Ulice miasta

Go down

Ulice miasta

Pisanie  Dorian Hightower on Czw Gru 07, 2017 12:08 pm


Stare Miasto nie bez powodu uchodzi za jedną z najbardziej miłych dla oka (i nosa) aglomeracji. Cała mieścina rosła w tym miejscu przez tysiące lat i nie odbywało się to chaotycznie i bez planu. Wszystkie ulice są szerokie i wyłożone gładkim brukiem. Na co dzień widuje się tu wielu przechodniów zajmujących się swoimi sprawami. Wszystkiego pilnuje straż miejska, która patroluje ulice w grupkach po trzech - pięciu ludzi.
Dorian Hightower
Dorian Hightower

Liczba postów : 215
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Sty 23, 2018 2:02 pm

26 lutego 336 AC


Od pewnego czasu, do Gwiezdnego Septu przypływały coraz to nowe siły. Może było to spowodowane tym że wierni po prostu poczuli że powrót Wiary Wojującej jest dobry, chcieli mieć choć odrobinę więcej władzy lub po prostu liczyli na innego rodzaju zysk. W ciągu trzech tygodni, od poprzedniego raportu w drzwiach świątyni zjawiło się co najmniej pięć razy więcej ludzi. Na początku przychodzili rycerze i klękali, przysięgając swą wierność Wielkiemu Septonowi. W drugiej kolejności przychodzili prości chłopi i mieszczanie, będący w większości tą najbardziej ubogą częścią społeczeństwa, która nie miała co włożyć do garnka, a buty już się im skończyły. Septon Vulfrik, który zajmował się spisywaniem wszystkich chętnych, przyniósł swojemu przełożonemu pełny raport najnowszych nabytków.



Drowned
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 2691
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Peter z Astory on Pon Maj 14, 2018 4:26 pm

20/04/336AC

Podstęp z podobnej odpowiedzi czuć było na mile... Kto o zdrowych zmysłach zaufałby bezbożnemu, pozbawionemu honoru zdrajcy i wszedł samodzielnie na jego statek? Tak czy inaczej sześć setek rycerzy w pełnym rynsztunku wyruszyło z Gwieździstego Septu nad wody Miodowny, gdzie zatrzymało się, a herold Synów Wojownika wyjechał i zakrzyknął do okrętów. Dodatkowa setka rycerzy zaś rozstawiła się po drodze.
- Niech wódz bezbożnej hordy zejdzie na ląd ze swoimi ludźmi i stanie do walki lub ukorzy się przed sądem Siedmiu! Niech dosięgnie go sprawiedliwość! - wykrzyknął. - Chyba, że widok zbrojnego ramienia Siedmiu odebrał mu odwagę i zmroził krew w żyłach, która grzać się umie tylko podczas mordowania bezbronnych i nieuzbrojonych!
Pozostawało czekać, czujnie spoglądając w stronę okrętów i patrząc na dym po drugiej stronie rzeki. Ktokolwiek odpowiadał za ten barbarzyński najazd odpowie przed sądem Ojca. Prędzej czy później...
- Sądzisz, że odpowiedzą? - zwrócił się Awatar do siedzącego obok Kapitana Generalnego Synów Wojownika.
- Zaatakowali opuszczone przez armię i króla miasto podstępem, mordują kobiety oraz dzieci, acz nie postawili nawet kroku w stronę pełnego naszych rycerzy septu... Tchórze mają tylko jedną naturę i wkrótce ją okażą.
Peter z Astory
Peter z Astory

Liczba postów : 43
Data dołączenia : 14/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Mistrz Gry on Wto Maj 15, 2018 1:28 am

Wkrótce po rozejściu się dźwięcznych słów herolda, jeden z posłańców króla Harlawa powrócił na brzeg, by oznajmić, iż walka się odbędzie, a sam agresor wkrótce przybędzie. Niestety wraz z otrzymaniem powyższych informacji, mrowie statków rozmieszczonych wokoło Wysokiej Wieży zaczęło się przemieszczać. Wpierw ludzie rozsadzeni na prawym brzegu Starego Miasta powracali na okręty, a pozostałe galery obracały się, bądź zachowywały swe położenie, choć ruch na ich pokładach był znacznie wzmożony. Gdzieniegdzie napinano mocne węzły katapult, o ile ówcześnie nie były naciągnięte do ostrzelania zamku i jego murów. Ewidentnie przeciwnik zamierzał się bronić, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Z drugiej strony Peter z Astory przybył w dość licznym towarzystwie, więc oznaka ruchu ze strony najeźdźcy mogła być także równoczesną prezentacją własnych sił. Ciężko ocenić jakie zamiary kierowały Redwyne, czy raczej królem Żelaznych Wysp.


Szept.
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 2691
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Peter z Astory on Nie Maj 20, 2018 3:38 pm

- Najwyraźniej miałeś rację, stary druhu - Awatar powiedział do swego towarzysza. - Setki ludzi na statkach nie wystarczą najeźdźcy by ten zebrał w sobie choć trochę odwagi by wraz z nimi zejść na ląd. Woli mierzyć w nas z dziesiątek machin oraz ściągać tysiące dodatkowych ludzi.
- Nawet demony uciekają, gdy prawy człowiek rusza na wojnę - odparł Kapitan Generalny ze spokojem. - Czego więc można spodziewać się po hordzie szczurów?
- Mądre słowa - przytaknął Wielki Septon. - Ten niehonorowy i tchórzliwy atak pokazał już jak wielkim zaufaniem można obdarzyć tych ludzi, cofnąć się na plac dwie przecznice za nami. Niech herold zakrzyknie, że tam będziemy wyczekiwać! - zarządził Peter.
Wróg musiał być nie tylko pozbawiony honoru i odwagi, ale również głupi jeżeli myślał, iż rycerze Wiary będą stać na brzegu czekając grzecznie na napływ kolejnych setek ludzi i przekierowanie dziesiątek machin. Herold ponownie wyjechał naprzód, zaś rycerze zachowując czujność i ściskając mocno tarcze zawrócili w stronę wskazanego przez Awatara placu. Na wszystkich ulicach poza jedną prowadzącą bezpośrednio do miejsca spotkania powinny być już wzniesione i zabezpieczone barykady, zaś ludność powoli ewakuowała się z miasta.
- Przynajmniej udało nam się odciągnąć to ścierwo od grabienia drugiego brzegu, ludzie będą mieli więcej czasu na ucieczkę.
Peter z Astory
Peter z Astory

Liczba postów : 43
Data dołączenia : 14/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Mistrz Gry on Czw Cze 07, 2018 9:29 pm

20-21/04/336AC

Barykady

Pierwsze z czym mieli styczność Żelaźni Ludzi próbujący napierać na miasto od strony przystani to... barykady. Drogi zablokowano ścianami z wozów, skrzyń, beczek oraz mebli, za nimi zaś kryli się uzbrojeni po zęby rycerze w barwach Synów Wojownika wspierani przez garść straży jaka skrzyknęła się z okolicy próbując ich wspomóc. Ostrzał z łuków był bezskuteczny, ponieważ rycerze jedynie kryli się za barykadą i unosili tarcze nad głowy tworząc nad sobą opierający się ostrzałowi dach. Jedyne co pozostało - i na co kochający walkę Żelaźni nie czekali długo - to szturm... Walki o bariery trwało pewien czas, ponieważ okopani obrońcy nie odpuszczali łatwo, a rycerze oraz straże były równym przeciwnikiem dla Żelaznych. Na dachach przyczaili się również Bracia Ubodzy, którzy poczęli zrzucać na stłoczonych najeźdźców z zaskoczenia meble, donice oraz ciężkie, ceramiczne dachówki. Najprawdopodobniej część agresorów trafiona podobnymi przedmiotami w głowy padła martwa lub nieprzytomna, jednak była to raczej symboliczna liczba poległych. Po zejściu na ziemię ubrani w worki fanatycy zdziałali zaś niewiele, jedynie kupując czas lepiej uzbrojonym towarzyszom i uciekającym mieszkańcom poprzez podkładania swoich ciał po oręż wroga.

Ulice

Żelaźni Ludzie po przełamaniu barykad - lub też w kilku miejscach w jakich wniknęli do miasta z dala od głównego portu, gdzie nie powstał tak zdecydowany opór - wpadli pełni szału na ulice, gdzie spuścili ze smyczy wszystkie swoje żądze. Na szczęście dla mieszkańców Starego Miasta septoni oraz septy poczęli wyprowadzać ludzi przez bramy na południowym-wschodzie jeszcze zanim wróg naparł na ten brzeg Miodowny. Najeźdźcy na ulicach spotkali zorganizowane grupy patroli straży, które stawiały opór, a także musiały liczyć się ze zdobyciem ich posterunków, których obrońcy łatwo oddać nie chcieli. Poza tym najeźdźcy wpadali do wszystkich domostw, gdzie przetrząsali je w poszukiwaniu cennych łupów. Jeżeli gdziekolwiek napotkali ludzi traktowali ich na przeróżne okrutne sposoby, kobiety oraz dziewczynki gwałcili i później mordowali lub też brali na morskie żony, mężczyzn zabijali dla zabawy, czasem szybko, a czasem przy pokazach szczególnego okrucieństwa lub - jeżeli uznali ich za odpowiednich - uderzali pałą przez łeb by zaciągnąć takich w łańcuchach na statki, aby pracowali na polach lub w kopalniach Żelaznych Wysp. Dzieci również nadawały się do wzięcia jako łup, dla starców zastosowania natomiast nie było, tak więc szli pod nóż.

Gwieździsty Sept

W dużej sile Żelaźni Ludzie natarli również na Gwieździsty Sept, który przygotowany został do odparcia ataku przez kilka setek Synów Wojownika. Rycerze walczyli zaciekle w obronie świątyni, a wielu morskich grabieżców przypłaciło życiem próbę zdobycia jej korytarzy i zbezczeszczenie miejsca kultu. W końcu jednak, po długich walkach o każdy metr septu, budynek padł przed przytłaczającą przewagą liczebną wroga. Najeźdźcy złupili co mogli, pomordowali wielu septonów i zgwałcili septy. Niestety wiele zabawy nie mieli, ponieważ duchownych została jedynie garstka, większość opuściła miasto z wyprowadzanymi tabunami ludności. W łapy Żelaznych wciąż wpadła jednak garść septonów, a wśród nich sami Najpobożniejsi.

Okolice Wysokiej Wieży

Ostrzał Wysokiej Wieży przez cały dzień nie przyniósł wielkich efektów. W kilku miejscach może i kamień budowli trochę się nadkruszył - chociaż ze statków nie było to nawet widoczne - a kilka kamieni uderzyło w okna lub balkony wybijając je i wlatując do środka. Wiele pocisków zostało też źle wymierzonych i rozbiło się o czarną podstawę siedziby Hightowerów nie czyniąc jej żadnych szkód. Z murów twierdzy zaś odpowiedziały na ostrzał machiny Wieży, doprowadzając do zapłonu i zniszczenia jednej z galer.



Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 2691
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Harras Harlaw on Czw Cze 07, 2018 11:44 pm

Po paru godzinach walk przyniesiono królowi raport. Co prawda wszystko wymknęło się trochę spod kontroli. Nie kazał w końcu atakować jeszcze Gwiezdnego Septu, a jedynie pozostać na brzegu. No nic... co się stało, to się nie odstanie. Teraz mógł jedynie żałować, że lepiej ich nie dopilnował. Musiał wydać kolejne rozkazy. Kruszenie Wysokiej Wieży nie szło mu najlepiej, co źle wróżyło temu zadaniu. Zastanowił się, jak najbardziej może teraz dokopać mieszkańcom Starego Miasta...
Kazał odsunąć się okrętom poza zasięg balist z Wysokiej Wieży. Z odpowiedniej odległości mieli rozpocząć ostrzał skierowany na chybił trafił w lewy brzeg miasta. Może zburzą parę budowli.
Po prawej stronie Miodowiny nakazał inną taktykę. Jego ludzie mieli znaleźć i podpalić drewniane części domostw. Któreś na pewno miało poddasze lub rusztowania wykonane z drewna...
Jego ludzie mieli także przeszukać dokładnie wszystkie galery w porcie. Król chciał raport z wiedzą, ile ich było, ile na nich było pieniędzy i jakie towary. Szczególnie kazał zwrócić uwagę na: złoto, srebro i biżuterię, drewno, alkohole (przede wszystkim wina i rum), przyprawy, uzbrojenie, smoczą kość (jeśli coś takiego by było), ubrania, wełnę (oraz jej przetwory, np. aksamit) i jedzenie.
Trzeba też było zająć się rannymi i martwymi. Harras kazał zebrać rannych i odpowiednio się nimi zaopiekować. Martwych Żelaznych zaś także należało zebrać i oddać ich morzu, żeby mogli trafić do Podwodnych Komnat Utopionego Boga i z nim ucztować. Mieli też zebrać całe uzbrojenie, jakie będą w stanie.
Ostatnim z zadań było wysłanie drobnej grupy 50 galer w górę Miodowiny. Mieli splądrować osady przy jej brzegu, złapać i skaptować kolejnych ludzi (dokładnie tak jak nauczył ich Harlaw pod Seagardem) i wrócić w krótkim czasie. Podróż nie miała trwać długo - najwyżej 1 dzień i mieli zawrócić. Analogiczne zagony - złożone tym razem z samej konnicy - miały zostać posłane przez bramy dookoła miasta. Po ich powrocie Harlaw miał nadzieję móc opuścić Stare Miasto i wrócić na wyspę Arbor. Łącznie więc król Żelaznych Wysp miał zamiar spędzić w Starym Mieście jeszcze dwa dni.

_________________
The supreme art of war is to subdue the enemy without fighting. - Sun Tzu, "The Art of War"
Harras Harlaw
Harras Harlaw

Liczba postów : 158
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Mistrz Gry on Sob Cze 09, 2018 3:19 am

22-23/04/336AC

Lądowe Wyprawy

Konnica Żelaznych Ludzi wspierana przez znaczne siły piesze ruszyła na pola wokół Starego Miasta. Niefortunnie ludzie rozpoczęli ewakuować się już w czasie ataku, a walki na ulicach trochę trwały, więc wielu chłopów wiedziało, że niebezpieczeństwo nadchodzi. Ponadto nie było wcale tylu - przynajmniej mężczyzn - do pojmania w niewolę, ponieważ większość mieszkańców okolicy pomaszerowała na wojnę pod rozkazami króla Gartha. Ludzie wyspiarzy wpadli również na grupy konnych patroli straży Hightowerów, które krążyły w okolicy i rozbili je w wyrównanej walce, zabijając zbrojnych lub biorąc w niewolę. Gorszy okazali się jako przeciwnik Synowie Wojownika, którzy także patrolowali okoliczne tereny - a jeden konny oddział osłaniał uchodźców z miasta - zgodnie z obietnicą jaką Wiara złożyła królowi Wieży. Rycerze w służbie Siedmiu byli niczym zmora dla najeźdźców, rozbijając grupki Żelaznych bezlitośnie. Zabijając ich lub biorąc w niewolę. Nie wszyscy jeńcy dali też radę trzymać język za zębami co do swojego realnego pochodzenia... W końcu po co? Weszli już dzięki tym durnym winogronowym szmatkom do miasta, zdobyli je i splądrowali. Niech słabi ludzie z zielonych krain drżą przed potęgą Żelaznych Wysp! Część pojmanych rycerze-kapłani powiesili, resztę zabrali ze sobą. W czasie łupienia gospodarstw Żelaźni napełnili trochę swoje kieszenie - jeszcze bardziej się radując - i spopielili wiele budynków. Trafiła się również garść gwałtów na kobietach oraz mordów, których dokonywali głównie na starcach, jakich uznali za nieprzydatnych i często próbujących mimo wieku stawiać opów "żelaznej hołocie". Wracając przyprowadzili ze sobą grupy wieśniaków, jednak wielu zdążyło się schować przez najeźdźcami i dlatego też głównymi łupami przywiezionymi z okolic Starego Miasta były zapasy żywności oraz nieliczne kosztowności.

Wyprawa w górę Miodowiny

Wyprawa w górę rzeki była odrobinę bardziej obfita. Może to błogosławieństwo Utopionego Boga utrzymujące się nad Żelaznymi Ludźmi podróżującymi drogą wodną? Kto wie... Tak czy inaczej tutaj również najeźdźcy oddawali się gwałtom, mordom oraz grabieży, złupione osady paląc praktycznie do gołej ziemi. Prostaczków również nie sprowadzili licznie i raczej więcej przywieźli łupów niż ludzi, ale wciąż więcej niż lądowa konkurencja. Ponadto patrole ludzi Hightowerów i Beesburych nie były dla Żelaznych podróżujących w górę Miodowiny takim problemem jak dla ich braci. Flota zawróciła jednak w połowie długości rzeki, kiedy ujrzeli czuwające nad jej brzegami Honeyholt, siedzibę Beesburych.

Kontrole Handlu

Po przeszukaniu portu oraz przebywających w nim okrętów - których były trzy dziesiątki i sześć - odnaleziono zapasy wielu mniej lub bardziej luksusowych dóbr. Dwa statki okazały się puste, wiele z nich miało też biedne ładownie, jednak kilka wiozło bardzo cenne towary. W ręce Żelaznych Ludzi wpadło wiele beczułek różnorakich trunków. Od zwykłego piwa i podłych win, po tyroshyjską brandy i wino dornijskie. Najeźdźcy położyli ręce na sporej ilości biżuterii, zagarnęli bele jedwabiu, uzbrojenie, egzotyczne przyprawy oraz narzędzia, a także inne drobiazgi czy surowce.  

Niszczenie Starego Miasta

Ostrzał lewego brzegu miasta przebiegał bardzo dobrze. Na nabrzeżu Żelaźni znaleźli trochę drewnianych zabudowań, które podpalili by nie marnować na nie amunicji, po czym zasypali pociskami - uzupełnianymi później z gruzów - mocniejsze budowle. Magazyny, domy, warsztaty, karczmy i przybytki rozkoszy, wszystkie jednakowo niszczały na życzenie Harrasa. Pod koniec tych dwóch dni prawie połowa budynków na wybrzeżu była w ciężkim stanie, a kilkanaście całkowicie legło w w gruzach. Z pewnością odbudowanie zniszczeń nie będzie małą inwestycją.
Próby wywołania pożarów na prawym brzegu były o wiele cięższe do osiągnięcia. Stare Miasto było solidną, kamienną metropolią, a chociaż oczywiście każdy prawie budynek miał drewniane elementy w postaci chociażby belek wspierających dachy, to po ich podpaleniu i załamaniu dachówki jedynie zawalały się do środka i ogień nie rozprzestrzeniał się czyniąc wielkich zniszczeń. Ponadto garstki kryjących się po mieście ludzi, chociaż bardzo zdezorganizowane, walczyły jako tako z "pożarami", które w tej skali nie były szczególnie groźnym przeciwnikiem. Wiele budynków zostało wprawdzie uszkodzonych, a kilka spłonęło całkowicie, jednak nie były to aż tak znaczące szkody.




Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 2691
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Czeladnik Gry on Czw Sie 30, 2018 12:52 am

20 maja 336AC

Niestety okazało się, że uliczka nie jest ślepa. Na szczęście posłany rycerz nie miał problemu z odcięciem tej drogi.
Pozostawało pytanie czy to odcięcie będzie skuteczne? Napastników jak się okazało było aż 9, grupa dosyć spora. Mogli stanowić wyzwanie nawet dla Belthasara i dwóch rycerzy.
Nie wystraszyli się też Karstarka mimo, że krzyczał. Było ich trzy razy więcej. Czuli się pewnie.
-A tu ten oto kurwi syn - wskazali na pobitego - Sept okradł!
-Nie prawda! - jęknął pobity.
-I co kłamiesz! Sami widzieliśmy jak się chyłkiem wymykasz z Septu jak złodziej! Jeszcze żeś się rozglądał nerwowo czy nikt nie widzi!
-I pełno pieniędzy w rencach miał, po co tyle złota Septonowi? - zawołał jeden
-Zresztą my Septonów znamy! Do Septu chodzim co i raz! Tego na oczy żeśmy nie widzieli! Jak nic okradł Sept i to nawet ubranie! Pewno do lepszej ucieczki! Złodziej jeden! - poparł go ktoś inny.
-Panie ratuj! Ja nowy jestem! Wielu zginęło tutaj to mnie przysłali! - błagał ranny.
Cała sytuacja była mocno niejasna. Człowiek był ubrany w szaty Septona. Na ulicy leżała cała garść monet i to nie byle jakich. Same srebrne, a wśród nich kilka złotych. Nie mogły to być raczej pieniądze agresorów. Wyglądali na jakichś biednych chłopów.

Wojownik


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry (J) dnia Sro Wrz 12, 2018 9:35 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : data jak zwykle)
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 531
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Belthasar Karstark on Wto Wrz 04, 2018 1:15 am

Belthasar wysłuchał wszystkich zastanawiając się co z tym zrobić i całe szczęście po krótkiej chwili do głowy przyszło mu rozwiązanie problemu, które mogło zapobiec dalszej przemocy, jeśli tylko obecnie tutaj ludzie się opamiętają.
- Panowie, cieszę się z waszej gorliwości z łapania przestępców, ale w tym wypadku nie wiadomym mi nawet jest czy faktycznie doszło do kradzieży. Choć faktycznie dowody są znaczne - dodał szybko, żeby uspokoić mężczyzn.
- Jeśli ten tutaj oto człowiek okradł sept, to nie dokonał zbrodni przeciwko ludziom, a przeciwko bogom. W tym wypadku sąd należy do Wiary i Wiara go osądzi. Panowie, zapraszam ze mną. Przesłuchamy każdego, a w przypadku potwierdzenia oskarżeń czekać was będzie nagroda - zakończył obietnicą, mając tu na myśli srebrnego jelenia dla każdego. Zdawał sobie sprawę, że obecnie mieszkańcy Starego Miasta żyją w biedzie, więc pieniądze przydadzą im się zawsze, a jednocześnie trzeba też sprawdzić czy septonowi nie zostało zlecone kupienie czegoś za te pieniądze, co oznaczałoby jego niewinność. W takim wypadku mieszczanie będą na miejscu i kara ich nie ominie.
Belthasar Karstark
Belthasar Karstark

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 28/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Czeladnik Gry on Sro Wrz 05, 2018 8:04 pm

Biedacy popatrzyli jeden na drugiego, podrapali się po brodach.
-Nagroda powiadacie? A duża ta nagroda? - dopytywali, a po usłyszeniu, że to tylko 1 srebrnik zrobili kwaśne miny - mało to trochę, widać lepiej kraść niż złodziei łapać, ale zawsze lepsze to niż nic. - stwierdzili wreszcie.
-Oh dziękuje Panie - wołał septon, zebrał szybko pieniądze i wcisnął je Karstarkowi widać bojąc się, że zabiorą je napastnicy - Niech wam Matka w dzieciach wynagrodzi! - był bardzo szczęśliwy, ale jednocześnie zaczął się pocić i wykonywać nerwowe ruchy - ale chyba nie będziemy kłopotać nikogo wysoką rangą, prawda? Każdy potwierdzi, że jestem Septonem, a po co tam ludzi kłopotać?
-Nam za jedno, kto go sądzić bedzie, ino żeby nagroda była jako się rzekło - przerwali mu ludzie z kijami - ruszać się tam aby żwawo, bo nie mamy całego dnia co by na ulicy sterczeć - poganiali wszystkich.
Domniemany Septon też gotów był iść gdzie mu Belthasar rozkaże.

Mariusz
Czeladnik Gry
Czeladnik Gry

Liczba postów : 531
Data dołączenia : 07/03/2018

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Dorian Hightower on Nie Sty 20, 2019 6:21 pm

1-21 czerwca 336 AC

Gdy rozpoczynał się następny miesiąc, Dorian nie miał już co robić w wieży. Wszystkie administracyjne sprawy związane z odbudową miasta zostały załatwione. Pozostawało tylko czekać aż zburzone budowle wrócą do swojego stanu sprzed ataku.
Król pomyślał jednak, że czekaniem nic nie wskóra. Trzeba było coś zrobić. Zacząć działać. Trzeba było pomóc ludziom w odbudowie, a siedząc całymi dniami w Wieży na pewno tego nie zrobi.
Zebrał się więc i zwołał dwudziestu zamkowych strażników. Wziął też swoje dwie zaprzysiężone tarcze. Powiedział im wszystkim, że idą pomóc ludziom odbudowywać miasto.
Po drodze dołączyła do nich również Laura. Przepłynęli barką do miejskiego portu i ruszyli w kierunku najbardziej zniszczonych dzielnic. Dorian powitał ludzi pracujących przy swoich zniszczonych domach i zaoferował pomoc. Ponad dwadzieścia dodatkowych par rąk do pracy zawsze się przydawało, więc wszyscy przyjmowali wsparcie bardzo chętnie.
Dorian wraz ze swoimi strażnikami zaczęli wykonywać najróżniejsze prace. Rozładowywali deski i belki, które przyjeżdżały na wozach z portu, przybijali gwoździe, wywozili gruz na taczkach, podawali cegły i mieszali zaprawę. Ludzie z miasta byli wytrwalsi niż można się było spodziewać, ale Dorian nawet im się nie dziwił. Gdyby zniszczono jego własny dom, też pracowałby dzień i noc żeby postawić nowy.
Król zdążył nawet pobrać kilka lekcji stolarstwa, których udzielił mu jeden z mieszkańców. Potrafił już odróżnić dłuto od przecinaka. Wiedział czym jest klin i pilnik.
Laura w tym czasie rozmawiała z mieszkańcami żeby zorientować się w ich problemach. Co jakiś czas zabierała też trochę jedzenia z Wieży i rozdawała je najbiedniejszym. Odwiedziła też miejscowy sierociniec, gdzie przygarnęła jednego z młodych chłopaków na giermka dla swojej zaprzysiężonej tarczy.
Dni mijały a Dorian i Laura z każdym kolejnym nie mieli zamiaru odpuszczać swojej działalności w mieście. Systematycznie wychodzili do ludzi oferując swoją pomoc i słuchając ich próśb i potrzeb. Codziennie spędzali tak po kilka godzin za wyjątkiem dni, gdzie mieli do załatwienia jakieś naglące sprawy. Wtedy zawsze wracali do Wieży nieco szybciej, jednak nigdy nie było dnia, żeby nie pojawili się na ulicach.
Dorian czuł się z tym bardzo dobrze. Taka pomoc przyda się mieszkańcom, a wdzięczność mieszkańców przyda się jemu. Poza tym... trochę wysiłku fizycznego było bardzo przydatne żeby utrzymać krzepę. A na wojnie krzepa się przydaje.
Dorian Hightower
Dorian Hightower

Liczba postów : 215
Data dołączenia : 05/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Mistrz Gry on Nie Sty 20, 2019 6:59 pm

Ryzykowny ruch ze strony króla Wysokiej Wieży, wyjście na ulice miasta tak pobożnych ludzi po potępieniu przez Wielkiego Septona. Szczęśliwie głowa Wiary wraz z większą częścią swoich sił wycofała się do pobliskiego klasztoru, co odrobinę złagodziło nastroje w mieście dzięki mniejszej liczbie podżegaczy do ukaranie "bluźnierców", w dodatku o mniejszym autorytecie niż sam Awatar Bogów. W dodatku mieszkańcy miasta wciąż pamiętali egzekucje Żelaznych Ludzi odpowiedzialnych za spalenie ich domów jakie sprezentował im Dorian, zaś jego chęć pomocy i umiejętności mówcze Laury szybko przekonywały wahających się mieszkańców do pozostanie po stronie monarchów. Pomocny okazał się również lord Mullendore, który kiedy tylko dowiedział się o postępku króla dołączył do niego z propozycją... Setki żołnierzy obecnie siedziały bezczynnie pod miastem. Czy tysiąc dwadzieścia par rąk nie będzie lepszym wkładem niż jedynie dwie dziesiątki?
Szczęśliwie z Lys przypłynęła cała flota okrętów handlowych napełnionych drewnem, narzędziami, surowcami i innymi potrzebnymi przedmiotami, więc było z czego budować bez potrzeby dłuższego czekania na materiały. Oczywiście jak można było się spodziewać doszło do kilku... incydentów. Raz ktoś z tłumu rzucił w Laurę zgniłym pomidorem, który rozkwasił się na jej sukni potwornie ją brudząc. Strażnicy ruszyli pochwycić napastnika, jednak ten zniknął w tłumie. Innym razem ktoś próbował podobnej sztuczki z królem, mierząc w niego końskim łajnem. Tym razem jednak fanatyczny miotacz został znokautowany nim cokolwiek zrobił przez... jednego z mieszkańców Starego Miasta. Postawny kowal pracujący przy odbudowie jednego z budynków akurat montował zawiasy pod drzwi, kiedy dostrzegł co się święci i zareagował prawym prostym, od którego odziany we włosiennicę fanatyk długo miał widzieć gwiazdy. Kolejnego dnia strażnicy złapali trzech bardziej "pobożnych" mieszkańców nawołujących w pobliżu miejsca pracy króla do zebrania się i usunięcia tej "zmazy w oczach bogów". Eskortowanych do lochu więźniów mieszkańcy obrzucali kamykami, wyzwiskami i starymi warzywami. Zachęcony postawą króla również septon odpowiedzialny za udzielenie mu ślubu postanowił wyjść z Wieży, aczkolwiek w tym przypadku skończyło się to podbitym okiem i złamaną ręką nim straż ocaliła go przed żądnymi nagrody za głowę heretyka napastnikami. Blisko ostatniego dnia trwających na razie prac królowa po raz kolejny stała się ofiarą rzutu, tym razem zgniłym jajkiem. Napastnika ponownie nie pochwycono, ale jakaś mała, urocza dziewczynka poratowała Laurę chustką.
Podsumowując to co zaobserwowano można stwierdzić, że mieszkańcy Starego Miasta wcale nie są nastawieni do swego króla tak negatywnie jak chcieliby członkowie Wiary Wojującej, nawet wręcz przeciwnie. Najwyraźniej fanatycy po prostu najgłośniej krzyczą.

Maester
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 2691
Data dołączenia : 20/11/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Laura Hightower on Nie Sty 20, 2019 7:59 pm

Kiedy Dorian oznajmił Laurze, że powinni wreszcie wyjść do mieszkańców miasta, królowa była nieco sceptyczna i przerażona. Spodziewała się publicznego linczu i obrzucania ich odchodami z okien domów, aczkolwiek już pierwszego dnia podczas wizyty na ulicach okazało się, że ludzie jednak nie mają aż tak mocno negatywnego nastawienia do nich jak początkowo sądzili. W pierwszych dniach Dorian wraz z ludźmi wychodzili na ulice miasta i pomagali wszystkim tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Laura dołączyła do nich po kilku dniach kiedy usłyszała od męża, że na ulicach nie dzieje się aż tak źle. Wraz ze swoimi służkami roznosiła ludziom żywność, a także inne podstawowe materiały potrzebne gospodyniom ze zniszczonych domów, których w Wysokiej Wieży było pod dostatkiem: materiały, nici, ubrania i inne proste surowce wykorzystywane w gospodarstwach domowych.
Przykre incydenty zdarzały się, aczkolwiek nie były one bardzo częste i raczej spotykały się z większą dezaprobatą ze strony mieszkańców niż uciechą. Po kilku dniach stało się jasne: mieszkańcy Starego Miasta nie chcieli głów swoich nowych monarchów, spiralę nienawiści nakręcała wiara wojująca i to w dość nieudolny sposób z tego co mogła zauważyć Laura. Nie licząc oberwania pomidorem i zgniłym jajkiem Laura nie ucierpiała przez te wszystkie dni, tak samo Dorian.
Dwunastego dnia obudowy gdy Dorian i jego straż przyboczna zajmowali się odbudową budynków na jednej z ulic, Laura odwiedzała właśnie pobliski sierociniec. Po wizycie w bidulu przechodziła właśnie przez plac gdzie rozdała ostatni kosz żywności, kiedy usłyszała w tłumie jakiś pojedynczy krzyk, który wydawał jej się obelgą skierowaną w jej stronę. Dotychczas ani ona ani Dorian nie mówili nic publicznie, rozmawiali z ludźmi raczej w mniejszych grupkach podczas prac, słuchając o ich problemach i potrzebach. Mimo to byli już tutaj od niemal dwóch tygodni i królowa poczuła się na tyle bezpiecznie, aby przemówić wreszcie do ludu bez obawy, że zostanie poniesiona przez tłum do rynsztoka, a następnie w nim utopiona. Wstąpiła na piedestał stojący na placu, który służył do wygłaszania ogłoszeń, egzekucji i innych spraw, które były załatwiane publicznie na placu. Kiedy udało jej się przyciągnąć uwagę mieszkańców załatwiających swoje sprawy na placu, przemówiła do nich w kilku krótkich słowach.
- Drodzy mieszkańcy - zaczęła głośno, mając nadzieję, że nie oberwie już dzisiaj zgniłym jajkiem. A nawet jeśli, miała zamiar przyjąć je na siebie i mówić dalej. - Wasz król oraz ja strasznie się cieszymy, że mieszkańcy naszego pięknego miasta potrafią być tak zjednoczeni w obliczu tak strasznej tragedii jaka spotkała nas w ostatnim czasie. Widok pomagających sobie wzajemnie sąsiadów i przyjaciół, a nawet obcych ludzi, pozwala mi myśleć, że nasze miasto podniesie się po tym ataku jeszcze silniejsze - powiedziała, patrząc po twarzach zebranych na placu mieszkańców. Jeszcze nie mogła być pewna tego jakie mają do niej nastawienie, ale jeśli do tej pory nie oberwała warzywami albo gównem, to chyba nie było źle. - Chciałabym aby wszyscy mieszkańcy Starego Miasta wiedzieli, że wasz król nie opuści was w tej ciężkiej chwili. Każdy z was jest mile widziany w Wysokiej Wieży, aby przyszedł ze swoimi problemami i potrzebami i podzielił się nimi z nami. Nikt z was nie zostanie sam w potrzebie, każdemu zostanie udzielona pomoc nawet jeśli to oznacza, że sami będziemy musieli wychodzić na ulicę każdego dnia i pomagać wam w odbudowie domów, warsztatów, karczm i septów. Wysoka Wieża oddała całą zawartość swojego skarbca Żelaznym Ludziom w zamian za to, że obiecali, iż oszczędzą wasze domy i waszą własność, jednakże barbarzyńcy nie wywiązali się z umowy! Zostawili nas z pustym skarbcem i zniszczonym miastem, ale to nas nie zatrzyma! Będziemy na ulicach dzień i noc, żeby odbudować to co zniszczyli - powiedziała, czując, jak wzbiera w niej wściekłość wobec Żelaznych Ludzi, ale dobrze wiedziała, że wściekłość mieszkańców jest jeszcze większa.
- Zapewne każdy z was słyszał o tym, że Wielki Septon żąda doprowadzenia  waszego króla przed oblicze swojej sprawiedliwości za to, że śmiał poślubić osobę, do której zapałał miłością. Człowiek, który najgłośniej krzyczy o tym, aby boskiej sprawiedliwości stało się dość... Gdzie jest teraz?! Siedzi w swoim klasztorze, który mój świętej pamięci ojciec zbudował dla niego w dowodzie oddania bogom! Gdzie są bracia ubodzy?! Czy poza rzucaniem w króla końskim łajnem podczas gdy on pomagał odbudować mieszkańcom ich dom, zrobili cokolwiek dla tego miasta?! Zamiast pomagać w jego odbudowie, chodzą po ulicach i nawołują do nienawiści i walk z waszym monarchą, tak jakby to miasto potrzebowało więcej walk i więcej zniszczeń! Wiara wojująca to fanatyczna odmiana naszej religii, która panoszy się w naszym mieście, ale za jaką cenę?! Czy oddawanie czci Siedmiu nie powinno odbywać się w spokoju, w ciszy, w harmonii i w pobożnej modlitwie? Tymczasem co oni nam dają?! Namawiają do buntu, wzniecają konflikty i podkładają pod miastem ogień nienawiści prowadzący do zniszczenia. Po co?! Bo słabym, podzielonym ludem łatwo jest manipulować i rządzić! Wołam do was o rozsądek i o to, abyście dostrzegli, ze Wysoka Wieża chce dla swoich mieszkańców dobrobytu i spokoju. Z bogami za swoje grzechy rozliczymy się kiedy Ojciec wezwie nas do swojego królestwa, tymczasem chcemy tylko, aby w naszym mieście panował pokój i wzajemna współpraca, tak jak przed ostatnie dwa tygodnie. Przychodźcie do mnie, przychodźcie do waszego króla, czekamy na was i jesteśmy gotowi wam pomagać i was wspierać. Nie dajcie wierze wojującej zamydlić sobie oczu, oni nie chcą waszego dobra! Chcą władzy w tym mieście, chcą władzy nad wami! Po nas przyjdzie kolej na was kiedy staną pod waszymi drzwiami i zaczną rozliczać was z waszych grzechów! Tylko Ojciec może nas rozliczać! - krzyknęła na koniec, obserwując reakcje tłumu.   

_________________
*
I surrender
my breath and my unease
Laura Hightower
Laura Hightower

Liczba postów : 200
Data dołączenia : 02/12/2017

Powrót do góry Go down

Re: Ulice miasta

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach