Dziedziniec

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Dziedziniec

Pisanie  Maekar Velaryon on Nie Gru 10, 2017 9:54 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Maekar Velaryon

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/12/2017

Powrót do góry Go down


Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 23, 2018 11:52 pm

Westford zastał płatnerza pracującego nad jego zbroją. Oglądał ją od środka i zastanawiał się, jak przeprowadzić jego żądania. Reynard przerwał na chwilę pracę i wysłuchał jego prośby. Niestety ze smutkiem musiał przekazać złą wiadomość Arthurowi:
- Niestety jestem tylko płatnerzem. Nie znam się na robieniu mieczy tak dobrze. Mógłbym spróbować coś zrobić, ale nie wróżę sukcesu. - Zastanowił się, jak mógłby pomóc. Zaraz też postanowił coś poradzić Arthurowi: - Pójdź najlepiej do Eugena. Może onn Ci będzie w stanie pomóc. To kowal i ma warsztat koło wieży Lorda Dowódcy.

Jeżeli Arthur udał się tam i ponownie zgłosił swoją prośbę...

Eugen, raczej małomówny, zajmował się pracą nad kolejnym arsenałem. Jego warsztat był podobnej wielkości co ten płatnerza. On jednak do pomocy miał dwóch młodych chłopaków, których uczył kunsztu i którzy pomagali mu przy pracy. Po wysłuchaniu propozycji Arthura, odpowiedział lakonicznie:
- Dobra, zobaczę co da się zrobić. Mam sporo pracy dla nowych rekrutów, ale postaram się. Wpadnij za 3 dni, to powinienem coś mieć, w porządku?


Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Czw Maj 24, 2018 2:05 pm

Niestety okazało, się że Reynard jest tylko płatnerzem.
-Dziękuje za informacje, pójdę pogadać z tym Eugenem.

Po przybyciu do miecznika przywitał się z nim grzecznie i powtórzył to co wcześniej Reynardowi.
-Nie ma pośpiechu, może być za 3 dni, może być za tydzień. Ważne żeby miecze były dobre. Mój ojciec mawiał "i najlepsza broń na nic, gdy słabe ramię ją dzierży". Ja odpowiadałem "i najlepsze ramie na nic, gdy przyjdzie machać patykiem". Chcę oręż, który będzie pasował do mego ramienia! - to powiedziawszy uniósł prawą rękę, lekko zgiął w łokciu i zacisnął pięść. Nie napinał przesadnie muskułów, nie zginał też łokcia tak by zaprezentować biceps. Gest który wykonał, był odruchowy. Niemniej, Eugen mógł obejrzeć sobie ramie grube jak noga przeciętnego człowieka.
-Grunt, żeby miecze były z dobrej stali i odpowiednio wyważone. Tak żeby można było utrzymać broń na wyciągniętym palcu kładąc tuż przed jelcem. Zresztą zapewne doskonale znacie się na mieczach i wiecie jak należy go wyważyć. Chcę też, żeby klinga była matowa, tak żeby się nie błyszczała. Głupio byłoby gdyby dzicy zobaczyli błysk, jeśli przyjdzie się do nich skradać.
Różni wojownicy mogli mieć przecież różne preferencje i kowal powinien wiedzieć czego klient oczekuje. Zwłaszcza, że Westford znał takich, którzy oczekiwali że klinga będzie się świecić ja psu jajca, co uważał za totalnie bezsensowne, zwłaszcza na Murze.
-Aha i jeszcze jedna kwestia. Umie tu ktoś pisać? Bo ja niestety nie opanowałem tej sztuki mimo usilnych prób ojca, a chciałbym, żeby na klindze miecza znalazły się napisy. Takie jakby wytłoczone, wiecie z pewnością o czym mówię. Na jednym mieczu "JESTEM MIECZEM W CIEMNOŚCI". Na drugim "JESTEM STRAŻNIKIEM NA MURACH", a na obu, ale z drugiej strony "JESTEM TARCZĄ, KTÓRA CHRONI KRÓLESTWA LUDZI". Tylko takimi ładnymi, męskimi literami, bo te niektóre znaczki to takie chude i pozakręcane jakby ktoś gołą babę malował...
Pokręcił głową z dezaprobatą. Delikatne, wąskie pismo z różnymi zawijasami strasznie mu się nie podobało, podczas gdy ci, którzy czytać umieli zachwycali się takimi literkami.
-Bym zapomniał, na trzpieniu proszę o umieszczenie dwóch imion Arthur i Eugen. Dzięki temu lejąc dzikich będę lał też w Waszym imieniu!

Spoiler:
Mechanicznie normalne miecze jednoręczne, dwie sztuki, tylko żeby nie błyszczały w słońcu czy księżycu
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Maj 24, 2018 11:19 pm

Eugen uśmiechnął się. Prośba, by wyryć na mieczu jego imię, połechtała widocznie jego ego. - No cóż... skoro prosisz, to nie wypada mi odmówić. Będę zaszczycony- nie był może skory do śmiechu i był osobą poważną, ale pokazywał też okazywać zadowolenie i wdzięczność. Pilnie zanotował wszystkie prośby Westforda. - Spore wymagania jak na rekruta. Może mi to w takim razie zająć trochę dłużej... - stwierdził. - Masz szczęście, że umiem grawerować. I to naprawdę spore. Już znaleźć tu kogoś piszącego to cud, a co dopiero w żelazie. - dodał głosem, w którym czuć było nutę lekceważenia dla niepiśmiennych. - No, w każdym razie z półtora tygodnia. Trochę to jednak zajmie, takie prace szybko się nie zrobią. - mówiąc oglądał rękę Arthura, żeby mieć pojęcie, jaki miecz może zrobić. Musiał przyznać, że był jednak dobrze umięśniony. - Taka krzepa i na Murze się marnujesz? Chyba trafił nam się dobry rekrut. Nie zdziwię się, jak zajdziesz daleko. - stwierdził kowal. Zaraz jednak musiał dodać kurtuazyjnie: - Nie chciałbym Cię wyganiać, ale rozumiesz... mam jeszcze przed sobą dziś dużo pracy. Ale jeżeli chciałbyś wieczorem wybrać się do Mole's Town, to zapraszam z nami. Będzie jeszcze paru starszych Braci, będzie okazja się zaponzać. - objaśnił. "Wspólne wyjście" mogło bardziej sugerować, że jadą nie tylko na dziwki, ale i żeby napić się czegoś normalnego.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Pią Maj 25, 2018 7:47 pm

Z jednej strony Arthur był zadowolony. Spotakł na Murze prawdziwego profesjonalistę, miecznika z najwyższej półki.
Z drugiej strony pochwały rozmówcy wzbudziły jego podejrzenia. Zwykle gdy ktoś mówił coś takiego czegoś chciał. Czasem niczego złego, a czasem żeby złamał kontrakt...
Propozycja wypadu do Mole`s Town też mu się nie spodobała. Całe życie jedyne co robił to walka za pieniądze, był najemnikiem, ale mimo wszystko różnił się od nich, głównie dzięki wychowaniu. Znał wartość pieniędzy i dzięki temu rozumiał, że są rzeczy, których się za nie nie kupi. Na przykład przyjaźni czy miłości. Noc z jakąś dziwką nie jest zła, ale w żadnym razie nie może się równać z chwilami spędzonymi z kimś na kim człowiekowi zależy. Zawsze uważał, że taki marny substytut, udawanie, zwykle w słabym wykonaniu, nie jest warte swojej ceny. Zwłaszcza jeśli można mieć coś prawdziwego.
Wypić za to lubił, ale tylko i wyłącznie PO pracy. Nie ma nic gorszego niż pijany najemnik. Co więcej pijany najemnik to zwykle martwy najemnik. Cholernie ciężko się walczy kiedy człowiek nie może ustać na nogach i do tego widzi podwójnie. Co prawda kufelek czy dwa do obiadu można wypić, bo skutków ubocznych nie powoduje, przynajmniej u niego, ale uchlać się w pracy?
Co innego po robocie, wtedy gotów był zakrzyknąć "chodźmy nawalić się jak stare borsuki"!
Tylko czy na Murze robota kiedyś się kończy?
-Mole`s Town... - zastanawiał się. Jedyne co słyszał to opowieści jak to dziadek wyciągał z burdelu Braci, żeby wrócili na Mur gdzie ich miejsce. Miałby teraz być tam gdzie oni? "Miejsce Strażnika jest na Murze, a nie między udami jakiejś dziwki", usłyszał w myślach głos Morsa Westforda i zdecydował, że nigdzie nie idzie. Mógłby co prawda spróbować zrobić jak dziadek, iść i wytłumaczyć ręcznie Strażnikom gdzie jest ich miejsce, ale po pierwsze nie chciał, a po drugie wątpił by był wstanie. Jeszcze długa droga nim zdobędzie umiejętności i reputację dziadka.
-Dziękuje za zaproszenie, ale niestety raczej będę zajęty. Za to po złożeniu przysięgi chętnie ją opije. O ile nie będzie jakiegoś pilnego zajęcia. Z góry dziękuje za miecze, wierzę że będą najwyższej klasy. A teraz już nie przeszkadzam.
To powiedziawszy odszedł.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Maj 30, 2018 4:28 pm

Kowal westchnął. Liczył już, że znalazł znowu kolejnego kompana do picia, a tu klapa. Miał nadzieję, że będzie mógł się bardziej z Arthurem zaprzyjaźnić. Wydawał się miły, a i krzepę odpowiednią miał, coby w razie problemów go obronić (oczywiście on sam także ją miał, ale silny kumpel w paczce jest zawsze ceniony). - No trudno, w takim razie innym razem. - obejrzał Arthura jeszcze raz, od stóp do głów. Ciekawe kim zostanie. Jak był za Murem, chce mieczy i ma takie umiejętności... - Pewnie idziesz na zwiadowcę? Jakbyś kiedyś chciał opowiedzieć, to w przerwach od pracy z chęcią posłucham jakichś historii. W każdym razie czekam i powodzenia w przysiędze, ja już powininem wrócić do roboty. - odezwał się i poszedł po jakiś fragment stali, żeby ją przygotować do podgrzania.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Pon Cze 04, 2018 1:16 pm

27 Marca po wyjściu od dowódcy

Wyszedł z wieży trochę skołowany. Nawet myślał czy by nie wrócić, dopytywać co z tymi rannymi będzie, informować, że szukać pomoże, ale machnął ręką. Na tropieniu się nie znał, zresztą taki wódz jak Stannis chyba będzie wiedział co najlepiej zrobić?
Chwilę po wyjściu dorwał go Alester i odciągnął w miejsce gdzie nikt ich nie słyszał.
-No i co byłeś u dowódcy? - spytał
-Byłem. - odparł głucho Westford.
-No i?
-Wysłuchał mnie, a potem kazał wyjść. -
odparł Arthur jakby sam do końca nie wierzył w to co mówi.
-I wyszedłeś? - Alester również nie dowierzał.
-Nie kurwa, siedzę tam do tej pory, nosz ja...
-No to kiedy idziemy szukać tego ochlapusa?
-Nigdzie nie idziemy.
-Jak to nie idziemy? Dowódca zostawia ich na pastwę losu?!
- oburzył się Alester
-Pewnie nie, wątpię żeby zostawił rannych.
-Było się zgłosić do poszukiwań.
-A tam pierdolisz, nie wiem jak ty, ale ja nie jestem ekspertem od szukania ludzi po lesie. Pewnie wyśle kogoś kto umie łazić po tej kniei.
-Czyli będziemy siedzieć na dupach i nie zrobimy nic?
-Nic nie zrobimy bo nic nie możemy, ani nie umiemy. Nudzi ci się to idź jakiegoś ładnego chłopca wychędożyć czy coś.
- Arthura wyraźnie irytowały już te pytania. A może czuł się winny, że nie rozegrał sytuacji w wieży lepiej?
-Ja pierdole to raz było, po pijaku, z ciekawości, do tego srebra miałem tylko na niego...
-Taaa, a w Lys co? Ciekawości ciąg dalszy?
-Lys to Lys, myślałem, że to baba...
-A potem było niegrzecznie odmówić? -
spytał ironicznie Westford - zresztą kurwa, nie ma już o czym gadać? Rób co chcesz, ja idę nauczyć się strzelać z łuku.
-A po chuj Ci łuk? Mieczem wybijesz więcej dzikich.
-Ale polować mieczem nie będę, raz mi się dzika udało mieczem ubić, ale takie szczęście się często nie trafia. Ci zwiadowcy padają jak muchy, nie ma zamiary zostać w środku dziczy sam bez żarcia, a nie będę wpierdalał jakiś korzonków. Nauczę się polować i będę mógł mieć w dupie tych amatorów.


***

Jak powiedział tak zrobił, codziennie trenował z łukiem. Krótkim, bo jakoś nie widziało mu się bieganie z wielkim po krzakach, dodatkowo mniejszy wydawał się prostszy do nauki.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Wto Cze 05, 2018 8:59 pm

28 Marca, po otrzymaniu informacji od posłańca

Arthur właśnie ćwiczył z łukiem i o ile napinanie go nie stanowiło żadnego problemu o tyle trafienie w cel... lepiej przemilczeć. Nagle podszedł do niego jakiś rekrut i przekazał co stało się z jego zbroją. Postanowił więc niezwłocznie udać się do Reynarda.
Okazało się, że posłaniec mówił prawdę, część zbroi na udzie była zniszczona.
-Cholera, zachciało mi się dobrą zbroję ulepszać - powiedział po tym jak już przywitał się z kowalem i naocznie przekonał się, że zbroja została uszkodzona. Zamyślił się podrapał po głowie i zwrócił się do rzemieślnika.
-Ale to ciekawe, popsuło się udo, a wydaje mi się, że to najmniej skomplikowany element z całego zestawu. Zwłaszcza ręce, dużo mniejsze i tak dalej. Może siedmiu chce mi coś przez to przekazać? - zastanowił się i odruchowo dotknął figurek w kieszeni.
-Nie wasza wina Reynardzie - zwrócił się do płatnerza - jestem pewien, że to miał być jakiś znak, tylko jaki? Nogi... Ruch! Tak to musi o to chodzić! Do tej pory walczyłem w szyku, często w ścisku bez swobody ruchu, przeciwnicy mieli inną broń. Tutaj walka przypomina raczej serie pojedynków. Myślę, że siedmiu mówi mi, że powinienem nosić na nogach lżejszą zbroję, bardziej dostosowaną do warunków za murem. Wstrzymajcie się proszę z przeróbką reszty zbroi. Być może ten cały pomysł pojawił się w mojej głowie tylko po to bym zmienił swój pancerz? Z nogami w nieco lżejszej zbroi byłbym bardziej mobilny, szybciej dopadał wrogów itd. Muszę to jeszcze na spokojnie wszystko przemyśleć.
Dłuższą chwilę chodził zastanawiając się, po czym ponownie zbliżył się do kowala i powiedział.
-Co prawda nie wymyśliłem co ze zbroją, ale mam dobry plan. Słuchajcie uważnie Panie Reynard. Wy będziecie doskonalić swoje rzemiosło, eksperymentować w wolnych chwilach, oglądać porządne zbroje takie jak moja itd. Aż wreszcie wykujecie taką zbroję, że nawet lordom gały na wierzch wyjdą! W tym czasie ja zostanę najlepszym zwiadowcą od czasów Qhorina i mojego dziadka. Jak już dokonam wielkich czynów to poproszę Lorda Dowódcę by mianował mnie werbownikiem. Ubiorę wykonaną przez was zbroję i odnajdę tego kutasa, przez którego tu trafiliście. Z pewnością spyta kto mi taką wspaniałą zbroję zrobił. A ja odpowiem "wasz stary znajomy Reynard, przesyła pozdrowienia", następnie chwycę łobuza za fraki obrócę i z całej siły kopnę w sam środek dupy, a siłę to ja mam! Wierzcie mi! Tak go w dupę kopne, że gównem rzygać zacznie! Dobry plan?! - zakończył, oczy mu się świeciły, a uśmiechnięty był od ucha do ucha. Plan mógł wydawać się bardzo mało realistyczny, ale Westford szczerze wierzył, że może się udać. Zawsze wierzył w powodzenie swoich planów, inaczej o nich nie mówił.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Cze 07, 2018 9:27 pm

Z początku Reynardowi było naprawdę przykro z powodu zniszczenia zbroi Arthura. Nie uczynił tego umyślnie. Złożył smutnym głosem przeprosiny: - Ja naprawdę nie wiem, co się stało. Pracuję normalnie, jak przy rękach, a tu bach! i się złamało. W takich momentach przestaję wierzyć w swój kunszt. - powiedział zawiedziony. Potem przyszło na monolog Westforda. Ktoś byłby pewnie się zanudził po drodze, kiedy rozmyślał na głos. Ale nie Reynard, a szczególnie tak przejęty, jak w tej chwili. Wysłuchał wszystkiego. Po drodze trochę mu się humor poprawił, a na koniec nawet szczerze się zaśmiał. - Niech i tak będzie. Jeżeli życie dopisze... to kto wie? Czasem i takie historie się zdarzają... Życie różne rzeczy napisało. - stwierdził filozoficznie. Spojrzał jeszcze raz na zbroję: - Może mogę Ci to jakoś zrekompensować? Jak będziesz czegoś potrzebował, to zawsze z chęcią pomogę.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Nie Cze 10, 2018 8:50 pm

-Skoro plan się podoba to ja niezwłocznie ruszam go realizować! - oświadczył zadowolony - Zobaczycie Panie Reynard, zobaczycie, jeszcze będzie o mnie głośno! Zawsze jest, tak czy inaczej. Zbroją się nie przejmujcie, jeśli jest tak jak myślę i był to znak od Siedmiu to nic nie mogliście zrobić. Do czasu aż domyślę się co Siedmiu chciało mi przekazać wstrzymam się z wszelkimi ulepszeniami zbroi. Jak już wymyślę o co chodziło z pewnością będę miał do Was nie jedną prośbę!
Arthur ze swoją wiarą się nie obnosił. Zobaczyć go w sepcie można było jeszcze rzedziej niż pokonanego w pojedynku. Mimo to wierzył w Siedmiu i w to, że czasem dają ludziom znaki.
Co więcej był przekonany, że to Siedmiu sprawiło, że znalazł się na tym Murze, a teraz wciąż dają mu wskazówki. Był zdania, że musi dokonać czegoś wielkiego i z pewnością dokona o ile tylko nie pobłądzi.
-Muszę wracać do treningów - oznajmił płatnerzowi - w mieczu to mi tu pewnie nikt rady nie da poza Pierwszym Zwiadowcą, ale w innych dziedzinach są lepsi. Przynajmniej na razie. - powiedział jakby był święcie przekonany, że może przewyższyć każdego zwiadowcę również w innych dziedzinach.
-Obyś wykuł zbroję, której nawet Valyriańska Stal nie przebije - pożegnał się z płatnerzem i ruszył dalej trenować z łukiem.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Cze 10, 2018 9:17 pm

6 kwietnia 336 AC

Do Czarnego Zamku powrócił kolejny ze zwiadów. Grupa zwiadowców z Jonem Snowem na czele mogła zaliczyć swoją misję do średnio udanych. Sprawdzili, że w Hardhome nie ma żadnej osady Dzikich. Dowiedzieli się jednak, że faktycznie istnieje zbiorowisko plemion przy ujściu Antlers. Stracili też jednego ze swoich ludzi. Musieli jednak wracać - po odesłaniu ludzi z Guillaumem nie mieli wystarczających sił na przeprowadzenie akcji dywersyjnych. Musieli się zadowolić tym, co uzyskali. Ich informacje były więc zbliżone do tych przyniesionych przez grupę Deonte - niczego nowego sie nie dowiedzieli, ale potwierdzili wcześniejsze przypuszczenia. W obliczu całkowitej pewności posiadanych informacji, Lord Dowóca mógł już z całkowitą pewnością przystąpić do przygotowywania Muru na inwazję.

Wyrocznia
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Guillaume on Nie Cze 10, 2018 9:37 pm

Codzienne ćwiczenia z mieczem dwuręcznym i długim łukiem zostały nagle przerwane dźwiękiem rogu ze szczytu Muru. Jeden długi sygnał oznaczający powrót zwiadowców. Zaraz też Guillaume oddał stępiony miecz treningowy do zbrojowni, wziął własny i popędził ku bramie, aby zobaczyć któż to powraca do Czarnego Zamku. Chwilę później ujrzał.
- HA! Serca z kamienia, twarze z lodu, drżyjcie śmiertelnicy! Przystojny Pan powrócił!
Krzyczał tak wznosząc ręce ku górze. Prezentował on zebranym standardowo uśmiechnięte od ucha do ucha oblicze. Widać praprababka Hildegarda czuwała nad losem swego najstarszego praprawnuka i zesłała Jona Snow z powrotem, ponieważ Guillaume jeszcze go nie wyruchał. Teraz z pewnością poznawszy się na jego wartości Przystojny Pan weźmie go na kolejną wyprawę i kto wie, może to będzie wyprawa tylko we dwoje?
avatar
Guillaume

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 05/01/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Pon Cze 11, 2018 10:43 pm

Jon Snow przejechał przez bramę. Jego wzrok spoczął przez ułamek sekundy na Guilu. Widać się skrzywił, ale zaraz zszedł z konia i zasalutował.
- Ser, melduję zakończenie misji. - rzucił poważnym tonem. Guillaume mógłby pomyśleć, że to do niego, gdyby nie głos dobiegający zza jego pleców. - Oczywiście, Pierwszy Zwiadowco. Rad jestem widzieć Cię żywy. Zapraszam do swojej samotni. - głos był zimny i poważny. I znajomy. Należał do Stannisa. Obaj Panowie wymienili się uprzejmościami i wspólnie udali się do Wieży Lorda Dowódcy, zupełnie ignorując Guillaume.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Wto Cze 12, 2018 9:59 am

8 Kwietnia

Czyli jednak tego Blane`a nikt nie lubił! Arthura to wcale nie zdziwiło, za to zdziwił się, że Snow przyznał to tak otwarcie. Widocznie był z niego prawdziwy "swój chłop".
Postanowił nie drążyć tematu starego zwiadowcy, skoro Jon nie miał do niego pretensji.
Pierwszy Zwiadowca sam też nakierował rozmowę na temat do którego Westford dążył.
-Najlepszy w Czarnym Zamku? Piękny tytuł tylko nie wiem czy wciąż aktualny - uśmiechnął się - w końcu teraz ja tu jestem - powiedział chełpliwie, ale jednocześnie wesoło, przyjaźnie. - Co powiecie na rozstrzygnięcie kto jest najlepszy na placu treningowym? Proponuje nie jeden, a 3 pojedynki, jeden ktoś może wygrać dzięki szczęściu, przy trzech z pewnością zdecydują umiejętności! Zbroje jakie kto chce, mam nadzieje że znajdzie się jakaś ciężka treningowa. Dzierżyć natomiast będziemy miecz do obu rąk. Jest to związane z moją ostatnią propozycją. Zwycięzca weźmie jedyny na Murze miecz z Valyriańskiej Stali. Co Wy na to Pierwszy Zwiadowco? Macie odwagę postawić swój drogocenny miecz? W końcu w obliczu ataku na Mur powinien go dzierżyć najlepszy wojownik! No chyba, że nie macie odwagi postawić tak cennego miecza, mogę walczyć i bez tego, żeby sprawdzić kto lepszy.
Na dobrą sprawę aż tak bardzo nie zależało mu na Długim Pazurze. Bardziej chodziło o to by sprawdzić jak zareaguje Jon Snow. Słyszał jak różne paniczyki cenią swoje miecze z Valyriańskiej, choć władają nimi tak, że dobry wojak mógłby ich pokonać normalnym ostrzem.
Wiedział już, że Jon Snow to rozsądny człowiek i do tego "swój chłop". Teraz chciał sprawdzić czy to chłop z jajami.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Pią Cze 15, 2018 1:39 pm

Snow uniósł brew. Nie był pewien, czy się nie przesłyszał. Miałby oddać swój miecz, Długi Pazur? Ten człowiek był chyba niepoważny... Jon z bardziej wesołego i jeszcze w dobrym nastroju przybrał wyraz zupełnie poważny. - Nie. - odpowiedział zdawkowo, wpatrując się intensywnie w swojego rozmówcę. - Ten miecz został mi podarowany przez Lorda Dowódcę Jeora Mormonta, ponieważ uznał, że jestem godny go dzierżyć. To nie jest przedmiot, który może być przedmiotem hazardu. - wyglądał na podirytowanego i trochę zagniewanego tą propozycją. Otulił się mocniej w swoje futro i powidział: - Walczyć z Tobą też nie będę. Nie mam czasu, muszę jeszcze wiele spraw załatwić, a szczególnie w obliczu tego zbiorowiska Dzikich. Życzę powodzenia na Murze. - odpowiedział na koniec i oddalił się w swoją stronę, zostawiając Arthura samego.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Pią Cze 15, 2018 4:11 pm

No i przegiął znowu. Dokładnie tak samo jak u dowódcy. Niektórzy widać nie uczą się na błędach. Szło tak dobrze, dokładnie jak u Stannisa, a potem...
Chciał jeszcze zawołać, powtórzyć, że przecież mogą się bić bez tego miecza jako nagrody, ale Snow po prostu sobie poszedł.
-Może go gonić? A tam w dupę, pewnie uznał, że szkoda na mnie czasu. W sumie mi też by było szkoda na jakiegoś słabeusza. No nic jak nie pałką go to kijem! Pokażę, że jestem dobry to może wtedy będzie zemną walczył? - pomyślał.

Udał się do zbrojowni wziął stamtąd ciężką zbroję treningową na całe ciało poza nogami, na nogi wziął średnią (o ile była jakaś ciężka treningowa). Wziął też miecz do obu rąk taki który najbardziej przypominał mu Długi Pazur.
Następnie udał się na plac treningowy chwycił pod boki i zaczął wołać całkiem donośnie, choć nie krzyczał.
-Jest tu ktoś, kto ma odwagę zmierzyć się z Arthurem Westfordem? No dalej! Ktokolwiek! Umiejętności pewnie nikt nie ma żeby mnie pokonać, ale może komuś chociaż szczęście dopisze? No dalej! Jest tu ktoś tęgi w mieczu?

Jeśli ktoś się zgłosił to nie miał zamiaru tłuc go tak, żeby tamten wylądował u Maestera. Co więcej jeśli komuś wybiłby broń z ręki to nie atakował tylko czekał, aż oponent ją podniesie.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Cze 17, 2018 11:19 pm

W zbrojowni nie było treningowych zbroi ciężkich, Arthurowi musiała więc wystarczyć zwykła kolczuga i przeszywanica. Do Arthura od razu zgłosił jeden z budowniczych. Wyraźnie nudziło mu się i chciał przećwiczyć swoje kości, chociaż nigdy dobrze nie walczył. Wziął do ręki tarczę i miecz i stanął naprzeciw Westforda. I trzeba przyznać, że rekrut nie miał problemów z pokonaniem starszego doświadczeniem zwiadowcy. Najpierw potężnym ciosem uderzył w jego hełm, powodując pewne zawroty głowy. Potem zbliżył się na trochę, dobrze blokował jego uderzenia (mieczem czy zbroją), żeby kopnąć go w łydkę i wykorzystać zamieszanie, do wyprowadzenia ciosu w ramię. Budowniczy zachwiał się, a Arthur skoczył do niego i powalił go swoją masą na ziemię. Brat podniósł rękę, poddając się. Jęknął, mówiąc coś o silnym bólu w klatce piersiowej i jak najszybciej poszedł do maestera poprosić o pomoc, by określił czy nic poważnego się nie stało.
Więcej chętnych nie było, poza jakimiś rekrutami. Arthur nie był jeszcze na tyle sławny, by doświadczeni zwiadowcy przychodzili do niego na zawołanie, by walczyć.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Pon Cze 18, 2018 11:35 am

-Nosz kurwa co za amatorzy - pomyślał Arthur po załatwieniu pierwszego przeciwnika - to już te dzikusy za Murem lepsze były.
Na koniec fajtłapa jeszcze się poddał...
Usiadł i myślał co zrobić dalej odprowadzając wzrokiem biedaka, który udawał się do Maestera.

-Okładając jakiś słabeuszy nie sprowadzę tu Snowa. Codziennie ktoś okłada takich na placu. Chyba, żeby...
Wstał, wyprostował się i rzekł dumnie
-No dobra amatorzy, pojedynczo nikt nie ma zemną szans. Mimo że mam na sobie tą śmieszną zbroję zamiast porządnego ciężkiego pancerza. Atakujcie więc mnie po dwóch! Może w ten sposób coś osiągniecie!
Chwycił miecz oburącz i był gotowy do drugiej rundy.

Tak jak poprzednio nie miał zamiaru nikogo katować. Przy wybiciu broni pozwolił też ją łaskawie podnieść przeciwnikowi.


Ostatnio zmieniony przez Arthur Westford dnia Pon Cze 18, 2018 11:38 am, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : literówki)
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Sro Cze 20, 2018 7:09 pm

Arthur wziął jakichś dwóch rekrutów, którzy jednak trochę się obawiali tych pojedynków. Wyglądali na przestraszonych, ale stanęli do walki. Od razu wyglądała na jednostronną. Jeden z nich trzymał miecz i tarczę, drugi miecz dwuręczny. Najpierw oni spróbowali nacierać, ale Westford doskonale się bronił, parując ich ciosy. Potem wyszedł do ataku, odepchnął jednego z nich i mocnym ciosem w głowę położył drugiego. Przy tym stracił trochę samokontroli i chyba uderzył ciut za mocno. I przejechał mu ostrzem miecza po twarzy, zostawiając potężną bruzdę na czole. Zbrojmistrz - czy też przypadkowy brat przyglądający się pojedynkowi - podbiegł od razu do nich i odepchnął Arthura. - Co Ty kurwa robisz? Ostrym mieczem walisz w człowieka i się nie hamujesz? - zaczął go ochrzaniać. Przy tym sprawdzał stan rekruta, który zamarł na ziemi i się nie ruszał. - Żyje, ale stracił przytomność. Niech ktoś mi pomoże zanieść go do maestera! - krzyknął i zaczął podnosić rekruta. Drugi, ten z tarczą i mieczem, rzucił wszystko na ziemię i też rzucił się do pomocy przy noszeniu rannego.

Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Czw Cze 21, 2018 12:02 am

Niestety dwóch przeciwników też nie stanowiło wyzwania dla doświadczonego najemnika.
Dobry cios w łeb i przeciwnik leżał jak długi. Do tego jeszcze ktoś się przypałętał, żeby... wyśmiać słabeuszy? Otóż nie, skrytykować Arthura!
-Gdybym się nie hamował to tego człowieka trzeba by było nieść do Septu, nie Maestera - odpowiedział sucho. - Ale z jednym racja, muszę iść po jakiś bardziej tępy miecz.
-Tak żeby pasował do "ludzi" z którymi przyszło mi się zadawać - pomyślał poirytowany cała sytuacją.
Skoro był już chętny do odprowadzenia parodii rekruta to postanowił, że sam nie będzie pomagał rannemu. Zamiast tego udał się do zbrojowni by znaleźć jakiś tępszy miecz. Wciąż chciał jednak by ten przypominał broń Jona Snowa.
Po powrocie oparł ostrze o prawy bark uśmiechnął się i oświadczył.
-Wiecie co? Sprawiedliwiej będzie jeśli samotrzeć na mnie uderzycie! Może trzech lichych rekrutów sprosta prawdziwemu wojownikowi! Albo chociaż szczęście wam dopisze? Im was więcej tym większa szansa na szczęśliwy cios! No dalejże! Trzech na jednego to chyba dacie radę?!

Chwycił miecz oburącz i ustawił się w pozycji obronnej gotów zmierzyć się z trójką przeciwników.
Miał nadzieje, że przynajmniej nie będą takimi tchórzami żeby bać się atakować jednego w trzech.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 9:00 am

Zbrojmistrz i walczący z Arthurem wcześniej rekrut wzięli rannego brata i udali się z nim w kierunku wieży maestera. Gdy Westford wrócił z zbrojowni z tępym mieczem, którego nie miał problemów znaleźć, już nie mieli go w zasięgu wzroku. Zostało tam kilku rekrutów, bijących się między sobą w indywidualnych pojedynkach. Na okrzyki doświadczonego rekruta przerwali chwilę i powoli odwrócili w jego kierunku głowy. Wszyscy byli przed chwilą świadkami incydentu, który wykluczył jednego z ich braci. Popatrzyli się po sobie z pytającym wzrokiem, pełnym zarazem niepewności. Jeden z nich (zdecydowanie młodzieniaszek, jeszcze z pryszczami na twarzy) przełknął ślinę i powiedział drżącym wzrokiem:
- Dob-brze. - zaraz też do niego przyłączył się walczący z nim kolega. Bali się, ale chcieli spróbować walki z kimś bardziej doświadczonym. Pomimo tego przez chwilę wydawało się, że nie znajdą trzeciego do walki, albowiem nikt więcej nie miał ochoty walczyć. W sumie jednak znalazł się jeden zapaleniec, wszedłszy dopiero na plac, który miał więcej ochoty do walki niż zdrowego rozsądku. Nawet nie założył pełnego uzbrojenia, a jedynie leżącą gdzieś przeszywanicę, i tak oto trzech przeciwników stanęło dookoła Arthura. Niepewnie z początku zaczęła się ta walka. Dwaj młodzi próbowali wyprowadzić ciosy na Arthura, bardziej jednak atakując powietrze. Zapaleniec ruszył odważniej, ale Westford nie miał problemu z uniknięciem jego ciosu. Sam jednak nie zdołał go skontrować, a co najwyżej mógł wykorzystać zamieszanie, żeby stanąć sam na sam z pozostałą dwójką młodych, cały czas jednak monitorując położenie "zapaleńca", żeby nie stworzył niepotrzebnego zagrożenia. Na młodych jednak udało mu się wyprowadzić cios, jednego obijając w okolicach łokcia, a drugiego po piersi. Wtedy oni uderzyli, trochę przypadkowo, ale jeden z nich prawie wytrącił broń Westforda z rąk, chybiając o centymetry. Arthur wtedy łokciem odepchnął drugiego z nich, chcąc zostać sam na sam z młodym chłopakiem, ale ten był szybszy i, widocznie nabrawszy pewności po prawie udanym ataku, walnął go w głowę tak, że Arthur się zatoczył i dał im chwilę wytchnienia. Chwilę, w trakcie której wrócili do początkowego ustawienia, choć tym razem Westforda bolała delikatnie głowa. I znowu zaatakowali rekruci, ale tym razem to Arthur zagrał pierwsze skrzypce. Zapaleniec zdołał się jeszcze uchylić przed jego ciosem, ale dosięgnął dwóch młodzików, jednego po raz kolejny obijajac w pierś, drugiego zaś, w rewanżu, waląc w głowę zdecydowanie mocniej niż on jego, z taką siłą, że tamten padł już bezładnie na ziemię nieprzytomny.
Spoiler:
Arthur ma na sobie mechanicznię ranę lekką w głowę.

Nieznajomy


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Czw Lip 05, 2018 11:58 am, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Czw Lip 05, 2018 11:21 am

Najemnik patrzył z zażenowaniem jak jak pryszczaty chłopak niepewnie staje do walki. Cholera, miało być TRZECH NA JEDNEGO, a oni i tak wyglądali jakby srali po gaciach! Co będzie jak przyjdzie im walczyć z dzikimi? Wtedy nie będą mieli przewagi liczebnej, to przeciwnik będzie ją miał.
Znalazło się jednak 3 ludzi i rozpoczął się taniec. Ciosy, uniki, przyjemna walka.
Uśmiechnął się, gdy jeden prawie wybił mu miecz z dłoni.
-Dobrze! - zdecydował się nawet pochwalić rekruta. Chłopakowi pochwała chyba dodała pewności siebie, bo chwilę później Arthur dostał w głowę. Za słabo jednak.
-Bardzo dobrze! Ale tak się to powinno robić! - krzyknął i zaatakował przedzierając się do chłopaka po czym też rąbnął go w łeb. Tyle, że tak iż tamten się wykopyrtnął.
-Leż! - zawołał, chociaż rekrut i tak pewnie go nie słyszał ogłuszony - a my walczymy dalej! - powiedział do reszty - Dzicy wam nie odpuszczą, bo wasz towarzysz został ranny! Trzeba walczyć o życie swoje i swoich kompanów! Jeśli chcecie mu pomóc najpierw musicie mnie pokonać!
Jeśli rekrut potrzebował pomocy medycznej to musiał poczekać aż walka się skończy. Westford wiedział, że teraz dwójka nie stanowi wielkiego wyzwania, ale chciał im pokazać prawdziwą walkę i nauczyć, że muszą walczyć do końca.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 11:57 am

Pozostały młodzik chciał pomóc swojemu koledze, ale nie śmiał też odmawiać Arthurowi - ze strachu. Coraz bardziej niepewnie trzymał tarczę, przez co Westford nie miał problemu ponownie trafić go w brzuch - tym razem jednak zdecydowanie mocniej, tak że tamten stracił oddech. Bardziej entuzjastyczny był ten, który cały czas był tak napalony na walkę. Uchronił się nawet od jego ciosu w okolice torsu, ale Westford bezpardonowo kopnął go w piszczel. Obaj rekruci musieli się odsunąć i złapać rytm, żeby znowu przystąpić do walki. Walczyli jednak zdecydowanie słabiej, a wraz z czasem i ranami opadali z sił. Niedługo i drugi młodzieniaszek musiał przerwać walkę - kolejny cios w brzuch okazał się zbyt mocny i nie mógł już dłużej walczyć. Odsunął się i z ewidentnym grymasem bólu na twarzy przystąpił do udzielania pomocy swojemu nieprzytomnemu koledze. Został tam jedynie napaleniec, jednak gdy został sam na sam, jego entuzjazm niespodziewanie spadł. Trochę zbladł, ale nie chcąc okazywać strachu ruszył w desperackiej szarży na Arthura... i uderzył z całej siły swoją tarczą w jego rękę, wytrącając z niej miecz. W ten oto sposób jako pierwszy rozbroił Westforda. Wyraźnie się tym ucieszył, oznajmiając to całemu światu przez wymowne:
- Ha! Ten Guillaume to umie doradzić!
Całe zamieszanie jednak przerwał wracający zbrojmistrz. Był wyraźnie zdenerwowany tym, co zobaczył. Podszedł do rannych młodzików, wymienił z nimi jedno zdanie, po czym spiorunował wzrokiem Arthura i ohukał go:
- Na chwilę znikam, a Ty znęcasz się nad kolejnymi rekrutami? Co Ty sobie wyobrażasz? Koniec tego, teraz i tych zabieram do Maestera, a Ty nie waż się tykać któregokolwiek rekruta, dopóki nie nauczysz się hamować nad swoją siłą! Czy to jasne? - powiedział gniewnie, po czym jeszcze podszedł do tego, który rozbroił Arthura, poklepał go i pogratulował wyczynu.
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Czw Lip 05, 2018 12:34 pm

Rekruci byli co prawda słabi, ale przynajmniej posłuszni. Arthur pięknie ich obijał, aż w końcu został sam na sam z najlepszym z nich. Ten w desperackiej szarży wybił mu broń z ręki.
-Bardzo dobrze! - oznajmił - teraz co prawda musiałbyś jeszcze mnie zabić nim bym odzyskał swój miecz, a to już dużo trudniejsze, ale to już jakiś postęp! Guillaume? - zdziwił się słysząc to imię - ten leszczyk którego rozwaliłem jednym ciosem? - zaśmiał się Westford - powinieneś znaleźć sobie jakichś lepszych doradców, zwłaszcza że z Ciebie akurat może coś być.
Chętnie kontynuowałby walkę, ale przyszedł nie wiadomo po co jakiś ważniak i zaczął pouczać lepszego od siebie.
-To jest walka czy zabawa? - spytał retorycznie przybysza - dzikich też będą prosić, żeby nie bili za mocno? Trzeba ich nauczyć prawdziwej walki! Ja byłem za Murem i osobiście przesłuchiwałem dzikich, wiem że zaraz zwali się tu ich całe mrowie! Każdy z nas będzie musiał pokonać z 10 dzikich żebyśmy wygrali, a ci tutaj we TRZECH nie mogli sobie z JEDNYM poradzić. Tylko ten jest coś wart - spojrzał w stronę tego, który go rozbroił - kto Cię uczył walczyć? Ty może kilku dzikich ubijesz! Może nie dziesięciu, ale nie martw się, ja zamierzam wyrobić normę za kilku rekrutów, swoją już za Murem wyrobiłem - powiedział chełpliwie. Zdjął powoli nakrycie głowy i potarł bolące miejsce - bez dobrego hełmu jak bez ręki, a mi w takiej kupie trenować każą. Nie ma to jak ciężka zbroja.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Lip 05, 2018 2:30 pm

- Ha! Trzeba było się wymądrzać w czasie walki, a nie teraz cwaniaku! - odpowiedział trochę prześmiewczym głosem rekrut, noszący przypadkiem imię Allen. - Guil to mój ziomek i nie waż się go obrażać, jasne? - huknął jeszcze. Tymczasem nadzorujący nad treningami zbrojmistrz spojrzał znowu gniewnym wzrokiem na Westforda i odpowiedział: - Mamy ich nauczyć walczyć, a nie kurwa zabić! Ten co go w głowę poprzednio trafiłeś, będzie siedział 2 miesiące w łóżku. I co, myślisz, że czegoś się nauczył od Ciebie? - był wyraźnie wytrącony z równowagi i próbował się jakoś uspokoić. Wziął rannych rekrutów i wraz z nimi ruszył powoli do maestera. Wtenczas Allen odpowiedział na pytanie Arthura. - No mówiłem Ci kurwa, że Guillaume. A wcześniej w armii Brackena czegoś się nauczyłem. - chrypnął. Nie miał jednak już ochoty na dalszą rozmowę. Znalazł sobie jakiegoś gościa do napierdalania i wrócił do treningów.
Nieznajomy
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 2231
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Arthur Westford on Czw Lip 05, 2018 8:07 pm

-Nie obrażam nikogo tylko stwierdzam fakty - zaśmiał się Westford - spytaj kogo chcesz, jak tu przybyłem to mi go dali do walki, bo chyba myśleli, że jest dobry. Jeden cios i dostał w łeb, się złożył jak domek z kart. Powędrował do wieży jak ci wszyscy tutaj z tą różnicą, że głowę ma twardszą to szybciej wyszedł.
Na tyradę zbrojmistrza prychnął tylko.
-No to ich ucz, bo na razie gówno umieją, a wróg nadciąga. Ja sobie idę, bo mnie tu nikt nic nie nauczy, co najwyżej szczęśliwie miecz wybije z rąk na chwilę.
Zaczął już odchodzić, ale nagle się zatrzymał i rzucił jeszcze.
-Jeśli myślisz, że ten twój gość od brukselki jest coś wart to możemy się kiedyś pobić, was dwóch na mnie jednego. Bo pojedynczo to tylko strata czasu.
To powiedziawszy udał się znów trenować z łukiem. Tam przynajmniej nikt nie będzie biadolił, że kogoś zlał.
avatar
Arthur Westford

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 06/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach