiedy wreszcie uwolniła się z domu przyjaciela. Ruszyła przed siebie przez miasto, nie zamierzając na razie wracać na statek. Załoga i tak dobrze wiedziała, że wszystko powinno pójść gładko, więc prawdopodobnie zajmowali się już sprawą na własną rękę. Ona zaś, mijając kolejne budynki, dotarła wreszcie przed dwupiętrowy budynek, który zapewne był jedną z wielu tutejszych karczm, co poznać można było po szyldzie. Wówczas, zupełnie niespodziewanie, Beth poczuła suchość w gardle, której zdecydowanie należało się pozbyć. Dlatego też pchnęła drzwi wchodząc do środka pewnym krokiem. Niezbyt przejmując się wnętrzem i aktualnymi gośćmi, kobieta skierowała się w stronę barmana:
Kufel ciemnego piwa byłby jak znalazł - zwróciła się do niego, jednocześnie uśmiechając się lekko w stronę jednej z dziewczyn roznoszących trunki.
avatar
Bethany

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 26/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Sob Sie 18, 2018 1:23 am

Wojownicy i ich kompania zdawała się biesiadować, choć ich nastroje były równie bojowe co wesołe. Nieco z lękiem zasiadła pośród grupy bojowników. Rosły dwumetrowy mężczyzna z zabandażowaną głową sprawiał wrażenie, że mógłby ją zgnieść jedną ręką. Drugiemu też niewiele brakowało. Przełknęła ślinę i skupiła zmysły. Wiedziała po co przyszła.

- Dziękuję za poświęcany czas - lekko ugięła kolana w podzięce dwóm rycerzom i zasiadła na wyznaczonymi miejscu. Przyjęła wyprostowaną formalną postawę. Poprawiła rękawy czarnego płaszczu i równo ułożyła dłonie na stole, kładąc nadgarstki na brzeg. Obróciła się jeszcze nieco ku Kormakowi i rzuciła za siebie w swoim języku
- daj mi czas
- jasne - uśmiechnął się, odpowiedając pokracznie w jakimś dziwnym dialekcie niskovaleriańskiego. Po czym marynarz ruszył w stronę lady, by zamówić sobie piwo i jakoś zabić czas. Mała kobieta zaś poczęła mówić, kierując wzrok to na jednego to na drugiego, to chwilę na ich ziomków.

- Szukam kontaktu z lokalnymi autorytetami. Chcę zaoferować swoje usługi i wymienić doświadczenia z okolicznymi uczonymi, biegłymi w alchemii czy też sztuce leczenia. Szczególnie interesuje mnie kwestia wiedzy i praktyki na temat chorób i wszelkich dolegliwości, które nękają ludzi. - kobieta zastukała trzema palcami rytmicznie o blat stołu. Spojrzała na bandaż na głowie olbrzyma i mrugnęła oczami dwukrotnie. Nie znosiła nierówno zawiniętych bandaży, choć te w rzeczywistości musiały raczej spełniać w pełni swoją rolę. Kobieta w swym zawodzie nieco przesadnie przywiązywała uwagę do szczegółów. Wzięła oddech, by przejść jednak do meritum sprawy
- Zależałoby mi okazać swoje umiejętności samemu władcy zasiadającego na żelaznym tronie. Czy szlachetni mają sposobność dostania się przed obliczę króla? Czy też mogli by mi wojownicy pomóc mnie przedstawić? - otworzyła usta by mówić dalej, ale zatrzymała się. W końcu prosiła o bezpośrednią audiencję. Mogliby mieć przecież wątpliwości co do jej intencji. W końcu pochodziła z daleka.
- Niekoniecznie musi to być od razu sam władca. Z chęcią wykażę się pracując dla lokalnej podległej władzy, która stacjonuje w Królewskiej Przystani. Czy wykażecie się dobrodusznością i pomożecie mi poznać odpowiednich ludzi? - znów popatrzyła się na głowę Arjana. Detale ją drażniły, nie zamierzała jednak być nachalna i wciskać swój nos nieproszona, a na odreagowanie tej niestosowności zastukała ponownie trzema palcami o blat i uniosła lewą brew.
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 20, 2018 12:17 pm

Arjan popił kolejny łyk piwa, po czym odłożył swój kufel na stół i do wolnej ręki chwycił bochen chleba, który gołymi rękoma rozerwał na cztery części i podał reszcie. Po chwili namysłu, porwał na piąty, może Nicore będzie chciała, w końcu chlebem trzeba się dzielić, nawet z nieznajomymi, ha! Podczas tego działania, słuchał uważnie kapłanki i wpatrywał się w nią swym trochę zmęczonym wzrokiem. Zauważył, że kobieta ciągle łypie na jego bandaże, więc wpadł mu do głowy pewien pomysł, ale chwilowo wolał dalej posłuchać dziewki i zjeść sobie śledzika z chlebem. Gdy skończyła dialog, wytarł on usta z tłuszczu.
- Więc tak. - Zaczął swym basowym głosem do pani Wi. - Owszem, jest taka możliwość. Ja wraz z mym przyjacielem Conningtonem, możemy porozmawiać z królem, lecz pewna sprawa tutaj się komplikuje.
Nie ufał on mężczyznom parającym się alchemią. Uważał, że większość z nich to wyłącznie truciciele i współpracownicy skrytobójców, w dodatku kto to widział, mężczyzna powinien parać się wojaczką czy jakimś uczciwym rzemiosłem, nawet tą medycyną, nie siedzeniem w księgach, więc mało ufał kobiecie, która mówiła, że posiada umiejętności alchemiczne oraz leczenia. Prawie jak jakaś wiedźma.
- Nie możemy wpuścić przed oblicze króla nieznanej nam prawie osóbki, potrafiącą grzać fiolki z dziwnymi maziami. - Tutaj znacznie podkreślił słowo "osóbka" z rozbawieniem na twarzy, popijając przy tym piwo. - Natomiast w Królewskiej Przystani nie pomożemy, jesteśmy tutaj nowi, hmph. Jednakże...mam już pomysł.
Odłożył już pusty kufel z piwem na miejsce i wskazał palcem swoją obandażowaną głowę.
- Jeśli znacie się na leczeniu panienko, to pewno potraficie coś więcej zrobić niż jakiś stary znachor ze wsi? - Uśmiechnął się okrutnie, pokazując przy tym swe zęby. - Czyż nie?
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Pon Sie 20, 2018 2:34 pm

Nicore przyjęła kawałek chleba obnażając ząbki w szczerym uśmiechu. To było bardzo miłe. Co prawda kawałek był jak dla niej zdecydowanie za duży, ale jeśli nie zdoła zjeść to na pewno da jakiemuś żebrakowi. Sama lubiła się dzielić tym co miała i potrafiła, często bezinteresownie. Gdy ludzie tak robią, wszystkim żyje się lepiej.

Jednak, gdy została porównana do samowolnego amatora praktyk ludzkiej anatomii drgnęła i zastukała palcami dwukrotnie. Z drugiej strony brzmiało to jak wyzwanie, które rokowało zainteresowaniem. Dobry znak. Musiała tylko odpowiednio się polecić i dostać szansę.
- Panie Estermont, moja wieloletnia praktyka sięga ludu niewolniczego jak i bogatych zamożnych kupców z Volantis. Wykształcenie otrzymałam od kogoś o podobnej profesji co reprezentuje pozycja Maestra w Westeros.

- Jeśli jednak jest coś co mogę zrobić, z chęcią pomogę - powiedziała rozpogadzając twarz.
- Z pewnością wymiana bandaży nie zaszkodzi. Rozumiem, że szlachetny chce bym zobaczyła w jakim stanie jest rana? - wypowiedziała się ciepłym tonem i powoli wstała od stołu. Wyciągnęła z pod płaszczu małą torbę oraz swój przybornik. Skórzane przedmioty kształtem zdawały się nie zdradzać zawartości, były wykonane solidnie. Nicore zachowaniem sugerowała, że chciała od razu przejść do rzeczy. Sytuacja zaczęła powoli wyglądać dla niej rutynowo i szybko poczuła większą pewność siebie. Trzeba było pomóc lub doradzić.

- najlepiej jakbym się dowiedziała co to się stało przyczyną całego problemu z głową i kto szlachetnego raczył urzec pomocą i co zrobił. -
- Powinniśmy się też udać gdzieś na ubocze w karczmie, najlepiej do osobnego pokoju, by na spokojnie przyjrzeć się temu wszystkiemu. I nie psuć apetytu szanownym gościom karczmy. -
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arlan Connington on Pon Sie 20, 2018 9:49 pm

Arlan zrobił minę jakby chciał coś powiedzieć, lecz ubiegł go w tym jego druh. Tak wiec wysłuchał przyjaciela nie wtrącając się mu w zdania. Jego dłonie zajęły się rozrywaniem chleba i maczaniem go w tłuszczu, po czym kierowaniem pokarmu prosto do ust. Trza było popijać piwkiem co by się nie zatkać. Zgadzał się z przyjacielem co do tego, że nie mogli wprowadzać przed oblicze króla nieznajomej, w dodatku praktykującej takie nauki. Zarechotał pod wąsem, kiedy na twarzy owej damy pojawił się grymas przejęcia. Z jej słów wynikało, że źle zrozumiała pana Estermonta. Przełkną z charakterystycznym dźwiękiem i otarł usta.
- Pani wybaczy ale ser Arjan miał raczej na myśli to, że jest pani nieznajomą z dalekich krain. W dodatku pani sztuką jest alchemia, skąd mamy wiec wiedzieć czy używa jej pani właściwie... powiadają, ze dawka czyni truciznę.
Zrobił maślane oczka i zgodził się, że kobieta mogłaby zapracować na ich zaufanie. Chociażby zajmując się głowa przyjaciela, podczas gdy on mógłby przeprowadzić z nią rozmowę. Zaiste ciekawa była to osoba, egzotyczna. Zupełnie jak ta, która zjawiła się tu pare chwil wcześniej i popędziła do baru niby stały bywalec.
Arlan, kiedy zobaczył narzędzia medyczne, zadrżał. Zrobił wymowna minę i skrył twarz za kuflem, patrząc nieco podejrzliwie na niewiastę. Cóż, odwagi nie można było jej odmówić pomimo, ze zgrywala niewiniątko. Może tak mu się tylko wydawło. Uniósł brwi na przyjaciela i skrzyżował usta w jakimś dziwnym grymasie.
- Pani ma rację. Winniście się udać do pokoju, żeby przyjrzeć się ranom. Nie dojadlem pieczeni, jeszcze mi krew do sosu chlapnie.- Zarechotał w typowym mu stylu.
- Udam się tym czasem do baru po jakieś dobre wino! Arjanie. Moja droga. - czynił do niej maślane oczka i powstał energicznie ponad siedzących. Lekkim krokiem przeskoczył ławkę i udał się wprost do baru .
Oparł się o ladę i złożył zamówienie, lecz nie chciał wracać z pustymi rękoma a i żal mu było strudzonych służek. Miał tez czas aby rzucić okiem po bywalcach. Zatrzymał się przy pewnej nieznajomej. Z jakiegoś względu wydała mu się ciekawa. Uśmiechnął się i zgarnął kosmyki z czoła. Nie bardzo wiedział co powiedzieć. Wydawało mu się, że ona także pochodzi z obcych krain. Nie chciał strzępić językiem jeżeli ona nawet by go nie zrozumiała. Cóż, wyglądała na taka co umie sobie ze wszystkim poradzić. No i znajdowała się w Królewskiej Przystani, a pal go licho.
- Wybacz mi moją śmiałość ale nie wybaczyłbym sobie gdybym się z panią nie rozmówił. Jestem Arlan Connington i rad byłbym poznać pani imię.
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Pon Sie 20, 2018 10:50 pm

Na słowa, że te sztuki pochodzą z Volantis, uniósł jedną brew. Nie przepadał za Essos i to znacznie.
- Essos to siedlisko pierdolonych diabłów. - Rzekł krótko swym szorstkim tonem. - Przynajmniej dla mnie, a dla Ciebie, Alran? - Spytał swego towarzysza broni, przenosząc przy tym wzrok na niego. Po chwili jednak wrócił wzrokiem ku kapłance. Ułożył tak łokieć na stole i podrapał się tą samą dłonią po zaroście, słuchając tak dalej może swojej przyszłej uzdrowicielki. Przytaknął gestem skinienia na słowa, że tak, chce on, by obejrzano jego ranę. W końcu on sam chciał ją tak zbadać i mieć też nadzieję, że jej działania będą trochę bardziej skuteczne niż znachora ze Wsi. Powstał on powoli od stołu, kręcąc przy tym ramionami, wręcz strzeliło. Podniósł on swój basinet z zielonymi pawimi piórkami i ukazał go Nicore.
Mogła ona zauważyć na przodzie hełmu dziurę wielkości paznokcia.
- Otóż zamach znad głowy dwuręcznym młotem. - Po chwili dodał. - A bardziej jego szpikulcem.
Jeśli chciała go z jakiegoś powodu potrzymać, to mogła poczuć, że waży dobre parę kilo. Jak nie, to po prostu machnął do giermka, by ten wstał, następnie dostał garść srebrników do dłoni.
- Osobny pokój? I tak będziemy tu nocować, hah. No dobrze! - Giermek ruszył do kontuaru, by poprosić karczmarza o klucz, po chwili wrócił z takowym. - Drugi pokój po lewej, Sir! - Odrzekł młodzik.
- Świetnie. Proszę za mną, panienko. - Chwycił mocnej klucz, by to zaraz swymi ciężkimi i pewnymi krokami ruszyć do schodów, a następnie do takowego pokoju.

***
Po wejściu do pokoju, rycerz rozejrzał się po nim i zrobił miejsce uzdrowicielce. Gdy weszła, zamknął drzwi, minął ją od boku i stanął przy łóżku. Obrócił się do niej przodem i zaczął rozpinać swoją zieloną przeszywanicę. Patrząc przy tym z lekkim uśmiechem w dół na tą osóbkę, co mu sięga do klatki piersiowej. Takowy uśmiech było można spotkać chyba u każdego mężczyzny, co się lubi pochwalić swoimi gabarytami. Po chwili zmagań z kurtą, odrzucił ją na łóżko i to samo poczynił z białą koszulą.
W tym momencie mogła dostrzec na umięśnionym torsie Arjana dwa spore zbicia. Klatka piersiowa miała długą, poprzeczną bliznę biegnącą od biodra do piersi i kilkanaście mniejszych śladów. Szerokością ramion lub też barków dorównywał szafie obok, a dłonie miał wielkości twarzy kapłanki. Wyglądał jak istna kupa mięsa, która byłaby w stanie z nudów złamać komuś rękę.
- To też przy okazji? - Spytał bardziej retorycznie i spojrzał jej w oczy, to na tors. Na koniec rozłożył ramiona w geście, że może go bez przeszkód badać.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Bethany on Pon Sie 20, 2018 11:04 pm

Beth, która była właśnie w połowie piwa (które nawiasem mówiąc okazało się być całkiem dobre), odwróciła się przodem do wnętrza pomieszczenia, przyglądając się nienachalnie obecnym. Poza dwójką wojaków i towarzyszącej im dziewczyny większość zdawała się być szarymi bywalcami, zapewne nawet nie stałymi. W zasadzie, to karczma nie wydawała się należeć do tych stale obleganych przez tłumy. Może to przez ceny? Nie, raczej nie. Może przez niekorzystne położenie? A może po prostu tego typu interesy są trudne do rozkręcenia w Królewskiej Przystani? Tak, to wydało się jej już całkiem prawdopodobne. Szczególnie biorąc pod uwagę spore ilości konkurencji.
Z głową zawaloną tymi przemyśleniami ledwo dostrzegła, jak jeden z wojów odchodzi od stołu, kierując swoje kroki w stronę baru, obok którego dziwnym trafem ona nadal siedziała. Normalnie zapewne niezbyt się tym przejęła, gdyby nie fakt, że owy nieznajomy z miejsca zaczął się uśmiechać i poprawiać fryzurę. "Oho, doskonale wiem w którą stronę to zmierza..." pomyślała, dosłownie sekundę przed tym, jak ten zwrócił się do niej bezpośrednio. Wówczas powolnym ruchem odrzuciła głowę na ramię w jego stronę, przyglądając mu się z podejrzliwie przymrużonymi oczyma. Connington, Connington... Dałaby sobie rękę uciąć, że to nazwisko coś jej mówiło, tylko za cholerę nie wiedziała co. Wychodzi na to, że jednak mogła uważać na ojcowskich lekcjach historii.
Jestem Bethany. Co takiego pchnęło cię do tak radykalnej decyzji, jak nawiązanie rozmowy z kobietą stojącą przy barze i popijającą ciemne piwo? - Zapytała ciekawskim głosem, starając się wyjść na chociaż stosunkowo miłą.
avatar
Bethany

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 26/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Wto Sie 21, 2018 1:01 am

Nicore pokiwała głową na słowa Sir Arlana Conningtona
- trucizną może być nawet dobre jedzenie, kiedy to człowiek się przeje - powiedziała, kiedy to drugi mężczyzna w pewnym momencie bez ogródek wyraził swoją opinię.

Daj ludziom wiedzę bez wiary, a to wtedy zamienisz je w przebiegłe diabły.

Tak by mu chciała odpowiedzieć, ale nie chciała poruszać tematu wierzeń w takim momencie, to też tylko zacisnęła usta.
Jak dla niej oni wszyscy tutaj byli niewierni, ale nie sprawiało jej to szczególnego problemu. Arjan musiał być uprzedzony, ale wydawał się być dobrym człowiekiem, to wystarczało by postarać się mu pomóc.
Zaś z innowiercami, jak dla niej, po prostu lepiej było nie dyskutować na tematy wiary, to też musiała się starać wystrzegać prowokowania tematu. Do tego otwarta dezaprobata rozmówcy upewniła ją w tym. Mimo wszystko wyglądało na to, że przyjęli jej chęć pomocy i poczęli się ruszać.

Nicore zmalała, kiedy wstał mężczyzna, co do tej pory siedział. Kolana zrobiły się jej miękkie jak z waty. Zlękła się momentalnie, patrząc z dołu w kierunku wizerunku twarzy dwumetrowego wojownika. Zapomniała przy tym zwrócić należytą uwagę na Conningtona, który to udał się w stronę lady karczmy.
Strach jednak nie raz już jej towarzyszył, a stawka była zbyt wysoka by zwątpić. Przyjrzała się bliżej dziurce w pokazanym hełmie i poprowadziła palcem w około krawędzi otworu.
- dwuręcznym młotem w głowę? Szlachetny musi być szczególnie wytrzymały i niezmordowany, by po takim ciosie swobodnie poruszać się o własnych siłach. To jednak dobra wiadomość - skomentowała i wywołała na usta swój skromny uśmiech. Poczęła iść za rycerzem w odosobnione miejsce.

Pokój Karczmy:

Kobieta dała czas mężczyźnie by się usadowił w pokoju, kładąc na stoliczek w kącie skórzany przybornik i torbę oraz otwierając wspomniane przedmioty. Sam pokoik zdawał się być dla niej w sam raz. Dużo miejsca, duże łóżko, dużo światła dziennego zza okienka. Dla rycerza to pewnie wyglądało jak jakiś schowek, aniżeli miejsce do wypoczynku. Kiedy ściągnął z siebie wierzchnie ubranie z torsu i dostrzegła ciało, pokręciła głową z wrażenia. Widziała już wiele ludzkich ciał. Ten facet to był zdecydowanie kawał konkretnego byka. Zignorowała zaś jego sugestywne pytanie, unosząc lewą brew wysoko. Musiała jednakże przyznać:
- szlachetny musiał być dobrze i troskliwie chowany za młodości, a i Bóg z pewnością nie szczędził błogosławieństw

Wnet zorientowała się, że ten stoi i czeka. Zaśmiała się niemalże do samej siebie i pochyliła się nieznacznie. To było kłopotliwe, ale zdarzało się nieraz.
- usiądź na łóżku i pochyl się nieco, jestem za mała by w takiej pozycji cokolwiek zrobić - wyjaśniła z nutą rozbawienia w głosie, po czym wzięła się za rozkładanie narzędzi z przybornika i lekarstw z torby. Poukładała szybko wszystko w odpowiedniej kolejności i porządku, co przypominało z boku tworzenie wystawy. ostre narzędzia, igły i nici zaraz obok szklanych fiolek i słoiczków z maściami, lekarstwami, ziołami, czy drobnymi składnikami alchemicznymi. Do tego kilka materiałów opatrunkowych i klasyczny bandaż. Nie miała nic do ukrycia to też wyciągnęła całą zawartość. Wszystkiego używała w słusznym celu. A trucizn nie posiadała na stanie. Nie uczono jej jak ważyć trucizny, a raczej jak zaradzić zatruciom. Jej stary mistrz z resztą nie pozwoliłby jej na to, nie mówiąc już o fakcie, że ją to nie interesowało i było raczej wbrew jej poglądom.

Gdy tylko Arjan umiejscowił się odpowiednio podeszła do niego i poczęła powoli rozwijać bandaże.
- Proszę się nie ruszać - powiedziała uprzejmie, czyniąc użytek z małych zwinnych rączek.
- miewacie migreny? Albo może zawroty głowy? Jakieś szczególne dolegliwości po całej walce? - poczęła pytać się wstępnie, delikatnie badając czy bandaż swobodnie odchodzi od rany. Krew z wierzchu zdołała jednak zaschnąć i trzeba było materiał zwilżyć małą porcją rozpuszczalnika co by pozwolił odkleić bandaż bez zrywania częściowo zasklepionej rany. W tym momencie zaczęła być już w swoim żywiole. Czyniła kroki pewnie podobnie jak i ruchy rękami, a na jej twarzy malowało się skupienie i zaangażowanie.
- trzeba nieco rozpuścić krew z wierzchu, by swobodnie odczepić bandaż. Nie powinno zapiec - oznajmiła i sięgnęła po czarny przedmiot z koreczkiem i kroplomierz.
Chwilę później dwie kropelki z małej fiolki poleciały na wierzch rany, a po chwili kapłanka miała pełny obraz obrażeń i stopnia zagojenia. Wyciągnęła szkło powiększające by lepiej się przyjrzeć. Ranę przy dobrym obrocie spraw winna była oczyścić i przygotować opatrunek leczniczy w najlepszy możliwy dla niej sposób. Pytanie jednak było, czy potrzebne były szczególne działania.
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Wto Sie 21, 2018 12:46 pm

Estermont odebrał swój hełm od kapłanki i oddał go giermkowi, by ten odstawił go do reszty rynsztunku. Rycerz zaśmiał się gromko na opinię Nicore ku temacie wytrzymałości na takie ciosy u Arjana.
- Bo jestem. - Odparł z małym uśmiechem na twarzy, nie patrząc nawet na Nicore z tyłu.
Pokój:

Rycerz był przyzwyczajony do takich pokoi, w końcu od ponad sześciu miesięcy wędrował, a nawet wcześniej zdarzało się zabawiać w wędrownego rycerza. Jedynie co mu często przeszkadzało, to były za małe łóżka czy też słabe wykonanie, przez co często się łamały pod nim. Gdy się rozbierał, ujrzał przez ramię, jak nowo poznanka osóbka już rozkłada swe narzędzia na stoliku. Co mnie kurwa podkusiło? Zapytał sam siebie w głowie. Na wszelki zawsze miał sztylet przy sobie, a i dziewuszka jakaś nadto podejrzana się nie wydawała. Nawet miła, szło polubić. Tak jak było wcześniej powiedziane, obrócił się do niej przodem i ukazał jej swój umięśniony oraz zabliźniony tors. Mógł on wyglądać w takiej pozie jak jakiś pogański bożek, zwłaszcza ze swymi długimi, czarnymi włosami. Na sam komentarz, prychnął rozbawiony i założył dłonie na piersi, co ją jeszcze bardziej uwypukliło.
- Trenuję od dziecka, panienko. Jestem w końcu rycerzem z ziem Burzy. Najbardziej walecznej krainy. - Mówiąc to, uniósł prawy kącik ust. - Chociaż przypłaciłem to w wieku piętnastu lat wzrostem podobnym do was, kwiatuszku.

Na polecenie skinął jedynie głową i zrobił dosłownie tylko jeden krok w kierunku łóżka i usiadł na jego brzegu. Cóż, sytuacja go jeszcze bardziej rozbawiła, bo siedząc, nadal był od niej wyższy, a z pochyloną głową będzie równo na jej wysokości. Żółw ponownie prychnął i luźno zasugerował.
- Wejdź na łóżko. Za mnie. - Jeśli się posłuchała, to odchylił się bardziej do tyłu. W tym samym czasie w głowie miał istną wojnę, czy na pewno ma jej ufać. Z jednej strony nie wydawała się podejrzana, ale z drugiej pochodziła z Essos. Jakże on nienawidził tego kontynentu. Prawie tak samo jak Dorne. Potem miał się nie ruszać, więc faktycznie starał się być w bezruchu, a po chwili dostał zapytanie.
- Podczas jazdy konnej kręciło mi się w głowie, po spaniu coś tam bolało, jak siedzę, to czuję się normalnie. - Zamyślił się na moment. - Po samej walce miałem chore zawroty głowy, poszło zwymiotować. Chyba tyle. - Jeśli chciała wszystkie szczegóły, to tyle pamiętał. Ponownie założył on dłonie na piersi i przymknął na chwilę oczy. Następnie zmarszczył brwi na słowa o rozpuszczaniu krwi.
- Rozpuszczaniu? Krwi? - Spytał nie wiedząc w ogóle o co chodzi.

Informacje dla MG
Rany:
Głowa: Lekka i Ciężka
Tors: Lekka
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Mistrz Gry (J) on Sro Sie 22, 2018 10:57 am

Pokój:

Po odwinięciu bandaży okazało się, że rany goją się doskonale. Nicore zaczęła wykonywać różne zabiegi. Trzeba przyznać, że była w tym doskonała. Wiedzą medyczną oraz umiejętnościami biła na głowę nawet starych Maesterów. Arjan miał wyjątkowe szczęście. Po skończeniu wszystkich czynności Wi mogła poinformować swojego klienta, że właściwie już następnego ranka powinien być w pełni sprawny. Oczywiście pewne ślady zostaną jeszcze przez kilka dni, ale w niczym nie będą mu przeszkadzać. Nawet w walce. Nicore Wi posiada zaprawdę ręce, które leczą.

Wojownik
avatar
Mistrz Gry (J)

Liczba postów : 381
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Sro Sie 22, 2018 4:22 pm

Pokój:
Nie skorzystała z propozycji wejścia na łoże, zbywając propozycję wymownym, ale serdecznym uśmiechem. Lepiej było stać stabilnie obiema nogami na równym twardym podłożu i łatwiej było jej regulować wysokość uniesienia głowy prosząc go by pochylił się bardziej lub mniej.

- Krew zasycha i trzyma bandaż, tak, że ciężko go zdjąć bez... rozdrapywania rany. Rozpuszczam krew by nie rozdrapywać. Staram się szlachetnemu nie zadawać bólu - wyjaśniła ogólnie, kiedy to przyglądała się z pomocą lupy. Rana goiła się wzorowo trzeba było jej tylko nieco pomóc, a gdy przeczesywała gęste zdrowe włosy nie dostrzegła, ani nie wyczuła pod placami szczególnych opuchnięć, czy niepokojących zmian na skórze.

Obróciła się i bez większego zastanowienia się sięgnęła za małą brzytwę. Musiała nieco wygolić włosów dookoła by opatrunek przylegał równo. Wycinała włosy powoli, muskając ostrzem o skórę.
- Utrata trochu włosów mam nadzieję nie rozgniewa - oznajmiła przepraszająco. Traktowała go jak bogatego kupca, delikatnie i bez pośpiechu. W końcu był jej pierwszym klientem i do tego rycerzem, a to coś znaczyło w Westeros.

Sięgnęła po największą z fiolek. Była tam zwykła woda, ale za to czysta. Przemyła ranę wycierając potem malutkim fragmentem białego chłonnego materiału. Mając gotowe składniki przygotowała opatrunek leczniczy. Zanim go położyła na ranę, wtarła jeszcze w skórę maść na opuchliznę i siniaki dookoła, gdzie czuć się dało niewielkie nabrzmienie. Wnet na położyła lekarstwo w białej gazie i zaczęła bandażować głowę swoim materiałem, pilnując by był dociśnięty do ciała. Jednym krokiem do tyłu odsunęła się i ustawiła nieco szerzej nogi
- panie, za dwa dni śmiało można ściągać bandaże. Muszę jednak ostrzec. Rany w głowie zostawiają szczególny ślad. Druga taka rana w tym samym miejscu najpewniej skończy się tragicznie -wyraziła się ostrzegającym tonem, po czym wzięła do ręki słoiczek z maścią
- jeszcze tylko tors. Wyprostować się i obrócić w prawo. Ten wielki siniak przy lewych żebrach, co zachodzi aż do serca. Byk szlachetnego wyrzucił do góry, czy co? Podnieść rękę - rozkazała, kręcąc głową. Srogo się musieli tłuc. Po czym wsmarowała medykament. Podobnie zastosowała środek do paru pomniejszych siniaków w okolicy klatki i ramion. Skończyła.

- już koniec - oświadczyła ostatecznie, po czym ruszyła do stolika. Wyciągnęła kartkę pergaminu, pióro i tusz. Był to jej spis substratów i leków, które miała na posiadaniu, wraz z datami wytworzenia. Nie wszystkie produkty zachowywały siłę działania z upływem czasu. Dopisywała w starannych notatkach z czego skorzystała i zapisywała co trzeba było dokupić w najbliższym czasie. Poczęła wszystko również chować. Jak to zwykle chciała jednak coś od siebie dodać na sam koniec:
- szlachetny powinien nie przesadzać z alkoholem w te dwa dni. To zapewni, że nie będzie żadnych problemów - doradziła, bardziej z przekonania niż praktyki. Był zdrów jak ryba i miał wigor, a obrażenia z uzyskaną pomocą powinny zniknąć lada w przespaną noc. Jednak zawsze to mówiła każdemu. Brzydziła się pijaństwem.
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Sro Sie 22, 2018 11:57 pm

Pokój:
- Aha. - Odpowiedział, mając nadzieję, że chyba rozumie to co do niego mówi. - Rozumiem.
Wolał się nie gmatwać z tymi medycznymi tematami, chociaż sam wiedział, że jak rana się mazi, to jest niedobrze, więc zawsze trzeba czymś przemyć i zaklepać bandażem. Tyle wiedział. Po chwili otworzył oczy i popatrzył z tej perspektywy na jej nogi. Wręcz korciło Arjana by ją złapać za takowe nóżki.
Jednak po momencie mu przeszło, bo w głowie pojawiła mu się myśl, że ona może być wiedźmą z Essos. Wręcz sztylet z buta chciał wyskoczyć na taką myśl, chociaż teraz coraz bardziej nabierał do niej jako takiego zaufania. Co prawda, jakby teraz wyskoczyła z jakąś magiczną sztuczką, to by faktycznie ubił. Teraz zauważył kątem oka, że sięga ona po brzytwę, by ściąć trochę włosów, na co on prychnął.
- Co? Ja mam się urazić? Hah. Ja nie żaden Jeranek z Równinki, że paru włosków mam żałować. - Rzucił z uśmiechem na twarzy. Poczekał tak na dalsze operacje Nicore, chwytając przy tym dłońmi mocniej krawędzi łóżka, w końcu bycie w takiej pozycji było trochę męczące. Nie dając przy tym oznak, że go cokolwiek boli związanego z leczeniem rany. Gdy ona tak się nim zajmowała, on siedział nieruchomy jak skała. W tym momencie szerzej rozstawiła nogi, więc uniósł lekko głowę i z uniesioną brwią spojrzał na to z małym uśmiechem. Jeszcze rzekła, że tylko dwa dni w bandażach, cudownie!
- Dwa dni? - Spytał zaskoczony. - Na Siedmiu, toż to siedem razy mniej niż znachor oceniał.
Był zdumiony słowami uzdrowicielki, jeśli ona tak miała leczyć, to miejsce wśród medyków dworu było gwarantowane jak nigdy. Pokiwał głową na boki i ułożył dłonie na kolanach.
- Walka z tuzinem bandytów, kwiatuszku. - Odparł z okrutnym wyrazem twarzy. Był cholernie zadowolony takim werdyktem uzdrowicielki. Niedługo będzie mógł wrócić do swego ulubionego rzemiosła, czyli walki. Jakże on kochał walkę i krew, czuł podczas niej taki strzyk adrenaliny! Kochał on jakiekolwiek zajęcie związane z częścią fizyczną. Teraz przyszła część na tułów, więc posłuchał Wi i ułożył się bokiem, by dać się posmarować. Śmiesznie się czuł, będąc smarowany tymi małymi łapkami.
- Urocze. - Mruknął, a potem burknął, gdy dotknęła jego siniaka na klatce piersiowej. Po tym wszystkim, przysiadł na kraniec łóżka i sięgnął po swą białą koszulę, którą w trymiga założył, by to zaraz wstać i stanąć za nią. W tej chwili, gdyby nie pozłacany pas rycerski i ostrogi, można byłoby go łatwo pomylić przez posturę z jakimś drwalem czy też rzemieślnikiem zajmującym się kowalstwem, bo odzienie prócz jeździeckich butów miał bardzo pospolite. Spojrzał tak na nią z góry, mając założone dłonie na piersi. Uśmiechnął się blado do niej. - Jak faktycznie po tych dwóch dniach poczuję się lepiej, to bardzo dokładnie przemyślę audiencję u króla. - Rzekł swym niskim i bardzo pewnym głosem. Pochylił się tak lekko do przodu, patrząc przy tym na jaj przyrządy.
- Jako rycerz nie rzucam słowa na wiatr. Obiecacie się godna, to doprowadzę do króla, tylko muszę mieć pewność do wszystkiego. - Zaśmiał się basowo i spojrzał ponownie na nią. Bardzo badawczym i zimnym spojrzeniem, wręcz groźnym. Wesołość całkowicie zaniknęła. Jakby czekał na coś.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arlan Connington on Czw Sie 23, 2018 12:45 am

Skwasił się, jakby słowa panienki ukłuły go w serce. Mylił się, raczej nie pochodziła z dalekich krain, może co najwyżej po nich wędrowała. Tak czy inaczej, nie bawiła się w kurtuazję i nie do końca wiedział jak to odebrać. Żadna kobieta urodzona poniżej tytułu lady nie zwracała się do niego jak do byle kmiotka. Przegryzł wargę i nie myśląc zbyt długo, odpowiedział.
- Z natury jestem bardzo ciekawym człowiekiem.- nie satysfakcjonowały go te słowa, czuł się zbity z tropu, bynajmniej, nie chciał tego ukazywać. Jeszcze mniej usatysfakcjonowana mogła czuć się ów niewiasta ale kim mogła być kobieta pijąca piwo w podrzędnej karczmie? Głód jego ciekawości doskwierał coraz bardziej. - Być może owa kobieta odstawi te piwo i napije się ze mną wina?
Gruby karczmarz o bujnym wąsie czmychną pod szynkwas i zaraz to miał dla nich karaweczkę czerwonego sikacza z Reach, jak zapewniał. Cóż, mało prawdopodobne żeby owy trunek chociażby leżakował obok szlachetnych win ale z pewnością przewyższał jakością tutejsze piwo. Arlan podsunął kobiecie szklane, nie zważając na to czy tego chciała czy nie. Zerknął przez ramie na stolik i zobaczył, ze towarzystwo rozeszło się po pokojach. Cholera, szybcy sąd - pomyślał. Został wiec sam ze swoimi wojami, tubylcami i ową tajemniczą nieznajomą.
- Czemuż to taka młoda niewiasta przesiaduje samotnie w takim miejscu i do tego sączy sika... - zagryzł wargę czując na sobie wzrok starego karczmarza- piwo o wątpliwej jakości?
avatar
Arlan Connington

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 05/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Czw Sie 23, 2018 11:09 am

Pokój:
Kończyła wkładać poszczególne elementy do przybornika. Chowała już rzeczy z powrotem pod płaszcz. Wsłuchiwała się w ostatnie słowa mężczyzny, które niosły jakąś groźbę lub ostrzeżenie. Poczuła, że dziwnie zastygł. Obróciła wzrok ze stolika i wzniosła spojrzenie na wielkiego w porównaniu do niej wojownika. Wpatrywał się w nią ponuro, aż ją zmroziło i szurnęła butem do tyłu.
- na R'hllora co do...?! - rzuciła po valeriańsku urywając w połowie. Zaskoczona zapomniała odpowiedniego języka w gębie.

- panie? Przerażasz mnie swym spojrzeniem. Czy uczyniłam coś niegodziwego? - po chwili zapytała we wspólnym, czując własną naiwność w głosie. Zdarzało się przecież, że poniektórzy mniej wdzięczni ludzie bili ją i okradali w Volantis. Nie zdarzało się to często, właściwie wcale, ale było parę incydentów, że ją złapali samotną. Kormak w końcu popijał piwko na dole, a ona była tutaj zupełnie sama z olbrzymim facetem przed sobą
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Arjan Estermont on Czw Sie 23, 2018 12:15 pm

Olbrzym spojrzał z uśmiechem na reakcję Nicore, po czym się roześmiał.
- Nie bój się tak! - Rzekł, obracając się powoli ku drzwiom. - Chcę mieć po prostu pewność do Ciebie, Nicore. - Wrócił tak wzrokiem do niej, był strasznie zmęczony, było to po nim widać. Najchętniej by przespał te dwa dni i ruszył do dalszej akcji. Mieli z Conningtonem wiele opcji co będą robić. W końcu działa się wojna, zajęcia będzie mnóstwo dla rycerzy żądnych przygód. Bez ceremonialnie ruszył ku drzwiom, otworzył je i spojrzał na małą osóbkę z torbą. Najprawdopodobnie czekał na nią.
- Za dwa dni pewnie dostaniesz odpowiedź, ale...dziękuję za pomoc. Będę mógł szybko wrócić w pole, hah! W dodatku mego druha trzeba w szrankach połamać, to będzie druga okazja na wasze zdolności. - Odpowiedział już trochę bardziej żywo.
avatar
Arjan Estermont

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 08/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Nicore Wi on Czw Sie 23, 2018 3:01 pm

Położyła sobie rękę na piersi i pochyliła się nieznacznie
- przestraszyłam się panie - zachłysnęła się śmiechem, odreagowując i wyprostowała się
- za dwa dni powiadacie? - zaczęła ciągnąć temat, próbując ukryć wstyd, że źle odczytała zamiary.
- może się nieco wydarzyć w międzyczasie. Ta karczma zaś wydaje się dobrym miejscem by ponownie się spotkać. Z pewnością zostawię wiadomość u karczmarza gdzie mnie szukać, gdyby udało mi się znaleźć dogodną pracę gdzieś w tym wielkim mieście - zapewniła wychodząc z pokoju
- pierw jednak porozmawiam z moim przyjacielem Kormakiem. A i dziękuję za okazane mi zaufanie Sir Arjanie Estermont. Zawsze służę pomocą - skłoniła się i obdarowała go swoim skromnym uśmiechem.

Wnet ruszyła przodem z powrotem do sali głównej, gdzie biesiada zaczęła się rozkręcać. Ludzie Estermonta i Conningtona zdawali się czerpać garściami z przyjemnej posiadówki, zupełnie wciskając w kąty obecność pomniejszych gości. Sam Sir Arlan Connington upatrzył chwilą i zagadywał do kobiety, która zdawała się prowadzić niejednostronną wymianę zdań. W sensie, że ta nie wdzięczyła się ulegle do przystojnego rycerza na każde jego słowo, jak to miały zwyczaj czynić kobiety niższych sfer społecznych w stosunku do arystokracji i szlachetnie urodzonych.

Nie miała zamiaru jednak przeszkadzać pięknej parze i podeszła bezpośrednio do Kormaka, mijając wspomnianą dwójkę. Marynarz stał przy ladzie nieopodal nich i kończył właśnie swoje drugie piwo. Nalewano mu kolejne.
- co za dothrackie szczyny - burknął szpetnie po bękarciemu, gdy zaczął trzecie piwo
- to po co pijesz? - wrzuciła mu uwagę mała kobieta, wnet wskoczyła zgrabnie na stołek przy ladzie, by siedzieć obok niego.
- w sumie nie jest takie złe, pijałem gorsze. Chcesz trochę? - zaproponował szczerząc żółte zęby. Brakowało mu jednego siekacza z góry, a z bujnął brodą i łysiną przypominałby dobrze pirata. Wszystko gdyby nie prosta koszula i spodnie marynarza.
- brzydzę się alkoholem wiesz o tym - burknęła
- panienka z kapitanem się jednak napiła jak Ci nalał wina. Ja Ci tu pomagam, a nawet ze starym Kormakiem się nie napijesz? Co tam rycerzyk a właściwie zabijaka w lśniącej zbroi powiedział? - zapytał szyderczym tonem.
- wyrażaj się na R'hllora! Staram się jak mogę, a Ty sobie z niego kpisz otwarcie! - upomniała go oburzona.
- przecież po valeriańsku nikt tu nie gada, dziecko - powiedział półżartem, przyglądając się to Conningtonowi, to urokliwej kobiecie. Tak, szczególnie lubił zatrzymać wzrok na tej drugiej osobie. Nicore zaś naburmuszyła się jeszcze bardziej za użyte w stosunku do niej określenie.
- tak, jak przedrzeźniasz ten język z taką starannością, rzeczywiście ciężko zrozumieć.
- wali mnie to - rzucił niedbale, niemalże z politowaniem
- Sir Estermont wyraził się bardzo źle na temat ludzi z Essos... uważa, że same diabły stamtąd pochodzą. - kontynuowała
- tu się z nim zgodzę - skomentował wyjątkowo poważnie, co też wkurzyło Nicore.
- mimo tego zechciał bym udzieliła mu pomocy. Wyglądał na zadowolonego, kiedy to nagle mnie przestraszył
- czym Cię przestraszył?
- spojrzeniem - przyznała szczerze, kiedy to Kormak zaśmiał się zdrowo i głośno
- może lepiej wracaj do swojej świątyni, za tydzień wyruszamy z powrotem na morze. Trochę sobie popływasz, ale Vitold zawita w końcu z powrotem w Volantis. To nie jest miejsce dla Ciebie dziecino.
-  Wkurzasz mnie konkretnie stary dziadu! Skup się wreszcie! - Kormak zaś tylko mrugnął oczami i uśmiechnął się szerzej. Kobieta wzdychnęła, poddając się
- Powiedział, że za dwa dni zadecyduje czy mnie przedstawić. Król mógłby mnie posłać w miejsce gdzie mnie potrzeba.
- jesteś głupia Nicore... Uważaj, żeby ten kochany król nie kazał Cię zabić, jak już Cię przedstawią i jak się dowiedzą żeś kapłanką była, czy nadal jest. Znajdziemy Ci fuchę u alchemików tutaj, powinni docenić Twoje umiejętności, chyba. Zawsze możesz rozkręcić własny interes jak tak bardzo Ci zależy na tym miejscu. A tymczasem lepiej się nie mieszać w sprawy Lordów i Władców
- ale ja muszę - odpowiedziała zawzięcie. Kormak nie widział tego co ona, nie wie co się może wydarzyć, z resztą nie uwierzyłby. Ten zaś pokręcił głową zrezygnowany. Nadal nie mógł jej przekonać.
- uparta jesteś... no to skoro tego tak bardzo chcesz, to poproś szlachetnych rycerzy o ich towarzystwo, że chcesz się z nimi pokręcić, nim zadecydują co dalej. Zawsze możesz złożyć im swoje usługi. To dobry początek. Szlachta zwykle jest bogata w Westeros, a i z czasem wyrobisz sobie reputację - dziewczyna przytaknęła mu głową.
- będziesz mi towarzyszył? - zapytała nie ukrywając lęku w głosie. Poznała zupełnie obcych rycerzy i oprócz niego nikogo tak na prawdę tutaj dobrze nie znała
- obiecałem, że Ci pomogę, ale niańczyć nie będę. Pokręcę się za wami, ale lepiej żebym swojej paszczy nie otwierał przy nich, bo mi jeszcze język utną - wyjaśnił ponuro
- Jakby Ci odmówili poszukamy kogoś innego.
- no dobra - podsumowała, by potem rozejrzeć się po lokalu i zorientować się co kto robił. Ludzie rycerzy dobrze się bawili, nie powinna się szczególnie wyróżniać. Nie mogła zawieść.
- zamów mi to wino, ale nie dużo - powiedziała po dłuższej chwili do towarzysza, co Kormak skwitował rechotem godnym przebrzydłego pirata.


Ostatnio zmieniony przez Nicore Wi dnia Czw Sie 23, 2018 8:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Nicore Wi

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/08/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Bethany on Czw Sie 23, 2018 8:24 pm

Beth wydawało się, że obcy nieco się z jakiegoś powodu zmieszał. Szczerze powiedziawszy nie do końca znała przyczynę, chociaż gdzieś z tyłu głowy pojawiła się jej myśl, że może chodzi o jej luźny ton. Czyżby jegomość nie miał szczęścia do kobiet na tyle, że już odpowiedź na pierwsze pytanie zbiła go z tropu? A może chodziło o coś zupełnie innego? Kobieta nawet szybkim ruchem dłoni sprawdziła, czy nie ma czegoś na twarzy, maskując to chęcią odgarnięcia włosów na bok. Nic jednak tam nie znalazła, a na więcej przemyśleń czasu nie było.
Wino piję tylko w naprawdę wyjątkowych okolicznościach. Przykro mi to stwierdzić, ale ten dzień jest jednak jak na razie dość zwyczajny - stwierdziła, nie oddalając od siebie jednak kielicha. W końcu kto wie, zawsze wszystko mogło się zmienić. Albo po prostu zabraknie jej piwa. Zawsze przezorna Beth to również brała pod uwagę. Na jego ostatnie pytanie sapnęła szczerze rozbawiona, trzymając akurat kufel przy ustach.
Uwierz mi, to piwo nie jest złe. W Braavos, w jednej z karczm w Porcie Łachmaniarza jest barman, który ma w zwyczaju dodawać co nieco... od siebie... do kufli klientów, którzy zajdą mu za skórę. Na szczęście zawsze miałam z nim dobre stosunki. Prawdopodobnie dlatego jestem jedną z nielicznych osób, które to wiedzą... Ty możesz się więc również czuć wyjątkowy.
Po tym wyznaniu odwróciła się znowu w stronę wnętrza pomieszczenia, jakby zapomniała o prawdziwym pytaniu Conningtona. Prawda jednak była taka, że kobieta w szybkim tempie analizowała czy może sobie pozwolić tutaj na szczerość. W zasadzie, to nie dostrzegała przeciwwskazań. W końcu nie robiła niczego niezgodnego z prawem. Przynajmniej na razie.
Owa niewiasta jest tutaj w sprawach biznesowych. I kilku sprawach osobistych, które jednak raczej zachowa dla siebie.
avatar
Bethany

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 26/02/2018

Powrót do góry Go down

Re: Karczma "Czarna Pochodnia"

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach